Wygenerowano:
02.11.2017
18:17:37

Przejdź do spisu książek
Wygenerowano programem:
Q-Księgozbiór 3000





Obrona Lenigradu. Historia bez retuszu.

( Bieszanow, Władimir )

Spis cytatów dla wybranej książki

Strona Treść cytatu Słowa kluczowe / uwagi
9 Jest to lektura niezwykła, książka pełna prawdy, przepojona szacunkiem dla zwykłych żołnierzy radzieckich, którzy często padali ofiarą nie tylko Niemców, ale i własnych dowódców. GWG - Gra w grupie (PNWS)

PNWS -procesy naturalne wewnątrz systemu



13 W sumie siły wojsk radzieckich w „kolebce rewolucji” i wokół niej były niemałe. Tak więc opowieści radzieckich marszałków i generałów o liczebnej przewadze nieprzyjaciela można włożyć między bajki dla obywateli ZSRR, przed którymi przedstawione wyżej liczby ukrywano przez pół wieku jako największą tajemnicę państwową. Tylko z oczywistych przyczyn (ignorancji szerokiego audytorium) były szef Sztabu Generalnego marsz. Aleksandr M. Wasilewski (1895-1977) mógł autorytatywnie rozprawiać o „całych armadach faszystowskiego lotnictwa” i „trzykrotnej przewadze” Grupy Armii „Północ” i z jej 679 czołgami i 830 samolotami nad Okręgiem Nadbałtyckim, posiadającym 1514 czołgów i 1814 samolotów. Należało jakoś wyjaśnić, dlaczegóż to początek wojny dla wojsk i dla tego okręgu (tj. Frontu Północno-Zachodniego) oraz dla całej „niezwyciężonej, legendarnej” armii oznaczał serię katastrofalnych klęsk. Pod koniec dnia 22 czerwca 1941 r. Niemcy, pokonując od 20 do 70 km, przechwycili przeprawy przez Niemen. Radziecka obrona została przerwana w kilku miejscach, system łączności zakłócony lub zniszczony, możliwość scentralizowanego kierowania wojskami utracona. W odpowiedzi na ofensywę wojska gen. F.I. Kuzniecowa, nie orientujące się w realnej sytuacji i nie współdziałające ze sobą, próbowały zrealizować przedwojenne plany wyzwolenia zagranicznych proletariuszy od ucisku tamtejszych kapitalistów i obszarników. Lotnictwo radzieckie, zamiast wspierać siły naziemne, dokonywało nalotów na obiekty w Prusach Wschodnich, co przy dobrze zorganizowanej obronie przeciwlotniczej nieprzyjaciela, przynosiło wielkie straty. A korpusy zmechanizowane dostały rozkaz kontruderzenia w rejonie 8. Armii gen. broni P.P. Sobiennikowa, wzdłuż szosy Szaulai (Szawły) – Tilsit (Tylża, obecnie Sowieck). Podczas trzydniowego boju spotkaniowego z 41. korpusem zmotoryzowanym gen. Georga Reinhardta (dywizje: 1. i 6. pancerna, 36. zmotoryzowana, 269. piechoty – około 400 czołgów) radzieckie korpusy zmechanizowane 12. i 3., działające bez wsparcia piechoty, lotnictwa, zabezpieczenia tyłów i wzajemnej łączności – zostały rozgromione, tracąc prawie 1300 czołgów. W doniesieniu szefa zarządu wojsk pancernych Frontu Północno - Zachodniego z 2 lipca czytamy:

3. korpus zmechanizowany nie istnieje. Niezbędne jest, aby resztki 12. korpusu zmechanizowanego i pozostałości składu osobowego 3. korpusu zmechanizowanego prowadzić razem, rozlokowując je w rejonie miasta Ługa w celu nowego przeformowania.

historycy



13 W sumie siły wojsk radzieckich w „kolebce rewolucji” i wokół niej były niemałe. Tak więc opowieści radzieckich marszałków i generałów o liczebnej przewadze nieprzyjaciela można włożyć między bajki dla obywateli ZSRR, przed którymi przedstawione wyżej liczby, ukrywano przez pół wieku jako największą tajemnicę państwową. Tylko z oczywistych przyczyn (ignorancji szerokiego audytorium) były szef Sztabu Generalnego marsz. Aleksandr M. Wasilewski (1895-1977) mógł autorytatywnie rozprawiać o „całych armadach faszystowskiego lotnictwa” i „trzykrotnej przewadze” Grupy Armii „Północ” z jej 679 czołgami i 830 samolotami nad Okręgiem Nadbałtyckim, posiadającym 1514 czołgów i 1814 samolotów. Należało jakoś wyjaśnić, dlaczegóż to początek wojny dla wojsk i dla tego okręgu (tj. Frontu Północno-Zachodniego) oraz dla całej „niezwyciężonej, legendarnej” armii oznaczał serie katastrofalnych klęsk.

