Wygenerowano:
02.11.2017
18:17:36

Przejdź do spisu książek
Wygenerowano programem:
Q-Księgozbiór 3000





Na uśpionych lotniskach... 22 czerwca 1941 roku

( Sołonin, Mark )

Spis cytatów dla wybranej książki

Strona Treść cytatu Słowa kluczowe / uwagi
28 za wszystko, co dobre, trzeba zapłacić, i pod tym względem zasady aerodynamiki nie różnią się od zasad życia. fizyka życia



43 "Najważniejsze jest niewidoczne dla oczu". !



47 Mam nadzieję, że nie jest to zbyt skomplikowane. Z "równania istnienia" wynika mnóstwo ciekawych wniosków. Między innymi na każdym określonym etapie rozwoju technologii stosunek masy poszczególnych komponentów samolotów o podobnym funkcjonalnym przeznaczeniu okazuje się w przybliżeniu taki sam. obiekt nadążny

proces doskonalenia ewolucyjnego



54 Zasobów jest zawsze mniej, niżby się chciało, pieniędzy zawsze brakuje. Jest to naturalna właściwość zasobów. resergia



Która wynika z tego, że obiekty zywe optymalizują jej czerpanie.
96 Znacznie trudniej jest ocenić rzeczywistą skuteczność bojową Ił-2. Historia tego naprawdę legendarnego samolotu obrosła mnóstwem zupełnie fantastycznych mitów. Zaczynają się one od "żołnierskiej prawdy" o tym, jak Iły w locie koszącym wycinały śmigłami niemiecką piechotę, a kończą wciąż jeszcze spotykanymi w szanowanych wydawnictwach artykułami, które głoszą, że "doskonale przygotowany pilot pod warunkiem właściwego wycelowania z odległości 300-400 m niszczył średnio dwa czołgi, pilot przygotowany przeciętnie - nie więcej niż jeden". Właśnie tak - "nie więcej niż jeden" podczas jednego lotu. A czego niby można się spodziewać, gdy pilot jest przeciętny... Bezwzględna rzeczywistość była zupełnie inna. Zarząd Operacyjny Sztabu Głównego Sił Powietrznych ustalił w 1942 roku orientacyjne obliczenia "norm możliwości bojowych" bombowca szturmowego Ił-2, zgodnie z którymi do zniszczenia jednego lekkiego czołgu potrzeba było 4-5 lotów Ił-2, a do zniszczenia jednego średniego czołgu typu PzKpfw III i IV czy działa samobieżnego StuG III- co najmniej 12 lotów. Takie liczby oczywiście wydają się zupełnie nieprawdopodobne na tle artykułów w gazetach "z okazji rocznicy", w których piloci pułku X po raz kolejny tłuką niemieckie czołgi jak skorupy. Niemniej jednak nie ma co się dziwić tak "niskiej" skuteczności Iłów. prawda

cui bono



prawda kreaowana i prawda rzeczywista
121 "(...) Nasze myśliwce poddają się prowokacjom nieprzyjaciela, wplątując się w pojedynki powietrzne z jego myśliwcami, i przez to dają sposobność bombowcom przeciwnika do bezkarnego zrzucania bomb na nasze oddziały lub inne obiekty. Ani piloci, ani dowódcy pułków, ani dowódcy dywizji, ani dowodzący siłami powietrznymi frontów i armii nie rozumieją, że podstawowe i najważniejsze zadanie naszych myśliwców polega na tym, żeby w pierwszej kolejności zniszczyć bombowce wroga, nie dać im możliwości zrzucenia ładunku bombowego na nasze oddziały, nasze obiekty chronione. Należy wreszcie zrozumieć, że niszcząc bombowce nieprzyjaciela, nasze myśliwce zmniejszają siłę uderzeniową jego lotnictwa i zadają mu największe straty materialne. (...) ROZKAZUJĘ: 1. Wyznaczyć jako najważniejszy cel naszych myśliwców podczas spotkań z przeciwnikiem zniszczenie w pierwszej kolejności jego bombowców. (...) 3. W celu odznaczenia działań bojowych pilotów myśliwców wprowadzić od 20 czerwca br. nagrodę pieniężną w następujących wysokościach: - za każdy zestrzelony bombowiec przeciwnika wypłacać 2000 rubli; - za każdy zestrzelony samolot transportowy przeciwnika wypłacać 1500 rubli; - za każdy zestrzelony samolot myśliwski przeciwnika wypłacać 1000 rubli. Do tytułu Bohatera związki Radzieckiego przedstawiać tych pilotów myśliwskich, którzy zniszczą podczas walk powietrznych 10 myśliwców wroga lub 5 bombowców (...) resergia

przelicznik równowagowy



125 Na przykład wyobraźmy sobie sytuację, kiedy pięć najbardziej przeciętnych myśliwców wroga atakuje grupę bombowców osłanianych przez jednego tylko supermyśliwca. Dalej załóżmy, że ten superas bardzo łatwo może zniszczyć każdego ze swoich przeciwników. Jednak walka powietrzna (którą w popularnych książkach nazywa się zazwyczaj szybką lub piorunującą) odbywa się w czasie i przestrzeni. Najlepsze myśliwce tamtych czasów do wykonania pełnego wirażu potrzebowały 20 sekund i 500 metrów. żywe walczy



