Polecam
Wyprawy
Lata poprzednie
Rok 2016
Rok 2017

Fizyka Życia - Dziennik

rok 2010

2010.12.28 Wtorek Wieczorem przyszła Marta i oznajmiła trener Pacholak nie żyje... Kruche jest życie. Zginął w wypadku samochodowym. Dlaczego właśnie on? Dlaczego ten, który bezinteresownie pomagał, dlaczego taki fachowiec, dlaczego miły i symaptyczny, a nie...? Od razu przed oczami stają ci fajni, mili i przyjaźni, którzy też odeszli o wiele za wcześnie: "Chocił", Fedreico Bracke, Dorota Gręda, Krzysiek Kowalczyk. Statystycznie szumowiny odchodzą w takim samym stopniu, jednak odejście takich jak Sławek boli. Dlaczego właśnie on?

Komunikat PZJ:

Z głębokim żalem i smutkiem zawiadamiamy, że w dniu 26.12.2010r w wypadku samochodowym zginął trener SŁAWOMIR PACHOLAK.
Miał 50 lat.
Rodzinie i najbliższym pragniemy złożyć wyrazy głębokiego współczucia i ubolewania.

O terminie uroczystości pogrzebowych będziemy informować.

Sucho, krótko... Wielka szkoda. Kruche jest życie. Ktoś wyjechał, prowadząca odbiła w lewo, samochód wpadł w poślizg i stanął bokiem, w drzwi pasażera wbił się samochód z naprzeciwka, prosto w Sławka. Sekunda, koniec. Bez powrotu. Kruche jest życie.
Ktoś wyjechał...

2010.12.27 Poniedziałek Postanowiłem zrobić w końcu porządek z cytatami z "Atlasa Zbuntowanego", a ten naważniejszy - o pieniądzach - zamieszczam tu w notatniku:

[pieniądze] [9788371509698 str. 488-494]

– Nie pozwól, by cię niepokoił. Wiesz, że pieniądze są źródłem zła – a on jest typowym produktem pieniądza.

Rearden nie przypuszczał, by Francisco mógł to usłyszeć, zobaczył jednak, jak ten spogląda na nich z poważnym, kurtuazyjnym uśmiechem.

– A zatem sądzi pan, że pieniądze są źródłem zła? – spytał Francisco d'Anconia. – A czy zapytał pan kiedykolwiek, co jest źródłem pieniędzy? Pieniądze są narzędziem wymiany, która nie może istnieć, jeśli nie istnieje produkcja towarów i ludzie, którzy je produkują. Pieniądze są materialną formą zasady mówiącej, że ludzie, którzy chcą załatwiać ze sobą interesy, muszą to robić w formie handlu, płacąc wartością za wartość. Pieniądze nie są narzędziem sępów, którzy żądają pańskiego produktu w zamian za łzy, ani grabieżców, którzy zabierają go panu siłą. Istnienie pieniędzy jest możliwe tylko dzięki ludziom, którzy produkują. Czy to właśnie nazywa pan złem?

Akceptując pieniądze jako zapłatę za swój wysiłek, robi pan to jedynie w przekonaniu, że zamieni je na produkt wysiłku innych. To nie sępy ani grabieżcy nadają pieniądzom wartość. Ani ocean łez, ani wszystkie karabiny świata nie mogą przekształcić tych kawałków papieru w pańskim portfelu w chleb, którego będzie pan potrzebował, by przeżyć jutrzejszy dzień. Te kawałki papieru, który powinien być złotem, są manifestem honoru – pańskiego roszczenia wobec energii producentów. Pański portfel jest manifestem nadziei, że gdzieś w otaczającym świecie są ludzie, którzy nie zdradzą zasady moralnej leżącej u podłoża pieniądza. Czy to właśnie nazywa pan złem?

Czy kiedykolwiek szukał pan źródła produkcji? Proszę spojrzeć na generator energii elektrycznej i ośmielić się sobie powiedzieć, że został stworzony wysiłkiem mięśni bezmózgich dzikusów. Proszę spróbować zasiać ziarno pszenicy, nie mając wiedzy, którą pozostawili panu jej odkrywcy. Proszę spróbować uzyskać pożywienie wyłącznie za pomocą fizycznego ruchu – a dowie się pan, że to umysł ludzki leży u podłoża wszystkich wytwarzanych dóbr i całego bogactwa, jakie kiedykolwiek istniało na ziemi.

Pan jednak mówi, że pieniądze robią silni kosztem słabych? Jaką siłę ma pan na myśli? Nie jest to siła mięśni ani karabinów. Bogactwo jest produktem zdolności człowieka do myślenia. A zatem czy pieniądze robi człowiek, który wynajduje silnik, kosztem tych, którzy go nie wynaleźli? Czy robią je ludzie inteligentni kosztem głupich? Zdolni kosztem niekompetentnych? Ambitni kosztem leniwych? Pieniądze są tworzone – zanim będzie można je zagrabić lub wyłudzić – wysiłkiem każdego uczciwego człowieka, wysiłkiem na miarę jego zdolności. [uczciwość] Człowiek uczciwy to taki, który wie, że nie może skonsumować więcej, niż wytworzył.

Handel na podstawie pieniędzy jest kodeksem ludzi dobrej woli. U podłoża pieniędzy jest aksjomat, że kiedy człowiek jest właścicielem swojego umysłu i wysiłku. Pieniądze nie pozwalają, by o wartości pańskiego wysiłku stanowiła jakakolwiek siła poza dobrowolnym wyborem człowieka, który pragnie wymieniać na niego swój wysiłek. Pieniądze pozwalają panu otrzymywać za swoje towary i swoją pracę tyle, ile są one warte dla ludzi, którzy je kupują, ale nie więcej. Pieniądze nie pozwalają na żadne transakcje z wyjątkiem tych, które obie strony dobrowolnie uznają za korzystne. Pieniądze wymagają od pana uznania faktu, że ludzie muszą pracować na własną korzyść, nie zaś niekorzyść, na własny zysk, a nie stratę – uznania, że nie są zwierzętami pociągowymi, zrodzonymi po to, by dźwigać brzemię pańskiego nieszczęścia – że musi im pan oferować wartości, nie rany – że tym, co łączy ludzi, nie jest wymiana cierpienia, lecz dóbr. Pieniądze wymagają, aby sprzedawał pan nie swoją słabość głupocie ludzi, lecz swój talent ich rozsądkowi; żądają, by kupował pan nie najlichsze, co mogą zaoferować, ale najlepsze, co potrafią znaleźć pańskie pieniądze. A kiedy ludzie żyją dzięki wymianie – mając za arbitra rozsądek, nie siłę – wygrywa najlepszy produkt, najlepsze wykonanie, ludzie o najlepszej zdolności oceny i największym talencie – a stopień produktywności człowieka jest zarazem stopniem jego nagrody. Taki jest kodeks życia, którego narzędziem i symbolem jest pieniądz. Czy to właśnie nazywa pan złem?

Pieniądz jednak jest tylko narzędziem. Zabierze pana, dokąd pan zechce, ale nie zastąpi pana w fotelu kierowcy. Da panu środki do zaspokojenia pańskich pragnień, ale nie dostarczy tych pragnień. Pieniądz jest plagą ludzi, którzy usiłują odwrócić zasadę przyczyny i skutku – ludzi, którzy chcą zastąpić umysł grabieniem jego produktów.

Pieniądze nie kupią szczęścia człowiekowi, który nie ma pojęcia, czego chce: pieniądze nie zapewnią mu systemu wartości, jeśli nie wie, co jest dla niego wartością, ani nie dostarczą mu celu, jeśli się nie zdecydował, ku czemu zmierzać. Pieniądze nie kupią inteligencji głupcowi, podziwu – tchórzowi, szacunku – nieudacznikowi. Człowiek usiłujący kupić mózgi tych, którzy go przewyższają, aby mu służyły, zastępując ocenę pieniędzmi ostatecznie pada ofiarą gorszych od siebie. Ludzie inteligentni go opuszczają, ale oszuści zlatują się do niego, zwabieni zasadą, której nie odkrył: że nikt nie może być wart mniej niż jego pieniądze. Czy z tego powodu nazywa je pan złem?

Tylko człowiek, który nie potrzebuje bogactwa– człowiek, który zbiłby własną fortunę niezależnie od tego, gdzie by zaczął – nadaje się do tego, by je dziedziczyć. Jeśli dziedzic jest równy swoim pieniądzom, służą mu; jeśli nie, niszczą go. Pan jednak przygląda mu się i krzyczy, że to pieniądze go zepsuły. Czyżby? A może to on zepsuł swoje pieniądze? Proszę nie zazdrościć bezwartościowemu dziedzicowi; jego bogactwo nie należy do pana i nie wykorzystałby go pan lepiej. Proszę nie myśleć, że powinno zostać rozdane pomiędzy was; obciążanie świata pięćdziesięcioma pasożytami zamiast jednego nie przywróci martwej cnoty, jaką była jego fortuna. Pieniądze są żywą siłą, która, pozbawiona korzeni, obumiera. Nie będą służyły umysłowi, który nie potrafi im dorównać. Czy z tego powodu nazywa je pan złem?

Pieniądze są środkiem przetrwania. Werdykt, który pan wydaje o swoim źródle utrzymania, wydaje pan o swoim życiu. Jeśli źródło jest zatrute, potępił pan swoje własne życie. Czy zdobył pan te pieniądze podstępem? Hołubiąc ludzkie występki i ludzką głupotę? Zaspokajając potrzeby durniów w nadziei, że uzyska pan więcej, niż na to zasługują pańskie umiejętności? Obniżając swoje kryteria? Wykonując pogardzaną przez siebie pracę dla pogardzanych przez siebie kupców? Jeśli tak, pańskie pieniądze nie dadzą panu ani grama szczęścia. Wszystkie rzeczy, jakie pan kupi, będą dla pana nie hołdem, lecz wymówką; nie osiągnięciem, lecz wspomnieniem wstydu. Będzie pan krzyczał, że pieniądze są złem. Są złem, bo nie zastąpią panu szacunku dla samego siebie? Złem, bo nie pozwalają się cieszyć własnym zepsuciem? Czy to pieniądze, czy właśnie ten fakt jest źródłem pańskiej nienawiści?

Pieniądze zawsze pozostaną skutkiem i nie dadzą się zmusić do zastąpienia pana w roli przyczyny. Pieniądze są produktem cnoty, ale nie uczynią pana cnotliwym i nie odkupią pańskich występków. Pieniądze nie dadzą panu tego, co niezasłużone, ani w postaci materialnej, ani duchowej. Czy to pieniądze, czy właśnie ten fakt jest źródłem pańskiej nienawiści?

A może mówił pan, że to miłość do pieniędzy leżu u podstaw zła? Aby coś kochać, trzeba znać i kochać jego istotę. Kochać pieniądze, to rozumieć i kochać fakt, iż są one wcieleniem najwspanialszej siły wewnątrz człowieka i kluczem uniwersalnym do wymiany jego wysiłku na wysiłek najlepszych spośród ludzi. To człowiek, który sprzedałby duszę za pięć centów, najgłośniej obwieszcza swoją nienawiść do pieniędzy – i ma powody, by ich nienawidzić. Miłośnicy pieniędzy chcą na nie pracować. Wiedzą, że potrafią na nie zasłużyć.

Proszę pozwolić udzielić sobie wskazówki co do charakterów ludzkich: człowiek, który potępia pieniądze, zdobył je w sposób nieuczciwy; ten, który je szanuje, zarobił je.

Proszę uciekać co sił w nogach przed każdym, kto panu mówi, że pieniądze są złem. To zdanie jest dzwonkiem trędowatego, zawieszonym na szyi zbliżającego się grabieżcy. Dopóki ludzie żyją razem na ziemi i potrzebują środków, by prowadzić ze sobą interesy, jedyne, co będzie mogło zastąpić pieniądze, jeśli z nich zrezygnują, to będzie lufa karabinu.

Ale zarobienie i utrzymanie pieniędzy wymaga od pana praktykowania najwyższych cnót. Ludzie, którzy nie mają odwagi, dumy ani szacunku dla samych siebie, nie mają też moralnego poczucia swojego prawa do pieniędzy i nie są gotowi bronić ich tak, jak bronią życia; ludzie, którzy przepraszają za swoje bogactwo, niedługo pozostają bogaci. Są naturalną przynętą dla zastępów grabieżców, którzy przez całe wieki kryją się pod ziemią, ale wypełzają natychmiast, gdy tylko poczują człowieka, który ich błaga o przebaczenie grzechu posiadania bogactwa. Pospieszą uwolnić go od tego grzechu – i, jak na to zasługuje, od życia.

Nastanie wtedy czas ludzi dwulicowych – autostopowiczów cnoty, żyjących dzięki sile, ale liczących na to, że ci, którzy żyją dzięki wymianie, nadadzą wartość ich zagrabionym pieniądzom. W społeczeństwie moralnym są oni przestępcami i wydaje się statuty mające na celu obronę przed nimi. Ale kiedy społeczeństwo przyznaje słuszność przestępcom, a prawa grabieżcom – ludziom, którzy używają siły do zagarniania bogactwa bezbronnych ofiar – pieniądze stają się mścicielem swego stwórcy. Owi grabieżcy wierzą, że ograbianie rozbrojonych ludzi jest bezpieczne, skoro już udało im się przeforsować ustawę nakazującą ich rozbrojenie. Ale ich łup staje się magnesem dla innych łupieżców, zabierających im go w ten sam sposób, w jaki ci go zdobyli. Wtedy wygrywają nie ci, którzy potrafią najlepiej wytwarzać, lecz ci najbardziej bezwzględnie brutalni. Kiedy kryterium stanowi siła, morderca wygrywa z kieszonkowcem. A wtedy społeczeństwo znika pośród ruin i rzezi.

Chce pan wiedzieć, czy nadchodzi ten dzień? Proszę obserwować pieniądze. Pieniądze są barometrem cnoty społeczeństwa. Kiedy zobaczy pan, że handel odbywa się nie dzięki przyzwoleniu, lecz pod przymusem – kiedy zobaczy pan, że aby wytwarzać, potrzebuje pan zezwolenia ludzi, którzy nic nie wytwarzają – kiedy zobaczy pan, że pieniądze płyną do tych, którzy nie handlują towarami, lecz przysługami – kiedy zobaczy pan, że ludzie bogacą się dzięki łapówkom i pociąganiu za sznurki, nie zaś dzięki pracy, a pańskie prawa nie chronią pana przed nimi, lecz ich przed panem – kiedy zobaczy pan, że nagradza się zepsucie, a uczciwość [przymusem, dod. JF] zmienia się w poświęcenie – może pan być pewien, że społeczeństwo jest skazane. Pieniądze są zbyt szlachetnym środkiem, by konkurować z karabinami i pertraktować z brutalnością. Nie pozwolą przetrwać krajowi w połowie złożonemu z należnych prawnie dóbr, a w połowie z łupów.

Kiedykolwiek pojawiają się wśród ludzi niszczyciele, zaczynają od niszczenia pieniędzy, bo to one są ochroną człowieka i bazą moralnej egzystencji. Niszczyciele zabierają złoto i dają jego właścicielom w zamian plik fałszywych papierów. To zabija obiektywne kryteria i oddaje ludzi w arbitralną władzę arbitralnych decydentów o wartościach. Złoto było wartością obiektywną, ekwiwalentem wyprodukowanego bogactwa. Papier jest kredytem na nieistniejące bogactwo, wspartym przez karabin wycelowany w tych, którzy mają je wyprodukować. Papier jest czekiem wystawionym przez grabieżców działających w świetle prawa w ciężar konta, które nie należy do nich: cnoty ofiar. Proszę czekać dnia, w którym czek zostanie zwrócony z napisem „debet”.

Kiedy środki przetrwania stają się złem, nie może pan oczekiwać, że ludzie pozostaną dobrzy. Że pozostaną moralni i poświęcą swoje życie, by stać się paszą niemoralnych. Że będą produkować, kiedy karze się produkcję i nagradza grabież. Niech pan nie pyta: „Kto niszczy świat?” Pan to robi.

Stoi pan wśród największych osiągnięć największej cywilizacji produkcyjnej, zastanawiając się, dlaczego rozpada się ona wokół pana w proch, a zarazem potępiając jego siłę napędową – pieniądz. Patrzy pan na pieniądze tak, jak patrzyli na nie dzicy, i zastanawia się, dlaczego pod pańskie miasta podpełza dżungla. Na przestrzeni historii rodzaju ludzkiego pieniądze zawsze przejmowali tacy czy inni grabieżcy, których nazwiska się zmieniały, ale metody pozostawały takie same: siłą odbierać bogactwo i pętać, poniżać, zniesławiać, pozbawiać honoru producentów. To zdanie o pieniądzach, które są złem, tak lekkomyślnie przez pana wypowiadane, pochodzi z czasów, kiedy bogactwo wytwarzane było rękoma niewolników – niewolników powtarzających ruchy odkryte kiedyś przez czyjś umysł i od wieków nie ulepszane. Dopóki produkcją rządziła siła, a bogactwo zdobywano podbojem, niewiele można było osiągnąć. A jednak przez wszystkie te wieki stagnacji i głodu ludzie sławili grabieżców jako arystokratów miecza, arystokratów z urodzenia i z urzędu, gardzili zaś producentami jako niewolnikami, handlarzami, kupcami – przemysłowcami.

Ku chwale ludzkości zaistniał, po raz pierwszy i jedyny w historii, kraj pieniądza – i nie istnieje wyższy, bardziej uświęcony hołd, który mógłbym ofiarować Ameryce, gdyż znaczy to: kraj rozsądku, sprawiedliwości, wolności, produkcji i osiągnięć. Po raz pierwszy ludzki umysł i pieniądze były wolne i nie istniały fortuny pochodzące z podboju, lecz jedynie te pochodzące z pracy, a zamiast ludzi miecza i niewolników pojawił się prawdziwy twórca bogactwa, największy robotnik, najwyższy typ istoty ludzkiej – człowiek zawdzięczający wszystko sobie – amerykański przemysłowiec.

Jeśli mnie pan poprosi, abym wymienił najlepszą cechę Amerykanów, wybiorę – bo w niej zawiera się wszystko inne – fakt, iż to oni stworzyli wyrażenie „robić pieniądze”. Żaden inny język ani naród nie używał wcześniej tego określenia; ludzie zawsze myśleli o bogactwie jako o czymś statycznym – czymś co można odebrać, wybłagać, odziedziczyć, podzielić, zagrabić lub otrzymać w formie przysługi. Amerykanie pierwsi zrozumieli, że bogactwo trzeba stworzyć. W słowach „robić pieniądze” zawiera się kwintesencja ludzkiej moralności.

A jednak właśnie za te słowa Amerykanie zostali potępieni przez zgniłe kultury kontynentów rządzonych przez grabieżców. Teraz credo grabieżców doprowadziło was do tego, że uważacie swoje najwspanialsze osiągnięcia za piętno, swoje bogactwo za winę, swoich najwspanialszych ludzi, przemysłowców, za czarne owce, a swoje wspaniałe fabryki za produkt i własność pracy mięśni, pracy poganianych batem niewolników, jak egipskie piramidy. Zepsuty dureń, który twierdzi, że nie widzi różnicy między siłą dolara a siłą bata, powinien poznać tę różnicę na własnej skórze – i myślę, że tak się stanie.

Dopóki, i jeśli, nie odkryjecie, że pieniądze leżą u źródła wszelkiego dobra, sami się domagacie własnego zniszczenia. Kiedy pieniądze przestają być narzędziem, za pomocą którego ludzie załatwiają sprawy, wtedy za narzędzie zaczynają im służyć inni ludzie. Krew, baty, karabiny – albo dolary. Niech pan wybiera – wyjście jest tylko jedno, a czas ucieka.

Cytat ten powinien wchodzić do wykształcenia każdego człowieka, a ten kto go nie rozumie nie powinien otrzymywać świadectwa dojrzałości i prawa głosu...

2010.12.25 I dzień Świąt BN Zasłyszane w radiu: "Tam za pomoc dziękują, u nas jej żądają" powiedziała dziewczyna, która spędziła rok na misji w Zimbabwe, pracując w szpitalu. Miała porównanie, bo po powrocie pracowała w jednym z warszawskich szpitali.

2010.12.24 Wigilia

Otrzymałem życzenia od Grześka N. (starego przyjaciela i współzałożyciela firmy), które również chciałbym złożyć, każdemu kto czyta ten dziennik:

  

Mamy wyższe budynki ale niższe poczucie wartości. Wydajemy więcej ale mamy mniej. Kupujemy więcej, ale się mniej tym cieszymy. Mamy większe domy, ale mniejsze rodziny. Więcej wygody ale mniej czasu. Mamy wyższe wykształcenie ale mniej rozsądku. Więcej wiedzy ale mniej zrozumienia. Więcej ekspertów i więcej problemów. Więcej lekarstw ale mniej zdrowia. Pijemy za dużo, wydajemy zbyt pochopnie, śmiejemy się za mało, jeździmy za szybko, złościmy się za bardzo i zbyt szybko, siedzimy do późnej nocy i wstajemy zbyt zmęczeni rano, czytamy mało, oglądamy za dużo telewizji, siedzimy za dużo na internecie, modlimy się za mało. Pomnożyliśmy nasze posiadanie, ale obniżyliśmy nasze wartości. Nauczyliśmy się na czym polega utrzymanie stylu życia, ale nie jak żyć. Dodaliśmy lat do życia, ale nie życia do lat. Polecieliśmy na Księżyc i z powrotem, ale mamy problem z zapukaniem do drzwi nowego sąsiada. Podbiliśmy kosmos, ale nie nasze wnętrze. Robimy większe rzeczy, ale nie lepsze rzeczy. Oczyszczamy powietrze, ale zanieczyszczamy dusze. Piszemy więcej, ale uczymy się mniej. Planujemy więcej ale osiągamy mniej. Nauczyliśmy się spieszyć, ale nie czekać. Mamy wyższe zarobki i niższe morale. Więcej jedzenia, ale mniej zaspokojenia. Więcej znajomych, ale mniej przyjaciół. To jest znak pokoju naszych czasów - wojny domowej, więcej relaksu, ale mniej zabawy, większego wyboru jedzenia, ale mniej wartości odżywczych. ładniejszych mieszkań i rozbitych rodzin. Są to dni krótkich wycieczek, jednorazowej moralności, znajomości na jedna noc, ciał z nadwagą, pastylek, które robią wszystko od uspokojenia, do rozbawienia, aż po zabicie. Żyjemy w wieku kryzysu. Kryzysu kultury i osobowości. Kryzysu kultury, który powoduje kryzys osobowości. A wezwanie wszystkich chrześcijan jest do bycia innym. Zapomnieliśmy o tym. Wszyscy chrześcijanie są wzywani do wychodzenia poza ramy kultury pop, stanie naprzeciw jej naciskowi, płynięcie przeciw jej strumieniowi i pokazywanie, że życie jest czym większym. Życie to coś więcej niż większa szybkość. Większe nie jest zawsze lepsze, nie jest zawsze odpowiedzią. Więcej nie jest zawsze odpowiedzią. Życie nie jest konkurencją w popularności. Nie jest konkurencją żeby zobaczyć kto ma więcej zabawek. To nie parada mody. Życie ma w sobie coś więcej. Ma Chrystusa. Dlatego właśnie życzę nie wesołych świąt, a Szczęśliwego Bożego Narodzenia. (nawet agnostykom i niewierzącym, bo Chrystus to zasady, bez przestrzegania których społeczność ludzka powraca do poziomu stada szympansów)

2010.12.23 Czwartek [naukowcy] Minidyskusja z internetu:

Trzy słowa prawdy o polskich studentach i uczelniach!
wredny.staruch dzisiaj, 12:35
Większość z nic to zwykłe nieroby, wysłane przez rodziców na studia. Kiedyś unikali służby wojskowej, dziś po prostu migają się od innych obowiązków. Najgorsza hołota, to Ci z akademików. Przeważnie swołocz ze wsi, niczego nie nauczona. Tylko się puszczają, piją, drą mordy pod oknami, bo etykieta w mieście jest im obca, a chowało ich pole. Płacimy tej swołoczy studia, co kosztuje miliardy rocznie. A oni obijają się na geologii, filozofii, polonistyce i innych kierunkach, po których nigdy nie znajdą pracy, a poszli na nie, bo jest łatwo, albo nie dostali się na prawdziwe studia. Potem jak przez 4-5 lat nieróbstwa kończą te studia, to idą na bezrobocie, gdzie znowu ciągną pieniądze. Jaki był sens kształcenia zbędnych ludzi przez tyle lat, podczas gdy nie ma na głodne dzieci i emerytów? A nawet te lepsze kierunki, są prowadzone niezmiennie od lat 50-60, polegają na wkuwaniu książek, a nie na nauce. Potem jadą tacy nasi lekarze po studiach na zachód i się okazuje, że muszą skończyć jeszcze szkolenia trwające 6-24 miesięcy aby móc wykonywać zawód. Taka prawda, powinni w cholerę zamknąć 80% państwowych uczelni wyższych, bo to tylko trwonienie kasy na nierobów. Jak komuś zależy na edukacji to pójdzie na prywatną uczelnię. U nas USA i innych zachodnich krajach, student bierze kredyt studencki i potem spłaca go na przykład 10-15 lat. Ale za to sam za to płaci i odbiera porządne wykształcenie. A nie tak jak w Polsce, że uczelnie to takie relikty komuny jak huty i kopalnie, zbędna masówa i marnowanie funduszy na ludzi, którzy po prostu nie są potrzebni, a dodatkowo tak naprawdę nie są kształceni w niczym użytecznym i potem nie mogą znaleźć pracy. Dlaczego Polacy mają to sponsorować, podczas gdy trudno wykarmić im rodziny?

~jan dzisiaj, 12:45
jestem studentem uczelni panstwowej i niestety przyznaje ci 100% racji

~mama henia. dzisiaj, 12:48
Zgadzam się w zdecydowanej większości. Warto jeszcze dodać, że duża część spośród 'kadry naukowej' to ludzie z rozbudowanym ego, ambicjami bycia najważniejszym, piszący książki o niczym (względnie ukierunkowane na nazewnictwo zamiast nauczanie ).
Takich profesorów, doktorów z wiedzą zupełnie nie przydatną w świecie rzeczywistym w normalnej firmie nikt by nie zatrudnił bo byliby bezużyteczni i wywierali zły wpływ na pozostałą część załogi.

~costa9lo dzisiaj, 13:01
studiuje na Politechnice. Masz duzo racji, najlepsi wykladowcy to Ci, ktorzy pracuja w tzw. "przemysle" lub maja wlasne dzialalnosci. Otwarci, myslacy zyciowo, specjalisci w swoich dziedzinach, pracujacy na uczelni nie dla pieniedzy, a z poczucia jakiejs misji :) czasem i tacy sie trafiaja, kazdemu takich zycze.

wredny.staruch dzisiaj, 13:05
Zawsze mnie śmieszyli profesorowie od ekonomii, zarządzania i innych kierunków biznesowych, którzy w życiu nawet straganu z bananami nie prowadzili, a publikują książki na temat biznesu. Wykładowcami na uczelniach zostają najgorsze przygłupy, którzy nie potrafili poradzić sobie w prawdziwym życiu, więc zdecydowali się zostać molami książkowymi. Wykładowca to taki bibliotekarz tak naprawdę. Wersja audio. Nie wspomnę już o filozofach i reszcie nieudaczników.

~złośliwa-życzliwa dzisiaj, 12:52
"Jak komuś zależy na edukacji to pójdzie na prywatną uczelnię" - kolejny zazdrośnik i frustrat który nie dostał sie na studia państwowe - trzeba sie było uczyć do matury !

kryptorealista dzisiaj, 13:06
Studiuję na PW. Właściwie to większość spraw ma się u mnie zgoła odwrotnie, może poza starym pakietem office w pracowni.

wredny.staruch dzisiaj, 13:17
Politechniki to trochę inny temat niż Uniwerki będące fabrykami zachlanego lewactwa.

~. dzisiaj, 14:16
systemy ze średnią nie będa nigdy adekwatne. po prostu tak jak na zachodzie - kredyty studenckie i jazda. jak ktoś ma łeb na karku to wybierze normalny kierunek i znajdzie porządną pracę, w konsekwencji spłaci ten kredyt. a obiboki się zastanowią 2 razy nim pójdą chlać 10 miesięcy poza domem rodziców. bo za wszystko ludzie muszą zapłacić.

Taka mała uwaga na temat brania kredytu przez uczących się studentów: Ponieważ będą go spłacać, to dokładnie patrzą na ręce uczącym i dobrze ich sobie dobierają, a i sami są zainteresowani tym, by zdobyć dobrze płatny zawód, czyli taki, na który jest społeczne zapotrzebowanie. I taki jeden drobny szczegół powoduje, że i uczącym się i uczącym zależy, by się doskonalić. A u nas towarzycho wzajemnej adoracji za cudze pieniądze: jedni oszukuję, że uczą, a drudzy się cieszą z "dyplomów", apotem rozpacz, że nie ma pracy.

Jeden drobny szczegół..., a tak zmienia system.

2010.12.22 Środa

Twierdzenie Actona: Władza psuje!

Takie rozważania na marginesie dwóch artykułów:

Artykuł 1:

Syn premiera Donalda Tuska w Chinach. Za publiczne pieniądze
[http://wiadomosci.onet.pl/swiat/syn-premiera-donalda-tuska-w-chinach-za-publiczne-,1,4089515,wiadomosc.html]

Syn premiera, Michał Tusk, na początku grudnia wziął udział w światowym kongresie na temat kolei dużych prędkości, który odbył się w Chinach. W programie wizyty było m.in. zwiedzanie Wielkiego Muru. Za przelot syna szefa rządu zapłaciły Polskie Koleje Państwowe. Pobyt na miejscu opłacili gospodarze – wynika z informacji, do których dotarli dziennikarze portalu tvp.info.

W skład polskiej delegacji wchodzili m.in. wiceminister infrastruktury Juliusz Engelhardt oraz prezes PKP S.A. Andrzej Wach i szef PKP Polskich Linii Kolejowych Zbigniew Szafrański. Wraz z przedstawicielami polskich kolei, do Chin udało się także trzech dziennikarzy. Wśród nich był dziennikarz trójmiejskiej "Gazety Wyborczej" Michał Tusk [lat 28. Urodzony w roku 1982].

– Potwierdzam, że byłem w Chinach. Nie pierwszy i nie ostatni raz wyjechałem służbowo, bo zawodowo zajmuję się kolejnictwem – powiedział Michał Tusk w rozmowie portalem tvp.info. – To co osiągnąłem, zawdzięczam sobie, a nie nazwisku. Nie zamknę się w piwnicy i nie zrezygnuję z życia zawodowego, bo jestem synem premiera – dodał.

Tusk przyznał, że podczas wizyty zwiedził Wielki Mur Chiński, ale z większości pozostałych atrakcji turystycznych zrezygnował, bo jak tłumaczył dziennikarzom portalu, kiedyś już był w Chinach.

Delegacja PKP przebywała na światowym kongresie w czasie, gdy w kraju, w związku z wprowadzeniem nowego rozkładu jazdy, zapanował na kolei chaos.

Artykuł 2:

Prezesi PKP ukarani za chaos na kolei
[http://www.gazetakrakowska.pl/aktualnosci/346616,prezesi-pkp-ukarani-za-chaos-na-kolei,id,t.html?cookie=1] Gazeta Krakowska Joanna Miziołek

Ministerstwo Infrastruktury ukarało za chaos towarzyszący wprowadzeniu nowych rozkładów jazdy prezesów trzech spółek z Grupy PKP odebraniem rocznych nagród. Ich wysokość to kilkadziesiąt tysięcy złotych - równowartość trzech pensji. Chodzi o prezesów spółek: PKP SA, PKP Polskie Linie Kolejowe i PKP Intercity.

Minister infrastruktury twierdzi, że kara ta jest dotkliwa. Decyzje o niej zapadły podczas spotkania, na którym Cezary Grabarczyk zobowiązał szefów spółek kolejowych do podjęcia natychmiastowych działań, by poprawić sytuację na kolei. Wszystko byłoby jasne, gdyby nie fakt, że minister ogłasza cofnięcie czegoś, czego w rzeczywistości jeszcze nie ma, bo w tym roku nie było jeszcze decyzji, że takie nagrody zostaną przyznane.
[...]

No i na marginesie powstają pytania: "Jakimż to prawem "nigdy niewychodząca na swoje" firma, do której trzeba ciągle dopłacać, funduje młodemu "ekspertowi" wyjazd do Chin?" i "Kto zezwolił prezesom tego niezarządzanego przedsiębiorstwa na wypłatę sobie premii w roku poprzednim?". Problem w tym, że na tym właśnie polega władza! Bierzesz ile chcesz i nikogo o nic nie nie pytasz.

W tym miejscu chylę czoła przed Jamesem Madisonem - jednym z ojców założycieli USA - który pod koniec XVIII wieku sformułował kluczowy dylemat rządzenia: Przy tworzeniu rządu, który daje jednym władzę nad innymi pojawiają się dwa zasadnicze problemy: jakie prerogatywy dać rządowi, by faktycznie mógł sprawować władzę (ludzie nie są aniołami) i drugi jak kontrolować rząd (który składa się z ludzi, którzy nie są aniołami), by danej mu władzy nie nadużył.

Według Madisona jeśli konstytucja i świadomość obywateli nie zapewniają stanu równowagi, to dochodzi do rozwoju niczym nie krępowanej tyranii. A dowodem na to, że u nas ten proces się zaczął są dwa powyższe artykuły, które wybitnie ilustrują, że rząd nadużywa swej władzy.

Na koniec cytuję tylko jeden z komentarzy:
~A fe wczoraj, 21:41
Nie ma - Polaków zawsze było mało i szybko odchodzili z tego świata przy pomocy innych! Za to na pęczki jest polaczków - Tuski, Michniki, Niesiołowskie, Miecugowy, Wojewódzkie, Olejniki całe tabuny tej zgnilizny!

Tak Atlasów mało jest, rządzą Grabieżcy!

2010.12.22 Środa Komentarz do ortykułu o tym, że upadają solaria:

SOLARIA upadły, ale z innej przyczyny!!!
~konik dzisiaj, 11:23
Większość solariów powstała w ostatnich latach z funduszy urzędu pracy dla bezrobotnych. Zarejestrowano ich tysiące. To było do przewidzenia. Te firmy utrzymały się na powierzchni, dopóki miały wsparcie finansowe i ulgi. Czekamy na upadłość kolejnych branż. To GŁUPOTA naszych władz, które nie umieją wspierać przedsiębiorczości, tylko rozdają pieniądze nieudacznikom.

Ogólnie rzecz biorąc ma rację, ale trochę przesadził z tymi wielkim słowami. Nie trzeba wcale niczego wspierać: jeśli biznes jest trafiony to jest na niego zapotrzebowanie i zwrotnie wspierany jest przez pieniądze, jeśli nie jest trafiony to plajta. Prócz własnego widzimisię urzędnik nie ma żadnego pojęcia o tym czy biznes będzie trafiony czy nie. Dawali, bo byli do tego powołani, a to, że bez sensu? Jakie to ma znaczenie, gdy nikt za to nie ponosi odpowiedzialności.

Jedyną formą sensownej pomocy jest uczenie młodych przedsiębiorców różnych rzeczy, takich jak: windykowanie, specyfika klienta, pozyskiwanie klientów, inwestycje, zatrudnianie pracowników, specyfika urzędników, itd. itp.

2010.12.20 Poniedziałek

Artykuł z "Pulsu Biznesu" z komentarzami:

Roman Kluska wygrał
Jarosław Królak
[http://www.pb.pl/a/2010/12/17/Roman_Kluska_wygral?readcomment=1#comment]
Puls Biznesu, pb.pl,17.12.2010 08:53

Aż sześć lat czekali polscy przedsiębiorcy na uchwalenie ustawy o karach finansowych dla urzędników wydających sprzeczne z prawem decyzje. Sejm uchwalił ją w czwartek wieczorem. Z jednej strony, to, że uchwalili to krok na przód, ale jak to sie stało, że do tej pory tak nie było?

Ta ustawa jest przełomem w relacjach państwo-obywatel (przedsiębiorca). Dzięki niej wyrównają się szanse Polaków w bolesnych często kontaktach z urzędnikami. Tak zwykle wygląda wolność, równość i braterstwo w państwie prawa. Równi są wszyscy ale urzędnik państwowy jest równiejszy. Za wyrządzenie szkody bezprawną decyzją biurokraci zapłacą karę równą nawet rocznej pensji. Przedsiębiorca odpowiada do wysokości całego swojego majątku, a i jeszcze można go zamknąć.Ten straszak musi ich zmobilizować do lepszej pracy.

Dążenia do nałożenia finansowych kar na złych urzędników pojawiły się po skrzywdzeniu przez skarbówkę Romana Kluski i jego Optimusa. Za łamanie prawa i niszczenie przedsiębiorcy włos z głowy nie spadł jednak żadnemu urzędnikowi. Winnych nie ustalono. Roman Kluska stał się symbolem walki o wolność gospodarczą. Gdyby politycy odważyli się tę ustawę wdrożyć ładnych parę lat temu, niewykluczone, że nadal świetnie prosperowałaby założona przez niego firma, ale także JTT Computer i tysiące innych przedsiębiorstw pokrzywdzonych przez urzędników. To krótki wyciąg z dotychczasowych faktów. Nie chcieli się opłacać, to ich ukręcono.

Za przyjęciem ustawy głosowało 251 posłów, przeciw - 154; 36 wstrzymało się od głosu. Komentarz niejakiego Pracki: Przeciwnych oraz wstrzymujących się od głosu pozbawiłbym dożywotnio prawa bycia obecnym w życiu publicznym za czynne wspieranie bezprawia i korupcji za zasłoną samowolnie degenerowanych obowiązujących norm prawa. jeśli taka swołocz pobiera owoce naszej pracy to zasadnym jest pytanie czy to Polska jeszcze?, i co tu jest grane? znajdzie się tu ktoś włądny aby ten wątek ruszyć i coś z tym pozytywnego zrobić aby już nigdy więcej?

Ustawa autorstwa PO zakłada, że do odpowiedzialności będą pociągani ci urzędnicy, którzy swoim działaniem lub zaniechaniem rażąco naruszą prawo powodując powstanie szkód dla obywateli lub przedsiębiorców. A dlaczego "rażąco", to urzędnika już zwykłe złamanie prawa nie dotyczy?

Procedura będzie uruchamiana, gdy urzędnik doprowadzi do szkody, a skarb państwa zapłaci za nią odszkodowanie. Pamiętajmy, że sędziowie też są pracownikami państwa i też są urzędnikami.Wówczas kierownik jednostki, w której taki urzędnik pracuje, będzie zgłaszał sprawę do prokuratury. Decyzję o tym, czy ktoś zostanie ukarany podejmować będzie sąd. Funkcjonariusze publiczni będą odpowiadać materialnie do kwoty nie większej niż dwunastokrotność ich miesięcznego wynagrodzenia. Podniesienie progu odpowiedzialności. Tylko mniejsze przekręty się nie będą opłacały. Komentator Robert zwraca uwagę na to, że Tez nalezy sie zajac prokuratorami. Za niesluszne aresztowania, przedluzania aresztu itp ciemne sprawy.

Czy artykuł ten powinien być tak optymistycznie zatytułowany? Kluska niczego nie wygrał - stracił "Optimusa" i nie ma szans, by ktoś mu tę stratę powetował. Tytuł według mnie powinien być inny: "Zelżał nieco ucisk na linii Pan-Niewolnik"

2010.12.15 Środa Artykuł na Onecie:

Zatory płatnicze hamują gospodarkę
[http://biznes.onet.pl/zatory-platnicze-hamuja-gospodarke,18543,4082512,1,prasa-detal]

Nasza gospodarka utknęła w zatorach płatniczych, co grozi falą bankructw - ostrzega "Dziennik Gazeta Prawna".

W samym budownictwie zaległe płatności wzrosły prawie dwukrotnie w ostatnich dwóch latach, a dokładnie o 95 proc. Powód jest prosty. Zamiast brać kosztowny i czasem trudny do uzyskania kredyt, wykorzystuje się środki należne innym kontrahentom. Ci z kolei działają w myśl zasady: nam nie zapłacili, to i my nie jesteśmy w stanie zapłacić...

I tak powstaje łańcuszek przedsiębiorstw bogatych jedynie na papierze. Bo teoretycznie, zgodnie z umowami i fakturami, mają dużo pieniędzy, których jednak faktycznie dotąd nie otrzymały. Niestety dla wielu z nich nadchodzi krytyczny moment, gdy nie są w stanie płacić bieżących zobowiązań z powodu braku środków na rachunku.

W ciągu trzech kwartałów br. upadło prawie tysiąc firm, czyli o 7 proc. więcej niż w analogicznym okresie ubiegłego roku. Pesymistyczne szacunki mówią, że w czwartym kwartale bankructwo może ogłosić nawet 900 kolejnych podmiotów gospodarczych. Prognozy na 2011 r. są równie złe: upaść może nawet ponad 2 tys. firm.

Zatory płatnicze zaczynają się od dużych przedsiębiorstw, ale najbardziej dotykają małe podmioty, zatrudniające do 50 pracowników. Właśnie te, niewielkie firmy stanowią blisko 70 proc. wszystkich, narzekających na kłopoty finansowe, a przecież wytwarzają ogółem ponad 60 proc. PKB - informuje "Dziennik Gazeta Prawna".

Dlatego powinno być obowiązkowo tak jak u mnie w firmie:
~spiro77 dzisiaj, 07:56
Pieniążki z rączki do rączki - nie bawię się w jakieś tam faktury na odroczony przelew - nie ma kasy nie ma roboty.

Rewelacyjny ustrój dla złodzieji i oszustów,
~optymista dzisiaj, 08:24
nic lepszego nie wymyślono.

To są konkretne informacje i trzeba je analizować,a u nas
~alf dzisiaj, 08:02
głównym tematem jest PIS. Cena paliwa też PIS

Żyjemy w takich ciekawych czasach, gdzie nie są tak ważne
~pozdro dzisiaj, 07:20
same wyniki, ale ważniejsze jest jak się je raportuje. Szczególnie unia lubuje się w statystkach, wykresikach i tabelkach a to, że "Polak portafi" stawia nas w rzędzie najlepszych gospodarek tego regionu. Jeszcze tylko parę księgowań z gatunku kreatywnej księgowości (OFE) i już będziemy na podium, na najwyższym miejscu. I nie ma się czego obawiać, bo NIK-u w unii nie ma. Jak kiedyś ktoś zacznie to wszystko dogłębnie kontrolować to domek z kart może się posypać ale to przecież nie jest problem, bo kadencja w sejmie i senacie trwa tylko 4 lata.

Nie przejmujcie się przedsiębiorcy
~edek dzisiaj, 08:13
stale przyjmuje się urzędników samorządowych i państwowych,więc będzie praca.zatrudnią nas..

A wszystko przez słabych sędziów i sądy.
~jz dzisiaj, 07:47
Gdyby sprawa o zapłatę zaległości trwała 2 tygodnie to nie byłoby żadnych problemów z płatnościami. Ale u nas sądy potrafią nad jedna fakturą zastanawiać się latami.

Qrna a co za problem zmodyfikować ustawę o VAT? i po problemie
~były Bankier dzisiaj, 08:10
Wystarczyłoby zapisać że firma może sobie odliczyć VAT z faktury PO ZAPŁACENIU należności - wszyscy "duzi" od razu by zmiękli...a i zatory by się przetarły. Ale chyba właśnie o taką sytuację chodzi skoro prostych rozwiązań nijak nie można uchwalić. Szlag człowieka trafia na tę niemoc:((((((((

można skończyć z zatorami płatniczymi
~marhol dzisiaj, 08:09
Można skończyć z zatorami płatniczymi, wystarczy małe uzupełnienie w podatku VAT blokujące odliczanie podatku z zakupów do momentu zapłaty za fakturę. Zdyscyplinuje to zwłaszcza duże firmy mające spore kwoty do odpisu i wszystko ruszy.

Księgujmy tylko zapłacone faktury
~zbigniew dzisiaj, 07:37
to jest proste:faktura jest kosztowa tylko w przypadku zapłacenia za nią,faktura jest przychodem gdy otrzymamy za nią zapłatę.W takim przypadku podatek zapłacimy od prawdziwych dochodów oraz zlikwidujemy kredytowanie się zobowiązaniami
+ --- ~podatnik dzisiaj, 07:49 faktura jest przychodem z datą wystawienia, czyli sprzedaży. terminy płatności fiskusa nie obchodzą.

Ściągnięcie nalezności do firmy dla US trwa 14 dni, od firmy dla firmy 2 lata...
~Przedsiębiorca dzisiaj, 08:29
lub w ogóle. Nie ma siły na firmy, które nie płacą, a Panstwo w ogołe sie tym nie interesuje. Mało tego, US chce podatków za niezapłacone faktury, czyli pieniądze, których nigdy nie widzialem. Czy to nie jest bandyctwo?

Promocja Państwa- szarej stefy i złodzieji trwa nadal,
~olo dzisiaj, 08:02
A Państwo zawsze z tego swoje podatki ma.Niech ścigają oszustów i złodzieji,a przestaną żerować na uczciwych podatnikach.Proste-dłużnik nie zapładci w terminie to traci przywilej odpisu podatku VAT.jakie to proste..

Hordy
~Żyrandol dzisiaj, 07:44
Urzedasów dokładają do tego wszystkiego swoje brudne łapy i wykańczają nawet firmy z dobrą kondycją , łamiąc przy tym nasze kulawe prawo.

Wpłynęł, czy nie wpłynęło podatek musisz zapłacić. W RP płacimy
~Scallop dzisiaj, 06:51
podatki od wirtualnych zarobków.
To jest osławiony Polnische Wirtschaft.
Podobnie, jak nie można odliczyć od podatku chociażby kolacji z kontrahentem. Nawet w tak prostej materii tracimy na konkurencyjności wobec Niemców, czy innych wyżej rozwiniętych nacji. Powolne zamęczanie przedsiębiorczości nie zaprowadzi do niczego dobrego.

Prawda jest sprytnie przemilczana
~rok dzisiaj, 07:51
Kwitnie korupcja korporacyjna polegająca na działalności gospodarczej opartej o mafijne wzory (nie wykluczam powstania mafii w białych kołnierzykach).Przetargi są ustawiane sterowanymi warunkami przetargowymi.Wygrywają firmy w teczce ale z kapitałem gwarantowanym przez banki.Roboty są dalej podzlecane (po odjęciu prowizji rzędu 30%).Fizycznie roboty wykonuje trzecia lub nawet czwarta firma w łańcuszku podzleceń.Na końcu widzimy ludzi do roboty z dalekiej prowincji którzy raźnie pracują za 1000 zł a jakość ich pracy zależy od długości kaca po niedzieli.

VAT - najlepiej przedpłatą na rok z góry
~Gorzkas prawda dzisiaj, 09:02
ZUS - miesiąc do przodu.
Wszystko po to by przyjąć kolejnych ...dziesiąt tys na administracyjne stołki. O elektorat trzeba dbać. No nie...? Ciekaw jestem jakie bajki tym razem przed wyborami będą opowiadać.

2010.12.08 Środa Jak władza rządzi:

W zarządzeniu Nr 65/2009/DGL Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z dnia 3 listopada 2009 r. w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie szpitalne w zakresie terapeutyczne programy zdrowotne,
(*) zmienionego zarządzeniem Nr 3/2010/DGL Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z dnia 8 stycznia 2010 r.
(*) zmieniającym zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie szpitalne w zakresie terapeutyczne programy zdrowotne,
(*) zmienionego zarządzeniem Nr 8/2010/DGL Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z dnia 20 stycznia 2010 r.
(*) zmieniającym zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie szpitalne w zakresie terapeutyczne programy zdrowotne,
(*) zmienionego zarządzeniem Nr 9/2010/DGL Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z dnia 22 stycznia 2010 r.
(*) zmieniającym zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie szpitalne w zakresie terapeutyczne programy zdrowotne,
(*) zmienionego zarządzeniem Nr 23/2010/DGL Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z dnia 29 kwietnia 2010 r.
(*) zmieniającym zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie szpitalne w zakresie terapeutyczne programy zdrowotne,
(*) zmienionego zarządzeniem Nr 30/2010/DGL Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z dnia 30 czerwca 2010 r.
(*) zmieniającym zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie szpitalne w zakresie terapeutyczne programy zdrowotne oraz zarządzeniem Nr 52/2010/DGL Prezesa Narodowego Funduszu Zdrowia z dnia 2 września 2010 r.
(*) zmieniającym zarządzenie w sprawie określenia warunków zawierania i realizacji umów w rodzaju leczenie szpitalne w zakresie terapeutyczne programy zdrowotne wprowadza się następujące

zmiany: .....

I teraz każdy kogo to dotyczy powinien sobie wziąć dokument źródłowy i po kolei wprowadzić wszystkie wzmiankowane zmiany. I wtedy dopiero otrzyma treść obowiązującą.

I jeszcze komentarz:

Nikt nie był w stanie tego przeczytać do końca, a to co zostało zmienione tym tajemniczym rozporządzeniem to jedna tabelka substancji czynnych używanych do leczenia. Wystarczyło napisać, że od danego dnia obowiązuje nowa lista substancji czynnych i tyle. a to jest po to, żeby biedny świadczeniodawca nie mógł za bardzo pofikać w razie problemów. Jako przykład po co im to, mogę podać cytując pismo z nfz:

...Natomiast pisemne uzasadnienie rozliczeń powinno zawierać np. zapisy zarządzenia Prezesa NFZ, które obowiązywało w dniu udzielenia świadczenia.

Chciałbym zobaczyć minę tego kogoś, kto za 3 lata będzie musiał uzasadnić na podstawie jakich zarządzeń prezesa zrobił rozliczenie :)

Lekarze w odwecie powinni leczyć urzędników w analogiczny sposób. Tylko co ma zrobić reszta społeczeństywa? Nie ma żadnej motywanty rozpiętej nad urzędnikami, która by ich motywowała do pracy, do której zostali powołani, czyli na na rzecz społeczeństwa. Powyższy przykład ilustruje, że ich działania to głównie dupochrony uzasadniające ich istnienie i pobieranie kasy.

2010.11.29 Poniedziałek Od południa kompletny paraliż Warszawy. Znajoma wyjechała z okolic ronda ONZ około 1630 dojechała w okolice Domaniewskiej około 1950. 6.6 km. google podaje, że samochodem zajmuje to 13 minut. Z praktyki wiem, że jak są korki to można jechać i 30 minut, ale żeby 3.5 godziny?

Gdy w 1990 roku wylądowałem w Szwajcarii, kilka rzeczy mnie zastanowiło: niewątpliwie kraj ludzi bardzo bogatych, nie mają prezydenta (!), no i w zimie wszystko super odśnieżone. Pada nie, pada rano o 700 piękne pryzmy śniegu, a szosy przejezdne. I to we wsi! Pytam Klausa czy może mi wytłumaczyć jak to jest, że u nich tak świetnie odśnieżają, a u nas w Polsce zawsze z tym jest problem.

On na to "Nie wiem jak to jest u was, ale powiem ci jak jest u nas". Właściciel terenu (Federacja, Kanton, Komuna(Wspólnota), firma lub osoba prywatna) jest zobowiązany do usunięcia śniegu. Jeśli tego nie zrobi płaci duże kary. Koniec kropka.

Nie ma tak zwanych firm państwowych, które by odśnieżały, w związku z tym nie występuje konflikt interesu - państwo nie zleca samemu sobie odśnieżania. Jeśli właściciela nie stać na odśnieżanie sprzedaje teren.

Wspólnota we wsi Klausa podpisuje umowy z okolicznymi chłopami, którzy jak to w zimie nie mają wiele pracy w polu. Umowa ma dwie składowe: opłata za gotowość (zleceniobiorca jest w gotowości do odśnieżania, ale nie odśnieża, bo nie ma śniegu lub jest odśnieżone) i opłata za odśnieżanie (faktyczną pracę przy odśnieżaniu). Przy takim zawarciu kontraktu odśnieżający jest w siódmym niebie jak musi usuwać śnieg, bo wtedy zarabia zdecydowanie więcej niż podczas gotowości. Jeśli nie odśnieży zapłaci karę i w przyszłym roku nie dostanie kontraktu.

Czynniki redukujący cenę: główny to konkurencja. By otrzymać kontrakt trzeba zaoferować najniższą cenę, ale musi ona być na tyle wysoka, by zleceniobiorcę było stać na pokrycie kosztów i zarobek. Każdy zatem stara się minimalizować koszty - kupuje według własnego rozeznania najlepsze maszyny (nie ma interesu by dać sprzedawcy łapówkę, bo kupuje za swoje pieniądze i dla siebie (Patrz: Cztery sposoby wydawania pieniędzy), jeśli może sam dba i reperuje maszyny, bo jest to o wiele tańsze. Jednym słowem dąży do realizowania pracy w najbardziej efektywny sposób, dąży do podnoszenia swoich kwalifikacji i na dodatek jest jeszcze z tego wszystkiego zadowolony, bo im więcej pracuje tym więcej zarabia.

W systemach państwowych śnieg jest intruzem, a odśnieżanie dopustem Bożym. Dobrze natomiast jest, jak się maszyny zepsują, bo można odpocząć, gdy ktoś inny je naprawia. Poza tym, czy państwowy policjant ukarze mandatem państwowe przedsiębiorstwo za to, że nie odśnieżyło państwowej drogi. A nawet jeśli ukarze, to kto tak faktycznie poniesie za to odpowiedzialność?

2010.11.28 Niedziela Wczoraj wieczorem padał śnieg. Dziś rano temp 0oC, bezwietrznie, wszystko pokryte miękką warstwą białego, czystego puchu, absolutna cisza. Ludzie, jak niedźwiedzie, śpią.

2010.11.26 Piątek

Znalezione w sieci:

== WAŻNE..!!! Nie wiem czy niekonwencjonalne metody leczą..!!! ..Wiem natomiast,
~System do Likwidacji dzisiaj, 12:32

że 3 dni temu umarł mój serdeczny przyjaciel, gdyż medycyna NFZu była bezradna...leżąc już w szpitalu czekał 1,5tyg. na każde badanie, USG, tomograf jeden, później 1,5 tyg. następny..nikt tego nie wytrzyma!! TYLE...

2010.11.19 Piątek Fajny komentarz na temat mediów, wytłuściłem w nim czystą fizykę życia:

[media] [manipulacje]
szukanie naiwnych
~Zainteresowany Prawdą dzisiaj, 07:17

Cały artykuł jest manipulacją. To zbiór wyrwanych z kontekstu wypowiedzi i merytoryczny szum. Brak w nim rzetelnych informacji. Brak Faktów. Sam nie będę stwiał w kontrze faktów bo autor na to nie zasługuje. Skoro zniża sie paplaniny to z paplanina piowinien się spotkać. Cóż wiedzą ludzie prości, nie związani z lotnictwem? Tyle co przeczytają. A co przeczytają? To co im się napisze. W ten sposób wypracowuje się opinię publiczną według własnego życzenia. Później możemy juz poprowadzić pracę każdej komisji tak jak nam pasuje.

Cały szum przypomina mi zachowanie polskiej policji. Funkcjonariusze, o ile nie sa filmowani kamerą telewizyjną, oceniając uczestników wypadku starają się dowieść z góry oczywistej dla nich tezy - nadmierna prędkość. Wielu z nas wie, że to absurd. Prędkość nie zabija , jak głoszą w mediach policjanci. Zabija głupota, ignoracjia, chamstwo i bezmyślność. Zabija człowiek. Jednak nie koniecznie ten, który uderza i który jest oceniany jako sprawca. A co z odpowiedzialnymi za stan dróg? Co z odpowiedzialnymi z stan oznakowania? A co z tymi co się przyczynią chcący czy niechcący do tragedii i znikną niezauważeni w zamieszaniu, w cieniu mroku lub mgły?

Szanowni Państwo! Nie pozwólmy sobie wmówić, wygodnej dla pewnych grup społecznych, wersji wydarzeń. Prawda, choć często trudna do odkrycia, powinna być ujawniona.
Prosimy aby odpowiednie władze polskie, ostatecznie rozwiązały kwestię kastrofy smoleńskiej w zgodzie z prawdą i ludzkim sumieniem a nie dopasowywały wersje do wygodnych im kierunków polityki krajowej i zagranicznej.
Pobożne zyczenie. UPS! przepraszam - zapomniałem że Polacy deklarują katolicyzm ale tak naprawdę wierzą w Boga tylko kiedy im to pasuje.
Z wyrazami szacunku dla każdego Czytelnika,
Zainteresowany Prawdą.

[media]
Owoce bezstresowego wychowania i wyolbrzymiania praw uczniowskich...
~belfer dzisiaj, 08:30

Jeśli ktoś daje sobie włożyć kosz na głowę to od dawna nie powinien pracować w szkole. Niestety są to też konsekwencje bezstresowego wychowania , ciągłego mówienia o prawach ucznia (a nie jego obowiązkach), propagowania cwaniactwa (nazywanego "kreatywnością"). Rodzi to wszystko postawy roszczeniowe w stosunku do szkoły i nauczycieli przybierające coraz częściej formy nacisku słownego i fizycznego na szkołę i nauczycieli...
Skutki takiej polityki oczywiście są i będą opłakane. Swoje "5 groszy" dorzucają oczywiście media szukające sensacji - dla nich nie jest ważne co dobrego dzieje się w szkole (a dzieje się wiele dobrych rzeczy) - lepiej, żeby uczeń pobił nauczyciela a jeszcze lepiej nauczyciel ucznia....no i są owoce :-(

2010.11.18 Czwartek Kawałek z blogu Korwina:

W 1980 roku, miałem wykład na Akademii Ekonomicznej w Krakowie. Zdumiało mnie jedno: wśród prawie 400-osobowego audytorium ANI JEDNA osoba nie znała nazwisk: Kenneth Arrow, Milton Friedman, Fryderyk von Hayek – trzech laureatów Nobla z ekonomii! Wolnorynkowców.

Ekonomiści teoretycznie świetnie wiedzą, że najlepszym rozwiązaniem jest wolny rynek. Jeszcze świetniej jednak wiedzą, że gdyby rządził Rynek, to rząd niepotrzebowałby ani jednego ekonomisty – no, może pięciu, by przewidywali, co się stanie. Bo wolny rynek to taki, którym nikt nie kieruje.

A oni chcieliby pokierować. A przynajmniej brać pieniądze za to, że udają, że kierują.

Dlatego uczeni ekonomiści patrzą na wolnorynkowców tak, jak dentyści patrzyliby na wynalazcę pasty, od której zęby przestałyby się psuć.

2010.11.16 Wtorek Długi artykuł o jedynej żyjącej w Polsce rodzinie Amiszów, a pod nim komentarze:

Gdyby wszyscy tak zyli!
~cwc dzisiaj, 06:59
Swiat bylby pekny,spokojny.Ale kto by placil na wojsko,starostwa,sejmiki,urzedy miast,powiaty,radnych,starostow,wojtow,poslow,europ oslow.Gdyby nas nie okradano???Sie rozmazylem,zyjemy jak niewolnicy,zabiera sie nam 80% pensji w podatkach na nowa rase panow!!!!!

"że nie chcemy zapomogi z opieki społecznej. "
~Max dzisiaj, 06:36
Gdyby tak zrobili wszyscy, dla urzednikow bylby to dramat. Okazalo by sie, ze oni sa tylko dla siebie samych.
A tak, sciemnia sie o niezbednosci panow urzednikow.
"A (urzednicze) mury rosna, rosna, rosna, lancuch kolysze sie u nog".

nie potrafimy ochronić ludzi którzy są pokojowo nastawienia o świata
jon__polock dzisiaj, 06:49
nie potrafimy im zapewnić wolności. jednocześnie wpuszczając na naszą ziemie agresorowa , zezwalamy na podstepne manipulacjie i budowę obiektów kultu który zagraża naszej cywilizacji. Za budową meczetu w Warszawie stoi Bractwo Muzułmańskie , za Amiszami nie stoi nikt.

Amisze
greg. dzisiaj, 07:21
Nie korzystaja z energii elektrycznej, nie czytaja ksiazek ani gazet, nie maja samochodow, dzieci nie chodza do szkol. Zyja zgodnie z natura, poswiecajac swoje zycie bogu.
Z zalozenia idea calkiem niezla, ale... tak sobie mysle - jesli wszyscy bylibysmy amiszami, to chyba do dzis mieszkalibysmy w jaskiniach.

2010.11.15 Poniedziałek

Artykuł z sieci:

Kryzys dobry dla inżynierów
[http://biznes.onet.pl/kryzys-dobry-dla-inzynierow,18563,3785851,1,news-detal]

Rzeczpospolita" pisze, że w czasach kłopotów gospodarczych stanowiska prezesów firm coraz częściej obejmują absolwenci szkół technicznych. Gazeta - powołując się na wyniki przeprowadzonej przez siebie ankiety - zauważa, że ponad połowa szefów dużych polskich spółek ma dyplom politechniki. Większość z nich jednak uzupełniła potem wiedzę na studiach i kursach biznesowych.

Tradycyjnie kuźniami prezesów dużych polskich firm są Politechnika Warszawska, Akademia Górniczo-Hutnicza w Krakowie oraz Politechnika Śląska. Dyplom jednej z tych uczelni ma co czwarty z prezesów 335 firm, które odpowiedziały na ankietę "Rzeczpospolitej".

Gazeta zauważa, że w porównaniu do ubiegłego roku o 5 procent zwiększyła się liczba prezesów dużych firm, którzy są absolwentami politechniki. Wyraźnie za to zmniejszył się udział prezesów z wykształceniem uniwersyteckim, które ma co czwarty menedżer. Uczelnie ekonomiczne utrzymały swoją pozycję - jednak najważniejsza z nich - Szkoła Główna Handlowa, spadła z czwartego miejsca na szóste.

Eksperci zwracają uwagę, że kryzys finansowy produkcja i usługi są co najmniej tak ważne jak operacje finansowe, a studia techniczne, które uczą systematycznej pracy i rozwiązywania trudnych problemów. są dobrym punktem wyjścia do kariery menedżerskiej.

POlityką gąb głodnych nie zatkasz a jedynie je POmnożysz
~...... dzisiaj, 07:39
do budowy czegokolwiek trzeba konkretów

To prawda. Znacznie łatwiej po studiach technicznych
~Inżynier dzisiaj, 07:38
douczyć się w obszarach ekonomii, finansów, marketingu i tzw. "miękkich", niż ekonomiście, finansiście czy marketingowcowi trudnych tematów technicznych. Szczególnie, że te ostatnie często wymagają wiedzy w naukach ścisłych (matematyka!), która u przedstawicieli tych zawodów jest często na żenująco niskim poziomie.
Engineers rules!

Może coś być prawdy w tej informacji.
~Walek dzisiaj, 06:59
Gospodarka to nie jest bujanie w obłokach przy braku odpowiedzialności. Przeciętny inzynier musi liczyć się z prawami fizyki i stąd więkasza odpowiedzialność. Rzesze aktualnie kształconych prawników,ekonomistów, psychologów i innych dziwnych zawodów to potencjalni bezwartościowi ignoranci.

Kryzys i inżynierowie
~MGR INŻ dzisiaj, 09:11
Uważamy, że kryzys zażegnamy, gdy w wyborach samorządowych wybierzemy niespełnionych w swych marzeniach różnej maści ekonomistów, socjologów, psychologów, pseudo nauczycieli, sportowców, historyków i dziennikarzy. To na pewno są zawody najbardziej predysponowane do rządzenia 40-to milionowym narodem i jego gospodarką.
Inżynierów należy wysłać do roboty do Niemiec.

Nie wiem czemu ludzie unikają pójścia na kierunki typowo ścisłe?
~25latek dzisiaj, 09:03
Tylko wolą humanistyczne, gdzie kariery na rynku pracy się nie zrobi. A jeśli ścisłe nauki to: Informatyka, automatyka i robotyka, mechatronika czy kierunki chemiczne? Ja tam zamierzam w przyszłym roku iść na drugie studia na Politechnice Warszawskiej na Informatykę. Teraz jestem po informatyce i ekonometrii.