Pod koniec dnia 22 czerwca 1941 r. Niemcy, pokonując od 20 do 70 km, przechwycili przeprawy przez Niemen. Radziecka obrona została przerwana w kilku miejscach, system łączności zakłócony lub zniszczony, możliwość scentralizowanego kierowania wojskami utracona. W odpowiedzi na ofensywę wojska gen. F.I. Kuzniecowa, nie orientujące się w realnej sytuacji i nie współdziałające ze sobą, próbowały zrealizować przedwojenne plany wyzwolenia zagranicznych proletariuszy od ucisku tamtejszych kapitalistów i obszarników.

Lotnictwo radzieckie, zamiast wspierać siły naziemne, dokonywało nalotów na obiekty w Prusach Wschodnich, co przy dobrze zorganizowanej obronie przeciwlotniczej nieprzyjaciela, przynosiło wielkie straty. A korpusy zmechanizowane dostały rozkaz kontruderzenia w rejonie 8. Armii gen. Broni P.P. Sobiennikowa, wzdłuż szosy Szaulai (Szawły) – Tilsit (Tylza, obecnie Sowieck).

Podczas trzydniowego boju spotkaniowego z 41. korpusem zmotoryzowanym gen. Georga Reinhardta (dywizje: 1. i 6. pancerna, 36. zmotoryzowana, 269. piechoty – około 400 czołgów) radzieckie korpusy zmechanizowane 12. i 3., działające bez wsparcia piechoty, lotnictwa, zabezpieczenia tyłów i wzajemnej łączności – zostały rozgromione, tracąc prawie 1300 czołgów. W doniesieniu szefa zarządu wojsk pancernych Frontu Północno-Zachodniego z 2 lipca czytamy: 3. korpus zmechanizowany nie istnieje. Niezbędne jest aby resztki 12. korpusu zmechanizowanego i pozostałości składu osobowego 3. korpusu zmechanizowanego prowadzić razem, rozlokowując je w rejonie miasta Ługa w celu nowego przeformowania.

myślenie absolutne



55 Wasze dzisiejsze prośby przypominają szantaż. Was straszą dowódcy armii, a wy zdecydowaliście się, jak widać, zastraszyć Kwaterę Główną Naczelnego Dowództwa przedstawiając tragiczne skutki wyłomów, przerywania frontu, zaostrzenia sytuacji i tak dalej. Oczywiście, jeśli Wy nie będziecie niczego wymagać od swoich podwładnych, tylko będziecie statystami przekazującymi skargi waszych armii, to za kilka dni zapewne poddacie Leningrad, ale Kwatera Główna istnieje nie po to, by potakiwać pełnym szantażu żądaniom i przypuszczeniom. mechanizm terroru

komunizm



71 STALIN: W Tichwinie stoją dwie dywizje lotnictwa – 39. i 2., obie są do Waszej dyspozycji, ale nie otrzymują od Was zadań. O co chodzi, czy Wam niepotrzebne jest lotnictwo?
WOROSZYŁOW, ŻDANOW: Jest to dla nas nieoczekiwana i przyjemna nowina... Nas nikt nie informował o dywizjach w Tichwinie. Już dziś zostaną wydane dyspozycje.
STALIN: Nie zrozumieliście nas. Te obie dywizje lotnictwa są Waszymi starymi dywizjami. Wasz front po prostu nie wie albo zapomniał o ich istnieniu... Wy po prostu nie wiecie albo nie wiedzieliście, a teraz od nas dowiadujecie się, że w rejonie Tichwina, a nie w samym Tichwinie, siedzą dwie Wasze dywizje, które do tej pory nie dostawały zadań. Kulik znalazł te dywizje.
głupota

władza



75 W ekstremalnych sytuacjach Rosjanie zawsze umieli dać dowody wynalazczości, znajdując proste i oryginalne rozwiązania, które w czasach pokoju nie przychodziły im do głowy. przymus



Z ekstremalnymi sytuacjami mamy do czynienia albo podczas wojny, albo w konkurencji na wolnym rynku.
88 Karne organa pracowały u nas znakomicie. Od Maluty Skuratowa po Berię w ich szeregach byli zawsze profesjonaliści, zawsze też znajdowało się wielu chcących poświęcić się tej szlachetnej i niezbędnej każdemu państwu sprawie. W czasach pokoju ta profesja jest lżejsza i bardziej interesująca niż uprawianie roli czy praca przy obrabiarce. I profity większe, i władza nad innymi pełna. A podczas wojny – nie trzeba wystawiać własnej głowy pod kule tylko pilnować, aby inni robili to sumiennie. bezpieczniacy



