Wygenerowano:
02.11.2017
18:17:26

Przejdź do spisu książek
Wygenerowano programem:
Q-Księgozbiór 3000





Atlas zbuntowany

( Rand, Ayn )

Spis cytatów dla wybranej książki

Strona Treść cytatu Słowa kluczowe / uwagi
69 - Jim, jestem pewien, że się zgodzisz, iż nie ma nic bardziej destrukcyjnego niż monopol. - Tak - odrzekł Taggart - z jednej strony. Z drugiej zaś nieograniczona konkurencja. - Święte słowa. Właściwa ścieżka biegnie zawsze pośrodku. złoty środek

czynniki przeciwstawne



234 Jeśli weźmie pani pod uwagę fakt, że od trzynastu lat w instytucie istnieje dział badań nad metalami, który kosztował ponad dwadzieścia milionów dolarów i nie wyprodukował nic z wyjątkiem nowego srebrnego środka do polerowania i nowego preparatu antykorozyjnego, który jak mi się zadaje, nie dorównuje starym, może pani sobie wyobrazić, jak zareaguje społeczeństwo, gdy jakiś drobny wytwórca rzuci na rynek produkt, który zrewolucjonizuje całą metalurgię i odniesie sensacyjny sukces! naukowcy

homo (państwowikus)



423 Próbowała znaleźć naukowca, który potrafiłby zrekonstruować silnik. Rozmawiała z ludźmi, których jej rekomendowano jako najlepszych w swoim fachu. Pierwszy, po obejrzeniu resztek silnika i przestudiowaniu maszynopisu, zadeklarował nie znoszącym sprzeciwu tonem, że to coś nie mogło działać i z pewnością nigdy nie działało, a on dowiedzie, iż nigdy działać nie będzie. Drugi powiedział leniwie, tonem człowieka próbującego się pozbyć nudnego natręta, że nie wie, czy można to zrobić czy nie, i nie ma ochoty zawracać sobie tym głowy. Trzeci oznajmił bezczelnie, że podejmie się próby rekonstrukcji, jeśli otrzyma dziesięcioletni kontrakt z pensją dwudziestu pięciu tysięcy dolarów rocznie – „W końcu, panno Taggart, jeśli spodziewa się pani olbrzymich zysków z tego silnika, to powinna pani zapłacić za ryzyko zmarnowania mojego czasu”. Czwarty, najmłodszy, spoglądał na nią przez chwilę, a linie jego twarzy, początkowo nic nie wyrażającej, ułożyły się w coś na kształt pogardy. – Wie pani, panno Taggart, uważam, że takiego silnika nie powinno się nigdy budować, nawet gdyby ktoś się dowiedział, jak to zrobić. Ta rzecz przewyższyłaby wszystko, co mamy, tak dalece, że byłoby to nie fair wobec pomniejszych naukowców, bo nie pozostawiłoby miejsca na ich osiągnięcia i umiejętności. Uważam, że silni nie powinni mieć prawa ranić poczucia własnej wartości słabych. naukowcy



427 Człowiek o geniuszu wielkiego naukowca, który woli być wynalazcą komercyjnym? To oburzające. Chciał mieć silnik, więc po cichu przeprowadził wielką rewolucję naukową, ot tak, jako środek do celu, nie zadając sobie trudu publikacji swoich odkryć, tylko po prostu produkując silnik. Dlaczego chciał trwonić swój umysł na cele praktyczne? naukowcy

!



20090312 - przyporządkowałem temu fragmentowi zaledwie jeden wyróżnik "naukowcy". Ale to fragment bardzo ważny i poruszający ocean problemów. Fragment ten tak mi się spodobał, że zacząłem się poważnie zastanawiać czy nie dać go na ostatnią stronę Fizyki Życia.
429 – Panno Taggart, czy pani wie, co jest znamieniem mierności? Niechęć do cudzych osiągnięć. Te drażliwe miernoty, które siedzą i trzęsą się, żeby czyjeś dzieło nie okazało się większe od ich własnego, nie mają pojęcia o samotności, która przychodzi, gdy już osiągnęło się szczyt. Samotność tęsknoty za równym sobie: za umysłem, który będzie się cenić, i dziełem, które się będzie podziwiać. Wyszczerzają na ciebie zęby ze swoich mysich dziur, myślą, że sprawia ci przyjemność fakt, iż twoja inteligencja ich przyćmiewa, podczas gdy ty oddałbyś rok życia, żeby tylko zobaczyć pośród nich iskierkę talentu. Zazdroszczą ci osiągnięć, a ich marzenie o wielkości jest wyobrażeniem świata, w którym wszyscy uznają ich wyższość. Nie wiedzą, że to marzenie jest niezbitym dowodem mierności, bo ich wymarzony świat jest światem, którego nie zniósłby człowiek twórczy. Nie mogą wiedzieć, co czuję, otoczony przez gorszych od siebie – nienawiść? Nie, nie nienawiść, nudę – potworną, beznadziejną, wyczerpującą, paraliżującą nudę. Cóż warte są pochwały i pochlebstwa ludzi, których się nie szanuje? Czy kiedykolwiek odczuwała pani tęsknotę za kimś, kogo mogłaby pani podziwiać? Za kimś, na kogo będzie pani spoglądać nie z góry, lecz w górę?

433 Odwracał się bez słowa, gdy ktokolwiek wspominał mu o tym, co wiedzieli wszyscy: o błyskawicznych fortunach zbijanych na metalu Reardena. „ Ależ nie – mówiono w salonach – nie można tego nazywać czarnym rynkiem. Przecież nikt nie sprzedaje metalu nielegalnie. Oni sprzedają jedynie swoje prawa do niego. Nawet nie sprzedają, tylko po prostu łączą swoje przydziały”. Nie chciał znać mechanizmu sprzedaży i łączenia owych „przydziałów” – ani wiedzieć, w jaki sposób producent z Wirginii wykonał w ciągu dwóch miesięcy pięć tysięcy ton odlewów z metalu Rerdena – ani który z ludzi w Waszyngtonie jest cichym wspólnikiem tego producenta. Wiedział, że ich zysk z jednej tony metalu Reardena jest o pięć razy wyższy niż jego własny. Milczał. Wszyscy mieli prawo do jego metalu – z wyjątkiem niego. Atlasi/Grabieżcy