126 Zresztą nie należy zapomnieć, że ilość jest bardzo skomplikowaną kategorią. W znacznym stopniu zależy od taktyki zastosowania lotnictwa - można mieć olbrzymie liczby samolotów na lotniskach i jednocześnie nie dorównywać przeciwnikowi podczas walk powietrznych. Przeanalizujmy ten paradoks na przykładzie działań lotnictwa myśliwskiego w osłonie wojsk lądowych. przelicznik równowagowy

żywe walczy



130 Zdaniem autora, jest to zaleta, która świadczy o tym, że radzieckie siły powietrzne we właściwy sposób wykorzystały lotnictwo myśliwskie. We właściwy sposób, czyli zgodnie z regulaminem, w celu zapewnienia sukcesów wszystkim rodzajom wojsk. Luftwaffe (w znacznym stopniu dzięki temu, że na czele niemieckiego lotnictwa stał H. Goring, jeden z najbardziej wpływowych przywódców III Rzeszy, w 1939 roku oficjalnie ogłoszony następcą Hitlera), wręcz przeciwnie, pozwalała sobie na przyjęcie roli swoistej "gwardii kardynała", która miała w nosie powszechnie obowiązujący regulamin. żywe walczy



131 Wytłumaczmy to, co zostało powiedziane, na jednym charakterystycznym przykładzie. Radzieckie Pouczenie o prowadzeniu walki powietrznej (1943 r.) absolutnie jednoznacznie wymagało (s. 18), żeby „określić dowódcę grupy przeciwnika i postarać się zlikwidować go w pierwszej kolejności". Znaczenie ustalenia właśnie takich priorytetów jest całkowicie zrozumiałe: od dowódcy zależy ukierunkowanie i zharmonizowanie działań całej grupy samolotów nieprzyjaciela, jego zestrzelenie mogło poskutkować udaremnieniem realizacji wyznaczonego grupie zadania. Szczególnie ważne jest to w przypadku, gdy walka prowadzona jest z grupą bombowców przeciwnika, ponieważ po utracie dowódcy, grupa często nie była zdolna do odnalezienia obiektu i przeprowadzenia nalotu.Wreszcie dowódca grupy to najprawdopodobniej najbardziej doświadczony i wytrawny pilot i zabijając go, można było zadać przeciwnikowi najdotkliwsze straty. Ale nieprzyjaciel też to bardzo dobrze rozumie i będzie dowódcy bronił ze wszystkich sił. W ten sposób, wykonując nakazy Pouczenia, radzieccy piloci z konieczności wdawali się w ciężką potyczkę, w której zdobycie dodatkowej „gwiazdy na kadłub" było trudne,a strata samolotu, a z nim też życia - bardzo łatwa.

W tymże Pouczeniu taktyka niemieckich myśliwców została opisana w następujący sposób: „Według licznych zeznań pilotów wziętych do niewoli taktyka prowadzenia walki powietrznej przeciwnika bardzo często polega na walce z pojedynczymi samolotami. W tym celu pierwsze ataki i następnie walka są przeprowadzane z myślą o rozproszeniu naszego szyku bojowego lub przynajmniej odcięciu jednego samolotu i skierowaniu na niego ognia swoich samolotów". W znanej biografii najlepszego asa Luftwaffe, Ericha Hartmanna, napisanej przez Amerykanów Constable'a i Tolivera, ten „blondwłosy rycerz" bez krzty zażenowania opowiada o swojej manierze prowadzenia walki powietrznej: „Należy się zorientować, czy przeciwnik ma pozostawionego samotnie lub niedoświadczonego pilota. Takiego pilota zawsze widać w powietrzu. Zestrzelcie go. Bardziej pożyteczne jest zestrzelenie tylko jednego niż wdanie się w dwudziestominutową awanturę, która nic nie przyniesie" [89]. Można by było nie przywiązywać szczególnej wagi do wspomnień jednego (co prawda najlepszego) pilota przeciwnika, ale z olbrzymiej liczby wspomnień uczestników wojny wynika, że niemieccy myśliwcy systematycznie polowali na nienadążających za grupą nowicjuszy, na uszkodzone w walce samoloty. Absolutnie normalne były sytuacje, kiedy to na przykład myśliwce Luftwaffe obserwowały z boku, jak nasze Iły równają z ziemią niemiecką piechotę i cierpliwie czekały chwili, kiedy trafiony ogniem artylerii przeciwlotniczej pojedynczy szturmowiec oderwie się od grupy i będzie próbował wycofać się z walki... Owszem, taka taktyka była oczywiście "pożyteczna" dla szybkiego wzrostu liczby zwycięstw pojedynczych pilotów (Hartmann, jak wiadomo, miał uznane 352 zestrzelone samoloty), ale była całkowicie sprzeczna z wykonaniem zadania postawionego przed ogółem lotnictwa.

