Wygenerowano:
02.11.2017
18:17:35

Przejdź do spisu książek
Wygenerowano programem:
Q-Księgozbiór 3000





Moja wojna. Zapiski i zdjęcia z sześciu lat w hitlerowskim Wermahcie.

( Heydecker, Joe J. )

Spis cytatów dla wybranej książki

Strona Treść cytatu Słowa kluczowe / uwagi
17 „Pod Straussbergiem SS się wycofała, posłała czternasto- i szestastolatków”. żywe walczy



21 wskazał ruchem głowy na ruiny za oknem i powiedział: „Tu wszędzie mieszkali tacy, co wybrali Hitlera”. populizm

demokracja



22 Życiowe przypadki, bez związku przyczynowego. Mam wrażenie, że podczas pierwszej wojny światowej żołnierze byli bardziej przesądni niż podczas drugiej. Tyle się słyszało o krzyżykach noszonych na łańcuszku na szyi, o różańcach, święconych obrazkach, pierścionkach na szczęście i medalikach, amuletach z Westfalii, pamiątkach miłosnych, maskotkach; na czole chłopaka idącego na wojnę matka i ojciec kreślili palcem znak krzyża. Księża udzielali błogosławieństwa, szeptunki kreśliły pentagramy, na piersi żołnierze nosili sakiewki z magiczną zawartością. I opowiadali, zaklinając się po tysiąc razy, w jaki cudowny sposób coś kogoś uchroniło od śmierci: a to od nieprzyjacielskiej kuli, która utkwiła w paczce papierosów, przypadkiem włożonej nie do bocznej kieszeni, lecz do lewej kieszonki na piersiach; a to o odłamku, który przebił plecak szturmowy i tom Fausta, lecz w swoim śmiercionośnym locie zatrzymał się akurat na stronie 56, gdzie za zakładkę posłużył bezmyślnie wetknięty babciny obrazek ze św. Krzysztofem. Sam znam to wszystko z opowieści weteranów. religia



23 do nic nie znaczącego listu w poczcie polowej włożył mi obrazek Maryi, bajecznie kolorowy i kiczowaty. Żołnierzowi na froncie! Byłem wściekły, nienawidziłem go za to. Chciałem obrazek podrzeć i wyrzucić. Ale jakoś nie mogłem. No, bo jeśli rzeczywiście jest w tym coś, o czym tak do końca niczego dokładnie nie wiemy, a ja wyrzucę Matkę Boską, to w końcu będzie to moja wina, gdy coś mi się potem stanie. I tak dalej. Nagle cienka nić Norn osnuła duszę dziecka i nie podarłem kiczowatego malunku. religia



42 „Jak nie wierzysz, to przeczytaj książkę Adolfa Hitlera!” - Zawołał ktoś zdenerwowany. Jego oponent odpowiedział: „Człowieku, jedna książka! Lenin napisał dwadzieścia książek!”. podejmowanie decyzji



43 Bojówki komunistyczne, które przy dźwiękach kapeli przygrywającej na szałamajach ciągnęły w wojskowym szyku przez Zeil, budziły więc mój wewnętrzny opór tak samo jak maszerujące oddziały szturmowe Hitlera. faszyzm/komunizm



45 Pierwsze to palenie książek przed frankfurckim ratuszem. Mniej więcej pośrodku placu stanął wielki stos, którego płomienie naprzemienną falującego i rozedrganego światła i cienia ożywiały fasadę zacnej budowli i jej rozjarzonych na czerwono okien niczym w średniowiecznej wizji. W rzeczywistości odbywało się tu autodafé, palenie duchów skazanych na banicję. książka



63 Następnego dnia gazety o tym nie pisały, ale każdy wiedział. media



64 Nazistowska opieka społeczna, grzechot skarbonek, aresztowania, tworzenie nowych miejsc pracy, czystki, nowe ustawy, hasła z ulicznych megafonów, przemarsze i wywózki. cykl Tytlera