435 Rearden żywił wobec młodzieńca specyficzne uczucie: pogardzał nim, ale nie miał mu niczego za złe. Chłopak wydawał się pasować do stanu rzeczy, które się wokół nich rozgrywały. Było to tak, jakby zostali przeniesieni o wiele wieków wstecz, do epoki, do której chłopak należał, ale on, Rearden, nie. Zamiast budować nowe piece, toczył teraz, i powoli przegrywał, wyścig o to, by stare nie przestawały pracować; zamiast rozpoczynać nowe przedsięwzięcia, nowe badania, nowe eksperymenty z użyciem metalu Reardena, całą swoją energię wkładał w poszukiwanie rudy żelaza: jak ludzie u zarania epoki żelaza, myślał, lecz z mniejszą nadzieją. toń

weolucja



436 – Panie Rearden – powiedział Mamka, usłyszawszy o odrzuconym zamówieniu – nie powinien był pan tego robić.
– Dlaczego?
– Wpakuje się pan w kłopoty.
– Jakie kłopoty?
– To zamówienie rządowe. Nie można odrzucić zamówienia rządowego.
– Dlaczego?
– To projekt żywotnej potrzeby. I do tego tajny. Bardzo ważny.
– Co to za projekt?
– Nie wiem. Jest tajny.
– To skąd wiesz, ze jest ważny?
– Tak powiedzieli.
– Kto tak powiedział?
– Panie Rearden, nie może pan wątpić w takie rzeczy!
– Dlaczego?
– Nie może pan.
– Jeśli nie mogę, byłby to pewnik, a ty twierdzisz, że nie ma żadnych pewników.
– To co innego.
– Jak to?
– To rząd.
– Chcesz powiedzieć, że nie ma nic pewnego z wyjątkiem rządu?
– Chcę powiedzieć, ze skoro oni twierdzą, że to ważne, to znaczy, że ważne.
– Dlaczego?
– Nie chcę, żeby się pan wpakował w kłopoty, panie Rearden, a bez wątpienia będzie je pan miał.
państwo



Fetysz "Państwa"
451 Dagny, oni robią coś, czego my nigdy nie rozumieliśmy. Wiedzą coś, czego my nie wiemy, ale powinniśmy odkryć. Jeszcze nie potrafię tego w pełni uchwycić, ale zaczynam dostrzegać fragmenty. Grabieżca z Instytutu przestraszył się, kiedy odmówiłem mu pomocy w udawaniu, że jest uczciwym kupcem mojego metalu. Był śmiertelnie przerażony. Czego się bał? Nie wiem – on to nazwał opinią publiczną, ale to nie jest pełna nazwa. Dlaczego miałby się bać? Ma karabiny, więzienia, prawa – mógłby zająć całą moja hutę, gdyby zechciał, i nikt nie podniósłby ręki, by mnie bronić. Wiedział o tym – dlaczego więc miałoby go obchodzić, co myślę? Ale go obchodziło. To ja miałem mu powiedzieć, że nie jest grabieżcą, tylko moim klientem i przyjacielem. Tego właśnie ode mnie potrzebował. I tego potrzebował od ciebie profesor Stadler – to ty miałaś zachowywać się tak, jakby on był wielkim człowiekiem, który nigdy nie próbował zniszczyć twoich szyn i mojego metalu. Nie wiem, czym jest to, co w swoim mniemaniu osiągają – ale chcą, żebyśmy udawali, że widzimy świat takim, jakim oni udają, że go widzą. Potrzebują od nas jakiegoś przyzwolenia. Nie wiem, co to za przyzwolenie – ale wiem, Dagny, że jeśli szanujemy swoje życie, nie możemy im go udzielać. Nawet jeśli będą cię torturować, nie udzielaj im go. Pozwól im zniszczyć swoją kolej i moją hutę, ale tego im nie dawaj. Bo wiem przynajmniej tyle: że to nasza jedyna szansa. homo (państwowikus)



Państwowi konsumenci resergii
455 Poprosiła, by to on postawił warunki. Zaprotestowała w zdumieniu przeciwko niskiej pensji, jakiej sobie zażyczył. – Panno Taggart – powiedział – jeżeli istnieje coś, czego nie znoszę, to jest tym otrzymywanie czegoś za nic. Nie wiem, jak długo będzie pani mogła mi płacić ani czy otrzyma pani cokolwiek w zamian. Postawię na własny umysł. Nie pozwolę, by ktokolwiek inny to zrobił. Nie biorę pieniędzy za zamiary. Zamierzam natomiast brać je za dostarczony towar. Jeśli mi się uda, obedrę panią ze skóry, bo w takim wypadku będę żądał procentu, i to wysokiego, ale będzie się to pani opłacało. uczciwość



456 Wstała od biurka ze znużoną, pełną niesmaku rezygnacją: pójście na ślub wydawało się łatwiejsze niż konieczność wyjaśniania swojej nieobecności. !



458 Jedna banda w Waszyngtonie wrzeszczy, że za bardzo się rozbudowuję i że trzeba coś zrobić, żeby mnie powstrzymać, bo staję się monopolistą. Druga banda w Waszyngtonie wrzeszczy, że za mało się rozbudowuję i że trzeba coś zrobić, żeby rząd przejął moje kopalnie, bo jestem chciwy zysków i niechętny zaspokajaniu społecznej potrzeby paliwa. !



507 Transakcja, na której jeden zyskuje, a drugi traci, jest oszustwem transakcja wymiany



516 Zatem jedyne sensowne, co może pan zrobić, to udzielenie nam pomocy w zachowaniu naszego sekretu, abyśmy my, na odmianę, mogli panu dopomóc w utrzymaniu pańskiego. politycy



519 – Przecież złamałem jedno z waszych praw.
– A jak pan sądzi, po co one istnieją?
Ferris nie zauważył wyrazu, który nagle wykwitł na twarzy Reardena – wyrazu twarzy człowieka, który po raz pierwszy ujrzał upragniony pejzaż. Dla Ferrisa patrzenie już się skończyło; teraz interesowało go tylko dobijanie złapanego w potrzask zwierzęcia.
– Naprawdę pan sądził, że chcemy, aby przestrzegano tych praw? – zapytał.
– Przeciwnie: chcemy, by je łamano. Lepiej będzie, jeśli pan sobie uświadomi, że nie walczy przeciwko garstce harcerzyków. Wtedy będzie pan wiedział, że nie żyjemy w epoce pięknych gestów. Chcemy rządzić i wiemy, jak to robić. Wy byliście tylko drobnymi szulerami, ale my znamy prawdziwą sztukę, i radzę panu także ją poznać. Nie ma sposobu na rządzenie niewinnymi. Jedyna władza, jaką posiada każdy rząd, to władza nad przestępcami. Kiedy zatem nie ma ich wielu, trzeba ich stworzyć. Obwołuje się przestępstwami tyle rzeczy, że przestrzeganie prawa staje się niemożliwe. Komu potrzebny jest naród praworządnych obywateli? Nikt nic na tym nie zyska. Ale wystarczy wprowadzić prawa, których nie da się ani przestrzegać, ani egzekwować, ani obiektywnie interpretować – a wtedy stwarza się naród przestępców i można się karmić ich winą. Oto i system, panie Rearden, oto sztuka; a kiedy już pan to zrozumie, o wiele łatwiej będzie nam z panem współpracować.
prawo