2010.11.14 Niedziela Temperatura za oknem o godz. 600 wynosi +11oC.

Wybraliśmy się z B. do ich (kawałka) lasu. Kilkanaście lat temu kupili pole uprawne. Były właściciel uprawiał go jeszcze przez chwilę, potem przez starość przestał. Jego dzieci znalazły pracę w pobliskim miasteczku, no i pole zaczeło zarastać drzewami. Gdy dotarliśmy na miejsce okazało się, że rośnie już całkiem gęsty młodnik brzozowy. Od 1100 do 1600 zasuwaliśmy przy wycinaniu, karczowaniu, paleniu witek, cięciu sekatorami małych pniaków na polana do naszego kominka.

Pogoda była prześliczna, ciepło i słonecznie. Pracowaliśmy w bawełnianych koszulkach. Po zmroku rozsiedliśmy się przy ognisku i smażyliśmy kiełbaski. Niesamowity dzień, pełen ruchu na świeżym powietrzu i od czasu do czasu w gęstym dymie. Byłem w siódmym niebie, choć po kilku godzinach zaczęło nas nieco łupać w krzyżu. Szczerze powiedziawszy mam już trochę dość tej pracy przy komputerze i marzy mi się spartańskie życie w naturze, jak wtedy gdy się wspinałem.

Na odjezdnym zaproponowałem, że możemy przyjeżdżać porządkować ten ich mini las tak raz na miesiąc, bez względu na pogodę.

2010.11.13 Sobota Mokro i wietrznie - generalnie ponuro. Temperatura za oknem o godz. 1130 wynosi +15oC.

2010.11.12 Piątek Na onecie zero informacji na temat przebiegu wczorajszych uroczystości Dnia Niepodległości, zero informacji o marszach. Zero informacji...

2010.11.11 Czwartek Obejrzałem do końca radzicki film "Czajkowski". W gruncie rzeczy taki sobie, ciąg luźnych impresji, który ma ułożyć się w jakąś całość.

Film o twórcy, który jak każdy twórca na początku jest nieznany i jak większość początkujących twórców nie ma pieniędzy. Wszystkie postacie, łącznie z głównym bohaterem, są zaledwie zarysowane, brak im jakiejkolwiek głębi. Rola głównego mecenasa Czajkowskiego Nadieżdy von Meck mocno wyeksponowana, ale dopiero z wikipedii można się na prawdę dowiedzieć kim była:

Nadieżda von Meck (ur. 10 lutego 1831 we wsi Znamienskoje, zm. 13 stycznia 1894 w Nicei lub Wiesbaden) – rosyjska mecenas sztuki, małżonka przedsiębiorcy budowy kolei Karla von Mecka, protektorka Piotra Czajkowskiego.

Była córką Filareta Frołowskiego i Anastazji Potiomkiny. Była od dzieciństwa wychowywana w atmosferze kultu muzyki.

[s-nastu] W wieku 17 lat wyszła za mąż za Karla von Mecka. Urodziła osiemnaścioro dzieci, z których tylko jedenaścioro dożyło wieku dojrzałego.

Jej mąż wzbogacił się na budowie sieci rosyjskich linii kolejowych, dzięki czemu Nadieżda mogła stać się mecenasem sztuki. Karl von Meck zmarł w roku 1876 pozostawiając wdowie wielomilionowy majątek.

Nadieżda starała się naśladować znanego mecenasa sztuk – króla Ludwika II Bawarskiego. Podobnie jak on, była zachwycona twórczością Richarda Wagnera.

Po śmierci męża Nadieżda zaczęła wspierać finansowo kompozytorów: Mikołaja Rubinsteina i Klaudiusza Debussy’ego.

Od roku 1877 zaczęła wspierać Piotra Czajkowskiego, dzięki czemu Czajkowski mógł porzucić stanowisko profesora Konserwatorium Moskiewskiego i poświęcić się wyłącznie twórczości.

Czajkowski dedykował jej IV Symfonię, lecz na jej życzenie nie wymienił jej nazwiska, dedykując tylko „mojemu przyjacielowi”. Dedykował jej (zaginiony) „Marsz żałobny” z roku 1877.

Gdy Czajkowski stał się celem ataków krytyki, Nadieżda von Meck podtrzymywała kompozytora na duchu.

Nadieżda von Meck zmarła na gruźlicę, przeżywszy Czajkowskiego o dwa miesiące.

Film zrobiony dziwnie - muzyka w tle, wyraźnie osadzony jest tylko koncert B-moll. Kolejne dwa wielkie utwory "Dziadek do orzechów" i "Jezioro łabędzie" umknęły mej uwadze, były z nich fragmenty ale tylko jako podkład muzyczny. Żeby film pojąć trzeba znać zarówno kompozytora, jaki i jego twórczość.

Wynotowałem sobie kilka cytatów:

- Jaka jest jego żona?
- Widomo o niej tylko to, że uczyła się w konserwatorium. profesor Languer z trudem sobie ja przypomniał, i powiedział, proszę mi wybaczyć, że jest idiotką.
- A pan, oczywiście, chętnie w to uwierzył. A dlaczego postanowił pan, że Langauer jest mądrzejszy od Piotra...

W istocie, jakżesz szybko ludzie dają wiarę pomówieniom. Szczególnie, gdy oparte są na tym, że ktoś jest głupszy...

Gdy po przeczytaniu niepochlebnych recenzji Czajkowski mocno się nimi przejął, jego służący powiedział:

Jedni durnie piszą, a inni...
Spróbowaliby sami coś skomponować, wtedy nie wiadomo co ja bym o nich napisał.

I ostatni o ponadczasowości: Liczy pan na to, że skomponuje pan coś, co pokona śmierć?

2010.11.07 Niedziela

Temperatura w ciagu dnia około +10oC. Deszczowo.

Znalezione w sieci:

Młodzieży Polskiej nie proponuje się pracy dlatego że pracy nie ma, a po drugie proponuje się młodzieży łatwiznę i wmawia że każdy może być idolem i modelem. I widzimy sfrustrowanych bezrobotnych, którym jakiś czubek w telewizji powiedział że nie mają talentu.

2010.11.06 Sobota Pracuję nad rozdziałem o sprzężeniach do nowej książki "Myślenie nowoczesne", i przy okazji znalazłem dwa fajne cytaty:

[media] Nie zaczynaj dyskusji z kimś, kto ma mikrofon, podczas gdy ty go nie masz. Przerobi cię na siekaną wątróbkę. - Harlan Ellison (ur. 1934)

Orkiestra jest odbiciem społeczeństwa, bo i tu, i tam tymi, którzy i tak już muszą robić najgorszą robotę, jeszcze na dodatek się pogardza. - Patrick Süskind (ur. 1949)

2010.11.05 Piątek

Cytat z sieci:

Człowiek prosty może być głupi, ale w swej głupocie rzadko upada tak nisko, jak głupi inteligent.

2010.11.04 Czwartek Plaga lewych zwolnień lekarskich
[http://biznes.onet.pl/plaga-lewych-zwolnien-lekarskich,18494,3766127,1,news-detal]

Lewe zwolnienia lekarskie rujnują naszych przedsiębiorców - alarmuje "Dziennik Gazeta Prawna". W minionym roku statystyczny Polak był na zwolnieniu lekarskim 5,5 proc. wszystkich dni roboczych. Jesteśmy w tej kategorii rekordzistami. Średnia w UE wynosi 4,2 proc.

Nieobecność w pracy powoduje konieczność znalezienia zastępcy lub mniejszą wydajność, gdy takowego nie można sprowadzić. Ponadto pracodawca musi zapłacić choremu pracownikowi.

Wg szacunków, koszty zwolnień przekroczyły w 2009 r. 4,5 mld zł. To 200 mln więcej niż rok wcześniej.

A absencja z powodu chorobowego rośnie z roku na rok. W 2006 r. spędziliśmy w sumie 95 mln dni na L4, w 2009 r. już 126 mln dni.

Tymczasem wg kontroli z pierwszego półrocza br., co dziesiąty pracownik, będący na zwolnieniu, jest zdolny do pracy.

Pracodawcy dążą do zmiany obowiązujących przepisów. Chcą płacić pracownikowi jedynie za pierwsze 2 tygodnie, a nie 33 dni zwolnienia. Zresztą ZUS dopiero po tym czasie przeprowadza ewentualną kontrolę chorego, bo obowiązek płacenia świadczeń spada wówczas na niego.

Inny postulat, to brak wynagrodzenia za pierwsze dni choroby. Kraje, gdzie pierwsze trzy lub cztery dni zwolnienia lekarskiego nie są płatne, mają mniejsze wskaźniki absencji - zauważa "Dziennik Gazeta Prawna".

Artykuł sprytnie pomija że Polacy pracują ponad siły. [17+]
zieworzak_kurybel dzisiaj, 10:34
Musimy się bronić a te zwolnienia to jedyny dostępny i skuteczny sposób walki o prawo do odpoczynku ( koń musi odpocząć bo inaczej zdechnie a co dopiero człowiek) musimy się ratować w taki sposób. Państwo jest skrajnie po stronie pracodawców. Rząd bezczelnie toleruje okradanie i wyzysk pracowników. Dla neoliberała człowiek to zwierze które ma tyrać i zdechnąć przed wypłatą. A my się tylko bronimy w tej walce o przetrwanie.

Nie płacenie za pierwsze 3, 4 dni zwolnienia lekarskiego to jakaś bzdura! [12+] agent_tomek dzisiaj, 09:01
Przecież tyle przeważnie trwa zwolnienie. To co? Lepiej żeby pracownik przyszedł z grypą i pozarażał resztę personelu?

Przykład idzie z góry. Każdy Prezes na wylocie idzie w...
~Poznaniak dzisiaj, 12:30
"chorobowe". Moim zdaniem należałoby zacząć kontrole od takich właśnie "chorych". Dziwnym trafem, jak się szykuje jakaś afera na szczytach, natychmiast zainteresowani idą w "chorobowe". I co na to Premier ? nie zauważa tego problemu ? A maluczcy na dole biora przyklad.

NO CÓŻ W POLSCE WSZYSCY WSZYSTKICH ROLUJĄ !!!!!
~JOHN555 dzisiaj, 12:30
JAK PRACODAWCA STARA SIĘ WYROLOWAĆ PRACOWNIKA PRZY ZAWARCIU UMOWY O PRACĘ I PRZY WYPŁACANIU WYNAGRODZENIA. TO TAK PRACOWNIK STARA SIĘ JAK MOŻE I POTRAFI ODBIĆ SOBIE PONIESIONE STRATY U TAKIEGO PRACODAWCY !!
DOBREGO PRACODAWCY NIKT NIE BĘDZIE ROLOWAŁ !!!

PISMAKU !!! przeczytaj - to nie robol jest przyczyną
~socjalista dzisiaj, 12:24
statystyk, tylko lekarze,prawnicy i nadzorujący światek przestępczy,czyli ministrowie,prezesi,dyrektorzy którzy bojąc się wyrzucenia na zbity pysk lecą do lekarza a ten bezzasadnie wali im 6m-cy zwolnienia.Ale nimi nie zajmnie się prokurator bo lekarz by się zemścił i następnym razem by prawnikowi nie pomógł,czyli rączka rączkę myje.Ze złamaną nogą chodziłem do ZUS-u co miesiąc na kontrolę a pani przez drzwi(p.o)dyrektora którą chciała wyrzucic;nowa miotła: przez 6 m-cy nie była ani razu.Odwagi pismaczki,piszcie i o nich.CHyba że to zlecenie od nich, no to gratuluję zarobku.

Tą statystykę zawyżają służby mundurowe !!!!!!!
~ocet dzisiaj, 06:58
Codziennie 15% - 20% stanu etatowego jest na zwolnieniach lekarskich i zaden ZUS nie ma prawa ich kontroli .Zwolniena płatne 100% i zaliczane do służby

Pracuję średnio 13 godz. na dobę przez 5 dni w tygodniu.
~Pytanie pracodawcy wczoraj, 21:15
W tym roku opuściłem 4 dni, ale i tak musiałem być pod telefonem. Oczywiście jestem pracodawcą.
A teraz mam zasadnicze pytanie!
Czy pracuję tak ciężko, ponieważ jestem pracodawcą, czy jestem pracodawcą, bo potrafię ciężko pracować?

Spoko.90%"chorych" to pasożytnicze urzędasy.
~menago wczoraj, 21:11
Bez najmniejszego wpływu na produkcje i PKB.

Dane z firm państwowych !!!!
~niwelator wczoraj, 20:23
Dane te tycza sie policji gdzie codziennie 6000 jest na chorobowym o wojsku nie wspomne i firmy pod tytułem zus urzad skarbowy itd. w firmach prywatnych chorych ludzi nie ma !!!!

powinno się nie płacić ani złotowki za L4 ale urzędnikom państwowym
~mikuś wczoraj, 21:01
i innym leniom na garnuszku podatnika.

W Kanadzie pracodawca nic nie płaci ludziom na zwolnieniu. [+16]
anders5 wczoraj, 08:17
Przez pierwsze 5 dni nikt im nie płaci a potem, jeżeli są ubezpieczeni to płaci im ubezpieczalnia. Ten system uzdrowiłby chorowitych w krajach postkomunistycznych natychmiast.

2010.11.01 Poniedziałek Pierwszy listopada godzina 1330 (przedwczoraj byłaby to 1430 - nastąpiła zmiana czasu na zimowy). Temperatura w cieniu +17oC, rano było +5oC.

Na grobach byliśmy wczoraj, dziś czas spędzamy na drobnych pracach ogrodowych, a ja równolegle piszę o sprzężeniach. Dochodzę do wniosku, że lubię odkrywać i formułować teorie, czego istotę najkrócej wyraża cytat zaczerpnięty z czytanej dziś rano książki "Niezwykłe umysły. Jak w dziecku rodzi się uczony.": Zdolność dostrzegania i opisywania wzorców była kluczową umiejętnością... Oczywiście wzorzec (dam sobie głowe uciąć, że w oryginale było "pattern") należy rozumieć jako: regułę, charakterystykę, zasadę, cechę szczególną, teorię itp.

2010.10.29 Piątek Dawno nie cytowałem Korwina, ale jego dzisiejszy wpis na blogu jest taki, że nie można go nie zacytować:

Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o...

pieniądze. Np. socjaliści domagają się PRACY. PRACY i CHLEBA. Rzecz jasna: gdyby dać im bochenek chleba, to cisnęliby nim w ofiarodawcę. Co do pracy – to po jej otrzymaniu najchętniej idą na zwolnienia chorobowe, domagają się jak najdłuższych urlopów, jak najwięcej dni świątecznych...

Np. Związek Nauczycielstwa Polskiego walczy o to, by nauczyciele „mieli pracę”. W rzeczywistości zasną ostro protestuje przeciwko próbom skrócenia wakacji czy likwidacji „Dnia Nauczyciela” (jak zaczynałem naukę w szkole, czegoś takiego nie było, gdy moje dzieci były w szkole, był – ale był to dzień normalnej nauki, tylko kwiatki wręczano Paniom Wychowawczyniom; gdy moje wnuki chodzą do szkół – jest to dzień wolny od nauki; oto drobny, ale wymierny, sukces Ludziów Pracy!)

Oczywiście żadnemu z Ludziów Pracy nie chce się pracować! Oni chcą mieć PENSJE. Nie „zarobki” - co może wiązać się z zaplatą tylko za realnie wykonaną robotę:nie, PENSJĘ.

A potem już jak najmniej się narobić.

Co jest zresztą naturalne, słuszne i godziwe. Tyle, ze system społeczno-polityczno-gospodarczy nie powinien do tego dopuszczać!

A socjal-d***kracja dopuszcza, jak najbardziej.

Czerwoni powinni zmienić hasło na: „PENSJI i SZYNKI”.

Towarzysze! Czemu nie idziecie z postępem!?!

Albo na przykład: in vitro. Ludzie kłócą się, kłócą - mowa nieledwie o Końcu Ludzkości, morderstwach, Teorii Ewolucji... A o co tak naprawdę chodzi? O pieniądze, oczywiście!

Najlepszy poglądowy tekst na ten temat możecie Państwo znaleźć tutaj:

http://dominika-sibiga.blog.onet.pl/In-vitro-dla-kazdego,2,ID416348737,n

I jeszcze film pokazujący prawdziwego komunistę, który z pustego wszystkim życie osłodzi. "Zdrowie powinno być za darmo!"

2010.10.25 Poniedziałek W sobotę i niedzielę konferencja Pafere Liberty weekend 2010.

W przedziale pociągu, którym jechałem do Krakowa siedziały jeszcze dwie Rosjanki (może Białorusinki), młodsza, mówiąca dobrze po polsku i jej matka (nieco ponad 60 lat). Starsza mówiła jak prosto żyje na wsi, że kury, że natura itp... W pewnym momencie powiedziała coś czego nie mogłem nie zanotować, czystą fizykę życia: "Nie cenią, bo nie zdobyli własną pracą". No cóż taka jest prawda, ale o tym nie uczą na żadnych uniwersytetach.

Część pierwsza konferencji dotyczyła polskich wolnorynkowców. Mówiono o Adamie Krzyżanowskim, Adamie Heydelu, Romanie Rybarskim i Mirosławie Dzielskim. W zasadzie mówiono tak, że w mojej głowie nie pozostał żaden komunikat na ich temat. Prelegenci nie wyartykułowali chyba tego co najważniejsze. Później podczas podsumowującej dyskusji, ktoś z sali zwrócił uwagę, że mówiąc o polskich wolnorynkowcach wielkim nietaktem jest pominięcie Janusza Korwin-Mikke. Przewodniczący oczywiście się z tym zgodził.

Część druga to nieznana historia wielkiego kapitalizmu. Pierwszy prelegent Czech Petr Mach trzydziestopięciolatek przypominający swym wyglądem bardziej studenta niż myśliciela, mówił o tym, że społeczeństwa rozwijałyby się znakomicie wówczas gdyby ludzie przestrzegali jedenastu przykazań: dziesięciu tych boskich dotychczasowych i jednego dodatkowego: "Nie wydasz żadnego prawa lub ustawy, która będzie dawała tobie lub twojemu sąsiadowi coś, za co zapłacić ma kto inny". I jak przyznał na koniec jest to rozwinięcie myśli przewodniej Pafere - nie kradnij. Pełny tekst wystąpienia Save Capitalism

Drugim prelegentem był amerykański profesor: Thomas DiLorenzo. Mówił dość szybko i stosunkowo niewyraźnie. Wynotowałem kilka ciekawostek z jego wystąpienia:

  • W Stanach Zjednoczonych w związkach zawodowych zrzeszonych jest 7% pracowników sektora prywatnego i aż 50% z sektora państwowego.
  • DiLorenzo, tak jak i fizyka życia, dzieli przedsiębiorców na przedsiębiorców wolnorynkowych i przedsiębiorców politycznych. każdy oczywiście optymalizuje swoje poczynania, stąd też gdy kolej buduje przedsiębiorca polityczny, a dotacje rządowe dostaje za każdy wybudowany kilometr toru, wówczas buduje go jak najdłuższym.
  • Opowiedział również o ciekawym artykule w prasie waszyngtońskiej zatytułowanym "How WE become rich?", przy czym WE należy rozumieć jako Washington Establishment. Wniosek z tego artykułu był tak, że członkowie WE to ludzie, którzy robią wszystko, by przedsiębiorcy polityczni mogli działać, a ci z kolei im się za to pod stołem suto odwdzięczają.
  • Opowiedział również o tym jak działał odsądzany obecnie od czci i wiary Rockefeller: robił wszystko by obniżać cenę zbytu na produkty ropopochodne i jednocześnie wszystko, by płacić swym robotnikom więcej niż inni. Mówiąc w kategoriach myślenia systemowego poszerzał strumień sprzedaży i tworzył potencjał do szybkiego i rwącego strumienia pracowników - jeśli będą potrzebni wystarczy dać ogłoszenie i od razu będzie wielu chętnych.
Na marginesie tego wystąpienia, zacząłem się zastanawiać nad uniwersalnym wskaźnikiem zamożności społecznej (populacyjnej), takim niezależnym od pieniądza i uwarunkowań historycznych. W pewnym przybliżeniu mógłby nim być średni metraż powierzchni mieszkalnej przypadający na każdego członka danej społeczności.

Bardzo ciekawą postacią okazał się Tadeusz Syryjczyk - wolnomyśliciel (polityk, były minister w rządach Tadeusza Mazowieckiego i Jerzego Buzka, poseł na Sejm I, II i III kadencji), który był u władzy. Z jego wypowiedzi wynikało, że realna władza jest zupełnie czymś innym niż wyobraża ją sobie każdy z nas. "Czym innym jest głoszenie wolnościowych sloganów na konferencji, a czym innym przekonanie do nich tłumu górników, którzy w konsekwencji stracą swe dotychczasowe przywileje finansowe. Umysł i rozumowanie bardzo pragmatyczne, ale jest to równoznaczne z tym, że mało zrozumiałe w powszechnym odbiorze publicznym. Każdy kto nie sprawował władzy nie ma bowiem żadnego odniesienia do tego typu wypowiedzi. Do wprowadzania reform korzystnych dla całego społeczeństwa częstokroć wykorzystywane były triki psychosocjologiczne, a czasem pomagał zwykły przypadek. "Najpierw na sali chwaliło się Rakowskiego za wspaniałe pomysły gospodarcze, gdy sala była tymi pochwałami już na tyle rozgrzana, z dokumentu czytało się kilka punktów, pomijając te najbardziej niewygodne, a już pod decydujące głosowanie poddawało się cały dokument. Głosujący decydenci nie mieli zatem pełnego obrazu decyzji, którą właśnie podejmowali".

Z ciekawostek:
Wszyscy polscy myśliciele wolnorynkowi z okresu końca XX wieku mieli wykształcenie ścisłe i z reguły nie byli związani z uczelniami.

Dzień drugi rozpoczął się filmem "The ultimate resource", i znów wynotowałem kilka myśli:

  • Nigeria biedne rejony wiejskie. Ludzie nie posyłają swych dzieci do szkół publicznych bo:
    • w tych szkołach nikt nie kontroluje nauczycieli
    • Im rejon biedniejszy tym większa liczba rodziców decyduje się na wysyłanie swych dzieci do szkół prywatnych
    • Jeśli nie wiadomo kto, kiedy i za co odpowiada to system nie działa
  • Peru: do chłopa, który z pokolenia na pokolenie zasiedział swój grunt przyszedł ktoś ze stolicy i powiedział, że od tej pory zgodnie z prawem będzie musiał mu płacić za użytkowanie tego gruntu

Po filmie do prelekcji szykowało się dwóch długowłosych filozofów. "Cóż takiego te ancymony mogą powiedzieć" pomyślałem sobie z pewną dozą powątpiewania. Temat ich wystąpienia brzmiał: "Kapitalizm XIX wieku - przebudzenie ludzkości". Zaczęli wolno, ale po chwili się rozkręcili i wykład wciągnął. Główna tezą było to, że ludzie w swej masie atakują kapitalizm jako przyczynę całego zła na świecie, ale jak się temu dokładnie przyjrzeć to okazuje się, że:

  • z kapitalizmem jest wszystko ok dopóki władza nie wprowadzi przywilejów, które chronią raz zdobytą pozycję. (Czyli dotąd dopóki mamy do czynienia z kapitalizmem wolnorynkowym to wszystko gra, w momencie jednak gdy wprowadza się kapitalizm polityczny wszystko się sypie. Nie dodali jednak, że ten pierwszy jest niestabilny, bowiem wypierany jest przez ten drugi.)
  • Prelegenci stwierdzili, że zysk - pojęcie obarczone licznymi negatywnymi stygmatami - osiągany na wolnym rynku jest niczym innym jak miarą przydatności społecznej. Pokazuje on ile są warte, de facto ile wolny rynek płaci za nasze możliwości, umiejętności i intelekt.
  • kolejnym zagadnieniem, które poruszyli była niewolnicza praca dzieci w XVIII Anglii, o której napisano tak wiele złego. Prelegenci spojrzeli na nie niejako z perspektywy fizyki życia. Otóż statystyki zaczerpnięte z 10 pod londyńskich parafii pokazywały, że na przełomie XVII i XVIII wieków śmiertelność dzieci była na poziomie 92%! Na 2073 urodzonych dzieci do wieku pięciu latach przeżyło zaledwie 166. (Okres dżumy krwotocznej zbierającej ogromne żniwo śmierci już się zakończył. Trwała ona bowiem od 1350 do 1670.) I tu zaczyna się zatrudnianie dzieci w nieludzkich warunkach do pracy w przemyśle. Teza jest taka: warunki zaiste były nieludzkie i z tym nie należy dyskutować, ale okazało się, że śmiertelność dzieci się obniżyła. Czyli dobro dziecka było lepiej zabezpieczone w fabryce niż w domu. (Dobro należy rozumieć jako realizację celu życia - żyj/rozmnóż się). Statystyka populacyjna pokazała, że pomimo tego wyzysku nastąpił rozwój populacji.

Link do KAPITALIZM W XIX WIEKU. Przebudzenie ludzkości.

Ich wystąpienie powiązałem natychmiast z tematem, nad którym właśnie pracuję, z myśleniem systemowym.
Myślenie redukcjonistyczne: okropny wyzysk dzieci
Myślenie systemowe: dzieci pracowały w okropnych warunkach ale w owych czasach warunki te pozwalały im przeżyć. Z punktu widzenia rozwoju populacji warunki te były i tak lepsze niż te, które miały do tej pory. (A o tych warunkach nikt nigdy nie pisał. Warto zastanowić się dlaczego.)

Jedną z wad myślenia redukcjonistycznego jest jednoznaczne wartościowanie, a przecież wiosłowanie może być ciężką pracą albo pożądana rozrywką (Ludvig von Mises).

Ostatnim prelegentem był Mateusz Machaj, który poruszył bardzo ciekawe zagadnienie praktycznego propagowania myśli wolnorynkowej. Trudność wynika z kilku poważnych przeszkód naturalnych:

  • Ludzie mają rozdwojenie jaźni: głosują nogami, bo uciekają z Meksyku (kiedyś z Polski) do USA, a potem gdy tylko mają możliwość głosowania, głosują za interwencjonizmem i protekcjonizmem. (To rozdwojenie jaźni wynika z tego samego: braku wiedzy na temat procesów społecznych i optymalizacji czerpania z zasobów). W naszej rodzinie jest dokładnie tak samo: wyemigrowali, a teraz głosują na Obamopodobnych.
  • Zawiść jest motorem zachowań człowieka. Stwierdził, że konieczne jest instytucjonalne hamowanie zawiści i że jak do tej pory sprawdziły się w praktyce dwie takie instytucje: chrześcijaństwo i własność prywatna. Prelegent zaproponował, by wprowadzić jeszcze 11 przykazanie: Nie daj się ponieść zawiści.
  • Przewaga propagandowa anty wolnorynkowców: ktoś kto "natychmiast" rozwiązuje problem jest lepiej odbierany niż ktoś kto rozpatruje wszelkie jego aspekty. Rządzący "ojczulek" przyjeżdża, widzi biedę i mówi "trzeba dać tym ludziom pieniądze".
  • Przewaga instytucjonalna (co ja nazwałbym raczej mocą presji na wyzysk społeczny) Łatwiej znaleźć inwestora i producenta szczepionek niż przeprowadzić odpowiednią akcję uświadamiającą.
Na koniec prelegent zaproponował by wprowadzić modę na wolność. Na co stwierdziłem, że lewacy już taka modę lansują, przy czym w ich wydaniu pod płaszczykiem wolności kryje się bezkarność. Natomiast modą, którą trzeba by stale lansować powinna być moda na własnoręcznie zdobytą własność. Populacyjna prawda jest jednak taka, że większość woli raczej kuroniówkę niż dochodzenie do własności własną pracą.

W dyskusji kończącej sformułowano twierdzenie żywcem wyjęte z fizyki życia: Politycy generują kryzysy, bo w sytuacji trudnej ludzie chętniej oddają im władzę nad sobą.

2010.10.21 Czwartek Przedwczoraj jakiś gość wtargnął do biura partii politycznej PiS w Łodzi i zabił dwóch pracowników tego biura jednego z pistoletu drugiego nożem, poważnie ranił też trzecią osobę. W trakcie zatrzymania krzyczał, że chciał zabić lidera tej partii. Wczoraj ktoś na forum napisał: "Dlaczego nie informują, że za PRL'u był pracownikiem milicji, dlaczego?".

Dziś okazało się, że pytanie to było zasadne:

Ryszard C. współpracował w PRL z milicją

"Gazeta Wyborcza": W PRL-u Ryszard C. handlował walutą i był tajnym informatorem milicji. Potem wyjechał do Kanady, a po powrocie pracował jako taksówkarz. Od lipca krążył po Polsce, szykując atak na biuro PiS.

- Sprawdzamy, gdzie był, czy zapamiętali go pracownicy biur poselskich PiS, ale i innych partii w innych miastach, no i czy dotarł w okolice Nowogrodzkiej - mówi wysoki urzędnik z kancelarii premiera. Na Nowogrodzkiej, w centrum Warszawy, mieści się główna siedziba Prawa i Sprawiedliwości.

Od wtorku policja i służby specjalne badają, czy Ryszard C. - który tego dnia w biurze PiS w Łodzi zastrzelił jedną i ranił drugą osobę - próbował wcześniej dokonać zamachu na prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Na razie najmocniejszą przesłanką, która na to wskazuje, są słowa samego zamachowca. Zaraz po zatrzymaniu krzyczał: "Chciałem zabić Kaczyńskiego, tylko za małą broń miałem". Według źródeł gazety, powtarzał to później pilnującym go policjantom. Opowiadał, że wcześniej próbował "to samo zrobić w Warszawie", ale nie zdołał. O tym dziś w "Gazecie Wyborczej".

Ryszard C.: mam raka
- Mam raka, zostało mi siedem miesięcy życia. Musiałem uporządkować swoje sprawy (mężczyzna sprzedał dom, oddał licencję taksówkarską, rozwiódł się z żoną) - tak źródła serwisu gazeta.pl relacjonują rozmowę zatrzymanego Ryszarda C. z pilnującymi go funkcjonariuszami.

Mężczyzna opowiadał im, że czyn swój planował od roku i niekoniecznie chciał zabić Jarosława Kaczyńskiego, ale "jakiegokolwiek polityka, obojętnie jakiej partii, żeby nie czuli się tacy pewni siebie".

Oczywiście jak się ogląda i czyta takie wiadomości to sprawdzić można je tylko statystycznie lub oglądając materiał dowodowy (co prawda nie mamy dowodów, że nie został podrobiony lub zmanipulowany), skoro wszyscy tak mówią to znaczy, że tak musiało być. Zwróćmy uwagę na ostatnie zdanie. Świadczy ono o dużym zwrocie w komunikatach tego faceta. Na filmach z zatrzymania zionął nienawiścią do Kaczyńskiego, a tu nagle w sposób wyważony mówi o niechęci do polityków w ogóle. Dowowdów nie mam na to żadnych, ale według mnie to informacja zmanipulowana, taka wrzutka dziennikarska, by odwrócić uwagę od nienawiści mordercy do Kaczyńskiego. Źródło: jakiś dziennikarz usłyszał to od jakiegoś ochroniarza. Zostało to ogłoszone drukiem no i teraz jako nowość/ciekawostke podchwycą to inni i też wydrukują, potem wszyscy będa przekonani skoro piszą o tym wszystkie media to znaczy, że tak było. Kiedyś dotrze to do śledczych i pewno zadadzą oskarżonemu takie pytanie: "A może nie chciał pan zabić Kaczyńskiego, lecz po prostu jakiegoś polityka?" Ktoś mu zasugeruje, że tak byłoby dobrze dla śledztwa (np. solidarność policjantów), ten potwierdzi i w ten oto sposób powstanie nowy fakt.

2010.10.18 Poniedziałek Co trzeci Polak pracuje bez stałej umowy

Bez stałej umowy w ubiegłym roku pracowało ponad 27 proc. Polaków. To najwięcej w Europie - informuje "Metro".

Jeszcze niedawno ten niechlubny rekord należał do Hiszpanii - 35 proc. osób bez stałej umowy, jednak obecnie jest ich już tam 26 proc. Na Litwie czasowe umowy ma 3 proc. zatrudnionych, w Czechach i na Węgrzech - 9 proc. Ogółem na czas określony w całej Unii pracuje ok. 14 proc. osób.

Dane pochodzą z raportu "Praca Polska 2010", który na zlecenie NSZZ "Solidarność" przygotowała firma doradcza S. Partner. Według jego autorów, to efekt kryzysu. Praca na czas określony czy na zlecenie jest tak powszechna, bo pracodawcy nie chcą ponosić wysokich kosztów ew. zwolnienia.

Gazeta przytacza przykład 30-latki pracującej na infolinii znanej i szanowanej, dużej polskiej firmy. Powiedziała ona, że co trzy miesiące podpisuje nową umowę z agencją pracy, która współpracuje z pracodawcą. Zatrudniana jest na trzy czwarte etatu (tysiąc złotych na rękę), resztę godzin wypracowuje, gdy jest potrzeba.

"Nie mogę wziąć kredytu ani nawet telefonu komórkowego na abonament, bo nie jestem wiarygodną klientką. Mogę być zwolniona z dnia na dzień. Żyję bez poczucia bezpieczeństwa" - powiedziała dziennikarce "Metra".

To wina SOCJALIZMU
~iii dzisiaj, 08:03
1. Gdyby nie było idiotycznych przedpisów KAŻĄCYCH pracodawcę za zwolnienie pracownika i jeszcze głupszych przepisów śrubujących koszty zatrudnienia to nie byoby tego problemu.
2. Każdy "kapitalista" też pracuje "bez stałej umowy" i w każdej chwili może zostać bez wpływów, jak go wygryzie konkurencja, zachoruje albo przestanie obserwować rynek. Poza tym mimo braku "stałej umowy" jest w pracy 24h na dobę. Jak wam się, proletariusze, to wydaje taki fajne, to się zamieńcie.
3. To nieprawda, że bez stałej umowy nie dostaniesz kredytu. Nie dostaniesz, go dlatego, że masz wpływy rzędu 1000 zł.
4. A bzdura z niemożnością kupna telefonu na abonament jest jeszcze większa. To był pomysł operatorów sprzed 15 lat (debilny, sam wtedy sfałszowałem umowę o pracę w tym celu). Dziś nikt o to nie pyta.

+ --- ~Janusz dzisiaj, 08:27
Zgadza się. Tylko pisz poprawnie - KARZĄCYCH (od słowa "karać"). Bo te socjalistyczne przepisy KARZĄ pracodawcę (wymierzają mu swoistą karę).

+ --- ~ofiara pipy dzisiaj, 08:41
Zgadzam się w pelni z tą wypowiedzią, to wszystko wina istniejącego dalej socjalizmu, jeszcze bardziej teraz rozwiniętego jak kiedyś w prawach pracownika , pracodawca ma tylko dać i dużo zaplacić i nie ma żadnych praw.Dla tych którym się ta wypowiedz nie podoba polecam prowadzić wlasną firme w tym zlodziejskim państwie.

MOJE PYTANIE DO WAS - W KTÓRYM EUROPEJSKIM KRAJU SĄ WYŻSZE KOSZTA PRACY...
don_balon dzisiaj, 07:26
NIŻ W POLSCE? SOCJALIŚCI TŁUMIĄ NASZĄ GOSPODARKĘ JAK TYLKO SIĘ DA I TO OD 20 LAT. KTOŚ ZBADAŁ, ŻE POLACY SĄ NAJBARDZIEJ PRACOWITYM NARODEM W EUROPIE - CÓŻ SIĘ DZIWIĆ, SKORO SWOJĄ PRACĄ MUSZĄ UTRZYMAĆ 600 000 URZĘDNIKÓW PAŃSTWOWYCH... GDYBY NIE BYLI TO ŻYLIBY 100ZŁ/MC.

Ale za to co trzeci inny ma dożywotnią umowę - bez prawa
Roni.onet dzisiaj, 08:04
zwolnienia go (nauczyciele, energetycy i wielu innych) - taki chory kraj po prostu...

2010.10.13 Środa Cytat z artykułu Nie ma przyjaźni między nauką i religią autorstwa Jerry'ego Coyne
[http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,668]

istnieje silny związek negatywny miedzy stopniem religijności danego kraju a akceptacją ewolucji w tym kraju. Kraje takie jak Dania i Szwecja, z niskim poziomem wiary w Boga, mają wysoki poziom akceptacji ewolucji, podczas gdy kraje religijne wykazują nietolerancję wobec ewolucji. Z 34 krajów, w których przeprowadzono badanie opublikowane w piśmie „Science”, USA, należące do najbardziej religijnych, są na samym dole w akceptacji darwinizmu: jesteśmy na miejscu 33, poniżej nas jest tylko Turcja. Wreszcie, w sondażu przeprowadzonym w 2006 r. przez „Time”, oszałamiające 64% Amerykanów oświadczyło, że gdyby nauka obaliła jedno z ich przekonań religijnych, odrzuciliby naukę na rzecz swojej wiary.

Znamienne w tym wszystkim jest słowo akceptacja. Autor nie pisze o zrozumieniu, bo naukowcy dalej nie pokazali ewolucji jako mechanizmu. Nie wytłumaczyli na czym to wszystko polega i jaki jest mechanizm działania, na przykład tak jak tłumaczy się działanie silnika. Ślepota naukowców jest przerażająca, a zadufanie takich gości jak ten powalające. Po pierwsze bracie wytłumacz na czym polega ewolucja, chociażby tak jak robi to fizyka życia, a po drugie omów dokładnie (systemowo i teoriogrowo) jaką rolę spełnia religia w życiu społeczeństw. Każdy z podobnych "pisarzy" epatuje: Patrzcie jaki jestem wspaniały: odkryłem, że Boga nie ma ale nie dostrzega, że religia była zanim zaczęła się jeszcze nauka i nie zastanawia się skąd i po co się wzięła oraz jaki wpływ miała na społeczeństwa w wymiarze populacyjnym. Te "racjonalne" cymbały nie zauważają nawet, że nasze przemądrzałe, zlewaczone i ześwieczczone społeczeństwa po prostu się kurczą!

Co do akceptacji lub nieakceptacji, to wyglada ona mniej więcej tak:

Pewien student w Ohio zbierał podpisy pod petycją o zakaz "niebezpiecznego biwodorku monotlenu, który powoduje rdzewienie, w nadmiernej ilości - choroby żołądka, po dostaniu się do płuc - śmierć, itd." - czyli wody. Tylko kilka osób odmówiło.

Działali przecież w słusznej sprawie... bezmyślnie.

Myśl i zrozum, a nie "akceptuj"

2010.10.12 Wtorek Fiskus znów sięga do naszych kieszeni
[http://podatki.onet.pl/fiskus-znow-siega-do-naszych-kieszeni,19923,3731467,1,prasa-detal]

Nawet miliard złotych może zyskać budżet na zamrożeniu skali podatkowej - informuje "Rzeczpospolita".

W latach 2011, 2012 i 2013 obowiązywać będzie próg procentowy, od którego płacimy 32 proc. PIT - wynosić będzie tak jak teraz 85 528 zł. Nie zmieni się także kwota wolna od podatku, która wynosi 3091 zł. Zdaniem cytowanych przez gazetę ekspertów kryzys i rosnące zadłużenie Polski uzasadniają te działania.

Wg nich jednak najbardziej dotkną one osoby zarabiające najmniej oraz przedstawicieli klasy średniej, którzy na skutek planowanych podwyżek wejdą do wyższej grupy podatkowej.

Zwrócmy uwagę na słowa, których użyto do określenia bardzo istotnych pojęć:
budżet - pieniądze przeznaczone na pensje pracowników państwowych i inwestycje przez nich dokonywane
kryzys i rosnące zadłużenie - zawsze podawane jest to w formie bezosobowej, tak jakby kryzys i zadłużenie nie były wynikiem działań rządu tylko zjawiskiem naturalnym jak trzęsienie ziemi, które dopada wspaniale pracujący rząd.
fiskus - i znów nie wiadomo kto, jakiś niekoreślony byt
Takie tworzenie tekstów prowadzi do absolutnego niezrozumienia zajawiska, czego dowowdem jest pierwszy z wpisów na forum:

Polska to nasz wspólny kraj i to do obywateli należy jej ratowanie.
~Thomas de Groos dzisiaj, 06:58
Rząd nie ma innych pieniędzy niż te zabrane obywatelom w postaci podatków, ceł, akcyzy etc. Skoro sytuacja na świecie jest tak zła, to bez względu na to kto to spowodował mamy niestety bolesny obowiązek zapłacić więcej i zacisnąć pasa. Tym którzy uważają że kraj może zdobyć inne środki od jakiś sponsorów zagranicznych wyrażam współczucie! Nie ma ceny za niezależność - w obecnych czasach ekonomiczną, i tak żyjemy ponad stan - wystarczy porównać wartość importu z eksportem.... skąd się biorą środki na nadmierny import? Oczywiście z podatków! oraz... rosnącego zadłużenia! Zaczynamy coraz mniej wytwarzać i coraz więcej konsumować, to jest prawdziwy dramat! Gospodarka niemiecka jest napędzana eksportem, a nasza.... importem, stąd takie różnice w poziomie życia.

Dlaczego za ZŁODZIEJSTWO TYCH PRZY ŻŁOBIE ma ciągle
~Jaga dzisiaj, 06:54
płacić ten biedny i biedniejszy??????????

A pogonić 2/3 tych pseudo posłów i senatorów nie dając "ODPRAW",
~Henryk dzisiaj, 06:50
to i budżet się naprawi!

Jaki fiskus !?
~Stefan dzisiaj, 06:49
To rząd premiera Tuska nam zabiera a nie jakiś anonimowy fiskus.

ZŁODZIEJE!!!!! Nawet jak kompletnie puszczą NARÓD z torbami,
~Ben dzisiaj, 06:48
to i tak nic nie pomoże! Niech opróżnią swoje konta!

Nic nowego! Zawsze ci złodzieje sięgają
~Albin dzisiaj, 06:45
do kieszeni średniaków i tych jeszcze niżej!

Zlodzieje miliardow z rzadu Tuska bezkarni dobrze sie
~szok wybraliscie dzisiaj, 06:43
maja, a ten bezczelny oszust chce grabic biedne polskie rodziny!!!!!!.

Polska jest uratowana!!!
~optymista dzisiaj, 06:39
Brawo fiskus, oby tak dalej.

Jak dotąd wszystkie pomysły ratowania budżetu przypominają leczenie syfa kremem
euro_kolchoznik dzisiaj, 07:33
Nivea. Zawsze za pomysły wszelkiej maści socjalistów płaci babulinka kupując chleb. Tak to opisałem na swoim na blogu w przypadku zapowiedzi podwyżki VAT i tak samo rozumiem każdy krok zwiększający jakiekolwiek podatki. A problem jest z wydatkami a nie przychodami.

2010.10.09 Sobota Paweł T. namówił mnie na wyjazd do Krakowa na kongres zorganizowany przez "Skargilów", czyli Stowarzyszenie Kultury Chrześcijańskiej im. ks. Piotra Skargi. Wyjazd o 615 pociągiem tanich lini kolejowych. Nie spodziewałem się, że w XXI wieku pociąg może być przeładowany. Bilety kupuje się komputerowo i już na kilka godzin wcześniej operator mniej więcej wie ilu będzie pasażerów, ma chyba również statystyki z lat poprzednich. Nie można powiedzieć, że był ścisk, ale tłok był taki, że wszystkie miejsca stojące były zajęte. Pół drogi przejechaliśmy w przedsionku z drzwiami, ale ponieważ zmarzliśmy przenieśliśmy się do cieplejszego korytarza. Z ciekawostek młoda dziewczyna (chyba Hiszpanka) spała położywszy się twarzą w dół na chodniku tuż przy wejściu do ubikacji. Wszyscy chcący się załatwić dawali przez nią wielkiego kroka.

Kongres zatytułowany: "Dyktatura relatywizmu. Czy stoimy w obliczu nowych prześladowań chrześcijan?" Już w trakcie pierwszego wykładu stwierdzam, że współgra on z fizyką życia.

Najważniejszy wniosek wynikający z fizyki życia można sformułować następująco: społeczeństwo populacyjnie i ogólnie rozwija się wówczas, gdy wszyscy jego członkowie przestrzegają kilku fundamentalnych zasad. Zestawem takich zasad, już dobrze sprawdzonym w praktyce jest 10 przykazań. Oczywiście system, w którym wszyscy muszą stosować się do reguł jest systemem niestabilnym, wyłamanie się bowiem przez jednostkę z ich przestrzegania jest dla niej korzystne. Okazuje się, że w pewnych warunkach Kościół jest instytucją, która najlepiej stoi na straży tego, by odpowiednia większość populacji, w miarę wiernie takich zasad przestrzegała. Poniżej moje przemyślenia zainspirowane kolejnymi wykładami:

prof Roberto de Mattei - "Dyktatura relatywizmu"
Jednym z elementów tego wykładu była historia chrześcijaństwa zogniskowana na zagadnieniu prześladowań, jednak to co zwróciło moją szczególną uwagę było porównanie dwóch projektów memetycznych jakimi są niewątpliwie chrześcijaństwo i islam. Narody wyznające islam dokonują obecnie oddolnego podboju narodów, które kiedyś wyznawały chrześcijaństwo. Europa znajduje się obecnie w IV etapie cyklu Tytlera, natomiast kraje arabskie w II-im. Jesteśmy tak bogaci, że religia nie jest nam potrzebna, a relatywizm jest jednym z przejawów dążenia do poprawienia indywidualnego bilansu start i korzyści kosztem innych. Profesor ma nadzieję, że po chwilowej dominacji islamu, Europa się ocknie (znajdzie się w przymusie współpracy i ją albo podejmie albo zginie) i wróci do chrześcijaństwa.
Jakby na to nie patrzeć, bez względu na to czy wierzymy czy nie fakty są takie, że kraje islamskie notują dodatni przyrost naturalny, a my ujemny i to oni osiadają u nas, a nie my u nich i co gorsza to oni przez pracę na dołach społecznych uczą się, a my piastując różnej maści nieproduktywne stanowiska - głupiejemy.
Cytat, który wpadł mi w ucho: Ustawa bez sankcji, nie jest ustawą. Mówiąc inaczej prawo bez kary za jego złamanie nie jest prawem

s. Michaela Pawlik - "Inwazaja neopogaństwa"
Siostra zakonna, starsza, maleńka i przygarbiona ale mówiła wartko i z humorem - jak rasowy prezenter. Prelekcja dotyczyła hinduizmu. Pani Pawlik jako pielęgniarka (pracująca za strawę i schronienie) spędziła wiele lat w Indiach. Bogowie hinduistyczni to uosobienie ludzkich sprytnych cwaniaczków. Kriszna, według prelegentki, był tak mądry, że świetnie kradł...
Porównane zostały również obie religie: hinduizm podporządkowuje (kastowość) i nie pozwala na wybór, natomiast pełne miłosierdzia chrześcijaństwo jest religią ludzi wolnych. Według prelegentki przez przeciwników chrześcijaństwa wprowadzane są do Europy wierzenia wschodnie tylko po to, by podporządkować sobie społeczeństwo. Co w pewnym sensie koresponduje z tezą z trzeciego odcinka filmu "Oni sprzedali swoje dusze dla Rock & Roll-a" [8 minuta].

prof. Grzegorz Kucharczyk - "Laicyzm - nowa wojująca religia"

José Antonio Ureta - "Dyktatura tolerancji"

Chilijczyk mówił po prostu o zasadzie krtekty - im szybciej reagujemy na nieprawidłowości, tym koszt reakcji jest mniejszy.

Odnoszę wrażenie, że na tej konferencji (nie zdając sobie z tego w pełni sprawy) mówiono wprost na temat największych zagrożeń cywilizacji europejskiej. Nikt inny, a mam na myśli mainstreamowych naukowców, media i przedstawicieli państwa o tym nie mówi. Parawanem jest tolerancja i multikulturowość, a motywem po prostu taniość siły roboczej, którą stanowią emigranci z krajów islamskich.

2010.10.08 Piątek

2010.10.04 Poniedziałek

Cytat z jakiegoś forum:

Jezus nie był ani socjalistą ani komunistą. Socjalizm i komunizm to ustroje PRZYMUSOWE. Ktoś, kto nie chce pomagać innym (poprzez płacenie podatków) jest do tego w tym ustroju zmuszany. Jezus kazał pomagać, ale dobrowolnie, był więc raczej liberałem.

I jeszcze ciekawy fragment z bloga młodego dziennikarza Pawła Rogalińskiego:

Sienkiewicz, pomimo tak olbrzymiej popularności, nie zyskał równie wielkich pieniędzy. Był niestety obywatelem rosyjskim, a ponieważ kraj ten nie podpisał Konwencji Berneńskiej, która dotyczyła międzynarodowej ochrony praw autorskich, pisarz bardzo często nie otrzymywał żadnego wynagrodzenia za milionowe nakłady swych dzieł na całym świecie. Fortunę zaś zarobił Jeremiah Curtin, który jedynie za przekład Quo Vadis wyjechał w podróż dookoła świata.

W 1905 roku Henryk Sienkiewicz otrzymał Nagrodę Nobla. Nie za Quo Vadis, jak podaje wiele źródeł i jak powszechnie się sądzi. Otrzymał ją za całokształt twórczości, „because of his outstanding merits as an epic writer”. W wygłaszanym przemówieniu, autor powiedział, iż jest to wielki zaszczyt dla syna Polski. Dodał też, że „głoszono ją umarłą, a oto jeden z tysięcznych dowodów, że żyje. (…) Głoszono ją podbitą, a oto nowy dowód, że umie zwyciężać”.

To przykład ssawki resergetycznej lidera gospodarczego. Anglosasi określają to jako brain drain. Zjawisko to kojarzy się głównie z ucieczką naukowców do USA (generalnie kraju bogatszego). Nie chodzi jednak wyłącznie o migrację osób. Sienkiewicz pracował w Polsce i był tym, który stworzył, tłumacz natomiast na tym zarobił. Oczywiście tłumacz na mongolski nie zarobił by na tym nigdy. Start myślenia systemowego Ludwig'a von Bertalanffy'ego zaczął się od jego występu na Uniwersytecie w Chicago w 1937, myśl Lidwig'a von Mises'a rozpłynęła się po świecie dopiero po tym jako wyszło angielskojęzyczne wydanie "Ludzkiego działania", Tibor Ganti też wydał się po angielsku.

Problem twórcy polega na tym, że sam musi borykać się z prawidłowym i nośnym formułowaniem swych przemyśleń we własnym jezyku narodowym. Gdy tworzy się coś nowego, takiego, jak na przykład fizyka życia, trzeba opisywać rzeczy zupełnie nowe i trzeba je odpowiednio nazywać. Nazwy "śruba", "obcęgi" - świadczą o tym, że w mechanice swego czasu liderami byli Niemcy, to oni tworzyli i nazywali nowe rzeczy, a myśmy je od nich przejmowali, spolszczając nazwy. Od Słowian świat anglojęzyczny przejął terminów zaledwie kilka (Karel Čapek - robot) - niestety nie jesteśmy liderem.

Przebić się z nowym jest strasznie trudno, bo w zasadzie sukces odnosi się tylko w świecie anglojęzycznym. Ten polski naukowiec jest wielki, który został uznany przez Anglosasów, wielkość Polaka nie zostanie uznana przez Polaków, czego najlepszym przykładem jest Marian Mazur. Sukces za Zachodzie zależy od tłumacza, który w przypadku tłumaczenia tekstu naukowego, może sobie coś niecoś (a nawet wszystko) przywłaszczyć. Jest jeszcze problem dopieszczenia tekstu. Skoro samo pisanie w języku ojczystym wymaga kilkukrotnego przebiegu i wielu korekt, to samo dotyczy również i tłumaczenia, a jakiemu tłumaczowi będzie się to chciało robić?

2010.09.29 Środa Psycholodzy: co czwarty Polak nic nie robi
[http://wiadomosci.onet.pl/kraj/psycholodzy-co-czwarty-polak-nic-nie-robi,1,3705223,wiadomosc.html]

"Metro": Prawie połowa Polaków pytana, co najbardziej lubi robić w wolnych chwilach odpowiada: oglądać telewizję. Co czwarty idzie spać, 23 procent nie ma w ogóle nie ma pasji. Rośnie pokolenie nieszczęśliwych ludzi - alarmują psychologowie.

Listę zajęć najchętniej wybieranych w wolnym czasie przez Polaków stworzyła firma MB SMG/KRC. Wyłania się z niej dość ponury obraz. Tylko 3 proc. z nas chodzi do kina czy teatru, 4 proc. podróżuje i tyle samo gra np. w gry planszowe. 12 proc. w wolnych chwilach gotuje, 9 proc. majsterkuje, a co trzeci twierdzi, że spotyka się z przyjaciółmi. Jednak 41 proc. najchętniej siedzi przed telewizorem, 17 proc. - przed internetem, a 25 proc. śpi. Aż 23 proc. w wolnym czasie nie robi dosłownie nic.

Socjolog Kuba Antoszewski z MB SMG/KRC uważa, że po prostu nie bardzo umiemy wykorzystać wolny czas. - Bo po okresie transformacji, który przeżyliśmy w biegu, to stosunkowo świeże zjawisko. Teraz żyje nam się trochę lepiej, ale musi minąć trochę czasu, nim nauczymy się pielęgnować swoje pasje - mówi.

Fajnie powiedziane "rośnie pokolenie nieszczęśliwych" - a przecież prawda jest taka, że są to ludzie nie potrafiący samodzielnie myśleć i pracujący w zawodach o wąskiej specjalizacji. Ale czemu się tu dziwić, przy takim programie polskich mediów trzeba mieć na prawdę dużo samozaparcia, by nie zgłupieć. Mało kto potrafi ocenić długofalowe skutki oddziaływania naszych mediów na społeczeństwo.

Jeśli się strukturalnie niszczy i wyśmiewa wartości - obecnie przecierz:
Krystyn_id dzisiaj, 07:08
prawda = to co powiedzą w Wiadomościach;
patriotyzm = dokopac "moherom";
tolerancja = ale tylko dla myślących właściwie;
honor = zależy ile można na tym zarobic...
To i nie ma co się dziwic, że pustka dookoła!
Palikotyzacja już nie tylko polityki ale i zycia publicznego się zaczyna.
Cytat: "Nie jest ważne czy droga jest zbudowana, ważne by ludzie myśleli, ze jest zbudowana." (Poseł Palikot)

P.S. Jak ludzie chcą wierzyc miernotom i oszustom tp ich sprawa:
"Lipiec 2010: W ostatnich tygodniach Janusz Palikot wykonał zaskakujący ruch biznesowy. Poseł ma ponad 2 mln euro długu w luksemburskiej firmie CEPI, którą sam założył. Ale Palikot właśnie sprzedał CEPI. Akt notarialny - dostępny dla każdego, kto chce skorzystać z rejestrów sądu w Luksemburgu - ma datę 9 kwietnia."
http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/90332,pieniadze-palikota-z-cypryjskiej-skrzynki.html
http://wiadomosci.dziennik.pl/polityka/artykuly/90206,tajemnica-wielkich-pieniedzy-posla-palikota.html

Jak się zarabia w urzędzie skarbowym 1900,- PLN
~komisarz_skarbowy dzisiaj, 07:28
po 15 latach psiej służby Polsce, to jakie można mieć hobby? Dobrze, że TV w domu stoi i na 3 programy kablówki jest kasa...
US warmińsko-mazurskie
Tusk WON!!!!

Cały dzień pracuję...
~Laminat dzisiaj, 07:52
...więc cóż w tym dziwnego, że kiedy uda mi się wygospodarować chwilę wolnego czasu, to mam ochotę na bierny wypoczynek w postaci książki, telewizji lub snu? Zresztą od lat psychologowie sobie zaprzeczają. Z jednej strony mówią, że w nawale obowiązków zawodowych jesteśmy zagonieni i należy przystanąć, z drugiej, że się lenimy. Może w końcu opracują jakąś spójną koncepcję?

wolna chwila-bo nic nie robie, chyba logiczne, a jednak
~ja, czlowiek dzisiaj, 07:45
bzdety. kolejne "badania" nad niczym. jak mozna w ten sposob cos stwierdzic? moze niech tak pan socjolog pomacha 10h lopata a pozniej zajmie sie majsterkowaniem albo kopaniem w ogrodku, Lub niech caly dzien rozwiazuje jakis problem a pozniej partyjka szachow. za malo wydajemy? kady powinien miec jakies najlepiej kosztowne hobby. juz wszyscy musimy byc piekni. teraz jeszcze dochodzi do tego ze wszyscy musimy chciec cos robic.

DAJCIE SPOKÓJ Z TAKIMI BADANIAMI... CO ONE POKAZUJĄ??
perunvit dzisiaj, 07:44
Kino czy teatr kosztuje. Kto nie daje wiary, niech wybierze się z żoną/mężem i jednym nawet dzieckiem... dojazd, bilety, popcorn, jakiś napój i 100 zł mniej w kieszeni. Podróże kosztują jeszcze więcej. Na zabawę (czy to w gry planszowe czy inne) trzeba mieć czas, a ten czas rónież kosztuje... Kto nie daje wiary, niech popracuje uczciwe, wróci do domu i zacznie się bawić... a gdzie domowe obowiązki? No tak, gosposia zrobi... tylko że gosposia też kosztuje. Majsterkowanie... prędzej z musu (bo coś nawali) niż z racji hobby. Spotkania z przyjaciółmi itd, owszem, jak się znajdzie czas w weekend... Po zwyczajnym dniu (praca, obowiązki domowe) na co zostaje czas, siły i chęci? Pozostaje TV, albo czas na wyspanie się... i co wyszło, że jestem nierobem?? Ehh... łatwo wydawać oceny, kiedy ma się czas i pieniądz, ale cóż "syty głodnego nie zrozumie"

a co z czytaniem książek?
~bea dzisiaj, 07:42
Smutne, że czytanie książek nie otrzymało chyba nawet 1%, skoro nawet o nim nie wspomniano. A książki to przecież "najlepsi przyjaciele - nie wyśmieją, nie zdradzą, a nauczą wiele".

Już wyrosło!
~osemka9 dzisiaj, 07:21
Przecież znikąd żadnej nadziei. Za komuny przynajmniej było światełko w tunelu, że coś się zmieni, jest do czego dążyć. Teraz, kiedy spsiono wszystkie nadzieje, zostaje już tylko płacz nad rozlanym mlekiem. Ale to płacz koniunkturalny, jak wszystko.

Psycholodzy to idioci.
anty_polityk dzisiaj, 07:31
Są to ludzie którzy sami potrzebują pomocy. Wystarczy zobaczyć do czego doprowadzila ich polityka rodzinna i bezstresowe wychowanie 70% młodocianych przestępców chodzi po ulicach a ci idioci zamiast ich uczyć poszanowania to litują sie nad nimi i dlubią im w mózgach jak wieśniak w bułce szukając podłoża ich zachowania- banda debili.

2010.09.28 Wtorek W mediach radiowych aż huczy: Profesor Leszek Balcerowicz, Przewodniczący Rady Fundacji FOR, uruchomił we wtorek 28 września w centrum Warszawy „Licznik Długu Publicznego” przygotowany przez „Koalicję na rzecz Zmniejszenia Długu Publicznego”.

A przecież taki licznik działa już od ponad półtora roku http://www.zegardlugu.pl/. Dlaczego dopiero teraz media wszczęły tak intensywną kakofonię? Odpowiedzi mogą być dwie: albo media na rozkaz nadymają odpowiedniego człowieka albo są tak nieruchawe i bezwładne, że nie widzą oczywistych faktów i dopiero reagują "na wielki ekran świetlny ustawiony na pawilonie „Cepelii” przy skrzyżowaniu Al. Jerozolimskich i ul. Marszałkowskiej."

2010.09.27 Poniedziałek René Descartes (1596–1650), francuski matematyk i filozof, jeden z najwybitniejszych uczonych XVII w.

Garść cytatów:

  • Bardzo powinny być nam podejrzane sądy przyjaciół, kiedy padają na naszą korzyść
  • [książka] Czytanie dobrych książek jest niczym rozmowa z najwspanialszymi ludźmi minionych czasów
  • [państwo] Mnogość praw dostarcza często usprawiedliwienia występkom: państwo o wiele lepiej urządzone jest wówczas, gdy ma ich bardzo niewiele, ale w zamian bardzo ściśle przestrzeganych
  • Nie być użytecznym dla nikogo świadczy o braku wartości
  • Nie wystarczy mieć sprawny umysł, trzeba go jeszcze dobrze używać
  • Prawda ma charakter bezwzględny
  • [stabilność] roztropność nakazuje nigdy nie ufać w zupełności tym, którzy nas chociaż raz zawiedli
  • Trudno jest, pracując jeno na dziełach cudzych, dokonać rzeczy doskonałych
  • [nauka] Tylko to, co da się poznać „jasno i wyraźnie” („clair et distinct”), za prawdę uważać należy [odpowiada to trzeciemu stopniowi poznania, z trzystopniowej skali zaproponowanej przez Auguste Comte]
  • Żądza wiedzy, wspólna wszystkim ludziom jest chorobą, której nie można uleczyć, ponieważ ciekawość wzrasta wraz z wiedzą [zamieniłbym jednak "wszystkim" na "niektórym", JF]

2010.09.26 Niedziela Internet to kopalnia wiedzy i zarazem wielki śmietnik. Pozstanowiłem dziś zaatakować temat "myślenie systemowe", wpuściłem to w google (dla potomnych: najpolpularniejsza wyszukiwarka inofrmacji internetowych na początku XXI wieku i... natrafiłem na wiele cennych dla mnie informacji. (Nie trafiłem do śmietnika, bo mało kto to szprzedaje lub wygłupia się na ten temat)

Strzały:

  1. Strona Michała Toczyskiego, młodego (słowo to należy odebrać z sympatią i uznaniem), który propaguje prowadzenie własnego biznesu. Oto cytat z jego strony: "Nie wiem, czy każdy może prowadzić biznes. Wiem natomiast, że w wielu przypadkach oznacza to zmianę światopoglądu o 180 stopni."
  2. Strona myśleć jak da Vinci
  3. Książka "Piąta dyscyplina", która traktuje o budowaniu samodzielnych organizacji nadążnych o charakterze biznesowym. Potrzeba do nich:
    1. mistrzostwa osobistego - dążenie do ciągłego doskonalenia się,
    2. modeli myślowych - umiejętność analizy, odrzucenia lub zmiany zakorzenionych w nas przekonań, nawyków i odruchów związanych z pracą i z firmą,
    3. wspólnej wizji - jasno sformułowany i konkretny cel organizacji, znany wszystkim jej członkom i skłaniający ich do ciągłego uczenia się,
    4. zespołowego uczenia się - uznanie zespołu za nośnik potencjału intelektualnego większego niż łączny potencjał jego pojedynczych członków,
    5. myślenia systemowego - zdolność myślenia w kategoriach całości zjawisk, procesów lub struktur.
  4. ... i tak można by mnożyć

Strony internetowe często giną, pozwalam sobie zatem na długi cytat z tej wyjatkowo ciekawej, o da Vinci'm:

Myśleć jak da Vinci
[http://www.cyberbaba.pl/content/view/131/95/]

Odkryj bezmiar własnego potencjału intelektualnego i dowiedz się skąd bierze się geniusz na podstawie siedmiu kroków do genialności.

Współczesne badania wykazały, że błędne są założenia, iż inteligencja jest określona w momencie narodzin i odtąd się nie zmienia. Nieprawdą jest również przekonanie, że z wiekiem traci się uzdolnienia i zręczność, i że po 25 roku życia potencjał mózgu maleje z każdym dniem.
W rzeczywistości przeciętny mózg z upływem lat może działać coraz sprawniej. Neurony są w stanie tworzyć skomplikowaną sieć połączeń przez całe nasze życie. Jednym zdaniem twój mózg działa dużo sprawniej niż myślisz.
Na podstawie danych statystycznych z ponad dwustu prac naukowych stwierdzono, że geny wyznaczają nie więcej niż 48% ilorazu inteligencji; 52% jest pochodną opieki prenatalnej, środowiska i edukacji.

Za potwierdzenie tej teorii może nam posłużyć życie, jak się zdaje – największego z geniuszy ludzkości- Leonarda da Vinci. Na podstawie notatek samego mistrza, dzienników i prac Michael J. Gelb autor książki pt. „Myśleć jak Leonardo da Vinci”, opisuje siedem kroków do genialności „na co dzień”.