97 I nasi partyjniacy, i niemieccy są dokładnie jednakowi, mają tak samo ograniczone horyzonty i takie same braki w wykształceniu. Tylko Niemcy są lepiej odżywieni i mają czyściejsze kołnierzyki. klasyfikacja



119 Bondarienko, znający się na rzeczy generał, doskonale rozumiał, że w obowiązującym w Armii Czerwonej systemie dowodzenia nie należy być mądrzejszym od kierownictwa. Nikomu nie jest potrzebna jego sztuka manewrowania i zdobywania skrzydeł frontu, trzeba tylko bez sprzeciwu podporządkować się idiotycznym rozkazom i przejawiać „odpowiednią surowość i być wymagającym wobec podwładnych”. mechanizm terroru



119 Za winnych własnej głupoty uznali przeklętych faszystów. syndrom moja niemoc ich wina



125 Aby dziś nadać choćby jakikolwiek sens walkom na newskim „skrawku”, w których codziennie ginęło do tysiąca żołnierzy radzieckich, rosyjscy „historycy w pagonach” szeroko rozprawiają o jakichś „znacznych siłach faszystów”, które udało się „związać”, oraz o „stratach” zadanych dwunastu dywizjom niemieckim. Jednakże do wyliczenia owych wrogich jednostek żaden z nich się nie fatyguje, i to z pełną świadomością, ponieważ dywizja zawsze była tylko jedna. Po prostu Niemcy regularnie wymieniali swoje oddziały, aby miały możliwość wypoczynku i uzupełnienia. historycy



126 Jeśliby Niemcy wypełnili nasze sztaby szpiegami, a wojska – dywersantami, jeśli doszłoby do masowej zdrady i wrogowie opracowaliby szczegółowy plan rozbicia naszej armii, to nie osiągnęliby takiego efektu, jak ten, będący wynikiem idiotyzmu, tępoty, braku odpowiedzialności dowództwa oraz bezradnej uległości żołnierzy... mechanizm totalitaryzmu



129 Niemcy na każdym zajętym terytorium tworzyli rozgałęzioną sieć głębokich transzei, gniazd karabinów maszynowych, podziemnych schronów z dwoma – trzema obelkowaniami, z ogrzewaniem i meblami, mieszali glinę i takimi „cegłami” wykładali schrony, używali szyn kolejowych, a nawet zdobytego kauczuku do umacniania bunkrów. Niektóre ich umocnienia zachowały się do tej pory.
Czerwonoarmiści siedzieli w małych dołkach pod ostrzałem wszystkich rodzajów broni; gdy było jasno, nie mieli nawet możliwości pójścia za swoją potrzebą lub otrzymania racji żywnościowej. Żołnierze radzieccy szczególnie nienawidzili „fryców” za komfort i nigdy nie tracili szansy na „zdobycze”, pisarz Danił Granin opowiadał:

Kiedy pierwszy raz wzięliśmy niemieckie ziemianki, znaleźliśmy tam gorącą kawę. Pamiętam, jak nas to wzburzyło: termos z gorącą kawą i rolka papieru toaletowego! My nie mieliśmy pojęcia, co to takiego papier toaletowy – myśmy gazetami nie mogli się podcierać, bo gazety były potrzebne na skręty. Od pierwszego dnia wojny doświadczaliśmy poniżenia przez swoją nędzę.

kapitalizm/socjalizm



130 Wskoczywszy do okopu, zobaczyłem stanowisko ogniowe nieprzyjaciela, położone bezpośrednio przed naszym podkopem... Zwróciłem uwagę, jak zbudowane jest to stanowisko. Całe wyłożone maleńkimi woreczkami z piaskiem. Woreczki, dosłownie jak cegiełki, ułożone jeden na drugim, tworzą nie tylko przedpiersie, ale i otwór strzelniczy w przedpiersiu, przez który faszysta ostrzeliwał nasze pozycje z karabinu maszynowego, a sam praktycznie pozostawał niewidoczny. Woreczki były z wierzchu przysypane śniegiem, stanowisko ogniowe zlewało się z otoczeniem, z zaśnieżonym polem. Czegoś takiego nigdy nie widziałem... Umieją wojować, gady! kapitalizm/socjalizm



141 To zrozumiałe, w oczach najwyższego dowództwa zawsze był niedobry nie ten dowódca, który bez sensu tracił ludzi, ale ten, który śmiał mieć własne zdanie i oceniać rozkazy przychodzące z góry. mechanizm totalitaryzmu