żywe walczy



136 Jedną z przyczyn niezwykle wysokiej skuteczności niemieckich asów w porównaniu z asami aliantów jest to, że mieli oni do kogo strzelać. Przynajmniej od 1942 roku myśliwce Luftwaffe walczyły na wszystkich frontach z przewyższającym je liczebnie przeciwnikiem. Ten wniosek jest szczególnie słuszny dla frontu wschodniego, gdzie z wojskami lądowymi Wehrmachtu walczyło olbrzymie radzieckie lotnictwo uderzeniowe, zbudowane według zasady „dużo i tanio". W czasie wojny samych tylko Iłów wyprodukowano 36 tysięcy i w całe nie stały one na lądowiskach tyłowych. W ten sposób niemieckie myśliwce, których liczba na całym olbrzymim froncie wschodnim w ostatnich latach wojny nie przekraczała 450-500 samolotów, nie odczuwały niedoboru celów, przy czym za sterami tych celów często siedzieli piloci, którzy przeszli przyśpieszone sześciomiesięczne przygotowania. Również na froncie zachodnim myśliwce Luftwaffe nie miały problemów z niedostateczną liczbą obiektów do ataku. Gdy wiosną 1943 roku alianci zaczęli zmasowane bombardowania Niemiec, uparcie przestrzegali najważniejszej zasady sztuki operacyjnej wszech czasów — zasady koncentrowania sił we właściwym miejscu o właściwym czasie. W jednym nalocie brało udział do tysiąca bombowców w eskorcie wieluset myśliwców. I jeżeli większość młodych pilotów Luftwaffe ginęła podczas pierwszych walk z dziesięcio-, dwudziestokrotnie liczniejszym przeciwnikiem, to nieliczne asy, które zdobyły olbrzymie doświadczenie i niezwykłe umiejętności, wciąż zwiększały osobiste wyniki. U aliantów zachodnich wszystko odbywało się dokładnie odwrotnie. Niemieckie bombowce w drugiej połowie wojny już nie pojawiały się nad Wyspami Brytyjskimi. Gdy 6 czerwca rozpoczęła się operacja Overlord, lądowanie sił alianckich w Normandii wspierała olbrzymia armada lotnicza, która zapewniała sześciokrotną przewagę. Powstała bardzo paradoksalna sytuacja: mimo całkowitego panowania w powietrzu, mimo że stosunek strat samolotów wynosił 7 do l na korzyść aliantów, przeciętny myśliwiec sprzymierzonych musiał wykonać 58 lotów, żeby zestrzelić jeden niemiecki samolot (w rzeczywistości jeszcze więcej, ponieważ część z 3,5 tysiąca niemieckich samolotów, zniszczonych w ciągu pierwszych trzech miesięcy po D-Day, została zestrzelona nie przez myśliwce, a przez działa przeciwlotnicze, a część spłonęła na lotniskach). żywe walczy



140 Łącznie w działaniach bojowych wzięło udział 98 pilotów. Ponad połowa z nich nie zestrzeliła ani jednego samolotu, ale 17 pilotów miało na swoim koncie razem 200 zwycięstw (73% wszystkich 273 zestrzelonych niemieckich samolotów). Czwórka najlepszych (Marcel Albert, Roland de la Poype, Jacues Andre, Marcel Lefevre), odznaczonych tytułami Bohaterów Związku Radzieckiego, wykonała 559 lotów bojowych i zestrzeliła 62 samoloty, co stanowiło prawie jedną czwartą wszystkich zwycięstw pułku. rozkład normalny



W tym przypadku asów lotniczych.
142 Nie wiadomo, jak i dlaczego pojawiła się ta statystycznie znikoma mniejszość pilotów (jeden na stu), która stawała się asami. Przynajmniej przestudiowanie biografii j najlepszych pilotów myśliwskich nie daje jasnej odpowiedzi na to pytanie. Niektórzy - na przykład A. Pokryszkin - już podczas pierwszych lotów zademonstrowali kunszt, intuicję lotniczą, celność strzelania. Inni, wręcz odwrotnie, zaczynali bardzo słabo. Drugi ze światowej listy (301 zwycięstw) Barkhorn podczas pierwszych 119 lotów nie zdobył ani jednego zwycięstwa, a sam został zestrzelony dwukrotnie! Dla najlepszego radzieckiego asa Iwana Kożeduba pierwszy lot o mały włos nie stał się ostatni (trafili go Niemcy, a potem ostrzelały radzieckie działa przeciwlotnicze), później przez trzy miesiące walki nie potrafił zestrzelić ani jednego samolotu wroga. Ale jeżeli indywidualne zdolności, zwykłe szczęście albo jeszcze coś innego pozwalały pilotowi przeżyć i nabyć doświadczenie bojowe, to dalej proces przebiegał, jak mówią technicy, z pozytywnym sprzężeniem zwrotnym. Wraz z każdym kolejnym lotem wzrastał kunszt, liczba zwycięstw, wiara we własne siły, i to wszystko razem pozwalało przeżyć następny lot, który dodawał jeszcze jedno ziarenko doświadczenia bojowego... Wskutek tego procesu pojawiały się asy Luftwaffe, na których koncie było po 700, 800, 1000 lotów bojowych i setki zestrzelonych samolotów przeciwnika. trening



144 Dostało się też niemieckiemu lotnictwu. „W okresie od 5 lipca do 23 sierpnia Luftwaffe straciła 3700 maszyn bojowych. Nawet jeśli wziąć pod uwagę pewne zawyżenie tej liczby (...)".