70 Niewola wojskowa. Nie widzę żadnej różnicy między niewolnikiem w czasach starożytnych aż po XIX wiek a człowiekiem, którego się zmusza, żeby był żołnierzem. Zastanówmy się nad tym spokojnie. Cnota, obowiązek, przysięga, tradycja każą żołnierzowi służyć swojemu krajowi, chronić go i bronić, każą mu być posłusznym, dzielnie walczyć z każdym wrogiem i tym celom poświęcać życie. Jak ma służyć krajowi, gdzie go chronić i bronić, kto jest wrogiem, w walce z którym ma rzucać swoje życie na szalę, tego żołnierz dowiaduje się z rozkazów. Jego posłuszeństwo i zaszczytny obowiązek polegają na tym, że ma w to wszystko wierzyć bez sprzeciwu i działać na komendę. Dla żołnierza najemnego, który służy dziś tu, jutro tam, jest to tylko praca zarobkowa, porównywalna, choć bardziej ryzykowna, z pracą taksówkarza, który raz tego, raz tamtego pasażera wiezie pod dowolny adres. Co innego żołnierz narodowych sił zbrojnych. Żołnierz poborowy, który otrzymuje kartę powołania - pierwszy rozkaz w swoim nowym życiu, życiu pod przymusem, rekrut, który musi przerwać cywilną karierę i opuścić rodzinę, bo inaczej grożą mu najsurowsze kary, właściwie wcale nie jest żołnierzem. Nie jest niczym innym, jak tylko niewolnikiem państwa, a jedyny wybór, jaki ma, to jarzmo albo paka, a podczas wojny - śmierć z ręki żołnierzy w mundurach obcych armii albo z ręki żołnierzy w mundurach własnej armii. Przeciętny człowiek, postawiony wobec takiej decyzji, godzi się na jarzmo czasowo ograniczonej (w razie wojny - nieograniczonej) niewoli, na jej upokorzenia i udręki, na zatracenie swojego ja w smętnym środowisku niewolniczego kolektywu, bo przynajmniej może się pocieszać, że bierze udział w czymś, co jest nieustannie wysławiane jako przyjemność i zaszczyt. W czasie wojny alternatywa przedstawia się tak: albo pewność rychłej śmierci z rąk plutonu egzekucyjnego, albo szansa, że śmierć z ręki wroga nie nadejdzie tak szybko, a może w końcu nie nadejdzie wcale. Dlatego większość obstawia to pole, nie zastanawiając się długo nad systemem państwa trzymającego bank, które w tej nierównej grze zawsze wygrywa: wymusza i utrzymuje armię wojskowych niewolników, posłusznych na każde skinienie niczym Murzyni na plantacjach, może arbitralnie wyzyskiwać ich siły na łańcuchach państwowej galery, a ich życie tysiącami i milionami poświęcać w imię jakiegoś aktualnego obłędu. Zewnętrznej identyczności z niewolnictwem w wypadku niedobrowolnego, zrekrutowanego żołnierza nie można zaprzeczyć. Traci on wolność osobistą, musi jeść, co mu dają, otrzymuje nie wynagrodzenie, lecz jałmużnę, musi bez sprzeciwu słuchać rozkazów, zostaje pozbawiony wolnej woli, swobody poruszania się, nawet wolności sumienia, można go wręcz sprzedać - na przykład w rezultacie politycznego handlu użyć czy odkomenderować do pomocy obcym siłom. Jego życie można w każdej chwili poświęcić. Przełożeni mają też prawo wymierzać mu kary fizyczne. Bo twierdzę, że jest to ciężka kara fizyczna, jeśli człowiek aż do skrajnego wyczerpania musi wykonywać rozkaz: „Padnij! Powstań, biegiem marsz! Padnij! Powstań, biegiem marsz!". I znosić wiele innych katuszy. Inaczej grozi mu oskarżenie o „odmowę wykonania rozkazu" i sąd wojenny. Każdy sprzeciw to bunt. Żołnierz stanowi więc pod każdym względem własność państwa. Cała rzecz jest ugarnirowana takimi ozdóbkami jak regulamin składania skarg i wniosków, urlop, śpiew i koleżeństwo, ale to tylko mamiące detale. Regulamin składania skarg i wniosków niewiele znaczy wobec potęgi szykany, urlop - temu, kto niechętnie jest w wojsku, łatwiej odmawiany niż udzielany - przypomina ograniczony wybieg na podłużonej smyczy, śpiew na rozkaz ma sprzyjać większej efektywności, a jeśli chodzi o koleżeństwo, to nie jest ono niczym innym jak zawartym z musu przymierzem wyklętych, właściwym każdej uciskanej grupie, pokrywanym rubasznym wisielczym humorem. Pozycja społeczna żołnierza też nie jest kwestią szacunku, lecz hierarchii władzy. Pozycję towarzyską ma dopiero oficer, a żeby przejść do historii, trzeba być generałem. Może ktoś pamięta słynne subtelne zróżnicowanie w zaproszeniu na „spotkanie koleżeńskie": „Żołnierze ze swoimi kobietami, podoficerowie ze swoimi paniami, oficerowie ze swoimi damami". Nawet podczas wojny, kiedy rządzą grabież i bezkarny mord, a rozkaz odciąża sumienie, niewolnik w najlepszym razie może awansować do rangi desperata. wojna