Poznaj te kroki i spróbuj sama myśleć jak Leonardo da Vinci. Poćwicz również przedstawione tu zasady z dzieckiem. A przynajmniej nie irytuj się jak zarzuca cię pytaniami czy jak zaleje łazienkę, bo właśnie sprawdza w praktyce prawo Archimedesa, ćwicz z nim wizualizację, jeśli zauważysz, że wyraźnie jedna półkula mózgu u niego przeważa, zachęć go do ćwiczeń rozwijających drugą półkulę itd. Może okaże się, że masz geniusza w domu, a może „tylko” bardzo kreatywnego młodego człowieka.

Krok pierwszy to „Curiositá: nienasycona ciekawość życia i nieugaszone pragnienie ciągłej nauki”- dotyczy nas już od kolebki, kiedy ciekawość małego dziecka spędza sen z powiek jego rodzicom i nie pozwala zaznać spokoju nawet na chwile. Bądźmy ciekawi świata jak dzieci i ćwiczmy się w odpowiednim sposobie zadawania pytań: co?, jak?, kiedy?, gdzie?, kto? oraz dlaczego? dojrzale to wykorzystując.
Leonardo prowadził notatnik, w którym zapisywał swoje pomysły, wrażenia i spostrzeżenia dotyczące otaczającego go świata. Zadawał sobie pytania i próbował na nie odpowiedzieć. Takie postępowanie stymuluje nas i uczy kreatywnego podejścia do życia. Niektórzy ludzie będą roztrząsać filozoficzną zagadkę: „Jaki jest sens życia?”, natomiast ci bardziej praktyczni zapytają: „Co zrobić, by moje życie nabrało sensu”? Skuteczne rozwiązanie problemu czasem wymaga zadania pytania z innej perspektywy, zdystansowanego spojrzenia „z zewnątrz”.

Krok drugi to „Dimostrazione: konsekwentne sprawdzanie wiedzy drogą doświadczeń, wytrwałości i gotowości do uczenia się na błędach”. Większość zna tę zasadę, jednak mało kto stosuje ją w codziennym życiu. Leonardo pisał i przestrzegał, iż „najbardziej zwodzą człowieka jego własne opinie”, uprzedzenia i „książkowe przesądy”, bo ograniczają naukową dociekliwość. Aby myśleć jak on, trzeba umieć poddać w wątpliwość własne założenia i przekonania.

Krok trzeci: „Sensazione: nieustanne wyostrzanie zmysłów, zwłaszcza wzroku, jako metoda wzmocnienia doznań”. Zmysły nie tylko przewodzą doznania, miłe czy bolesne, lecz także pomagają rodzic się inteligencji. Im intensywniejsze dochodzące do nas bodźce, tym głębsze jest nasze poznanie. Trenując zmysły, jesteśmy wrażliwsi, szerzej odbieramy rzeczywistość. Leonardo proponuje nam „sztukę wizualizacji” (teraz bardzo rozpowszechnianą, głównie wśród sportowców). Wizualizacja to doskonałe narzędzie wyostrzania zmysłów, poprawiania pamięci, ale także – środek pomagający w przygotowaniu do realizacji życiowych celów, mobilizujący do działania.

Krok czwarty to „Sfumato (dosłownie „rozpływające się we mgle”) – gotowość do zaakceptowania wieloznaczności, paradoksu i niepewności”. Powinniśmy przyswoić sobie umiejętność odnoszenia sukcesów w niepewnych okolicznościach. Zachowanie równowagi w obliczu paradoksu (wzajemnie wykluczające się poglądy) jest nie tylko kluczem do efektywności, ale i sposobem na utrzymanie trzeźwości umysłu w zmieniającym się szybko świecie. Drogą do rozwoju leonardowskich zdolności jest wyrabianie w sobie „tolerancji niejasności” tzn. wyostrzania zmysłów w obliczu paradoksu oraz akceptowania twórczego napięcia. Podejmuj swoje decyzje zwracając uwagę na własne przeczucia, szczególnie teraz gdy w obecnym świecie jesteśmy przytłoczeni ogromną ilością informacji, przeczucie ma wielkie znaczenie.

Krok piąty to „Arte/scienza: dochodzenie do równowagi pomiędzy nauka a sztuką, logiką a wyobraźnią”. Chodzi o zrównoważenie pracy lewej półkuli (odpowiadającej za rozumowanie logiczne, analityczne) z prawą (myślenie całościowe oparte na wyobraźni) czyli o „myślenie całym mózgiem”. Leonardo, zwracając uwagę na detal, logikę, matematykę i dokładną analizę, nakłaniał do rozbudzenia mocy wyobraźni. Łączył on naukę ze sztuką tak, że trudno jest określić: czy był naukowcem studiującym sztuki piękne czy też artystą zgłębiającym naukę?
Nie bądźmy „półgłówkami”, myślmy całym mózgiem, wykorzystując jego cały potencjał!

Krok szósty to: „Corporalitá: kształtowanie wdzięku, oburęczności, kondycji fizycznej i postawy ciała”. Leonardo dostrzegał wpływ postaw i emocji na fizjologię. Jego nieprzeciętne możliwości fizyczne stanowiły dopełnienie geniuszu intelektualnego i artystycznego. Miał świadomość, że rozwijanie sprawności fizycznej jest fundamentem zdrowia fizycznego, bystrości umysłu i emocjonalnego dobrostanu. Ważna była dla niego również koordynacja ruchowa, którą ćwiczył m.in. poprzez pokazy żonglerki na różnych przyjęciach. Z badań przeprowadzonych ostatnio na studentach wynika, że 15 minut żonglerki dziennie znacznie wpływa na rozwój kory mózgowej; wśród studentów w USA jest to coraz popularniejsza forma zajęcia odprężającego.

Krok siódmy „Connessione: poznanie i zrozumienie więzi łączących wszystkie rzeczy i zjawiska. Myślenie systemowe”. Leonardo uważał, że „wszystko powiązane jest ze wszystkim innym”. Tajemnicą niezrównanej kreatywności mistrza było ciągłe łączenie odrębnych elementów w nowe wzorce. Wiele wynalazków i projektów Leonarda powstało przy zastosowaniu tej właśnie metody.

Mistrz Leonardo był geniuszem, co więcej – genialnie podchodził do życia, czerpiąc z niego maksimum korzyści. Wydaje się, że z takim stosunkiem do rzeczywistości trzeba się urodzić, jednak jeśli uświadomimy sobie swoje braki – dlaczego nie spróbować „myśleć jak Leonardo da Vinci”…? Powinniśmy zrozumieć, że nie musimy uważać się za geniuszy, by rozumować jak na geniuszy przystało. Czego wam i sobie życzę. A nuż się uda?

2010.09.24 Piątek [urzędnicy] Cytat z felietonu Stanisława Michalkiewicza "Koncesja na rozmowę z Bogiem", Najwyższy czas, nr:39 25 września 2010 str.XLV:

Podczas rozmowy, jaką dziennikarz „Rzeczpospolitej” Robert Mazurek prowadził z panią posłanką Elżbietą Jakubiak, tak oto dowodziła ona wagi pracy urzędniczej: „Gdyby nie tacy ludzie jak ja, byłby pan bez numeru dowodu, zameldowania...”. A gdy red. Mazurek usiłował nieudolnie się odgryzać, mówiąc: „A gdyby nie biznes, to pani byłaby bez pensji” - pani posłanka Jakubiak wyjaśniła mu z godnością: „To nieprawda! Wypracowuję ją jako urzędnik państwowy, wydając panu zaświadczenie, by mógł pan prowadzić działalność gospodarczą(...). W sumie to ja pozwalam panu pracować!”.

Władza psuje i tu mamy tego dobitny przykład. Te okruchy władzy, które ma to babsko doprowadziły ją do tego, że nawet nie zadaje sobie pytania jakim prawem ona może decydować czy ja mogę prowadzić działność gospodarczą. My mamy rację, ale oni [urzędnicy] mają karabiny.

Złota myśl z tego samego artykułu: Doświadczenie życiowe na przykład poucza nas, że zawsze umiera ktoś inny.

2010.09.22 Środa Kilka tygodni temu wpadł do mnie Łukasz z rewelacją, że przyczyną inflacji nie może być dodruk przez państwo pieniędzy. "Taki dodruk łatwo jest wykazać, bo bank centralny publikuje dokładne liczby baknotów i bilonu w obiegu." - uzasadniał swą tezę Łukasz. Zapytałem się czy widział te liczby, okazało się, że nie. (Widać założył, że skoro są publikowane i łatwo je sprawdzić, to rząd nie posunie się do dodruku).

Parę kliknięć i na ekranie pojawiła się tabelka:
Podaż pieniądza M3 i czynniki jego kreacji (układ skrócony) - dane wstępne: VIII '10 (xls, 94 kB)
[pobrana dziś ze strony http://www.nbp.pl/home.aspx?f=/statystyka/pieniezna_i_bankowa/m3.html]

Kiedy M3 Pieniądz gotówkowy w obiegu
(poza kasami banków)
1997 sierpień 162408,5 27908,0
2000 sierpień 285171,0 34547,7
2010 sierpień 749200,8 92740,3

Czyli według tej tabelki w ciagu ostatnich 10 lat pieniądza przybyło 2.68 razy! (92740,3/34547,7)

Przykładowo w roku 2000 było zatem 100 000 000 000 banknotów, a teraz jest ich 268 000 000 000

Skąd się wzięły te nowe? Ktoś je wydrukował. Pan Józio? Nie, bo pan Józio jakby wydrukował pieniądze to poszedłby za to do więzienia, za fałszerstwo. Pieniądze drukuje państwo. Czy jest to fałszerstwo? Nie, gdy drukuje państwo nie mówi się o fałszerstwie, lecz o instrumentach finansowych.

A kto mówi w tak zakamuflowany sposób? A no wszyscy ci, którzy na tym korzystają, czyli pracownicy państwa.

Najlepiej podsumował to amerykański ekolog Garret James Hardin mówiąc: Podstawową cechą grupy społecznej jest podwójna moralność – inne reguły zachowania obowiązują wewnątrz grupy, a inne poza nią.

Żadnych złudzeń, czysta marksistowska walka grup społecznych. "Państwo" nie pozwala na druk pieniędzy nikomu prócz siebie (podwójna moralność), a w celu zamydlenia oczu stosuje trzy podstawowe taktyki: taktykę von Neumanna, taktykę von Socjalla, taktykę von Krezussa.

Łukasz, jak to Łukasz twierdzi, że polska wikipedia jest do bani i dlatego podesłał mi link do tematu Money supply.

Przetłumaczyłem kilka charakterystycznych fragmentów: W ekonomii podaż pieniądza lub ilość pieniądza definiowana jest jako całkowita ilość pieniędzy dostępnych w danym momencie. Jest kilka sposobów definiowania "pieniędzy", jednak standardowo uważa się za nie banknoty i monety w obiegu oraz depozyty bankowe na żadanie. [In economics, the money supply or money stock, is the total amount of money available in an economy at a particular point in time. There are several ways to define "money," but standard measures usually include currency in circulation and demand deposits (depositors' easily-accessed assets on the books of financial institutions).]

badaniem związku pomiędzy cenami i pieniędzmi tradycyjnie zajmuje się monetaryzm. Są mocne empiryczne dowody na bezpośredni wpływ zwiększania podaży pieniądza na wzrost inflacji. Wpływ ten jednak obarczony jest pewną bezwładnością. [That relation between money and prices is historically associated with the quantity theory of money. There is strong empirical evidence of a direct relation between long-term price inflation and money-supply growth, at least for rapid increases in the amount of money in the economy.]

Mój znajomy doradca biznesowy Bogusław Dąbrowski ujął ten temat następująco:

Kreacja pieniądza przez banki
To co fachowo nazywa się kreacją pieniądza odnosi się oczywiście do banków. Banki kreują pieniądz w postaci kredytu. Kredyt jest również pieniądzem. Banki gromadzą depozyty, które stają się ich własnością (znajdują się w ich bilansie) i legalnie mogą udzielić kredytu w wysokości ponad 90% tego depozytu. Tak więc bank wykreował prawie 100% dodatkowych pieniędzy (w postaci kredytu i zapisu elektronicznego), gdyż jednocześnie w jego zobowiązaniach cały czas znajduje się depozyt, który musi w każdej chwili zwrócić na żądanie klienta. Taki przywilej kreacji pieniądza banki otrzymały od rządu.

Jak na to patrzy klasyczny liberał? Istnienie banku centralnego i uprzywilejowanych banków jest sprzeczne z zasadami wolnego rynku i z moralnością. Obecny pieniądz jest objęty monopolem państwowym, sprzeczność z wolnym rynkiem, w którym pieiądz byłby prywatny. Tzw. kreacja pieniądza jest tworzeniem pieniądza z niczego (fiat money). Wynika to z błędnego założenia, że pieniądz przynosi wartość, że ruch pieniądza przynosi wartość, że im więcej tego pieniądza (w jakichś granichach) tym lepiej dla gospodarki. Klasyczny liberał, którego utożsamiam w dużej mierze z racjonalistą, uważa kreację pieniądza za fałszerstwo i zwykłą grabież. Dlaczego? Wykreowany pusty pieniądz (fiat money) nie ma wartości sam w sobie, jest tylko papierem, albo zapisem elektronicznym. To istniejący pieniądz przekazuje część swojej wartości nowemu pieniądzowi. Objawia się to w postaci wzrostu cen. Inflacujne obniżanie wartości pieniądza dla klasycznego liberała jest grabieżą własności w postaci obniżenia siły nabywczej dotychczasowych oszczędności i pieniądzy będących w posiadaniu obywateli.

Kreacja pieniądza przez bank centralny: operacje otwartego rynku
Drugą aktywnością zwiększającą podaż pieniądza na rynku to wykupywanie obligacji rządowych przez bank centralny. Bank centralny musi stworzyć pieniądze (zwiększyć liczbę kliknięć na klawiaturze) aby wykupić obligacje. Rząd oczywiście nie zwraca długu bankowi centralnemu. Na rynku pojawia się dodatkowy pusty pieniądz (fiat money), który przyczynia się do inflacji cen, czyli grabieży siły nabywczej z istniejącej dotychczas puli pieniądza na rynku. Potocznie klasyczni liberałowie tę kreatywność nazywają "drukowaniem pieniądza" chociaż formalnie banknoty nie są drukowane, ale pieniądz pojawia się w postaci zapisu elektronicznego. Ilość banknotów i monet w całej podaży pieniądza jest statystycznie nieistotna (kilka procent). Używa się również określenia monetyzacja długu.

Te dwie aktywności postrzegane są przez klasycznych liberałów jako jedno z większych niegodziwości rządów i uprzywilejowanego systemu bankowego. Jest to czysta grabież ujawniająca się wzrostem cen.

Obecny system zmonopolizowanych środków płatniczych, w powiązaniu z ciągłym zadłużaniem się państwa jest typową piramidą finansową.

W wolnym społeczeństwie pieniądz jest towarem, który ma autentyczną wartość i jak każdy inny towar jest prywatny.

Warto jeszcze poczytać sobie o inflacji w słowniku fizyki życia.

2010.09.20 Poniedziałek

Przykład presji na wyzysk społeczny a i przy okazji niczym nie ograniczonej jurności:

Jest ojcem 10 dzieci, każde ma z inną kobietą
[http://wiadomosci.onet.pl/regionalne/wielka-brytania/jest-ojcem-10-dzieci-kazde-ma-z-inna-kobieta,1,3691415,region-wiadomosc.html]

Określany jako najgorszy ojciec w Wielkiej Brytanii 25-letni Keith Macdonald oczekuje swoich dwóch kolejnych potomków. Mężczyzna jest już ojcem ósemki dzieci. Jak donosi serwis dailmail.co.uk, Macdonald porzucił wszystkie swoje dzieci - każde z nich ma inną matkę.

Mężczyzna jest bezrobotny, więc wszystkie matki jego dzieci pozostają na utrzymaniu państwa. Mają prawo do otrzymywania: zasiłku dla poszukujących pracy, ulgi podatkowej na dziecko, świadczeń rodzinnych oraz zasiłku mieszkaniowego. Jak obliczono, benefity, które otrzymują kobiety do czasu uzyskania przez wszystkie dzieci 16. roku życia, wyniosą łącznie 1,5 miliona funtów. Pieniądze te pochodzą z podatków, jakie płacą wszyscy mieszkańcy Wielkiej Brytanii.

socjal prowadzi do demoralizacji
mark731 dzisiaj, 14:11
porządni obywatele muszą tyrać na zgniłków, bo czym jest człowiek nie ponoszący odpowiedzialności za swoje czyny??? i co to za państwo co grubymi milionami wspiera patologię?

Po prostu te kobiety chcialy tylko dziecko, bez jego ojca.
~H. z Francji dzisiaj, 14:05
To zachowanie jest normalne na Zachodzie. Sporo kobiet szuka mezczyzne tylko jako narzedzie do splodzenia dziecka, nastepnie zrywa z tym mezczyzna wszelkie kontakty lub zada od niego alimentow. Ten mezczyzna jest tego przykladem.

Z biologii do dobry egzemplarz bo zostawi dużo potomków.
~zosia dzisiaj, 10:44
To tacy stworzyli nasze panowanie na Ziemi.

Niczego to jeszcze nie przesądza, ale kto wie czy nie jest to ilustarcja dążności bogatych w zasoby systemów ludzkich do trutnienia mężczyzn. Będą coraz bardziej próżni, coraz mniej zaradni i w związku z tym coraz mniej potrzebni, aż w końcu tylko niektórzy z nich będą wykorzystywani jako dawcy nasienia...

2010.09.19 Niedziela Wróciłem z Liberty Campu. Rano pobudka o 5.30 i długi spacer wybrzeżem zalewu Sulejowskiego. W drodze powrotnej odkryłem scieżkę przez bagna. Nieśmiało wschodzące słońce oświetla ciężkie do rosy i świetnie widoczne pajęczyny, całość tego naturalnego piękna psują tylko brudne ślady pozostawione przez brudnych ludzi...

Rano wszyscy mozolnie zwlekają się na śniadanie. W końcu całemu temu rozlazłemu towarzystwu, które ma jechać ze mną udaje się usadowić w samochodzie. Ruszamy. Nie ma żadnej mowy pożegnalnej. Szkoda, bo może warto byłoby zamknąć całą imprezę jakimś podsumowaniem.

Na przykład: "Moi drodzy, kończymy ten wspaniały tydzień, a na koniec chcielibyśmy wam dać ostatnie wskazówki:

  • Nie wierzcie swoim nauczycielom, zawsze sprawdzajcie to co mówią, a w celu sprawdzenia przywołujcie logikę, matematykę i cybernbetykę. Życie naszych społeczeństw powinno bowiem podlegać logice, a nie ideologii i emocjom.
  • Jeśli spędzonego tu czasu i wydanych na obóz pieniędzy nie uważacie za stracone zacznijcie działać, działanie bowiem to jeden z głównych atrybutów przedsiębiorczości. Spróbujcie mówić o nas na forach, spróbujcie zachęcić znajomych do udziału w kolejnych obozach, spróbujcie rozprzestrzenić wiedzę, którą nabyliście w ciagu tych ostatnich dni.
  • Uczcie się komunikować - jedną z dobrych metod jest pisanie pamiętnika. Uczcie się zresztą wszystkiego jeśli tylko nadarzy się ku temu okazja.
  • Pamiętajcie również, że cel każdego obiektu żywego, w tym i was, ma dwie składowe: przyswajanie zasobów, o którym tak dużo mówiliśmy oraz "pomyślne pozostawienie po sobie potomstwa".

2010.09.17 Piątek Godzina 1430

Na chwilę obecną na żadnym z 3 najpopularniejszych portali (wp, onet, gazeta) w wiadomościach dnia nie ma nawet wzmianki o sowieckiej agresji z 17 września.

Ważniejszymi tematami dnia okazały się:
Odkryto najdłuższą sieć utkaną przez pająka
Szczecin: sprzedała nieletnią; żyła z jej nierządu
Burza w Nowym Jorku wyrywała drzewa. Jedna ofiara
Zamieszanie wokół spektaklu. Spódniczki za krótkie!
Wywiozła i sprzedała nieletnią do agencji towarzyskiej
Protest szkolnych sprzątaczek: Mamy głodowe pensje
Chcesz siedzieć na dworcowej ławce? Musisz kupić bilet
Tusk znalazł kojący język wobec społeczeństwa
Chlebowski: wróciłem do normalności i odnalazłem Boga
Obejrzała film i postanowiła żyć w luksusie... za darmo

"Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie." - autor nieznany.

2010.09.16 Czwartek

Pani Maria, która raz na tydzień sprząta w naszej firmie opowiedziała mi przytłaczającą (nie znajduję odpowiedniego przymiotnika) historię. Jakiś daleki sąsiad mieszkający około dwóch kilometrów od niej, który "popijał ale porządny był" sprzedał sporą część należącego do niego terenu. Dwa dni temu przyjechało do niego trzech, faceta pobili tak, że następnego dnia rano już nie żył, jeden jego syn znajduje się w szpitalu w stanie ciężkim, a drugiego ("down'atowego") związali i wywieźli do lasu. Koniec informacji.

Czy usłyszy się coś takiego w radiu lub telewizji?

Czy ktoś ich pomści? Czy komukolwiek będzie się chciało dochodzić sprawiedliwości? A nawet jeśli złoczyńcy trafią pod sąd, to jaka kara byłaby adekwatna?

2010.09.15 Środa

Spędziłem, jako gość specjalny, dwa dni na Liberty Campie organizowanym przez The Language of Liberty Institute. Impreza bardzo zacna: około dwudziestu młodych ludzi przez tydzień dowiaduje się o podstawach ekonomii, filozofii i przedsiębiorczości, a przy okazji tworzą własne, jak na razie wyimaginowane, przedsiębiorstwa, które mają być później ocenione przez komisję złożoną z przedsiębiorców. Co więcej wszystko to po angielsku. Niezła szansa na podszlifowanie tego języka przez młodych ludzi.

Celem mojego wystąpienia zatytułowanego "Fizyka życia, a wolny rynek", było pokazanie, że to co prezentują inni wykładowcy nie jest spekulacją myślową lub fliozofowaniem (w złym znaczeniu tego słowa), lecz obiektywnym prawem naturalnym - fizyką zjawisk, które daje się opisać w sposób matematyczny w oparciu o teorię gier i cybernetykę. Po wykładzie otoczyła mnie grupka młodych ludzi. Głównie chcieli rozmawiac na temat prowadzenia firmy. Pytania obejmowały pełny zakres: jaki mam rozkład dnia, jak myślę, co, według mnie, mnie ukształtowało, jaka jest rola przypadku w osiągnięciu sukcesu, co czytać, jak nauczyć się cybernetyki itp. W pewnym momencie, ktoś podsumował moje odpowiedzi: "Mówi Pan zupełnie nie tak jak inni".

Nie mogę ukryć, że połechtało to moją próżność. No cóż, jak bizness zaczęło się od zera i udało się doprowadzić do współpracy około 35 ludzi, zapewniając im nieźle płatną pracę i co najważniejsze zarabiając wyłącznie w warunkach czysto wolnorynkowych - bez protekcji, koncesji, dotacji i znajomych tam gdzie trzeba, to trzeba doskonale wiedzieć i czuć jak dział ta skomplikowana maszyneria (raczej ludzioneria, bo maszyneria to skompliowane urządzenie techniczne, a w biznesie mamy głównie do czynienia z ludźmi). A jak się taką wiedzę ma to odpowiedzi są prawdziwe i spójne, co zapewne każdy z nich wyczuł.

Obawiałem się mojego mocno juz zwietrzałego angielskiego, ale jakoś chyba się udało. Powiedziałem w miarę płynnie, co prawda w swobodzie wypowiedzi nigdy już nie dorównam natywnym Jankesom. Wykłady pozostałych umocniły mnie w przekonaniu, że naukowiec nie wypłynie, jeśli nie przedstawi swych prac w dobrym angielskim (to warunek konieczny, lecz nie wystarczający). No i jestem w kropce: czy kierować siły na tłumaczenie "Fizyki życia" czy też pisać "Fizykę człowieka" i "Fizykę firmy"? A na pomoc Polaków w zasadzie nie ma co liczyć. Polak wierzy głównie w to co mówią inni, tzw. Syndrom Pana Johna). Ayn Rand, w wieku 20 lat, uciekła z sowieckiego piekła do USA, a "Atlasa zbuntowanego" pisała 12 lat, ja jestem już starszy...

Parę ciekawostek:

  • Power corrupts, the absolute power corrupts... absolutely. (Władza psuje, władza absolutna psuje... absolutnie) - John Emerich Edward Dalberg Acton, first Baron Acton (1834–1902). The historian and moralist, who was otherwise known simply as Lord Acton [http://www.phrases.org.uk/]. Wszystko jest procesem, a stwierdzenie "władza psuje" jest żelaznym prawem fizyki życia.
  • Przeciwstawiłem sobie dwie ideologie: libertariańską i komunistyczną. Libertarianie mówią: wszyscy ciężko trenujmy i konfrontujmy swe umiejętności w naturalnych zawodach, jakich dostarcza nam wolny rynek - w rezultacie wszyscy będziemy reprezentowali różny, lecz w swej średniej wysoki poziom, a komuniści: możemy kraść medale mistrzom. Jest to zatem rozterka pomiędzy "różny, lecz w swej średniej wysoki", a "równy, lecz w swej średniej niski". Ludzkie systemy społeczne w naturalny sposób dążą do tego drugiego.
  • Kanton Zug to najbogatszy kanton w Szwajcarii - W kantonie Zug są najniższe w całej Szwajcarii podatki.
    Najbogatszy kraj na świecie to USA - gospodarka USA w największym stopniu na świecie oparta jest na przedsiębiorstwach prywatnych.
  • Roman - jeden z amerykańskich wykładowców - w odniesieniu do całej grupy, której wiekszość stanowili polscy studenci zauważył, że nie mają pojęcia co to jest autoprezentacja i że "nikt nie uczył ich sztuki debaty". Obie te rzeczy wydawały się być dla niego - ucznia amarykańskiego systemu oświatowego - oczywiste i wysoce potrzebne.
  • Zastanawia mnie również to, czy taka impreza doszłaby do skutku, gdyby to tylko studenci musieli pokryć jej całkowity koszt. Ich wpłaty pokrywają koszt zakwaterowania, wyżywienie i korzystanie z sali wykładowej, koszty wykładowców wzięli na swe barki jacyś amerykańscy donatorzy, którzy wspierają The Language of Liberty Institute i Polsko-Amerykańska Fundacja Edukacji i Rozwoju Ekonomicznego, której głównym sponsorem jest Pan Jan Małek.

2010.09.10 Piątek

[media] Wpis internauty na forum:

W 1258 edycji programu taniec z "gwiazdami" wystąpią:
1. Eustachy Adapter - odtwórca 5 planowej roli pana z miotłą w filmie rumuńskim - wooow gwiazda !
2. Genowefa Śrupka - podała papier toaletowy Polańskiemu jak kręcił w Polsce "Pianistę" - wooow gwiazda !
3. Salomea Sejnszfeld - sąsiadka z bloku Pana Fredka, który podobno widział na mieście Michała Piróga - wooow gwiazda.

A gupie babole będą siedzieć i wlepiać gały w ten durny program.

~Gwiazdor , 10.09.2010 09:33

2010.09.09 Czwartek Ciekawe informacje z portalu racjonalista:
[http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,575]

Silna korelacja między wysoką religijnością i biedą bynajmniej nie dziwi. Współwystępowanie nie mówi nam jeszcze nic o przyczynowości. Interesująca jest jednak mapa owego współwystępowania przedstawiona w „New York Times”. Podział grup religijnych jest na tym wykresie dość osobliwy: katolicy, inni chrześcijanie, muzułmanie, inne religie. Skala pionowa pokazuje odczucia, że religia jest ważna, skala pozioma pokazuje dochody na głowę ludności. Jak łatwo zauważyć, lewy górny róg okupują kraje muzułmańskie. Widzimy tu również Indie, wiele krajów katolickich, głównie z Ameryki Łacińskiej, ale jest tu również Polska, nie ma ani jednego kraju z tradycji protestanckiej. Niżej, wśród biednych, ale mało religijnych widzimy same byłe kraje komunistyczne. Najwyraźniej laicyzacja udała tam się lepiej niż industrializacja. Wśród państw charakteryzujących się silną wiarą i wysokimi dochodami mamy zaledwie pięć krajów, od najbogatszych Stanów Zjednoczonych, po najbiedniejszy w tej grupie i stosunkowo najmniej religijny Izrael.

2010.09.08 Środa Kilka cytatów z filmu "Wiek głupoty"

Nie mieliśmy wody bieżącej w domu, trzeba było po nią chodzić, dzięki czemu nauczyliśmy się zużywać ją rozsądnie. Tak samo z prądem.

Amerykanie konsumują energii:
  2 X więcej niż Europejczycy
  9 X więcej niż Chińczycy
15 X więcej niż Hindusi
i
50 X więcej niż Kenijczycy

[postrzeganie] Wciąż pokutuje przekonanie, że uda się znaleźć jedno dobre rozwiązanie.

[snastu][geny/memy] I jeszcze cytat ze "Sztucznej małpy":

Jednak przez ostatnie 30 000 lat wiele z cech człowieka, zamiast się rozwijać, ulega pogorszeniu. Na przykład wzrok – jeżeli zbadać człowieka jako gatunek, zauważymy, że widzi coraz gorzej. To dlatego, że wzrok nie jest nam już potrzebny tak jak kiedyś – argumentuje Taylor. Technologia zaczęła zastępować niektóre z funkcji mózgu. Tak naprawdę przecież poruszamy się teraz szybciej niż kiedyś (chciaż zamiast nóg niosą nas teraz samochody i samoloty) i, dzięki teleskopom, widzimy dalej niż kiedyś. Jako małpy, jesteśmy najsłabsi, ale dzięki technologii – bezdyskusyjnie najsilniejsi.

2010.09.07 Wtorek Wczoraj podczas strzyżenia usłyszałem z ekranu jak Wokulski mówił sprawiedliwość to... Nadstawiłem uszu, bo definiowanie to przecież mój konik. Cytatu nie zapamiętałem, ale dziś wpuściłem w google "wokulski sprawiedliwość" i w pierwszym strzale wyskoczyła strona, która ma rozłożoną "Lalkę" na czynniki pierwsze [Strona wolne lektury].

Cytat znalazłem po dwóch (niesamowite) kolejnych kliknięciach:

— Rozumie się. Zawsze słabi ponoszą koszta zatargów między silnymi.
— A sprawiedliwość? — zawołał Ignacy.
— Sprawiedliwym jest to, że silni mnożą się i rosną, a słabi giną. Inaczej świat stałby się domem inwalidów, co dopiero byłoby niesprawiedliwością.

Ciekawe co na to nasze mainstreamowe media?

Ostatnie zdanie to w najkrótszy sposób wypowiedziana Hipoteza S-Nastu

I wspaniały w swym idiotyźmie cytat z polskiej wikipedii: Washington nie był człowiekiem wykształconym, lecz samoukiem.

2010.09.05 Niedziela Tłumaczę sobie, mocno korzystając z Wikipedii. No i natrafiłem na perełkę, która przelała czarę goryczy i zainicjowała ten wpis:

Szukając ostatnio "zasad azotowych" ze zdumieniem spostrzegłem, że związane z tym hasłem wpisy został przeredagowany tak, że trudno się połapać o co w temacie chodzi, a ich własciwości tak istotne dla biologii są praktycznie nie do wychwycenia. Musiał się do tego przysiąść jakiś uczuny - jam najrozumniejszy na świecie, a wy i tak nic nie pojmiecie.

I dzisiejsza perełka z anglojęzycznej: Konstantin Mereschkowski (Redirected from Konstantin Merezhkovsky) For his brother, a Russian writer, see Dmitry Merezhkovsky - mamy zatem dwóch rodzonych braci w encyklopedii o różnych nzawiskach.

2010.09.04 Sobota Wiele się działo. Znów szambo zalane - tym razem nie burza lecz intensywny deszcz w środę, ziemia nie przyjmuje już wody: i u nas i u sąsiada ryżowisko, a jak się przejżdża po wsiach to w wielu miejscach zza płotów wybiegają rury wypompowujące wodę.

Zamówiłem drewno kominkowe, a budowa z naprzeciwka 14 "gruszek z betonem" no i na naszej uliczce zrobił się zator utopiony w rozjeżdżonym błocie. Ci od drewna pokłócili się z tymi od betonu, ale potem wszystko się ułożyło. My natomiast musieliśmy ułożyć całe drewno w pryzmę. Szmbiarz pomimo, że powiadomiony wczoraj też się uwninął.

O szesnastej pojechaliśmy w odwiedziny do rodziny Mike, który uczy Miśka angielskiego. Kilkanaście dni temu zaczęli prowadzić Bar na stacji benzynowej. Jak przyjechaliśmy nie było klientów i mogliśmy sobie pogadać. Serwują pizzę - robioną na oczach i gotową po 5 minutach. Szybko, smacznie, a ceny umiarkowane. Taka fajna rodzina ludzi dających sobie radę, bez jakiejkolwiek dozy roszczeniowości - tacy Rand'owscy Atlasi. W rozmowie z Panią powiedziałem, że społeczeństwo można przedstawić w postaci kanapki: na dole są zwykli normalni złodzieje, powyżej producenci, a najwyżej ci, którzy też kradną ale inaczej niż ci z dołu - poprzez gadanie, knucie, intrygi i przy wykorzystaniu podstępów moralnych. W załączeniu wspaniały materiał filmowy o nauczycielach, którzy zarabiają gadaniem i wrzeszczeniem.

A ja w tle przez cały czas tłumaczę na angielski moje wystąpienie, które ma się odbyć na Liberty Campie, czytam "Ludzkie działanie" von Misesa i "Kadry decydują o wszystkim" Bieszanowa.

2010.09.03 [politycy] Świetnie opisany przez JKM przykład nowomowy politycznej:

P.Józef Emanuel Barroso, szef Komisji Europejskiej, stwierdził, że "bez euro i bez wspólnego rynku niektóre kraje nie zdołałyby pokonać kryzysu".

P. Barroso - delikatnie pisząc - mija się z prawdą. Państwami, które względnie najlepiej radziły sobie z (rzekomym, a raczej: wywołanym przez KE zresztą!) kryzysem były III Rzeczpospolita i Zjednoczone Królestwo. Pierwsze z nich zachowało złotówkę, a drugie: funta.

To pokazuje charakter d***kracji. Przecież tylko kompletny przygłup, ignorant albo namiętny telewidz może uwierzyć w tak jawnie sprzeczne z rzeczywistością twierdzenie. P. Barroso jednak je wygłasza - w świętym (i zapewne słusznym...) przekonaniu, że zdecydowana większość Hominibus Europaerum należy do jednej z tych trzech kategoryj.

Na koniec szef KE orzekł, że "każdy kraj UE winien podejmować decyzje w sprawie polityki gospodarczej w koordynacji z innymi państwami". Słusznie! Jak mawiał Mikołaj I. Jeżow, szef NKWD: "Jednostka może się mylić; kolektyw nie myli się nigdy!".

Zwłaszcza, gdy walczy z Globalnym Ociepleniem lub zakazuje używania żarówek – na przykład.

Z kolei w radiu podali wieści z GB i USA, że pamiętniki Tonego Blaira sprzedają się jak świeże bułeczki, a Amazon podsumował, że chyba nigdy nikt nie sprzedał swych pamietników w takiej liczbie. Ciekawe co ludzie widzą w takim mydłku? Czyego chcą się od niego dowiedzieć.

W cytowanym w radiu fragmencie wywiadu Blair zapytany o to czy żałuje swej decyzji o udziale w wojnie w Iraku, odpowiedział, że wojna ta to koszmar, że podjecie decyzji było dlań golgotą, lecz pomimo zabitych obywateli brytyjskich decyzji nie żałuje i całą odpowiedzialność bierze na siebie. Fajna sprawa: całość odpowiedzialności, którą ponióśł sprowadza się do tego, że ileś razy teatralnie powtarza, że "całą odpowiedzialność bierze na swe barki" i do niczego więcej! Faktycznie nie ponosi żadnej odpowiedzialności, bo sam nie poniósł żadnej straty.

W wikipedii, zarówno pol jaki i eng nie ma definicji "odpowiedzialności", są różne z różnymi dodatkami (np. odpowiedzialność moralna, odpowiedzialność etyczna, poczucie odpowiedzialności, odpowiedzialność prawna).

2010.09.02

Za nowy podatek zapłacą klienci
[http://www.polskatimes.pl/pieniadze/budzet/302194,za-nowy-podatek-zaplaca-klienci,id,t.html]
Związek Banków Polskich ostro krytykuje pomysł wprowadzenia podatku bankowego. - Nie łudźmy się, konsekwencją będzie podwyższenie cen usług bankowych, np. marż na kredyty, czy też obniżenie oprocentowania lokat - ostrzega dr Jerzy Bańka, dyrektor ds. legislacyjno-prawnych ZBP.

Jednak zwolennicy rządowej propozycji uważają, że jest to lepsze rozwiązanie niż podnoszenie podatków nakładanych bezpośrednio na obywateli.

Propozycja pojawiła się niespodziewanie. Jeszcze kilka tygodni temu resort finansów zaprzeczał, jakoby pracował nad jakimikolwiek planami nakładania obciążeń na banki. Ale sygnał do tego, że coś jest na rzeczy, dał w poniedziałek minister rolnictwa Marek Sawicki. [...]

Jasne, że najlepiej kazać jest płacić podatki tym,:

  • którym można łatwo przywalić. (Cofając np. pozwolenie na prowadzenie działalności lub koncesję)
  • których łatwiej skontrolować. (Banków jest mniej niż obywateli, poprą to również urzędnicy kontrolujący, bo w banku można dostać większą wziątkę)
  • na których można przelać swoją własną pazerność. (Przecież to pracodawcy i banki zdzierają z obywateli, a rząd lud kocha. W istocie pazerni są wszyscy, jedynym czynnikiem, który powoduje, że ceny spadają jest konkurencja, jeśli jej zabraknie ceny szybują do góry. Rząd [+ korzystający ze zbieranych przezeń podatków jego poplecznicy] w narzucaniu podatków nie ma żadnych ograniczeń no i dlatego je podwyższa, zamiast złagodzić swój własny [i popleczników] apetyt - czytaj: pazerność)
A tak faktycznie to wprowadzony podatek dla banków i tak płaci konsument czyli rzeczony obywatel, przy czym w jego świadomości tym złym będzie bank, a nie rząd. Ze strony rządu jest to nie tylko chwilowe zwiększenie dochodów lecz również coś w rodzaju zagrywki poprawiającej PR.

2010.08.30 Poniedziałek Ciekawy artykuł na onecie i jeszcze ciekawsze doń komentarze:

"Niemiecki naród na drodze do samolikwidacji"
[http://wiadomosci.onet.pl/2215648,12,niemiecki_narod_na_drodze_do_samolikwidacji,item.html]

Niemiecki naród się kurczy, a społeczeństwo przechodzi jakościowe i kulturowe zmiany w związku z imigracją z krajów muzułmańskich - ocenił członek zarządu Bundesbanku, socjaldemokrata Thilo Sarrazin, prezentując w poniedziałek w Berlinie swą najnowszą książkę.
Książka pt. "Deutschland schafft sich ab" (Niemcy likwidują się same), zawierająca tezy krytyczne wobec integracji imigrantów, od tygodnia budzi kontrowersje i oburzenie. SPD zamierza wykluczyć Sarrazina z partii, a kanclerz Angela Merkel ostrzegła władze banku centralnego (Bundesbanku), że wypowiedzi Sarrazina szkodzą wizerunkowi tej instytucji.

Sarrazin bronił w poniedziałek swojej analizy sytuacji społeczno-gospodarczej w Niemczech. Jak zaznaczył, jest ona poparta empirycznie i logiczna.

Ocenił on, że każde pokolenie Niemców jest mniejsze niż poprzednie. - Po ponad 1000-letniej historii niemiecki naród jest - czysto ilościowo - na drodze do samolikwidacji - ocenił.

Jak dodał, społeczeństwo przechodzi też poważne jakościowe i kulturowe przemiany. - Imigracja koncentrowała się w minionych dziesięcioleciach w coraz większym stopniu na niewykształconych warstwach z krajów ukształtowanych przez islam - powiedział.

Według Sarrazina problemów z integracją nie mają przybysze ze wschodniej Europy czy państw azjatyckich, lecz przede wszystkim 4-6 milionów imigrantów z państw muzułmańskich. "Nawet w drugim i trzecim pokoleniu ci imigranci są w mniejszym stopniu zintegrowani, jeśli chodzi o edukację czy rynek pracy" - powiedział. Dodał, że można mówić o "równoległym społeczeństwie".

- Przyczyną tych problemów nie jest pochodzenie etniczne, ale pochodzenie z islamskiego kręgu kulturowego - uznał Sarrazin. - Kultura ta ukształtowała ich (imigrantów) w sposób, który nie da się pogodzić ze stylem życia i kulturowymi wartościami świeckiego społeczeństwa". Dodał, że stwarza to dodatkowe socjalne i gospodarcze problemy dla państw europejskich, a koszty socjalne powodowane przez takich imigrantów są większe niż ich wkład w gospodarkę.

Zdaniem Sarrazina Niemcy już dawno temu powinny prowadzić politykę imigracyjną na wzór USA, Kanady czy Nowej Zelandii, "czyli wysokie wymogi dotyczące kwalifikacji i brak transferów socjalnych". - Wówczas 90 proc. obecnie żyjących w Niemczech muzułmańskich imigrantów w ogóle nie przybyłoby do Niemiec - powiedział.

Sarrazin odrzuca oskarżenia o rasizm i - jak powiedział - uważa za niebezpieczne populistyczno-prawicowe ugrupowania, które zyskują na znaczeniu np. w Holandii czy Francji; ugrupowania te posługują się w sprawie polityki imigracyjnej podobną argumentacją, jak Sarrazin. "Nie można jednak negować istnienia problemu, tylko dlatego, że mówi o nim niewłaściwa osoba" - powiedział.

Prezentacji książki Sarrazina towarzyszyła demonstracja około 200 osób - członków organizacji antyfaszystowskich, związków zawodowych, zwolenników Lewicy i Zielonych.

Rzecznik niemieckiego rządu Steffen Seibert oświadczył, że "wypowiedzi Sarrazina szkodzą wizerunkowi Bundesbanku zarówno w kraju jak i za granicą". - Bundesbank musi się nad tym zastanowić - powiedział.

Sarrazin mógłby zostać odwołany z zarządu Bundesbanku na wniosek tego zarządu i tylko przez prezydenta Niemiec. Na poniedziałek prezes Bundesbanku Axel Weber zapowiedział wydanie oświadczenia.

(11) Facet ma rację - byłem, mieszkałem, widziałem.
~NieDlaReligii dzisiaj, 15:53
Muzułmańskie enklawy w Niemczech to początek końca Europy. Ci ludzie przyjechali tam w większości po łatwe pieniądze - nie po pracę. Nie chodzi o to, że oni nie potrafią się zintegrować ze środowiskiem do którego przybyli - oni chcą utworzyć własne, niezależne środowisko i niemal państwo w państwie ! To samo mogłem zauważyć zwłaszcza we Francji - można krytykować Sarko za ostatnie deportacje i zamieszki, nie widząc tego co tzw. imigranci tam wyrabiają i jak żyją ... Niejednemu krytykantowi by "kopara opadła". Nie jestem za powrotem skrajnie prawicowych czy rasistowskich poglądów, ale dla mnie sprawa jest prosta: jeśli wlazłeś między wrony i chcesz pozostać, to kracz jak one. A jeśli nie - wracaj skąd przyjechałeś.

NIe jestem matematykiem ale
~hahaha dzisiaj, 16:29
model rodziny 2+1 (mąż żona i dziecko) nie ma szans z 1 + 4 x 8 (mąż 4 żony każda po osiem dzieciaków)

(-12) Przeraża mnie liczba obecnej na forum tłuszczy, która zieje nienawiścią wobec
eurokomuch dzisiaj, 15:37
imigrantów i "innych". Jak Wam się obcy nie podobają to wynocha do Arabii Saudyjskiej albo Iranu. Tam wszyscy wyznają jedną religię a odmieńcy są przykładnie karani. Chcecie być jak tamte kraje??? Przecież my Musimy zachować tolerancję i naszą europejską wyjątkowość. Z tego juz od 60 lat słynie Unia Europejska. Nie możemy się zniżać do poziomu jakiś barbarzyńców...

(-1) Facet ma całkowitą rację. Niestety lewacki sposób patrzenia
~amator dzisiaj, 16:27
na świat nie pozwala głośno o tym mówić. Dobrze że w Polsce do tego jeszcze nie doszło.

(21) Rok 2050.Niemiecka autostrada.Policyjny patrol zatrzymuje
~gregoor1 dzisiaj, 15:31
do kontroli samochód.Policjant prosi o prawo jazdy itp.Po chwili zadziwiony woła do swojego kolegi z drogówki: te!Mustafa!Zobacz jakie dziwne nazwisko:Schmitt !

(6) Politycy niemieccy znowu ignoruja nie tylko Sarrazina ale narod.
hermansworld dzisiaj, 15:58
Jego ksiazka rozeszla sie w kilka godzin.Na Forach ludzie nie tylko domagaja sie pozostawienia Sarrazina w spokoju a wrecz domagaja sie natychmiastowego wprowadzania reform .Jezeli ten rzad to zlekcewazy to byly to ostatnie demokratyczne wybory.I jeszcze jedno.Jeszcze jest czlonkiem SPD.Jezeli ta go wyrzuci to on zalozy wlasna.Z poparciem 80% spoleczenstwa.Niech Ci, ktorzy go tak krytykuja pomysla.Zanim bedzie zapozno.Chcemy demokracji.Chcemy tolerancji.Ale nie za cene wizerunku o ktorym mowi Seibert.Wiec do roboty Merkel,Westerwelle inne miernoty.

Dlaczego muzułmanie się nie integrują?
kafir dzisiaj, 16:32
Bo gardzą niewiernymi. Z punktu widzenia islamskiego prawa KAŻDY niemuzułmanin jest kimś z gruntu gorszym od JAKIEGOKOLWIEK muzułmanina. Lepszy nie będzie integrował się z gorszym.

SŁYSZELIŚCIE KIEDYKOLWIEK O:
~Irka dzisiaj, 16:06
- DEMOKRACJI W IZRAELU ?
- O PARADACH PEDERASTÓW W IZRAELU ?
-O PRZYJMOWANIU OBCOKRAJOWCÓW DO IZRAELA?
-o ABORCJI W IZRAELU ?
    NIE NIE MOOGLIŚCIE SŁYSZEĆ!
Bo wszelki zło, którego Izrael nie toleruje u siebie propaguje w innych krajach!

Czy Polska wyciągnie wnioski z doświadczeń innych państw,
tetsuya dzisiaj, 16:32
czy będzie usiłowała przekonać się na własnej skórze ,że zbytnia tolerancja dla niezbyt tolerancyjnych wyznawców bardzo boli?

Czytałem że i u nas jest niski przyrost naturalny. Za tej wrednej
h.probus dzisiaj, 15:58
komuny mimo braku zakazu aborcji rodziło się więcej młodych Polaków niż obecnie. Czy to nie dziwne?

Zamilczcie durne lewaki, chcecie zobaczyc w akcji swoich ciapatych
~drobny dzisiaj, 16:26
"Europejczyków"? Zapraszam do Berlina, Paryża, Londynu, Madrytu, tylko nie na zwiedzanie turystycznych atrakcji z przewodnikiem lecz pofatygujcie się o 15 min. marszu od centrum to zobaczycie jak was powitają wasi "islamscy bracia".Czółko.

Upadek Kosciola Katolickiego=Islamizacja Polski!!!
~Ateista dzisiaj, 16:59
Patrzac obiektywnie, we wszystkich krajach Europy Zachodniej, gdzie Chrzescijanstwo zostalo zmarginalizowane, otworzylo to droge do islamizacji tych krajow.
Kilka lat temu, bardzo dobrze to opisala Oriana Falaci w ksiazkach: "Wscieklosc i Duma" oraz "Sila Rozumu". Niestety kobiety za to omal nie zlinczowano, w imie politycznej poprawnosci, a teraz wszystko co opisala dokladnie sie sprawdza, jak proroctwo!
Pisze to w kontekscie naszego kraju i walki niektorych srodowisk lewicowo-liberalnych z Kosciolem Katolickim w Polsce.
Stawiam teze, ze jezeli wyrugujemy Kosciol Katolicki z zycia spolecznego Polakow, to za 20, 30 lat te same srodowiska liberalno-lewicowe, bedea walczyc z islamizacja Polski, ale wtedy moze byc juz za pozno!
Pytanie co jest lepsze? Polski Kosciol Katolicki, z pieknymi kosciolami, wpisany w polska tradycje od 1000 lat, czy moze wszechobecne meczety i prawo szariatu?
Polecam wszystkim krotkowzrocznym aby to przemysleli, zanim zaczna walczyc z Kosciolem Katolickim w Polsce.

Też uważam, że Sarrazin ma całkowitą rację ! Pochodzenie etniczne
art_sob dzisiaj, 16:47
nie jest żadnym problemem, lecz ideologia jaką przynoszą ze sobą imigranci z krajów islamskich. To właśnie zbytnia tolerancja i ślepa moda na cuda, cudeńka z bagienka jest winna temu co się teraz dzieje w Niemczech, we Francji, Holandii, Hiszpani czy W.B. ... Europejczycy przez swoje zadufanie i frustracje zbliżają się do samozagłady. Najbardziej przeraża mnie ta cała pseudo inteligencja, pseudo wykrztałciuchy z pod ciemnej gwiazdy, którzy nie potrafią dostrzec tak ważnego problemu jakim jest Islam ! Ideologia Islamu i religia z tym całym Koranem wymyślonym na kontrę świata chrześcijańskiego jest układem politycznym i niczym innym ! Trzeba być ślepcem aby tego nie zauważyć ! Ta dziwna struktura muzułmańska jest śmiercionośna dla naszej kultury i ideałów. Interesujące jest też to, że tak wielu uważa Koran za księgę pokoju - ciekawostka ! Doktryna Islamu mówi wyraźne aby podbić cały świat i zabić wszystkich innych niewiernych. Oni potrzebują tylko czasu, a są cierpliwi ... doczekają się dni w których Europejczycy stwierdzą, że ostał im się jeno sznur. Nie ma co ukrywać - naszej ojczyźnie też odbija. Jaki jest tego cel aby Polacy pragnęli samozagłady nie potrafię pojąć ... Ciemnota i tyle, bo co innego.

I na koniec informacja od Anki obywatelki niemieckiej polskiego pochodzenia:

O ksiazce trudno tu nie uslyszec, faceta widzialam wczoraj w telewizji, ksiazki nie przeczytam, bo on mi sie zdecydowanie nie podoba, nie robi ani inteligentenego ani nawet sympatycznego wrazenia, nazbieral duzo statystyk i je poukladal i cos mu z tego wyszlo. Do tego populista. To nie jest tak, ze w penych punktach - wyrwanych z jego kontekstu - nie ma wcale racji, ale sposob w jaki to przedstawia i nagina cala reszte kloci sie z moim widzeniem czlowieka. To, co mu z jego teorii wyniklo godzi glownie w muzulmanow. Tu sie wszyscy na niego pienia i piekla, muzulmanie i chrzscijanie, niemcy i nie-niemcy. Afera i moze o to mu chodzilo?

2010.08.29 Niedziela Na forum znalazłem komentarz do artykułu traktującego o tym, ze jakis minister twierdzi, że piekarze zawyżają ceny pieczywa:

Minister zdenerwowany
~X dzisiaj, 09:22
Jestem z zawodu piekarzem,prowadziłem w Polsce piekarnie przez 25 lat,to był zakład rzemieślniczy założony przez mojego Pradziadka w 1904 roku.Byłem 4 pokoleniem.Po roku 1989,zainwestowałem spore środki i zbudowałem bardzo nowoczesny i zaawansowany technolobicznie zakład,dałem pracę ponad 50 osobom,wyszkoliłem 40 uczniów-czeladników.
Wszystko zaczęło się rozsypywać w chwili wejścia na Polski rynek Hiper i Supermarketów,które żądały niskiej ceny,nawet kosztem jakości,dodatkowych opłat tzw.półkowych.Na rynku pojawiły się piekarnie zakładane przez Osoby bez doświadczenia zawodowego,traktujące tę branżę jako tylko chwilowy "biznes".Cóż,zamiast płakać sprzedałem mój zakład takiemu właśnie "biznesmenowi"uznając to za lepszy interes niż "trwanie".Nie żałuję,mieszkam i pracuję za granicą.robię to co potrafię i lubię. 1kg pieczywa kosztuje ok.5-6 euro.Pracownik zarabia godziwie,nikt nie uważa produkcji pieczywa za strategiczną misję społeczną.A co najważniejsze nikt nie uważa osoby prowadzocej swoją firmę i zarabiającą nawet b.duże pieniądze za wroga,spekulanta.Zamiast kogoś pomawiać,podliczać,zazdrościć,można samemu wziąć się do pracy,podjąć ryzyko finansowe,pracowac często nawet po 18 godzin na dobę.Kredyty są po to aby je brać ale na inwestycję a nie na konsumpcję.Przykro to pisać ale... tak zakończę bo nie chcę nikogo obrazić.

Podkreśliłem to co według mnie najważniejsze czyli wyrażony innymi słowy Podstawowy Mechanizm Bogacenia Społeczności.

2010.08.28 Sobota Przeczytałem sobie jak to było z "Ludzkim działaniem" - wielkim dziełem von Misesa:

Z różnych przyczyn traktatu Misesa początkowo nie zauważono. Jedną z nich był nieszczęśliwy zbieg okoliczności: Nationalökonomie - pierwsza, niemiecka edycja Ludzkiego działania, ukazała się w Szwajcarii w chwili, kiedy wydawca musiał zrezygnować z dystrybucji książki, gdyż rozpoczęła się II wojna światowa. Inną przyczyną braku zainteresowania dziełem Misesa było to, że początkowo nie docenili go nawet przedstawiciele szkoły austriackiej, do której należał Mises. W recenzji z 1941 r. Friedrich Hayek wyrażał zakłopotanie tym, że dociekania Misesa idą w kierunku niezależnym od badań pozostałych przedstawicieli szkoły, a rozwój jego teorii jest zdecydowanie autonomiczny. Wraz z upływem czasu dostrzeżono, że traktat Misesa podejmował istotniejsze wątki teorii założyciela szkoły szkoły austriackiej Carla Mengera i twórczo je rozwijał. Jak pisze Joseph Salerno, Mises chciał rozwiązać dwa istotne problemy, których nie rozwiązali jego poprzednicy: problem statusu konstruktu równowagi oraz rozziewu między teorią pieniądza a teorią wartości. Zajął się zagadnieniami porzuconymi przez resztę szkoły, toteż siłą rzeczy działał w odosobnieniu.

Znaczenie traktatu dostrzeżono, kiedy w USA (New Haven, Yale University Press 1949) i Wielkiej Brytanii (London, W. Hodge & Co., 1949) ukazała się jego rozszerzona wersja angielska Ludzkiego działania pod tytułem Human Action: A Treatise on Economics.

2010.08.25 Środa I kolejny materiał o urzędnikach. [urzędnicy] tym razem cytat z artykułu Marka Łangalisa "Reformy kończące deficyt" z Najwyższego Czasu nr. 35-36/2010, str.XXI :

Zgodnie z wyliczeniem Jacka Sierpińskiego – podczas rządów Platformy przybyło 60 tys. urzędników (wzrost do poziomu 636 tysięcy), a od samego wstąpienia do Unii Europejskiej sto tysięcy. Co gorsza pracujący w administracji publicznej otrzymują średnie wynagrodzenie na poziomie 4 722 zł. Miesięcznie, podczas gdy dla całego sektora prywatnego ta średnia wynosi 2 955 zł. Wynika z tego, że zatrudnieni w administracji publicznej otrzymują o 60% wyższe wynagrodzenia niż ludzie, którzy muszą na nich pracować. Dlatego pierwszą i podstawową reformą, od której należy zacząć reformowanie państwa jest zwolnienie 200 tysięcy urzędników ze skutkiem natychmiastowym. Być może brzmi to bardzo populistycznie, ale po udaniu się do jakiegokolwiek urzędu tylko ślepiec nie zauważy, że dyscyplina oraz obłożenie pracą znacząco odbiega od standardów w sektorze prywatnym. Jeżeli jakikolwiek rząd wda się w dyskusję z urzędnikami, już przegrywa na starcie. Od lat lobby urzędnicze się tłumaczy, że to ustawodawca nakłada na nich tyle obowiązków, stąd takie zatrudnienie. Być może istnieją w Polsce urzędnicy państwowi przeładowani pracą, ale są jak Yeti – wszyscy o nich mówią, ale nikt jeszcze nie widział.

[media] [artyści] I ciekawostka dotycząca chyba nie tylko Francji z artykułu Bogdana Dobosza "Dziś prawdziwych Cyganów już nie ma?" z Najwyższego Czasu nr. 35-36/2010, str.XXVIII:

"Journal du Dimanche" opublikował wyniki kolejnego plebiscytu na najpopularniejsze francuskie "osobistości". Lista 50 nazwisk zawiera głównie nazwiska piosenkarzy, prezenterów TV, aktorów, piłkarzy. Jest na niej aż trzynastu kabareciarzy i zaledwie dwóch polityków. [...] Nie ma tu praktycznie pisarzy, filozofów, działaczy społecznych. [...] Plebistyt wygrał po raz ósmy (a jednocześnie szósty raz z rzędu) były tenisista, a obecnie piosenkarz Yannick Noah.

2010.08.24 Wtorek Dla wszystkich etatystów i zwolenników powszechnej kontroli Państwowej:

Quis custodiet ipsos custodes?
Któż pilnować będzie samych strażników - tak tłumaczy się tę łacińską sentencję.

Jak widać oni już przerabiali to na co my ciągle dajemy się nabierać. No cóż, jest to problem wymiany pokoleń - młodzi nie rodzą się mądrzejsi o doświadczenia swych przodków.

I ciekawe dane statystyczne: [urzędnicy]

Pracodawcy: ciąć armię urzędników
[http://biznes.onet.pl/pracodawcy-ciac-armie-urzednikow,20138,3537145,1,prasa-detal]

Zarabia 40 proc. więcej, niż wynosi średnia płaca w Polsce, a o posadę nie musi się bać, bo tylko w ubiegłym roku w jego sektorze zatrudnienie wzrosło o 10,5 proc. Kto to? Urzędnik. Polska Konfederacja Pracodawców Prywatnych "Lewiatan" domaga się, by ograniczenie armii urzędników w Polsce stało się jednym z elementów pakietu oszczędnościowego, nad którym pracuje rząd Donalda Tuska.

Jak wyliczyli eksperci Lewiatana, tylko w 2009 r. zatrudnienie w administracji publicznej wzrosło o 40 tys., z czego o prawie 16 tys. w państwowej i o ponad 24 tys. w samorządach. Łącznie na koniec 2009 r. obsługiwało nas ponad 430 tys. urzędników. - Sytuacja wymknęła się spod kontroli. Nie ma żadnych racjonalnych przesłanek, które uzasadniałyby tak ogromny wzrost zatrudnienia - komentuje dr Małgorzata Starczewska-Krzysztoszek, główna ekonomistka PKPP "Lewiatan". Dlatego pracodawcy zamierzają zaapelować do premiera, by ten odchudził armię urzędników w Polsce. - Same zapowiedzi zamrożenia płac w budżetówce to zbyt mało - dodaje Krzysztoszek.

Jak wyliczyli eksperci PKPP "Lewiatan", zatrudnienie w administracji wzrosło w latach 2000-2009 o ponad 113 tys. osób (prawie 36 proc.), w tym w administracji państwowej o prawie 47 tys. osób, a w samorządowej - o prawie 66 tys. osób. Jednak najbardziej bulwersujące zdaniem pracodawców jest to, że w administracji państwowej i samorządowej w samym tylko 2009 r., kiedy to rząd mówił o oszczędnościach, zatrudnienie wzrosło aż o 10,5 proc. -_W 2009 r. nie przybyło państwu i samorządom zadań, które wyjaśniałyby konieczność wzrostu zatrudnienia - oceniają eksperci PKPP "Lewiatan".

Rośnie nie tylko zatrudnienie, ale też wynagrodzenia urzędników. Według GUS średnia płaca w administracji była w ub.r. o ponad 25 proc. wyższa od średniej płacy. Według najnowszych danych w pierwszym kwartale br. średnia miesięczna pensja sięgała 4,7 tys. zł i była aż o 42 proc. wyższa niż średnia płaca. Fundusz płac w administracji wzrósł w ub.r. o 14,4 proc. - Łącznie na płace w administracji wydaliśmy w 2009 r. 20 mld zł, z czego 10 mld zł w administracji państwowej - wyliczył PKPP "Lewiatan". - Jeśli rząd poważnie myśli o walce z biurokracją, to musi zamrozić nie tylko płace, ale także zrestrukturyzować zatrudnienie - dodaje Krzysztoszek.

Po jednym dniu komentarzy było 1426.

Gdzie znajdę miejsce PŁACY?
~Urzędnik wczoraj, 18:36
Jestem urzędnikiem gdzie znajdę miejsce PŁACY gdy zlikwidujecie mi urząd? :(

(-12) I co to da???
~xXx wczoraj, 20:58
Że powstanie kolejna armia bezrobotnych, którch i tak trzeba będzie utrzymać??? Tak przynajmniej coś robią i mimo wszystko sprawy w urzedach można załatwić szybciej. Pieniędzy należy szukać tam gdzie one faktycznie są, czyli w mądrych inwestycjach. Na oszczędzaniu jeszcze nikt nie przeżył. Jak nie wierzycie to spróbujcie sami przeżyć tylko oszczędzając, każde zapasy się wyczerpią jeśli nie będzie źródła dochodu. Proste.

(-22) Pracodawcy: ciąć armię urzędników
alfatah111 wczoraj, 16:40
a może "pracodawcy" powiedzą jaką mają dla tych ludzi alternatywę?

(+10) W roku 1991..
openworld wczoraj, 22:59
było 160tys. urzędników. Mówiono o konieczności informatyzacji w celu zmniejszenia ich liczby. Wtedy komputer kosztował tyle co teraz bardzo dobry samochód. Teraz jest może z 600tys urzędników (?) i każdy ma komputer. Komuna nie miała racji? Czy to jakiś cyrk Monty Pythona?

urzędnicy
~serpico dzisiaj, 08:37
Od niedawna przyszło mi pracować w kontakcie z urzędnikami gminnymi.Wszyscy młodzi,wykształceni i wręcz "pożerają"wszystkie kursy jakie im się nawiną.Jak się temu przyjrzeć to okazuje się,że są po różnych wręcz "egzotycznych"studiach,nieprzydatnych w pracy w jednostkach samorządowych.Drogie kursy i szkolenia są im potrzebne przede wszystkim do dorabiania na zleceniach z zaprzyjaźnionych urzędów bo zasadą w gminach jest zatrudnianie ekspertów tak jakby ich własni pracownicy niczego nie potrafili.Generalnie każdy jest specjalistą od kreski,kropki,przecinka i nic więcej.Potwierdzam to co przeczytałem a mianowicie,że efektywność pracy urzędniczej jest tragicznie niska.Od podejmowania decyzji uciekają na wszystkie możliwe sposoby.Każde wybory samorządowe powodują wzrost zatrudnienia kadry urzędniczej bo zazwyczaj zmienia się naczelników a szeregowi pracownicy pozostają i do nich dochodzi nowy "zaciąg".W tym systemie degenerują się jako pracownicy młodzi i wykształceni ludzie,którzy z braku innej pracy trafiają do jednostek samorządowych.Kwestia odpowiedzialności za decyzje urzędników jest zagmatwana jak nigdzie indziej.

Polska to dziki kraj-zatrudnia coraz więcej nierobów urzędników
~obiektyw dzisiaj, 06:48
a przedsiębiorcy,którym urzędasy uprzykrzają na co dzień życie-harują,żeby na płace urzędników zarobić

wystarczy zwolnic 5% urzedniczej wierchuszki
~urzednik1600nalape dzisiaj, 07:28
zeby srednia plac w calej budzetowce spadla ponizej sredniej-oto cala prawda

20 mld zł rocznie to tylko obciążenie z tytlułu wynagrodzeń.
andrzej5213 dzisiaj, 07:16
A gdzie koszty jakie społeczeństwo ponosi aby tej szarańczy opłacić ZUSy, pomieszczenia, komputery, telefony, samochody służbowe itp? Urzędnik jest elementem przymusu państwowego i rząd nie zrobi nic w kierunku ograniczenia zatrudnienia w adm. bo nie ma wtym żadnego interesu.