W ten sposób pisze współczesny nam badacz [25]. Spróbujmy oszacować stopień tego „pewnego zawyżenia". Według danych niemieckich archiwów wojennych, na całym froncie wschodnim (to nie tylko Łuk Kurski, ale i tysiące kilometrów od Kaukazu Północnego do Bałtyku) wskutek różnych przyczyn Luftwaffe bezpowrotnie straciła w lipcu i sierpniu 1943 roku odpowiednio 558 i 472 samolotów*. W sumie to jest 1030. Z jednej strony, od tej liczby należałoby odjąć straty z powodu wypadków (które w czasie wojny wynoszą nie mniej niż 20-30% ogółu strat), z drugiej - dodać do niej liczbę uszkodzonych (trafionych) maszyn, które radzieccy piloci w sprawozdaniach całkiem szczerze uznawali za zestrzelone. Na Niemcy, jak wiadomo, „pracowała cała Europa", ale pracowała jakoś marnie (i nie potrafiła „cała Europa" w osobach Rumunii, Jugosławii i Albanii produkować samolotów), dlatego poważnie uszkodzone maszyny Luftwaffe nie były złomowane, a wytrwale remontowane. Niemieckie statystyki pokazują, że liczba takich uszkodzonych podczas walk samolotów z zadziwiającą konsekwencję stanowiła 65-70% strat.

W wyniku wszystkich tych działań arytmetycznych dochodzimy do wniosku, że sukcesy radzieckich myśliwców na niebie nad Łukiem Kurskim zostały, całkiem „standardowo" jak na tamtą wojnę, zawyżone trzykrotnie.

naukowcy

media

cui bono



147 Z drugiej strony, przy braku nawet jednego z wymienionych wyżej warunków (chęci, umiejętności, roztropnego dowództwa) żadne cuda techniczne nie uratują przed klęską. Mamy na to w historii mnóstwo przykładów... Wystarczy choćby porównać poziom wyposażenia technicznego radzieckiej armii i afgańskich mudżahedinów. Czy armii amerykańskiej i partyzantki komunistycznej Wietnamu Południowego. żywe walczy

motywacja



190 Czasami dochodziło do zupełnego absurdu. I tak w jednym w radzieckiej historiografii epokowym dziele dotyczącym historii Luftwaffe (wydanym w 1967 roku, autor D. Gorbatienko) nieznacznie zmniejszone liczby strat niemieckiego lotnictwa we Francji i Norwegii (1239 samolotów) zostały przytoczone z takim komentarzem:"Ogólnie te straty nie wpłynęły znacząco na zdolność bojową Luftwaffe". Właśnie tak. Równowartość ponad setki eskadr zestrzelonych samolotów "nie wpłynęła znacząco" na zdolność bojową. Zdarza się. Jednak już kilka stron dalej autor powiadomił czytelników, że 1284 samoloty, zniszczone w pierwszym miesiącu wojny z ZSRR, były stratami, "jakich nie zaznało niemieckie lotnictwo od początku II wojny światowej" ... historycy

cui bono



237 Masze myśliwce w prędkości im nie ustępowały, uzbrojenie jednych i drugich było prawie takie samo - karabiny maszynowe kalibru 7,6 mm, zwrotność naszych myśliwców była lepsza i Messerschmitty od nich obrywały. (...) Nasi przywódcy bardzo się z tego cieszyli. Zapanowała atmosfera beztroski, nie śpieszono się z modernizacją rodzimego lotnictwa myśliwskiego [podkreślenie autora]. Jednakże bardzo szybko przyszło otrzeźwienie. (...) nadążność

gra



238 Po ukazaniu się pamiętników konstruktora lotniczego Jakowlewa ten fragment przepisywano setki i tysiące razy z książki do książki, z artykułu do artykułu, w cudzysłowie i bez niego, i dzięki wielokrotnemu powtarzaniu kłamliwa bajka stała się świętą prawdą. Przy tym liczni plagiatorzy po prostu szli po linii najmniejszego oporu i nie zastanawiali się nad tym, co przepisują. naukowcy

rozprzestrzenianie się

memy



252 Zostać dyrektorem zakładów lotniczych, biura konstrukcyjnego, nie mówiąc już o Komisariacie Ludowym Przemysłu Lotniczego - to był prestiż, bezpośrednia linia telefoniczna z kremlem, regularne spotkania z Gospodarzem, to pieniądze, mieszkania, samochody, wyjazdy zagraniczne, to był olbrzymi skok na drodze do władzy i przywilejów. cui bono

natura człowieka uczciwego



253 Najważniejszy problem - zmotywowanie do pracy - został rozwiązany na bezprecedensowym w skali światowej poziomie. Marchewka w postaci 20 gramów masła lub miejsca na pryczy obok pieca (zgodnie z rangą od razu dostał je Tupolew), a również kij formie ewentualnego wysłania do tajgi na wyrąb lasu nie były jedynymi bodźcami. Wcale. Radzieccy inżynierowie pracowali nie ze strachu, a z powołania. Przynajmniej tak starali się o tym myśleć. Wybitny konstruktor lotniczych silników dieslowych Czaromski tak później pisał: "Oczywiście wszyscy tam (w OTB) nie mogli czuć żalu i rozgoryczenia, ale powiedziałem sobie, że byłoby najgorzej, gdyby ten żal odgrywał jakąś rolę w pracy. Dlatego swoich kolegów, z którymi byłem związany, motywowałem w podobny sposób. Najważniejsze - zapomnieć o żalu. Nasza partia, nasza władza - czasami się myli, ale naprawia błędy. Taka była moja koncepcja polityczna". Czytelnik oczywiście pamięta, że podobną koncepcję dosłownie tymi samymi słowami ("będę pracował jeszcze lepiej") przedstawił jeden z bohaterów Folwarku zwierzęcego George'a Orwella... motywacja