147 Gdy chodzi o rozdzielnictwo żywności, nie należy myśleć, że trzeba ją rozdzielać tylko sprawiedliwie. Trzeba wiedzieć, że to rozdzielnictwo jest metodą, bronią, środkiem podnoszącym produkcję. Niezbędne jest zapewnianie państwowo rozdzielanej żywności tylko tym urzędnikom, którzy są rzeczywiście potrzebni dla zapewnienia największej wydajności pracy, a jeśli uznać rozdzielanie artykułów żywnościowych za broń polityczną, zmniejszać racje tym, którzy nie są bezwarunkowo potrzebni, na korzyść tych, którzy są rzeczywiście potrzebni. [ Lenin ] politycy

komunizm

mechanizm totalitaryzmu



148 Do tego czasu zmarły już z głodu dziesiątki tysięcy mieszkańców. Według informacji Zarządu NKWD w listopadzie było 11 tys. takich zgonów, w grudniu – prawie 53 tys., w styczniu, choć podwyższono racje żywnościowe o 50 – 100 gramów chleba – 97 tys. osób. Rosła liczba ludzi umierających na ulicach, liczba napadów na sklepy, zabójstw i grabieży dla zdobycia kartek żywnościowych. W tym okresie odnotowano 413 przypadków kanibalizmu, przy czym szczególnie polowano na dzieci. Ludzie tracili zmysły, szaleli zatracając człowieczeństwo. B. Michałow, który przeżył blokadę wśród „nie będących bezwarunkowo potrzebnymi”, napisał:

Blokada – to moralne i fizyczne spotwornienie człowieka, jego duszy i ciała. Nie, nie do poziomu zwierzęcia, ale jakiegoś wyrodka, potwora psychicznego, którego wszystkie pomysły i działania zawężają się do rozmiarów racji żywnościowej, kawałka makuchów, garści znalezionych na polu resztek korzenia kapusty pastewnej. Jak można na przykład przekonać matkę, by potrafiła zabić i zjeść własne niemowlę! A opowiadano o czymś takim, i ja w to wierzę... Nie żałuję, że urodziłem się w takich złych latach. Nie żałuję, że los rzucił mnie na największe zaciekłości wojny. Gdyby mi teraz zaproponowano – przeszedłbym tę samą drogę, z wyjątkiem BLOKADY. Stając przed wyborem – blokada lub śmierć, bez namysłu wybrałbym śmierć.

głód



149 Dwa realne światy z ich mieszkańcami istniały równolegle, przecinając się wzajemnie tylko na zebraniach i wiecach, na których syci wyjaśniali głodnym, jakie są ich obowiązki wobec partii i radzieckiej Ojczyzny. władza

komunizm

politycy



161 Sztaby nie były całkiem sprawne, traciły zdolność dowodzenia prawie natychmiast, gdy wojska zaczynały się przemieszczać, miały za mało środków łączności, a tam, gdzie takie środki były, nie wiedziano, jak się nimi posługiwać. A poza tym pojawił się jeszcze jeden nieoczekiwany czynnik: „przeciwnik swoimi uporczywymi kontratakami ciągle przeszkadzał we wprowadzaniu naszych planów w życie”.

Krótko mówiąc, sztaby bardziej przypominały szkolne klasy dla dzieci opóźnionych w rozwoju aniżeli „mózgi armii”. Nie można przyjmować poważnie twierdzeń o tym, że „pracując w ogromnym napięciu” generałowie „nabierali pewnego doświadczenia w dowodzeniu operacją”, a pracownicy oddziału operacyjnego „zdobywali nawyki konieczne do opracowania i dostarczania wojskom różnorodnych dokumentów bojowych”.

komunizm

nadążność

mechanizm totalitaryzmu



163 A więc czy to Najwyższy Wódz tak popędzał dowództwo frontu, czy też generałowie zajmowali się mydleniem oczu, by jak najszybciej ucieszyć Wodza sukcesami? Nie bez przyczyny marsz. Iwan Bagramian (1897-1982) w sprawie stawiania wojskom niewykonalnych zadań zauważył, że „optymizm centrum był w znacznym stopniu spowodowany naszymi, zbyt dziarskimi, meldunkami”. komunizm

nadążność

mechanizm totalitaryzmu



164 Do tego wszystkiego dochodziły te diabelskie mrozy przy całkowitym braku zimowego umundurowania, podczas gdy przeciwnik był odpowiednio ubrany; przyzwyczajony do klimatu, fantastycznie niewybredny w żywieniu i dysponował wieloma innymi przewagami, na szczęście poza jedną – umiejętnością wykorzystania tych wspaniałych cech dla osiągnięcia realnych efektów. współpraca



177 Każdy wyrywał się, aby jako pierwszy zameldować o zdobyciu jakiejś zapyziałej wioski, przekształcającej się w meldunkach w potężny ośrodek oporu nieprzyjaciela, a nikt nie ośmielił się zmartwić Wodza złymi wieściami. Wrodzoną wadą systemu było, mówiąc żargonem wojskowym, powszechne „wciskanie kitu” od dołu do góry, po prostu – mydlenie oczu. mechanizm totalitaryzmu