żołnierze



73 Długotrwałe niewolnictwo umacnia niewolnicze strony natury ludzkiej. Nie ma pracowitych niewolników. Destrukcja postępuje etapami, powoli przechodzącymi jeden w drugi. Najpierw niewolnik staje okoniem, co znajduje wyraz w obstrukcji, bumelanctwie, albo, nazywając rzecz delikatniej: w służbie wedle przepisu, także w nierozumieniu, udawanej głupocie, powolności, niezręczności i demonstracyjnej niezdatności do tej czy innej pracy. Wszystko to oczywiście tuż na granicy cierpliwości dozorcy niewolników, czyli przełożonego, byle nie ośmieszyć się aż tak, że go to sprowokuje do sięgnięcia po sankcje karne, zawsze okazywać ochoczość i gorliwość, ale starania mają być jałowe i pilność też. Potem niewolnik, sam tego nie spostrzegając, zaczyna i to uważać za zbytni wysiłek; staje się naprawdę leniwy, robi coś tylko wtedy, gdy jest poganiany, opuszcza się, zatraca wszelką własną inicjatywę, kary też już nie wywierają na nim wrażenia, szuka wyłącznie korzyści, choćby najmarniejszych, jakie jego życie ma mu jeszcze do zaoferowania. Na tym etapie robi się zakłamany, złośliwy, podły, symuluje choroby, uprawia drobny sabotaż, oszukuje i popada w coraz większą obojętność. W końcu niewolnik stacza się na samo dno tego bagna i zapuszcza korzenie. Nie ma już woli wypłynąć na powierzchnię; nabiera przyjemnego poczucia bezpieczeństwa, wszystkie trudy i troski tego świata są przecież od niego oddalone, ma dach nad głową, żołd i wyżywienie zagwarantowane przez zwierzchność, nie musi stawiać czoła najtrudniejszym wyzwaniom życiowym, nie musi myśleć ani podejmować decyzji. Przebieg dnia nie budzi już w nim niechęci, służba to służba, wiecznie w tym samym rytmie, planowa, przejrzysta i przewidywalna. Dlatego wyjście z niewoli, konieczność zatroszczenia się o samego siebie, konfrontacja z prawdziwym życiem, z tysiącem wyzwań wobec inteligencji, energii i siły przebicia, może podziałać jak wstrząs i w niektórych wypadkach zniszczyć egzystencję człowieka. Z końcem każdej wojny, po każdej długiej służbie wojskowej zdarzają się takie katastrofy. Jeśli przedtem niewolnik osiągnął punkt, w którym stał się szczęśliwą cząstką molocha, punkt, w którym polubił narzucony los. W takim stanie niewolnicza dusza jest już w pełni ukształtowana, kwitnie pięknie i trująco. żołnierze

niewolnictwo



76 Żeby do tego wszystkiego państwo i hierarchia wojskowa miały jeszcze czelność wymuszać przysięgę od niedobrowolnego żołnierza! Ustawieni w otwarty czworobok musieliśmy - musieliśmy - powtarzać słowa absurdalnego ślubowania, że w każdej chwili oddamy życie za führera i Rzeszę. Kilku żołnierzy podczas składania przysięgi skrzyżowało po kryjomu palec środkowy i wskazujący lewej ręki, dawnym magicznym sposobem odbierając jej ważność; niektórzy tylko poruszali ustami, nie wydając głosu, bo w ogólnie niezrozumiałym, gromkim brzmieniu chóru męskiego - znakomita większość powtarzała przecież posłusznie formułkę, zdanie po zdaniu - nie rzucało się to w oczy. żołnierze



95 Ja propagandzistą w nazistowskiej wojnie! Sumienie protestowało, z drugiej strony byłem jednak zadowolony, że tak nieoczekiwanie mogę się wymknąć saperom, oddziałowi frontowemu wysyłanemu do Anglii. media

bilansowanie

resergia



99 Należeli do tej grupy sprawozdawcy, filmowcy, rysownicy i malarze, poeci, historycy, fotografowie, tekściarze od reklamy, spikerzy radiowi, karykaturzyści, powieściopisarze, kompozytorzy. Wszystko i wszyscy byli „szalenie ważni” i wszyscy wszystko uważali za „szalenie ważne”. media

propaganda



108 Najlepiej będzie wyobrazić sobie, jak w normalnym świecie normalni kupcy dochodzą do tego, czy i jak dalece mogą zaufać nowemu partnerowi w interesach-tego też nie da się ująć w reguły. Znajomość ludzi zawsze niesie z sobą ryzyko błędu. Z mojego doświadczenia wynika, że największe niebezpieczeństwo grozi ze strony głupich i bezmyślnych, a tacy przeważali. rozpoznanie swój/obcy