strach

Orwell

Matrix



264 Nie zrobił tego również przedstawiciel wojskowy fabryki nr 156. W rubryce "Podpis osoby odpowiedzialnej za wylot samolotu" nie podpisał się nikt. (...) Kartę zadania podpisał główny inżynier testujący M. Łazariew". Od razu po katastrofie Łazariewa, który źle się poczuł zawieziono do szpitala. Następnego dnia obchodowi znaleźli na jednym z podmorskich przejazdów kolejowych zmasakrowane ciało Łazariewa. W sprawie śmierci Czkałowa aresztowano i skazano 16 osób, wraz z Tomaszewiczem, Usaczewem, szefem Głównego Zarządu Komisariatu Ludowego Przemysłu Obronnego (jemu podlegała fabryka nr 156) Bielajkinem. Ten ostatni został zwolniony przedterminowo w 1942 roku i po kilku dniach odnaleziono go zamordowanego w jego moskiewskim mieszkaniu... mechanizm terroru

mechanizm totalitaryzmu



realia Rosji Radzieckiej
267 Towarzysz Stalin miał mnóstwo godnych szacunku cech: olbrzymią pracowitość, fenomenalną pamięć, niezwykłą stałość charakteru, dużą osobistą odwagę (a jak bez tego można było zniszczyć Trockiego, w którego rękach była cała armia i połowa Czeki?), osobistą skromność i bezinteresowność (naprawdę spał na żołnierskiej koi i nie kupował swojej córce zamków w austriackich Alpach). Dwóch rodzonych synów- Jakowa i Wasilija - wysłał na front, na pierwszą linię. Tam, gdzie się zabija. Do licznych zalet towarzysza Stalina należała olbrzymia skłonność do zdobywania wiedzy i samokształcenia (zostało po nim 6 tysięcy książek z notatkami na marginesach). Próbował nawet zmusić do nauki swoje otoczenie, ale bez większego skutku. książka



Stalin
268 Stalin wybuchnął: "Nie o to chodzi! Ludzie są niefrasobliwi, nie chcą się uczyć i zmieniać kwalifikacji. Wysłuchają mnie i znowu wszystko po staremu. Ale ja wam pokażę, jak mi się cierpliwość skończy. Wiecie, co potrafię. Tak się wezmę za grubasów, że wióry polecą.". natura człowieka uczciwego



Stalin
272 "Stalin w zamyśleniu przechadzał się po gabinecie.
- A czy wiecie - zapytał - że takie same myśliwce zamówiliśmy u innych konstruktorów i zwycięzcą zostanie ten, kto stworzy najlepszy według parametrów lotniczych i bojowych myśliwiec i zbuduje go szybciej, żeby można było jak najwcześniej rozpocząć seryjną produkcję?
- Rozumiem, towarzyszu Stalin.
- Rozumieć to mało. Trzeba szybciej budować maszynę.
- A w jakim terminie?
- Im szybciej, tym lepiej. Zdążycie do nowego roku?
- Nie zajmowałem się budową takich samolotów, nie mam doświadczenia... Ale Amerykanie budują nowy myśliwiec w ciągu dwóch lat, więc...
- A czy jesteście Amerykaninem? - przerwał mi Stalin. -Udowodnijcie, co potrafi młody rosyjski inżynier" [86].

Również ten epizod był wielokrotnie relacjonowany i znowuż - z zapartym tchem. Konkurs rzeczywiście był ciekawy. Za najbliższy mu odpowiednik można uznać współczesne wybory. Jakiekolwiek wybory gubernatora lub mera w dowolnym miejscu Rosji. Wiele szumu, wiele krzyku, całe miasto oklejone plakatami z wielkimi obietnicami. Do zawodów stanęło 12 kandydatów. 10 z nich nikt nie zna i nigdy nie wybierze, uczestniczą w rywalizacji tylko z powodu sprytnych koncepcji specjalistów od polityki.