199 Ówczesna radziecka, nie wchodząc w zawiłości prawoznawstwa, oskarżała wszystkich o bandytyzm „w warunkach szczególnej sytuacji”– art. 59-3 Kodeksu Karnego RFSRR. Początkowo po kolei rozstrzeliwano skazanych. Później zaczęto rozróżniać zabójstwa „w celu spożycia mięsa zabitych” (rozstrzelanie) i po prostu „zjadanie mięsa trupów” (w takich przypadkach skazywano na pozbawienie wolności do lat dziesięciu). Warto zauważyć, że spośród podlegających odpowiedzialności karnej za takie przestępstwa 41% stanowili proletariusze, a otrzymujący o połowę mniejsze racje żywnościowe urzędnicy – zaledwie 4,5%. głód



200 Ludźmi niewątpliwie niepotrzebnymi władzy okazali się wszelkiego rodzaju filologowie, historycy, kulturoznawcy i inni inteligenci – humaniści; ich nie ewakuowano. głód

resergia



212 Głód wymuszał - i poszły w ruch buty wojskowe z kirzy (Rodzaj ścisłej tkaniny bawełnianej przesyconej kauczukiem, imitującej skórę, nazywanej zresztą przez żołnierzy "diabelską skórą"). Nigdy nie pomyślałem przez swoje 23 lata, że przyjdzie zjeść całego konia z uprzężą, uzdą i rzemieniami chomąta. A przecież przyszło... Chciało się żyć, a życia nie było. Trzeba by umrzeć, a śmierć nie przychodziła. Głód czyni w człowieku spustoszenie duchowe, przekształca go w zwierzę – samotne, bezmyślne i złośliwe, gotowe do każdej przemocy. Ten proces rozwija się stopniowo, po rosnącej krzywej, wyniszczając ludzką godność. Człowiek zmienia się też zewnętrznie: z twarzy znika uśmiech, pojawiają się mocno zaciśnięte zęby, przygnębiające zmrużenie rozbieganych oczu, głęboko zapadnięte policzki, urywane słowa, wady wymowy... Głodny nie wspomina przeszłości, nie myśli też o przyszłości. Wszystko ulega otępieniu: poczucie obowiązku, miłość do najbliższych, do rodaków, zasady moralne; pozostaje tylko jedna straszliwa potrzeba – jeść! Nie jest to potrzeba śmierci, nie, właśnie życia. Jak się uda, ale żyć! Żyć fizycznie, dlatego że duchowo taki człowiek już dawno umarł... Taka jest władza ciała nad człowiekiem, a pokonać ją – och, jak trudno! głód



221 Dopiero 24 stycznia 1995 r. prezydent Rosji Boris M. Jelcyn podpisał dekret w pełni rehabilitujący wszystkich byłych jeńców wojennych i repatriantów. Inaczej mówiąc, władza WYBACZYŁA niewinnym. Ale sama o wybaczenie nie poprosiła, nie – takiego zwyczaju nigdy nie miała. Tym bardziej że w Rosji władza jest zawsze dziedziczna, jeśli chodzi o osiągnięcia i zwycięstwa, i zawsze nowa, za nic nieodpowiadająca, gdy sprawy dotyczą podłości w stosunku do własnego lub innych narodów. władza



254 Ówczesna tępota rosyjskiego dowództwa, przejawiająca się podczas walk piechoty, była wręcz oczywista. Szybko się to jednak zmieniło i poczuliśmy na własnej skórze, jak wiele przeciwnik przejął z naszej taktyki. nadążność



265 Najbardziej ciemną i zaplątaną sprawą było liczenie zwycięskich działań. Zwycięstwo musiało mieć potwierdzenie. Idealne postępowanie, zgodne z instrukcją, było następujące: dowódca prowadzi atak, trafia w cel. Potem zaprasza do peryskopu dwóch niezawodnych, sprawdzonych świadków. Patrzą oni na tonący cel, oceniają jego klasę, wyporność i potwierdzają, że cel zatonął. Przygotowuje się specjalny opis tego wydarzenia, tak zwany akt, opatrzony trzema podpisami. I takie akty sumiennie pisano przez całą wojnę, przedstawiając je dowództwu, choć ostatnia mysz z kambuzie wiedziała, że to wszystko jest kłamstwem. Dobrze, jeśli trafi się samotna, bezbronna łajba. Można wypłynąć i popalając papierosa patrzeć z mostka, jak sobie tonie. Ale poważne cele idą pod ochroną konwojów. Udało się dowódcy wyjść niezauważonym na kurs ataku – jego szczęście. Ale torpedy poszły – okręt się ujawnił. Peryskop – dół! Ostry zwrot przez dziób i zmiataj jak najgłębiej i najdalej. Okręty osłony wczepią się teraz w ciebie hydrolokatorami i zaczną orać wodę bombami głębinowymi. I jedyne „potwierdzenie – słyszano wybuch. Albo dwa. W co trafiła torpeda – w transportowiec? w okręt osłony? w skałę? Tego na okręcie podwodnym nikt nie wie. A jeśli trafiliśmy w transportowiec – to utonął on czy nie? A jeśli zatopiliśmy transportowiec – to czy był duży? Tylko dowódca wie. Widział go przecież w peryskopie przez kilka sekund przez deszcz, mgłę, w mroku, przez rozbryzgi wody. I dowódca po powrocie melduje: zatopiłem masowiec, dwadzieścia tysięcy ton. Aleksiej M. Matijasiewicz, znakomity dowódca okrętów podwodnych (przed wojną był kapitanem floty handlowej), kłócił się z dowódcami łodzi podwodnych: – Nie ma teraz na Bałtyku takich dużych statków! Cztery, no – pięć tysięcy ton. A ty rąbnąłeś – dwadzieścia! tworzenie