politycy

państwo



538 Czy pragnął pan, by korzystała z niej skomląca hołota, która nigdy nie zdobywa się na żaden wysiłek, nie ma dość talentu, by być referentem, ale żąda zarobków prezesa firmy, dryfuje od porażki do porażki i żąda, by pan płacił jej rachunki, uważa swoje chęci za ekwiwalent pańskiej pracy, a swoje potrzeby za bardziej zasługujące na nagrodę niż pański wysiłek, domaga się, by celem pańskiego życia było służenie jej, by pańska siła była pozbawionym głosu i praw, nie opłacanym i nie wynagradzanym niewolnikiem jej niemocy, uważa, że pański geniusz obliguje pana do poddaństwa, a jej niekompetencja upoważnia ją do rządzenia, że do pana należy dawać, a do niej brać, że do pana należy produkcja, a do niej konsumpcja, że nie należy panu płacić ani w formie materialnej, ani duchowej, ani bogactwem, ani uznaniem, ani szacunkiem, ani wdzięcznością za to, by mogła jeździć po pańskich szynach, szydząc z pana i przeklinając, bo nie jest panu winna nawet jednego ukłonu? Czy tego pan pragnął? Czy to miało być pańską dumą? Atlasi/Grabieżcy



591 kreatorów opinii publicznej dziennikarze



593 Ale młody człowiek o szorstkim głosie i ciemnych, gniewnych oczach, pochodzący z głodującej osady, zebrał grupę bezrobotnych i zawarł z Reardenem umowę o dostarczenie węgla. Wydobywali go nocą i składowali w ukrytych przepustach. Wypłatę otrzymywali w gotówce, nie zadając żadnych pytań ani nie musząc na nie odpowiadać. Winni dzikiego pragnienia pozostania przy życiu, oni i Rearden handlowali jak dzicy, bez praw, upoważnień, kontraktów ani ochrony, związani jedynie wzajemnym zrozumieniem i bezwzględnym dotrzymywaniem danego słowa. kapitalizm/socjalizm



611 John Galt to Prometeusz, który zmienił zdanie. Przez wieki rozdzierany przez sępy za to, że przyniósł ludziom ogień bogów, zerwał w końcu łańcuchy i odszedł, zabierając ze sobą ogień – do czasu, gdy ludzie zabiorą sępy. syndrom prometeusza



625 Zrozumiał ohydę zezwalania na nazywanie niemocy cnotą i potępiania sił witalnych jako grzechu – nagle zrozumiał wyraźnie straszliwą brzydotę tego, w co sam niegdyś wierzył. !

socjalizm



629 – Jeden wydawca, który otworzy gębę w nieodpowiednim momencie, może nam bardziej zaszkodzić niż dziesięciu zawiedzionych milionerów. dziennikarze

teoria gier



630 Gdyby udało mi się otrzymać subsydia na przewozy na okres roku czy dwóch, dopóki nie stanę na nogi i... Reguła Y.Duvernay

socjalizm



637 Nie zapominajcie, że jest więcej pracowników niż pracodawców. demokracja



643 Twoi intelektualiści pierwsi podnoszą larum, kiedy czują się bezpieczni, i pierwsi zamykają gęby, gdy zwąchają niebezpieczeństwo. Przez całe lata plują na rękę, która ich karmi, a liżą tę, która ich bije po oślinionych gębach. Słyszycie natomiast, jak mówią tym uginającym się pod biczem nieszczęśnikom, że głód oznacza dobrobyt, niewolnictwo – wolność, a sale tortur – miłość bliźniego, że jeśli tego nie rozumieją, sami są winni swego cierpienia, i że za wszystkie swoje kłopoty mają winić zdeformowane trupy w celach więziennych, a nie miłosierne władze! Intelektualiści? Możecie się obawiać wszystkich, ale nie dzisiejszych intelektualistów: ci przełkną wszystko. intelektualiści



644 Nie musisz się przejmować intelektualistami, Wesley. Umieść tylko kilku z nich na rządowej liście płac i każ im głosić dokładnie to, o czym wspomniał pan Kinnan: że wina leży po stronie ofiar. Daj im zadowalające pensje i imponujące tytuły, a zapomną o prawach autorskich i zrobią więcej dobrego niż kilka plutonów wojska. intelektualiści

dziennikarze

naukowcy

prawnicy



645 Chcę przez to powiedzieć, że nie ma innego sposobu na rozbrojenie człowieka – rzekł Ferris – jak tylko wina. To, co on sam pojmuje jako winę. Jeśli ktoś kiedyś ukradł dziesięć centów, możesz nałożyć na niego karę przewidzianą dla kogoś, kto obrabował bank, a on ją przyjmie. Zniesie każdą poniewierkę, bo będzie czuł, że na nic lepszego nie zasługuje. Jeśli na świecie nie ma dość winy, musimy ją stworzyć. Jeśli wpoimy człowiekowi, że patrzenie na wiosenne kwiatki jest złem, a on nadal będzie na nie patrzył, możemy z nim zrobić, co zechcemy. Nie będzie się bronił. Nie będzie się czuł wart obrony. Nie będzie walczył. państwo

władza



653 Od lat próbowali nam wmówić, że pan i ja jesteśmy wrogami, panie Rearden. Ale tak nie jest. To Orren Boyle i Fred Kinnan są wrogami nas obu. państwo

władza

taktyka von Krezussa



665 Dostają pracę i wiedzą, że kiedy już ja mają, nie możemy ich wyrzucić, więc otwarcie dają do zrozumienia, że nie zamierzają pracować na swoją pensję i nigdy nie zamierzali. homo etatikus



676 Stał się symbolem poglądu, że to potrzeba, a nie osiągniecie jest źródłem praw; że nie musimy wytwarzać, tylko chcieć; że to, na co zapracowaliśmy, nie należy nam się, ale to, na co nie zapracowaliśmy – owszem. Stał się usprawiedliwieniem każdej miernoty, która nie potrafiąc na siebie zarobić, żądała władzy nad własnością lepszych od siebie, utrzymując, że chce poświęcić życie słabszym i że musi to czynić kosztem silniejszych. To najgorsze z możliwych stworzeń – podwójnego pasożyta, żywiącego się ranami biednych i krwią bogatych – ludzie uznali za wcielenie ideału moralnego, doprowadzając świat do stanu, w którym im więcej człowiek wytwarza, tym bliższy jest utraty wszystkich swoich praw, aby wreszcie, gdy jego umiejętności są już dostatecznie duże, zmienić się w wyjęte spod prawa stworzenie, mogące paść łupem każdego – podczas gdy chcąc się znaleźć ponad prawem, zasadami i moralnością, tam, gdzie wolno mu wszystko, nawet łupić i mordować, człowiek musi jedynie być w potrzebie. Czy zastanawia się pan, dlaczego świat wokół nas się sypie?