Kretyn i Paranoik Bismarck wymyślił koszmar emerytalnego systemu a potem to sie
~doc ekonomii dzisiaj, 05:44
przekształciło w dzisiejszy system emerytalny niszczący Polskę i Europę.Zjadający włąsny ogon upiór ekonomiczny !!!!!!!dajacy jedynie pożywke milionom urzedników...................i górom papieru

+--- ~caravagio dzisiaj, 07:10
Nie żebym bronił Bismarcka, ale on to doskonale wykombinował i nie po to by było komukolwiek lepiej , ale po to by zasilić kasę państwową , niewielu wtedy dożywało emerytury inaczej niż teraz. Wtedy to działało rewelacyjnie , a teraz jak jest to każdy sam widzi.Bismarck też jest autorem stwierdzenia, że Polaków nie należy eksterminować , wystarczy dać im władzę sami to zrobią.

społeczenstwo dzieli sie na diwe grupy: tych co Two-rzą i tych co MARnują
~atman 232 dzisiaj, 05:26
typowy urzednik to taki co NIC nie wnosi do społeczenstwa.

(6) I co jeszcze?!Może zamknąć "Naszą Klasę"???!!! I co będą robić ci ludzie ?!
wiewiorskiinzynier wczoraj, 20:04
Kafelek nie potrafią kłaść,wongla fedrować,ani ziemniaków kopać,przecież supermarkety nie potrzebują tylu ochroniarzy!

(30) CZY KTOŚ WIDZIAŁ KIEDYKOLWIEK OGŁOSZENIE
~Rumburak wczoraj, 19:42
O PRZYJĘCIACH DO PRACY W ZUS-E,URZĘDZIE MIASTA CZY W SKARBÓWKACH ? BO JA NIE

+--- ~beata-pracownik zus wczoraj, 20:27
Tak, ja widziałam. Na stronie www.zus.pl jest zakładka "praca" i właśnie tam szuka się ofert pracy na dane stanowiska. A oferty pracy z Urzędów Miejskich są na stronach BIP. Pracuję 8 rok w Oddziale ZUS i zarabiam 1830 brutto, po studiach i wcześniejszym stażu.

(15) Sytuacja wzięta z życia, czyli urzędnik w praktyce.
jlv wczoraj, 22:40
Otóż w naszym bloku doszło do wykupu mieszkań przez lokatorów (powstanie wspólnota mieszkaniowa). Takie coś wymaga poświadczenia notarialnego, więc 8 rodzin (mąż i żona, a więc 16 osób) musiało się stawić u notariusza, by dopełnić formalności. Kancelaria notarialna przyjmuje od godziny 10 do godziny 17. Więc 16 osób proponuje, by wizytę ustawić na godzinę 15-16, bo wrócą z pracy (najwyżej ktoś się urwie godzinę-dwie wcześniej, to idzie zrobić) i załatwią, co trzeba. Nadmienić muszę, że przy tej procedurze musi być urzędniczka gminy, bo ona musi skontrasygnować akt notarialny. I co się okazało: wyszedł termin 11-13 godzina, bo urzędniczka pracuje od 7 do 15. I potem nie. Oczywiście mogłaby ustawić się w urzędzie, że tego dnia przyjdzie do pracy na 9, a wróci po 17. Skądinąd wiadomo, że małych dzieci nie ma czy coś w tym typie, więc jedyne, co stało na przeszkodzie, to jej chciejstwo. W efekcie 16 osób brało dzień wolnego (bo to ani wyrwać się tak wcześnie z pracy, ani potem do niej wrócić) tylko dlatego, że biurwa ma kaprys.
To urzędnik dla obywatela, czy obywatel dla urzędu? Przecież tą babę należy w trybie natychmiastowym zwolnić.

Opamiętanie przyjdzie ale za późno! Tylko 5mln.osób w tym kraju pracuje na
~dziadek wczoraj, 23:09
PKB reszta to ludzie korzystający z dorobku tych pierwszych chociaż pracują a niektórzy twierdzą że ciężko.Co gorsze to pracujący na PKB są gorzej uposażani niż urzędnicy nie mówiąc o składkach ZUSowskich czy FE.Skąd się wzięło 700 mld.długu publicznego min.stąd że zatrudnia się ludzi którzy nic nie tworzą ale płaci się im z budżetu zadłużając państwo.

W spółce PL.2012 na 71 pracowników jest aż 30 dyrektorów.
~grzegorz wczoraj, 23:55

Gdzie Waszym zdaniem ma pracować armia młodych
~GG wczoraj, 21:42
magistrów: pedagogów, psychologów, socjologów, teologów, filozofów, nauczycieli przedmiotów,prawników po prawie administracyjnym, specjalistów kulturoznawstwa i zarządzania itp.

2010.08.14-23 Tygodniowe wakacje we Francji.

Zwiedzanie Lozanny, Genevy, standardowa wycieczka w Chamonix (Cham, Montenvers, Plans des Aguilles, Cham) widoczność gór zerowa, całodniowa wyprawa po Merdeglasie i na koniec canioning z Benkami.

Dom, w którym mieszka Philippe należał onegdaj do chłopa, który na kursach korespondencyjnych nauczył się robić części do zegarków i same zegary. Po jego śmierci dom został rozszabrowany (!) ale sporo różnych skarbów pozostało na strychu. Kamilka wybrała z nich stare zegary, wskazówki, trybiki, wycinki prasowe i zrobiła z tego minimuzeum. Niesamowite jest to, że chłop po kursie korespondencyjnym pilnikiem sam robił tak małe i tak precyzyjne elementy.

I druga, ważniejsza informacja o roli pestycydów. To że zabijają one pszczoły to wiadomo, mówi się nawet, że pszczoły są wskaźnikiem zanieczyszczenia pól tymi chemikaliami. Okazuje się jednak, że wpływają one również na nas - ludzi:

[http://relais.over-blog.org/pages/Professeur_Charles_SULTAN-49653.html]

Professeur Charles SULTAN

Chef du service d'endocrinologie pédiatrique et du service d’hormonologie du CHU de Montpellier.Unité d'Endocrinologie­- Gynécologie Pédiatriques, Service de Pédiatrie 1, Professeur en endocrinologie pédiatrique Responsable du groupe «INSERM» «pathologie moléculaire des androgenes» Représentant français du projet européen «environnement et santé de l’homme» Membre du conseil scientifique du CRII-GEN et conseiller scientifique aupres de l’association Hhorages( victimes du distilbene) De nombreuses publications dans des revues internationales notamment dans Environmental Research sur les malformations génitales d’enfants d’agriculteurs relatives a une exposition aux pesticides) (En 1999, le Pr Charles Sultan et son équipe sont retenus pour participer a un programme européen sur le sujet.)

A l’origine des travaux du Pr Sultan : l’observation d’un nombre important de malformations uro-génitales chez les garçons nouveaux-nés, plus particulierement les fils d'agriculteurs, ces travaux tendent a mettre en évidence le rôle des pesticides dans l’augmentation et l’aggravation de ces malformations. et ceci contre l’avis de l'Institut national de Veille Sanitaire qui dans un rapport d'octobre 2004 dédouane ces substances de leur charge toxique. (On sait aujourd'hui qu'ils ont une action oestrogénomimétique (ils miment les hormones femelles) et une action anti-androgénique) ils bloquent l'effet des hormones mâles). L'exposition foetale aux pesticides peut entraîner des malformations sexuelles, des troubles de la fertilité, voire favoriser diabete et autres affections endocriniennes a l'âge adulte.
Il s’agit selon le professeur Charles Sultan d’une véritable bombe a retardement.

Les travaux menés depuis 5 ans par le Professeur Sultan font apparaître :

  • une forte augmentation des malformations congénitales chez les enfants exposés aux pesticides: augmentation de la cryptorchidie (non descente des testicules),
  • l’explosion des cancers génitaux (prostate et testicules) avec une hausse de 300% chez des populations de plus en plus jeunes (25-35 ans),
  • la diminution de la spermatogenese (-50% depuis les années 50). En dehors de l'effet cancérigene, il existe un effet " oestrogénique " des produits toxiques, provoquant la stérilité et la féminisation des embryons mâles. Sur 15% de couples stériles, la moitié est lié a des stérilités masculines dans tous les pays occidentaux...
  • les précocités sexuelles"fausse" précocité pathologique pubertaire sans participation hypothalamo­hypophysaire.
[Les pays d'Europe, qui ont un taux de natalité inférieur a 2, pourraient ne pas connaître de renouvellement de la population dans les 50 ans a venir.]

Krótko: pestycydy spełniają rolę żeńskich hormonów i blokują działanie hormonów męskich co powoduje, że chłopcy rodzą się bardziej zniewieściali, mają problemy z meskimi cechami płciowymi (np. nieschodzenie jąder i obniżona spermatogeneza)...

W drodze powrotnej chyba było to juz na terenach byłej NRD zostałem przez policjanta na motorze spilotowany do kontroli na parking - a tam było ich sześciu - sprawdzali tylko dokumenty.

2010.08.13 Piątek

Mail od Romka G.:

Wojtku,
Nasunęła mi się pewna teza do twoich dalszych rozważań - dlaczego mimo tego, że świat niby idzie do przodu, nasze społeczeństwo (czy też znacząca jego część) jest wciąż tak głupia?
Pozdr. Roman

PS Przyznam, że coraz bardziej zagłębiam się w twoją książkę i doceniam twój geniusz. Ale też przyznam, że dla przeciętnego czytelnika zasób wiedzy zawarty w tej książce jest co najmniej kilka razy większy, niż jego zdolności percepcyjne - i tu może tkwić wąskie gardło.

Nową książkę rzadko czyta się od początku - zazwyczaj otwiera się na dowolnej stronie i próbuje skosztować tego, co tam jest zawarte - a więc gdy przypadkowy czytelnik otworzy sobie na np. na rachunku różniczkowym, to niestety polegnie i po sprawie. Takie zachowania dostrzegłem podczas warszawskich targów.
Powinieneś więc z tą książką próbować dotrzeć do bardzo wyselekcjonowanego czytelnika - poprzez ulotki, pewne serwisy internetowe itd. Myślę też, że np. na rynku amerykańskim czy zachodnim odbiór mógłby być żywszy, ale książka ta, przynajmniej miejscami powinna być wtedy przeredagowana, bo teraz jest ona adresowana dość wyraźnie do polskiego czytelnika.

2010.08.12 Czwartek Wczoraj w migawce telewizyjnej wyłapałem ministerkę zdrowia Ewę Kopacz. Mówiła, że zadała sobie trud i policzyła na ile były zadłużone do tej pory szpitale. Wyszło jej, że na 20 mld złotych. I to wszystko zostało przez (najjaśniejsze) państwo oddłużone, ale teraz okazuje się, że szpitale na dziś dzień są zadłużone ponownie na 10 mld. Fajnie tak żyć z umarzanych pożyczek.

2010.08.11 Środa [Analitycznie/systemowo] Niezły jest ten Barry Rubin. Przytaczam cytat na temat podejścia analitycznego/systemowego:

Wojna radykałów przeciwko liberalnej historii
[http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,513]

[...] Jednym z nich jest poszukiwanie pojedynczego dyskredytującego czynu lub cytatu, wyjętego z kontekstu czasów, w celu oczernienia i zdyskredytowania bohaterów przeszłości. Zamiast przedstawiać zrównoważony obraz (w większości dobry, czasami zły) celem jest całkowita ich delegitymizacja — a w ten sposób również ich pracy i kraju jako całości. Zastosowano tę technikę do George’a Washingtona (właściciel niewolników), Andrew Jacksona (maltretowanie Indian), Marka Twaina (coś, co powiedział, a co można celowo źle zrozumieć jako rasizm) lub Franklina D. Roosevelta (internowanie Japończyków). Tak więc historia amerykańska zostaje zamieniona w serię zła, a wiele się pomija, włącznie z ich krytyką niesprawiedliwości i próbami ich rozwiązania.

Po drugie, wyrzuca się główną opowieść o rozwoju historycznym na rzecz badania poszczególnych aspektów. Choć z pewnością jest prawdą, że na przykład historia różnych ras, kobiet i robotników była zaniedbana w przeszłości, już od ponad pięćdziesięciu lat ta luka jest wypełniana. Należy zachować proporce opowiadając historię Stanów Zjednoczonych. [...]

2010.08.10 Wtorek Spotkałem się z [*] dr J.P. Pierwsze wrażenie - postarzał się, ale stwierdzenie to chyba nie jest adekwatne, raczej stał się mniej promienisty. Powiedział, że po raz kolejny wywinął się kostusze. W trakcie rozmowy odniosłem wrażenie, że nabrał pewnego dystansu do życia - mówił jakby bardziej otwarcie, ogródki stały się niższe.

[naukowcy] Przekazałem mu materiał, który przygotowałem na Liberty Camp, ciekaw jestem jego uwag. Porozmawialiśmy też nieco o pracy naukowców. "Konferencje? Przecież to czyste bicie piany" - powiedział, a gdy zwróciłem uwagę, że nie może być dobrze w państwie, które pozwala za państwowe pieniądze na udział naukowców w takm biciu piany na przykład na Balearach, dodał - "Co więcej, są też tacy, co jeżdżą na takie konferencje z całymi rodzinami lub tacy co z nich żyją!"

Proceder, ale czy jest ktokolwiek, kto go opisze? Czy ktoś podejdzie do tematu naukowo i wyłoży kawa na ławę? Wątpię. Wszyscy beneficjenci są zainteresowani utrzymywaniem status quo, a płatnicy nic na ten temat nie wiedzą i nie mają absolutnie nic do gadania.

2010.08.09 Poniedziałek [*]

Z samego rana taki mail: przesyłka od Pana stała się jednym z najważniejszych momentów w życiu B. - sama byłam tak wzruszona dedykacją dla niego, że nie mogłam wydobyć z siebie słowa; syn czytał ją kilka razy, potem pytał o Marka, o Pana. To jest tak, jakby dostał na piśmie, że jest kimś wyjątkowym. Ale to nie wszystko: jak większość nastolatków obecnego pokolenia Bartosz czyta, ale z monitora komputera, także lektury. Jakież było moje zdziwienie, gdy pierwszego dnia położył się do łóżka z Pana książką i czytał ją ponad godzinę, i tak codziennie! Twierdzi, że jest bardzo ciekawa i dzięki przykładom z życia codziennego od razu wszystko rozumie (jak Pan się pewnie orientuje przedmiot fizyka w gimnazjum jest podawany w zupełnym oderwaniu od rzeczywistości; w efekcie większość uczniów, także Bartosz, ma ocenę dostateczną (jego jedyna trójka). Myślę, że lektura Pana książki pomoże mu w zmianie stosunku nie tylko do tego przedmiotu.

2010.08.08 Niedziela [dziennikarze] Polityk skarcił media: to wulgarne i kiczowate
[http://wiadomosci.onet.pl/2207551,12,polityk_skarcil_media_to_wulgarne_i_kiczowate,item.html]

Cai Wu, chiński minister kultury w ostrych słowach skarcił wydawców prasy i nadawców, mówiąc, iż to, co oni produkują jest wulgarne i kiczowate. Polityk stwierdził, iż publikacje pełne są plotek i sensacyjnych opowieści - podaje bbc.co.uk.

Minister oskarżył także regionalne władze, iż promują marne projekty, a nie takie, które będą zawierały wartościowe dla kultury elementy. Wulgarne produkcje, zdaniem Wu, mają promować kult pieniądza i konsumpcjonizm.

- Wydajemy ponad 300 tysięcy książek rocznie, ale ile z nich można porównać z pismami odziedziczonymi od naszych przodków – pytał. - Produkujemy około 400 filmów i setki programów telewizyjnych każdego roku, ale ile z nich zostanie uznane za dzieła – kontynuował.

- W dzisiejszym świecie takie sprawy, jak kultura i gospodarka są nierozłączne. Rząd musi zwrócić większą uwagę na kulturę i oryginalność, jeżeli chce rozwijać się gospodarczo - zapowiedział Cai Wu.

To ostatnie zdanie to święte słowa

U nas nie ma dziennikarstwa u nas są prostytutki medialne
~Widz,czytelnik dzisiaj, 07:58
Zrobią wszystko aby przypodobać się właścicielom mediów.

W Chinach polityk myśli o rozwoju swego kraju.
~brzuchacz dzisiaj, 06:52
A u nas ?

U nas sprzedajni dziennikarze plotą bzdury
~amelka dzisiaj, 08:08
bo chca zarobić. M a n i p u l u j ą -prezentują to co chcą- cytuja wyrwane z kontekstu słowa polityków w celu albo ich zniszczenia albo ośmieszenia.
Na przykład Prezydent Komorowski powiedział odnośnie powodzi-że woda przeleci i to cytowała prasa - ale nie dodała dalszej części - ŻE PROBLEMY POZOSTAJĄ . I jak ładnie zmanipulowane . Nikt nie sprostował Kaczyńskiemu na żadnej konf.prasowej ,że nie powiedziano o usunięciu krzyża tylko jego przeniesieniu w godne miejsce. A to różnica. To Kaczyński dalej baje plecie.
A teraz nikt nie prostuje z dziennikarzy na konferencjach i dalej powtarzają, że Prezydent powiedział może gdzieś POLECI- a to znowu wyrwane przez Kaczyńskiego z kontekstu. Bo o lataniu odnosiło sie do tego,że nie mianował brat ambasadorów i jak poleci gdzies to nie bedzie go miał kto przyjąc. Ot dziennikarze i cwani politycy.
Dlatego słuchajmy wypowiedzi polityków na żywo-a nie czytajmy bzdur.

Niestety ten Pan ma rację.
~anna dzisiaj, 07:50
Tak samo jest i u nas w Polsce. Kupujemy gazetę i nie ma ci czytać. Włanczamy TV i słuchamy, ze Kaczyński powiedział to i to, ale nie słuchamy tego, że Tusk nic nie mówi o gospodarce. Oszustwo.

praktycznie większość świata cierpi na tą "chorobę" kto
~jaś dzisiaj, 07:20
pierwszy się z tego wyzwoli ten otrzyma przepustkę w XXII wiek. U nas jest kilka sób ale zaraz okrzyknięto ich "moherami" "ciemnogrodem" z pewnością nie jest to Palikot.

media
~osa dzisiaj, 07:00
w Polsce to fabryki bzdur i plotek.Dzinnikarzy policzyc moznna na palcach dwóch rąk a reszta to plotkarze i hieny.

Prawdziwych dziennikarzy
~czytacz dzisiaj, 06:58
współczesny świat ma niewielu. Podgrzewaczy różnych głupot, na pęczki.

u nas nikt tego nie zrobi
~burczymucha dzisiaj, 06:44
a przydaloby sie,bo pismaki i paplaki znalezli sobie obiekt zainteresowania i wala co popadnie

Niestety u nas jest tak samo. A media powinny kształtować
~prim dzisiaj, 06:44
ludzi a nie ogłupiać. Niestety jakość dziennikarzy dzisiaj jest tak marniutka, że nie ma kto tego robić.

2010.08.08 Niedziela

Fala kulminacyjna w Zgorzelcu; pękła zapora na zbiorniku Niedów
[http://wiadomosci.onet.pl/2207568,11,fala_kulminacyjna_w_zgorzelcu_pekla_zapora_na_zbiorniku_niedow,item.html]

Fala kulminacyjna dotarła do Zgorzelca (Dolnośląskie) wczoraj po 23.00. Zalane jest Przedmieście Nyskie i Bulwar Grecki. Woda pochodzi z pękniętego zbiornika Niedów Elektrowni Turów; zalewa piwnice, sięga parteru. Poziom wody dzisiaj rano znów wzrósł o 5 cm. Cały czas woda przybiera, jednak nie jest to przyrost bardzo dynamiczny.

Jak poinformował Rafał Gronicz, burmistrz Zgorzelca woda dotarła już do jego miasta i zalała Przedmieście Nyskie. - Zalewa piwnice, sięga parterów i raczej jej poziom nie powinien się znacznie podnieść. Teraz wynosi ok. pół metra - mówił Gronicz. Dodał, że pozostała część miasta raczej jest bezpieczna, ponieważ położona jest wyżej. [...]

Wczoraj bylem w poludniowej czesci wjewodzctwa dolnoslaskiego
~giezz dzisiaj, 07:37
,,, w okolicach Kamiennej Gory ulewa byla jaka byla !! A strumienie ktore widzialem wszystkie pozarastane chaszczami !! Czyszczone to one byle jeszcze chyba za Gierka albo nawet za Gomulki !! I nie trzeba wielkiej wyobrazni ze przewidzie co sie stanie po wiekszych opadach deszczu !! A zapora dlaczego pekla !! A dewidendy i odprawy sa wyplacane ?? A jakie pensje maja w energetyce !! Zima slupy sie wala a latem zapory pekaja !! Gdzie sa gospodarze !! Gada sie o bezpieczenstwie energetycznym tylko w kontekcie gazu z Rosji !! A to ze nie poczyniono zadnej inwestycji w energetyce przez ostatnie 20 lat to co to jest ??? Dobrze sie sprzedaje to co za czarnej komuny wybudowano !!

Rząd podniósł podatki, by ratować budżet. Nie ma pieniędzy na zbiorniki
marylaossowska dzisiaj, 07:57
retencyjne, ani wały przeciwpowodziowe. Ale na nagrody dla rządowych urzędasów pieniędzy nie brakuje. W ciągu ostatnich 6 miesięcy ministrowie rządu Tuska wypłacili swoim urzędnikom 20 milionów złotych NAGRODY. Za co? No chyba za wymyślanie nowych form obciążenia naszych kieszeni kaprysami nieudolnej władzy. No i za to, że są niezrównani w mydleniu oczu narodowi.

Proponuję więcej komisji śledczych i zespołów - tak żeby 400
~mata dzisiaj, 07:27
posłów zajmowało się tym za co prokuratura ma płacone

RZĄD I TAK NIE MA KASY
~BABA Z WIOCHY dzisiaj, 07:16
BO TUSK MUSI WYPŁACIĆ PENSJE SWOIM 23000 DODATKOWO ZATRUDNIONYM URZĘDNIKOM. W MYŚL JEGO IDEI "TANIE PAŃSTWO" TO BIEDNE PAŃSTWO. JEDNYM SŁOWEM: RÓBTA Z TYM CO CHCETA.

2010.08.07 Sobota Padają obfite deszcze, głównie raz na dwa-trzy dni ulewy. Poziom wód gruntowych wynosi zero. W zeszłą sobotę wybrałem szambo (12m3), w środę było do już połowy zapełnione, wczoraj zostało jeszcze 25% ale dziś rano po wczorajszej intensywnej burzy jest pod korek. Nas przez czały ten czas nie było. U pana Tomka jest dokładnie to samo. Akurat jak robiłem zakupy wylewał wodę ze studzienki doprowadzającej wodę. Ma niedaleko rów i zrobił sobie odpływ, ale poziom wody gruntowej jest taki jak i u nas. Jak się chodzi po trawie, to wrażenie jest takie jakby chodziło się po mokrej gąbce. U M. to samo.

Był dziś pan Wiesio - omawialiśmy kwestię uszczelnienia szamba i likwidacji spieprzonego przez Roberta w 2001 roku fragmentu rury doprowadzającej wodę. Jak zwykle trochę sobie pogadaliśmy. Powiedział, że jest coraz więcej cwaniaków co nie płacą. Biedni - mówi - jak umówią się co do kwoty, to płacą nawet przed wykonaniem roboty, a te "bogacze" w białych kołnierzykach i royce-rollce'each odkryli, że można nie płacić.

Rzucił też pewnym dość adekwatnym sformułowaniem dotyczącym natury człowieka uczciwego: Jak on wymaga od ciebie dla siebie to z górnej półki, jak od siebie dla ciebie to z dolnej.

Jako przykład podał przypadek gościa, który zrobił całą kanalizację w otwartym dwa miesiące temu wielkim sklepie sportowym. Instalacja została przyjęta, bo sklep działa, ale nie zapłacili, bo czegoś się niby czepnęli. Zrobił robotę, wziął kredyt na materiały, a oni nie płacą. Taką sprawą sad powinien zajmować się dwie godziny: albo zamykamy sklep i kary płaci ten co źle zrobił kanalizację albo sklep pracuje i musi zapłacić za robotę, a jak nie, to komornik w ciagu jednego dnia odzyskuje zapłatę i odsetki, na dodatek odszkodowanie dla wykonawcy i dodatkową nawiązkę "moralną" na przykład dla niewidomych dzieci z Lasek. Przy czym firma powinna mieć możliwość bolesnego ukarania dyrektora, który do tego doprowadził.

To też ciemna strona polskiego rynku: bogatymi stają się krętacze, a nie ci co ciężko pracują. Ci co mają państwowe zlecenie lub dotację, a nie ci, którzy dobrze coś robią. Wyantyszambruje taki dofinansowanie i od razu wielkie panisko.

2010.08.06 Piątek

Znalezione w sieci:
Podatki oprócz zapewniania dochodów budżetowi to przede wszystkim narzędzie sprawowania władzy w rękach polityków. To zarówno bat jak i "marchewka na kiju" przy pomocy którego steruje się zachowaniami społeczeństw. W związku z tym system podatkowy będzie zawsze tak konstruowany i komplikowany aby jak najskuteczniej spełniał powyższe zadania, czasem nawet za cenę obniżenia dochodu państwa. Politycy są w pewnym sensie ludźmi skrzywionymi. Ich obsesją jest posiadanie władzy nad innymi ludźmi więc ich zachowania w większości nie są racjonalne ekonomicznie a podporządkowane właśnie tej słabości czy też dewiacji.

2010.08.03

[urzędnicy][politycy][cykl Tylera] Jeden z moich ulubionych tematów. Forumowicze też go uwielbiają - w ciągu 3 minut przybyło 70 komentarzy. Forum internetowe to najlepszy instrument wolności słowa:

Polska zatrudnia coraz więcej urzędników. Mimo kryzysu
[http://wiadomosci.onet.pl/2205474,11,polska_zatrudnia_coraz_wiecej_urzednikow_mimo_kryzysu,item.html]
Z sondy "Dziennika Gazety Prawnej" wynika, że rząd zatrudnia coraz więcej słabych urzędników. Ustalenia gazety pokazują, iż w korpusie służby cywilnej pracuje obecnie 132 tys. osób - o 20 proc. więcej niż w 2005 r.

Od stycznia, kiedy to administracja rządowa ma pełną swobodę zarządzania kadrami, urzędy nie zwalniają słabych, nie nagradzają najlepszych, nie zlecają firmom zewnętrznym zadań. Pracują, jak pracowały. Każdemu po równo i "chronić swoich" - zaznacza "DGP".

Gazeta przeprowadziła sondę w 16 urzędach wojewódzkich i 17 ministerstwach. Uzyskane odpowiedzi pokazują, że budżet państwa przeznaczy w tym roku na wynagrodzenia dla urzędników kwotę 6,6 mld zł, czyli o 1,9 mld zł więcej niż pięć lat temu. To 40-proc. wzrost - akcentuje "Dziennik Gazeta Prawna" w swojej obszernej publikacji.

DANE EUROSTATU DOTYCZACE LICZBY URZEDNIKÓW W PAŃSTWACH UE !
~opinia dzisiaj, 06:51
NP : UK, 60mln obywateli - 290 tyś urzedników wszystkich szczebli
Polska, 38 mln obywateli - 730 tyś urzędników wszystkich szczebli !

Pamiętaj. Pierwsza zasada w polityce
~zz dzisiaj, 07:58
"'Przez kilka lat obiecywaliśmy wyborcom rząd. Jak mamy teraz się z tej obietnicy wycofać? - spytałem [spytał Jan Gowin]. Na to on, z miną guru politycznego, powiedział: "Pamiętaj. Pierwsza zasada w polityce - pie**ol wyborców""
Ciekawe kto wypowiedział tę "pierwszą zasadę w polityce" ?

urzednicy
~zorro dzisiaj, 07:25
Bo tworzy się nowe instytucje dla swoich kolesiów. I nie dotyczy to tylko rządu PO - vide pisowskie CBA. A brakuje pieniędzy na beznadziejnie niskie płace Inspekcji Ochrony Środowiska, gdzie ilość zadań w ciągu 10 lat lawinowo wzrosła 5-krotnie [500 %] a zatrudnienie tylko o 5 %. W urzędach centralnych podwyżki płac a w województwie podwyzki cen.

Nepotyzm,cwaniactwo,i pazerność.
vp.pl618 dzisiaj, 07:21
W urzędach miast i gmin,nie mówiąc już o instytucjach rządowych kwitnie nepotyzm.Zatrudniane sa całe rodziny urzędników,znajomi miernoty i cwaniacy. Nikt tego nie sprawdza.Ręka rękę myje.Chodzi o to żeby w czasie krótkiej kadencji nachapać się jak nabardziej i jak najwięcej ukraść.To juz jest polska specjalność.

W mojej gminie za komuny pracowało 8 urzędników
~Marek dzisiaj, 08:15
obecnie pracuje ok 40 osób i cały czas przybywa urzędasów, a jak przyjedzie załatwić sprawę to nie ma kompetentnej osoby. Zaznaczam ze gmina nie zwiększyła powierzchni. A w tych 8 osobach jest liczony I sekretarz, naczelnik, maszynistka i sprzątaczka, wiec do obsługi ludności wystarczyło 4 osoby.

ale z drugiej strony, gdyby zwolnić połowę tych urzędasów,,,,,,,,,,,,,,,
prezes_PUP_y dzisiaj, 06:54
to co potem zrobić z armią bezrobotnych, którzy pojawią się na rynku????? a jak nie będą mieli za co kupić jedzenia, to spora część z nich zacznie kraść i mordować!!!!!

+--- ~Ex-urzędniczka dzisiaj, 07:06
Oni już są bezrobotni, tylko za dużą kasę. Zasiłek + ubezpieczenie dla takiej armii ludzi będzie tańszym rozwiązaniem. Moim zdaniem już kradną, ale to szczegół. Mordować? Jak niekompetentnego idiotę masz na stanowisku to i wszystko jest możliwe (np. duża liczba wypadków to moim zdaniem skutek między innymi "profesjonalizmu" urzędników).

+--- ~WIEŚ dzisiaj, 07:20
"gdyby zwolnić połowę tych urzędasów,,,,,,,,,,,,,,, " i dać im zasiłki, to i tak 3-4 razy byłoby to tańsze rozwiązanie niż trzymanie ich na siłę przy urzędniczych biurkach. ( 200.000 biurek mniej, 200.000 czajników do parzenia herbaty mniej, ile energii cieplnej i elektrycznej mniej, ile wody i środków czystości, ile komputerów, drukarek, papieru, telefonów, faksów, koszy na śmieci, ile szkoleń, nagród, premii mniej, ile samochodów służbowych, kierowców, sprzątaczek, ochroniarzy ........................................... mniej ).

+--- prezes_PUP_y dzisiaj, 07:32
póki jest to jeden, dwóch, stu czy tysiac bezrobotnych, to pół biedy, jak to bedą setki tysięcy, to znajdzie się jakiś "lenin", który ich zorganizuje a rozszalału tłum jest nie do opanowania!!! przed 1917 też się wydawało, że wojsko spacyfikuje cały naród a co było potem pamiętamy. ja tam dla moich dzieci nie chciałbym realizacji takiego scenariusza!!!!!!!

+--- ~Smutny Pogrobowiec dzisiaj, 07:32
Niestety trzeba zwalniac toto bez litosci. Bo skonczycie jak Dania kazdego dnia 249 000 000 Koron pod kreska (deficyt)...ale za to na 6 mln ludnosci 700 000 w sektorze panstwowym. To jest potega.

+--- ~alucard dzisiaj, 08:26
Mnie nikt nie pyta dlaczego nie mam pracy. Moje CV kurzą się od 8 miesięcy w jakiś 50 zakładach. Jeśli to jest walka z bezrobociem to chętnie pójdę grzać stołeczek na państwówkę.

CO ŚWIADOMY WYBORCA WIEDZIEC POWINIEN
~ZA TRUDNE?! dzisiaj, 08:12
Ano to, że im więcej urzędasów wdzięcznych POlitykom, tym więcej głosów na tych ostatnich. Tak więc każda władza wybieralna POzbawiona kagańca - tworzy i tworzyć będzie możliwie duże armie mianowanych, wdzięcznych urzędników. W ten sposób jednak zeżre i roztrwoni wszystko, nawet gdyby VAT osiągnął 100%, dochodowy 200%, a akcyza 1000%.
Jedynym antidotum jest NIE PODNOSIĆ budżetu służącego powyższym celom, a PRZECIWNIE - ZREDUKOWAC go radykalnie. W ten sposób odebralibyśmy narzędzie legalnej korupcji POlitycznej na masową skalę.
Posłuchajta Kazika: "Los Angeles ma około 20 - a Warszawa ponad 700 radnych..."

Wybitny teoretyk biurokracji, C.Parkinson
~JKMfan dzisiaj, 09:06
pisał, że istnieją tylko 3 metody pokonania biurokracji: 1. najrzadziej spotykany "walenrodyzm", gdy szefem zostaje ktoś, kto udaje przyjaciela biurokracji, a potem robi "rozpier..." - jedyny przypadek ostatnich 50 lat jaki przychodzi mi do głowy, to W.Putin... 2. Najczęściej spotykana - BANKRUCTWO. 3. Druga w kolejności występowania - WOJNA! Apele, wezwania, reformy itp. to bzdura - nigdy nie pokonały biurokracji! Ale do bankructwa już blisko...

Polska wpadła w spiralę urzędniczo - prawną
alpacino0 dzisiaj, 09:02
Prawo w Polsce jest tak skomplikowane i rozbudowane iż potrzeba masy urzędników by je egzekwować. Urzędników trzeba jednak kontrolować a od tego są kolejni urzędnicy którzy kosztują, więc tworzy się nowe przepisy np. podatkowe mające zwiększyć wpływy do budżetu. To powoduje że potrzeba kolejnych urzędników, którzy będą je egzekwowali. Ale i oni wymagają nadzoru, kontroli, która kosztuje więc trzeba podnieść podatki... itd.
W pewnym momencie - oby jak najszybciej - to się zawali. Polska upadnie od masy urzędniczej. Pada ZUS, NFZ. Młodzi wyjeżdżają, podatki rosą. Polska zmierza ku upadkowi.
Ale nie może być inaczej jeśli ludzie głosują na PiS/PO/SLD/PSL i ich socjal. Państwo socjalne to utopia. Czego przykładem jest Europa gdzie kolejne socjalne kraje padają. Bogate tj. Niemcy, Francja, Anglia, padną później.

I dlatego będziemy mieli podwyżkę podatków.
Profesor_Shadoko dzisiaj, 08:46
Żeby nakarmić tę biurokratyczną hydrę nienasyconą.
Na tym polega liberalny program Platformy? Na coraz większej inwigilacji społeczeństwa, zwiększaniu biurokracji, powiększaniu podatków i przejmowaniu mediów?
Czekam na wystąpienie tow. Tuska w TV ze słowami:
"Są granice których przekroczyć nie wolno.."
"Tak jak nie ma odwrotu od socjalizmu, tak nie ma powrotu do błędnych metod i praktyk sprzed rządów Platformy"

Grupy uprzywilejowane rozrastają się.
~Misiu dzisiaj, 08:35
A grupy dyskryminowane- kurczą. Kurczy się wartościowa grupa ludzi prowadzących działalność gospodarczą, ponieważ są zwalczani przez panstwo.
Natomiast rozrasta się grupa ludzi żyjących z cudzych podatków. urzędników i budżetówki. Jak w przyrodzie. Należy czym prędzej wdrożyć program ochrony wartościowych, ginących gatunków ludzi nie dojących panstwa!!

Problem w tym, że my szarzy ludzie nie jesteśmy w stanie zatrzymać tego naturalnego procesu - nie mamy takich możliwości. Szwajcarzy w 1991 roku przegłosowali w referendum (dla jasności tam każdy może poddać pod referendum cokolwiek, o ile zgromadzi odpowiednią liczbę podpisów, państwo musi to referendum przeprowadzić, a potem rząd i urzędnicy muszą przestrzegać tego co referendum ustaliło), że liczba urzędników państwowych nie może się zwiększać! W krajach, które nie mają mechanizmu regulującego przyrost urzędników (a bardziej ogólnie pracowników państwowych) ich liczba będzie stale wzrastać (tak jak w PRL'u). Wzrastać, aż do momentu gdy nie będzie co jeść (tak jak w PRL'u), a dopiero wtedy ludzie idą po rozum do głowy.

Liczba "państwowców" wzrastać, media jako, że są propaństwowe, nie zauważają tego problemu ale stopniowo zaczną zauważać różnice w zamożności pomiędzy biednymi "państwowcami" i relatywnie bogatymi producentami majonezu (tak jak w PRL'u). Zacznie się nagonka na producentów pod kryptonimem "bij bogatą swołocz" (tak jak w ZSRR). Producenci przestaną produkować i wszyscy będą urzędować, tzn. głodować (tak jak w Korei Pn).

To wszystko jest znane i opisane np. w "Atlasie zbuntowanym" i "Fizyce życia", mówił o tym już James Madison w 18 wieku. I co i nic. Procesy naturalne są nieubłagane.

2010.07.31 Sobota [inflacja] Genialny wręcz cytat na temat istoty inflacji autorstwa Mariana Miszalskiego z Najwyższego Czasu Nr. 31-32 str XIX:

Kto się boi walut narodowych?

[...]
Odkąd (po umowie waszyngtońskiej z 1971 roku) dolar stał się pustą walutą (niewymienną na parytet złota), także euro, monopolistyczną walutę wielu krajów UE, ustawiono decyzjami politycznymi jako pieniądz pusty. Emisja takiego pustego pieniądza zależy już tylko od widzimisię polityków, a dokładniej: od interesów rządzącej biurokracji i zblatowanej z nią części przedsiębiorców-kolesiów. Tak interwencjonizm państwowy spotyka się z kapitalizmem kompradorskim. Podają sobie ręce w cichej zmowie, w złodziejskiej wspólnocie interesów.

Bo nieskrępowana już odtąd żadnymi obiektywizującymi parytetami złota ekspansja pustego pieniądza pełni role gigantycznego, ukrytego redystrybutora forsy, a więc bogactwa.

Ten pusty, inflacyjny pieniądz trafia najpierw do aparatu biurokratycznego, agend rządowych i rządowych „programów” oraz do zblatowanego z nim układu przedsiębiorców-kolesiów(w formie zamówień rządowych za łapówki i po protekcji). Sfera nieproduktywna, żyjąca z podatków, która, żeby zarobić, nie musi się martwic zbytem swych towarów i usług, staje się zatem pierwszym chronologicznie beneficjentem napływającego strumienia pustych pieniędzy – może za nie kupić towary, usługi, zainwestować. I to ta sfera odnosi odnosi rzeczywistą korzyść z inflacyjnego, pustego pieniądza, którego podaż określa nie rynek, a decyzje polityczne. To pierwszeństwo w czasie jest ważne: ci, którzy nie muszą sprzedać, by zarobić, futrowani są w szmal pierwsi, bo wprost z budżetu.. Co dzieje się dalej? Ano, mijają tygodnie, miesiące, teraz pieniądze od nich spływają do pozostałych obywateli, nie podwiązanych pod budżet. Ale są to już pieniądze mniej warte, bo w tzw. międzyczasie zwiększona podaż pustego pieniądza daje o sobie znać efektem inflacyjnym – ceny rosną. Ci, do których inflacyjny pieniądz spływa w dalszej kolejności, są coraz bardziej poszkodowani – nawet jeśli nominalnie zarobili trochę więcej, to wskutek wzrostu cen mogą za swe pieniądze kupić znacznie mniej. Tych pierwszych są dziesiątki, może setki tysięcy, tych drugich – dziesiątki, setki milionów..I w ten sposób socjalistyczno-socjaldemokratyczny establishment wyzuwa systematycznie z pieniędzy, więc i z własności, własne narody. To po prostu chroniczna forma zuchwałej kradzieży.

Tak z grubsza działa polityczny mechanizm okradania obywateli i wyzuwania ich z własności w skali makro wskutek całkowitego oderwania pieniądza – dolara i euro – od jakiegokolwiek obiektywnego parytetu rynkowego dobra i oparcia wielkości jego emisji wyłącznie na decyzjach politycznych.

Jak pokazał ostatni „kryzys finansowy”, mechanizm ten działa zarówno w Ameryce, jak i w Unii Europejskiej. Powoli, systematycznie wyzuwa z własności setki milionów obywateli, równie systematycznie tucząc biurokrację państwową i zblatowane z nią przedsiębiorstwa – głównie banki.

Ale w dłuższej skali działanie tego mechanizmu prowadzić musi do prawdziwego kryzysu, tj. masowego spadku konsumpcji setek milionów ludzi, rosnącego bezrobocia, nacisków na zwiększony „socjal”, a więc do ekonomicznego regresu na wielkich obszarach. Postępujące biednienie ludności rodzi niezadowolenie, co w warunkach demokratycznych przekłada się na „strach wyborczy” rządzących. Stają przed innym wyborem: albo niezadowolone społeczności odsuną ich od władzy, pozbawiając możliwości kontynuowania złodziejskiego, intratnego procederu – albo trzeba przynajmniej udawać, że „dąży się” do reform istniejącego systemu, żeby dłużej sadowić swe tyłki na miękkich fotelach władzy, konsumując konfitury i kawior.
[...]

Cytat ten pokazuje w sposób systemowy o co chodzi w inflacji, i kto ją generuje. Od razu też widać, dlaczego niektórzy etatowi eksperci są autorami ekspertyz w stylu: „Mamy do czynienia z inflacją, bo zdrożały ceny żywności”...

2010.07.30 Piątek

Chyba po raz pierwszy w moim notatniku cytat z GW:
Nasi źli imigranci
[http://wyborcza.pl/1,75477,8184508,Nasi_zli_imigranci.html?utm_source=Nlt&utm_medium=Nlt&utm_campaign=1721538]

Książka berlińskiej sędzi o zdziczeniu młodych imigrantów i państwie, które sobie z tym nie radzi, rozchodzi się w Niemczech jak świeże bułeczki i zbiera świetne recenzje. Autorka miesiąc temu popełniła samobójstwo

Ciało 48-letniej sędzi Kirsten Heisig na początku lipca odnaleziono po kilku dniach poszukiwań w lesie na obrzeżach Berlina. Początkowo podejrzewano, że zemścili się na niej młodociani bandyci, których podczas 20-letniej sędziowskiej kariery bez mrugnięcia okiem wsadzała za kratki. Okazało się, że Heisig popełniła samobójstwo. Słynąca z nieustępliwości gwiazda niemieckiego wymiaru sprawiedliwości przegrała walkę z depresją.

Kilka dni przed śmiercią wprowadziła ostatnie poprawki do książki o swoich doświadczeniach z pracy w sądzie rodzinnym w Neukölln - okrytej złą sławą imigranckiej dzielnicy Berlina. "Koniec cierpliwości" pojawił się w księgarniach w zeszły poniedziałek, a 40-tys. nakład rozszedł się na pniu. "To jej testament" - pisze niemiecka prasa.

Z książki wyłania się obraz zupełnego zdziczenia panującego wśród młodych imigrantów i słabości państwa, które często nie chce im pomóc. "Zaczyna się w szkole podstawowej. Matki, pochodzące z Turcji czy krajów arabskich, rozpieszczają swoje dzieci i nie wyznaczają im żadnych granic. W szkole dziecko bije kolegów, nie okazuje nauczycielom żadnego respektu. U niespełna 10-letnich młodych imigrantów zaczyna działać mechanizm, który doprowadzi ich za więzienne kraty" - pisze Heisig.

Nastolatki zaczynają wagarować, kręcą się pod szkołą, zaczepiając młodszych, czasami zabierając im pieniądze. "Szkoły kapitulują. Nieustannie podrzucają sobie sprawiających problemy imigrantów. Urzędy ds. młodzieży po jakimś czasie oferują rodzinie pomoc, ale ta jest odrzucana. Matki są przekonane, że za problemy synów odpowiada niemiecki system" - opisuje sędzia.

W końcu dochodzi do pobić, gróźb karalnych, kradzieży i rozboju. W wieku 13-14 lat, gdy młodzi Turcy czy Arabowie odkrywają swoją seksualność, część z nich popełnia gwałty. Heisig opisuje, że czasami są niezwykle brutalne. Sprawcy lądują wówczas w poprawczakach czy nawet więzieniach. "To diabelski krąg" - pisze.

Sędzia twierdzi, że gdyby szkoły, urzędy ds. młodzieży, policja i sądy współpracowały ze sobą, a nie odsuwały od siebie problemy, falę młodocianych przestępców można by było powstrzymać. Tymczasem szkoły nie reagują, bo boją się posądzeń o rasizm. Urzędy ds. młodzieży i sądy z tego samego powodu bardzo rzadko odbierają tureckim czy arabskim rodzicom dzieci.

Heisig zasłynęła wprowadzeniem w swoim sądzie tzw. modelu Neukölln. Chodzi o specjalny sposób prowadzenia spraw nieletnich przestępców, by jak najszybciej wymierzyć im karę. Nie zawsze chodzi przy tym o areszt. Sędzia skazywała sprawców drobnych przestępstw na prace publiczne czy przeproszenie ofiar pobicia. Chodziło o to, by młodzi imigranci przekonali się na własnej skórze, że każde ich przestępstwo zostanie szybko ukarane.

"Model Neukölln" przynosił dobre wyniki i w czerwcu wprowadzono go do sądów dla nieletnich w całym Berlinie. Heisig objeżdżała zaś Niemcy z wykładami na temat przestępczości wśród nieletnich imigrantów, udzielała wywiadów, apelowała, by przełamać skostniałość urzędów.

Za to jej koledzy z pracy piętnowali ją, że jest nadgorliwa, zarzucali rasizm. Prasa pisała, że jest "potworem z Neukölln". Rosnąca frustracja w powiązaniu z problemami rodzinnymi pchnęły ją do samobójstwa.

Jej śmierć i książka, w której jako pierwsza tak bezkompromisowo opisuje młodocianych przestępców o imigranckich korzeniach, na nowo pokazały ten problem. Ze statystyk wynika, że młodzi imigranci, głównie Turcy, popełniają aż połowę z 250 tys. przestępstw nieletnich (w ponad 80-mln Niemczech muzułmańskich imigrantów jest ok. 3 mln).

Prasa rozpisuje się o niedawnym zatrzymaniu - już po raz jedenasty - 12-letniego chłopca arabskiego pochodzenia, który handlował heroiną. Policja odwiozła go do rodziców, bo dzieci, które nie ukończyły 13. roku życia, nie mogą odpowiadać nawet przed sądem dla nieletnich.

W tym roku w Berlinie było 26 podobnych przypadków. Dzieci dilerzy pracowały dla gangów kierowanych przez ich starszych kolegów.

Wątków jest kilka:

  • skostniałe instytucje państwowe, które zamiast załatwić problem podrzucają go innym instytucjom, tak by sammeu się nie ubrudzić. Instytucje budżetowe zawsze działają w ten sposób. Od biedy potrafią realizować procedury, ale same z siebie nic nie wymyślą - nie ma w nich ludzi, którzy myślą systemowo.
  • akceptacja obcej taniej siły roboczej. Wszystkim się wydawało (w Polsce ludziom też się tak wydaje), że opłacalne będzie zaproszenie Turków czy Arabów do pracy w tak zwanych zawodach niechcianych. No i teraz wychodzi jak pomylono się w rachunkach. Zamiast zgodnie z mechanizmami wolnego rynku płacić swoim więcej zdecydowano się na niby tańszych obcych. W pierwszym pokoleniu tak to i było, ale zjawiska populacyjne sa nieubłagane i teraz mamy tego wynik. W Szwajcarii w latach 90 zostawiało się na plażowych parkingach samochody otwarte, teraz "ktosie" kradną nalepki opłat ze śmieci wielkogabarytowych i sprzedają je innym ktosiom. To jest tak zwany powrót do społeczeństwa pierwotnego. Turcy do Niemców przystosowali się trochę, natomiast Niemcy bedą musieli wiele.
  • statystyki: Jeśli 3 mln. obcych popełnia 125 tys. przestępstw, a 77 mln naszych tyleż samo, to miarą populacyjnego trzymania się pewnych zasad jest iloraz tych liczb. Populacja Obca - 4.16% przestępstwo/osobę, a nasza (w tym przypadku Niemiecka) 0,16%. Podzielmy jeszcze: 4.16/0.16 = wychodzi, że Obcy są od niemieckich autochtonów 26 krotnie bardziej przestępczy. Czy ta liczba to rasizm, czy matematyka? Czy wprowadzanie odrębnych reguł traktowania tak różnej populacji, to rasizm? A jak nazwać profil zachowań Obcych - nieprzystosowaniem?

A na koniec dzisiejszy wpis z wikipedi:
Kirsten Heisig (August 24, 1961, Krefeld – June/July 2010, Berlin) was a German politician and juvenile magistrate. She committed suicide in the forest near Heiligensee sometime around the end of June, 2010; her body was not discovered until July 3. Heisig was criticized by some ethnic minorities for her tactics and for her view that some foreign cultures neglect education and encourage juvenile delinquency. She was known for her swift turnaround time on cases and zero-tolerance tactics.

Heisig była krytykowana przez niektóre mniejszości etniczne za głoszone przez nią opinie, że niektóre obce kultury zaniedbują wychowanie i wręcz popychają młodych na drogę występku. Była znana z szybkiego przeprowadzania procesów i podejścia zero-tolerancji.
Zero informacji co robiła, główna myśl to to, że ktoś ją krytykował i była bezkompromisowa (nietolerancyjna) dla obcych. Jakżesz inaczej można to sformułować:
Heisig zasłynęła wprowadzeniem w swoim sądzie tzw. modelu Neukölln. Chodzi o specjalny sposób prowadzenia spraw nieletnich przestępców, by jak najszybciej wymierzyć im karę. Nie zawsze chodzi przy tym o areszt. Sędzia skazywała sprawców drobnych przestępstw na prace publiczne czy przeproszenie ofiar pobicia. Chodziło o to, by młodzi imigranci przekonali się na własnej skórze, że każde ich przestępstwo zostanie szybko ukarane.

Paradoksalnie do tego wszystkiego przyczynił się wolny rynek.

2010.07.29 Czwartek Z soboty na niedzielę nastąpiła gwałtowna zmiana pogody. Od poniedziałku niebo jest zaciągniete i sporo pada. W niektórych rejonach Polski rzeki wylewają. Dziś rano temperatura +13oC, wiatr i deszcz w stylu irlandzkiego shower'a.

Dwugłowy żółw, żyje w Chinach i ponoć je za dwóch. Trudno się dziwić starożytnym Grekom, że wymyślili trzygłową hydrę.

[ewolucja] cytat z artykułu "To coś więcej niż geny, to sieci i systemy" P.Z. Myers'a [http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,487] Po pierwsze, nie jest to właściwie błędne — jest to raczej jak przedstawienie jednego dobrego wyjaśnienia pewnych rodzajów ewolucji i twierdzenie, że tak działa cała ewolucja. Redukując wszystko do jednego schematu czyni to jednak ewolucję zbyt drętwą i liniową, i redukuje ją do swego rodzaju osobistej narracji. Ewolucja nie jest niczym takim. Ta podstawowa opowieść, jak również opowieść kreacjonistyczna, pomija fakt, że: ewolucja dotyczy populacji, więc wiele zmian dzieje się równolegle; cechy podlegające doborowi są zazwyczaj produktem sieci genów, rzadko więc można określić pojedyncze allele jako powody zmiany; geny i sieci genów są plastyczne i reagują na środowisko. Wszystkie te komplikacje czynią, że rzeczywista historia jest bardziej złożona i bardziej interesująca, a także, co może być zaskakujące, przyspieszają zmianę ewolucyjną i czynią ją potężniejszą.

[...]

Wszystko jest płynne. Biologia nie traktuje o stałych i sztywnych i niezmiennych procesach - mówi nam o gąbczastym, dynamicznym i interaktywnym czymś, co daje sobie radę z tym, co ma.

Widzicie teraz co jest nie tak z uproszczoną karykaturą ewolucji na początku artykułu? Jest powierzchowna; ignoruje bogactwo prawdziwej biologii; nierealistycznie ogranicza i zacieśnia potencjał ewolucji. Pojęcie ewolucji jako zmiany częstotliwości występowania alleli w czasie jest jedną małą częścią całych procesów ewolucyjnych. Musicie włączyć teorię sieci, geny i interakcje środowiskowe, żeby naprawdę zrozumieć zjawiska. A że te wszystkie perspektywy robią ewolucję jeszcze potężniejszą siłą, jest tylko super.

2010.07.28 Środa Bardzo ciekawa obserwacja:

Gatunki, które zdolne są do życia w szerokim zakresie warunków środowiskowych, noszą nazwę eurytopowych, w odróżnieniu od gatunków uwarunkowanych wyłącznie pewnym specyficznym habitatem, zwanych stenotopowymi. Linia Homo była eurytopowa.

I po prostu dlatego warto być "człowiekiem renesansu".

2010.07.27 Wtorek

Fajny cytat z internetu:
Jak to w ekonomi - są tylko dwie strony rachunku: ma i winien. Nie "ma" państwo, więc "winne" jest społeczeństwo. Państwo zawsze w takich sytuacjach uzyskuje to, co mu potrzebne, poprzez podatki. W różnych formach, choćby pod przykrywką składki rentowej.

2010.07.24 Sobota

Gorąco: w gabinecie +28oC a na zewnątrz +27oC

Dwie rzeczy popychają ludzi do działania – interes i strach.
Geniusz to czasem tylko instynkt, który nie podlega doskonaleniu; częściej jest to sztuka trafnego kojarzenia codziennie doskonalona dzięki obserwacji i doświadczeniu.
Lud, który dopuszcza się ekscesów, jest niegodny wolności, lud prawdziwie wolny szanuje człowieka i własność.- Napoleon Bonaparte

2010.07.22 Czwartek

[taktyka] Wczoraj gdy wracałem z pracy do domu odkryłem, że von Neumann się mylił! Według niego najlepszą taktyką wygrywania jest, tak zwana taktyka von Neumanna, polegajaca na tym, żeby oszukiwać tak by, oszukiwany gracz był przekonany, że oszukiwanym nie jest. Ale przecież najlepszą taktyką wygrywania jest oszukiwać tak, by oszukiwany gracz był przekonany, że... robimy wszytko, żeby to on wygrał!

No i pojawia się problem jak to nazwać. Czy na przykład od tego, że stosują to ci, którzy odwołują się do dobra społecznego - socszustwo? A może idąc w serię nazewniczą - taktyką von Socjalla? To drugie chyba jest bardziej nośne.

Największe zagrożenie dla wolności człowieka jest wówczas, kiedy się go zniewala, mówiąc jednocześnie, że się go czyni wolnym. To jest największe niebezpieczeństwo. I temu trzeba się przeciwstawić. To trzeba sobie uświadomić. - Jan Paweł II

Oczywiście najlepsza jest pełna wolność bez zniewalania innych. Natomiast zakaz wykonywania, konkretnych działń, które wpływają na zniewolenie innych musi być regulowany pewnym zniewoleniem nałożonym na wolność. Zniewolenie to powinno wynikać z przestrzegania zasad. Przy czym jak wiemy z fizyki życia system polegający na przestrzeganiu zasad przez wszystkich jest niestabilny, co powoduje, że system taki wpada w cykl Tytlera.

2010.07.21 Środa

[Pieniądze] Mail od Piotra:
Heh rozbawiło mnie że ich waluta to Kuny. Zazwyczaj nazwa waluty wywodzi się z czegoś ( Polski Złoty jest tego doskonałym przykładem ). Okazało się że Kuna wywodzi się z tego że kiedyś walutą w handlu były skóry Kun :)

I jeszcze pare cytatów:

"blogi internetowe zagrażają demokracji" - Barrack Obama

"Za bezstronnego uważany jest dziś ten, kto bez sprzeciwu akceptuje tezy lewicy"

"Naród, który nie zna swej historii skazany jest na jej powtórne przeżycie"

2010.07.20 Wtorek

Dawno nie cytowałem Korwina, a dziś na jego blogu jest ciekawy wpis:

"Socjalizm jest to ustrój, w którym bohatersko pokonuje się trudności... nie znane w żadnym innym ustroju" – jak to był powiedział śp.Stefan Kisielewski. I do dziś, jak napisałem w „Dzienniku Polskim”:

Mamy masę problemów

Jakie to problemy? Ano: w jakim wieku można przechodzić na emeryturę? Czy w szkołach ma być religia? Czy w szkołach uczyć o homosiach - i jak? Ile dopłacać do kolei? Jak prywatyzować stocznie? Jak długi powinien był urlop górnika? Ile powinna wynosić dopłata do biopaliw? Kto powinien wydawać koncesje na przewozy towarów ciężarówkami? Czy soboty powinny być wolne? Kto ma być prezesem TVP? Ile ciepła mogą przepuszczać ściany domów? Kiedy przejść na "czas zimowy"? Czy do zapłodnień in vitro dopłacać tylko małżeństwom? Ile powinno wynosić stypendium sportowe II stopnia? Kogo powinien Minister Kultury mianować dyrektorem Opery? W jakim wieku dzieci winny iść do szkoły...

...i tak dalej.

A teraz proszę sobie wyobrazić: w normalnym kraju - w którym o sobie decydują sami ludzie, a nie urzędnicy - nie mielibyśmy ŻADNEGO z tych i innych problemów!!!

I co "rozwiązywaliby" politycy, za co braliby w łapy urzędnicy i na czym zarabialiby dziennikarze?

A kto powiedział:

»Pierwszym krokiem do zniewolenia ludzi jest przekonanie ich, że ich prywatne problemy są "problemami społecznymi"« ?

Dokładnie tak, to politycy, urzędnicy i dziennikarze są konstruktorami problemów. To im na tym zależy, bo z nich żyją. Przypomina mi się szwajcarski rysunek satyryczny. Pan Bóg w chmurach, poniżej nasza Ziemia, a z różnych jej miejsc dymki z napisami: "głód", "przemoc", "nadużycia", "niesprawiedliwość społeczna", a z miejsca w którym zatknięta jest flaga Szwajcarii dymek "Ograniczenia prędkości".

2010.07.17 Niedziela

Okazuje się, że Bułgarią też rządzą służby specjalne, premierem jest Generał Bojko Metodijew Borisow (ur. 13 czerwca 1959 w Bankji) – bułgarski oficer policji, karateka i polityk. W latach 80. pracował w sofijskiej policji, następnie prowadził agencję ochrony; w 2001 rozpoczął karierę polityczną, kiedy otrzymał stanowisko sekretarza stanu w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych w rządzie Symeona Sakskoburggotskiego, z ramienia jego partii (Narodowy Ruch Symeon Drugi) został deputowanym na Zgromadzenie Narodowe 40. kadencji (2005), jednak już po trzech miesiącach musiał zrzec się mandatu, ponieważ wygrał wybory na burmistrza Sofii. Od 2006 roku jest liderem partii Obywatele na rzecz Europejskiego Rozwoju Bułgarii (GERB), którą poprowadził do zwycięstw w wyborach do Parlamentu Europejskiego w 2007 i 2009 roku oraz w wyborach parlamentarnych w 2009 roku. Po ustąpieniu rządu Sergieja Staniszewa stanął na czele nowego gabinetu.

[Państwo] Wasylka mówiła też, że zastosował on metodę niepłacenia dostawcom. I przy okazji jego "Państwo" na tym zarobiło, bo dostawcy, zresztą takie samo prawo jest i w Polsce, musieli od wystawionych faktur zapłacić podatki, nawet pomimo tego, że nie otrzymali zapłaty. Jakież to prawo, to po prostu terror. Nikt nie upomni się o faktyczne prawa dostawców, a oni sami są po prostu za słabi. "Państwo" otrzymuje towar, dostawca, który towar kupił lub wykonał usługę wystawia fakturę i w nadziei, że zostanie ona zapłacona płaci podatek. Finalny bilans:

(minus) (plus)
Dostawca nakłady na zakup towaru lub wykonanie usługi i opłacenie podatku 0
"Państwo" 0 ma towar lub usługę i podatek

2010.07.14 Środa Głównym zadaniem mediów jest tworzenie wirtualnej rzeczywistości przy wykorzystaniu prostej ludzkiej przypadłości jaką jest konformizm. Po co myśleć, jeśli większość tak uważa to znaczy, że tak jest. A media potrafią zrobić wrażenie, że tak właśnie uważa większość.

Kilka wpisów na youtube:

napierdalski
3 tygodnie temu 79
Mam prośbę do administratorów youtube na Polskę, którzy aż nadto w czasie wyborów dali wyraz swoim lewicowym poglądom. Czy? moglibyście wyłączyć filtr, który eliminuje teledysk "Powódź Wyborcza" z wszelkich rankingów popularności, w których po jednym dniu znalazł się na 4 miejscu zanim go stamtąd wyrzuciliście?
Już po wyborach.
Dzięki m.in. waszym staraniom Napieralskiego poparły osoby głosujące na ładny krawat.
Teraz odblokujcie nasz film.

ArnoldUPR
5 godz. temu
to ewidentnie wyborcza trzesie youtube'm. nie zauwazyliscie ze po wpisanie GW lub gazeta wyborcza w szyukarce youtube nie ma zadnych filmow pokazujacych GW w negatywnym swietle?

adas765
1 tydzień temu 8
To WSI już to youtube się dorwało? Precz z cenzurą! Dlaczego wywalili utwór z listy najczęściej? oglądanych filmów? "Zero wyróżnien dla tego filmu"

RozekKwidzyn
1 tydzień temu 11
YouTube przegięło! To niedopuszczalne że w tak? bezczelny sposób chcą cenzurować Internet i "kreować, sterować" myslami. Skandal!

Halunos
3 tygodnie temu 3
Bo problem tkwi w sondażach!!!
Nie kampanie, a sondaże tworzą wyniki, które i tak są SONDAŻAMI!
Wyobraźcie sobie wybory bez sondaży i wyniki na drugi dzień po wyborach po przeliczeniu? WSZYSTKICH głosów...
Zastanówcie się.

Gdy w latach 90 XX wieku wygrała Solidarność wszyscy byli zaskoczeni decyzją Michnika. Wywalczył dojście do władzy, ale z niej zrezygnował. Ni chciał być ani ministrem, ani premierem, ani też prezydentem, wybrał z pozoru skromne stanowisko redaktora naczelnego nowopowstającej gazety. Bo realną władzę mają ci, którzy mają media! I on o tym wiedział.

2010.07.13 Wtorek

Od Romka G. przyszła szczera aż do (mego) bólu prawda:
Cześć Wojtku,
Poczytałem troszkę towjej książki - skok między tym, co było rok temu, a co jest teraz, ogromy. Ale mam jedną uwagę - książka jest "zbyt mądra". Owszem, dla adeptów uniwersytetu wydziału np. fizyki to może i pewna gradka, natomaist dla przeciętnego czytelnika jest zbyt trudna perceptycjnie, brakuje jej też "dramaturgii" czyli postawienia na początku interesującego zagadnienia, a potem stopniowo dążenia do jego wyjaśnienia.
Mam taką sugestię - czy mógłbyś spróbować powiedzieć to co napisałeś np. absolwentowi szkoły podstawowej? Zdecydowana większość książek na rynku prezentuje ten poziom wiedzy - wtedy można liczyć na masowego odbiorcę. A dla tych, którzy by łyknęli haczyk, można wtedy polecić tą książkę, jako kolejny etap wtajemniczenia.
Pozdr. Roman

Czy adepta szkoły podstwowej można w ciągu piętnastominutowej prelekcji nauczyć konstruowania helikopterów?

2010.07.12 Poniedziałek

Artykuł o sondażu wśród urzędników amerykańskich. Przeprowadził go prezydent pośród tych, których pensje pokrywa z dodruku pieniędzy, a zbytnio nie wymaga (bo prawdziwe wymagania stawiają tylko ci, którzy w sposób nieprzymuszony wydają swoje pieniądze):

Amerykańscy urzędnicy zadowoleni ze swojej pracy [http://biznes.onet.pl/amerykanscy-urzednicy-zadowoleni-ze-swojej-pracy,18554,3321306,1,news-detal]

W trudnych czasach wysokiego bezrobocia i gospodarczej niepewności, pracownicy federalni są coraz bardziej zadowoleni ze swojej pracy. Jak na ironię losu, Biuro Zarządzania i Budżetowania (OMB - Office of Management and Budget), które ma zadanie wzmacniać instytucje federalne, ma problemy z własną kadrą, zwłaszcza w obszarze przywództwa i satysfakcji z pracy.