Prawdziwych kandydatów do zwycięstwa jest dwóch. Są prawdziwi nie dlatego, że są najmądrzejsi (czy - co już jest zupełnie zabawne - najuczciwsi), a dlatego że właśnie za nimi stoją dwa duże kryminalno- oligarchiczne klany, które walczą o zwycięstwo.

demokracja

gra

walka

zarządzanie



mit młodego
274 Co się tyczy monopolu, który zawsze prowadzi do "gnicia", to w sferze projektowania sprzętu wojskowego konkurencja, która nie daje spocząć na laurach, istnieje od zawsze. Jest to przeciwnik, z którym twarda konfrontacja napędza rozwój myśli inżynieryjnej nie gorzej od konkurencji wytwórni wewnątrz kraju. konkurencja



303 Najśmieszniejsze nie jest to, że profesor i generał pułkownik w jednej osobie nie wie, ile to jest 111 plus 90. naukowcy

żołnierze



309 Z zapisu protokołu posiedzenia Komisji Głównej Rady Wojskowej Robotniczo-Chłopskiej Armii Czerwonej z 4 maja 1940 roku. "Szaposznikow: konstruktorzy źle pracują... Powinni lepiej popracować nad planami i bardziej ruszać mózgownicą. Wyroszyłow: Rząd podjął wszelkie środki, żeby zmotywować konstruktorów. Płacono im za każdą maszynę 1,5 mln rubli, czyli o 1,5 raza więcej niż kosztuje samolot. Pawłow: Jeżeli tyle będziemy płacili konstruktorom, nie będziemy mieli maszyn. Powinniśmy użyć innych metod- twardszych. Mechlis: A konstruktorzy jednak mają za dobrze. Pawłow: Nie chorują [tak jest w tekście- M.S.] konstruktorzy a sabotują. Szachurin: Za dużo chwaliliśmy Polikarpowa, Archangielskiego, Iliuszyna.Pomiędzy niektórymi konstruktorami i pilotami była zmowa, która przeszkadzała w rozwoju budowy samolotów. Pawłow:Tak długo M.Kaganowicz oszukiwał towarzysza Stalina w kwestii silników. Obawiam się, że inni towarzysze i teraz się tym nie zajmą. Kulik: Chodzimy na pasku u konstruktorów, co nam dają, to przyjmujemy, a powinniśmy żądać swojego, tego, co jest nam potrzebne. (...) Każdy konstruktor jest feudałem, co chce, to robi. Mają miliony na rachunku bieżącym, a nie chcą pracować. Wołoszyłow: Całe kierownictwo lotnicze zostało zmienione. Wyznaczono nowych ludzi. Stare metody pracy potępiono. Nowi ludzie właściwie zabierają się do pracy. Z pomocą KC RKP(b) i towarzysza Stalina wszyscy zostali postawieni na baczność. (...) Mamy teraz więcej maszyn, niż potrzebujemy, są one na poziomie samolotów czołowych państw kapitalistycznych. Teraz mamy problem – wybrać najlepszy model i uruchomić jego produkcję. To wszystko zostało stworzone, jest to wynik wielkiej pracy zespołu, Rządu, Komitetu Centralnego i samego towarzysza Stalina (...)". zarządzanie



313 Komentarze, jak mówi się w takich sytuacjach, są zbędne, ale warto podkreślić tu jedną rzecz, nie techniczną, lecz ludzką. J. Piontkowski testował, na własne ryzyko, już pierwsze samoloty nieznanego studenta Jakowlewa. Od ponad dziesięciu lat towarzyszył konstruktorowi, był znacznie od niego starszy i w dużym stopniu pomógł Jakowlewowi w zostaniu tym kim się stał. W książce Jakowlewa [86] o samolocie, który rozpadł się w powietrzu, i śmierci Piontkowskiego nie ma nawet pół słowa. Po prostu był człowiek – i go nie było... natura człowieka uczciwego



357 "W czasie wojny, kiedy zapotrzebowanie frontu na samoloty nie zostało jeszcze zaspokojone, Stalin zaproponował przekazać fabrykom cały sprzęt biur konstrukcyjno – doświadczalnych. Znowu się sprzeciwiałem, przekonywałem, że po pierwsze, konstruktorzy nie mają tak dużo sprzętu, a po drugie, przez cały czas pracują nad udoskonaleniem samolotów i potrzebują igo. Stalin stanowczo powiedział: - Teraz interesuje mnie tylko seria, produkcja samolotów powinna wzrastać. I decyzja została podjęta, ale przyznam, że ją zignorowaliśmy". "Zignorowaliśmy". Prawdopodobnie Stalin nie zapomniał o wydanym rozkazie (pamięć miał wspaniałą, a na biurku był notes z ołówkiem) i po prostu sam później zrozumiał, do jakich katastrofalnych skutków może doprowadzić rozpędzenie wszystkich biur konstrukcyjnych, i to na początku przewlekłej wojny... Nie mam wątpliwości, że któryś z czytelników się oburzy. Stalin przecież nie według własnego widzimisię rozkazał rozwiązać wszystkie biura, a w sytuacji, "kiedy zapotrzebowanie frontu na samoloty nie zostało jeszcze zaspokojone". A wówczas mieliśmy takie hasło: "Wszystko dla frontu, wszystko dla zwycięstwa". I dlatego trzeba było.... Nie, szanowni towarzysze. Nie dlatego trzeba było. Nadzwyczaj skomplikowaną kwestię filozoficzną "co jest ważniejsze – ilość czy jakość", w dziedzinie niezawodności i żywotności samolotów bojowych rozumie się bardzo łatwo i jednoznacznie. Jakość, czyli niezawodność i żywotność bojowa, jest ważniejsza. Dlaczego? Dlatego że w systemie o nazwie "lotnictwo wojskowe" najważniejszym, najcenniejszym i najbardziej deficytowym (tzn. Najwolniej uzupełnianym) elementem są piloci. Wiele wadliwych, rozpadających się w locie samolotów zmniejsza liczbę żywych pilotów, katastrofalnie osłabiając przez to cały system. żywe walczy



424 A w tym samym czasie, w innej jednostce, na innego roztropnego dowódcę szykowano donos na temat szpiegostwa na rzecz Zanzibaru. W jeszcze innej jednostce dowódca walczył o "zmniejszenie wypadków" i w rezultacie piloci zamiast latania wkuwali ruchy tłoków i średnicę cylindra silnika AM-38 (to nie anegdota, tak było w 4 Pułku Lotnictwa Szturmowego). Zdarzały się również całkiem egzotyczne zajęcia.