Z tym właśnie walczę, panie Rearden. Dopóki ludzie nie zrozumieją, ze spośród wszystkich symboli Robin Hood jest najbardziej niemoralnym i godnym pogardy, nie będzie na ziemi sprawiedliwości i ludzkość nie będzie miała szans przetrwania.

lewactwo

taktyka von Socialla



685 Jej przekonania zamykały się w zdaniu: „Musimy pomagać biednym”. politycy

taktyka von Socialla



686 – Czy aby te wasze koleje są bezpieczne? – zapytał nerwowo Gilbert Keith-Worthing.
– Pewnie, do diabła! – uniósł się Kip Chalmers. – Mamy tyle ustaw, rozporządzeń i regulacji, że to cholerstwo nie ma prawa nie być bezpieczne!
politycy

prawnicy

zarządzanie



697 Dave Mitchum nie znał się na technice ani na transporcie, ale świetnie znał się na ludziach pokroju Cliftona Loceya. Rozumiał, w co grają nowojorscy urzędnicy i jaki cel im przyświeca. Polecenie nie informowało, że należy dać Chalmersowi lokomotywę opalaną węglem – po prostu „lokomotywę”. Jeśli nadejdzie czas, kiedy trzeba będzie odpowiadać na pytania, Locey okaże skrajne zdumienie i z oburzeniem wyjaśni, że dyrektor okręgu powinien był wiedzieć, iż chodzi o lokomotywę dieslowską. Napisano przecież, że należy przeprowadzić Kometę przez tunel bezpiecznie – dyrektor okręgu powinien był wiedzieć, iż chodzi o lokomotywę dieslowską. Napisano przecież, że należy przeprowadzić Kometę przez tunel bezpiecznie – dyrektor okręgu chyba wie, co jest bezpieczne? – i bez niepotrzebnych opóźnień. Czy może być mowa o niepotrzebnym opóźnieniu, gdy w grę wchodzi groźba katastrofy?

Urzędników z Nowego Jorku nie obchodzi, czy Chalmers zdąży na swój wiec ani czy na ich kolei nastąpi bezprecedensowa katastrofa, myślał Mitchum, Zależy im jedynie na tym, żeby nikt nie mógł ich pociągnąć do odpowiedzialności. Jeśli przetrzyma pociąg, zrobią z niego kozła ofiarnego i rzucą na pożarcie Chalmersowi; jeśli puści pociąg przez tunel, a ten nie wyjedzie z niego cało, zrzucą winę na jego niekompetencję. W obu wypadkach będą twierdzić, że działał wbrew rozkazom. Co zdoła udowodnić – i komu? Co człowiek może udowodnić trybunałowi, który nie prowadzi konkretnej polityki, nie ma określonych metod, reguł ewaluacji materiału dowodowego, wiążących zasad – trybunałowi w rodzaju Rady Unifikacji, która uznawała ludzi za winnych lub niewinnych w zależności od tego, co jej odpowiadało, nie posiadając ustalonych kryteriów winy ani niewinności?

Dave Mitchum nie znał się na filozofii prawa, ale wiedział, że jeśli w sądzie nie obowiązują żadne reguły, nie liczą się też żadne fakty, a wtedy przesłuchania nie mają na celu zadośćuczynienia sprawiedliwości, lecz ludziom, i nie jest ważne, co się zrobiło lub nie, lecz kogo się zna, a kogo nie. Zadał sobie pytanie, czy podczas takiego przesłuchania będzie miał szanse pokonać panów Paggarta, Loceya, Chalmersa i ich wpływowych przyjaciół.

Dave Mitchum przez całe życie unikał podejmowania decyzji. Robił to, czekając na polecenia i nigdy nie będąc niczego pewnym. Teraz pozwalał sobie tylko biadać nad niesprawiedliwością. Z goryczą zadawał sobie pytanie, dlaczego właśnie jego musiało to spotkać; dlaczego to jego wrabiają zwierzchnicy w pierwszej porządnej pracy, jaką w życiu dostał. Nie nauczono go myślenia, dzięki któremu zrozumiałby, że sposób, w jaki otrzymał tę pracę i wrobienie go są nierozdzielnymi elementami tej samej układanki.

Dave Mitchum nie był człowiekiem zdolnym zbuntować się przeciwko wpojonym mu naukom lub zakwestionować kodeks moralny zwierzchników. Nie chciał rzucać wezwania ich metodom, lecz je naśladować.

urzędnictwo

prawnicy

mechanizm terroru



698 Naczelnik szedł wpatrzony w ziemię. Myślał o swojej żonie, dwójce dzieci i domu, na którego zakup pracował przez całe życie. Wiedział, o co chodzi jego zwierzchnikom, i zastanawiał się, czy powinien odmówić wykonywania poleceń. Nigdy dotąd nie obawiał się utraty pracy: wysoko oceniał swoje umiejętności i wiedział, że jeśli poróżni się z jednym pracodawcą, zawsze będzie mógł znaleźć drugiego. Teraz się bał: nie miał prawa odejść ani szukać pracy. Jeśli sprzeciwi się pracodawcy, trafi przed oblicze nieodpowiedzialnej, lecz wszechmogącej Rady Unifikacji, a jeśli ta zdecyduje na jego niekorzyść, będzie to równoznaczne z wyrokiem śmierci głodowej: nie będzie miał prawa do żadnej pracy. Wiedział, że decyzja rady nie może być inna; znał klucz do mrocznej, kapryśnej tajemnicy sprzecznych werdyktów rady – były nim powiązania. Jakie miał szanse w rozgrywce z Kipem Chalmersem? Kiedyś w interesie jego pracodawców leżało, by wkładał w pracę wszystkie swoje umiejętności. Teraz umiejętności się nie liczyły. Kiedyś wymagano od niego sumiennej pracy i nagradzano jego wysiłki. Teraz, jeśli próbował się kierować sumieniem, mógł się spodziewać jedynie kary. Kiedyś oczekiwano od niego myślenia. Teraz nie miał myśleć, lecz słuchać. Jego sumienie nie było nikomu potrzebne. mechanizm terroru