historycy



282 nieelastyczność planów ognia bywała czasem porażająca nadążność



283 Oddziały drugiego rzutu również wykorzystano nieumiejętnie, pojedynczymi jednostkami, na szerokim froncie, źle dowodzono nimi, one po prostu „waliły tłumem”. taktyka



301 Opowiadają, że kilku starszych oficerów Floty Bałtyckiej napisało suplikę do Moskwy, tajnie dostarczoną wraz z innymi przesyłkami szefowi Generalnego Sztabu Morskiego, adm. I. S. Isakowowi. Ten zameldował Stalinowi. Dopiero po telefonie Najwyższego Wodza dowódca Floty Bałtyckiej, którego wśród załóg okrętów podwodnych nazywano „zabójcą”, przerwał niszczenie własnych sił podwodnych. taktyka



303 W dywizjach piechoty już w latach 1941-42 ukształtował się trzon zaopatrzeniowców, medyków, kontrwywiadowców, sztabowców i tym podobnych ludzi, którzy wypracowali mechanizm przyjmowania uzupełnień wojsk i wysyłania ich do walki, na śmierć. Swego rodzaju młyn śmierci. Ten trzon zachował się w głównym składzie, przyzwyczajał się do swoich strasznych funkcji, nawet ludzi dobierano tam odpowiednich, którzy mogli poradzić sobie z takimi sprawami. Dowództwo też wybierano nie wymądrzające się – albo tępaków, albo męty społeczne, zdolne wyłącznie do okrucieństwa. „Naaaaprzód!” – i to wszystko.
Dowódca pułku piechoty w mojej macierzystej 311. dywizji awansował na to stanowisko z dowódcy oddziału pralniczo-łazienkowego. Okazał się niezwykle sprawny w pędzeniu swego pułku naprzód bez żadnych dyskusji. Niszczył go wiele razy, a w przerwach pił wódkę i tańczył Cyganeczkę.
A przecież dowódca niemieckiego pułku, znajdującego się naprzeciw nas pod Woronowem, jeszcze w latach 1914-1918 dowodził batalionem, był profesjonalistą, znał wszystkie tajniki wojowania i, oczywiście, umiał strzec swoich ludzi oraz rozbijać nasze nacierające hordy... Wielki Stalin, nie obciążony ani sumieniem, ani moralnością, ani motywacją religijną, stworzył wielką partię, która zdemoralizowała cały kraj i zdusiła odmienne poglądy. Stąd i nasz stosunek do ludzi. Kiedyś przypadkowo podsłuchałem rozmowę komisarza z dowódcą uczestniczącego w walce batalionu strzeleckiego. Rozmowa ta wyrażała sens tego, co się dzieje: „Jeszcze dzionek, dwa powojujemy, dobijemy pozostałych i pojedziemy na tyły przeformować się. No i wtedy się pobawimy! Żołnierze zawsze byli łajnem. Zwłaszcza w naszym wielkim mocarstwie i zwłaszcza za socjalizmu.
Pamiętam, jak powiedziano gen. Simoniakowi: „Generale, nie można atakować tego wzgórza, tylko stracimy mnóstwo ludzi i niczego nie osiągniemy”. Wiecznie pijany Simoniak (na Froncie Leningradzkim powierzono mu gwardyjski korpus strzelecki) odpowiedział: „ Wielka rzecz – ludzi... Ludzie – to pył. Naprzód!”.
Gospodarz z Moskwy, dotykając palcem mapy, rozkazuje nacierać. Generałowie poganiają pułki i dywizje, a dowódcy na miejscu nie mają prawa przejawić inicjatywy. Rozkaz – „Naprzód” i poszli umierać milczący żołnierze. Poszli na karabiny maszynowe. Obejście z flanki? Nie było rozkazu, wykonujcie, co rozkazano. Dowódcy nawet oduczyli się myśleć i rozważać, zatroskani bardziej tym, aby utrzymać się na swoim miejscu, aby zadowolić kierownictwo. Straty nie mają znaczenia. Zabito jednych, przypędzą innych. Ludzi dużo. A ludzi tych wyłapują na tyłach, na połach, w fabrykach, ubierają w szynel, dają karabin i – „Naprzód!”. Zagubieni, wystraszeni, zdemoralizowani, giną jak muchy... Zadziwiająco różna jest psychika człowieka idącego do szturmu i tego, który obserwując atak z boku, sam nie musi umierać. Wtedy wszystko wydaje się proste: naprzód i tylko naprzód!
PNWS -procesy naturalne wewnątrz systemu