"Tego dnie mieliśmy zacząć od musztry pojedynczego żołnierza, pokazać, jak potrafimy dowodzić pododdziałem. Rozpoczęły się przygotowania. Do swojego oddziału wybrałem jedenastu postawnych młodzieńców-czerwonoarmistów wzrostu od 175 do 180 centymetrów. Zaczęliśmy. (...) Musztra, zajęcia polityczne, czyszczenie broni i spacer w szeregu po okolicznych drogach, z piosenkami. (...) I tak codziennie, przez miesiąc. (...) Jednym się przejmowałem: w porównaniu z innymi niezbyt dobrze panowałem nad tonem dowódczym. Nie chodziło mi: "Rrraz, rrraz, raz, dwaa, trzyyyy...." albo "Pobudkaaa!". Nie dawałem rady.

Wtedy postanowiłem działać sposobem Demostenesa: regularnie wychodziłem na górę i tam krzyczałem! Właśnie krzyczałem - z całych sił, głośno, jak oszalały, a później recytowałem wiersze, wykrzykiwałem rozkazy, pojedyncze słowa, śpiewałem. (...) Po wspaniałym zwycięstwie w musztrze miałem nowy kłopot. Teraz do dowódcy należało przechodzić za każdym razem w pełnym rynsztunku. A pełny rynsztunek - to znaczy z szablą i ostrogami. Znów problem! Raz wziąłem szablę i o mało się nie przewróciłem: zaplątała mi się między nogami. Żeby trzymać fason najlepszego znawcy musztry, musiałem włożyć w to wszystko sporo pracy, i każdego ranka w swoim gabinecie sumiennie ćwiczyłem". Szanowny czytelniku, jak sądzisz - o czym to jest? To dwukrotny Bohater Związku Radzieckiego, wybitny oblatywacz, marszałek lotnictwa J. Sawicki z upojeniem opowiada w pamiętnikach, jak wiosną 1941 roku stracił cały miesiąc na doskonalenie "Rrraz, rrraz, raz, dwaa, trzyyyy..." A jaką funkcję pełnił wiosną 1941 roku 28-letni kapitan Sawicki? Odpowiadam - dowodził 29. Dywizją Lotnictwa Myśliwskiego. A kim był ten idiota - inne słowo tu nie pasuje - który wiosną 1941 roku odrywał dowódcę dywizji lotniczej na przegląd piosenki żołnierskiej, a potem jeszcze wymagał chodzenia po lotnisku w ostrogach i z szablą? To dowódca Frontu dalekowschodniego, bohater wojny domowej, generał armii Apanasienko. Powiadają, że jeden z najlepszych...

mechanizm totalitaryzmu



432 W naukowo rzetelnej Kożewnikowa [27] po liczbach strat lotnictwa Frontu Zachodniego znajduje się odnośnik. Wiecie do czego? Do popularnej książki Awiacija i kosmonawtika SSSR (lotnictwo i kosmonautyka ZSRR). To tak, jakby na przykład w monografii dotyczącej projektowania łodzi podwodnych umieścić odnośnik do powieści Juliusza Verne'a. naukowcy



433 Te brednie powinny być dobrze znane amatorom historii lotnictwa. Dzięki "wysokim walorom artystycznym" zostały przetłumaczone na kilka języków, później metodą powtórnego tłumaczenia wróciły z powrotem do Rosji i teraz jako produkt badań "szanowanych zachodnich historyków" pojawiają się na kartach różnego rodzaju pseudohistorycznych wydawnictw. naukowcy

rozprzestrzenianie się



435 Na lotnisku wojskowym z prawdziwego zdarzenia nie może dojść do niczego podobnego. Dlatego że lotnisko wojskowe nie jest polem z samolotami, a miejscem bazowania wojskowej (bojowej) jednostki. Jednostka wojskowa żyje i działa według regulaminu, instrukcji i pouczeń. Tam zawarto wszystko - kto, co, kiedy i jak ma robić. A ludzie, którzy muszą to robić, nie tylko noszą mundur, ale jeszcze złożyli przysięgę, czyli podjęli się pewnych zobowiązań. W tym przypadku uderzenie na lotnisko wojskowe staje się dla atakującego sprawą bardzo ryzykowną i niebezpieczną. żołnierze



442 Należy zwrócić uwagę na to, że mit o superskuteczności ataku na lotniska został wymyślony przez radzieckich historyków po czasie, kiedy trzeba było znaleźć stosunkowo przyzwoite uzasadnienie strasznej klęski. naukowcy

taktyka von Neumanna



479 Mamy przed sobą przykład psychologicznego fenomenu o nazwie "kłamie jak naoczny świadek". Dzieje się tak, kiedy wskutek wieloletniej ideologicznej "obróbki" żywy świadek zaczyna pisać nie o tym, co zobaczył na własne oczy, a o tym, o czym przez dziesięciolecia słyszał na własne uszy. memy