piramida społeczna



699 Teraz z przerażeniem uświadomił sobie, że musi wybierać między życiem swoich dzieci a życiem pasażerów Komety. Nigdy wcześniej takie ultimatum nie mogłoby zaistnieć. Zarabiał na bezpieczeństwo dzieci, strzegąc bezpieczeństwa pasażerów; pracował na jedno i drugie jednocześnie; nie było konfliktu interesów ani potrzeby składania ofiar. Teraz, aby ocalić pasażerów, musiał poświęcić dzieci. Jak przez mgłę przypomniał sobie kazania o tym, jak pięknie jest składać siebie w ofierze i jak szlachetnie oddawać innym to, co najbardziej się kocha. Nie znał się na etyce, ale nagle zrozumiał – nie w formie słów, lecz mrocznego, gniewnego, zwierzęcego bólu – że jeśli na tym polega szlachetność, nie chce mieć w niej udziału. dylemat

teoria gier

ewolucja biologiczna



706 W jednoosobowym przedziale sypialnym numer 10 wagonu trzeciego jechała stara nauczycielka, która poświęciła życie przeobrażaniu jednej klasy bezbronnych dzieci po drugiej w gromadę nieszczęsnych tchórzy, nauczając, że wola większości jest jednym kryterium dobra i zła, i że większość może robić, co jej się żywnie podoba; że nie powinni akcentować swoich osobowości, lecz robić to samo co inni. nauczyciele



706 W jednoosobowym przedziale przedziale sypialnym numer 7 wagonu drugiego jechał dziennikarz, który pisał, że stosowanie przymusu „w słusznej sprawie” jest uzasadnione i zbawienne, i wierzył, że ma prawo fizycznie oddziaływać na innych – rujnować im życie, dławić ambicje i pragnienia, kpić z przekonań, więzić, grabić, mordować – w imię czegoś, co stanowi dla niego „słuszną sprawę”. Nie musiała to być idea, nigdy bowiem nie określił, co uważa za dobre, twierdząc, że kieruje się „uczuciem” – uczuciem nie skażonym wiedzą, bo stawiał emocje ponad wiedzą i w pełni zawierzał swoim „dobrym chęciom” oraz sile perswazji swojego pistoletu. dziennikarze



706 W przedziale sypialnym A wagonu pierwszego jechał profesor socjologii, który nauczał, że indywidualny talent nie ma znaczenia, indywidualny wysiłek jest jałowy, indywidualne sumienie jest bezużytecznym luksusem, że nie istnieje indywidualny umysł, charakter ani osiągniecie i że liczą się masy, a nie ludzie. naukowcy



707 W przedziale sypialnym F wagonu trzynastego jechał prawnik, który mawiał: „Ja? Ja sobie poradzę w każdym systemie politycznym”. prawnicy



707 W jednoosobowym przedziale sypialnym numer 9 wagonu dwunastego jechała gospodyni domowa, uważająca, że ma prawo wybierać polityków, o których nic nie wie, by kontrolowali wielki przemysł, o którym nie ma pojęcia. elektorat



707 W jednoosobowym przedziale sypialnym numer 3 wagonu jedenastego jechał płaczliwy, chuderlawy neurotyk, piszący tanie sztuki, w których za pomocą tchórzliwych małych świństewek usiłował przekazać myśl, że wszyscy biznesmeni to dranie. artyści



707 Na miejscu numer 5 wagonu siódmego jechał robotnik, który uważał, że ma prawo do pracy niezależnie od tego, czy pracodawca chce go zatrudniać czy nie. roszczeniowcy



721 Wytwarzaliśmy dobra na użytek świata, ustalanie kodeksu moralnego pozostawiając swoim wrogom. Utrzymywaliśmy ludzkość przy życiu i pozwalaliśmy jej nami gardzić i czcić naszych niszczycieli. Pozwalaliśmy tym, którzy otrzymywali i rozdzielali niezasłużone dobra, czcić niekompetencję i przemoc. Akceptując karę nie za grzechy, lecz za cnoty, zdradziliśmy swój kodeks i pozwoliliśmy działać tamtemu. Dagny, ich moralność jest moralnością kidnaperów. Używają twojego umiłowania cnoty jako zakładnika. Wiedzą, że zniesiesz wszystko, by móc pracować i wytwarzać, bo wiesz że osiągnięcie jest najwyższym dążeniem moralnym człowieka, że nie może bez niego istnieć, a twoje umiłowanie cnoty jest równe twojemu umiłowaniu życia. Liczą na to, że weźmiesz na swoje barki każdy ciężar. Liczą na twoje uczucie, że żaden wysiłek nie jest zbyt wielki w służbie miłości. Dagny, twoi wrogowie niszczą cię za pomocą twojej własnej siły. Twoja hojność i wytrzymałość są ich jedynymi narzędziami. Twoja prawość, której nie podzielają, daje im władze nad tobą. Oni o tym wiedzą. Ty nie. Nie boją się niczego z wyjątkiem dnia, w którym to odkryjesz. Musisz się nauczyć ich rozumieć. Inaczej nie uwolnisz się od nich. Ale kiedy już wszystko pojmiesz, poczujesz taką wściekłość, że własnoręcznie wysadzisz... [każdy kawałek szyn żeby nie musiały im służyć! ] Atlasi/Grabieżcy



721 Wytwarzaliśmy dobra na użytek świata, ustalanie kodeksu moralnego pozostawiając swoim wrogom. !

Atlasi/Grabieżcy



722 Bez nas są trupami, produkującymi wyłącznie truciznę; nie bogactwo czy żywność, lecz truciznę rozpadu, przemieniającą ludzi w hordy padlinożerców. lewactwo



733 Dziś nie trzymamy się sztywnych zasad. Nasze prawo jest elastyczne i otwarte na szeroki wachlarz interpretacji, zależnie od... okoliczności. prawnicy



747 Nie chcę pracować w świecie, który uważa mnie za niewolnika. Nie chcę mieć dla ludzi żadnej wartości. Jeśli mi się uda odbudować silnik, nie pozwolę Pani oddać go w ich ręce. Moje sumienie nie dopuści, by jakikolwiek produkt mojego umysłu służył ich wygodzie.