Wyniki są częścią największego w historii sondażu przeprowadzonego wśród kadry federalnej. Jest to także pierwsze tego rodzaju badanie zlecone przez administrację Obamy.

Trzy czwarte respondentów stwierdziło, że czuje się spełniona osobiście, 8 na 10 lubi swoją pracę, a ponad 90 proc. uważa, że jest ważna. Dwie trzecie badanych jest zadowolonych ze swojego wynagrodzenia. [...]

Wiecie kiedy urzędnik jest niezadowolony?
unimatryca2009 dzisiaj, 11:47
Wtedy gdy wchodzi interesant.

w Rudzie Śl gnije parka strażników miejskich na ul piastowskiej
~14963 dzisiaj, 12:13
od dwóch godzin pilnując fotoradaru i też są wdzięczni wladzy że nie muszą fizycznie pracować za 1300 zl/mc

--+ Tiaaa dobry przykład wytworzonej w ostatnich 20 latach... klasy próżniaczej.

Byłbym niezmiernie wdzięczny
~kordzik dzisiaj, 14:01
gdyby jakiś historyk podał do publicznej wiadomości ilu urzędników na milion obywateli przypadało w 1939 roku, a ilu przypada obecnie.
Warto byłoby też porównać dostępną technikę biurową.

teraz kiedy deficyt budżetowy rośnie w tak ogromnym tempie
andrzej5213 dzisiaj, 13:50
może warto coś z tym zrobić? Mam na myśli przetrzebienie nieprzebranej hordy urzędników. Będzie to z ogromną korzyścią dla Polski. System z czystym sumieniem można uwolnić 0 50% zatrudnionych w adm. państwowej, ZUSach, Urzędach Skrarbowych , etc. To jest tylko obciążenie nie przynoszące społeczeństwu żadnego pożytku.
Ich wynagrodzenie, ZUSy, biura, samochodu, komputery, komórki etc. wypijają ze społeczeństwa ostatnie krople krwi.

W Państwie gdzie rządzą urzędnicy każdy pracujący człowiek to debil.
death_player dzisiaj, 13:42
Tak z tego wynika. To jest nagroda za ciężką pracę...
Swołocz idzie do pracy i haruje na urzędasów którzy mówią pracującym, co mogą, a czego nie..
Podczas gdy pracujący ludzie wykonują swoją pracę i nie myślą o niczym innym jak tylko o pracy, to urzędnicy w biurach kombinują (obmyślają) w chwilach wolnych przy kawie następny podatek od ciężkiej pracy.
Pozdrawiam (O__O)

Urzędnicy zadowoleni ze swej pracy
~Walek dzisiaj, 13:34
A kiedy to zwykli obywatele będą zadowoleni z pracy urzędników ?

Urzędniacy
~niebudżetowy dzisiaj, 13:29
nasi też są zadowoleni, bo co miesiąc dobra pensyjka, niezależnie czy są wyniki czy nie

W Krakowskim Starostwie urzędnicy dostali po 150zł. podwyżki od maja
~pawlik dzisiaj, 13:25
Ale za to urzednicy niższego szczczebla pracujący w jednostkach starostwa ani grosza. Wystarczy porównać ich oświadczenia majątkowe jak oszczędzają!

Jeszcze aby chorzy podatnicy zdani na policjantów byli zadowoleni.
~Ben dzisiaj, 12:23
Bo w Polsce urzędników jest 800 000 - a 6-iu pracujących musi płacić na 1-go urzędnika. Gdzie tutaj ma być dobrze ?

A jak mają być niezadowoleni. Przeciez budują SOCJALIZM!
gunmeat dzisiaj, 12:03
Tak jak i u nas.

Urzędnicy zadowoleni z samych siebie
~Londoner dzisiaj, 11:46
Niech jeszcze petenci, którym służą, będą z nich zadowoleni i wszystko będzie super.

no urzędaski słyszeli a teraz ładnie podziękować za niby-robotę
MarvinMarsjanin dzisiaj, 11:44
kto nie jest zatrudniony w firmie gdzie los pracownika jest uzależniony od jego wyników ten nie pracuje tylko pełni służbę, poniał?

Mało okrywcze. Urzędnicy , służby wszelkiej maści służą, ale rzadzącym.
~pesymista dzisiaj, 11:27
Dlatego nie podniosą na nich głosu. A rządzący ich dokarmiają. Czy ktoś wieży że u nas doczekamy sie reform słuzb, np. podniesenia wieku emerytalnego z 15 lat, itd ?

2010.07.11 Niedziela

Cytat z "Wojny Hitlera" Davida Irwinga: Zaproponował również, żeby pozostałe po takim odsiewie dzieci uczyć jedynie kilku podstawowych czynności:. „Liczenie do pięciuset, nauka podpisywania się i dobrego ułożenia, wpajanie Bożego nakazu posłuszeństwa Niemcom, jak również wyrabianie nawyku uczciwości i pracowitości”. Dzieci spełniajace kryteria rasowe można, zdaniem Himmlera, ewakuować w głąb Rzeszy gdzie otrzymałyby odpowiednie wychowanie. Podkreślił: „[...] powyższa metoda jest najłagodniejsza i najskuteczniejsza, jeśli odrzucimy – jako niegermańską , niemożliwą do realizacji i sprzeczną z naszymi przekonaniami – bolszewicką metodę eksterminacji”.

Opatrzyłem to hasłem żywe walczy, ale to powinno być źródłem przesłania dla człowieka. Jeśli ktokolwiek będzie chciał zrobić z ciebie niewolnika, to nie będzie wcale lub będzie źle cię uczył. Jeśli nie chcesz być niewolnikiem ucz się! Za wszelką cenę zawsze ucz się!

[religia] I jeszcze wyrwany zarówno z internetu i kontekstu cytat o procesowości religii:
Islam to zbrodnicza religia. Chrześcijaństwo ma na szczęście to stadium już
~Mindreader dzisiaj, 02:18
za sobą. Jedyna nadzieja w tym, że wszystkie religie wcześniej czy później się wypalają i potulnieją

2010.07.10 O ósmej rano temperatura przed i za oknem +25oC.

Trafiłem na bardzo życiowe forum, a sam artykuł mi się nie ściągał. I chyba dobrze bo już komentarze doskonale wyjaśniają sprawę. W artykule pewno tylko napi(s)ano, że tyragedia, bo nie ma pracy dla humanistów, ale w to, że praca nie rośnie na drzewach autor nie wnikał.

to ja jestem cwaniaczek !
~Amerykański Biedniak dzisiaj, 05:39
w 87 roku skonczylem automatyke na pewnej PRL-owskiej politechnice. Istnial wtedy urzad tzw pełnomocnika do spraw zatrudnienia, udałem sie do tego pajaca aby mi podpisał obiegówke jak konczyłem studia. Z ciekawości a może i z głupoty spytałem się czy ma jakieś ciekawe oferty pracy... miał coś w wytwórni opakowań blaszanych (nie wiem co to było, może czołgi?)za jakieś 7.00 USD na miesiąc...
Skrzywiłem się tylko, na co urzędniczy pajac wydarł się nastepująco: skończył pan dopiero studia na koszt socjalistycznego społeczenstwa, nic pan z siebie nie dał! a już pan chce prace w zawodzie! ciekawą! i jeszcze dobrze płatną! Cwaniaczek!!!!
Rok później spakowałem plecak i wyjechałem do najbardziej znienawidzonego kraju świata czyli USA.
20 lat później... przegrałem swoje zycie!!!
jako amerykański biedniak zajmuje się ciągle automatyką, zarabiam jakieś nedzne w porywach z dodatkami 145 000 USD na rok (czyli to co sprzataczka w Wawie na miesiąc ponoc?), znam tylko angielski i hiszpanski, jak w Polsce kazdy zna 6000 tysiecy jezykow i narzeczy plus kilkadziesiat martwych jezyków nie wiadomo po co?
i jak ja mam z tym wszystkim konkurowac?

Dla czego niema bezrobotnych Inzynierów??? Studjujcie kierunki technologiczne, a
~Anka dzisiaj, 08:50
praca sama Was znajdzie tak samo jak lekarzy, pilegniarki, farmaceuci, konkretne umiejętności konkretny zawód konkretna praca i konkretne pieniadze. Jestem pilęgniarką po studiach mązjes inzynierem praca od razu po studiach a nawet jeszcze przed wynagrodzenia powyzej srredniej moje kolezanki po bankowosci ekonomii ciagle nie maja zajecia

HASŁO 20-LECIA DEMOKRACJI
~obywatel dzisiaj, 08:49
POLSKA MAGISTREM STOI - TYLE,ŻE BEZROBOTNYM.

STUDENCI NABIERAJĄ SIĘ NA ZDJĘCIA Z FOTOSHOPA
~OKO OPATRZNOŚCI dzisiaj, 08:49
I ZAWSZE GŁOSUJĄ PRZECIW OBNIŻCE PODATKÓW, PRZECIW NOWYM MIEJSCOM PRACY, GŁOSUJĄ NA STYROPIANOWYCH LIBERAŁÓW.
GŁOSUJĄ NA ROKOSZAN Z 1980 ROKU I Z 1989 ROKU. ICH WYBÓR JEST OCZYWISTY: POŚREDNIAK

ALE GLOSUJCIE ,GŁOSUJCIE INTELIGENCI!!!!!!!
~oko dzisiaj, 06:40
tylko żebyście nie zaczęli myśleć przypadkiem. Głosujcie bo zgoda buduje ,idźmy środkiem drogi ,patrzmy w przyszłość.NO TO TERAZ POPATRZCIE W TĄ PRZYSZŁOŚĆ WASZĄ ,BEZ PRACY ,BEZ PERSPEKTYW .

Obecny system kształcenia na "wyższych uczelniach"
~inżynier dzisiaj, 08:37
zrobił krzywdę wielu młodym ludziom, dawniej studiowało 10-15% młodzieży obecnie "studiuje" 45%. Gdyby nie było rożnych Pół(tusków) to dzieciarnia poszłaby do łopaty lub nosiła cegły na budowie i zarabiała pieniądze a teraz są "wykształceni" i nie mogą..........W ten sposób nie zbudujemy nigdy żadnej infrastruktury bo "politologi" nie będą robić przy łopacie i jeździć walcem. Mogą najwyżej sprzedawać w klepie ale od tego nikomu nie przybywa.

a na kafelkarza,czy zduna trzeba miesiącami czekać-ot,efekt
~jerzy wolski dzisiaj, 08:36
likwidacji szkół zawodowych,bo teraz każdy chce byc "menago",albo "doradcą"

Spoko jest, teraz gimnazja produkuja takich debili że
~35+ dzisiaj, 08:35
stara gwardia może spać spokojnie. Nikt nas nie zastąpi.

Ludzie wykształceni pracę mają zapewnioną już na 2-3 roku
~nastolatka dzisiaj, 07:43
studiów politechnicznych. Wykształciuchy po różnych bleblelogiach nawet do łopaty się nie nadają.

--+ ~zawodowka dzisiaj, 07:55
i tu trafilas w punkt, te stada nieudacznikow do konca zycia beda pracowac na wozkach widlowych w magazynach i przechwalac sie swymi nic nie wartymi dyplomami.

Trzeba uświadamiać młodych ludzi przed podjęciem studiów
~seb dzisiaj, 07:47
które kierunki dają największe perspektywy na znalezienie pracy, szkolenie armii ekonomistów, politologów, prawników, itp. na których nie ma aż takiego zapotrzebowania na rynku pracy jest bez sensu. Obecnie wydaje mi się że największe wzięcie mają ludzie z wykształceniem technicznym, czyli panowie inżynierowie.

Nie żal mi politologów. To pasożyty. Tylko pijawki i lenie wybierają ten
~NaZmywak dzisiaj, 08:00
kierunek studiów.

Paradoks.....
~zalozenie dzisiaj, 08:11
Mlodzi, silni, zdrowi, wyksztalceni biora zasilki a starym, schorowanym ktorzy zajmuja miejsca pracy karza pracowac do 65 lat. Jaka jest wydajnosc pracy 25-io latka i np. 62-u letniego pracownika. Gdyby zasilki wyplacane corocznie mlodym absolwenta szkol przeznaczono na emerytury dla starych i schorowanych ludzi to: emeryci i rencisci byliby wczesniej i na lepiej platnej emeryturze a mlodzi mieliby prace a nie stali po zasilek a potem budka z piwem, imprezki itp.

Skończyłem polibudę
~inżynier dzisiaj, 08:09
Na jedno stanowisko pracy kandyduje 50 osób. Faktycznie to i tak lepsze niż 500 na stanowisko na które kandydują humaniście, ale z perspektywy czasu zastanawiam się czy nie lepiej było zostać glazurnikiem, murarzem czy cieślą.

Dlaczego?
~nauczyciel dzisiaj, 08:10
Dlaczego do tej pory jest tak mało prywatnych uczelni medycznych i technicznych? Bo ich "twórców" nie stać by było na wyposażenie nawet jednej pracowni! Za to mnożą się różne inne, gdzie ma się gwarancję ukończenia edukacji i otrzymania tytułu. Ale one nawet własnej biblioteki nie mają. A co do poziomu studiów i studentów, lepiej się nie wypowiadać, bo ich poziom z roku na rok się obniża. Skąd to wiem? Bo jestem pracownikiem naukowym uczelni państwowej o profilu technicznym. Moim zdaniem około 40 % kończących studia do tego się nie nadaje...

politolog po ukończeniu studiów to niby co ma robić?
~anita dzisiaj, 08:07
bo nie jarzę!

Politologia? Marketing? a potem pretensje do całego świata, ale nie do siebie.
xharma dzisiaj, 08:14
... ale to jest konsekwencja tego, co tym ludziom mówią na studiach (lub w trakcie rekrutacji). A na studiach przecież nikt z wykładowców ci nie powie, że po ukończeniu nie będziesz miał pracy. Każdy będzie mówił do końca, że praca na pewno jest, bo inaczej podważałoby to sens istnienia takich studiów (no może tylko jako studiowanie dla przyjemności...ale to można robić jak się ma stałe źródło utrzymania przez całe życie...), a więc także sens zatrudniania takich wykładowców. Czyli już na starcie kariery zawodowej jest test na inteligencję i zdolność samodzielnego myślenia. Jak ktoś nie umie, to wybiera kierunki jak w temacie. Jak ktoś umie kojarzyć fakty i analizować informacje, to wybiera kierunki po których ma pracę...proste. Naturalna selekcja.

Trzeba zdobywać potrzebne inżynierskie zawody a nie
~dasde dzisiaj, 08:14
Młodzi ludzie idą na łatwiznę i studiują kierunki nikomu niepotrzebne, bo na takie może dostać się każdy i nie wymagają inteligencji.
Wystarczy zobaczyć oferty prywatnych uczelni, próżno tam szukać kierunków technicznych.A więc mamy rzesze politologów, teologów, filozofów i innych nikomu niepotrzebnych zawodów.Tacy póżniejsi absolwenci przeżywają stres gdy okazuje się że na rynku pracy szuka się ludzi którzy coś umieją pożytecznego robić i posiadają ku temu wiedzę. Rządy solidarnościowe polikwidowały szkoły zawodowe i technika, bo tym "działaczom" wydawało się i dalej wydaje że dobrobyt państwa powstaje z marketingu i filozofowania, a produkty same się tworzą.Rządzą nami miernoty i takie standardy nauki propagują-żenada

poziom magistrów dzisiaj
~średniak dzisiaj, 06:53
jest poziomem wiedzy jaką kilkanaście lat temu legitymowali maturzyści.
Wielu kończy szkoły typu KSW - kup sobie wykształcenie. Prawda jest taka, że kiedyś, zeby zdać maturę trzeba było mieć wiedzę i inteligencję, a żeby skończyć studia jeszcze samozaparcie. Dzisiaj maturę zdają wszyscy, którzy tego chcą, a studia kończą Ci co mają na to ochotę (a nie predyspozycje...)

1/2 miliona-tylu studiuje tzw eKONOMIĘ na tzw.uCZELNIACH
~Ekspert Dobra Rada dzisiaj, 07:59
eKONOMICZNYCH, KTÓRYCH MAMY 180, trzy razy więcej niż np.Niemcy.

śmieszno i straszno , niektóre kierunki istnieją tylko po to by
~Jaśmina dzisiaj, 07:23
panowie wykładowcy mieli kasiorkę i to niezłą

To są skutki działalności pseudo profesorów naciągaczy młodzieży,
Andyk dzisiaj, 07:39
bo po co tak duży odsetek młodzieży ma kończyć pseudo studia i później przeżyć rozczarowanie.

Wyksztalciuchy POkonczyly studia i nie moga pracy znalesc, buahahah
~Pietruch SPZ Dabrowa dzisiaj, 07:08
Jestescie za tepi nawet zeby meble z Ikea zlozyc, a jak pokonczyliscie turystyke to w swiat pracy szukac.

a co na to
~ja dzisiaj, 06:36
niekwestionowany ekspert rynku pracy, niejaki Boni Michał?

--+ prezes_PUP_y dzisiaj, 07:01
czy to ten co dostał posadę za kapowanie ubecji?????

może nowy kierunek -
~w. dzisiaj, 07:22
magister bezrobocia>? nauka chodzenia po urzędach pracy, znajdowania zasiłków i nowych szkoleń unijnych

To ci co głosowali na Komora?
~strzelec1a211 dzisiaj, 06:51
Młodzi, z wyższym wykształceniem, z dużego miasta (Kraków).

--+ To niech im teraz dadza stołki w PO.
~wyborca dzisiaj, 06:59

--+ Dadzą dadzą! Za tusku zatrudnienie w administracji wzrosło o 30%! i tyleż pensje tych trutni! Tylko w ubiegłym roku zatrudnił 26tys darmozjadów i podniósł im pensje o średnio 11%
~Dzieju dzisiaj, 07:11

Hahahaha
~grześ23 dzisiaj, 06:42
Docenty na bezrobociu a nie ma komu ulicy pozamiatać LOL

Do 1700 artykłu ten zgromadził ponad 1500 wpisów, do następnego dnia rano ponad 2000.

2010.07.09 Piątek Ciekawe cytaty z artykułu "Cały nasz cyrk" Marcina Wolskiego z "Niezależnej Gazety Polskiej - Nowe Państwo" nr. 06/2010 z moimi odnośnikami do słownika fizyki życia

W dodatku gdy polityka przestała być domeną elit, tylko stała się własnością całego społeczeństwa (po drodze otrzymały prawa wyborcze kobiety – bardziej podatne na sugestię niż mężczyźni, wrażliwsze na detal, mowę ciała itp.), coraz mniej było w niej merytorycznej debaty - na brak której narzekają wszyscy, nawet ci, którzy zmuszeni do ujawnienia swych przekonań, przegraliby natychmiast – a więcej wrażeń niż emocji.
[Meżczyzna/Kobieta]

Dodajmy, że tzw. czwarta władza – szczególnie w przypadku mediów komercyjnych – różni się od trzech pozostałych całkowitym brakiem jakiejkolwiek kontroli społecznej, nie odpowiada za swoje czyny, w dodatku kreując rzeczywistość, sama ją ocenia.
[Media]

[…]

Już Machiavelli zauważył, że społeczeństwo podejmuje decyzje racjonalnie jedynie w momentach skrajnego zagrożenia, w czasach normalnych wybiera tych, co najmniej przeszkadzają i potrafią się podobać.
[Cykl Tytlera]

[…]

Co gorsza, reguły kreowania popularności są ścisłe jak zasady matematyczne czy fizyczne. Umieranie z godnością niewiele się przydaje. Podobnie jak obrażanie się na rzeczywistość.

I bardzo ciekawa obserwacja internauty na forum:
FOTORADAR nie podnosi bezpieczeństwa !!! To kasownik za przekroczenie prędkości.
~Marek S. dzisiaj, 08:44

Jeśli ktoś chce spowolnić kierowcę szarżującego w niebezpiecznym miejscu to wystarczy radar połączyć ze światłami. Tylko nastąpiłaby FAKTYCZNA POPRAWA BEZPIECZEŃSTWA, tylko kasy by nie było. Jako że kasa ważniejsza od bezpieczeństwa, no to mamy radary i wymyśloną przez pokrętną władzę filozofię o dbałości o nasze zdrowie i życie.

2010.07.08 Czwartek

Ciekawy wpis na forum:

Prawica-lewica definiują się jako swoje przeciwieństwa na trzech biegunach:

  1. Gospodarczy
    Prawica - liberalizm i naprawdę Wolny Rynek
    Lewica - interwencjonizm państwowy, duże podatki, duży socjal i/lub inwestycje państwowe, etatyzm
  2. Prawny
    Prawica szanuje Prawo (jako porządkujące rzeczywistośc i relacje Obywatel-Państwo)
    Lewica jest gotowa zmieniać je często by uzyskać doraźne korzyści, nie zastanawiając się nad długofalowymi konsekwencjami.
  3. Obyczajowy
    Prawica szanuje tradycję Lewica nie szanuje tradycji
I kolejna tym razem dyskusja z forum:

A oto następny mało znany dokument z życia Hitlera:
~waldigórka dzisiaj, 08:31
Władze amerykańskie znalazły po wojnie w jednym z bunkrów frankfurckich tajny memoriał Adolfa Hitlera do Heinricha Himmlera z 4 marca 1944 roku. Czytamy w nim:
"Polacy są najbardziej inteligentnym narodem ze wszystkich, z którymi spotkali się Niemcy podczas tej wojny w Europie... Polacy według mojej opinii, oraz na podstawie obserwacji i meldunków z Generalnej Gubernii, są jedynym narodem w Europie, który łączy w sobie wysoką inteligencję z niesłychanym sprytem. Jest to najzdolniejszy naród w Europie, ponieważ żyjąc ciągle w niesłychanie trudnych warunkach politycznych, wyrobił w sobie wielki rozsądek życiowy, nigdzie niespotykany.
Na podstawie ostatnich badań, powadzonych przez Reichsrassenamt uczeni niemieccy doszli do przekonania, że Polacy powinni być asymilowani do społeczności niemieckiej jako element wartościowy rasowo. Uczeni nasi doszli do wniosku, że połączenie niemieckiej systematyczności z polotem Polaków dałoby doskonałe wyniki" - pisał kat Polaków.

~radio dzisiaj, 09:08
No niestety, trudno nie przyznac Ci racji. Niektorzy, zeby sie lepiej poczuc, beda sie posilkowac najbardziej absurdalnymi "faktami".

~młot na głupotę dzisiaj, 11:41
skoro nie ma dokumentów, to pozostaje fantazja (ułańska przede wszystkim)

~waldigórka dzisiaj, 09:50
Dokument został opublikowany przez amerykańska agencję United Press w 1947 roku

~waldigórka dzisiaj, 09:22
Społeczeństwo przedwojenne to zupełnie inni Polacy niż obecne, skarlałe duchowo i umysłowo polactwo..!! Dzisiejsze bardziej przypomina przedrozbiorową szlachtę z XVIII wieku, zapijaczoną, ogłupiałą, tchórzliwą, kłótliwą i małostkową. Trzeba pamiętać o tym ,że historia kołem się toczy..!!

~Alter dzisiaj, 11:17
Zgadza się, to już nieaktualne. Sowieci wymordowali tych najinteligentniejszych, mających duże poczucie patriotyzmu. Zostali zniewoleni, o niskim poczuciu własnej wartości, kolaborujący chętnie z okupantem /sowieckim/ za jakieś mało znaczące stanowisko.

~paradoxx dzisiaj, 09:16
No i postępują zgodnie z tą dyrektywą: Klose, Podolski, Trochowski...

2010.07.07 Środa

Dobrze opłacani urzędnicy
[http://biznes.onet.pl/dobrze-oplacani-urzednicy,18554,3318390,1,news-detal]

Przeciętne wynagrodzenia w ministerstwach zwiększyły się dwa razy szybciej niż w całej gospodarce - oznajmia "Rzeczpospolita".

Gazeta dotarła do raportu Kancelarii Premiera na temat zarobków służby cywilnej. W ciągu ostatnich lat rosły one o wiele szybciej niż w gospodarce.

Przodują resorty kultury i rolnictwa. W tym drugim średni zarobek brutto wynosi 7,6 tys. zł i jest najwyższy spośród wszystkich ministerstw. Najgorzej wypadło w podsumowaniu Ministerstwo Skarbu Państwa, gdzie pobory są nawet o 3 tys. mniejsze od lidera.

Takie duże dysproporcje nieco dziwią ekspertów. Niemniej w wielu krajach pobory administracji są obniżane z powodu kryzysu.

Może i u nas czas o tym pomyśleć - kończy "Rzeczpospolita".

TO WYNAGRODZENIE W MINISTERSTWACH A NIE W ZWYKŁYCH URZĘDACH
~jaaaaa4 dzisiaj, 08:08
zgadzam sie. Wcale nie jest tak kolorowo jak kazdy myśli. 4-5 tys. to zarabiaja dyrektorzy itp. Pracuję w urzędzie w DUZYM mieście, mam wykształcenie itd a dostaje 1250zł na reke( 1700zł brutto), i no ba dostane niebawem podwyzke 100zł brutto - czad:) doliczmy raz na kwwartał lub pol roku (zalezy co sie uda wywalczyc związkom) ok 300zł nagrody... faktycznie zarabiam majątek. A pracuje na stanowisku na ktorym nawet kawy nie mam kiedy wypic w pracy.

Skoro tak marnie płacą to po co się tam zatrudniać ???
~stop dzisiaj, 08:55
Otwórz pizzernię. Prawda jest taka, że urzędników jest o 50 % za dużo, i jako masa dostają o 50% za dużo pieniędzy z kasy państwa. Gdyby się sami utrzymywali to OK, ale wiszą na garnuszku państwa, budżetu państwa i ci co się sami utrzymują mówią STOP !!!

Na początek proponuję zwolnić co drugiego urzędnika.
~filipinek dzisiaj, 07:16
Gwarantuję, że nic się z tego powodu nie stanie.

--+ ~Bronek dzisiaj, 08:32
Potem będziesz jęczał, że nie ma cie kto obsłużyć, załatwić twojej sprawy. Ech, durny jesteś.

--+ ~urzędas dzisiaj, 08:50
Nie zwykłego urzędnika tylko tych decydentów w ministerstwie którzy nakładają coraz to nowe bzdurne zadania na samorządy. Sprawozdań wszelkiego rodzaju to się robi na kilogramy człowiek w lecie nie może pójść na urlop bo ciągle sprawozdania

--+ ~dimo dzisiaj, 09:07
Obsłużyć...prawda jest taka, że urzędnicy obsługują przede wszystkim samych siebie, i aby UZASADNIĆ swoją przydatność społecznie to wymyślają coraz więcej przepisów, regulacji, pozwoleń,papierów....i później w"pocie czoła" za pieniądze ludzi produktywnych, z ich podatków, się obsługują.Nie ma na to kasy. DOŚĆ !! Zwolnić połowę urzędników od zaraz a przede wszystkim wszystkim urzędnikom zamrozić pensje na 5 lat, to się nie będą tak ochoczo do tego "zawodu" garnęli !

NIEPRAWDA!!! PRACOWNICY - POTWIERDZAJCIE!
~AskaB dzisiaj, 06:55
Nieprawdziwa informacja! Od ponad 3 lat jestem pracownikiem służby cywilnej na stanowisku specjalisty i zarabiam na rękę trochę ponad 2000 zł!!! Uważam, że to GŁODOWA PENSJA!

--+ ~Asakku dzisiaj, 08:21
Zgadzam się. Pracuję blisko MSWiA i po prawie 4 latach jako st.specjalista mam 3300 netto i u nas jest to uważane już za bardzo wysoką pensję. 7000 brutto, to u nas ma chyba tylko dyrektor, a wiem to ponieważ pracowałem jakiś czas w kadrówce i widziałem listę płac.

--+ ~OBSERWATOR dzisiaj, 08:11
Z WAS TAKIE MAGISTRY JAKI ROZUM. PRZECIESZ PISZE ZE W RZADZIE, CZYLI TY NAJBLISZYM PRACOWNIKA NIE WSZYTSKIM RZAD ROZDAWAL SOBIE KASE A POLAKA MOWIL ZE JEST KRYZYS MYSCIE MAGISTROWIE BOZE JAKI POLAK MA GLUPI OBYWATELI

SKANDAL I PARANOJA
~Znafca dzisiaj, 09:18
Wiem, że dodatek służbowy w służbach mundurowych jest wyższy niż cała emerytura np. nauczyciela nawet o 40%. Mając 45 - 50 lat życia można mieć emeryturę w tych resortach od 3.300 - 4.500 zł. (netto) albo i więcej. Przed odejściem prawie każdemu f-szowi podwyższa się "stołek". Stąd to obleganie tych resortów.

W Ministerstwie Skarbu doliczcie ok. 10 tys. za rady nadzorcze
~Nick dzisiaj, 09:18
W Ministerstwie Skarbu urzędnicy z radami i innymi fuchami zarabiają często więcej niż ministrowie.

Hej wyjaśnijcie jedną rzecz. Skoro jest tak cieżko i źle polskiemu
~Dorotka kotka dzisiaj, 08:42
urzędnikowi, policjantowi itp. to czemu tak strasznie są oblegane te pozycje? a w ogóle w mniejszych miejscowościach dostanie etatu w urzędzie czy policjanta graniczy z cudem jeśli nie ma się układów. Ktoś to potrafi wyjaśnić? czy naprawde urzędnikom jest tak źle?Czy to tylko koniunkturalne gadanie ludzi którzy chcą jeszcze więcej?

--+ ~ROKO dzisiaj, 09:01
TO JEST GRUPA DARMOZJADÓW, NIEUDACZNIKÓW FLUSTRATÓW KTÓRZY OCZEKUJĄ ŻE IM SIE WSZYSTKO NALEŻY

--+ ~Kala dzisiaj, 09:17
Bo jest to ciepła,spokojna i raczej pewna posada do emeryturki, oczywiście jeśli siedzisz cicho jak mysz pod miotłą i robisz co do ciebie należy. A w firmach prywatnych chociaż zarabiasz lepiej i duzo wiecej pracujesz, prace możesz strcić w ciągu 5 minut, bez nie widomomego powodu:/ takie jest życie, ludzie wola mniej ale za to są pewni ,że jutro tez bedą mieli na chleb.

No i w ten sposób inetrnauci zbudowali model typowego urzędnika.

2010.07.06 Wtorek

[politycy]
Nieprawdą jest, że jeśli partii politycznej da się pieniądze to ona uruchomi wielkie instytuty badawcze i sfinansuje tworzenie myśli. Partia polityczna robi wyłącznie to co służy zdobyciu i utrzymaniu władzy. - Jan Maria Rokita.

Dla polityków Powódź jest po to by pokazać ryje - piosenka "Powódź wyborcza 2010" Dam każdemu sto milionów, dam każdemu etat [...] Dam wam wszystkim wszystko jak będę prezydentem. - "Uniwersalna piosenka wyborcza" Martina Lechowicza

[naukowcy]
Przypomnijmy raz jeszcze bardzo szczegółową, „cybernetyczną” prognozę J. B. Lamarcka, przewidującego już blisko 200 lat temu, w artykuliku "O postępie wiedzy ludzkiej” ( ), w jakim kierunku „samo-rozwinie” się nauka:

Stając się zbyt rozpowszechnionymi, nauki nie tylko się osłabiają i nawet cofają się, ale także wulgarnieją i tracą całą swą istotę. Ich postęp staje się tylko kamuflującym pretekstem; rzeczywistym celem każdej osoby, która zajmuje się nauką, jest:

  1. chęć zdobycia wielkiej reputacji, jednym słowem sławy;
  2. chęć wyróżnienia się i dominowania nad innymi;
  3. chęć otrzymania odznaczeń, dobrych i wysoko płatnych posad, etc.

2010.06.30 Środa Cytat z Bogdana Wenty - trenera polskiej reprezentacji w szczypiorniaka: Porażka jest motywacją lub poszukiwaniem szansy.

2010.06.29 Wtorek

Fragment z blogu Korwina. Użył słowa systemowe! To może być znaczący postęp w jego PiaR'ze:

Właściciele III Rzeczypospolitej tak się rozbestwili, że operują raczej dziesiątkami milionów. Ale biedny koalicjant musi zadowalać się mniej słodkimi konfiturami. Co opisałem w "Dzienniku Polskim" - pod tytułem:

Grabie - i kres KRUS?

Jak donosi nieoceniony "FAKT" p.Henryk Smolarz, Prezes KRUS-u, wypłacił był sobie 157.000 zł nagrody.
Twierdzenia, że p. Prezes dba tylko o Siebie, są niesłuszne: Swoim Zastępcom wypłacił po 108.000 zł. Dba i o niższe szarże: w 2009 roku pracownicy ubogiego KRUS-u dostali premie za 13,6 mln zł.

Dziwienie się i oburzanie jest nie na miejscu. Zrozumcie-ż Państwo wreszcie: to jest systemowe! Te wszystkie ZUS-y, KRUS-y, PFRON-y itp. itd. zostały powołane właśnie i TYLKO po to: dla dobra polityków i urzędników. Rolnicy, ludzie pracy, inwalidzi, dzieci, chorzy, emeryci i inni "ludzie specjalnej troski" służą tylko temu, by ci, co się o nich "troszczą", mieli dobre życie... bez wykonywania jakiejkolwiek pożytecznej pracy.

Grabie grabią DO siebie.

Jak ktoś tego nie rozumie - to niech przeczyta ten (krótki przecież) tekścik jeszcze raz, jeszcze raz, jeszcze raz....

...aż zrozumie, przyjmie do wiadomości - i wyciągnie wnioski.

Ze swej strony jeszcze bym tylko dodał, że wszystko to co mówią ludzie, którzy instytucje takowe tworzą oraz ci, którzy w nich pracują oparte jest o taktykę Von Neumanna. Czyli świadomy i nieświadomy: doskonały dobór słów, konfabulację, zmyślenia, wymyślanie teorii, blef, kłamstwa i oszustwa, tylko po to, by samemu skorzystać z mechanizmu presji na wyzysk społeczny i wypłacać sobie te pensyjki.

2010.06.26 Sobota Skiksował mi komputer i muszę raz jeszcze zrobić ten wpis, bo mi po prostu przepadł.

Oglądałem wczoraj po raz drugi film "Narodziny wolności", bo chciałem coś uściślić na temat cesarza Teodozjusza. Wpadłem jednak na James'a Madison'a - czwartego prezydenta Stanów Zjednoczonych, jednego z głównych architektów konstytucji tego kraju. Uważał on, że człowiek jest grzeszny i upadły i dlatego żadnej jednostce, ani żadnej grupie nie można powierzać niekontrolowanej władzy.

Szybciutko skoczyłem do Wikipedii, a w zasadzie do wikicytatów:

  • Demokracje, gdziekolwiek się pojawiły stawały się źródłem zawirowań i sporów, gdziekolwiek były odkrywano ich sprzeczność z osobistym bezpieczeństwem lub prawem własności. Im dłużej trwały tym gwałtowniejsza była ich śmierć.
  • Jest to prawdopodobnie prawo uniwersalne: utrata wolności spowodowana jest prawdziwym lub wyimaginowanym zagrożeniem.
  • Gdyby ludzie byli aniołami nie byłyby potrzebne rządy. Gdyby anioły rządziły ludźmi nie potrzebna byłaby ani wewnętrzna ani zewnętrzna kontrola rządu. Przy tworzeniu rządu, który daje jednym władzę nad innymi pojawiają się dwa problemy: jakie prerogatywy dać rządowi by faktycznie mógł sprawować władzę i drugi jak kontrolować rząd by danej mu władzy nie nadużył.
  • Wolny i uzbrojony naród stanowi barierę dla zewnętrznej agresji i ucisku wewnętrznego.
  • Od prawie piętnastu wieków chrześcijaństwo jako prawna instytucja miało okazję się sprawdzić. I jakie są tego owoce? W większym lub mniejszym stopniu na całym świecie, duma i nieróbstwo księży, ignorancja i służalczość wśród wiernych, a w obu grupach, zabobonność, dewotyzm i chęć prześladowania innych.

Cytat o chrześcijaństwie to wniosek z obserwacji instytucji, która w danym czasie dominuje i w związku z tym następuje jej rozkład. Dokładnie to samo można powiedzieć o Polskiej Zjednoczonej Partii Robotniczej u schyłku jej istnienia: Od prawie czterdziestu lat PZPR miał okazję się sprawdzić. I jakie są tego owoce? W większym lub mniejszym stopniu w całej Polsce, głupota i nieróbstwo aparatczyków, ignorancja i służalczość wśród członków partii, a w obu grupach ślepota na podstawowe prawa ekonomii i chęć prześladowania innych.

Ludzie czepiają się albo instytucji kościoła albo instytucji komuchów, a przecież to nie chodzi ani o kościół, ani o komuchów, lecz o charakterystykę instytucji - fizykę tego zjawiska. Każda instytucja działa bowiem diametralnie różnie w zależności od tego w jakich warunkach przychodzi jej działać. Jedno jest pewne: w instytucji, która sprawuje niczym nieograniczoną władzę dochodzi do jej wewnętrznego rozkładu.

Niewątpliwie był to człowiek myślący systemowo. Człowiek jakich jest niewielu zarówno wtedy jak i dziś.

Z ciekawostek: w angielskojęzycznych wikicytatach jest kilkadziesiąt cytatów Madison'a, w polskojęzycznych zaledwie trzy: dwa antyreligijne i jeden antydemokratyczny. Swoją drogą to, jak wypowiadał on swoje myśli jest na prawdę trudne do przetłumaczenia.
Madison pisze: and have in general been as short in their lives as they have been violent in their deaths.
Tłumacz wikipedii: Były w zasadzie tak krótkie jak ich życie, tak jak były gwałtowne ich śmierci.
Sylwia: i na ogół ich krótkotrwałość dorównywała gwałtowności z jaką kończyły swój żywot (albo obecność na scenie dziejowej).
I moja interpretacja: Im dłużej trwały, tym gwałtowniejsza była ich śmierć. Choć może się mylę i myśl Madisona jest dokładnie odwrotna.

2010.06.23 Środa Cytat z Aleksandra Gudzowatego: Z drugiej jednak strony my przecież ciagle prowadzimy taką politykę, że komuś coś oddajemy. Gospodarczo jesteśmy mało samodzielni. Kochamy oddawanie. A poziom polityków jest taki, że brak rutyny i doświadczenia nie pozwala przeprowadzić śmiałych pomysłów, a tak w ogóle to brakuje jakichkolwiek pomysłów. Najlepiej oddać lub sprzedać. [NCz, 25/2010, str. XVII]

2010.06.22 Wtorek

Artykuł podesłany przez pana Jacka D.: Do podejmowania ważnych decyzji wystarczy mózg skorupiaka?
[http://www.rynekzdrowia.pl/Badania-i-rozwoj/Do-podejmowania-waznych-decyzji-wystarczy-mozg-skorupiaka-,19050,11.html]
* PAP/Rynek Zdrowia * 2010-06-19 15:33:00

Dzięki badaniom nad nieskomplikowanym mózgiem langusty można się wiele dowiedzieć o działaniu ludzkiego mózgu.

Jak wykazały badania przeprowadzone przez naukowców z University of Maryland, langusty potrafią podejmować zaskakująco złożone kalkulacje dotyczące ryzyka i korzyści, na przykład tego, jak się najeść, a przy tym nie stać się czyimś posiłkiem.

Z jednej strony pociągał je zapach przynęty, z drugiej zaś straszył cień domniemanego drapieżcy. Zależnie od szybkości poruszania się cienia i intensywności zapachu jedzenia wybierały szybki ruch lub zastygały, udając martwe.

Świetny przykład optymalizacji resergii.

2010.06.20 Niedziela Siadłem na chwilę do "Psychologii socjalizmu" Le Bon'a i już na wstępie natrafiłem na wspaniały fragment: Nauka, która zmaga się z bogami, nigdy nie zastanawiała się nad imperiami, które oni stworzyli. Bez nich nie odbyło się ani pomyślne powstanie, ani dalszy rozwój jakiejkolwiek cywilizacji. A te najbardziej dynamicznie rozwijające się zawsze były wspierane doktrynami, które z racjonalnego punktu widzenia nie posiadały ani grama logiki, ani szczypty prawdy, ani nawet zdrowego rozsądku. Racja i logika nigdy nie były prawdziwymi kierunkowskazami dla narodów, natomiast irracjonalność, jak do tej pory, zawsze była najsilniejszym motywatorem ludzkiego działania.

Religie tłumaczą i sterują zachowaniami społeczności w o wiele tańszy sposób, niż do tej pory robi to logika i nauki przyrodnicze. Co więcej racjonalna nauka prędzej czy później dojdzie do konkluzji, że wypracowany przez nią zbiór norm moralnych będzie bardzo podobny jak zbiory norm moralnych proponowane przez religię chrześcijańską. Mam nadzieję, że Fizyka Życia się do tego przyczyni.

2010.06.19 Sobota Wspaniały opis Cyklu Tytlera pióra Marka Jana Chodakiewicza:

Marksizm bowiem to teoria i praktyka zdobycia i utrzymania władzy w imię utopijnej doktryny całkowitej równości, zlikwidowania własności prywatnej oraz zniszczenia tradycji, a szczególnie jej najbardziej świadomych wyrazicieli – elit tradycyjnych. Nad strażą równości czuwają marksiści, którzy tym sposobem stają się „równiejsi”. Marksizm opiera się na totalnej antymoralności, co pozwala na każdy manewr taktyczny (także ten pozornie niezgodny z doktryną marksowską), który prowadzi do zwycięstwa rewolucji. Ponadto marksizm to dążenie do absolutnej kontroli zarówno nad partią totalitarną zdobywającą i sprawującą władzę, jak i nad podbijanym lub podbitym społeczeństwem. Po zwycięstwie uciska się ujarzmionych ludzi, eksploatując ich pasożytniczo dla korzyści garstki nomenklatury. Ponieważ jednak założenie marksizmu- leninizmu są zdecydowanie przeciwstawne naturze ludzkiej, pasożyt komunistyczny, wprowadzając je w życie, powoli zaczyna zabijać organizm społeczny, na którym żeruje. Okresowo w związku z tym przestaje wysysać z niego soki – to jest tak zwany okres „liberalizacji”, czyli tymczasowego i pozornego odejścia od celu, którym jest „wprowadzenie socjalizmu”. Wtedy to ludzie starają się powrócić do normalności (np. w sferze gospodarczej, próbuję przywrócić zasady wolnorynkowe). Jest to czas potrzebny, aby organizm społeczny odzyskał siły do następnej rundy pasożytowania na nim, czyli marszu do socjalizmu. [NCZ 1048, str. XXXV]

2010.06.19 Sobota Ciagle przewijają się w mojej pamięci obrazy dwóch chłopaków pokazanych w programie Elżbiety Jakubowicz. Chłopaków niepełnosprawnych, leżących w łóżku, którymi trzeba opiekować się jak roślinami. Chłopaków, którzy byli normalni, lecz w pewnym momencie zostali skatowani przez grupę swoich rówieśników. "Leżącego kopało pięciu krzycząc Śmierć frajerom". Ich kalectwo budzi niesamowite współczucie, lecz przerażenie wywołuje to, że nikt którzy do tego doprowadzili nie poniósł realnej kary. Wyroki jakie dostali to dwa lata w zawieszeniu. Przyczyna: wśród agresorów byli synowie lokalnych bonzów - policjanta, geodety, sędziego.

Rodzice mieli zdrowego uoprawiającego sport, dobrze zapowiadającego się chłopaka, a teraz do końca życia muszą się nim opiekować nie mając w zasadzie z nim żadnego kontaktu. Bandziory na wolności pokazują im, ze maja ich gdzieś. Ponoć jedna rodzina dostała odszkodowanie w wysokości 70 tys. złotych - to po prostu kpina.

Co za sądy, co za sędziowie, co za praworządność! Po prostu obrzydliwe.

2010.06.18 Piątek

Minikonferencja poświęcona 10 leciu firmy IC&Partners. Pierwsze występuje Carlo Lottieri, mówi o procesie, który niszczy Unię. Proces stopniowy porównany przez niego do brania coraz większych dawek przez narkomana. Na Unii rozrasta się wielkie cielsko pasożyta, który nie tylko wysysa zasoby, lecz również krępuje przedsiębiorczość. Pasożyta złożonego urzędników. Diagnoza prawidłowa, lecz metody kuracji prelegent proponuje zaiste absurdalne. "Może pomogą nam w tej kwestii byłe kraje komunistyczne, które już raz przeszły przez ten proces i zakończyły go wielką klapą, a może pomoże przyłączenie do zramolałej Unii dynamicznej Turcji" - zastanawiał się prelegent.

Guzik, proces jest nieubłagany "państwo" rozrasta się i ze struktury powołanej do sprawnego zarządzania przekształca się w rzeczonego pasożyta zabierającego zaosoby nienależącym do niego. Zabieranie to gra, a w grze najlepsze wyniki osiąga się oszukując tak, by oszukiwany był przekonany, że oszukiwanym nie jest (patrz taktyka von Neumanna). No i jesteśmy świadkami tej gry. Członkowie "państwa": opłacani przez nie polityczy, sędziowie, naukowcy i pośrednio dziennikarze trzymani krótko postronkiem, który nazywa się koncesja, wszyscy oni albo kłamią albo nie dociekają do istoty rzeczy. Państwo by utrzymać sferę budżetową drukuje pieniądze. Przy pierwszym wydaniu mają one jeszcze tę sama wartość co pieniądze na rynku, ale gdy już wejdą do obiegu obniżają wartość wszystkich pieniędzy. Kto traci? Wszyscy prócz tych, którzy je wydają jako pierwsi. Ale oszukiwać trzeba tak by przeciwnik był przekonany, że oszukiwanym nie jest - stąd też sztaby "państwowych" ekonomistów inflację tłumaczą na wiele bardzo mądrych sposobów żaden, jednak nawet się nie zająknie o dodruku. Gdybyś to Ty drukował pieniądze idziesz do więzienia - jesteś przestepcą. Gdy procederem tym zajmuje się państwo to jest to instrument finansowy stymulujący rozwój gospodarczy. O tym, że wyłącznie instytucji państwowych też się nie mówi. Oszukują bardzo sprawnie, a pomaga im w tym nasz wrodzony konformizm. Czyż jest to możliwe, że wszyscy oni mówia nieprawdę? Więc nawet jeśli mam nawet jakiś cień watpliwości, nie wnikam, nie dociekam dostosowuję się do opinii większości. Ich zysk jest duży, moja strata stosunkowo mała.

Szpital prywatny inwestując musi zwrócić wszystko wraz z procentami, szpital państwowy dostaje 85% kwoty za darmo! To fakt, tak w tej chwili finansowane są szpitale państwowe.

Konferencję zamyka Robert Gwiazdowski i potwierdza:

  • Bogactwo bierze się z wytwarzania, a nie z zabierania. Z pracy, a nie żonglerki przelewami.
  • Inflacja jest efektem dodruku pieniędzy.

Tak na marginesie ciekawym jest, że nawet ludzie uważający się za mądrych twierdzą, że przyczyny inflacji są inne. Nie zastanawiają się, że gdyby pieniądze się same rozmnażały to wystarczyłoby je zrobić ze złota, a sama inflacja przemieniłaby nas w krezusów.

Znamienny fragment wypowiedzi (na konferencji Pafere 2008) Mieczysława Wilczka, człowieka, który poprzez reformy próbował wyciagnąć komunistyczną Polskę z zapaści gospodarczej, wszystko to potwierdza: "Doszedłem do wniosku, że rzecz sprowadza się do tego, żeby wyrwać gospodarkę z rąk urzedników, biurokratów, którzy specjalnie dusili tych biednych rzemieślników żeby łatwiej od nich wyciagnąć jakieś tam łapówki".

2010.06.17 Czwartek Jeśli mówimy o procesach naturalnych to nie mówimy o celu, lecz dążności.
RPD jest zjawiskiem naturalnym doskonale wytłumaczalnym jeśli zna się chemię i fizykę. W określonym zbiorze pierwiastków chemicznych i w odpowiednich warunkach grawitacyjnych zjawisko to zachodzi i generuje proces, który FŻ nazywa gerpedelucją (jej bazowym modelem jest PDE - proces doskonalenia ewolucyjnego). Jest to proces obróbki, który posiada swoją charakterystykę, którą najkrócej można sformułować jako agregację współpracy produkcyjnej i eskalację konfliktu złodziejskiego. Proces ten kształtuje obiekty, które my nazywamy obiektami żywymi.

A teraz
Spojrzenie obiektocentryczne: Obiekty żywe funkcjonują na bardzo wiele różnych sposobów, przy czym do następnych pokoleń przechodzą wyłącznie te, które przedostaną się przez sito funkcji selekcyjnej i się powielą.

Spojrzenie projektocentryczne: Projekty, na podstawie których budowane są obiekty żywe mogą być bardzo różne, przy czym do następnych pokoleń przechodzą wyłącznie te, które są przeniesione przez sito funkcji selekcyjnej i zostaną przekazane do modyfikacji i dalszej produkcji.

I teraz pytanie, czy w aspekcie procesu naturalnego można mówić, że jakiś składowy element tego procesu ma cel? Bardzo chętnie przedyskutowałbym z kimś charakterystykę PDE i zagadnienia nomenklaturowe z tym związane.

A propos, jeśli PDE potraktujemy jako obiekt w sensie FŻ, to strategia obiektu żywego "przeżyj/rozmnóż się" jest konstruktorem tego procesu. Strategia "przeżyj rozmnóż się i opiekuj się dziećmi do 18 roku ich życia" również ("przeżyj i prowadź kółko filozoficzne mające na celu realizację przez tobie podobnych strategii przeżyj/rozmnóż się" - też), natomiast strategia "przeżyj/ nie rozmnażaj się" jest destruktorem procesu doskonalenia ewolucyjnego.

2010.06.12 Sobota O ósmej rano na zewnątrz 24oC

"Z mediami chyba nikt na świecie nigdy nie wygrał."

Oglądam sobie piosenkę zespołu ACDC. Dynamizm, feria barw, rozogniona, rytmicznie falująca ciżba - dziesiątki tysięcy ludzi w ekstazie. Ciekawe czy głuchoniemi wiedzą co jest przyczyną tego ich dziwnego zachowania?

2010.06.11 Piątek

"To czy człowiek jest inteligentny poznaje się po jego odpowiedziach. To czy jest mądry, po pytaniach." - Naguib Mahfouz

2010.06.09 Środa Wspaniały cytat z "Najwyższego czasu" 24/2010 str. IV: "a 'ciemy lud' to kupi - z niewielką pomocą luksusowych dziennikarek, niebywale nachalnych i zuchwałych."

2010.06.06 Niedziela Beatyfikacja ks. Jerzego Popiełuszki. Msza na placu Piłsudskiego, ok. 140 tys. wiernych. Na pewno jego msze za ojczyznę i sama jego postać stanowiły silne czynniki wyzwoleńcze. Jego męczeńska śmierć wzmogła i tak już dużą niechęć do władz. Teraz przez wielu jest to negowane ale katolicyzm Polaków znacznie się przyczynił do tego, że wyzwolenie się naszego narodu z okowów narzuconej przez Sowietów władzy odbyło się. I co więcej odbyło się właśnie w ten sposób.

Niedawno oglądałem film biograficzny o ks. Jerzym, a wczoraj o Gandhi'm. W gruncie rzeczy bardzo podobni ludzie. Ale o ile film o Gandhi'm jest dziełem, które promuje i zostawia ślad w pamięci, to film polski jest raczej taki sobie, i według mnie zupełnie niezrozumiały dla zagranicznej widowni.

Gdy ogłądałem "Gandhi'ego" nie mogłem się oprzeć, by nie wynotować kilku cytatów, a nawet scen:

Musimy zmienić ich sposób myślenia, a nie zabijać za ułomności, od których my sami nie jesteśmy wolni.

Szczęście nie pochodzi od przedmiotów, nawet tych najnowocześniejszych. Szczęście można czerpać z pracy i dumy z tego co robisz.

Jeśli pan sędzia wierzy w system prawny, który reprezentuje w moim kraju, musi mnie skazać na najwyższą karę.

Sceny natomiast doskonale ilustrowały mechanizmy wyzysku jednych grup społecznych przez inne: W Peshawar'ze zastępca komisarza stracił głowę i otworzył ogień z broni maszynowej. [Pomimo, że zgromadzony tłum nie wykazywał żadnych oznak agresji] Stoi teraz przed sądem dyscyplinarnym.

I problem narzucania prawa, które nie służy niczemu innemu jak wyzyskowi: "Imperium [Brytyjskie] ma monopol na produkcję soli. Nie wolno jej wydobywać ani sprzedawać bez rządowej koncesji." - wprowadza do tematu jakiś wojskowy. Gubernator znajduje zatem uzasadnienie [moralne?] by aresztować Gandhi'ego: "W porządku, łamie prawo!". Ktoś kolejny tłumaczy dalej: "W tym klimacie nic nie przeżyje bez wody czy soli. Kontrolując produkcję soli, kontrolujemy krwioobieg Indii". To fragmenty gabinetowej rozmowy Anglików sprawujących najwyższą władzę. Natomiast Gandhi na plaży zwraca się do tłumów: "Ta sól pochodzi z Oceanu Indyjskiego i każdy Hindus ma do niej prawo!".

Wspaniały film, wspaniały człowiek. I klika jego głębokich myśli:
Najpierw Cię ignorują. Potem śmieją się z Ciebie. Później z Tobą walczą. Później wygrywasz.
Naszą najgłębszą modlitwą winno być, by Hinduista stał się lepszym Hinduistą, Muzułmanin lepszym Muzułmaninem, a Chrześcijanin lepszym Chrześcijaninem.
Nawet jeśli tylko ja jeden mówię prawdę, to prawda ciągle pozostaje prawdą.
Niemądrym jest być zbyt pewnym własnej wiedzy. Zdrowo jest pamiętać, że najsilniejszy może osłabnąć, a najmądrzejszy się mylić.
„Nie” wypowiedziane z najgłębszym przekonaniem jest lepsze niż „tak” powiedziane by sprawić przyjemność lub, co gorsza, uniknąć problemów.
Siedem grzechów społecznych: polityka bez zasad, bogactwo bez pracy, przyjemność bez sumienia, wiedza bez osobowości, handel bez moralności, nauka bez człowieczeństwa i wiara bez poświęcenia.

2010.06.05 Sobota Rano piękne słońce, o przedwczorajszej ulewie świadczą jeszcze kałuże w ogródku i wilgotny bruk w zacienionych miejscach. Udało się, innych pozalewało o wiele gorzej, nie mówiąc o osuwiskach ziemi, które na południu Polski spłukiwały całe domy.

Ciekawy cytat z portalu racjonalistów: Ed Young "Szympansy preferują naśladowanie osobników z prestiżem":
[http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,7332]
Nie ma działania wystarczająco głupiego, abyś nie mógł znaleźć kogoś, kto by się go podjął, jeżeli jest ono wspierane przez celebrytę. Nawet najgłupsze rady na każdy temat, poczynając od sposobów leczenia po diety znajdą szczęśliwych idiotów ustawiających się w kolejce, aby ich wysłuchać, jeżeli tylko pochodzą z ust człowieka, który choć raz pojawił się w telewizji. Takie rekomendacje mogą być tragiczne w skutkach, mogą też być bardzo korzystne, jeżeli ludzie, o których mowa będą mądrzy i posiadający odpowiednią wiedzę, poczynając od starszyzny wioski, a kończąc na przywódcach danej społeczności. Wszystko to jest częścią jednego trendu — ludzkiego zamiłowania do małpowania jednostek o wysokim statusie. A teraz wygląda na to, że nie jesteśmy jedynym gatunkiem z takimi skłonnościami. Szympansy mają tę samą skłonność do naśladowania osobników o większym prestiżu.

Wiemy, że szympansy naśladują nowe zwyczaje jeden od drugiego, a różne grupy cieszą się bogatymi i zróżnicowanymi kulturami. Rozumienie tych zjawisk zawdzięczamy w głównej mierze naukowcom, takim jak Victoria Horner, Andrew Whiten oraz Frans de Waal z Yerkes National Primate Research Center. Teraz ta sama grupa odkryła, że podczas przekazywania zwyczajów, niektóre szympansy są bardziej wpływowe niż inne. Gdy mają wybór między dwoma jednostkami, szympansy skłaniają się do kopiowania działań starszych i ważniejszych osobników.

[...] Horner uważa, że szympansy, podobnie jak ludzie, zyskują „prestiż" podczas demonstrowania swoich umiejętności i wiedzy, ale posiadanie prestiżu daje nieproporcjonalny wpływ na inne osobniki. Efekt ten jest prawdopodobnie jeszcze silniejszy w naturze, gdzie znajdujące się niżej w hierarchii jednostki mogą bardziej obawiać się agresywnych nagan od innych osobników i pozostawać na peryferiach grupy. Jednak nie wiadomo, co dokładnie przyczynia się do ich prestiżu: wiek, status społeczny, poprzednie sukcesy czy może mieszanka wszystkich naraz? Badając tylko dwie pary demonstratorów, Horner nie jest jeszcze w stanie tego określić.

Może to być sprawa oczywista, ale ponieważ nigdy wcześniej tego nie badano, rzuca to nowe światło na kulturę szympansów. Grupy dziko żyjących szympansów z pewnością różnią się kulturowo, ale równocześnie badacze terenowi odkryli, że większość nowości nigdy nie jest rozpowszechniona. Szympansy także „tkwią" w znanych już technikach. Opierają się przed przyjęciem nowej strategii, nawet jeżeli jest bardziej efektywna.

2010.05.28 Piątek Teraz usiłujecie zabić Mnie, człowieka, który wam powiedział prawdę usłyszaną u Boga. [Ew. Św. Jana 40 {Vt-4,204}]

Usiłujecie ignorować dzieło, które mówi wam prawdę o was samych.

Wczoraj byłem na spotkaniu w klubie dyskusyjnym racjonalistów (czyli ludzi, którzy jak sami o sobie mówią:propagatorów racjonalnego myślenia, prezentujących racjonalny obraz świata, tropiących absurdy, przesądy, szarlatanerię, uprzedzenia, kłamstwa, fobie i głupotę.) Było osiem osób raczej starszych niż młodszych - najmłodszy na oko miał trzydziestkę. Odniosłem wrażenie, że 3 osoby były, tak jak ja, po raz pierwszy. Każdy mógł zaproponować nawet kilka tematów do dyskusji. Zgłoszono ich około 5. Po ich odczytaniu nastąpiło kilkuetapowe głosowanie. W końcu wygrał temat "Czy Kultura to działalność Artystów, czy coś więcej? Czy jest ważna?" drugie miejsce zajął temat "Organizacja partii politycznej, która w ujęciu pragmatycznym zaproponuje legalizację prostytucji czy kontrolowanej sprzedaży narkotyków,- i dlaczego w tym kraju nie ma to sensu.". Wygrana była przewagą jednego głosu tylko dlatego, że osoba proponujący pierwszy głosowała za nim, a autor drugiego przez skromność wstrzymał się od głosowania.

Tak na marginesie pomyślałem sobie, że z punktu widzenia wolności świetny to system społeczny, w którym grupka ludzi może się zebrać i dyskutować na dowolny temat. Jednak istnieje możliwość, że grupki takie mogą dyskutować tematy mające na celu obalenie grupy społecznej, która wytworzyła ten system. Powstaje zatem pytanie co i kto w takim przypadku ma zrobić? I kolejne czy powinno się ograniczyć wolność i zabronić dyskusji na takie tamaty?

Już po kilku wstępnych wymianach zdań odniosłem wrażenie, że większość (może nie ilościowa, lecz tych co aktywniej mówili) reprezentowała stanowisko raczej antyklerykalne niż racjonalne.

Dyskusja bardzo mi się podobała, choć Marian wyraźnie dominował w "dostępie do mikrofonu" (obawiam się, że i ja nie byłem lepszy w tym względzie). W naszej ośmioosobowej grupce doszło do intelektualnego rozłamu. Trzy bowiem osoby definiowały kulturę jako projekt memetyczny, czyli dokładnie tak jak czyni to fizyka życia, zaś inne trzy jako produkt artystów i pewien wyrafinowany styl zachowania (jedzenie srebrną łyżeczką, cmokanie pań w rękę i słuchanie Moniuszki). Ci pierwsi doskonale wiedzieli o czym mówią ci drudzy i mówili im, że są w błędzie, natomiast ci drudzy chyba tak do końca nie wiedzieli o czym mówią ci pierwsi, co wynikało prawdopodobnie z tego, że nie dociekali nigdy istoty życia i po prostu nie mieli pojęcia czym są memy. A zatem jak zwykle: po pierwsze jednoznaczny definiens! Projekt memetyczny to projekt memetyczny, a kultura to kultura. Przy czym o ile prawdziwe jest zadnie "Projekt memetyczny jest kultura." nieprawdziwym jest "Kultura to projekt memetyczny.". No i stąd cały ten dysonans.

Marian, ten z dużym parciem na mówienie - inż. elektronik i automatyk, absolwent PW, informatyk, nauczyciel akademicki - zaintrygował mnie. Widać było, że dysponuje dużą i głęboką wiedzą oraz jest dobrze zorganizowany - dyskusję rozpoczął od kilkunastominutowego omówienia definicji kultury. Dyskusja ciekawa, a liczba dyskutantów nie gra roli, im bowiem ich więcej tym dyskusja bardziej się rozmydla.

W ramach przygotowań do spotkania zajrzałem sobie na stronę racjonalistów i tam wpadłem na bardzo ciekawy artykuł Barry'ego Rubin'a "Dlaczego intelektualiści nie bronią wolności i wartości demokratycznych?". Wyłapałem z niego dwie interesujące mnie kwestie.
Pierwsza z nich to barwny opis mechanizmu, o którym przed chwilą pisałem, czyli kopania i podklejania: Intelektualiści przez lata tłumnie oznajmiali o swojej odwadze. Niech no tylko jakiś ruch autorytarny lub totalitarny, albo po prostu podle zaprzeczający prawom człowieka podniesie głowę — mówili nam i sobie — a natychmiast wkroczymy do akcji! I jak długo zagrożenie było maleńkie lub odległe, a przeciwstawianie mu się było modne, czasami to się zdarzało. Niemniej pojęcie nieustraszonych intelektualistów, którzy, tak jak lwica broni swoje małe, odważają się mówić władzom prawdę i bronić tego, co słuszne, jest w znacznej mierze tworem… samych intelektualistów. Są najbardziej nieustraszeni, kiedy nie bardzo jest się czego bać. Niech jednak ktoś zagrozi przemocą, jeśli pojawią się karykatury Mahometa, a rozpadają się jak papierowa suknia w tropikalnej ulewie. Są jednak naprawdę świetni w dostarczaniu wymówek, które czynią, że padanie na kolana wygląda jak akt wyrafinowanego człowieczeństwa.
Oraz drugiej polgającej na tak wąskiej specjalizacji naukowej która prowadzi do zawężenia widzenia świata i w końcu do oderwania się od rzeczywistości i wkroczeniu w wyimaginowany matrix: Formalizacja tytułów i profesjonalizacja w istocie pogorszyły tę sytuację. W dużej mierze definiujemy ich jako ludzi z właściwymi certyfikatami — nazywamy je stopniami naukowymi — i z właściwym miejscem pracy. Jak wyjaśniał to Czarnoksiężnik z Oz: „Tam, skąd pochodzę, mamy uniwersytety, miejsca wielkiej wiedzy — dokąd idą ludzie, żeby stać się wielkimi myślicielami. A kiedy stamtąd wychodzą, myślą głębokie myśli — a nie mają więcej rozumu niż ty (proszę pamiętać, że mówi to do stracha na wróble!)… Ale! Mają oni jedną rzecz, której ty nie masz! Dyplom!" Profesor uniwersytetu, facet z think tank, to chyba najłatwiej rozpoznawalne przykłady zawodowego intelektualisty, który niekoniecznie jest intelektualistą, a jedynie osobą, która wykopała dół wystarczająco wąski i głęboki, by stać się „ekspertem" w jakiejś dziedzinie, zdając egzaminy specjalnie przystosowane do tego celu. Jest zadziwiające jak wielu z tych ludzi niewiele wie poza swoją dziedziną, jak ograniczone mają pojęcie o tym, jak naprawdę tworzy się politykę i jak w rzeczywistości funkcjonują inne społeczeństwa.