mechanizm terroru



308 15 sierpnia. Podchodzimy do pierwszej linii. Dywizja rozciągnęła się w transzejach. Jak zawsze zamęt. To biegniemy, to czekamy na coś tam. Stosunkowo cicho... schowaliśmy się w leju... Na dnie leja – hełm. Pchnąłem go nogą – ciężko; w nim pół czaszki, prawdopodobnie z zeszłego roku. Idziemy dalej. Transzeje schodzą się pod niewielkim mostkiem kolejowym, skąd zaczyna się jedna droga – do piekła. Z naprzeciwka czołgają się, pełzną ranni, skrwawieni i brudni, z żółtoszarymi twarzami, spierzchłymi ustami i gorączkowo błyszczącymi oczami. Stękanie, jęki, skargi i przekleństwa...
Jak długo jeszcze można tak żyć? Mówią, że do walki pójdziemy z marszu, poprzedniej dywizji wystarczyło na dwie godziny. „Biją!... Biją, ścierwa!” – odpowiadają ranni na nasze pytania... Ziemia wyboista, lej na leju. Ciężko... Słuch boleśnie łowi w napięciu każdy szmer. Uwaga! Leci! Koziołkując staczamy się do transzei, głębiej, niżej, w dziurę, rękami w coś lepkiego... Huk wybuchu, padają grudy ziemi. Przeniosło. Wstajemy. Ta dziura – to latryna.
16 sierpnia. Nocą wkopaliśmy się w ziemię niedaleko od Niemców. Siedzimy w jamach. Wyjść ani wstać nie można – zabiją. Wydaje się, że wiatr składa się z odłamków. Żeby się czymkolwiek zająć, zapomnieć, gramy w tamże wymyśloną grę: dwóch wystawia z jamy automaty kolbami do góry, czyj pierwszy rozbiją – ten wygrywa... Obok działo rozbiło. Lufa zgięta w hak.
W południe idziemy na tył z meldunkiem w pakiecie. We trójkę. Najpierw czołgając się, jak węże, a potem biegiem, byle dalej. Nogi ledwie się ruszają, oddech chrapliwy i świszczący. Nie można się zatrzymać. Ci, którzy próbowali odpocząć, leżą teraz po obu stronach transzei i krew cienkimi, czarnymi strużkami ścieka po glinianych ścianach, zlewając się na dnie w lepkie kałuże... Zaczyna się ostrzał. Niemcy, oczywiście, zauważyli nas i biją zadziwiająco celnie...
18 sierpnia. Od czternastego nie spałem. Siedzimy w tych samych jamach. Nowe działo zakopali głębiej niż poprzednie i na razie jest całe. Poprzedniego dnia przyleciał z tyłu nasz pocisk i rozerwał się o pięć kroków od nas. Dobrze, że byliśmy w jamie... Pocisk wyrwał z ziemi martwego, jeszcze świeżego. Dzisiaj grzeje się on w słońcu i zaczyna zalatywać. Tu w ziemi są całe warstwy. Na głębokości półtora-dwóch metrów można znaleźć naboje, broń, odzież, stare walonki. Wszystko wymieszane...
Na przodzie, w pasie neutralnym – czterdzieści czołgów. Jedne rude, spalone. Inne jeszcze całe, ale unieruchomione – Niemcy je rozbijają z ciężkich moździerzy. Przelot – niedolot, znowu przelot. Trach! Wielotonowy czołg rozlatuje się na kawałki. A co z czołgistami! Przecież nie mają prawa opuścić trafionej maszyny... Jeden czołg stoi blisko nas, przodem do naszych transzei. Wracał po ataku, kiedy go trafili. Jego wieża opleciona jest ludzkimi wnętrznościami – resztki desantu, który jechał na nim do ataku. Pociski przeznaczone dla tego czołgu lecą na nas. Głębiej wciskamy się w ziemię...
Z naszej dywizji już dawno pozostał tylko numer, kucharze, sierżanci, no i my, obok działa. Szybko przyjdzie i nasza kolej. Kasza znowu z odłamkami: kiedy przynoszący jedzenie czołga się, przebijają termos na jego plecach... podkoszulek i spodnie robią mu się jak z grubego kartonu: zeskorupiałe od krwi i błota. Na kolanach i łokciach – dziury do gołego ciała – czołgał się. Hełm wyrzucił, mało kto je tu nosi, ale za to dużo ich wszędzie leży. Ten przedmiot żołnierskiego wyposażenia jest używany zupełnie niezgodnie z przeznaczeniem. Do hełmu zwykle paskudzimy, potem go wyrzucamy za osłonę transzei, a fale wybuchów wrzucają to wszystko z powrotem nam na głowy...
Zabity cuchnie nie do wytrzymania. Jest ich tu dużo wokół, starych i nowych. Jedni wyschnięci do czerni, głowy jak u mumii, z błyskającymi zębami. Inni spuchnięci, dosłownie mogą wybuchnąć. Niektórzy niedoświadczeni żołnierze kopali sobie ukrycia w piaskowych ścianach transzei i po bliskim wybuchu pocisku, ziemia ich zasypywała. I tak leżą, zwinięci w kłębek, jakby spali pod grubą warstwą piasku. Obraz przypominający grób w przekroju. W transzei sterczą tu i tam części wdeptanych w glinę ciał: tu plecy, tam rozpłaszczona twarz, obok kawałek ręki, brązowe, pod kolor ziemi. Chodzimy po nich.
20 sierpnia. Prawie tydzień nie zamknąłem oczu, nawet się nie chce. Ostatnie dni – strzelanie z działa w wyznaczone płaszczyzny i stanowiska ogniowe, obserwacja wybuchów w ciągu dnia, czołganie się po pierwszej linii z końca na koniec, pod ostrzałem – i krew, krew, krew. Bardzo mało ludzi zostało. Wieczorem rozkaz: wyciągnąć działo na szpicę szturmujących dla wsparcia piechoty...
Nadszedł nasz czas! Rozkaz trzeba wykonać! Ba! Tam, gdzie nawet nocą niebezpiecznie iść zgiętym, stojąc skupiliśmy się w gromadę. Jest nas dwudziestu jeden – tak dużo, bo działo trzeba nieść na rękach, gdyż tak poryta jest ziemia. Do Niemców mniej niż sto metrów, ja myślę, że oni już rozróżniają gwiazdki na naszych pilotkach. Tylko dlaczego milczą?... Ani jednego wystr
wojna