Wiem, że jeśli nam się uda, za wszelką cenę będą chcieli odebrać nam silnik. Chcąc tego uniknąć, musimy postępować jak przestępcy i żyć w ciągłej obawie przed aresztowaniem. Nawet gdybym potrafił znieść wszystko inne, nie zgodzę się, byśmy byli męczennikami ludzi, którym świadczymy nieocenione usługi.

Atlasi/Grabieżcy

socjalizm



758 Bo jest zarówno niewolnikiem, jak i poganiaczem niewolników, podobnie jak każdy inny mieszkaniec tego kraju, a jedynym uczuciem, które ludzie potrafią dziś żywić wobec innych, jest nienawiść. socjalizm



763 Pomyślała nagle o tych pasożytach wychowanych w nowoczesnych college'ach, którzy z obrzydliwą pozą wyższości wygłaszają banały na temat swojej troski o dobro ludu. dziennikarze

politycy

taktyka von Socialla



765 Plan przewidywał, że każdy w fabryce będzie wykonywał pracę odpowiednią do swoich umiejętności, a zarabiał w zależności od potrzeb. Co się stało? Dlaczego pani tak na mnie patrzy?
– Jak się nazywała ta fabryka? - zapytała ledwo dosłyszalnym głosem.
– Samochody Dwudziestego Wieku. W Starneville, w stanie Wisconsin.
– Proszę mówić dalej.
– Głosowaliśmy na walnym zebraniu. Spadkobiercy Starnesa wygłosili wielkie przemówienia na temat planu. Nie był zbyt jasny, ale nikt o nic nie pytał. Nie wiedzieliśmy, jak będzie wyglądało jego wdrażanie, ale każdy sądził, że wszyscy inni wiedzą. Każdy, kto miał wątpliwości, czuł się winny i siedział cicho, żeby nie wyjść na jakiegoś potwora, bo Starnesowie twierdzili, że plan jest wcieleniem szlachetnego ideału, a każdy, kto mu się przeciwstawia, ma duszę mordercy i nie jest godny miana człowieka. Skąd mieliśmy znać prawdę? Przez całe życie słyszeliśmy od rodziców, nauczycieli i pastorów, dowiadywaliśmy się z każdej gazety, filmu i przemówienia, że właśnie to jest godne i sprawiedliwe. Być może istnieje więc jakieś usprawiedliwienie tego, co zrobiliśmy na zebraniu. W każdym razie poparliśmy plan i dostaliśmy go. Wie pani, jesteśmy w pewien sposób napiętnowani – wszyscy, którzy przetrwali pierwsze cztery lata planu w Samochodach Dwudziestego Wieku. Jak ludzie wyobrażają sobie piekło? Jako zło – czyste, nagie, uśmiechające się szyderczo zło, prawda? Cóż, to właśnie zobaczyliśmy i pomogliśmy zbudować...Myślę, że jesteśmy przeklęci i być może nigdy nie otrzymamy przebaczenia...
mechanizm totalitaryzmu



769 Byle tylko dostać „zasiłek wspierający”, mieli więcej dolegliwości, niż lekarz mógł zakwestionować, niszczyli swoje ubrania, meble i domy, wiedząc, że „rodzina” za wszystko zapłaci. Znajdowali więcej sposobów na bycie „w potrzebie”, niż normalny człowiek mógłby sobie kiedykolwiek wyobrazić. Wyrobili sobie specjalną umiejętność w tym kierunku. optymalizacja czerpania z zasobów

socjalizm



772 Ale jego siostra Ivy była gorsza. Ona naprawdę nie troszczyła się o dobra materialne. Dostawała tyle pieniędzy co my i paradowała w znoszonych butach na płaskim obcasie i zgrzebnych sukienkach, żeby tylko pokazać, jaka jest bezinteresowna. Była dyrektorem do spraw dystrybucji. To do niej należało zaspokajanie naszych potrzeb. Ona nas trzymała za gardła. Teoretycznie o podziale dóbr decydowało walne zgromadzenie – głos ludu. Kiedy jednak „ludem” jest sześć tysięcy wyjących gardeł, bez ładu i składu próbujących coś ustalić w grze pozbawionej reguł, w której można żądać wszystkiego, ale nie ma się prawa do niczego i każdy ma władzę nad wszystkimi z wyjątkiem siebie samego, „głos ludu” staje się głosem Ivy Starnes. Pod koniec drugiego roku zrezygnowaliśmy ze „zgromadzeń rodzinnych” – w imię „wydajności produkcji i oszczędności czasu”, bo jedno zgromadzenie trwało dziesięć dni – i wszystkie petycje o zasiłek wysyłano bezpośrednio do gabinetu Ivy Starnes. Nie, nie wysyłano. Trzeba je było przedstawić osobiście. Sporządzała potem listę podziału, którą odczytywała nam na trwającym trzy kwadranse zebraniu, a my je zatwierdzaliśmy. W programie przewidziano dziesięć minut na dyskusję i protesty, ale nie protestowaliśmy. Zdążyliśmy już zmądrzeć. Nikt nie może rozdzielić dochodów firmy pomiędzy tysiące ludzi, nie kierując się jakimś kryterium wartości człowieka. Kryterium panny Starnes było lizusostwo. Bezinteresowna? Jej ojciec [właściciel wolnorynkowej fabryki – przyp. J.F.] nie mógłby bezkarnie potraktować najnędzniejszego robotnika tak, jak ona traktowała najbardziej wartościowych pracowników i ich żony. Miała blade oczy, zimne, wyłupiaste i martwe. Gdyby chciała pani wiedzieć, jak wygląda czyste zło, wystarczyło zobaczyć, jak błyszczały na widok człowieka, który kiedyś jej napyskował, a teraz usłyszał swoje nazwisko na liście osób nie mających otrzymywać nic ponad pensję głodową [liszeńcy – przyp. J.F.]. Wyraz tych oczu zdradzał prawdziwe motywy postępowania każdego, kto kiedykolwiek wygłaszał slogan: „Od każdego według umiejętności, każdemu według potrzeb”. [Tu Ayn Rand popełniła wielki błąd, przedstawiając Ivę jako zimnego bezlitosnego gada, a nie różowiutkiego aniołka – uwaga J.F.]