2010.05.27 Czwartek Trafiłem na przedwyborczą rozmowę Korwina w TVP. On mówił to co zwykle, czyli trzymał się zasad i w ten sam co zwykle sposób - niezrozumiały dla przeciętnego widza. Natomiast pytania dziennikarki były na tyle charakterystyczne dla tej grupy zawodowej, że aż podjąłem się trudu wypisania ich:

Justyna Dobrosz-Oracz TVP 1

Moim gościem jest Janusz Korwin Mikke. O co chodzi z tą muchą? Czy to ma nieść jakieś przesłanie? Krawaty są zbyt pospolite?

Chodzi o to by się wyróżniać. Na pewno pan się wyróżnia panie Januszu wypowiedziami. Kiedyś pan powiedział, że demokracja to śmierdzące gówno. To dlaczego pan uczestniczy w wyborach, praktycznie we wszystkich powszechnych wyborach?
[...]
Ale żeby obalić ustrój to chyba trzeba wywołać rewolucję?
[...]
Myśli Pan, że cały czas ma pan szansę w wyborach?
[...]
A propos Platformy Obywatelskiej. Platforma obiecała wczoraj 100 tyś zł. Dla Powodzian. Czy to jest wystarczające według Pana?
[...]
No dobrze jak Pan mówi żeby prywatyzować wszystko, to kto by utrzymywał wały? To państwo musi utrzymywać wały. Jednak tu jest jego rola by pilnować takich spraw.
[...]
Ja czytałam, na przykład, że nie może być deficytu budżetowego. To skąd utrzymać, dofinansowywać wojsko, armię.
[...]
Nie mówię, że z deficytu finansować, ale każdy kraj ma jakiś deficyt. No nie ma kraju bez deficytu.
[...]
Dobre to jak Pan chce utrzymać Państwo, z czego? No to z jakich podatków. Mówi Pan PIT i CIT (podatki dochodowe) nie. No to z jakich?
[...]
To 90% podatek VAT?
[...]
Przecież to musi się bilansować, to kosztuje...
[...]
Państwo ,utrzymanie państwa, Wojsko, policja, ochrona zdrowia
[...]
Czyli co, jak nie ma pieniędzy to niech umiera?
[...]
Panie Januszu, ale wie pan doskonale, że leczenie jednego człowieka kosztuje tam, przypuśćmy 100 zł, bo on jest wciąż zdrowy przez wiele lat, a innych 100 tyś miesięcznie.
[...]
A teraz właśnie Ameryka prowadzi rewolucję w ochronie zdrowia!
[...]
Barack Obama, bo wiele osób jest bez świadczeń...
[...]
No dobrze to jeszcze raz wrócę do tego pytania jak by pan utrzymał Państwo. Ile by wynosił VAT?
[...]
A co z zasiłkami, co z zapomogami. Jak wspierać tych którzy są po prostu wykluczeni?
[...]
No ale muszą się znaleźć osoby, które dadzą.
[...]
A jaka pewność, że się takie (dające dobrowolne) znajdą? Ale to teraz chce pan powiedzieć, że nie dał by pan zapomóg i zasiłków tym ludziom, którzy potracili całe majątki w wyniku powodzi?
[...]
Pan za bardzo wierzy w ludzi, przecież jednak człowiek jest taki, że kumuluje dobra, a nie rozdaje
[...]
Nie ma pan pomysłu na prywatyzację armii
[...]
A może zasiedlali ziemię po prostu (odpowiedź na to, że ludzie zawsze uciekali do USA nie z USA)
[...]
Ale też nie było opieki zdrowotnej i funduszy do których teraz jesteśmy przyzwyczajeni. Dlaczego Pan chce odebrać prawa wyborcze kobietom ?
[...]
No ale nie chce pan, żebym ja wybierała
[...]
No ale gdyby patrzeć przez ten pryzmat, czyli zliczyć osoby, które uczestniczą w tych wszystkich spotkaniach i zebraniach politycznych to by była garstka nawet nie wiem czy 1/10 społeczeństwa, które głosuje.
[...]
Nie wydaje mi się by były zakłamane (odp. Na zarzut , że wiadomości w TVP są zakłamane) nawet jestem o tym przekonana Panie Januszu. Na czym to zakłamanie miałoby polegać? Na przykład siedzimy sobie tutaj w studiu, ja zadaje Panu pytania, Pan odpowiada. Nikt Pana nie cenzuruje...
[...]
odpowiednie pytanie
[...]
Panie Januszu, to są różne historie, które gdzieś tam funkcjonują (gdy rozmówca mówi w jaki sposób go nie dopuszczono do tv jako kandydata na prezydenta)
Nie zagaduję! Nie, nie robię żadnej cenzury!
[...]
O ile pamiętam to kogoś innego zaprosił. To już jest bez znaczenia. Panie Januszu możemy toczyć tę dyskusję jeszcze godzinami
[...]
Ja na koniec chciałam jeszcze Pana zapytać na temat wizji Pana prezydentury. Co Pan, czy Pan by żył w zgodzie z rządem?
[...]
Bardzo dziękuję za rozmowę (gdy Korwin zaczął mówić o tym, że PO jest partią finansowaną przez Niemców). Kampania będzie trwała jeszcze długo.... Musimy kończyć, to nie cenzura, lecz czas nas ogranicza.

2010.05.25 Wtorek Budzę się jak zwykle bardzo rano. Pogoda pod psem, mokro, deszczowo, a temperatura poniżej +10oC.

Siedzę sobie w apartamencie zamku Ryn. Jak co roku jesteśmy tu na międzynarodowej (bo jest Litwin - miły, sympatyczny, przystojny, były minister zdrowia, teraz profesor uniwersytetu i właściciel prywatnej firmy, świetnie mówiący po angielsku) konferencji "Wspołczesne wyzwania strukturalne i menedżerskie w ochronie zdrowia". Będę po raz drugi prezentował fizykę życia, tym razem jestem o wiele lepiej przygotowany, ale za to z czasem będzie bardzo wąsko - zaledwie 12 minut.

Wczoraj podczas kolacji rozmawialiśmy z Romanem L. i Litwinem, Gdy poruszmy temat wolności Roman powiedział, że jeśli chodzi o wolność to są trzy stopnie swobody (termin zaczerpnięty z mechaniki): Pierwszy gdy można kupić to co się chce, drugi gdy, mając mieszkanie, można w nim robić to co się chce i trzeci gdy można mowić to co się chce.

Sukces. Czasu miałem dość, powiedziałem wszystko. Prezentacja się podobała i wywołała żywą reakcję. Sporo było pytań, a dyskusja wyjątkowo długo się ciągnęła. Podobało się, a ja oczywiście byłem super zadowolony.

Przy okazji zaobserwowałem mechanizmy konferencyjne stosowane przez naukowców. "Wybitna" profesura, nie mogła nie zabrać głosu. Ich wystąpienia były typowe. Zarzuty miękkie, niemerytoryczne, z których bardzo łatwo się pytający może się wycofać. Cytowałem Reagana - bo cytat świetnie oddawał istotę tego co chciałem powiedzieć - profesor zaatakował politykę Reagana. Padła też konkluzja, że z mojej wypowiedzi wynika, iż jestem przeciwnikiem demokracji. Wytłumaczyłem, że pytający jest w błędzie bowiem ani nie oceniam ani nie mam stosunku emocjonalnego do badanych zjawisk, mówię wyłacznie o charakterystyce systemów.
Inny profesor mówiąc o tym, że prezentacja była znakomicie poprowadzona, między wierszami zasugerował, że w stylu komercyjnym. Wynika z tego, że naukowcy im zagmatwaniej i mniej zrozumiale mówią tym lepiej.

Jeszcze inny profesor, podkreślając, że wykład był bardzo logiczny i wszytko było ze sobą powiązane, powiedział, że przez niektóre tematy się prześlizgnąłem. Sic! Inny pochwalił, że zająłem się cybernetyką w zarządzaniu i podkreślił, że on sam też się tym zajmował przez kilkanaście lat. Zapomniał jednak wspomnieć, że u niego nic dalej z tego nie wyszło.

Wzajemne wazeliniarstwo, popieranie tych, którzy mogą poprzeć mnie i zwrotne odwzajemnianie takiego poparcia. Miękkie zarzuty, by pokazać swoją "klasę" i przy okazji unikanie marytoryczności.

Generalnie jestem super zadowolony, bo kilka osób (najszybciej Jacek D.) chwyciło w lot ideę książki. Praktycy i lekarze - chyba dlatego.

Piotr stwierdził, że autorytet składa się z dwóch składowych: autorytetu wypracowanego indywidualnie i autorytetu instytucjonalnego i zauważył, że nasza profesura ma bardzo rozdymane tytuły instytucjonalne, a zerowe wypracowane. Zdaje się, że chodziło mu mniej więcej o to samo o czym pisał Barry Rubin: W dużej mierze definiujemy ich jako ludzi z właściwymi certyfikatami — nazywamy je stopniami naukowymi — i z właściwym miejscem pracy. Jak wyjaśniał to Czarnoksiężnik z Oz: „Tam, skąd pochodzę, mamy uniwersytety, miejsca wielkiej wiedzy — dokąd idą ludzie, żeby stać się wielkimi myślicielami. A kiedy stamtąd wychodzą, myślą głębokie myśli — a nie mają więcej rozumu niż ty (proszę pamiętać, że mówi to do stracha na wróble!)… Ale! Mają oni jedną rzecz, której ty nie masz! Dyplom!" Profesor uniwersytetu, facet z think tank, to chyba najłatwiej rozpoznawalne przykłady zawodowego intelektualisty, niekoniecznie jest intelektualistą, a jedynie osobą, która wykopała dół wystarczająco wąski i głęboki, by stać się „ekspertem" w jakiejś dziedzinie, zdając egzaminy specjalnie przystosowane do tego celu. Jest zadziwiające jak wielu z tych ludzi niewiele wie poza swoją dziedziną, jak ograniczone mają pojęcie o tym, jak naprawdę tworzy się politykę i jak w rzeczywistości funkcjonują społeczeństwa. [http://www.racjonalista.pl/kk.php/s,7318]

2010.05.20 Czwartek Czas, czas, czas. O czym pisać? W dniach przedsiębiorczości w Opolu? O konferencji Instytutu Actona w Krakowie? O Panu Andrzej Barańskim? A może kończyć sprawozdanie z wycieczki z Nepalu? Napiszę o jednym - nie napiszę o drugim, napiszę o wszystkim - napiszę po łebkach. A każdy temat głęboki, a każdy wymaga przemyśleń. A jeszcze praca i rodzina, no i rozrywka do życia też jest potrzebna. A czas jest nieubłagany, ciągle płynie i jak skąpiec nie pozwala więcej uszczknąć ze swych zasobów. Traci się go nawet na tak prozaiczne czynności jak porawianie źle wstukanych polskich literek. Zamiast "ę" spod zbyt lekko wciśniętego klawisza wychodzi "e" - powrót, korekta - czas...

Nic to, na razie idę w rubrykę sprzed dwóch dni i piszę o Opolu.

2010.05.19 Środa Konferencja Instytutu Actona "Ku społeczeństwu komercyjnemu. Kultura, a droga do zamożności"

Wczoraj była kolacja, której zadaniem było poznanie ważnych uczestników obrad. Między innymi byli ks. Robert Sirico - założyciel Instytutu - z całą swoją świtą, Mart Laar - były premier Estonii, no i my. Mnie wyznaczono miejsce na samym końcu stołu (miejsce dla tak zwanego najmniej ważnego VIP'a), ale ponieważ przedostatni VIP nie przyszedł to okazało się, że mam wokół siebie całkiem sporo wolnego miejsca. Asystentka ks. Sirico zaplanowała wydłużone przerwy pomiędzy daniami - od zabrania talerzy po zupie do podania drugiego upłynęło 40 minut. Miało to na celu spowodowanie (wymuszenie) konwersacji. I faktycznie rozmawialiśmy sporo. Już na samym początku zauważyłem, że Mart Laar, siedzący na najbardziej dystyngowanych miejscach w środkowej części stołu, z nikim nie rozmawia. Ponieważ chciałem go poznać, podszedłem i zaproponowałem, by się przesiadł do mnie. Z chęcią na to przystał i wkrótce się okazało, że jest niezłym gadułą. Mówił z chęcią, wystarczyło, że zadałem pytanie i przez kilka minut mogłem się już nie odzywać. W jego przypadku dużo nie znaczy głupio lub bez sensu. Widać, że to praktyk, bo do każdego problemu społecznego podchodził od strony jak należałoby go rozwiązać, a nie od strony, że jest zły. Z rozmów z innymi osobami odniosłem wrażenie, że to typowi etatowcy.

Konferencja odbywa się w najdroższym hotelu w Krakowie w sali lustrzanej. Sala prawie pełna - około 100-150 uczestników. Wstęp wygłasza ks. Robert Sirico, a w pamięci zostaje mi zdanie: "Eliminacja Boga prowadzi do eliminacji odpowiedzialności"
Pierwszy prelegent to:
prof. Leszek Balcerowicz. Jego wykład „Ekonomia i etyka w państwie opiekuńczym” poświęcony był przybliżeniu pojęcia „państwa opiekuńczego” oraz ukazaniu jak to rozumienie wcielane jest w życie w poszczególnych krajach. Prelegent skrytykował mideę państwa opiekuńczego. Podkreślił, że reformy w poszczególnych krajach opiekuńczych powinny iść w kierunku zmniejszania redystrybucji dochodu narodowego.

„W krajach zachodnich pokutują pewne mity. Jeden z nich to taki, zgodnie z którym jeśli nie będzie państwa opiekuńczego to ludzie nie będą mieli dostępu do edukacji, służby zdrowia, nie będą mieli opieki na starość itd... Jest to oczywiście mit” - powiedział prof. Balcerowicz. „W wielu krajach opieka socjalne służy tak naprawdę bogatym. Największe przywileje np. emerytalne, mają ludzie związani z administracją publiczną” - dodał. Kończąc wykład prof. Balcerowicz wymienił skutki społeczne jakie wywołuje państwo opiekuńcze. „Przede wszystkim zniszczenie największej siły jaka prowadzi do bogactwa tj. motywacji do pracy. Ale jak ma być inaczej, skoro oferuje się pieniądze bez pracy...? Jest to niemoralne. Nie jest to przypadkowe, że w tym momencie w Grecji współczynnik zatrudnienia wynosi poniżej 10 procent ludzi w wieku produkcyjnym. To jest właśnie przykład niewłaściwego kształtu państwa opiekuńczego. Takie systemy, jak w Grecji nie zachęcają ludzi do oszczędzania. Bez oszczędzania z kolei nie ma inwestycji, a bez tych nie można się szybko rozwijać” - stwierdził profesor.

"Guru światowej ekonomii", a przecież w gruncie rzeczy nie zrobił niczego odkrywczego. Zrobił dokładnie to co wszyscy, którzy rozkęcali gosodarki. Katarzyna II, Lenin - pozwlający na NEP, jakiś Chińczyk pod rządami Mao itd. Poluzować kontrolę Państwa nad procesem wytwórczym i pozwolić na akumulację i konsumpcję zysków z produkcji - wszystko na ten temat. Przecież o tym powinno się mówić już w szkole podstawowej, a nie na schowanych przed społeczeństwem konferencjach. Bogactwo społeczności zależy wyłącznie od tego w jaki sposób traktuje ona przedsiębiorców wytwarzających.

Parę ciekawostek z tego wykładu: System opieki społecznej wprowadzony przez Bismarcka charakteryzował się tym, że zebrane w ciągu roku środki na jego finansowanie pokrywały koszty w ciągu 17 lat. Jednak dążność niczym nie krępowanej natury człowieka uczciwego powoduje, że te początkowe nadwyżki bardzo szybko zostały zastąpione ciagle puchnącymi deficytami:

"W Szwecji liczba zwolnień lekarskich od pracy kształtowała się jak następuje:

Rok 1955 12 dni/na osobę/na rok
Rok 2001 32 dni/na osobę/na rok"
to cytat z wykładu profesora.

Kolejny mówca, dr Mart Laar z Estonii, skupił się w swoich rozważaniach na pokazaniu drogi od komunizmu do gospodarki rynkowej. „Trzeba podkreślić, że bez wpływu papieża Jana Pawła II proces ten byłby niemożliwy. Jego rola, jego przesłanie było bardzo istotne. Estonia, jak wiadomo, jest krajem luterańskim, jednak na Jana Pawła II patrzyliśmy jako na naszego papieża” - podkreślił na wstępie były premier Estonii. „Przesłanie papieża trafiało w samo serce komunizmu. Papież mówił "Nie bójcie się!", a wiadomo, że komunizm był oparty na terrorze i strachu” - dodał. Mart Laar przypomniał następnie, jak wyglądało reformowanie estońskiej gospodarki. „Kraj był zniszczony, szalała hiperinflacja, gospodarka w 92 procentach uzależniona była od Rosji – jeśli nie było dostaw energii z Rosji to nie było np. światła na ulicach. Ale poza gospodarką zniszczone były również dusze ludzi. Ludzie byli sługami państwa, byli pozbawieni poczucia odpowiedzialności za siebie, nie potrafili podejmować decyzji... Sytuacja wydawała się beznadziejna. I wówczas ludzie zdecydowali się – nie wiedzieć czemu – wybrać jakichś młodych ludzi do władzy. Gdy zostałem premierem miałem 32 lata, a większość mojego gabinetu była młodsza ode mnie” - wspominał Mart Laar. Kraj zaczęto reformować w duchu niemieckiego ordoliberalizmu oraz myśli Miltona Friedmana. Wprowadzono podatek liniowy. Przyniosło to oczekiwany efekt.

Mart Laar wspomniał również o niebezpieczeństwach jakie stoją przed państwami, które osiągnęły sukces gospodarczy. „Teraz – stwierdził – gdy mamy już bogactwo gospodarcze, zaczyna się rozdawnictwo. Politycy zaczynają myśleć kategoriami, jakby tu zdobyć bogactwo polityczne. Ten proces już się rozpoczął i dotknął również Estonii”. Były premier Estonii podkreślił, nawiązując do przypadku Grecji, że problemów gospodarczych jeden kraj nie powinien rozwiązywać prosząc o pieniądze inny kraj. „Musimy sami pracować. Musimy wrócić do tego normalnego sposobu gospodarowania, aby być znów kreatywnym, nawet wówczas gdy jest to trudne i politycznie niebezpieczne. W Estonii udało się to zrobić. Państwo opiekuńcze to nie jest model do utrzymania. Koniec państwa opiekuńczego wcale nie oznacza końca opieki społecznej. Ona może być zorganizowana lepiej poza tym obecnym systemem. I to jest przesłanie z jakim chcemy wystąpić. Doświadczyliśmy komunizmu i wiemy czym jest wolność. A dla ludzi wolnych państwo opiekuńcze nie może być dobre” - stwierdził na zakończenie Mart Laar.

A więc w gruncie rzeczy omówił "Klasyczny dylemat władzy". Dwa cytaty Laara, które wdarły się na kartki mojego notatnika: "Państwo opiekuńcze przekształca jednostki w petentów tego państwa.", "Państwo opiekuńcze nie jest panaceum, lecz czynnikiem prowadzącym kraj do kryzysu." Tę drugą myśl ujałbym nieco inaczej: Państwo opiekuńcze bez ustawionego mechanizmu regulującego wydatki jest czynnikiem prowadzącym kraj do kryzysu.

O. Maciej Zięba mówił o nieporozumieniach między etyką a ekonomią. Sporo miejsca poświęcił analizie samego pojęcia „ekonomii” i jego ewolucji na przestrzeni wieków. „Handel nie zawsze cieszył się prestiżem. W świecie antycznym była to domena plebsu, niewolników i ... kobiet. Kultura miała charakter arystokratyczny. Mężczyzna musiał oddawać się filozofii, wojennemu rzemiosłu czy ucztowaniu, a nie parać się pracą fizyczną, tym bardziej handlem”. O. Zięba mówił dalej: „Gospodarka kojarzyła się z chciwością, małodusznością, wykorzystywaniem ludzkiej naiwności. Bogacenie się traktowane było jako proces nieetyczny, brutalny...”. Jak podkreślił prelegent, te stereotypy przejęli pierwsi chrześcijanie, wychowani wszak w tej kulturze. Stąd bardzo jednostronnie interpretowali ewangelię i jej wszystkie przypowieści o bogaczach i bogaceniu się.

W dalszej części wykładu o. Zięba ukazał jak na przestrzeni wieków kształtowały się relacje między etyką a ekonomią. Skrytykował państwo opiekuńcze jako niewłaściwy sposób rozwiązywania problemów tych, którzy nie radzą sobie na rynku. „Etyka jest elementem koniecznym dla istnienia wolnego rynku. Jest elementem koniecznym do istnienia zaufania oraz przewidywalności zachowań, a więc racjonalności działania. Ostatni kryzys finansowy, jak i obecny w Grecji są tego najlepszym dowodem. Chodzi o to, by w świecie, który nadchodzi udało nam się połączyć skuteczność i etykę” - zakończył o. Zięba.

Wykład, ten bardzo mnie zainteresował, bowiem ukazywał jak ważnym czynnikiem rozwoju społeczności jest religia. W zasadzie nie powinienem napisać "jak ważnym", lecz raczej jaką "rolę odegrywa religia", bo czyż logicznym jest pytanie czy nerka jest ważna lub czy nerka jest ważniejsza od płuca? Wykład ten, podobnie zresztą jak film "Narodziny wolności" pokazywał w perspektywie czasowej dwóch tysięcy lat ścieranie się dwóch czynników: siły fizycznej (książe, król, władza) i siły umysłu reprezentowanej do XVII wieku głównie przez instytucje kościelne.

W pewnym momencie padło stwierdzenie, że w wiekach średnich twierdzono, iż Pan Bóg stworzył trzy grupy społeczne: rzemieślników i chłopów, żołnierzy i księży, W muzeum w Gnieźnie było to krócej: Książę, biskup i lud. A mówiąc krótko w kategoriach fizyki życia: lud - producenci do dojenia, książę z drużyną - konsument dojący siłą, biskup ze świtą - konsument dojący umysłem. A dla ludu najlepiej jest gdy ci dwaj konsumenci trzymają się w szachu.

W dyskusji po tych wystąpieniach ktoś podszedł do problemu biedy. Przyczyny biedy są dwie: słabość państwa (pozwolenie na złodziejstwo) i złe państywa czyli te, które usuwają wolny rynek.

Pan Andrzej Barański, prezes firmy Herbewo International, członek Rady Programowej PAFERE. Mówił on o perspektywach polskiej gospodarki na najbliższych kilkadziesiąt lat z pozycji prywatnego przedsiębiorcy. Prelegent zwrócił szczególną uwagę na ograniczenia biurokratyczne jakie napotykają polscy przedsiębiorcy. Przytoczył przykład „kretyńskiej” - jak się wyraził – ustawy o zatrudnieniu strażaka w każdej firmie. „Może to się wydawać śmieszne, niemniej kary za łamanie tej ustawy, np. dla księgowego, który prowadzi działalność w domu, są od kilkudziesięciu tysięcy zł w górę. To są kary jak w krwawych dyktaturach, które mają wywłaszczyć ludzi z majątku”. Dalej mówił: „Często jest tak, że w firmach, jedna trzecia ludzi pracuje tylko po to, by spełniać zadania, które swoimi przepisami narzuca ustawodawca. Przyczyną takiej biurokratyzacji – jak zaznaczył – jest m.in. "biegunka prawna". Mnoży się ustawy, które mają nas regulować i jeszcze wierzy się w to, że to cokolwiek pomoże. Inne przyczyny to działania lobbystów, często rodzące korupcję, rozwój korporacji zawodowych, mit że demokracja zastępuje wolność, media, które nie mają żadnych walorów edukacyjnych, mit powszechnego wykształcenia – mnożą się uczelnie, które wydają absolwentów do niczego nieprzydatnych”.

W dalszej części p. Barański skupił się na szansach dla Polski: „Mamy czyste środowisko, gleby wolne od ołowiu, mamy nieuregulowane rzeki, mamy ogromny potencjał pod względem produkcji biogazów. Jeśli tylko biurokracja państwowa nie będzie przeszkadzać - są szanse na olbrzymi rozwój. Siłą tego rozwoju mogą być prawdziwi polscy przedsiębiorcy. Znam wielu, którzy postępują etycznie. Tak zostali wychowani przez Kościół, przez rodzinę. Etyka w biznesie po prostu się opłaca. Ci przedsiębiorcy nie chcą żadnej pomocy od nikogo, ani z Unii Europejskiej, ani z innych instytucji, z urzędów. Zaliczam się do takich. Nie chcemy być od tego systemu zależni. Jeśli ktoś jest prawdziwym przedsiębiorcą nigdy na tym nie polega. Ci, którzy się złakomili, gorzko za to płacą”. Na zakończenie prezes Herbewo International stwierdził: „Jest pytanie, czy polska innowacyjność, przedsiębiorczość, zapał do pracy zwyciężą biurokrację? Która postawa będzie górą? Duch biurokracji czy duch przedsiębiorczości? Uczciwość, wiara, nasza religijność, innowacyjność dają nadzieję, że nasz naród nie opadnie z sił i że będzie się szybciej rozwijał i nie pójdzie drogą chociażby Greków”.

Jak zwykle u Pana Andrzeja zwieźle i na temat z dużą dozą sympatycznego ciepła. A na koniec bardzo rzetelna lista zagrożeń hamujących rozwój Polski:

  • biurokracja
  • korporacje zawodowe
  • złe mechanizmy demokracji
  • media
  • system edukacji, kształci się doktorów filozofów, a nie np. dekarzy
  • ogólnie podtrzymywana pogarda dla pracy fizycznej
  • odejście od norm moralnych, których nikt nie uczy
  • niski poziom zaufania społecznego
  • administracyjne ograniczanie działalności stowarzyszeń

Ostatnim mówcą był John O'Sullivan, brytyjski konserwatywny komentator polityczny, założyciel Nowej Inicjatywy Atlantyckiej. Mówił na temat „Moralności i kultury w procesie osiągania dobrobytu”. Prelegent przestrzegał przed budowaniem utopijnych społeczeństw. Cytował jednego z klasyków, który stwierdził, że trzeba zbudować takie społeczeństwo, w którym nikt ni będzie musiał być dobry. „Oczywiście to jest utopia. Zastępowanie dobrych cech w ludziach jakąś inżynierią społeczną nie może się dobrze skończyć. A zakusy na regulowanie różnych sfer życia są coraz większe”.

Mówiąc o państwie opiekuńczym prelegent stwierdził, że uwolnienie od biedy jest czymś innym niż redystrybucja bogactwa. Często mamy tu do czynienia z hipokryzją na różnych poziomach: pomoc dostają wcale nie biedni, a ci co dają często nie robią tego z potrzeby serca i miłości. „Zarabiaj ile możesz, oszczędzaj ile możesz i dawaj ile możesz – ta zasada jest w znacznej mierze słuszna. Jeśli mielibyśmy służyć Bogu i mamonie, pamiętajmy, że Bogu najpierw” - stwierdził John O'Sullivan.

O'Sullivan mówił trudnym dla mnie w zrozumieniu twardym British'em dlatego też skupiłem się na jedynym slajdzie prelegenta. Była na nim opisana historia powołanej przez Senat USA firmy, której zadanie było kontrolowanie dwóch największych w Ameryce firm audytorskich. Firma ta była finasowana przez budżet w wysokości ok. 65 milionów dolarów. Przez kolejne lata kontrolowali, a efektem kontroli był coroczny stustronicowy raport, w którym co roku jak mantra powatrzało się, że zarząd jest OK, ludzie w porządku, a procedury w pełni zadowalające... W pewnym momencie obie kontrolowane firmy z wielkim hukiem padły. (Jedną z nich był chyba Arthur Andresen stosujący między innymi kreatywną księgowość.) W tydzień po tym firma kontrolująca wydała 300 stronicowy raport, w którym napisano, że zarząd był zły, ludzie nieodpowiedni, a procedury niewystarczające... I ani słowa na temat samej firmy kontrolującej.

2010.05.18 Wtorek Wyjeżdżamy o 5.45 spod firmy. Wszyscy, bardzo zdyscyplinowani, zbieramy się przed czasem. Ja i PFERE zostajemy zaproszeni przez koło naukowe młodych ekonomistów na dni przedsiębiorczości w Opolu.

"Pierwszym zadaniem prezentera jest rozpoznanie publiczności, musi wiedzieć z kim ma do czynienia" te ważne słowa usłuszane na prelekcji "o prowadzeniu prelekcji" kołaczą się po mózgu jak mantra. Kim oni mogą być? Młodzi, studenci, koło naukowe. To chyba ciekawi świata, żądni wiedzy. Moje wystąpienie to co zawsze - o mojej drodze życiowej, o mojej przedsiębiorczości, o herkulesowym rozstaju dróg i o tym, że on heros na początku swej drogi życiowej miast zdecydować się na łatwą ścieżkę rozkoszy wybrał ścieżkę trudu i znoju. Pracujcie ciężko na swoim to o wiele lepsze niż ciepła posadka. Bo ciepła posadka wygląda na ciepłą, a w istocie jest cierpka i daje zgorzkniałe owoce.

Na miejscu spotyka nas przewodniczący koła i pełna sala młodych (bardzo młodych), głównie studentek. Dowiadujemy się, że bierzemy udział w "Dniach (chyba dwóch) przedsiębiorczości" zorganizowanych przez Uniwersytet Opolski. Widzimy suto zastawione stoły z wypasionym kateringiem. Osobne dla słuchaczy i osobny dla nas. Menu w slangu młodzieży - full wypas. Pieniądze na to dała Unia Europejska.

Pojechałem, skończyłem, oklaski. Po mnie Pan Andrzej, jak zwykle ciekawie i miło, choć nieco się rozgadał, potem przerwa na posiłek. Po niej w sali zostaje 1/3 osób. Trzeci prelegent nie przyjechał skorzystano więc z mojej propozycji, bym wygłosił wykład z fizyki życia. Slajdy skleciłem na kolanie z dwóch prezentacji i w miarę płynnie wygłosiłem - jednak nie jestem z tego wystąpienia zadowolony. Następnie dyskusja - publika jakby zawstydzona, nikt nie pyta. Po chwili chłopak, na oko student starszych lat zadaje pytania: "Czy korzystaliśmy ze środków unii europejskiej?" i "Czy braliśmy kredyty?". Trochę ich zdziwiło, że zdecydowanie im to odradziliśmy. Złotówka otrzymana z Unii teoretycznie za darmo, w praktyce kosztuje złoty dziesięć, jak nie więcej i do tego sporo nerwów. A kolejne kilka lat pełne jest obaw, że dotacja może być w całości cofnięta na przykład z powodu źle wypełnionego kwita sprawozdawczego. Wiemy, że inni korzystają ale my akurat nie.

Dziewczyny nie zadają pytań, siedzą potulnie. Widać, że chyba to wszystko nie za bardzo je interesuje. Piotr S. - szef ekipy filmowej pyta kilka z nich i okazuje się, że kazano im przyjść. A więc spęd, by pracownicy uczelni mogli wyciągnąć pieniądze.

Krytykowana przez nas biurokacja unijna pomogła nam w głoszeniu naszych poglądów? Jak doszło do takiego paradoksu? Czy kogoś zainteresowaliśmy? Czy ktoś coś zrozumiał? Czy zasialiśmy ziarno? Wątpliwości te pozostają jak na razie bez odpowiedzi. Wsiadamy do busika i przez miejscowości oznakowane po polsku i niemiecku udajemy się do Krakowa. Te podwójne nazwy odbieramy nie jako próbę integracji, lecz raczej jak wstęp do przejęcia.

2010.05.17 Poniedziałek Cytat z onetu:

Izrael odmówił wjazdu słynnemu naukowcowi
[http://wiadomosci.onet.pl/2170819,12,izrael_odmowil_wjazdu_slynnemu_naukowcowi,item.html]

Izrael odmówił wjazdu na swoje terytorium wybitnemu amerykańskiemu językoznawcy i ostremu krytykowi polityki państwa żydowskiego, Noamowi Chomsky'emu.

Jak poinformowała cytowana w nocy z niedzieli na poniedziałek przedstawicielka izraelskiego ministerstwa spraw wewnętrznych Sabine Haddad, Chomsky'ego zawrócono z granicy "z wielu powodów". Nie sprecyzowała jednak jakich.

Językoznawca [...] miał wygłosić wykład na uniwersytecie Bir Zeit na Zachodnim Brzegu Jordanu.

Noam Chomsky to największy obecnie żyjący lingwista. W 1957 roku ogłosił teorię gramatyki transformacyjno-generatywnej, która całkowicie zrewolucjonizowała sposoby analizy gramatyki wspólnej wszystkim językom i stworzyła nowy model opisu języka. Jest profesorem Massachusetts Institute of Technology.

Naukowiec to także jeden z najostrzejszych krytyków Izraela w świecie akademickim. Po ofensywie w Strefie Gazy z 2009 roku powiedział m.in., że "zwolennicy Izraela w rzeczywistości są zwolennikami jego moralnej degeneracji".

2010.05.11 Wtorek Rano pochmurnie, wilgotno. Temperatura +12oC.

Czytam książkę "MAO" autorstwa Jung Chang, stanowi ona znakomity ale niestety przerażający rozdział do podręcznika Fizyki Człowieka. Możnaby go zatytułować "Polityka praktyczna" lub "Polityka stosowana". Kopali dół przekonani, że mają w nim żywcem zakopać żołnierzy Guomindangu, po czym okazało się, że to oni sami zostali zakopani żywcem przez swoich współtowarzyszy. Czang przegrał z Mao, bo miał skrupuły. to dwa charakterystyczne cytaty z pamięci.

Myśl, która mi się nasunęła w trakcie lektury:

Brak skrupułów (moralności) jest głównym atutem przy przejmowaniu zasobów, lecz niestety prowadzi do kompletnego zniszczenia procesów wytwarzania zasobów.

Paweł podesłał wierszyk:

Siedzą w pociągu ważni Unici,
Grubi, nadęci, lekko podpici,
Wiozą do Polski ustaw czterdzieści,
Każda w wagonie ledwo się mieści,
Pierwsza zawiera setki koncesji,
Pewną przyczynę rychłej recesji,
Druga przynosi drogą benzynę,
Kolejną naszych nieszczęść przyczynę,
Trzecia wprowadza nowe podatki,
Podnosi VAT'y, akcyzy, składki,
By "ludzie pracy" pieniądze mieli,
W kieszeniach swoich przedstawicieli,
Czwarta rozwala polskie mleczarnie,
Wszak smrodu i brudu to wylęgarnie,
Piąta morderców od kary zwalnia,
W więzieniach będzie miła sypialnia,
Szósta pomnoży nam urzędników,
W siódmej są wzory nowych pomników,
W ósmej feminizm i parytety,
Wybierz cymbałów - byle kobiety,
W dziewiątej instrukcja indoktrynacji,
Za hojną kasę z Eurodotacji,
Aktorzy, panny i dziennikarze,
Wyklepią wszystko, co im się każe,
Zaś szkolnej dziatwie,
Przyniesie chlubę,
Bycie w błękitnym Eurojugent,
Miłość do Unii w wierszu, w piosence,
Wszystko co robisz, nawet w łazience
- Robisz dla Unii, pamiętaj o tym,
Inaczej szybko wpadniesz w kłopoty,
Nie skończysz studiów,
Wylecisz z pracy,
Eurogestapo zrobi na "cacy",
W dziesiątej i dalej,
Czytać się nie chce,
Można z pociągu wyskoczyć jeszcze...

2010.04.05 - 2010.05.30 Wycieczka do Nepalu

2010.04.04 Niedziela Wielkanoc, rano +3oC, piękne słońce.

Siadłem sobie na chwilę do redagowania słownika i przyszła mi na myśl refleksja, której nie mogłem nie zapisać. Kilka tygodni temu dałem Sławkowi L. link do słownika z prośbą o komentarz. Zwrócił uwagę, by zbytnio nie cytować Wikipedii, bo jest to encyklopedia mocno lewicująca. Tydzień temu Paweł T. opowiedział mi o swojej obserwacji z prelekcji: "Słuchali nawet z zaciekawieniem o tej fizyce życia, ale jak pokazała się plansza z odniesieniem do kontynuacji dzieła Darwina, to jakby od razu stracili zainteresowanie...". A i pytanie Andrzeja Wychowańskiego było z tej samej parafii. Gdy wręczyłem mu książkę, po przekartkowaniu kilku stron zapytał: "A jaki jest pana stosunek do Boga?".

Ludzie zamiast coś zgłębić próbują to od razu ocenić na podstwie swoich własnych kryteriów (czynników) spustowych (o których pisał Cialdini). Jeśli autor wierzy w Boga (tak jak ja) - to szansa, że napisał (mówi) z sensem jest duża, jak nie wierzy to bredzi. Tego samego rodzaju relacja, lecz odwrotna zachodzi w przypadku gdy odbiorca nie wierzy w Boga i autor też.

W "Najwyższym Czasie" opisany ze swadą i humorem naturalny proces emergencji i dalszego przekształcania się religii. [Jacek Kobus, "Bezsens poszukiwania sensu", str. XVII]:
Dawno, dawno temu, gdy świat był jeszcze młody i dziki, [...] żyła sobie gromada pierwotnych łowców. Na ich terytorium były dwa wodopoje, do których wychodziły mamuty. Raz do jednego, a raz do drugiego. Nie na przemian, tylko zupełnie przypadkowo.
Starszych łowców gromady ta przypadkowość doprowadzała do rozpaczy. [...]
Wśród młodszych - jak to zwykle bywa, nastawionych kontestacyjnei wobec dominującego w starszym pokoleniu paleolitycznego racjonalizmu - pojawił się szaman. Szaman, jak to szaman, zażywał różne psychotropowe grzybki, pędził podejrzane destylaty i przeżywał szamańskie uniesienia. A także odprawiał rytuały, które - jak twierdził - zapewniały powodzenie na polowaniu. Czyli w tym konkretnym przypadku pozwalały przewidzieć, do którego z odległych od siebie wodopojów wyjdą tego dnia mamuty.
Młodzi ulegli fascynacji szamanem (oraz destylatami, którymi sie z nimi dzielił podczas rytuału...). Oczywiście rytuał raz sie udawał, a raz nie - bo, jak się rzekło , to, czy mamuty wyjdą tego dnia do wodopojuA, czy do wodopoju B, było całkowicie przypadkowe. Na tym tle doszło w gromadzie do rozłamu. Powstała gromadka wierna szamanowi spirytystów, którzy każde kolejne niepowodzenie umieli sobie jakoś wytłumaczyć (a to ktoś rozproszył szamana niewczesnym zwatpieniem, a to ktos inny nie dopełnił przepisanych rytuałem obowiazków...), oraz oddzielna gromadka sceptyków, którzy calą wiarę w szamański rytuał stracili, twierdząc, że powodzenie na polowaniu i tak ostatecznie zależy tylko od siły mięśni i refleksu...
Mijały lata. Szaman doskonalił sie w pędzeniu destylatów i odprawianiu rytuałów. Wraz z coraz mocniejszymi destylatami i coraz piekniej odprawianymi rytuałami rosło też powodzenie gromadki spirytystów. Ich kobiety były w stanie wykarmić o wiele więcej dzieci niżwygłodzone kobiety sceptyków. Nic dziwnego, że wiekszość tych ostatnich porzuciła swoich zgorzkniałych i wychudzonych partnerów i z ulgą przyjęła pozycje drugich czy trzecich żon tryskających energią i optymizmem spirytystów...
Przypowieść ta ma sens ściśle matematyczny.

2010.04.01 Znamienna sprawa dziś pierwszy kwietnia - prima aprilis - dzień oszukańca, a mi się zbiera na pisanie. Dzień ponury i pochmurny, ale rześki.

W łóżku, już wieczorem, dopadło mnie rozgoryczenie, że nikt nie zrozumie fizyki życia, bo jest ona nieprzydatna do sukcesów ewolucujnych. Ani naukowcy, ani dziennikarze nie mają interesu by ją promować, bo przecież wyjaśnia ona ich zachowania, wyjaśnia jak oszukują, by nie robiąc brać pieniądze. Tak, zaiste prawda wtedy jest potrzebna gdy przynosi korzyści...

Trzy elementy, które budują społeczność ludzką taką jaką ona jest: pazerność (natura człowieka uczciwego), zawiść i uległość.

Jeśli ktoś chce ci coś dać lub mówi, że ci się coś należy to zastanów się czy przypadkiem nie chce ci czegoś zabrać.

Radio doniosło, że we Francji w branży medycznej zanotowano kolejne zdobycze na drodze do socjalizmu. Kontrole wykazały, że w podparyskich szpitalach do wykonania danego zadania zatrudnionych jest za dużo osób, rozrasta się biurokaracja, a po 13.00 w państwowych szpitalach nikogo już nie ma, oczywiście obsługa pacjenta jest coraz gorsza. Artykułów o podobnej tematyce jest na pęczki, nikt jednak nie zadaje sobie fundamentalnych pytań: "Co, w domyśle jakie czynniki, powoduje ten proces?". Nikt! No a skoro tego nie wiemy, to nie możemy korygować niekorzystnych zjawisk. Jak zwykle wytłumaczeniem wszystkiego jest "Za mało pieniędzy." oraz "To nie ja to oni.".

2010.03.29 Poniedziałek Cytat dnia: "Cała trudność w pracy konstruktora to zrobić coś nieskomplikowanego. Konstrukcje skomplikowane są łatwe do zaprojektowania." - Michaił Timofiejewicz Kałasznikow

Na onecie ukazał się artykuł:

Dlaczego pracownik, który ma stawkę 14 dolarów za godzinę kosztuje pracodawcę 20 dolarów?
[http://biznes.onet.pl/dlaczego-pracownik-ktory-ma-stawke-14-dolarow-za-g,18491,3199227,1,news-detal]

Czy wiesz, że prawdopodobnie kosztujesz swojego pracodawcę o wiele więcej, niż ci się wydaje?

W przypadku Jima Garlanda, który prowadzi firmę zajmującą się czyszczeniem i konserwacją samolotów, pracownik ze stawką 14 dolarów za godzinę kosztuje go tak naprawdę 19,63 dolarów za godzinę, czyli około 40 procent więcej niż jego płaca podstawowa. To 40 procent obejmuje stanowe i państwowe podatki, ubezpieczenie zdrowotne, czy pensję na czas urlopu, a nawet drobne koszty związane z czasem poświęcanym na szkolenia nowych pracowników. [...]

Typowy przykład osmotycznej anglicyzacji - osmotycznego przenikania kultury amerykańskiej do Polski. Część ludzi gdy szuka pracy składa podania i CV w języku angielskim, media kupują filmy i je dubbingują, wydawnictwa tłumaczą książki. I na pewno strumień kultury w kierunku do Polski jest o wiele wiele większy niż w drugą stronę. No cóż biedniejsi chcą się dowiedzieć jakie to projekty memetyczne sprawiły, że tamci są bogatsi. Kopiowanie to przyjmuje absurdalne rozmiary, Nawet temu dziennikarzynie nie chciało się zadzwonić do dwóch-trzech rodzimych przedsiębiorców tylko żywcem przetłumaczył. Chyba nie można tego nazwać inaczej niż totalnym odmóżdżeniem. Co mnie obchodzi jak jest u nich, skoro u nas jest jeszcze gorzej:

To Państwo kosztuje mojego Pracodawcę a nie ja
~Paweł wczoraj, 22:12
Niech Państwo nie zwala winy na pracownika za wysokie podatki jakie narzuca na przedsiębiorców. Tak właśnie libernalna władza umywa ręcę od podatków a odpowiedzialnością obarcza pracowników, związki zawodowe i nie wiadomo jeszcze kogo.

+To Państwo kosztuje mojego Pracodawcę a nie ja
~takie zycie dzisiaj, 07:35
W tym wlasnie problem.To panstwo ustala zasady - obciazenia finansowe,ale oczywiscie powiedza ,ze to pracownik jest winien.Winny jest zawsze ten najbiedniejszy.

Amerykanie narzekają ? Wobec tego popatrzmy jak jest w Polsce :
~smutne ale prawdziwe wczoraj, 14:17

Załóżmy, że pracownik zarabia na rękę ( netto ) 2000 zł. Jakie to są koszty dla pracodawcy :
2000,00 zł - dla pracownika
380,45 zł - składki ZUS pracownika
179,00 zł - podatek dochodowy pracownika
215,51 zł - ubezpieczenie zdrowotne pracownika
512,81 zł - składka ZUS za pracownika opłacana przez pracodawcę.
Razem całkowity koszt wynosi : 3287,77 zł
Procentowo : 3287,77 - 2000 = 1287,77 : 2000 = 64,4 %
Jak widać w Ameryce o 40 % a w Polsce o 64 % koszty pracownika są większe ponad jego pensję podstawową. Nie ująłem w tym zestawieniu kosztów urlopu pracownika , w którym to okresie nie przynosi on zysku pracodawcy, ani kosztów chorobowego opłacanego przez pierwsze 33 dni choroby przez pracodawcę. Gdzie są większe narzuty na pensję podstawową ??

LUDZIE, WY NIE ROZUMIECIE O CZYM JEST TEN ARTYKUŁ
~pasli wczoraj, 21:51
NIE SZCZUJCIE PRACOWNIKÓW NA PRACODAWCÓW (i vice verse'a). To Państwo Was (i pracowników i pracodawców) okrada. Musimy wymusić ustawę, że pracownikom wypłaca się całość wynagrodzenia (nie np. 2,5 tys. ale 4,15 tys. zł - dla pracodawcy to taka sama kwota, choć to dziwne żeby 4,15=2,5, ale to prawda). A pracownik sam decyduje, co z tymi pieniędzmi zrobić. Dla pracodawcy to tylko zysk (mniejsza księgowość), a dla pracownika jasny dowód, kto i na ile ich skubie.

URZĘDASY DARMOZJADY
~GLOS Z GALICJI wczoraj, 20:32
Niekompetentni,aroganccy,bez znajomości językow, jedyny ich cel zniszczyć pracodawcow i wszystkich ktorzy ośmielą zarobić więcej niż oni, w Polsce bez problemow kazdy pracownik dostawal by 1000 żł więcej gdyby nie setki tysiece urzedasow .balast i rak polskiej gospodarki

W POLSCE JEST TYLKO JEDNO WYJŚCIE ŻEBY WSZYSCY LUDZIE WYSZLI NA ULICĘ
lukaszek_mily wczoraj, 17:58
Trzeba wprowadzić wynagrodzenia w BRUTTO .. Niech każdy pracownik sobie sam opłaca wszystkie składki podatki i "popierdółki" ..
Wyobrażacie sobie minę pracownika który dostaje na rękę 4000 zł ... i idzie zapłacić przymusowy haracz ? ? ? ha ha ha ha ha
TYLKO TAK SIĘ MOGĄ W POLSCE LUDZIOM OCZY OTWORZYĆ !!!
Gdyby tak zrobiono, to po jednym wynagrodzeniu, znalazłoby się już 5 milionów ludzi na ulicy i każdy by wrzeszczał ZŁODZIEJE !!! GDZIE SĄ MOJE PIENIĄDZE :D :D :D ha ha ha ha
pozdrawiam :D :D (O__O)

Jakiś ignorant tłumaczy te pierdoły ! i jeszcze sie dziwi..lepiej by sie spytał.
~zez wczoraj, 16:47
mamy jak jest w Polsce,...przecież w Polsce do każdych 100zł pracodawca dopłaca 20 a pracownik dostaje niecałe 60 zł.. ot., i głupek zarobił na wierszówce..

TAK ????? a ile
~fricik wczoraj, 15:14
kosztują nas wzystkich :posły ,osły i senatorowie,europarlamentarzyści, rządy i nierządy??????? rzesze biurokratów itp....??? czy już ktoś wyliczył?
na 1 pracującego przypada 8 statystycznie patrząc urzędasa
i co to mało?????

2010.03.25 Czwartek Cytat dnia z Korwina: "Ułożyć ładnie bruk jest dużo trudniej, niż napisać kolejny artykuł o zaletach (lub wadach) Unii Europejskiej."

Korwin poruszył na swym blogu problem edukacji. Poruszył w taki sposób, że nie mogę go nie zamieścić:

Nieuctwo Amerykanów?

Wczoraj mogli Państwo pooglądać filmiki o rzekomym nieuctwie Amerykanów – a ja obiecałem odpowiedzieć na pytanie zadane przez {Moby888}: Skąd się bierze ten fenomen, że taki głupi naród jest potęgą na świecie. Od nas na geografii wymagają żebyśmy znali stolicę każdego państwa, na studiach męczą zadaniami, że trzeba je we trzech rozwiązywać - a Polska dalej brodzi w gównie... gdzie robimy błąd?

Otóż ci, co czytają moje wypowiedzi na ten temat, już to wiedzą. Mogą więc dalej nie czytać...

Odpowiedź jest bardzo prosta. Bo o potędze państwa decyduje 5% ludności. I to ich wykształcenie jest ważne. Kształcenie reszty, w tym sensie, w jakim się ja kształci – to tylko marnowanie czasu i pieniędzy. A ponadto robienie tym ludziom strasznej krzywdy.

Ta wiedza oferowana w polskich (i nie tylko polskich) szkołach, jest b. przydatna przy rozwiązywaniu krzyżówek. Natomiast do niczego więcej. Polska szkoła hoduje ćwierć- i pół-inteligentów – znających sporo rzeczy na pamięć i z tej racji uważających, że mogą decydować o przyszłości kraju na równi z tymi, którzy myślą.

Ale to pół biedy. Największą krzywdę robi się dzieciom nie mającym w ogóle zdolności do myślenia abstrakcyjnego. A nawet: myślenia w kategoriach ogolnych.

Ci ludzie mogliby być znakomitymi operatorami koparki, kierowcami samochodowymi, kamieniarzami. i w ogóle – gdyby wzięli się za naukę tego zawodu w czasie, gdy umysł jest najbardziej chłonny: ok. 15.go roku życia (i wcześniej). Tymczasem do 18.go roku życia trzymani są w szkole, gdzie wbija się im w głowę kompletnie nieprzydatne im wiadomości, uczy się (w czym celują zdolniejsi koledzy!) że są tumanami bo nie rozumieją, co to jest równanie z trzema niewiadomymi – a oni już przez trzy lata mogliby zostać cenionymi specjalistami np. w rzeczonym kamieniarstwie. i mając lat 19 być samodzielnymi finansowo mężczyznami – a nie wisieć na garnuszku u mamy.

Daję słowo: kamieniarstwo – to poważny fach. Ułożyć ładnie bruk jest dużo trudniej, niż napisać kolejny artykuł o zaletach (lub wadach) Unii Europejskiej.

I w Stanach tych ludzi się ceniło. Dzieci 13-letnie już zarabiały podczas wakacji – i nie tylko. Bo te 5% umiejące myśleć abstrakcyjnie, to skarb – ale te 95% jest też ważne.

One nie muszą znać teorii Względności, Teorii Ewolucji czy tp. Mają wiedzieć, że dobry Pan Bóg naradza uczciwych, a karze złodziei, muszą umieć liczyć w zakresie niezbędnym w ich zawodzie (rachunków potrzebnych naucza się szybko – rachunki abstrakcyjne ich po prostu nie interesują!), muszą być uczeni, że trzeba być punktualnym, rzetelnym, honorowym – takie rzeczy.

A wiedza o tym, jak nazywa się stolica Węgier (czy Wisconsin...) , jest im całkowicie zbędna.

60% Polaków nie wyjeżdża poza swój powiat. Tym niemniej uczy się ich geografii Australii – natomiast nie mają pojęcia, jakie lasy rosną w ich powiecie, jakie skarby kryje ziemia.. W miastach nie wiedzą, co oznaczają rozmaite techniczne tabliczki na murach, ani: gdzie jest najbliższy kran przeciwpożarowy.

W Polsce i w całej Europie oświata jest w rękach edukacjonistów: ludzi mających wiedzę encyklopedyczną – i wierzących, że następne pokolenie powinno tę wiedzę jeszcze pogłębić. Czemu sprzyja to, że zadania rosną: ja w dzieciństwie (ale w ramach hobby) znałem stolice i flagi wszystkich państw... a teraz jest ich parę razy więcej.

I jeszcze jedna uwaga: w ramach zajęć praktycznych Amerykanów uczono rzeczy pożytecznych. U nas, choć właśnie odchodzi się od wbijania w głowy nauk abstrakcyjnych, zamiast tego wbija się dzieciom same slogany, lub wiedzę o tym, jak się ma UZE do OECD – jak gdyby te instytucje miały jakiekolwiek znaczenie dla codziennego życia – i jakby miały jeszcze istnieć za kilka lat....

A sosny i pokłady piaskowca będą trwały...

Uczy się też fałszu – ot, choćby tego o GLOBCIu...

Co gorsza: nie ma szkół dla tej elity, dla tych 5%. Przedtem kaleczono innych każąc im udawać, że umieją myśleć abstrakcyjnie – teraz kaleczy się zdolnych, obniżając ich poziom do innych.

D***kracja.

Przerażające!

W Ameryce też jest już d***kracja – ale przetrwały ślady republikanizmu. Nie ma urawniłowki. Tam człowiek zdolny robi pieniądze – i dziecko zdolnego człowieka, na ogół też zdolne, może już chodzić do elitarnej szkoły!

A zdolne dzieci z ubogich rodzin – to się zdarza częściej, niż niektórzy myślą - dostają stypendia.

I po problemie.


I jeszcze wpis na temat spółek zoo:

bardzo trudno w tej sprawie bedzie skazac kogokolwiek, Ceran sprzedajac 60% udzialow(sierpien 2009) zalaczyl bilans wskazujacy na dobra sytulacje firmy. Dostal rowniez absolutorium od nowego zarzadu (oznacza to ze nie moze odpowiadac za czas w ktorym zarzadzal firma) dlatego mozna go jedynie poszukiwac jako swiadka do sprawy. Firma amerykanska ktora kupila 60% udzialow w zasadzie nie podlega prawu polskiemu a trzeba by wysylac dokumemnty do trybunalu, poniewaz kazde panstwo ma inny system prawny spolek(co w jednym panstwie bedzie przestepstwem w drugim nie musi)Z kolei przedstawiciel tej firmy i nowy prezes wedlug wiarygodnych informacji nie podpisywal w firmie zadnych dokumentow gdyz nie znaql za bardzo rynku polkskiego i poprostu bal sie cokolwiek podpisywac czegho nierozumial. Okazuje sie wiec ze wszystkie dokumenty od momentu sprzedazy udzialow firmie amerykanskiej podpisywal Adamczyk, mozna by go napewno oskarzyc zle zarzadzanie firma , o nie zmniejszenie kosztow firmy gdy nadszedl kryzys a nawet o wyludzenie (podobno nie wszystkie materialy szly na budowe czyzby Ireneusz probowal sobie w przyszlosci wybudowac dom) Co zaszlo moiedzy nim a Kucharskim ze z dnia na dzien zostal dyscyplinarnie usuniety z firmy? Najlatwiej oskarzyc ostatnia Pania prezes z Rosji obecna wlascicielke i pania prezes, przejmujac firme (w nienajlepszej kondycji finansowej ale jeszcze do uratowania - wystarczylo zglosic naprawczosc firmy z powodu kryzysu na rynku budowlanym) przejela srodki z kasy firmy w znacznej kwocie oraz materialy wykoimnczeniowe. Ja mozna by oskarzyc o kradziez pieniedzy i wyludzenie materialow. Staralem sie wyjasnic ze prokuratura wcale nie dziala na niekorzysc poszkodowanych ona ma poprostu zwiazane rece. Prawo spolek, szczegolnie z ograniczona odpowiedzialnoscia jest na niekorzysc klienta i kilka spraw podobnych prowadzonych przez rozne prokuratury zakonczyly sie podobnie. Ciezko skazac prezesa w spolce z o.o. musial by on ukrasc pieniadze i nie miec faktur na pokrycie lub przyznac sie ze od poczatku planowal oszukac klientow. Inaczej musimy domniemywac ze przeliczyl sie z kosztami, oraz kryzys w budowlance sprawily ze firma znalazla sie na skraju upadlosci. Ale takie jest ryzyko w spolce z .o.o wpisane w prawo spolek.Jesli podpisujesz umowe ze spolka z .o.o zawsze przemysl to kilka razy gdyz godzisz sie na takie ryzyko podpisujac umowe.

2010.03.24 Środa

Jakiś fizyk życia chyba...

Jestem agnostykiem. Uważam się za racjonalistę i.... właśnie dlatego będę bronił
~eustachyMotyka dzisiaj, 14:40
KRZYżA. Jak to możliwe? Sprawa jest prosta. Katolicyzm to nie tylko wiara w jakieś wyższe istoty itd. Dla mnie jest to przede wszystkim system wartości. Nie jest to system może idealny, ale na pewno o wiele lepszy od tego, który promuje lewica. Katolicyzm chce silnej rodziny, odrzucenia materializmu, kształcenia silnej woli przez post etc. Lewica chce lekcji masturbacji w szkołach (takowe już wprowadzono w jednym rejonie Hiszpanii), albo refundowania skrobanek. Jestem ewolucjonistą, więc uważam, że w przyrodzie wygrywa silniejszy, a słabszy odchodzi w zapomnienie. Jak uważacie, ktory system wartości daje więcej siły? Wyobraźcie sobie po jednej stronie setkę ludzi walczących o przyszłość swoich dzieci i pamięć swoich przodków, a po drugiej setkę (z pozoru) takich samych ludzi, walczących o prawa do małżeństw gejowskich i kondomatów w każdej szkolnej ubikacji. Wyobrażacie to sobie? Jak myślicie, kto by wygrał taką potyczkę??
Teraz wyobraźcie sobie po jednej stronie setkę współczesnych Europejczyków, a po drugiej setkę Muzłumanów... kto wygra? Już nie wspominając o tym, że wyznawcy Islamu dzięki zasadom swojej religii mają bardzo duży przyrost naturalny, podczas gdy Europejczycy wyznający kult fajnych ciuchów mają tragicznie niski...

2010.03.23 Wtorek Wieczór w pracy, zaraz idę na trening, jest chwilka czasu by napisać o sobotnim klubie dyskusyjnym.

Zaproszonym był profesor UW I WSZPS Tomasz Ż., temat, cokolwiek to znaczy, "Wola polityczna". Jak tylko zaczął od razu przypomniało mi się jak walczyłem na Politechnice o to by nas uczono i, by prowadzący przekazywali nam wiedzę, a nie pieprzyli ex cathedra. Pamiętam jak "współczuliśmy" ówczesnemu doktorowi (obecnie prof.) K.A., że zamiast cokolwiek wytłumaczyć to się zapluł (autentyczne), i jak wzdrygnął mną wypowiadany przez politologa, niejakiego docenta Pałłasza, cytat: "Część opisowa dotyczy lub nie, tak czy inaczej rozumianej nauki lub nie nauki."

Z Instytutu Francuskiego też o mały włos nie wyleciałem, jak zaprotestowałem przeciwko temu co robiła młoda lektorka, która bardziej przewracała oczami niźli uczyła. Wówczas to Monsieur L'Egal (pan "wszytko mi jedno") przenósł mnie do grupy Pani Nikel (pani "Nijaka"), z drugiego roku od razu na piąty. Niezły był dyplomata z niego, chciał bym sam zrezygnował przytłoczony zbyt wysokim poziomem piątego roku, ale ja, jak to ja, poradziłem sobie... i nauczyłem się francuskiego.

Wróćmy do zaproszonego przez nas profesora - mówił dużo, bo ponad półtorej godziny, ale poza kilkoma ciekawostkami nie powiedział nic. Z tych ciekawostek to:
cytat z Chmielowskiego: "Upadek Państwa zaczyna się od upadku obyczajów obywateli" [zgoda]
że są trzy rodzaje sprawowania władzy: monarchia, tyrania i demokracja [dyskusyjne]

i w zasadzie tyle. Żadnych konkluzji, żadnych wniosków i żadnych swoich propozycji. "Ja jestem obserwatorem, a nie rewolucjonistą" - powiedział, gdy padło pytanie co należałoby zmienić w naszym kraju. Skoro jednak jest obserwatorem, to wynikiem obserwacji prowadzonych przez wnikliwego naukowca powinno być odkrycie jakichś zasad i prawidłowości lub zaproponowanie jakiegoś modelu, ale tych niestety nie zaproponował. Nauka musi wyjaśniać i proponować!

Takie pustosłowie, na bardzo wysokim poziomie elokwencji.

Gdy zapytałem o definicję słowa "kryzys" usłyszałem "sytuacja ozdrawiająca" - no nie, ten facet nie ma mi nic do przekazania, a poza tym jego wystąpienie ani nie przyciągnie nowych członków, ani nie zainspiruje starych...

Choć przepraszam, mnie akurat zainspirował i niejako w odwecie stworzyłem sobie "model winogronek społecznych" - ale to trzeba dokładnie opisać. Jakie to wszystko proste, a z drugiej strony jakżeż ciągle aktualne jest powiedzenie Einsteina o dwóch nieskończonościach. Tylko szkoda, że jedna z nich dotyczy najwyższej kadry naukowo dydaktycznej naszego kraju, która nauki nie uprawia, a jeśli już uczy, to nie tego co trzeba.

2010.03.21 Czuje się aktywność przyrody, rośliny co prawda manifestują bardzo delikatnie przebijając się z ziemi na zewnatrz, natomiast ptaki już śpiewają, a pająki i muchy wyłażą z zakamarków. Temp. rano 12oC.

Trochę złotych myśli:

Wolny rynek to nic innego jak społeczne przyzwolenie na selekcję naturalną.

Jeśli władza może robić biznesy gospodarcze, to dąży do realizacji biznesów najprostszych. Ponieważ produkcja (wytwarzanie) jest najtrudniejszym procesem biznesowym, to najlepiej jest zajmować się importem towarów niedostępnych na rynku wewnętrznym, co przyczynia się ograniczania produkcji wewnętrznej oraz eksportowaniem siły roboczej.

Lenin powiedział, że w socjalizmie rządzić będą kucharki. A kto wtedy będzie gotował? U nas mamy do czynienia ze znacznym wzrostem jałowych mędrców: nic nie wnoszących doktorów i profesorów tworzacych kółko wzajemnej adoracji, będące na kontrolowanej przez "Państwo" pępowinie społecznej.

Do języka wdziera się nowe słowo - szacun. Wielki szacun dla rodziców tego dziecka. - koś pisze i szczerze powiedziawszy to słowo niesie o wiele bardziej adekwatny ładunek emocjonalny niż zdrobniale brzmiący "szacunek".

2010.03.17 Środa Wczoraj i dziś byłem w Kielcach na konferencji naukowej "Władza czy służba? Problem dobra wspólnego w polityce." Nakierował mnie na nią Maciej W. - samotny biały żagiel - naukowiec nienamaszczony państwowymi stygmatami naukowości, głoszący gdzie tylko może cybernetyczne idee Mariana Mazura. Gdyby nie on nie miał bym bladego pojęcia, że na takie konferencje ja też mogę sobie jeździć i co więcej występować.

Konferencja zorganizowana została między innymi przez Instytut Nauk Politycznych Uniwersytetu Humanistyczno-Przyrodniczego w Kielcach im. Jana Kochanowskiego. Dzień pierwszy to głównie wystąpienia profesorów etatowych - mędrców, których mądrość potwierdzona jest państwowymi certyfikatami. Profesor K. wykład ciekawy, bo w gruncie rzeczy w duchu fizyki życia, jedną z konkluzji nawet zanotowałem, bowiem dobrze pasowała do głównej tezy mojego wystąpienia: "Władza ma być wyłącznie strażnikiem zasad, a nie producentem dóbr". Profesor ujął to nieco inaczej: "Rządzący nie mogą dla reszty stanowić konkurencyjnej ekipy managerskiej". Bieżącą sytuację polityczną w kraju oceniał negatywnie, a za główne jej przyczyny uważał:

  • System wyborczy
  • Wodzowski i biznesowy charakter partii (co skutkuje tym, że partie ani nie mobilizują, ani nie edukują)
  • System finansowania partii politycznych, który nie pozwala na przebicie się nowych organizacji
  • Koncepcja postpolityki, która w skrócie sprowadza się do tego, że zasady współżycia uważane są za XIX wieczne komunały - odejście od zasad
  • Ogólny brak kultury politycznej

Kolejne wykłady nie zapadły mi w pamięci, choć jeden z nich znów dotknął tez mojego wystąpienia. Otóż prof. Roman B. z UMK Toruń w wykładzie zatytułowanym "Problem dobra wspólnego w systemach niedemokratycznych" powiedział, że prezydentem Warszawy, który najbardziej się przyczynił do rozwoju miasta w sensie dobra wspólnego - wodociągi, tramwaje itp, był niejaki Sokrat Iwanowicz Starynkiewicz - rosyjski generał, a więc przedstawiciel narodu zniewalającego Polaków.