481 Dlaczego autor uważa, że wspomnienia N.Pietrowa są bardziej wiarygodne? Po pierwsze, dlatego że są logiczne, zgodne z rzeczywistą, znaną nam z wielu innych dokumentów sytuacją., a relacje Wiesiełowskiego są zgodne tylko z powszechną legendą o "niespodziewanym ataku i bezbronnych lotniskach". Po drugie, Wiesiełowski pisał książkę i jego opowieść okazała się "piękna". A Pietrow po prostu podyktował swe nieskomplikowane wspomnienia przeprowadzającemu wywiad (podyktował w tak prosty sposób, że autor musiał nawet minimalnie zredagować ten tekst pod względem stylistyki i składni). nośność



549 Z datą wsteczną całą tę masę porzuconego podczas panicznej ucieczki sprzętu uznano za "zniszczoną podczas nagłego ataku na lotniska". Z czym nikt się nie kłócił - ani niemieccy piloci (co jest zrozumiałe), ani radzieccy historycy (co jest tym bardziej zrozumiałe)... prawda

bilansowanie

resergia



553 W warunkach długotrwałej wojny decydującym czynnikiem staje się zdolność państwa do ciągłego uzupełniania strat armii. Z kolei zdolność ta zależy od ilości zgromadzonych przed rozpoczęciem wojny rezerw, mocy produkcyjnych przemysłu oraz posiadania bogatych i hojnych sojuszników żywe walczy



572 Przyczyny klęski radzieckich sił powietrznych okazały się dokładnie takie same jak przyczyny klęski Armii Czerwonej w ogóle. Siły zbrojne były częścią niezłomnego z pozoru, ale ciężko chorego społeczeństwa, lotnictwo było jedynie częścią - chociaż bardzo specyficzną - sił zbrojnych, stworzonych jako instrument zdeprawowanego, bezwzględnego i agresywnego reżimu. Wszystko, co się wydarzyło latem 1941 roku, było nieuniknione, i tylko jeszcze większa bezwzględność, zdeprawowanie i głupota reżimu hitlerowskiego, gigantyczne obszary i zasoby kraju, jak również pomoc ze strony potężnych sił demokratycznego Zachodu pozwoliły kosztem przelewu krwi odzyskać to, co zostało utracone w pierwszych miesiącach wojny, pokonać wroga i zakończyć wojnę w Berlinie. mechanizm totalitaryzmu



574 Dużo gorzej rozwiązano kwestie stworzenia skomplikowanego systemu zwanego "lotnictwem wojskowym". Było ku temu wiele powodów. Podejście systemowe z definicji trudno jest połączyć ze światopoglądem marksistowski- leninowskim, polegającym na absolutyzacji poszczególnych elementów. Niedopuszczalnie niski był również ogólny poziom wykształcenia i kultury naszego zbiorowego "stalina". Wreszcie zupełnie inny był też potencjał kadrowy: jeżeli w Instytucie Naukowo - Badawczym i biurach doświadczalno - konstrukcyjnych jeszcze dopuszczano obecność (a czasami również kierownictwo) obcych społecznie, bezpartyjnych fachowców, inżynierów z prawdziwego zdarzenia oraz naukowców starej rosyjskiej szkoły, to w kierownictwie armii, lotnictwa, przemysłu wojskowego pod koniec lat 30. obcych już nie było. Protegowani Stalina w najlepszym wypadku byli zdolni do bardzo intensywnej, ale skrajnie nieskutecznej pracy. W najgorszym - byli to niewykształceni łajdacy, intryganci i dorobkiewicze, którym w normalnym społeczeństwie nie pozwolono by kierować ekipą sprzątającą . mechanizm totalitaryzmu



575 W przededniu wojny Stalin podjął rozpaczliwą próbę naprawienia zaistniałej sytuacji. W tym celu Stalin - w jeszcze większym stopniu niż wcześniej- rozpowszechnił w lotnictwie, przemyśle lotniczym i nauce specyficzne stalinowskie metody kierowania, czyli presję administracyjną, masowe represje, krzewienie atmosfery strachu, zawiści i krwawych intryg. W rezultacie zostały zniszczone ukształtowane zespoły naukowe, fizycznie wyeliminowani (lub na długo usunięci z badawczej pracy) najlepsi specjaliści, a naturalny proces odbudowy parku samolotów radzieckich sił powietrznych został zahamowany na 3-5 lat. mechanizm totalitaryzmu



577 Blitzkrieg w powietrzu został nieuniemożliwiony z tego samego powodu, dla którego nie odbył się Blitzkrieg na lądzie: Niemcy nie nadążali z "przemieleniem" coraz to nowych oddziałów przeciwnika, nie nadążali (oraz nie mieli niezbędnych do tego środków) z uzupełnieniem rosnących strat. Przy czym w powietrzu ten proces - proces utraty przez Niemców inicjatywy i przewagi - odbył się znacznie szybciej niż na lądzie. żywe walczy