Oto cały sekret. Początkowo zastanawiałem się, jak to możliwe, żeby wykształceni kulturalni, sławni ludzie tego świata popełnili tak drastyczny błąd i wychwalali tę potworność jako cnotę, skoro wystarczyłoby wprowadzić to w czyn na pięć minut, by poznać skutki. Teraz już wiem, że nie był to błąd. Takich błędów nigdy nie popełnia się nieświadomie. Jeśli ludzie zaczynają nagle, bez wyraźnego powodu dążyć do jakiegoś straszliwego, niewykonalnego szaleństwa – to znaczy, że mają powód, tylko nie chcą go zdradzić. My też nie byliśmy bez winy, popierając plan na pierwszym zebraniu. Zrobiliśmy to nie dlatego, że wierzyliśmy w brednie, którymi nas karmiono. Był jeszcze inny powód, ale brednie pomogły nam to ukryć przed kolegami i przed sobą. Brednie dały nam możliwość zrobienia cnoty z czegoś, do czego w innym wypadku wstydzilibyśmy się przyznać. Nie było na zebraniu ani jednego człowieka, któremu nie przyszłoby do głowy, że pod przykrywką szlachetnego planu uda mu się położyć łapę na pieniądzach zarobionych przez lepszych od niego. Nikt nie był dość bogaty ani dość zdolny, żeby nie myśleć, że dzięki planowi zawładnie częścią umysłu i majątku kogoś bogatszego i zdolniejszego. Myśląc o niezasłużonych zyskach, które chciał czerpać z ludzi stojących wyżej od niego, zapomniał jednak o stojących niżej. Nie pomyślał, że oni także będą się chcieli obłowić jego kosztem. Robotnik, któremu przyszło do głowy, że jego potrzeba upoważnia go do posiadania limuzyny, skoro może ją mieć szef, zapomniał, że każdy darmozjad i żebrak będzie się domagał lodówki, skoro on ją ma. Takie były nasze prawdziwe intencje, gdy głosowaliśmy. Ale nie chcieliśmy o tym myśleć – a im mniej nam się to podobało, tym głośniej krzyczeliśmy o swojej miłości do dobra publicznego.

Sami tego chcieliśmy. Kiedy się zorientowaliśmy, że zupełnie nie o to nam chodziło, było już za późno. Byliśmy w pułapce.

demokracja

komunizm

naukowcy

inteligencja

gra

dążność



Nieprawdopodobny przykład dążności systemu społecznego
774 Do tego czasu każdy głupek wioskowy zdążył zauważyć to, na co przymykały oko całe pokolenia profesorów.

By that time, a village half-wit could see what generations of professors had pretended not to notice.

naukowcy

!! - super cytat



789 Kiedyś było to jedyne państwo, w którym majątku nie zdobywało się poprzez grabież, lecz poprzez produkcję, nie siłą, lecz dzięki wymianie; jedyny kraj, w którym pieniądze były symbolem prawa człowieka do własnego umysłu, pracy, życia, szczęścia, siebie samego. BFDS- Basic Factor for Dev. of Societies



830 Pracuję teraz na własny użytek, nie dla zysku. Dla siebie, nie dla grabieżców. Mój rynek stanowią jedynie ci, którzy dodają coś do mojego życia, a nie zabierają. Rynek mogą stanowić jedynie producenci, nie konsumenci. Współpracuję z tymi, którzy dają życie, a nie z kanibalami. BFDS- Basic Factor for Dev. of Societies



844 Nie pragniemy pani posłuszeństwa, lecz racjonalnego przekonania. Widziała pani wszystkie elementy naszej tajemnicy. Sama musi pani wyciągnąć wniosek – możemy pani pomóc go sformułować, ale nie przyjąć – zobaczyć, poznać i zaakceptować musi pani sama. myślenie



847 Piszę rozprawę na temat filozofii prawa. Wykażę w niej, że najstraszliwszym złem ludzkości, najbardziej destrukcyjnym i przerażającym spośród ludzkich wynalazków jest prawo nieobiektywne... prawo



847 Moim zadaniem jest doprowadzanie soków życiowych do wszystkich zdolnych do rozwoju roślin. Proszę jednak zapytać doktora Hendricksa, czy jakakolwiek ilość krwi uratuje ciało, które odmawia funkcjonowania, przegniły kadłub oczekujący, że będzie żyć bez żadnego wysiłku. Mój bank krwi obraca złotem. To ono jest paliwem zdolnym czynić cuda, ale żadne paliwo nie może działać bez silnika... Nie, nie zrezygnowałem, po prostu miałem dość kierowania rzeźnią, w której wysysa się krew ze zdrowych istot ludzkich i wpompowuje w wypatroszone truposze. pieniądze

inflacja

socjalizm



848 A kiedy ludzie nauczą się uważać pracę produkcyjną – i to, co leży u jej źródła – za kryterium swoich wartości moralnych, osiągną stan perfekcji, który utracili w chwili narodzin... Co jest źródłem pracy? Umysł ludzki, panno Taggart, rozsądny ludzki umysł. Piszę o tym książkę, definiującą filozofię moralną, której nauczyłem się od własnego ucznia... myślenie



849 Tragicznym żartem w historii ludzkości jest to, iż na każdym z ołtarzy wzniesionych przez ludzi składano zawsze człowieka, a czczono zwierzę. To atrybuty zwierzęce były przedmiotem chwały: bóstwo instynktu i bóstwo siły – mistycy i królowie – mistycy, którzy tęsknili za nieodpowiedzialną świadomością i rządzili za pomocą twierdzenia, że ich mgliste emocje są ważniejsze od rozumu, że wiedza atakuje nas znienacka i trzeba ją przyjmować, a nie kwestionować – i królowie, którzy rządzili za pomocą szponów i mięśni, podbijając i grabiąc, za jedyny atrybut władzy mając maczugę lub karabin. Obrońcy ludzkiej duszy troszczyli się o uczucia, obrońcy ciała – o żołądek, jedni i drudzy jednak zjednoczyli się przeciwko umysłowi. Książę/biskup/lud



850 Będziemy pracować na podstawie rozporządzeń i regulacji tych, którzy sami pracować nie potrafią. demokracja

prawo

politycy



878 Pragnienie pieniędzy, których nie potrafi się zarobić, jest uważane za słuszne, ale posiadanie zarobionych uchodzi za niechlubną chciwość. !

Choroba czerwonych oczu



878 Walczyć z każdym człowiekiem posiadającym honor i ambicje, ale każdego zepsutego darmozjada uważają za przyjaciela. !