Na końcu wystąpił Maciej W. z tematem "Cybernetyka władzy", którego główną tezą było to, że władzę można oceniać na podstawie bilansu wyników całości systemu, nad którym władza jest sprawowana.

Dyskusja kończąca pierwszy dzień - taka typowo polska - generalnie profesorowie pogadali sobie.

Dzień drugi to dzień maluczkich. Na pierwszym wykładzie byłego dyplomaty prof. Ryszarda C. był królik (czyli wykładowca) i znajomi królika (czyli osoby, które miały się prezentować jako następne + jeden profesor i 2-3 osoby z obsługi), łącznie około 10 osób. Pomyślałem sobie, że to może i dobrze, bo tłum nie będzie mnie stresował. Jednak w trakcie drugiego wystąpienia nagle do sali "wparowało" około 40 osób. Prawdopodobnie studentów i studentek, którym polecono udać się na konferencję. Audytorium zrobiło się duże.

Co do kwestii dobra wspólnego, to nikt z profesorów tego niestety nie zauważył, ale kwestia wyjaśniła się w bardzo prosty sposób: uczelniany laptop (dobro wspólne) nie zadziałał, innego nie było, a tego już się naprawić nie dało. I tak prelekcje oparły się o laptopy prywatne. W ubikacji też zobaczyłem jak dba się o dobro wspólne - ktoś do muszli wrzucił niezatapialne opakowanie po chusteczkach. U siebie w domu nigdy by tego nie zrobił, bo sam musiałby potem po nie nurkować, ale tu dobro wspólne - co mnie to obchodzi, że komuś dostarczam nieprzyjemnej roboty.

Jednym z ciekawszych wystąpień było wystąpienie na temat "Negatywnych kampanii politycznych" pani Elżbiety N, które prowadziło do konkluzji, że wybierani są "najlepiej uczesani", czyli wyposażeni w sposób naturalny bądź odpowiednio przez kogoś przygotowani ludzie dysponujący najlepszym wizerunkiem, a nie osoby potrafiące merytorycznie zarządzać krajem.

Z ciekawostek: większość kadry deklarowała się jako zwolennicy lewicowości, a w jednym z końcowych wykładów młody student omawiający "Zjawisko populizmu w Ameryce Łacińskiej na przykładzie Wenezueli" wygłosił korespondującą z tym (i przy okazji prawdziwą) kwestię: "że bazę dla ruchów lewicowych stanowią ludzie z nizin społecznych". Nikt, prócz mnie tego chyba nie zestawił z lewicowością profesorów.

Fizyka konferencji: Większość grona profesorskiego była tylko pierwszego dnia. Czyli głównym ich celem było pokazanie się dające parę KBN-punktów, a nie dowiedzenie się tego co inni mają do powiedzenia. Kilka ciekawych konkluzji było i bardzo żałowałem, że konferencja nie została zakończona jakimś wspólnym komunikatem dla władz. A tak wyszło, że sobie pogadaliśmy, zgodziliśmy się, że system wyborczy jest niekorzystny, że partie zachowują się źle, bo myślą o prywacie, a nie o kraju i rozstaliśmy się, ciepło żegnając.

Miałem szansę wygłoszenia miniapelu do studentów - powiedziałem im, żeby starali się myśleć samodzielnie, obserwować i wyciągać wnioski, by nie dawali się nabrać na to, że im ktoś coś da lub ułatwi, bo na dłuższą metę branie nienależnego obraca się przeciwko nim.

Ludzie mili i sympatyczni jednak w kontekście artykułu, który podesłał mi Piotr chyba nie zdają sobie sprawy, że...

Te kierunki studiów produkują bezrobotnych
[http://praca.wp.pl/kat,18453,title,Te-kierunki-studiow-produkuja-bezrobotnych,wid,12084816,wiadomosc.html?ticaid=19d46]

Znalezienie pracy po takich kierunkach jak politologia czy filozofia graniczy z cudem. Młodzi ludzie jednak nadal bardzo chętnie je wybierają.

Z raportu wykonanego przez OBOP na zlecenie Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, wynika że według młodych osób, kierunki ścisłe są dla nich po prostu zbyt trudne. Dlatego wybierają np. politologię.

- Prawdę mówiąc poszedłem na politologię z braku laku, nie wiedziałem co innego wybrać. Muszę przyznać, że w szkole źle mi szło z matematyki, dlatego wszystkie kierunki ścisłe odpadły. Nie interesuję się literaturą, dlatego nie zdecydowałem się też na polonistykę, pozostała politologia i historia. Wybrałem ten pierwszy kierunek, bardzo mi się podoba, ale rzeczywiście jeszcze nie myślałem co mógłbym robić później – mówi Tomek Halicki, student drugiego roku politologii.

Niektórzy specjaliści twierdzą, że rzeczywiście młodzi mają problem z matematyką. Już w podstawówce i liceum są źle uczeni. Nauczyciele nie potrafią zainteresować przedmiotem, a uczniowie po kilku niepowodzeniach po prostu się zniechęcają. Mówią sobie, że nigdy nie nauczą się matematyki i nie ma co próbować, by to zmienić. Konsekwencje takiego myślenia są opłakane. Młodzi wybierają te kierunki, które nie mają nic wspólnego z matematyką – idą po najlżejszej linii oporu. Kłopot w tym, że pracy dla tak dużej rzeszy humanistów po prostu nie ma. Na przykład „Rzeczpospolita” podawała, że na jedną ofertę pracy dla politologa w Polsce przypada aż 581 bezrobotnych politologów.

- Znam wiele osób, które świetnie sobie radzą, a są po studiach humanistycznych. Miały pomysł na siebie i doskonale się znalazły na rynku pracy. Z kolei są też tacy, którzy nie radzą po kierunkach ścisły. Dlatego jest to sprawa dość indywidualna – mówi Magdalena Wryk, doradca personalny.

Absolwentka politologii z Gdańska mówi wprost: studiując ten kierunek straciła czas i pieniądze. Studiowała na prywatnej uczelni, która nie cieszy się zbyt dobrą sławą. Żeby móc opłacić naukę, pracowała w osiedlowym „warzywniaku”. Gdy się obroniła, stwierdziła że studia właściwie nic jej nie dają.

- Wysłałam setki CV, a byłam raptem na kilku rozmowach o pracę – w urzędzie wojewódzki, fundacji, która pozyskuje unijne środki i agencji reklamowej. Za każdym razem słyszałam, że nie mam żadnego doświadczenia i że lepiej by było, gdybym szukała pracy a handlu. Jestem zrozpaczona. Bo poszłam na studia, żeby mieć wyższe wykształcenie i żeby nie musieć sprzedawać. Z kolei musiałam pracować w sklepie, żeby móc opłacić te studia. Teraz okazuje się, że istotniejsze jest doświadczenie niż dyplom – opowiada Anna Jamroży, absolwentka z Gdańska. [...]

2010.03.15 Poniedziałek W nocy napadało 15 cm śniegu, temperatura w ciągu dnia poniżej zera, dzień do 13.00 słoneczny.

Informacja z Gruzji ilustrująca siłę projektów memetycznych. Okazuje się, że informacją można nawet zabić:

Szef TV przeprasza; nie chciał przestraszyć ludzi
[http://wiadomosci.onet.pl/2141617,12,szef_tv_przeprasza_nie_chcial_przestraszyc_ludzi,item.html]

Szef gruzińskiej, prywatnej, prorządowej telewizji Imedi, Giorgi Arweladze, broni sfabrykowanego reportażu o rosyjskiej interwencji, który wywołał panikę w Gruzji. Wykluczył jakiekolwiek sankcje wobec autorów materiału - podają gruzińskie media. Przed nadaniem w sobotę reportażu wyemitowano krótki zwiastun, że chodzi o "symulację", lecz w samym materiale nie podano już, iż nie jest on relacją z prawdziwych zdarzeń. Ludzie wpadli w panikę - zanotowano rekordową liczbę zgłoszeń na pogotowie ratunkowe z powodu licznych omdleń i problemów z sercem; sieci telefonii komórkowych nie wytrzymywały obciążenia.

Giorgi Arweladze ocenił, że telewidzowie powinni byli zrozumieć, iż nie chodzi o rzeczywistą sytuację. Oświadczył, że w związku z emisją "nie przewiduje ani zmian personelu, ani żadnych dymisji" w swojej stacji.

Jednocześnie przeprosił za "szok", jaki wywołał kontrowersyjny film. Zapewnił, że jego celem "nie było przestraszenie ludzi". - Naszym celem było opowiedzenie o zagrożeniach dotyczących bezpieczeństwa, w obliczu których stoi nasz kraj - oświadczył szef Imedi, cytowany na stronie www.civil.ge. - Naszym celem było pokazanie w sposób otwarty przygotowywanego przez Moskwę planu z wszystkimi jego bolesnymi szczegółami - dodał.

Scenariusz reportażu zakładał, że rosyjskie oddziały zostały wezwane do Tbilisi przez gruzińską opozycję, a obecny prezydent Micheil Saakaszwili został zabity. Reportaż opatrzono zdjęciami z czasów kilkudniowej wojny, którą Rosja i Gruzja stoczyły o separatystyczną Osetię Południową w sierpniu 2008 roku.

Stacja Imedi nie kryje, że reportaż był swoistą odpowiedzią na niedawne spotkania dwójki liderów gruzińskiej opozycji, w tym byłej przewodniczącej parlamentu Nino Burdżanadze, z premierem Rosji Władimirem Putinem, i że celem było pokazanie, jak wypadki mogą się potoczyć.

Gruzińska opozycja mówi, że cała odpowiedzialność za przygotowanie i następstwa reportażu spoczywa na władzach, które zmonopolizowały media.

debile dziennikarze wojne wywołają, szczują ludzi
~dexx dzisiaj, 14:37
na siebie, całe narody szczują. Za judaszowe srebrniki.

Tak Hitler przygotowywał niemców
~El Malo dzisiaj, 14:32
do likwidacji opozycyjnych partii.Najpierw propaganda,potem prowokacja i wytniemy ich w pień

Niestety tylko sowiecki model stosunków władza-media się sprawdza.
~CCCP dzisiaj, 14:16
Gdzie indziej, wcześniej czy później, zapanuje burdel, a rządzić będzie amoralność i pazerność.

No proszę. Tam też media nie chcą być jakąś 4 władzą tylko jak wszędzie 1.
~nadRED dzisiaj, 14:11
Politycy są tylko POzorantami, marionetkami. Szefowie i oligarchowie mediów kręcą nimi jak ogon psem.

2010.03.10 Środa Fragment wiadomości:

29-latka śmiertelnie potrąciła mężczyznę i uciekła
[http://wiadomosci.onet.pl/2682,2139432,29-latka_smiertelnie_potracila_mezczyzne_i_uciekla,wydarzenie_lokalne.html]

Stołeczni policjanci zatrzymali 29-latkę, podejrzewaną o śmiertelne potrącenie młodego mężczyzny. Kobieta uciekła z miejsca wypadku. Sprawa wyszła na jaw, gdy mechanik naprawiający jej auto znalazł fragment ludzkiego nosa. Jak poinformowała Dorota Tietz z zespołu prasowego Komendy Stołecznej Policji, do wypadku doszło w poniedziałek wieczorem w miejscowości Karłowo.

- Sprawa wyszła na jaw, gdy młoda kobieta zostawiła swoje BMW w jednym z zakładów mechanicznych w Otwocku. Podczas naprawy mechanik znalazł w podwoziu auta szczątki ludzkie (jak nieoficjalnie dowiedziała się PAP ze źródeł zbliżonych do sprawy, był to fragment nosa) i natychmiast powiadomił policję - zaznaczyła Tietz.

Funkcjonariusze dotarli do właścicielki samochodu. Ta przyznała, że jadąc autem 8 marca "w coś" uderzyła. Jak wyjaśniała, sądziła jednak, że było to "leśne zwierzę".

- Sprawdziliśmy, czy na trasie, o której mówiła, doszło do jakiegoś wypadku. Okazało się, że śmiertelnie potrącony został pieszy - 28-letni mężczyzna, a kierowca uciekł - dodał Tietz.

facet najwidoczniej leżał na jezdni
~gg dzisiaj, 11:30
może pijany, może wcześniej ktoś go trafił, a ona trafiłe na przeszkodę - nic nie piszą na temat uszkodzeń maski czy błotnika. Więc nie popisała się czujnością (przeszkody należy omijać), ale nie można robić z niej 100% winowajczyni

jaką trzeba być kanalią,
~jan dzisiaj, 11:33
żeby po zabiciu człowieka (tego nie da się "nie zauważyc"!!!!!!!), powiedzieć jeszcze że "coś" uderzyła.

2010.03.09 Wtorek Przez cały dzień słonecznie, ale poniżej zera. Nie pamiętam tak długiej zimy.

Cytat dnia znaleziony w Wikipedii:

Thomas Kuhn utrzymywał także, że - wbrew obiegowym opiniom - typowi naukowcy nie są obiektywnymi i niezależnymi myślicielami, a są konserwatystami, którzy godzą się z tym, czego ich nauczono i stosują tę naukę (wiedzę) do rozwiązywania problemów zgodnie z dyktatem wyuczonej przez nich teorii. Większość z nich w istocie jedynie składa układanki, celując w odkrywaniu tego, co i tak już jest im znane - "Człowiek, który usiłuje rozwiązać problem zdefiniowany przez istniejącą wiedzę i technikę nie ma szerszych horyzontów. Wie on co chce osiągnąć, i w zgodzie z tym projektuje swoje narzędzia i kieruje swoimi myślami. [...] W czasach nauki instytucjonalnej (określenie również wprowadzone przez Kuhna) podstawowym zadaniem naukowców jest doprowadzenie uznanej teorii i faktów do najściślejszej zgodności. W konsekwencji naukowcy mają tendencję do ignorowania odkryć badawczych, które mogą zagrażać istniejącemu paradygmatowi i spowodować rozwój nowego, konkurencyjnego paradygmatu.

Na przykład Ptolemeusz spopularyzował pogląd, że Słońce obiega Ziemię, i to przekonanie było bronione przez stulecia nawet w obliczu obalających go dowodów. Jak zaobserwował Kuhn, w trakcie rozwoju nauki "nowości wprowadzane są z trudem i z towarzyszącym mu, zgodnym z oczekiwaniami, jawnym oporem". I tylko młodzi uczeni, nie tak głęboko indoktrynowani przez uznane teorie - jak Newton, Lavoisier lub Einstein - mogą dokonać odrzucenia starego paradygmatu."

2010.03.05 Piątek Zima przez moment odpuściła i roztopiły się wielkie śniegi, ale od pięciu dni znów mamy temperatury ujemne: rano -4oC. Nie pada śnieg i to jakoś upraszcza życie. Coraz bardziej zaczynają mnie dręczyć wyrzuty sumienia, że nie piszę drugiego tomu, ale jakoś brak mi koncentracji, a poza tym trzeba przecież zajmować się firmą, domem, promować tom pierwszy no i trenować przed wyjazdem w Himalaje. Ten sześciotysięcznik jako cel wyjazdu zaczyna mnie mocno rajcować. Ciekawe na jakiej wysokości zdechnę.

Od dwóch miesięcy czeka na opracowanie materiał Marka Tadeusza Frankowskiego z numeru specjalnego "Wiedzy i życia" zatytułowany "Niemiecki obóz koncentracyjny w oglądzie socjologicznym - elity więźniarskie cz. 1". Socjologiczna analiza obozu koncentracyjnego prowadzi do kilku bardzo ważnych dla fizyki życia wniosków.

Zbiorowość więźniów funkcyjnych Kazimierz Godorowski, więzień obozu Gross-Rosen nr. P 4460, podzielił na trzy grupy. W pierwszej umieścił socjopatów i psychopatów. U tych osób rzeczywistość społeczna obozu i nagromadzenie aspołecznych zachowań potęgowały wrogość do innych więźniów, z drugiej zaś strony wywoływały służalczą postawę wobec funkcjonariuszy SS, przejawiającą się w nadgorliwym wykonywaniu zbrodniczych rozkazów.

Do drugiej zakwalifikował jednostki, które dokonywały przewartościowań dotychczasowych postaw społecznych pod wpływem deprawacji obozowej i wzorców zachowań narzuconych przez aparat SS. Jednostki te odrzucały tradycyjne normy współżycia społecznego, a identyfikowały się z władzą obozową. Za cenę własnego życia brały udział w realizacji programu ludobójstwa. W stosunku do więźniów były brutalne i bezwzględne, a swoim zachowaniem terroryzowały całą społeczność. Wobec aparatu SS, podobnie jak pierwsza grupa, były uległe. Polecenia władzy obozowej wykonywały z największą dokładnością, ponadto wykazywały wiele własnej inicjatywy skierowanej przeciwko więźniom. Styl ten przejawiał się w krańcowej formie deprawacji w patologicznej, zwierzęcej nienawiści do słabszych i chorych. Stan ten dobrze oddaje przykład z życia obozowego: „z sauny wybiega jedna z funkcjonariuszek, też Żydówka, lecz odpasiona, dostatnio ubrana, kwitnąca. Biegnie z biczem za uciekającą gromadą szkieletów, grozi pięścią [...]. – Tu każdy myśli o sobie! – powtarza z miną człowieka, który tak właśnie czyni. – Tu nie ma miejsca na żadne litości. Tu tego nie wolno!”.

Podobny pogląd wyraża Kazimierz Rogalski, nr obozowy Auschwitz-Birkenau 108593, którego zdaniem „niektórzy więźniowie za każdą cenę wzorowali się bądź na esesmanach, bądź na innych funkcyjnych [...], którym pragnęli dorównać w bestialstwie, a nawet ich przewyższyć, a ponieważ posiadali władzę nadaną przez obozowe SS, robili wszystko, by ich zadowolić, bojąc się utraty stanowiska, toteż byli dosłownie panami życia i śmierci podległych im więźniów i chętnie z tych przywilejów korzystali”.

Trzecią grupę funkcyjnych stanowili więźniowie, którzy nie poddali się presji i deprawacji anormalnego środowiska obozowego. Pełnili oni w hierarchii obozowej pewne funkcje, ale swoje stanowiska wykorzystywali dla ulżenia doli współwięźniów. Byli to ludzie o wysokich walorach etyczno-moralnych. Polecenia SS wykonywali w ten sposób, aby przynosiły one innym więźniom jak najmniej szkody.

A więc podstawowym podziałem społecznym jest podział na rządzących i rządzonych. Rządzący, czyli grupa trzymająca realną władzę narzuca zasady postępowania i dobiera sobie spośród rządzonych grupę funkcyjnych, którzy mają im pomagać w sprawowaniu władzy. Rządzenie i władza sprowadzają się albo do do czerpania z zasobów przynależnych i produkowanych przez rządzonych, czyli klasycznej relacji wyzyskujący-wyzyskiwani (rządzący zawsze mogą zmusić rządzonych do oddania zasobów, nawet siłą - słynne Urbanowskie powiedzenie "Rząd sam się wyżywi" - dopóki ma komu ukraść) albo też może być relacją zarządzający-zarządzani, gdy zarządzający dbają o to by zarządzani byli wysoce produktywni, a wynagrodzenie zarządzających jest procentem od zasobów wyprodukowanych. Przy czym analiza gry ewolucyjno-społecznej w Małą ewolucję z macierzą wypłat "Jak to w życiu" prowadzi do wniosku, że relacja wyzyskujący-wyzyskiwani jest niestety naturalnie dominującą.

Drugą obserwacją jest podział społeczności podległej (rządzonej) na trzy podgrupy:

Nazwa Motywanta Hasło przewodnie
Animale "Ludzie zwierzęta", zaspokajają swe rządze w sposób niepohamowany, jedynym czynnikiem warunkującym jest strach. Dobre jest tylko to co dla mnie
Balansujący Ludzie przyjmujący dowolną konwencję rządzonych, która sprawia, że przestają być rządzonymi. Każdy kodeks moralny jest dobry, pod warunkiem, że mi jest lepiej
Zasadniczy Ludzie kierujący się zasadami ukierunkowanymi na interes społeczny, a nie indywidualny. Wytwarzają resergię społeczną. W dobrze zorganizowanej przez nas społeczności i tak będzie mi dobrze nawet jeśli będę na dole

Pogląd dotyczący tej kategorii więźniów, który był powszechnym sądem kapo, tak sformułował Kurt Muller: „Należy przede wszystkim myśleć i dbać o siebie. Dla swego zdrowia, bezpieczeństwa życia, należy bez skrupułów poświęcić serdecznego przyjaciela, kolegę, nawet brata – w obozie sentymentów nie ma”. Instynkt samozachowawczy, domagający się ratowania własnego życia za wszelką cenę, w warunkach obozowych czynił z człowieka, zdaniem Zofii Kossak (1890-1968), osobnika drapieżnego i bezwzględnego.

To nasz pierwotny instynkt, w przypadku braku zasobów ratowanie własnego życia jest zachowaniem dominującym i jak widać odbywa się dowolnym kosztem i bez przestrzegania jakichkolwiek zasad mających na celu dobro wspólne. Pewną modyfikacją tego zachowania może być ortogonalnie dodana do niego zasada ochrony potomstwa za wszelką cenę, nawet za cenę własnego życia. Przy czym stopień wpływu tego drugiego czynnika jest mniejszy w odniesienu do samców i większy w odniesieniu do samic. (Są to dwie zasady wzajemnie się wykluczające - jeśli mają być przestrzegane w pełni to chronię albo siebie albo dzieci. Dlatego też w fizyce życia stanowią one parę (wektor) czynników ortogonalnych. Nie są to czynniki przeciwstawne tak jak yin i yang, bowiem te działają w tym samym wymiarze, ortogonalne zaś w dwóch (lub n) wymiarach.

„Za zbrodnie indywidualne, popełnione przez funkcyjnych, odpowiada ten aparat, który narzucił normy prowadzące do zła” Ponadto pisze on, że „sprawcami są nie tylko ci, którzy fizycznie rękę przykładają, ale ci, którzy daną organizacją kierują. A to było jednak kierownictwo świadome, celowe, które zmierzało do tych właśnie celów zbrodniczych”.

Dokładnie tak, zatem rządzący powinni odpowiadać, za normy, które narzucili. Dlatego też Jaruzelskiego i Kiszczaka nie należy sądzić za to, że wydali rozkaz spacyfikowania kopalni czego rezultatem była śmierć górników, lecz za to, że narzucili rządzonym normy prowadzące do obniżenia resergii społecznej, za to, że lata ich rządów doprowadziły do kryzysu. Czyli de facto za to, że "nie zarządzali", lecz "wyzyskiwali"!

Po trzecie, sposób sprawowania funkcji zwierzchnich był różny i najczęściej nie zależał od przynależności więźnia (polityczny czy kryminalny), grupy narodowościowej czy społeczno-politycznej, lecz od wartości moralno-etycznych jednostki i stopnia jej zdeprawowania przez system obozowy.

Warto przytoczyć słowa T.Hołuja: „Więźniowie usiłowali we wszystkich obozach opanować pewne funkcje. Otwarcie należy powiedzieć, że wiele tych akcji nie było kierowanych żadnymi pobudkami, tylko po prostu była to normalna walka o władzę, o życie, o stanowiska, podobnie jak w normalnym społeczeństwie”.

Wraz ze wzrostem znaczenia gospodarczego obozów koncentracyjnych i narzuceniem im coraz szerszych zadań gospodarczych zaistniała konieczność powiększenia i stabilizacji kadry więźniów funkcyjnych. Zdaniem S.Kołodzińskiego więźniowie fachowcy czasowo potrzebni do rozbudowy obozu mogli teraz utrzymać się na swoich funkcjach, co było momentem przełomowym w tworzeniu się nowej kategorii więźniów funkcyjnych. Wywodzili się oni już nie z więźniów kryminalnych, najczęściej Niemców, wyszkolonych i przesłanych z innych obozów, lecz więźniów politycznych. Tworzyli oni trzecią kategorię więźniów funkcyjnych. Powoli opanowywali i przetwarzali istniejący „ład obozowy”. Jednocześnie starali się wyrugować ze stanowisk obozowych pozbawionych wszelkich skrupułów moralnych więźniów kryminalnych”.

Niesamowite spostrzeżenia: gdy system musiał coś produkować na zewnątrz, to w sposób naturalny wprowadzał pewne zasady interakcji pomiędzy elementami składowymi. Jeśli nie musiał produkować zżerał się od środka, bowiem dominowały w nim elementy (jednostki) wysoce zachłanne i nieskore do współpracy. Wynika z tego, że tak zwane normy społeczne kreują się w sposób naturalny w systemach (np. państwach), które produkują na zewnątrz. System, który walczy z innym systemem (na przykład dwa zwalczające się nawzajem państwa), a jego elementy są z nim na trwałe związane (system typu WSS) musi produkować, by mieć zdolność do walki, musi zatem wypracowywać normy wewnętrzne - musi dbać o producentów.

Zjawisko walki o funkcje w obozie między „politycznymi” (tzw. czerwone trójkąty lub czerwoni) i „kryminalnymi” (zielone trójkąty lub zieloni) istniało we wszystkich obozach. Charakter tej walki i jej zasięg uzależnione były od stopnia zorganizowania i więzi osobistych łączących więźniów politycznych oraz stopnia zagrożenia ze strony „kryminalnych”. W tej perspektywie można zaryzykować stwierdzenie, że siła więźniów łączących „politycznych” była wypadkową niekorzystnych oddziaływań grupy „kryminalnych” na tę zbiorowość. Istniała nawet zależność wprost proporcjonalna – im silniejszy i bardziej bezwzględny był charakter negatywnego nacisku „kryminalnych” na „politycznych”, tym mocniejsze były z jednej strony więzi w tej zbiorowości, z drugie zaś strony stopień wewnętrznej integracji”.

A zatem chęć do współpracy jest skorelowana ze stopniem zagrożenia zewnętrznego! To nic innego jak ucieleśnienie IV zasady fizyki życia.

Analizując spostrzeżenia z różnych obozów, dokonała też ona podziału charakteru walki o władzę w strukturach lagrowych na cztery grupy.

Do pierwszej z nich zakwalifikowała sytuacje, w których władzę średniego szczebla sprawowała grupa więźniów-przestępców, pozbawionych skrupułów wobec innych współwięźniów. W drugiej umieściła sytuacje, kiedy władzę zdobywała zamknięta grupa narodowościowa, ratująca tylko swoich. W trzeciej uszeregowała sytuacje, w których od początku istnienia obozu dominację uzyskali więźniowie polityczni, tworzący grupę o silnej solidarności. Dążyli oni do realizacji humanistycznych wartości, wbrew nieludzkiemu systemowi obozowemu. W czwartej grupie opisała sytuacje, kiedy władzę stopniowo zdobywała zorganizowana i organizująca się grupa więźniów politycznych, świadoma celów i metod oporu. Grupa ta była zdolna do wewnętrznego skonsolidowania się i przełamania barier narodowościowych.

2010.03.04 Czwartek Głos internauty:
Ofiary kościoła katolickiego, a ofiary lewicy
(kabotyn_bartoszewski)

Mao Tse Tung - 30 000 000
Józef Stalin - 20 000 000
Lenin, Trocki i reszta bolszewików - 15 000 000
Adolf Hitler - 7 000 000
Pol Pot - 3 000 000 (30% mieszkańców swojego kraju)
Robespierre i rewolucjoniści francuscy - 2 000 000

To tylko najwybitniejsi przedstawiciele postępowej lewicy. Dla porównania święta inkwizycja przez kilkaset lat swojego istnienia wydała maksymalnie 10 000 wyroków śmierci, a działała w całej Europie i często skazywała też przestępców. Lenin taki wynik osiągał w ciągu jednego dnia ;)

2010.03.03 Środa

Informacja z Onetu:

Polacy mówią "nie" odpłatnej służbie zdrowia
[http://wiadomosci.onet.pl/2135953,11,polacy_mowia_nie_odplatnej_sluzbie_zdrowia,item.html]

59 proc. Polaków uważa, że wprowadzenie częściowej odpłatności za usługi publicznej służby zdrowia to zły pomysł, nawet jeśli miałoby to usprawnić jej funkcjonowanie - wynika z najnowszego sondażu CBOS. Spośród ankietowanych pozytywnie oceniających częściową odpłatność jedynie co szósty (16 proc.) chętnie opłacałby część wydatków związanych z leczeniem, natomiast 22 proc. badanych - choć pomysł popiera - twierdzi, że nie byłoby w stanie pokryć owych dodatkowych kosztów.

Pomysł wprowadzenia częściowej odpłatności za opiekę medyczną najczęściej popierają osoby pracujące na własny rachunek poza rolnictwem, a także przedstawiciele kadry kierowniczej i specjaliści z wyższym wykształceniem. Przeciwników tej propozycji można spotkać przede wszystkim wśród rolników i rencistów - wskazuje CBOS. Deklaracje respondentów są również uzależnione od wieku, wykształcenia oraz miejsca zamieszkania. Im są młodsi, lepiej wykształceni i mieszkają w większym mieście, tym większe prawdopodobieństwo, iż zaakceptowaliby takie zmiany.

2010.03.02 Wtorek Z interentu ciekawy kawałek:

W czasie sztormu na wielkim oceanie zatonął ogromny statek pasażerski. Na szczęście większości załogi udało się dopłynąć na sporą bezludną wyspę i przeżyć. Po jakimś czasie rozbitkowie zaaklimatyzowali się do nowych warunków - wybudowali pierwsze chaty, potrafili zdobyć wodę i jedzenie. Stworzyli małe społeczeństwo, czekające na ratunek. Niestety ten znikąd nie przychodził. Po jakimś czasie na wyspie zaczęły się rodzić pierwsze dzieci, a ludzie wydawali się przyzwyczajać do trudnych wyspiarskich warunków, spoglądać z nadzieją w przyszłość i ewentualny ratunek.

Oczywiście jak w każdej grupie znalazły się osoby, które nie chciały w zgodzie walczyć o przeżycie. Kilku rosłych cwaniaczków w chaosie codziennej walki o przetrwanie założyło swoje wyspiarskie gangi i zaczęło napadać praworządnych mieszkańców wyspy. Po jakimś czasie mieszkańcy postanowili się bronić i zorganizować napaść na oprychów.

Jednak, gdy tylko szefowie gangów zrozumieli co się święci - przerazili się, gdyż wiedzieli, że nawet ich połączone gangi nie będę w stanie obronić się przed wszystkimi mieszkańcami wyspy. Przybyli, więc razem do głównej wioski na wyspie i publicznie oświadczyli, że to wszystko wina braku ładu i prawa na wyspie. Należy rozpisać demokratyczne wybory i wybrać władze wyspy. Ogłosili, że przysięgają, że dopilnują sprawiedliwego głosowania i że każdy może startować w wyborach na burmistrza wyspy. Ludzie zgodzili się i postanowili, że demokratyczne wybory rozwiążą ich problem.

Oczywiście wszyscy szefowie gangów zgłosili swe kandydatury. Oprócz tego zgłosił się też Adam - najbardziej popularna i szanowana osoba w wiosce. Jego kandydatura została oficjalna przyjęta. Niestety następnego dnia, ktoś poderżnął mu gardło we śnie. Ludzie podejrzewali kto mógł to zrobić, a nie mieli żadnych dowodów. Żaden z mieszkańców wioski nie miał już odwagi by zgłosić swą kandydaturę.

Oprychowie rozumieli, że z braku dobrych kandydatów ludzie mogą zignorować wyboru i rozprawić się z nimi po swojemu. Dlatego też, urządzali codziennie na środku wioski debaty w których jeden stwierdzał, np. że w przyszłym państwie łowiący ryby powinni więcej płacić od innych, bo ryby są wspólnym dobrem i powinny być opodatkowane. Inny zażarcie bronił rybaków. Każdego dnia debata była na inny - zupełnie bzdurny - temat, który dzielił w jakiś sposób mieszkańców wyspy.

I w dniu wyborów rybacy poszli głosować na tego oprycha, który chciał najmniej opodatkowywać rybaków. Budowniczy poszli głosować na tego, który najmniej chciał opodatkowywać budowniczych, zwolennicy kontroli urodzeń na wyspie na zwolenników kontroli urodzeń itd. Każdy myślał, że idzie "zagłosować na najmniejsze zło". W ten sposób wszyscy mieszkańcy wyspy oddali głos na jednego z trzech oprychów.

Po skończonych wyborach, jeszcze przed policzeniem zabezpieczonych przez mieszkańców głosów - wszystkie trzy gangi świętowały w jaskini po drugiej stronie wioski. Udało im się przechytrzyć wyspiarzy. Niezależnie od wyniku - oprychowie wiedzieli, że będą mogli kontynuować swoje złodziejskie porządki - teraz nawet częściowo w majestacie prawa. Jeden z oprychów został właśnie wybrany i ma poparcie większej części wioski. Nie groziła im już jednomyślna napaść wyspiarzy. Obiecali sobie, że na forum publicznym zawsze będą dla siebie wrogami - by nie wzbudzać podejrzeń.

Wniosek z powyższej opowiastki prosty. Popierając "mniejsze zło", wciąż popierasz zło. A popierając jakiekolwiek zło blokujesz możliwość rozwoju prawdziwego dobra. Pomyśl o tym następnym razem kiedy pójdziesz oddać do urny głos na kogoś tylko dlatego, że reszta wydaje Ci się jeszcze gorsza, a "nie chcesz zmarnować głosu". Brak poparcia dla wszystkich ze stron także jest głosem.

źródło: wykop

2010.02.23 Wtorek

Łukasz podesłał mi link do poczytania:
Horizontal and vertical: The evolution of evolution
[http://www.newscientist.com/article/mg20527441.500-horizontal-and-vertical-the-evolution-of-evolution.html?full=true]

JUST suppose that Darwin's ideas were only a part of the story of evolution. Suppose that a process he never wrote about, and never even imagined, has been controlling the evolution of life throughout most of the Earth's history. It may sound preposterous, but this is exactly what microbiologist Carl Woese and physicist Nigel Goldenfeld, both at the University of Illinois at Urbana-Champaign, believe. Darwin's explanation of evolution, they argue, even in its sophisticated modern form, applies only to a recent phase of life on Earth.

At the root of this idea is overwhelming recent evidence for horizontal gene transfer - in which organisms acquire genetic material "horizontally" from other organisms around them, rather than vertically from their parents or ancestors. The donor organisms may not even be the same species. This mechanism is already known to play a huge role in the evolution of microbial genomes, but its consequences have hardly been explored. According to Woese and Goldenfeld, they are profound, and horizontal gene transfer alters the evolutionary process itself. Since micro-organisms represented most of life on Earth for most of the time that life has existed - billions of years, in fact - the most ancient and prevalent form of evolution probably wasn't Darwinian at all, Woese and Goldenfeld say.

Strong claims, but others are taking them seriously. "Their arguments make sense and their conclusion is very important," says biologist Jan Sapp of York University in Toronto, Canada. "The process of evolution just isn't what most evolutionary biologists think it is."

Wyobraźcie sobie, że idee Darwina są tylko częścią historii życia na Ziemi. Wyobraźcie sobie, że proces o którym Darwin nie napisał i którego nawet sobie nie wyobrażał sterował przez dłuższy czas rozwojem form (ewolucją) życia na Ziemi. Brzmi to niedorzecznie, lecz jest to dokładnie tym w co mikrobiolog Carl Woese i fizyk Nigel Goldenfeld, z Uniwersytetu z Illinois wierzą. Darwinowskie wytłumaczenie evolucji, twierdzą, nawet w bardzo zaawansowanej współczesnej formie dotyczy zaledwie ostatniej fazy rozwoju życia na Ziemi.

2010.02.19 Piątek Enea: Demotywujące układy w spółce. Zwolnieni otrzymują nawet ponad milion zł
[http://gielda.onet.pl/enea-demotywujace-uklady-w-spolce-zwolnieni-otrzym,18727,3179798,2,prasa-detal]

– W Enei można nie przykładać się do pracy, bo mamy gwarancje zatrudnienia. Wiele razy słyszałem, jak podwładny mówi do swojego przełożonego, że może mu skoczyć, gdy ten domagał się większej efektywności. Oczywiście takiego lenia można zwolnić, ale wtedy trzeba mu wypłacić wysoką odprawę – mówi pracownik poznańskiej spółki energetycznej.

W grupie Enea gwarancje zatrudnienia dla załogi są regulowane różnymi porozumieniami. Podpisywały je zarządy kojarzone zarówno z lewicą, jak i prawicą. Ostatnie porozumienie, zawarte przed dwoma laty, daje gwarancję utrzymania stanowiska pracy do 2017 roku. Teoretycznie jest to obciążenie dla poznańskiej spółki sięgające kilkuset milionów złotych. W praktyce jednak tak nie jest.

Trudno sobie wyobrazić, że nagle zwolnieni zostaliby wszyscy pracownicy. Problem polega na tym, że przyjęte gwarancje są demotywujące do zaangażowania w pracę. W spółce są podziały na starych (mających gwarancje zatrudnienia) i nowych, którzy do spółki przyszli po lipcu 2007 r. Ci ostatni muszą się bardziej starać, by utrzymać swe stanowisko, ale i tak w pierwszej kolejności mogą zostać zwolnieni. Przez ostatnie lata fali zwolnień nie było. To się jednak może zmienić.

– Oceniam, że w grupie Enea bez większych problemów można zmniejszyć zatrudnienie o około 30 procent – mówi osoba w przeszłości pracująca w branży. – Gdyby pojawił się w spółce inwestor strategiczny, to zapewne będzie to dla niego jeden z poważniejszych problemów do rozwiązania. Objętych gwarancjami jest obecnie ponad 80 procent załogi liczącej około 10 000 osób.

Gwarancje zatrudnienia to bardzo silny oręż w rękach związkowców. Zgodnie z zapisami porozumienia, w uzasadnionych przypadkach, można zwolnić pracownika bez konieczności wypłacania mu wieloletnich odpraw. Warunkiem jest jednak uzyskanie pozytywnej opinii w tej sprawie ze strony związków zawodowych. W praktyce takich zwolnień nie było, bo spółka nie chce płacić wielkich odpraw. Zdarzało się jednak, że pracownicy odchodzili i w oparciu o gwarancje dostawali spore odprawy lub odszkodowania.

W zeszłym roku z firmy odszedł Andrzej Nitecki, ówczesny dyrektor departamentu kadr i administracji. Nitecki utracił zaufanie obecnego zarządu latem ubiegłego roku. Było to krótko po naszym tekście ujawniającym kulisy zwolnienia i ponownego przyjęcia do pracy w spółce obecnego wiceprezesa Enei Marka Malinowskiego. W firmie nieoficjalnie mówi się, że Nitecki był podejrzewany o przekazanie nam informacji w tej sprawie. Sam zainteresowany wypowiada się dyplomatycznie: – Pracodawca zawsze ma prawo dowolnie kształtować stosunki zatrudnienia i decydować, z kim chce pracować, a z kim nie. Zawarliśmy stosowne porozumienie. Nie wnoszę do byłego pracodawcy żadnych pretensji.

Na mocy ugody Nitecki uzyskał około 700 tys. zł brutto. Nie tylko dlatego trudno się dziwić, że nie chce źle mówić o byłym pracodawcy. Obecnie piastuje funkcję prezesa w jednej ze spółek powiązanych z Eneą (największym udziałowcem są w niej związki zawodowe). – Ludzie w firmie są oburzeni, że Andrzej wziął grube pieniądze za odejście, a potem trafił do innej spółki związanej z Eneą – mówi nasz informator. – Z mego rozeznania wynika, że podziękowano mu za pracę kadrowca, bo nowy zarząd źle ocenił jego kompetencje do kierowania tym działem.

Rzeczywistym powodem rozstania się z Niteckim mogła być jednak chęć znalezienia stanowiska dla jego następcy. Nowym dyrektorem kadr mianowano bez konkursu Macieja Olszaka. Trafił on do Enei 1 lipca 2009 roku na stanowisko doradcy zarządu. Niebawem, po odejściu Niteckiego we wrześniu ubiegłego roku, został szefem kadr. Olszak przekonuje, że jego przyjście do Enei nie miało związku z odejściem Niteckiego, bo między tymi zdarzeniami było kilka miesięcy różnicy.

Olszak przed przyjściem do Enei pracował w rzeszowskim Zelmerze. Zajmował się relacjami inwestorskimi i szefował biuru zarządu spółki. Czy ma wystarczające kompetencje, by kierować kadrami Enei? Paweł Oboda, rzecznik spółki, przekonuje, że Olszak ma wysokie kwalifikacje zawodowe i doświadczenie w prywatnych korporacjach.

Z naszych informacji wynika, że w zeszłym roku Maciej Olszak miał wygłosić wykład we Wronkach, dokąd udali się pracownicy PR Enei. Jego prelekcja miała nastąpić w drugim dniu szkolenia. Nie doszła jednak do skutku. Informatorzy twierdzą, że powodem była niedyspozycja spowodowana wieczorną libacją poprzedzającą drugi dzień szkolenia. – Był na spotkaniu integracyjnym. Nie sądzę jednak, aby wypił więcej niż pozostali. Ale jego wykład rzeczywiście został odwołany. Przysłał rano sms, że został pilnie wezwany do Warszawy – opowiada uczestnik szkolenia. Czy jednak rzeczywiście jechał rankiem do stolicy, skoro wcześniej wziął udział w zakrapianej kolacji? Maciej Olszak, za pośrednictwem kancelarii prawnej, odpowiedział, że jego nieobecność na własnym wykładzie nie wynikała z nadużycia alkoholu. O rzekomym wyjeździe do Warszawy, w przesłanej nam korespondencji, nie wspomniał.

Andrzej Nitecki nie jest jedyną osobą, która otrzymała duże pieniądze po odejściu z Enei. Znacznie większe pieniądze, bo ponad 1,1 mln zł dostała Mariola Szopa. Zajmowała kierownicze stanowiska w zielonogórskiej Enei. Spółka odmówiła nam podania przyczyny jej zwolnienia. Dotarliśmy jednak do dokumentów, z których wynika, że wyrzucono ją dyscyplinarnie. Sąd uznał, że niesłusznie – wygrała gigantyczne odszkodowania, a podstawą stały się właśnie zapisy o gwarancji zatrudnienia. Dyscyplinarnie próbowano zwolnić Marka Malinowskiego (kojarzonego z PSL – w drodze ugody otrzymał ponad 200 tys. netto) i jego zastępcę Włodzimierza Hipszera (ponad 70 tys. netto). Obu przywrócono do pracy na wysokie stanowiska.

Tymczasem związkowcy nie wykluczają wystąpienia o rozszerzenie gwarancji zatrudnienia na nowe osoby, przyjęte po lipcu 2007 roku. Paradoksalnie byłoby to w interesie obecnej ekipy zarządzającej, która w spółce jest od niedawna i z gwarancji nie może korzystać. Podobne porozumienie zawarto w kaliskiej spółce Energa. Tam także dochodziło do finansowych porozumień z pracownikami wysokiego szczebla. Na drodze ugody ze spółki odszedł wiceprezes Piotr Szynalski, mąż byłej posłanki Renaty Szynalskiej z SLD.

Enea pozostanie państwowa?
Dziś zbiera się Rada Nadzorcza spółki Enea.

Podczas obrad zarząd przedstawić ma założenia strategii rozwoju. Chodzić ma między innymi o kwestie prywatyzacji. Nieoficjalnie mówi się, że na przygotowaniu strategii zależy wiceministrowi skarbu, Janowi Buremu. Wedle tej wersji przygotowywana jest zmiana sposobu prywatyzacji. Zakłada ona częściową prywatyzacje poprzez giełdę oraz sprzedaż pakietu akcji inwestorowi branżowemu. Zmiana polegać ma także na tym, że kontrolę nad spółką ma zachować Skarb Państwa. Takie rozwiązanie zadowalałoby pracowników Enei.

Teraz wiecie czemu płacicie takie wysokie rachunki za prąd
~rodak dzisiaj, 12:41
bo musicie utrzymać tych na gwarancji zatrudnienia oraz tych, którzy za nich pracują (ci bez praw do odprawy). Czemu niezrobią jak ze stocznią - upadłość, zwolnić wszystkich i zatrudnić tych co chcą naprawdę pracować.

Samochód z napisem Enea
~MD dzisiaj, 15:25
Często widzę, na poboczu, schowany samochód z napisem Enea, ludzie w środku uśmiechnięci, jedzą śniadanie itd. Od pracownika dowiedziałem się o łowieniu ryb - przez 1 godz. w ciągu dnia na jednej z tras. Z taką wydajnością pracy nie dziwmy się że przez 2,3 tygodnie ludzie w Polsce żyją bez prądu.
Pozdrawiam płacących za energię

prywatna duża firma
~karawaciarz dzisiaj, 16:21
dziwne - pracuję w dużej prywatnej firmie i też górka wypłaca sobie premie i milionowe odprawy. Oczywiście premie są procentowe - ja i inni co zapierniczają dostają 100 - 200 zl, dyrektor pionu siedzi w pracy na "naszej klasie" i za "ciężką" prace ma 600 zł ( widziałem jego kwitek). A to jest prywatna firma ;)

to widać ,że w rzadzie same kolesie,tarzają się w państwowej
~madra dzisiaj, 14:52
kasie ,tfu !żeby im ta kasa na łeb się zwaliła !!

podpisanie takich gwarancji to działanie na szkodę spółki prawnie ścigane
~mm dzisiaj, 15:53
Gdzie Rada Nadzorcza, która jest zobowiązana do zgłoszenia takiego faktu do prokuratury?

2010.02.17 Środa Zima trzyma, szczerze powiem, że nie pamiętam tak długiej: przez 7 tygodni temperatura utrzymuje się poniżej zera!

Obejrzałem sobie na youtube [http://www.youtube.com/watch?v=VKdojK-m2XU] film o Detroit, o tym jak wygląda teraz to miasto po tym jak Państwo i związki zawodowe zaczęły ingerować w produkcję samochodów i w życie miasta. Na ucznia przypada tu $11 000,- rocznie w porównaniu z $9 600,- średniej krajowej. Mimo tego szkołę kończy zaledwie 25% uczniów. Uczeń w Detroit ma wiekszą szansę skończyć w więzieniu, niż skończyć szkołę. Jak te potężne związki zawodowe nauczycieli mogły tak zawieść uczniów? Sprzeciwiają się m.in. uzależnieniu płacy od wyników, zmniejszeniu klas, czy możliwości wyboru szkoły, [...] Czyżby związki zawodowe nauczycieli miały pomagać nie uczniom... a samym związkom? [...] Przedstawiam związek zawodowy pracowników przemysłu motoryzacyjnego - United Auto Workers. "Ustępstwo" nie figuruje w ich słowniku nawet w najtrudniejszych czasach. Doskonale wiedząc, że firma przez to zbankrutuje, wywalczyli sobie: 7 tygodni płatengo urlopu rocznie, bani zatrudnienia, które gwarantują zwolnionym pensje za niepracowanie, stawke 74$ za godzinę pracy, (dla porównania zarobiki w podobnych firmach japońskich wynoszą $42), w wynagrodzenie wliczone jest luksusowe ubezpieczenie zdrowotne...

Niesamowite, dokładnie o takim właśnie procesie pisała Ayn Rand w swym "Atlasie zbuntowanym". Film potwierdza moje twierdzenie, że rząd powinien być wyłącznie strażnikiem zasad, i co więcej wynagrodzenia rządzących powinny stanowić procent od rzeczywistego zysku rządzonego przez nich państwa!

Internauta o mediach:

Tak wlasnie dzialaja MEDIA....
~kibic_z_Vancouver dzisiaj, 16:18
Najpierw ustawiaja zawodniczce miejsce ktore powinna zajac w konkurencji a pozniej gdy sie to nie sprawdzi zasypuja nas lawina komentarzy... Zupelnie tak samo jak w rozmowie miedzy dwoma dziennikarzami. "Jeden mowi - ja rozpuszczam plotki a ty je dementujesz, a zyskami dzielimy sie po polowie".

2010.02.12 Piątek Zima niby niezbyt sroga bo zaledwie -2oC, ale sypie miałki śnieg od wczoraj rano. Sypać ma przez cały dzień, a my jutro wybieramy się do Korbielowa i do schroniska Rusianka. Ulica i parking przed domem zasypany sniegiem. Inna ulica i parking przy basenie odśnieżone - traktorek uwija się jak szalony - wiadomo jak nie odśnieżą będzie mniej klientów. To co kręci światem, to biznes. Masz interes to cieszysz się pracą, nie masz interesu to nie robisz albo robisz źle.

Wyłapałem gdzieś cytat Alexisa de Tocqueville'a: Amerykanin wybierając się na podbój świata, zabiera ze sobą trzy rzeczy: Biblię, siekierę i gazety. Co sparafrazowałbym tak, że człowiek, który chce coś w życiu osiagnąć musi znać zasady i mechanizmy, mieć narzędzia i zdobywać informację.

2010.02.11 Czwartek

Zima trzyma nadal - rano -6oC

Typowe oszustwo dziennikarskie:

Vancouver: sensacyjny trening, Hula najlepszy
[http://sport.onet.pl/imprezy/vancouver-2010/vancouver-sensacyjny-trening-hula-najlepszy,1,3175544,wiadomosc.html]

Stefan Hula uzyskał w Whistler największą odległość - 108 m - w pierwszych trzech seriach treningowych przed sobotnim konkursem olimpijskim na normalnej skoczni. Dobrze zaprezentował się Adam Małysz, który plasował się w czołówce zawodników z najsilniejszej grupy.

Wynik Huli trudno porównywać do prób najlepszych skoczków, ponieważ startował z wyższej belki.

2010.02.10 Środa Zima mocno trzyma, rano było -8oC.

Cytat dnia z "Poradnika estradowca" Jacka Fedorowicza (mojego idola): Prawdziwa gwiazda dostaje oklaski na za to jak wystąpiła, lecz za to, że wystąpiła.

Króciutki cytat z onetu:
Portugalię, tak jak Grecję, czeka powolna śmierć, jeśli natychmiast nie narzuci sobie dyscypliny budżetowej i nie przyhamuje wydatków państwa – stwierdzili w swoim najnowszym raporcie analitycy agencji ratingowej Moody’s.

Jak czytamy w gazecie, Portugalia znalazła się w zaklętym kręgu. Ma kłopoty finansowe, bo wzrost gospodarczy jest marny i nie zmienia się to już od wielu lat. A gospodarka rozwija się wolno, bo wciąż brakuje pieniędzy. Ten kraj jest też jedynym krajem Unii Europejskiej, który nie doświadczył prosperity, jaką Unia wynagradzała swojego każdego nowego członka.

To już taki lewacki dogmat: gospodarka rozwija się wolno, bo brakuje pieniędzy no to nic tylko je dodrukować (lub pożyczyć) i już problem rozwiązany. Ale tu pojawia się zagwozdka - bo do obecnego stanu "zakletego kręgu" Portugalię doprowadziły właśnie dodruk pieniędzy i pożyczki.

I kolejny cytacik:
Strajk sparaliżuje Grecję
Grecję sparaliżuje dzisiaj 24-godzinny strajk pracowników budżetówki. To kolejny protest przeciwko oszczędnościom, które wprowadził grecki rząd, by wyprowadzić kraj z kryzysu finansowego.

Pracownikom budżetówki nie podoba się przede wszystkim zamrożenie pensji i podniesienie wieku emerytalnego z 61 do 63 lat. Socjalistyczny rząd zdecydował się na takie posunięcia po tym, jak eksperci ostrzegli, że za pięć lat system płac w Grecji może całkowicie się załamać. Reformę systemu nakazała Atenom także Komisja Europejska.

Dzisiejszy strajk oznacza sparaliżowanie lotnisk i zamknięcie szkół i biur. W szpitalach zostaną przeprowadzone jedynie zabiegi ratujące życie. Ostatnie badania opinii publicznej pokazują, że choć większość Greków popiera rządowe plany ratowania gospodarki, to równocześnie wielu z nich rozumie decyzję o strajkach.

Grecka gospodarka od wielu miesięcy znajduje się w poważnym kryzysie. Dług Aten wynosi już prawie 300 miliardów euro, a w zeszłym roku deficyt budżetowy osiągnął aż 12 procent PKB. To najwięcej spośród wszystkich krajów w strefie EURO i znacznie powyżej poziomu dopuszczalnego w Unii Europejskiej.

Jakie to znamienne: "Socjalistyczny rząd podniósł wiek emerytalny"! Teraz każdy rząd jest socjalistyczny, teraz każdy rząd zadłuża...

I jeszcze jeden z tej samej paczki:
W Wenezueli stan nadzwyczajny z powodu kryzysu energetycznego

Prezydent Wenezueli Hugo Chavez ogłosił stan nadzwyczajny w sektorze energetycznym, ponieważ najpoważniejsza od 50 lat susza w kraju spowodowała wyschnięcie wody w zaporach elektrowni wodnych.

- Sytuacja naprawdę jest krytyczna – powiedział prezydent w poniedziałek w swoim wystąpieniu radiowym. – Niektóre partie opozycyjne są zdecydowane oskarżać rząd o ponad roczny brak deszczu. A zasadniczą przyczyną jest niekorzystna anomalia pogodowa nazwana „El Nino”, powstała w wyniku zmian klimatycznych, które atakują świat.

I jeden z komentarzy:
Śpią na ropie i cierpią biedę
~januszr dzisiaj, 16:28
Socjalizm i komunizm zawsze prowadzą do nędzy, klasyczny przykład Korea. Partie głoszące hasła sprawiedliwości i solidarności jako szkodzące interesom państwa i społeczeństwa powinny zostać zdelegalizowane.

2010.02.09 Wtorek

Cytat dnia Stanisława Michalkiewicza: Sprawiedliwość społeczna, jak wiadomo, polega na tym, iż państwo wychodzi naprzeciw bardzo rozpowszechnionemu w wielu środowiskach pragnieniu, by każdemu było tak źle, jak mnie.

2010.02.03 Środa Rano -5oC. Śnieg podobno ma sypać cały dzień. Jak na rasie jeszcze nie sypie.

Korea Płn.: urzędnik sprowokował klęskę głodu
[http://wiadomosci.onet.pl/2122740,12,korea_pln_urzednik_sprowokowal_kleske_glodu,item.html]

Mieszkańcy Korei Północnej umierają z głodu na skutek rewaluacji wona, co doprowadziło do zdymisjonowania wysokiego rangą przedstawiciela władz - informują media południowokoreańskie. Dyrektor finansowy Partii Pracy Korei Pak Nam Dżi, który przeprowadził w ubiegłym roku drastyczną rewaluację wona, by ukrócić działalność rynkową, został zdymisjonowany - informuje południowokoreański dziennik "Dzoson Ilbo", powołując się na źródła dyplomatyczne w Pekinie.

-Po rewaluacji waluty doszło do gwałtownego zahamowania działalności rynkowej i wzrostu cen - powiedziało źródło.

W ubiegłym roku stare banknoty wonowe wymieniono na nowe w stosunku 100:1. Celem rewaluacji było ujawnienie środków pieniężnych raczkującej klasy handlowej. Handlowcy nielegalnie sprzedawali w Korei Północnej żywność i towary, których nie zapewniał rząd. Rewaluacja spowodowała spadek ilości dostępnych towarów i wzrost ich cen.

Inny dziennik południowokoreański "Dzung-ang Ilbo" poinformował, powołując się na Koreańczyków po chińskiej stronie granicy, że w północnokoreańskim mieście granicznym Sinyidzu panuje głód.

Doszło także do niepokojów społecznych, próbowano bowiem uniemożliwić ludziom szmuglowanie żywności i handlowanie nią - poinformowała z kolei strona internetowa Daily NK, powołując się na źródła w Korei Północnej.

A teraz zestawmy to z pierwszymi działaniami Katarzyny Wielkiej po objęciu władzy w Rosji: Likwiduje państwową interwencję w handlu. Administracja powinna wspierać każdego, kto chce eksportować smołę, siemię lniane, wosk, łój, żelazo, konopie, kawior albo potas. Kupcy otrzymują polecenie, by się łączyli w gildie, by zwalczać nieład i zastój w interesach i wspierać ducha przedsiębiorczości. [9788324126934, str. 148]
"Ukazem z roku 1775 roku fabryki i zakłady przemysłowe zostały uznane za własność, do rozporządzania którą nie potrzebne były zezwolenia urzędników państwowych." [Wikipedia rus., stan 2010.02]

2010.02.02 Wtorek

Był u mnie Pan D., mniejszościowy współwłaściciel hurtowni książek językowych. Informatyzowaliśmy jego firmę od ponad dziesięciu lat. "Mam dla Pana złe wieści." - mówi - "Dostaliśmy dofinansowanie z PARP'u i przejdziemy na SAP'a". Potem tłumaczył się, że on w zasadzie jest przeciwny temu, bo SAP jest systemem skomplikowanym itd. Udało mi się wypytać go o szczegóły: Wartość kontraktu xxx tys. brutto: komputery, serwer, sieć radiowa w lokalizacjach, kolektory danych, wdrożenie, SAP (32 licencje) i prawo użytkowania przez 3 lata potem koszt odnowienia licencji kosztuje 17% rocznie. SAP to system zintegrowany: sprzedaż, fk, crm, i tzw. business intelligence. Z tych xxx tys. 57% dofinansowuje PARP, resztę płaci Bookland.

Ponieważ z D. miło się gada to wiadomość ta nie wywarła na mnie większego wrażenia, dopiero jak przyszedł Andrzej uświadomiłem sobie, że to jest jeden z jego ważniejszych klientów, dający mu zarobek ok. tys. zł miesięcznie z tytułu maintenance. Rozmawialiśmy jeszcze na temat tego, jak PARP przyznaje dofinansowanie, bo nie wszyscy dostali - zaprzyjaźnione hurtownie nie dostały. Jedna ponieważ wniosek był wypełniony źle, druga nie wiadomo dlaczego. D. mówił, że w PARPie mają system punktowy, no i wygrywają ci, którzy dostaną najwięcej punktów. Jak podanie jest poprawne formalnie 7 punktów, jak nie poprawne 3, jak składasz o SAP'a 7 punktów, jak o coś innego 3, jak sprzęt DELL'a 7 punktów jak innego dostawcy 3 itp.

Jak to zwykle dopiero nad ranem przyszła ocena sytuacji. Pieniądze z podatków (w tym z moich) idą do centrali w Brukseli, potem dostaje je PARP i przydziela. Nie dostają ci najlepsi na rynku, którzy ściągają od klientów najwięcej pieniędzy, lecz ci, którym PARP da - to pierwszy cios w wolny rynek - inwestuje nie dobrze pracujący, lecz ten kto dostaje od PARP'u, czyli de facto inwestuje urzędnik. Poza tym tenże urzędnik decyduje (ma wytyczne od centrali) na co te pieniądze mają iść - na SAP'y i Delle, czyli de facto centrala przez swą agendę jaką jest PARP decyduje od kogo będzie kupowane - to cios drugi. Centrala zatem działa w imieniu wybranych przez siebie dostawców, a jakimi kryteriami kieruje się przy ich wyborze Bóg raczy wiedzieć, prędzej interesem własnym niż interesem konsumenta.

Podsumowując: za płacone przeze mnie podatki zostałem wyrugowany z rynku - osłabiony został polski producent, wzmocniony, przez dostarczone konkretne systemy, hurtownik książek angielskich i niemiecki producent oprogramowania.

2010.01.31 Niedziela Rano -5oC. Zapowiada się słoneczny dzień.

W ramach dokształcania się z angielskiego i fizyki życia ogladałem wczoraj "Is God a Delusion?" - zapis dyskusji pomiędzy Lewis'em Wolpert'em (reprezentującym stanowisko, że Bóg jest wymysłem ludzkiego umysłu), a William'em Lane'm Craig'iem (Bóg istnieje), która miała miejsce w Centralnym Hallu Westminsteru w lutym 2007. Zapis podzielony na 12 odcinków - po prawie trzech latach pierszy z nich obejrzało 6600 osób, a ostatni 3666. Dwóch dobrych mówców, gładko i miło prezentujących swe przekonania, ładny jezyk.

Ale dyskusja jałowa, po pierwsze, bo brak na samym jej początku definicji Boga. Każdy stoi przy swoim. Atmosfera sympatyczna, gadają długo, bo aż 90 minut, po każdym wystapieniu bużliwe brawa - publicznosci prawie z tysiąc (to mój bardzo zgrubny szacunek). Nie wierzący - Wolpert: Boga nie ma, nie wiemy jak powstał Wszechświat; wierzący - Craig: Bóg jest, stworzył Świat i od czasu do czasu wpyływa na nasze losy...

Takie ględzenie sprowadzające się do tego, że ateiści nie mają dowodów na to, że Boga nie ma, a wierzący dowodów na to, że jest (dla ateistów Biblia nie jst dowodem między innymi dlatego, że opisane w niej fakty nie są powtarzalne).

Po przeczytaniu "Nienaturalnej natury nauki" Wolperta myślałem, że wniesie on do dyskusji swój intelekt, lecz jednak jego tłumaczenie pozostawało na poziomie płytkiego Dawkinsonizmu. Sam poprowadziłbym tę dyskusję nieco innymi torami. Stosując zamianę parametrów zacząłbym od pytania wprowadzajacego: "Czy matematyka jest"? Materialnie matematyki nie ma, a podręcznik matematyki to nie matematyka. W takim razie czy matematyka istnieje? A cóż to znaczy istnieć? I tak dalej w koło Macieju.

Jeśli natomiast rozważymy pojęcie obiektu w takiej posatci jak zostało ono zdefiniowane w fizyce życia okaże się, że matematyka, jak najbardziej, jest obiektem. Co więcej obiektem oddziałujacym na inne obiekty (chociażby na inżyniera, który projektuje silnik w samochodzie, którym jeżdżę ratować ludzi). Po tym wprowadzeniu zapytałbym o definicję Boga. (Jest ich wiele, a mnie osobiście najbardziej przypadają do gustu: "Jam jest", "Transcendentna siła sprawcza") i z wielkim prawdopodobieństwem nie otrzymał bym jej w jednoznacznej postaci. Tym nie mniej Bóg bez względu na to czy istnieje czy też nie, czy ma postać starca z siwą brodą, czy też jest zestawem praw i zasad fizycznych działających na materię (przy okazji czym jest materia) jest na pewno obiektem oddziałującym na nas - ludzi. A oddziaływanie to, dokładnie jak oddziaływanie matematyki lub siekiery może być pozytywne lub negatywne.

Wolpert jest scientystą w moim znaczeniu tego słowa. Udowodnił to mówiąc, że ludzie podatni na wiarę w Boga rozmnażali się lepiej - potwierdzając tym samym, że Bóg w procesie gerpedelucyjnym odgrywa rolę czynnika wiktoria. Ponieważ często odwoływał się do Dawkinsa poszukałem sobie na youtube (jutubie) i jego wystąpień. Ten to dopiero! Wyświetleń ma tysiące, dziesiątki, setki tysięcy, a nawet milion. Ten jednak scientystą (w moim znaczeniu tego słowa) nie jest! To lewak, który nauki trochę liznął, a nawet wniósł do niej coś tak bardzo istotnego jak memy i napisał kilka wartościowych książek popularyzujących naukę. Tym nie mniej to lewak z krwi i kości: "Boga nie ma! A kto w niego wierzy jest głupcem!". Ten facet chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że Biblia to projekt memetyczny, a to, że obecna nauka zachodnia jest na takim poziomie na jakim jest i to, że on teraz może prowadzić swe naukowe dysputy zawdzięcza właśnie oddziaływaniu Biblii na poprzednie pokolenia, na kolejne pokolenia jego przodków. Zawdzięcza temu, że chrześcijaństwo miało wpływ na rozwój nauki, o czym pisał wlaśnie Wolpert: Trzeba tu podkreślić znaczenie chrześcijaństwa, które popierało zachodnioeuropejski racjonalizm, to znaczy postawę kształtującą się w toku rzeczowych dyskusji, potrzebną także w nauce, a wreszcie stworzyło system filozoficzny, w którym pojawia się możliwość - a nawet przekonanie- że istnieją prawa kontrolujące przyrodę. To przekonanie jest osobliwością chrześcijaństwa. I właśnie to chrzścijaństwo plus bardzo trudne warunki życia na wyspach wykształciły populację, która podbiła świat, która stworzyła największe imperium w dziejach. Panie Dawkins dobrze jest być, tak jak pan, obywatelem imperium nawet w jego schyłkowej fazie. Procesy gerpedelucjne są jednak bezwzględne, tak jak kiedyś Anglicy byli bezwzględni w podbijaniu świata, tak teraz będą bezwzględni muzułmanie, których się pan tak boi. Pan wie, że zjedzą was, że wchłoną resztki pańskiego imperium, a zrobią to między innymi dzięki swej wierze w pańskiego "urojonego" Boga. Przestrzegać będą pewnych zasad tylko dlatego, że nie mając świadomości, że Bóg nie istnieje po prostu się boją. Bóg - czy tego chcemy czy nie - jest populacyjnym czynnikiem wiktoria - przyczynia się do rozwoju populacji i co więcej wzmacnia ją! Nauka również, ale nie lewactwo. Lewactwo, które obecnie reprezentuje Dawkins w o wiele większym stopniu niż naukę, przyczynia się do osłabienia i zaniku populacji. Lewactwo to ucieleśnienie dominacji strategii kradzieży w sytych społeczeństwach.