315 Dziś udało ci się, śmierć przeszła obok. Ale jutro znów trzeba atakować. Znowu trzeba umierać. I to nie bohatersko, ale bez „pompy”, bez orkiestry i przemówień, tylko w błocie i smrodzie. I śmierci twojej nikt nie zauważy, upadniesz na wielki stos trupów koło linii kolejowej i zginiesz, zapomniany przez wszystkich, w lepkiej mazi bagien pod Pogostją.

Żeby nie pójść do walki, cwaniacy próbowali urządzić się na ciepłych stanowiskach, na przykład w kuchni, jako pisarz na tyłach, magazynier, ordynans dowódcy itp., itd. Ale gdy w kompaniach zostawali już pojedynczy żołnierze, przeczesywano tyły żelaznym grzebieniem, odrywając „przyssanych” do ich miejsc i wysyłając do boju. Na miejscu zostawali wtedy najwięksi spryciarze. Na przykład uczciwego kierownika magazynu żywności zawsze wysyłali na pierwszą linię, zostawiając złodziei i kanciarzy. Uczciwy przecież odda wszystko żołnierzom, nie chowając niczego dla siebie ani dla szefostwa. A szefostwo lubi pożreć tłuściej. Kanciarz przecież, nie zapominając o sobie, zawsze dogodzi zwierzchnikowi. Jakże można pozbawiać się tak cennej kadry? Kogo w końcu wysłać na pierwszą linię? Oczywiście, tego pierwszego! Tworzył się swego rodzaju zaklęty krąg. Swój wspierał swojego. A jeśli jakiś tam idiota próbował wywalczyć sprawiedliwość – zniszczyli go wszyscy razem... Trzeba o tym myśleć; ta selekcja narodu rosyjskiego – to bomba z opóźnionym zapłonem: wybuchnie po kilku pokoleniach, w XXI wieku, kiedy wybrane i wypielęgnowane przez bolszewików męty społeczne zrodzą nowe pokolenia – podobnych do siebie. (ze wspomnień profesora Nikołaja Nikulina)

ewolucyjny rozwój gatunku

gerpedelucja

piramida władzy



SUPERCYTAT ukazujący powstawanie zależności społecznych i ich wpływ na kolejne pokolenia