Choroba czerwonych oczu



884 Odrodzenie d'Anconia Copper – i całego świata – musi się rozpocząć tutaj, w Stanach Zjednoczonych. To jedyny kraj w historii zrodzony nie z przypadku i ślepej walki plemion, lecz jako racjonalny produkt ludzkiego umysłu. Ten kraj narodził się ze zwycięstwa rozumu – i na jedno wspaniałe stulecie zbawił świat. Będzie musiał to zrobić ponownie. Zalążek d'Anconia Copper, podobnie jak każdej innej ludzkiej wartości, musi pochodzić stąd, bo reszta świata osiągnęła apogeum poglądów wyznawanych przez nią od wieków: mistycyzmu i irracjonalizmu – które zostawiają po sobie jedynie dwa pomniki: dom wariatów i cmentarz. USA



896 Niezależnie od tego, czy mamy do czynienia z symfonią, czy z kopalnią węgla, każda praca jest aktem tworzenia wywodzącym się z tego samego źródła: zdolności widzenia, łączenia i robienia tego, czego dotąd nie widziano, nie łączono i nie robiono. zaradność nachodcziwost'



897 Ten rodzaj ducha, odwagi i umiłowania prawdy – przeciwko niechlujnemu lumpowi, który snuje się po świecie, zapewniając wszystkich z dumą, że już prawie osiągnął doskonałość szaleńca, bo jest artystą nie mającym pojęcia, czym jest ani co znaczy jego dzieło, nie ograniczają go tak przyziemne pojęcia jak ''bycie'' czy ''znaczenie'', jest narzędziem tajemnych mocy, nie wie, jak ani dlaczego stworzył swoje dzieło, po prostu wyskoczyło z niego spontanicznie, jak rzygowiny z pijaka, nie myślał, nie zniżył się do poziomu myślenia, on po prostu to poczuł, nic innego nie było mu trzeba – on, sflaczały, ośliniony, trzęsący się, bezczelny drań, coś czuje! Ja, który wiem, jak wielkiej dyscypliny, wysiłku, wytężenia umysłu i uporczywego utrzymywania jego jasności potrzeba, by stworzyć dzieło sztuki – ja, świadom, że wymaga to pracy, przy której galery wydają się urlopem, i surowości nie do pomyślenia w najcięższym wojsku. artyści



936 – Tak, Państwowy Instytut Naukowy jest dumny ze swoich dokonań w służbie społeczeństwu... Państwowy Instytut Naukowy nie służy żadnym prywatnym interesom ani osobistej chciwości, lecz dobru całej ludzkości... – wyrzucał z siebie, niczym dyktafon, obrzydliwe ogólniki, których nauczył się od Ferrisa. państwo



947 W kwestiach społecznych prawda nie gra roli. Zasady nie mają wpływu na sprawy publiczne. Rozum nie ma władzy nad ludźmi. Logika jest bezradna. Moralność – zbędna. !



947 wśród skorumpowanej, działającej na podstawie przysług i sznurków elity prasowej dziennikarze

mechanizm totalitaryzmu



958 W ramach polityki ocalenia narodowego koleje całego kraju zostały połączone w jedną całość, działającą wspólnym wysiłkiem. Cały ich dochód brutto przekazywany jest Radzie Funduszy Kolejowych w Waszyngtonie, pełniącej rolę powiernika całego przemysłu i dzielącej całkowity dochód pomiędzy rożne koleje według... bardziej nowoczesnej zasady podziału. socjalizm

mechanizm totalitaryzmu



960 Nawyk używania rozsądku omal nie popchnął jej do mówienia, dyskutowania, demonstrowania tego, co oczywiste – popatrzyła jednak na ich twarze i zobaczyła, że to wiedzą. W inny sposób, w jakiejś niewyobrażalnej formie, wiedzieli wszystko, co mogłaby im powiedzieć, nie było sensu dowodzić im irracjonalnej potworności ich poczynań ani tłumaczyć konsekwencji; zarówno Meigs, jak i Jim dobrze to wiedzieli – zagadkę stanowiły środki, za pomocą których udawało im się uniknąć pełnego, ostatecznego zrozumienia. taktyka von Neumanna



963 Rozumiesz już, dlaczego to takie ważne, żebyś przemówiła do ludzi przez radio i powiedziała im, że rozporządzenie 10-289 wcale nie niszczy przemysłu, że jest to rozsądna ustawa mająca na względzie dobro publiczne i że jeśli jeszcze przez jakiś czas będą cierpliwi, sytuacja się poprawi i powróci dobrobyt. Nie wierzą już żadnemu urzędnikowi publicznemu. Przysłuchiwała mu się, słysząc poprzez jego słowa głos Reardena, mówiącego do niej w wiosenny wieczór, ponad rok wcześniej: „Oni potrzebują od nas jakiegoś przyzwolenia. Nie wiem, co to za przyzwolenie – ale wiem, Dagny, że jeśli szanujemy swoje życie, nie możemy im go udzielać. Nawet jeśli będą cię torturować, nie udzielaj im go. Pozwól im zniszczyć swoją kolej i moją hutę, ale tego im nie dawaj.” socjalizm



przyzwolenie oczywiście dają "naukowcy państwowi", dziennikarze na smyczy Komitetu i "przedsiębiorcy kompradorscy"
973 Kłótnia nie dotyczyła tego, co robić, tylko kogo winić. socjalizm

!

natura człowieka uczciwego



994 Jeśli czegoś nie wiesz, nie trzeba się bać, tylko uczyć... !



1011 – Jesteś zupełnie inna, niż się spodziewałam. Oni, Jim i jego świta, mówili, że jesteś twarda, zimna i pozbawiona uczuć.
– Ależ to prawda, Cherryl. Jestem. W takim znaczeniu, w jakim oni używają tych słów – ale czy kiedykolwiek ci powiedzieli, w jakim znaczeniu ich używają?
– Nie. Oni nigdy tego nie robią.
komunikacja

taktyka von Neumanna

definiowanie



1013 Przez całe stulecia filozofie spiskowali w celu zrobienia tego ze światem – zniszczenia ludzkich umysłów poprzez wmówienie im, że to właśnie widzą. Ale ty nie musisz tego akceptować. Nie musisz patrzeć oczami innych. Patrz swoimi, kieruj się własnym sądem, wiesz, że to, co istnieje, istnieje naprawdę – więc mów to głośno, jak najświętszą modlitwę, i nie pozwól sobie wmówić nic innego. taktyka von Neumanna

myślenie



1014 – Dzięki trzymaniu się jednej zasady.
– Jakiej?
– Nie stawiać niczego – niczego – ponad werdyktem własnego umysłu.
myślenie



1029 Jeśli będę pracować, walczyć, awansować, z każdym krokiem naprzód będę dostawać większe lanie, a na końcu, niezależnie od tego, dokąd dotrę – czy to będzie kopalnia miedzi czy własny domek, Jim zagarnie go drugiego września któregoś roku i roztrwoni na przyjęcia, na których zawiera transakcje z przyjaciółmi. lewactwo