127 Każdego przeciwnika systemów totalitarnych wojna nazizmu z bolszewizmem mogła właściwie tylko ucieszyć: oto dwaj główni przedstawiciele tyranii wykańczają się nawzajem. Ale że jeden z nich będzie musiał przegrać i nie należało się spodziewać, żeby ten drugi padł przygnieciony własnym zwycięstwem, w perspektywie było tylko końcowe panowanie jednej odmiany nieograniczonego despotyzmu albo drugiej. Dla mnie jedyna różnica między narodowymi socjalistami a komunistami polegała na tym, że zbrodnie tych pierwszych znałem z autopsji, zbrodnie tamtych natomiast tylko z drugiej ręki. Tu obozy koncentracyjne, tam obozy pracy przymusowej, tortury tu, jak i tam, wyniszczanie ludzi o innych poglądach - po obu stronach, cenzura i nakazowe myślenie zarówno w państwie Hitlera, jak i Stalina, druty kolczaste i wieże wartownicze na ziemi niemieckiej, jak i na rosyjskiej. Oba systemy były kubek w kubek do siebie podobne, nawet w swojej idealistyczno-ideologicznej politurze, stwarzającej pozory, że wszystko to się dzieje dla dobra ludzkości i w miarę lepszej przyszłości. faszyzm/komunizm



140 W 1978 roku pod jugosłowiańskim miasteczkiem Smederewska Palaka powstał pomnik. Inskrypcja w językach niemieckim i serbskim przypomina o niemieckim żołnierzu Josephie Schultzu - na granitowej steli nazwisko jest zapisane w formie Josef Schulz. Należał on do wydzielonego oddziału 714 Dywizji Piechoty, który 20 lipca 1941 roku otrzymał rozkaz rozstrzelania 15 belgradzkich partyzantów wziętych do niewoli. Pluton egzekucyjny stanął naprzeciw skazanych, złożył się do strzału. Poruszenie. Schultz stoi nadal z bronią u nogi. Przełożony krzyknął na niego. Wtedy Schultz odrzucił broń i spokojnym krokiem dołączył do szeregu partyzantów. „Pal!". Razem z Jugosłowianami padł Joseph Schultz, lat 31. To o tej historii opowiada kamień w Smederewskiej Palance. !



152 mogliśmy się dziwić pomysłowości kolegów biurokratów z Naczelnego Dowództwa Wojsk Lądowych. Puszczali wciąż nowe bańki mydlane, by dowieźć swojej racji bytu i swojej niezbędności urzędnictwo



156 Zupełnie nie pojmuję, jak taki człowiek jak Rudolf Augstein, wydawca „Spiegla”, mógł w dłuższym artykule twierdzić: „Ja o tym nie wiedziałem”. Przecież trzy i pół roku był na froncie wschodnim i niczego nie słyszał i nie widział, a nawet gdy mu jakaś młoda Żydówka powiedziała, że następnego dnia ona i inni Żydzi zostaną zamordowani, „przeczuwał” coś tylko czy też, mówiąc wytwornie, „los Żydów umknął mu z pola widzenia”. Jak człowiek, który miał zadatki na wielkiego, poszukującego dziennikarza, mógł tak z zawężonym polem widzenia błąkać się po scenie masowych mordów? dziennikarze



166 „Ten kto wieczorem idzie zaciemnionymi ulicami, nie odważa się rozmawiać, bo nikt nie chce dać poznać, jakiej jest narodowości. Polacy się boją, że zostaną napadnięci przez Ukraińców, Ukraińcy – że przez Polaków, a Niemcy – przez jednych i drugich – ale wszyscy zwą się chrześcijanami”. !



167 Po wojnie wyszło też na jaw, że liczne relacje o wymordowaniu tysięcy i milionów Żydów na okupywanych przez Niemcy obszarach wschodnich dotarły wieloma drogami za granicę, niektóre nawet do najwyższych władz w Anglii i Ameryce. Wszędzie spotkały się z … powściągliwością !

państwo