Paradoksalnie Dawkins przyczynia się do osłabienia Chrześcijaństwa (ludzie wykształceni, rzeczywiście wątpią w Boga i tym samym odrzucają chrześcijańskie zasady) i wzmacnia Islam (mniej wykształceni są bardziej podatni na indoktrynację i postępowanie według zasad). Nauką nie jest krzyczenie, że Boga nie ma, naukowcami nie są ci, którzy mają świadomość jego nieistnienia. Nauką jest to, by w pełni zdawać sobie sprawę ze zjawiska określanego krótkim definiendum "Bóg" - zarówno z jego istoty, jak i jego oddziaływań.

2010.01.30 Sobota Rano -2oC. W ciagu dnia nieco powyżej zera.

Nie miałem ochoty iść do lasu, więc postanowiłem poruszać się przy odśnieżaniu drogi dojazdowej do nas - długiej na jakieś 40 metrów. Śniegu na niej jest sporo, wczoraj mieliśmy kłopot by dojechać traffic'em. Ubrałem się, wychodzę na ganek, a tu masz babo placek - sąsiad zamówił pług. No i z odsnieżania nici, na osłodę zostały resztki podwórka.

Dzieci nie było i tak przyszło mi na myśl jak mało w obecnych czasach człowiek musi z siebie dawać, pstryk i podjeżdża pług (mieszkaniec tej samej wsi, który świadczy usługi wywozu szamba i robót ziemnych koparko-spychaczo-pługiem, który jest jego własnością), pstryk - idziesz sto metrów i jesteś w sklepie pełnym dóbr wszelakich do jedzenia (sąsiad pan Tomek - przy okazji prowadzenia sklepu, zajmuje się handlem drewnem kominkowym i choinkami). Co ciekawe ten od robót ziemnych na pewno się ucieszył, że ktoś zamówił u niego odśnieżanie - zarobi przecież. Jak dziś pamiętam w naszej socjalistycznej ojczyźnie w noc sylwestrową w roku 1978 (początek pamiętnej zimy stulecia) podjechał przed okna wielki spychacz budowlany, poodgarniał śnieg przez 20 minut, po czym facet wyskoczył i poszedł sobie. Spychacz uruchomiono dopiero w marcu. Prywatny chyba nie mógłby sobie na coś takiego pozwolić, bo przez te prawie trzy miesiące nic by nie zarobił.

Przypomiało mi się jak to mama opowiadała o kobiecie, która prosiła księdza o modlitwę za wodę. Ten początkowo nie wiedział o co jej chodzi. Wytłumaczyła mu, że dawniej to ona w zimie chodziła po wodę do strumienia i musiała rąbać przerębel, a teraz po prostu odkręca kurek i woda sama leci, i za to właśnie chce podziękować Bogu.

Ciekawe jaki procent naszych, tzw. cywilizowanych społeczeństw zdaje sobie sprawę na czym polega dostawa wody i czemu ją zawdzięczamy.

Czytam ksiażkę "Katarzyna Wielka, nienasycona żądza życia i władzy". Jeden cytat zasługuje na szczególne wyróżnienie, otóż co robi caryca, która chce ekonomicznie rozwinąć swój kraj: Likwiduje państwową interwencję w handlu. Administracja powinna wspierać każdego, kto chce eksportować smołę, siemię lniane, wosk, łój, żelazo, konopie, kawior albo potas. Kupcy otrzymują polecenie, by się łączyli w gildie, by zwalczać nieład i zastój w interesach i wspierać ducha przedsiębiorczości. Likwiduje państwową interwencję w handlu, a więc wprowadza wolny rynek. Dokładnie to samo zrobiono u nas w Polsce by wyjść z komunistycznego zastoju. Niestety wolny rynek wymaga wyżeczeń, a presja na wyzysk społeczny i próżność rządzących, którym bardziej zależy na zdobywaniu punktów dla siebie niźli zarządzaniu krajem powodują, że tworzy się społeczna pożywka (tzw socjalizm), na której rozrasata się kradzież jako strategia dominująca. Oczywiście nie kradzież wprost, lecz zawoalowana zgodna z zasadami taktyki von Neumanna.


Na drogach zaspy, na chodnikach metry śniegu a więźniowie grzeją
~AXX dzisiaj, 09:19
się w ciepłych celach, oglądają TV, grają na PS3 lub w karty, czytają książki lub oddają się rozkoszom ze swoimi kobietami w specjalnych pomieszczeniach. Minęły te czasy, kiedy za komuny zasuwali na torach, drogach a obok stał strażnik z kbk AK. Teraz na więźnia musi pracować podatnik.

2010.01.29 Piątek Rano -2oC, mglisto i pochmurnie, pada lekki śnieg.

Na onecie rzuca się w oczy informacja:

USA zadłużają się na potęgę
[http://wiadomosci.onet.pl/2120015,12,usa_zadluzaja_sie_na_potege,item.html]

Niewielką większością głosów Senat USA zgodził się w czwartek na podniesienie ustawowego górnego pułapu zadłużenia państwa do 14,3 bilionów dolarów, co pozwoli ministerstwu skarbu na zasilanie budżetu dalszymi pożyczkami przez większość 2010 roku. Izba Reprezentantów będzie głosować w tej sprawie w przyszłym tygodniu. Po zatwierdzeniu ustawy przez parlament i jej podpisaniu przez prezydenta Baracka Obamę nowy limit nabierze mocy prawnej.

Jak się oczekuje, ministerstwo skarbu w ciągu najbliższych tygodni przekroczy obowiązujący od grudnia obecny pułap zadłużenia wynoszący 12,4 bilionów dolarów.

Dług publiczny Stanów Zjednoczonych zwiększył się ponad dwukrotnie przez ostatnią dekadę w sytuacji, gdy poprzedni prezydent George W. Bush obniżył podatki, forsując jednocześnie wydatki na wojny w Iraku i Afganistanie oraz dopłaty do leków sprzedawanych na recepty osobom starszym.

W ubiegłym roku budżetowym wydatki rządu USA były o rekordowe 1,4 biliona dolarów większe od jego dochodów, a ponadpartyjne Kongresowe Biuro Budżetowe (CBO) przewiduje, że obecny rok zamknie się deficytem na poziomie 1,35 biliona. Rok budżetowy w Stanach Zjednoczonych biegnie od października do września.

zła komuna?
~lesiobo dzisiaj, 07:58
U kogo usa się zadłuża w drukarni czy papierni? Jak pamiętam to fachowcy z zachodu mówili że PRL drukowało puste pieniądze

Ponownie podniecamy się problemami w USA,a co z Polską.
~A-60 dzisiaj, 07:56
My oczywiście "tuzy"ekonomiczne Europy wschodniej lub raczej jej zadupia jesteśmy zadowoleni z problemów USA. Wystarczy ,że propagandzista napisze USA to czy tamto i już prowincjonalne ludziki ze wschodu cieszą się niezmiernie. A co dzieje się z waszym państwem ? U nas charaszo ,ot wsio.
Dzikusy. Watra

Nikt na świecie nie wie ile tej sałaty jest w obiegu.
~znawca dzisiaj, 07:40
Amerykanie produkcję przenieśli do Chin a sobie zostawili drukowanie dolarów i giełdę!

Mam głupie pytanie ale spytam
~usa co to dzisiaj, 01:35
U kogo oni się zadłużają? Odczuwam też że takie mocarstwo jak USA będzie miało gdzieś swoje długi, kto je od nich będzie egzekwował?

Raz już tak było.
~j dzisiaj, 08:00
Pamiętacie sztukę jak przestali wymieniać dolary na złoto? Teraz tylko trzeba dolara porządnie zdewaluować (czyli dodrukować) i świat zapłaci.

Zadłuża się nie na potęgę, tylko na koszt reszty świata.
~goorol dzisiaj, 07:17
Drukuje zielone papierki, a potem płaci nimi na świecie. To jest majstersztyk, jakiego nie było nigdy w historii ludzkości.

Do ekonomistow
dziadunio dzisiaj, 07:32
Czy jest mozliwe zeby jakas duza czesc tego zadluzenia ktos postawil do natychmiastowej wymagalnosci? I jakie by to miało konsekwencje dla USA?

zadluzenie
~klio dzisiaj, 01:36
to kto jest bardziej zadluzony polska czy usa?

zadluzenie
~znawca_tematu dzisiaj, 07:40
Sytuacja finansowa Polski jest zupelnie niezla w porownaniu z USA. Sytuacja krajow rozwijajacych pod wzgledem zadluzenia jest dzis ogolnie duuuzo lepsza niz, krajow rozwijajacych pod wzgledem zadluzenia. Tym samym najblizsza przyszlosc wyglada lepiej dla krajow rozwijajacych niz rozwinietych, jesli chodzi o wzrost gospodarczy. Prawdziwymi gwiazdami sa tu kraje BRIC, z Chinami i Rosja majacymi tylko malutkie zadluzenie publiczne, oraz wiele innych krajow Azji.

USA - ratujcie toniemy !!!!!!!!!!!!
~bezrobotny USA dzisiaj, 02:55
Jestem na bezrobociu ( nowy york)
- jedną tygodniówka idzie na(maintain) opłata mieszkania
- druga na wyżywienie ( cało miesięczne)
- dwie tygodniówki odkładam do banku
mam możliwość przyrobić,nikt mnie sprawdza(raporty o braku pracy wysyłam komputerowo) Pracy na (czarno) jest dosyć oby tylko była siła i chęci...
- benzyna na stacj : $ 2.60 za galon= 3,7litra
- funt schabu $ 1,30
Napiszcie proszę jak w polsce ma bezrobotny ?
dziś oglądał, wiadomości z Polski podobno w Polska ma najwyższy standart życia w całej UE -tak mówił Tusk,czy już wracać?
- aha w USA można być prawie 2 lata na bezrobociu,a ile w Polsce?

~bolek dzisiaj, 06:04
zostawcie go w spokoju ma racje usa jest latwiej zarobic i zyc to jasne ale cos za cos musi to kiedys pojac ja mieszkam w usa 22 lat i widze, ze sie zmienia to wszystko !juz nie jest jak kiedys ,ale i tak PL do US to jakies 120 lat jeszcze! chodzi mi o wszystkol acznie z infrastruktura!

W ostatnich latach istnienia ZSRR miał dwie możliwości:
wm_europe dzisiaj, 02:01
zaatakować, albo upaść. Wybrali to drugie. Bardzo wątpię, że tak zrobi USA. Pomyślcie o tym...

Wrzućcie na wyszukiwarkę skrót FEMA
~sąsiad dzisiaj, 07:37
FEMA,zobaczcie do czego się szykują w USA,w kontekście zadłużenia i upadku państwa,już jest ponad 600 takich obozów. Dobrze radze,dla tych co tam są,uciekajcie gdzie pieprz rośnie,to tam się wszystko zacznie. W Europie bedzie to samo ale troche później.

Wrzuciłem "fema" w wyszukiwarkę:

FEMA (FederalEmergencyMenagmentAgency) –Federalna Agencja Zarządzania Kryzysowego. Jest to organizacja założona w 1979r. Na zlecenie prezydenta Jimmy-ego Cartera. Została utworzona po wielkich powodziach roku 1978r. Jej zadaniem było utworzenie spójnej organizacji rozrzuconych do tej pory po wszystkich stanach fundacji kryzysowych. Status jaki nadano FEMA utworzył niemal drugi rząd w państwie który przejmuje wszystkie prawa zwykłego rządu w trakcie katastrof (Od naturalnych po te związane z wojną czy terroryzmem).

Po wydarzeniach znanych nam pod kryptonimem 9/11 (Atak na World Trade Center), George W. Bush nadał Joe M. Allbaugh stanowisko dyrektora FEMA i połączył FEMA z office of Homeland Security, poszerzając jej prawa do działań w trakcie okresu „pokoju” mających na celu przygotowywanie państwa do obrony przed wszelkimi zagrożeniami.

W roku 2003 FEMA łączy się z agencjami ochrony narodu i tworzy Department of Homeland Security jako dyrektor nowo powstałej organizacji zostaje wyznaczony Tom Ridge.

04,10,2006 prezydent G.W Bush reorganizuje FEMA po katastrofie w Nowym Orleanie (Katrina), nadając FEMA więcej praw by mogli przygotowywać naród przed wystąpieniem katastrof.W tym przejęcie odpowiedzialności nad NSA(National Security Agency). FEMA staje się uśpionym rządem w rządzie Stanów Zjednoczonych.

Lista praw przysługujących FEMA (Dla ludzi nie anglojęzycznych- napiszę w skrócie, w wypadku czerwonego alarmu FEMA ma prawo przejąć:

  • Jakąkolwiek własność prywatną,
  • Jakiekolwiek fundusze,
  • Otoczyć kordonem miasta,
  • Przejąć władzę nad transportem i drogami,
  • Zwieźć ludzi do tymczasowych obozów relokacyjnych)

Warto obejrzeć całą stronę [http://www.eioba.pl/a81836/fema_najpotezniejsza_organizacja_rzadowa_swiata]

Senariusz etapu zmierzania do przymusu współpracy w Cyklu Tytlera, tak mistrzowsko opisany przez Ayn Rand w "Atlasie Zbuntowanym" się sprawdza, z tym tylko, że w rzeczywistości nie ma gdzie uciec. Ludzkość jeszcze nie dorosła do tego, by sprostać nieubłaganej sile gerpedelucji.

2010.01.26 Wtorek Cytat z Wolperta: Próbuje ona wyjaśnić nam zjawiska natury - świata, w których żyjemy. Tłumaczy ogromną różnorodność zjawisk - ruch wszystkich obiektów, naturę świata i dźwięku, ciepła i elektryczności, elementarną strukturę rzeczy - za pomocą możliwie najmniejszej ilości zasad. Kontynuuje surowe teorie, które muszą zarówno przejść testy zmierzające do ich potwierdzenia, jak i odeprzeć próby zanegowania. Teoriom stawia się również konieczny wymóg, by były zdolne do modyfikacji lub nawet odrzucenia, jeśli wskażą na to dowody. W procesie tym wszystkie zjawiska muszą być postrzegane przez niezależnych obserwatorów, ponieważ wiedza naukowa jest wiedzą społeczną. [Nienaturalna natura nauki, Lewis Wolpert, str. 14]

I mój komentarz: Wiedza naukowa (fizyka życia) jest czymś więcej niż wiedzą społeczną - to wiedza uniwersalna. Jak na razie najbliższa uniwersalizmowi jest astronomia, astronom siedzący w ciele człowieka jest bowiem czystym obserwatorem, nieuwikłanym w żadne konszachty z obserwowanymi gwiazdami. A odległość sprawia, że nie obserwuje procesów wewnętrznych, lecz nieliczne i proste parametry supermakroskopowe (jaka jest masa? jak daleko leży? jaki jest skład chemiczny?).

I ciekawostka: Anna G. - osoba, która przepisywała ten cytat do postaci elektronicznej pomyliła się: i zamiast "możliwie najmniejszej ilości" napisała "możliwie największej ilości". Interesujący jest charakter tej pomyłki - nie jest to błąd losowy, lecz wewnątrzzdroworozsądkowy, wynikający z ogólnoludzkiej nieintuicyjności pierwszego stwierdzenia, bo w powszechnym mniemaniu fizyka jest strasznie skomplikowana i wiele w niej wzorów.

2010.01.23 Sobota Rano -20oC. Ubrałem się dobrze (dwie czapki, grube spodnie plus goreteksowe spodnie; koszulkę, polar, bluzę, polar i goreteksową kurtkę) i zrobiłem typową wycieczkę do Los Kabatos, marzły policzki, w zasadzie musiałem je co chwila rozcierać. W Powsinie obfotografowałem "moje drugie drzewo".

Wracając zapłaciłem za szmbo - 240 zł. Babka klęła: "Bo une to podnoszą, miało być taniej, a jest... no te une". Nie trzeba być mędrcem by zauważyć, że monopol robi swoje. Nie jest ważne czy firma jest prywana czy państwowa - jak może to podnosi ceny, uzasadniając to w bardzo racjonany i mądry sposób. No cóż uzasadnianie (gadanie) jet prostsze od zwiększenia wydajności. Predzej czy poźniej największa prywatna firma jaką jest "Państwo" wykończy wszystkie mniejsze. Najpierw każe im zbudować infrastrukturę, a potem ją przejmie. "Państwo" to firma szczególna - każdemu wydaje się, że działa w jego imieniu i dla jego dobra, vide bezpłatna służba zdrowia. Większość bez zastanowienia to akceptuje i nie zastanawia się nad tym jak to jest możliwe. Nikt nie pyta jak to jest, że zbiera się na operacje pieniądze, by wysłać pacjenta na leczenie do innych krajów, w których nota bene pracują wykształceni u nas lekarze. Tam mogą pracować, a tu nie?

Państwo tylko wtedy działa na korzyść społeczeństwa, gdy jest wyłącznie strażnikiem zasad, a nie konkurentem w produkcji. A ludzie je tworzący powinni być wynagradzani nie przez "należne" im stałe pensje, lecz na zasadzie sprzeżenia zwrotnego, a więc od zysku, przy czym kredyty, pożyczki i inne takie wynalazki od razu i w całości powinny być wciągane na stronę kosztów, a nie dochodów. Teraz jest tak, że ten kto wziął kredyt - zarobił!?

Państwo (i "Państwo") to nie byty abstrakcyjne, to też ludzie!

2010.01.22 Piątek

Uchwycone dwie poranne "złote myśli". Zaczęły się formować tako około 5.00, a ja zmogłem się i zdobyłem się na wstanie, by je zanotować na kartce.

Pierwsza dotyczy syndromu lidera. "Lubimy tego szefa, który daje nam łatwo zarobić (vide natura człowieka uczciwego)".

Łatwy zarobek to zarobek kradzieżowy, to zarobek z tytułu piastowanego stanowiska. Stąd też uwielbiamy tyranów, bo ci którym oni umożliwili ten łatwy zarobek, rozmnażali się lepiej. Rzuca Hitler swoich Niemców na podbój świata (Stalin swoich Rosjan) zawalczymy zdobędziemy, będziemy panami, czyli de facto wzbogacimy się na drodze rozboju. Tezy takie chwytają, no i zdecydowana większość daje się w coś takiego uwikłać - idą w bój. Ci co giną - frajerzy, którzy dali się nabrać - nic już więcej nie powiedzą, ani nie zostawią po sobie żadnych wspomnień - nie stworzą żadnego projektu memetycznego. Ci zaś, którzy przeżyją sławić będą tego, dzięki któremu zawdzięczali sławę, chwałę, tytuły i mjątek. Powie ktoś: "Przecież Hitler (i Stalin) przegrał." Zgadza się, ale apologeci pamiętają swoje najlepsze czasy, swoją młodość, no i rozmarzeni z nostalgią wspominają: "Za Stalina (Fuhrera) to było dobrze.", przekazując przy okazji tę myśl swoim potomkom. Co z tego, że było mało jedzenia i nie było się w co ubrać, mnie było jepiej na tle innych. Liczy się to, że mnie było relatywnie dobrze, nie liczy się to, że obiektywnie było źle wszystkim. Tamci pozdychali, a ja sobie teraz batiuszkę (fuhrera) z rozrzewnieniem wspominam - a dzieci słuchają, i nie zdają sobie sprawy, że za komuny wszystkim było do dupy, a temu wspominającemu było zaledwie trochę lepiej na tle ogólnej mizerii. Niestety to "trochę" to trzon, to osnowa projektu memetycznego kształtującego przyszłe pokolenia. Jakież to proste i jakżesz nieintuicyjne!

Stąd też wolimy pracować pod szefami w firmach państwowych, bo oni mniej wymagają... bo są finansowani z budżetu. Stąd nie lubimy szefów, którzy prowadzą biznes, który musi się sam sfinansować - wymagania są większe.

Druga myśl to uogólnienie wszystkich spekulacji i dywagacji biologów na takie tematy jak dobór krewniaczy. Skoro w projekcie (zarówno genetycznym i memetycznym) zapisane są taktyki struktury i taktyki zachowań to:

To te taktyki są utrwalane w projekcie, które przyczyniają się do zwiększenia powielalności sekwencji, które je kodują. Proste jak drut, koniec kropka! A te wszystkie dobory krewniacze i inne wynalazki są przypadkami szczególnymi tego ogólnego prawa tak sformułowanego.

Najciekawsze jest to, że obie te myśli są ze sobą powiązane i że o zgrozo prowadzą do wniosku, że zgoda na poddanie się tyranii jest naturalna i gerpedelucyjnie (logicznie) wytłumaczalna. A dotyczy to zarówno tyranii skierowanej na zewnątrz (źródłem zasobów jest okradana populacja zewnętrzna - co dobrze widać na przykładzie Hitlera) jak i do wewnątrz (źródłem zasobów jest okradana grupa w populacji - Stalin).

2010.01.22 Piątek

Bardzo ciekawe spostrzeżenie socjologiczne Korwina:

Na pewno zwróciliście Państwo uwagę na zdanie: „ W BBC homoseksualizm był niemal obowiązkowy”. Od razu podpowiadam: tak, w TVP I nie jest może „obowiązkowy” - ale absolutnie powszechny.

Z czego wynikają pewne konsekwencje.

Na zakończenie: zarówno BBC jak i TVP to instytucje reżymowe. Prywatny właściciel by nie zdzierżył, gdyby mu wpychano nieco gorszego prezentera – tylko dlatego, ze jest homosiem i kolegą dyrektora.

A reżymowa instytucja zniesie wszystko: podatnik płaci...

Dokładnie tak wszelkie instytucje państwowe są zasilane z zewnątrz i z tego powodu w zasadzie nie ma pętli sprzężenia zwrotnego, która informuje takową instytucję czy działa dobrze czy źle. Intratne stanowiska zajmują osoby, które doskonale sobie radzą w walce o... intratne stanowiska oraz mają duuuużo czasu. Świetny intrygant, który ma żonę i dzieci i co więcej z jakąś tam powagą to traktuje, czasu ma zdecydowanie mniej niż intrygant nieuwikłany lub przelotnie i bez obciążeń (czytaj bez dzieci) związany. Stąd też w mediach taki nacisk na promowanie homoseksualizmu i singlowego modelu życia. A jak już się ma takie stanowisko i ma się możliwość zatrudniania, to zatrudnia się takich "swoich", czyli takich co to stanowisko pomagają utrzymać. O problemach homoseksualistów słyszy się na wciąż, o rodzinie jak na lekarstwo i nigdy w głównym wydaniu dzienników.

2010.01.21 Czwartek

Na zebraniu mieliśmy prezentację dotyczącą spuścizny Mariana Mazura. Prowadził Jacek M., który z Mazurem współpracował. I znów prezentacja w polskim stylu. Świadczą o tym dobitnie komentarze moich umysłów ścisłych: Piotr B. - "żona mi mówiła, że u naszych naukowców narcyzm jest typowy, najpierw 30 minut o sobie, a potem jak się zdąży to o problemie."; Łukasz K. - "Ubolewał, że Mazur jest mało znany, a sam przez półtorej godziny nic w temacie jego popularyzacji nie zrobił. Wręcz przeciwnie."; Andrzej P. - "Poruszył zagadnienia na pewno ciekawe, ale mówił do dupy."

Przy całej sympatii dla apostołów Mazura, to zabierają się do jego popularyzacji bardzo źle. Sporo poruszonych przez Mazura zagadnień jest w istocie trudnych w pojęciu, ale je właśnie trzeba zrozumieć i spróbować wytłumaczyć. Bo bez wytłumaczenia następnym pokoleniom nie przeniesiemy tego dalej. Osobiście odnoszę wrażenie, że mazurowcy powtarzają co powiedział, lecz tego nie tłumaczą!

Ponieważ Mazura znam to na wykładzie zwracałem uwagę na subtelności drugiej warstwy. Na planszy zatytułowanej "Tezy mazurowskie", odkryłem, że są to również tezy fizyki życia:

Mazur Fizyka życia
Zrozumienie świata
Świat jest złożony, nie skomplikowany
Zachęta do postrzegania rzeczywistości
Czy zrozumienie fizyki życia jest trudne? Skłamałbym, gdybym powiedział, że to bułka z masłem, ale poszczególne jej elementy nie wydają się specjalnie skomplikowane – do zrozumienia wystarcza wiedza z liceum i pasja dociekania. Natomiast liczba elementów i ich wzajemnych powiązań jest naprawdę spora. Większą trudność sprawi zatem połapanie się w ich gąszczu, a nie brak jakichś wyjątkowych uzdolnień. Znajomość elementów matematyki wyższej, takich jak na przykład rachunek różniczkowy, nie jest konieczna, natomiast na pewno przydadzą się wyobraźnia i pasja odkrywcy.

Rzeczywistość nie jest skomplikowana, jest złożona

Podejście naukowe

Jest różnica między prostactwem (ubóstwo wiedzy) a prostotą (uchwycenie spraw istotnych) Nie mówmy o przypadkach szczególnych, mówmy o zasadach. Nie analizujmy punktów, analizujmy funkcje.
Myślenie uniwersalne
Wiecej widać z góry. Łatwiej schodzić w dół, niż się wspinać. Nauka powinna traktować rzeczywistość w całości, zamiast we fragmentach (nastawienie na potrzeby społeczeństwa) Myślenie uniwersalne nie może być oparte o interes. Zarówno indywidualny, jak i grupowy.

I dalej dwie superzwięzłe definicje:
Kryzys to sprzężenie zwrotne rozbieżne. [Według mnie kryzys to transformacja systemu, który nie wytrzymuje wygenerowanego przez siebie procesu o charakterze rozbieżnego sprzężenia zwrotnego]
Homeostaza - proces zachowania równowagi funkcjonalnej.

Kryzys jest zakłóceniem homeostazy.

Sprzężenie dodatnie rozbieżne występuje pomiędzy dwoma elementami systemu, gdy iloczyn ich reaktywności jest dodatni i większy od 1. Skutkuje to tym, że reakcje każdego elementu stale się wzmagają. Reaktywność to stosunek reakcji systemu do bodźca działającego na ten system. (vide kodeks Hammurabiego oko za oko, a nie dwoje oczu za oko)

Definiować należy elementy rzeczywistości! Nie wolno definiować domysłów lub tego czego nie rozumiemy!

2010.01.19 Wtorek

Naturalna droga powstawania rzeczywistości medialnej, która niestety przez bardzo wielu jest odbierana jako rzeczywistość rzeczywista:

Rosyjskie gazety ogłaszają gazowy kryzys w Polsce
"Polska stoi na krawędzi energetycznego kryzysu" - napisał wczoraj dziennik "Kommiersant", powołując się na alarmujące doniesienia polskich mediów. Donosi "Gazeta Wyborcza".

Nie zauważyli, że im się kółeczko zapętliło, a przy okazji sam temat urósł już do rangi kryzysu.

2010.01.18 Poniedziałek

Wystarczyło by tylko napisać ustawę że bank
~smyk25 dzisiaj, 07:50
może pożyczać z pieniędzy które posiada i skończyła by się bankowa mafia okradająca polaków. Jak ktoś wie jak działają banki to wie o czym piszę

2010.01.17 Niedziela Pogoda od kilkunastu już dni mroźna, dziś rano -8oC. Jedziemy na biegówki do Los Kabatos. A tam cyknąłem zdjęcie, które zatytułowałem "Ślad skurwiela". Jak tu się nie bulwersować? Przyszła taka świnia do lasu by wypocząć, usiadła na ławce, którą ktoś, z myślą o dobru społecznym, dla niej zrobił. A żeby w dupę jej/jemu nie było zimno to sobie gazetę podłożyła/podłożył. Posiedziało to to, wstało i poszło, a gazetę zostawiło. Gdyby mu takie zachowanie ze strony innych odpowiadało to chodziło by to to odpoczywać do śmietnika, ale widać mu nie odpowiada, bo skurwiel przyszedł na czyste i zostawił śmietnik. Skurwiel. Po prostu. Kilka dni temu w zaspie na ulicy, tuż obok samochodu, widziałem wyrzucone wycieraczki i opakowanie po nowych...

W "Najwyższym Czasie" głęboka myśl wyrażona przez Tomasza Sommera: Problem polega na tym, że nie da się wybudować w naszym kraju kilkudziesieciu muzeów Powstania Warszawskiego, na które można kraść niejako w sposób niepodważalny moralnie. dotycząca sposobów przejmowania zasobów publicznych na zasadzie "niemożliwości odmowy z powodów moralnych".

Myśl ta stanowi podstawę do stworzenia definicji lewaka: lewak to człowiek gromadzący cudze zasoby w sposób niepodważalny moralnie i rozdający to, co mu z nich pozostanie, po tym jak pozostawi sobie to co według niego mu się należy. W tym kontekście dobrym testem na lewaka jest Chrystusowy wdowi grosz - czyli de facto bilans resergetyczny, w którym nie liczy się to ile dał, lecz to jaką wartość stanowiło dla niego to co oddał.

Drugi fragment, który skatalizował pewną moją myśl, to fragment Biblii wyrażony słowami Stanisława Michalkiewicza: Sprawa Boga z Abrahamem polegała wszak na umowie, że jeśli Abraham będzie się słuchał, to Bóg uczyni go ojcem wielkiego narodu, któremu da w posiadanie obszar "od wielkiej rzeki egipskiej do rzeki wielkiej, rzeki Eufrat. Na dowód czego Sarze, która w swoim czasie przyprawiła o tzw. wrzody cały dwór faraona, urodził się Izaak - jedyna nadzieja na "wielki naród". I tego Izaaka Bóg zażądał w ofierze. [*** cytat z Biblii]

No i ta moja myśl: Jeśli ty i twoje potomstwo będziecie przestrzegali pewnych, określonych zasad (nie wchodźmy w to dlaczego są one takie, a nie inne - wystarczy słuchać Boga) (projekt memetyczny), to, jako populacja, będziecie się rozmnażać i będziecie rośli w siłę. Dbać o ich przestrzeganie należy bardziej, niż o życie własnego syna. I to jest głębia testu, któremu Bóg poddał Abrahama. Mówiąc krótko Bóg daje taki projekt memetyczny, który rozwija populację, a jednostka musi od czasu do czasu poświęcić swój interes dla interesu populacji.

I dalsze rozmyślania na ten temat. Najpierw cytat: W przekonaniu wielu ludzi kreatywność nauki opiera się na tym, co nazywamy ewolucyjną epistemologią lub modelem przypadkowej zmiany (chance permutation model). Model ten zakłada, że uczeni tworzą teorie przypadkiem, z których próbę czasu – ze względu na wartość wyjaśniającą – przetrwają jedynie najlepsze. [Nienaturalna natura nauki, Lewis Wolpert, str. 72].
Jeśli religię (projekt memetyczny z całym arsenałem środków stosowania się do niego) rozważymy jako czynnik wiktoria, to z całej palety różnego rodzaju religii (powstających w sposób losowy), przez wieki trwają te, które przyczyniają się do trwania populacji ich wyznających. Do opisania tego zjawiska można sparafrazować znane angielskie wyrażenie idiomatyczne: Proof of the pudding is in the eating (jakość budyniu potwierdzana jest przez to, że się go je) - Jakość czynnika wiktoria potwierdzana jest przedłużaniem trwania populacji. Wydaje się, że dobrą nazwą byłoby wyłuskiwanie gerpedelucyjne.
W swej ogólności dotyczy ono taktyk struktury i taktyk zachowań, a działa w dwóch wymiarach: jednostek i populacji, a to w jakim stopniu wpływa na każdy z tych wymiarów tłumaczy model zjawiska "żywe walczy".

2010.01.15 Piątek

Na Haiti krążą gangi z maczetami
[http://wiadomosci.onet.pl/2111669,12,na_haiti_kraza_gangi_z_maczetami,item.html]

Tragiczne trzęsienie ziemi na Haiti wywołało w ludziach najgorsze i najlepsze cechy. Niestety, te pierwsze zaczynają chyba dominować. Podobnie jak po przejściu huraganu Katrina, na zrujnowanych terenach pojawiła się plaga szabrownictwa. Po stolicy kraju, Port-au-Prince, zaczęły krążyć gangi młodych mężczyzn uzbrojonych w maczety. Jak na razie szabrownictwo ogranicza się do starego, handlowego centrum stolicy. W normalnych okolicznościach miejsce to byłoby wypełnione sklepami, straganami i domami. Jednak od czasu trzęsienia ziemi oglądamy tam zupełnie inny widok. Centrum wygląda jak strefa wojny.

Część budynków pochłonęły pożary. Dym unosił się wszędzie, a na ulicach leżały ciała ofiar trzęsienia ziemi. Niekiedy w tym samym miejscu gdzie stali, kiedy nastąpiły wstrząsy. Sytuacja staje się jeszcze bardziej napięta - coraz częściej dochodzą sygnały o tym, że po mieście grasują gangi młodych mężczyzn uzbrojonych w maczety. W środę widziano ich jak wchodzili do jednego ze sklepów i wynosili z niego ile tylko mogli. Widziano także mężczyzn chodzących ulicami w górę i w dół z maczetami uniesionymi do góry.

Starcia między gangami stają się coraz bardziej brutalne. Już kilka takich starć dało się zaobserwować na ulicach, kiedy to wymachiwano maczetami. Trudno jest przewidzieć i zapobiec takim zdarzeniom. Nigdzie nie widać policji, nie ma żadnych oznak przestrzegania prawa i porządku.

DOMINIKANA JEST KATOLICKA A HAITI VOODOO.................
roman.emperor dzisiaj, 07:39
DOMINIKANA JEST CALA ZIELONA A HAITI ZDEWASTOWANA PUSTYNIA DUZO WCZESNIEJ PRZED TRZESIENIEM ZIEMI. I POMYSLEC ZE TO TA SAMA WYSPA. DLACZEGO KTO WIE?

W POlsce jest taki jeden gang tylko że bez maczet i w wygodnych fotelach
nicker dzisiaj, 12:39
I kręci lody z kolesiami, tu jakiś wyciąg tam jakieś automaty.

Dwóch takich o mało mnie nie zarżnęło ~jerry dzisiaj, 12:01
na plaży w Dominikanie. Zabrali nam wszystko co mieliśmy przy sobie.

Pytam lewakwów usprawiedliwujących murzynów ~k3 dzisiaj, 09:50
Pytam was siermięzne sieroty, które bez opamietania rozdawalibyscie ryż i maniok za nasze ciezko wypracowane pieniądze. Czy wyobrażacie sobie warszawiaków z maczetami dzień po końcu Powstania Warszawskiego albo po upadku getta?

Ciekawe jak to jest, że w państwach, w których rządzą biali czy żółci nie ma ~D dzisiaj, 10:55
chaosu, rozwija się cywilizacja i dokonuje postęp naukowy. Kraje rządzone przez czarnych nigdy do niczego nie doszły. Ten wpis nie jest rasistowski - to tylko stwierdzenie faktu. Jak ktoś ma wątpliwości niech porówna RPA z przed 20-30 lat, rządzone przez białych z czasami obecnymi gdy biali oddali władzę i już prawie całkiem pouciekali. Zresztą tak samo wygląda porównanie każdego kraju w Afryce w czasach gdy był "wyzyskiwaną" kolonią i czasach, gdy stał się samodzielny.

2010.01.13 Środa Czytam arcyciekawą "Nienaturalną naturę nauki" Lewis'a Wolpert'a, to po E.O. Wilsonie i M. Mazurze kolejny przedstawiciel myślenia uniwersalnego, przy czym Wolpert jest o poziom od tamtych wyżej.

W zasadzie kwalifikuję tę pozycje do kategorii moich białych kruków. Sporo w niej na prawdę wspaniałych kawałków. Gdyby nad nią ciut jeszcze popracować, mogłaby być ponadczasowym kanonem dla naukowców. "Nienaturalna natura nauki" powinna być pierwszą lekturą każdego studenta, każdej specjalności! Po niej powinna być oczywiście pozycja z fundamentnem każdej nauki, czyli "Logika, matematyka i nauka o konflikcie interesu", której jak do tej pory jeszcze nikt nie napisał, choć rozdział 3 "Fizyki życia" jest niezłym jej początkiem.

Trochę sobie jeszcze podumałem nad tytułem takiej książki i wyszło mi, że powinien on brzmieć: "Nauka o konflikcie interesu. Kanon każdego naukowca."

2010.01.12 Wtorek

Po długiej i heroicznej walce z chorobą nowotworową zmarł trener Krzysztof Kowalczyk. Śmierć przyszła dokładnie rok po meczu, w którym ostatni raz poprowadził zespół Politechniki - ostatnim meczu w jego życiu.

Kiedy 10 stycznia 2009 roku opuszczał Arenę Ursynów bardzo zadowolony i rozpromieniony zwycięstwem nad wielkim zespołem Jastrzębskiego Węgla, wiedział, że prędko do niej nie wróci. Miał świadomość jak poważna jest jego choroba i jak wyglądają statystyczne szanse na wyleczenie. Mimo to cały czas się uśmiechał i wierzył. - Niedługo tu wrócę - mówił. - Chcę jak najszybciej zakończyć tę walkę. Może już na play-offy uda mi się wrócić? - zastanawiał się. Nie wrócił i nie wróci już nigdy. Odszedł. Na zawsze jednak pozostanie w naszej pamięci. Trenerze, dla nas zawsze będziesz wielki! Spoczywaj w pokoju.

Krzysztof Kowalczyk miał czterdzieści jeden lat.
[http://azspw.pl/aktualnosci/157/]

~mapa 10. Sty 2010 2010 17:46:18
Żal ściska tak bardzo... Uważałam Cię za najbardziej kulturalnego człowieka związanego z polską siatkówką. Tak bardzo Ci dopingowałam i nawet przez myśl mi nie przeszło, że mógłbyś przegrać. Tak bardzo wierzyłam, że zobaczę Cię jeszcze przy Politechnice. Wszystko prysło wraz z Twoim zniknięciem... Jednak z pamięci nigdy nie pryśniesz... Spoczywaj w pokoju a dla rodziny i najbliższych szczere wyrazy współczucia po wielkiej stracie. Najszczersze kondolencje.

Czy można mówić o jakiejkolwiek sprawiedliwości lub równości? On ojciec dwójki dzieci i odchodzi w wieku 41 lat, a osiemdziesięciopięcioletnia bezdzietna Dyśka trwa nadal w swym Alzheimer'ze.

 

2010.01.11 Poniedziałek

Piękna zima -4oC, ulice zawalone jeszcze czystym i w miarę sypkim śniegiem, główne ulice odśnieżone, a osiedlowe nie.

Tego nie mogłem nie zanotować: społeczność oddolnie wprowadza do szkół nauke teorii gier. Szachów nie lubię - to nie moja bajka, ale przecież w zrozumieniu przez ludzką toń hasło "szachy" ma o wiele lepszą przebitkę niż "teoria gier".

Nauka gry w szachy może stać się obowiązkowa
[http://wiadomosci.onet.pl/2108643,11,nauka_gry_w_szachy_moze_stac_sie_obowiazkowa,item.html]

"Dziennik Polski": Jeszcze 50 tys. podpisów w kilka dni muszą zebrać inicjatorzy akcji szachy do szkół. Jeśli się uda, projekt ustawy w tej sprawie trafi do Sejmu.
Akcja zbierania podpisów trwa od października. Zgodnie z prawem musi zakończyć się w połowie stycznia. - Chcemy żeby nauka gry w szachy była obowiązkowa dla wszystkich uczniów klas I-III szkoły podstawowej, mówi Maciej Karasiński, były podkarpacki kurator oświaty i inicjator akcji.

Sprawą zainteresowali się m.in. posłowie zrzeszeni w Parlamentarnym Zespole Szachowym. Dariusz Lipiński z PO wystosował w tej sprawie interpelację do minister edukacji. W odpowiedzi dowiedział się, że nauka gry w szachy "wydaje się jak najbardziej uzasadniona w dydaktyce szkolnej".

Uczniowie, którzy posiedli tajniki tej gry, z reguły osiągają lepsze wyniki w nauce.

IQ
~Jan Hann dzisiaj, 08:08
Uczyć matematyki, uczyć gry w szachy, ćwiczyć wszystko, co może podnieść nasze marniutkie polskie IQ

PROPONUJĘ NAUKĘ BRIDGE`A.
~Kontra dzisiaj, 08:07
Też trzeba kombinować,ale robi się to dużo szybciej niż w szachach.Poza tym jest to gra zespołowa i uczy zaufania do partnera.

Szachy to walka prowadzona indywidualnie, powinno być jeszcze coś co ukazuje współpracę czyli jakaś gra zespołowa. No i powstaje pytanie: czy ostra piłka ręczna (prowadzona w kolegiach jezuickich) czy bezkontuzyjny, ciepłokluchowy brydż?

Poprosiłem jeszcze Łukasza i on dorzucił swoje bardzo mądre trzy grosze w tym temacie:
Szachy nie uczą logicznego myślenia. Człowiek ma zbyt małą "moc obliczeniową" by logicznie przeanalizować drzewo gry na głębokość większą niż 2 (chociaż wątpię, by nie-matematyk był w stanie to zrobić). "Logiczna" gra w szachy opiera się na heurystykach i wczesnym odcinaniu zdecydowanej więszkości gałęzi. "Mistrzostwo" w szachach polega na wyuczeniu dobrej heurystyki i znajomości dużej ilości wzorców.

Ponadto w szachach przeszkodą są względnie skomplikowane reguły. Jeśli już koniecznie chcą uczyć logicznego myślenia, to powinni wziąć się chociażby za warcaby. A jeszcze lepiej - za jakąkolwiek grę _taktyczną_. Może być komputerowa lub może być planszowa - chociażby risk. Problem w tym, że te ostatnie są powszechnie uważane za niepoważne, nie to co szachy (dyskusja z 5 czerwca 2009).

Wniosek zatem z tego waynika taki, że najlepsze jest chyba "Monopoly", które uczy myślenia ekonomicznego.

 

2010.01.08 Piątek

Mroźno rano było -7oC.

Wracam do cytatu Wolperta: W rzeczywistości mnóstwo ludzi akceptuje teorie naukowe, ponieważ ktoś powiedział, że są one prawdziwe, a nie dlatego, że je rozumie w kontekście fizyki życia.
Fizyka życia tłumaczy bardzo wiele. W zasadzie w chwili obecnej jest najprostszym i najbardziej wiarygodnym modelem życia, ale będzie odrzucana przez wierzących, bo choć wcale nie mówi, że Boga nie ma to jednak tak tłumaczy zjawiska życiowe, że nie widać wpływu na nie zewnętrznej transcendentnej siły sprawczej. Odrzucą ją również lewacy, jak tylko dowiedzą się, że Chystus i Chrześcijaństwo zaproponowali i skutecznie wprowadzili do zastosowania przez bardzo długi okres taki projekt memetyczny, który w najlepszy sposób wpływał na realizację celu życia (przyswajaj aż do podziału) ludzkich grup społecznych. Powątpiewać będą również scjentyści, dość rozproszeni w swych poglądach, bo wywodzący się z monodyscyplin.

Pracuję nad drugim tomem "Fizyki życia", ale zabrałem się do niego niejako od końca - redaguję bowiem rozdział o Marianie Mazurze i jego koncepcji nauki nowoczesnej.

 

2010.01.07 Czwartek

Fragmenty Ron'a Paul'a w przemówieniu "Ten kraj zbankrutuje":

Jesteśmy w podobnej sytuacji jak sowieci w 1989 roku, kiedy rozpadło się ich imperium - rozpadło się z przyczyn ekonomicznych. My też się rozpadniemy, bo ciągle żyjemy na ciągle rosnący kredyt. Więc musimy być czujni gdy nadejdzie to bankructwo, a oczekuję, że tak się właśnie stanie, byśmy mieli wówczas coś do powiedzenia w kwestii odbudowy gospodarki w odbudowie naszej republiki i naszego kraju. Zamiast pozwolić tym którzy zniszczyli to co mieliśmy, którzy zniszczyli nasze swobody, nasze pieniądze i naszą gospodarkę - nie powinnismy im pozwolić na zajmowanie się odbudową i to da się zrobić. Uważąm, że jest wystarczająco dużo ludzi w tym kraju którzy się obudzili, którzy znaleźli w sobie energię, którzy teraz studiują wolnorynkową austriacką ekonomię i ją rozumieją. Także spora grupa młodych ludzi - stale ich spotykam i wiem, że to rozumieją i chcą się uczyć. Tak więc pomimo tych wszystkich tragicznych zawirowań, które tu wytworzyliśmy wciąż pozostaję optymistą wierzącym w to, że młodzi ludzie się w końcu zbiorą i zrobią porządek z tym bajzlem.

Niestety gówno prawda panie Paul, mechanizmy, które doprowadzają do upadku są o wiele mocniejsze. Rządzącym opłaca się dodrukowywanie pieniędzy (uwalnianie kredytu, deficyt, obligacje, itd. to wszysko słowa-kamuflaże pod którymi kryje się zwykły dodruk forsy. Jeśli dodruk zrobi ktokolwiek jest przestępcą, jeśli "Państwo" nazywa się to instrumentem finansowym). Klakierów rządów, którzy mało robiąc stoją pierwsi w kolejce po puste pieniądze jest tak wielu, że to oni wpływają na to, że takie a nie inne rządy są wybierane.

 

2010.01.06 Środa

Informacja o zadłużeniu:

Rostowski: 24-25 mld zl deficytu w 2009 roku
[http://biznes.onet.pl/rostowski-24-25-mld-zl-deficytu-w-2009-roku,18543,3105748,1,news-detal]

Dzięki dobrym dochodom budżetu w 2009 roku, deficyt będzie prawdopodobnie nieco mniejszy niż przewidywano, czyli 24-25 mld zł (wobec zakładanych 27,2 mld zł) - poinformował na środowej konferencji prasowej minister finansów Jacek Rostowski.

"Przypuszczamy, że będzie pomiędzy 24 a 25 mld zł, czyli poziom przybliżony do deficytu z 2008 roku; oznacza to, że działania rządu, tj. pakiet oszczędnościowy na początku 2009 roku, dały bardzo pozytywne skutki" - powiedział Rostowski. Zaznaczył, że w ubiegłym roku odnotowano znacznie lepsze wyniki dochodów krajowych niż prognozowano w nowelizacji budżetu.

"Dochody krajowe będą o jakieś 11 mld zł wyższe niż prognozowaliśmy" - podkreślił szef resortu finansów. "Z tego mamy ponad 9 mld zł wyższych dochodów podatkowych, z czego ponad 5 mld wyższych dochodów z podatku VAT, ponad 2 mld wyższych dochodów z akcyzy i ponad 1 mld wyższych dochodów z podatków PIT" - wymienił Rostowski. O 2 mld zł wyższe były dochody niepodatkowe - z tego prawie 700 mln zł z dywidendy ze spółek Skarbu Państwa.

Z czego On się cieszy,
~sam dzisiaj, 14:11
że kolejny rok dług przybywa o następne 10 mld $ ?!

Wątek
~tvic dzisiaj, 14:26
Zapomniałeś dodać, że odsetki od już istniejących długów to drugie tyle!

Tak nasz rząd obniża deficyt
~zak dzisiaj, 13:49
Urząd Marszałkowski nie opłaca faktur w ramach projektu z RPO. Gmina, żeby utrzymać inwestycję musi zaciągnąć szybki kredyt komercyjny. Zapewne z Nowym Rokiem faktury zostaną opłacone, a odsetki zapłacą mieszkańcy miasta. Ot i cały CUD.

A gdyby były dwa proste przepisy:

  1. Budżet na rok przyszły stanowią tylko i wyłącznie pieniądze z podatków, w tym
    - zero brania kredytów przez "Państwo"
    - zero prowadzenia działalności gospodarczej przez "Państwo"
  2. Księgowanie u wszystkich podmiotów rozliczających się (w tym "Państwa") odbywa się w dniu wpłynięcia/wypłynięcia środków pieniężnych (żywej gotówki), co wiąże się miedzy innymi z tym, że
    - banki muszą przekazywać środki tego samego dnia
Ale kto ma je wprowadzić? I pilnować ich nienaruszalności?

Bo gdyby były, to urzędnicy (pracownicy "Państwowi") musieliby mieć o wiele większą wydajność pracy i mniejsze pole manewru do czerpania niezałużonych zasobów, rządzenie zaś sprowadzałoby się do ciężkiej pracy i zarazem wymagało małomedialnych, lecz bardzo wysokich kwalifikacji, z kolei media nie miałyby o czym dyskutować...

A tak, chyba wszyscy decydujący są zadowoleni prócz oczywiście forumowiczów (tej części społeczeństwa, która wie o co chodzi), którzy jedyne co mogą w tym temacie zrobić to sobie pisać na forum...

A minister Rostkowski w jak wspaniałych słowach mówi o tym, że wszyscy ludzie "Państwa" ograbiają pozostałych, nawet tych jeszcze nienarodzonych...

 

2010.01.06 Środa

Czytam książkę "Nienaturalna natura nauki" Lewis'a Wolpert'a. Jestem dopiero na 28 stronie, a już mi się bardzo podoba, ba nawet z tych pierwszych stron wykrystalizowała mi się koncepcja poziomów myślenia:

  1. myślenie JA
  2. myślenie moja grupa (lub grup, do których należę)
  3. myślenie uniwersalne
Wolpert dzieli myślenie na zdroworozsądkowe i naukowe. To, które on nazwał naukowym ja nazwałem uniwersalnym. I w zasadzie można się z nim zgodzić bowiem zarówno myślenie JA i myślenie grup, do których należę jest myśleniem z ekonomią w tle, myśleniem mającym na celu realizację celu obiektu żywego - przyswajaj/rozmnóż się. Uniwersalność myślenia uniwersalnego polega na absolutnym wyeliminowaniu tego czynnika interesu (własnego lub grupy).

Autor w znakomity sposób zestawia oba typy myślenia, a ja dodając wyniki moich przemyśleń na ten temat, uogólniam całe zagadnienie w postaci tabelki:

myślenie JA - pierwotne myślenie grupy - stadne myślenie uniwersalne
Wg. Lewis'a Wolpert'a zdroworozsądkowe naukowe
Wg. fizyki życia interesowne uniwersalne
Koszt Wcale nie najniższy z możliwych. W zależności od okoliczności zmniejszają go (nie musisz umieć zabijać by pożywiać się wieprzowiną) lub zwiększają (musisz płacić podatki na legiony pseudourzędników, pseudonaukowców i pseudo twórców kultury) takie sprawy, jak na przykład znajomość norm moralnych i koszt (lub zysk) ich przestrzegania. Praktycznie nieograniczony, bowiem w skrajnym przypadku należy rozróżniać historyczne przebiegi oddziaływań wszystkich obiektów na siebie.
Co do kosztu w obrębie obu tych grup, dochodzi do takiej sytuacji, że przy przestrzeganiu pewnych zasad koszt myślenia w grupie jest niższy od kosztu myślenia JA
Zysk Statystycznie rzecz ujmując tanim kosztem (małe zaangażowanie świadomości) daje dobre rozwiązanie w danych konkretnych warunkach zewnętrznych. Nieznajomość wielu aspektów bardzo często pozwala na spokojniejsze życie. Bo nie wiedząc o czymś, się tego po prostu nie obawiamy. Przy dużym koszcie (ogromne zaangażowanie świadomości) daje dobre i najlepsze rozwiązania, ale drobny błąd może również doprowadzić wielkich katastrof. Pozwala na wypracowanie dobrego rozwiązania w warunkach nowych bądź dotychczas nieznanych.
Pojęcie dobra jako składnika motywanty Dobre jest to co jest dobre dla mnie. Dobre jest to co jest dobre dla mnie lub dobre dla grupy. Pojawia się mechanizm presji na wyzysk społeczny. W relacjach pomiędzy obiektami z reguły coś co jest dobre dla jednego jest nie dobre dla drugiego. Jako dobro jawią się wyłącznie dobra wspólne dla wszystkich, na przykład: słońce i woda.
Genetyka Jest naturalne i wprogramowane przez gerpedelucję, a naturalny proces wychowawczy jeszcze je wzmacnia. Jest nienaturalne i wymaga specjalnego procesu wychowawczego ukierunkowanego na wyuczenie metod myślenia uniwersalnego: logiki, matematyki i cybernetyki, w której skład wchodzą: teoria systemów, teoria modelowania, teoria sprzężeń, teoria regulacji, teoria informacji, teoria decyzji, teoria optymalizacji, teoria programowania, teoria gier, teoria organizacji, podstawy ekonomii, zagadnienia stabilności, rachunek populacyjny i pewno jeszcze coś. Co wiąże się z przeczytaniem ze zrozumieniem co najmniej stu odpowiednich książek.
Aspekt społeczny Spotyka się ze zrozumieniem (przynajmniej w obrębie grup, do których się należy) Spotyka się ze zrozumieniem wyłącznie w obrębie bardzo wąskiej grupy ludzi myślących w sposób zbliżony do uniwersalnego. Brak zrozumienia i odrzucenie ze strony grup pozostałych. Co więcej istnieją dwa kluczowe zagrożenia ze strony osób: a/. pozorujących myślenie uniwersalne, które jednak myślą kategoriami interesu (np. R. Dawkins, który wymyśla ludziom, którzy nie chcą zrozumieć teorii ewolucji) i b/. zamieniających myślenie uniwersalne na interesowne pod wpływem różnych czynników zewnętrznych (przykład Sołżenicyn, który w nowej Rosji, po wyniesieniu go w hierarchii społecznej stał się narodowcem) lub wewnętrznych (Edward O. Wilson zestarzał się i w jego myślenie uniwersalne zaczęła wdzierać się polityczna poprawność).
Aspekt decyzyjny w klasycznym dylemacie mój zysk/czyjaś strata Decyzja jest prosta: mój zysk musi być większy od mojej straty, straty innych mnie nie obchodzą. Decyzja może być nieco lub bardzo skomplikowana, należy bowiem uwzględnić przy jej podejmowaniu używany w grupie kodeks moralny (Moralność), który do bilansu mój zysk/moja strata wprowadza dodatkowy element: strata grupy/zysk grupy Nie może być decyzji, bowiem myślenie uniwersalne nie może operować w sferze zysku i strat, może tylko stwierdzać ich istnienie i ich wzajemne wpływy. W związku z tym nie ma osób myślących uniwersalnie w pełnym tego pojęcia znaczeniu.

Myślenie optymalne może wskazywać rozwiązania wraz z podaniem zysków/strat jednostki i spowodowanych przez nie strat/zysków pozostałych obiektów. W zasadzie nie może dojść do sytuacji, by myślenie uniwersalne dało jasną odpowiedź optymalizacyjną na przykład na pytanie: co jest lepsze życie n ludzi, czy istnienie m drzew.

W zasadzie nie spotyka się myślenia JA i myślenia uniwersalnego w ich czystych postaciach. Wcieleniem pierwszego byłoby pożeranie własnych dzieci - a obiekty tego typu nie mogłyby się powielić, drugie z kolei jest ograniczone barierami postrzegania i przetwarzania informacji - nie da się wiedzieć wszystkiego. Zatem w praktyce mamy do czynienia z myśleniem grupowym oscylującym pomiędzy myśleniem JA a uniwersalnym.

 

2010.01.04 Poniedziałek

Wypowiedź internauty, przy okazji artykułu o chirurgu plastycznym: uprzejmy...
~maniek dzisiaj, 07:51
Pan Doktor jest bardzo miły dla wszystkich, bo nie stoją u niego przed gabinetem tłumy pacjentów którym się wszystko należy :) Chcesz wizytę - płać. Ot i cały problem uprzejmości, powołania i życzliwości rozwiązany.

I ciekawy artykuł na onecie:

Kulisy wyboru dziennikarza roku; "głosowali restauratorzy" [http://wiadomosci.onet.pl/2104581,11,kulisy_wyboru_dziennikarza_roku_glosowali_restauratorzy,item.html]

"Super Express": Tomasz Lis zdobył prestiżowy tytuł Dziennikarza Roku między innymi dzięki głosom redakcji "Poradnik Restauratora", "Poradnik Handlowca" i "Handlowiec". Wcześniej Lis był obecny na komercyjnej imprezie wydawcy tych tytułów - pisze w komentarzu redaktor naczelny gazety Sławomir Jastrzębowski. Redaktor naczelny gazety wraca do sprawy przyznania tytułu Dziennikarza Roku Tomaszowi Lisowi. Lis po raz trzeci zdobył ten zaszczytny tytuł zdobywając 41 głosów i o jeden głos wyprzedzając reżyserkę filmów dokumentalnych Ewę Ewart. Wcześniej zdobył ten tytuł w 1999 i 2007 roku.

Jastrzębowski analizuje szczegółowe wyniki podane przez najnowszy miesięcznik "Press". Wynika z nich, że na Lisa nie głosowały redakcje największych w Polsce mediów, takich jak "Gazeta Wyborcza", "Rzeczpospolita", "Polska", TVN24, czy "Wiadomości" TVP. Pierwsze miejsce wśród typowanych Lis zajął w 6 tytułach: "Poradniku Restauratora", "Poradniku Handlowca", "Handlowcu", "Pani Domu", "Party" i "Zielonogórskim Portalu Sportowym".

"Super Express" podkreśla, że trzy pierwsze tytuły należą do jednego wydawcy, a 21 maja 2009 roku Tomasz Lis wręczał nagrody wybitnym restauratorom i wybitnym handlowcom na uroczystej gali zorganizowanej przez "Poradnik Restauratora" i "Poradnik Handlowca"

Tomasz Lis nie przestrzega ani Kodeksu Etyki Dziennikarskiej
IM44 dzisiaj, 07:42
ani Kodeksu Etyki Mediów Polskich. W tej sytuacji trudno go nazywać dziennikarzem, jest niezlustrowanym najemnikiem medialnym żartobliwie przez wielu nazywanym dziennikarzem. Nie przestrzega kodeksów które mówią wyraźnie, że dziennikarz przeprowadzający wywiad powinien go przeprowadzać w sposób obiektywny bez angażowania się po któreś z stron konfliktu politycznego, dziennikarz przekazujący wiadomości powinien je przekazywać w sposób obiektywny i rzetelny. Wybór Tomasza Lisa dziennikarzem roku 2009 to totalna hucpa.

u nas w kraju to przeciez standard... ja pomoge Tobie... Ty pomozesz mi...
zbuntowana_kreska dzisiaj, 09:25
takie kolka wzajemnej adoracji... przeciez od zawsze wiadomo, ze w grupie razniej... i latwiej...

Kulisy wyboru dziennikarza roku; "głosowali restauratorzy"
~rolesz dzisiaj, 09:27
Każdy orze jak może. Zastanawia mnie czemuż to dziennikarza roku wybierają redakcje, a nie beneficjenci działalności dziennikarskiej tak jak to jest przy wyborze sportowca roku? Obecny system aż śmierdzi z daleka układzikami i kreowaniem rzeczywistości. Dodatkowo traktuje czytelników, telewidzów i radiosłuchaczy jako osoby bez prawa głosu. Najgorszy w tym wszystkim jest fakt, że rozkrzyczane środowisko krytykujące nadużycia w wielu sferach życia społecznego nie widzi tych zjawisk we własnym otoczeniu.

Żyjemy w cudownym kraju DOD,RUTOWICZÓW,LISÓW i LISIC
~oburzony dzisiaj, 09:17
poprostu porąbany kraj kiedy się to skończy ten cyrk.

Lis a sprawa polska...
~Witalis dzisiaj, 09:15
Jeśli dyrektorem konkursów skoków narciarskich może być "wydawca" sprzętu narciarskiego, to dlaczego na dziennikarza roku nie może głosować "wydawca" "Wieńca i pszczólki" ....>LUB CZASOPISMA< ????

UKŁADY,"WYTYCZNE",NACISKI...społeczeństwo KASTOWE ! ~kgb dzisiaj, 09:12
tak działa 'SYSTEM WZAJEMNEJ ADORACJI"-nihil novi.....

Tak czy owak to towarzystwo wzajemnej adoracji więc i nagrody
~talent dzisiaj, 09:09
oraz wybory są ułożone i wyniki ustalane wcześniej. Jak widać dokładnie i dla wszystkich stało się oczywiste, że takie wybory dzisiaj to czysta farsa, a rozpisywać się będą głównie sami członkowie tego towarzystwa wzajemnej adoracji - sami dziennikarze. Czyli sobie dla siebie.

 

2010.01.03 Niedziela

Wracaliśmy z Terchovej początkowo było -5o, a przy Warszawie temperatura spadła do -14o. Nawierzchnia czarna, wszyscy jechali około 100-120 km/godz.

W trakcie jazdy usłyszałem wypowiedź Jacka Santorskiego - znanego mediom (i co za tym idzie i szerokiej gawiedzi, w tym i mnie) psychologa. Rozmawiano o pracy i o tym jak czesto trzeba ja zmieniać. Wypowiedzi p. Jacka są dość rozsądne - dzieli ludzi na etatowców i wolnych, no i w przypadku etatowców, nienapędzanych wewnętrzną siłą zgodził się, że się wypalają i powinni pracę zmnieniać tak co 5-7 lat. Natomiast co do ludzi "wolnych" to stwierdził, że ci nie zmieniają pracy, bo z reguły są bardzo aktywni i sami wiedzą co robić, by być zadowolonymi (i mnieć z tego pieniądze). Nadmienił jednak, że często się zdarza, że w wieku 46-50 dokonuje się u nich radykalna zmiana zainteresowań i rozpoczynają aktywność jakby od nowa. I jeśli nową pasją zarażą się odpowiedni silnie to mogą w ten sposób prowadzić bardzo aktywne życie nawet do dziewięćdziesiątki.

 

2010.01.01 Piątek

Jesteśmy w Terchowej. Poszedłem na wycieczkę w góry, nie tam gdzie są stoki narciarskie, lecz na szlak z dala od ludzi. Podchodząc już pod szczyt zobaczyłem ślady niedźwiedzia. Przestraszyłem się i szybko uciekłem "do ludzi". Śniegu prawie nie było, i musiały go obudzić noworoczne petardy.

Zacząłem się zastanawiać, że zupełnie nie wiem jak miałbym się zachować. Już po powrocie trafiłem na portal www.znamibezpiecznie.pl, a na nim artykuł na ten temat:

Jak bezpiecznie postępować przy spotkaniu z niedźwiedziem
[http://znamibezpiecznie.pl/wypoczynek/zdrowie/128-jak-bezpiecznie-postpowa-przy-spotkaniu-z-niedwiedziem?showall=1]
czwartek, 02 kwietnia 2009 09:45 Marcin Sielecki

Spotkanie z niedźwiedziem brunatnym jest dużą atrakcją dla wielu turystów, jednak czy wszyscy do końca zdają sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie ono za sobą niesie, oraz jak bezpiecznie w tej sytuacji postępować by uniknąć tragedii?

Niedźwiedzie unikają bezpośredniego kontaktu z ludźmi, widzą nas wielokrotnie częściej niż my je widzimy. Z reguły niedźwiedź nie atakuje człowieka. Przypadki agresywnego zachowania w stosunku do ludzi są rzadkie. Najczęstszą ich przyczyną jest nasze niewłaściwe zachowanie. Co robić by zwiększyć swoje bezpieczeństwo, gdy już jednak dojdzie do bliskiego spotkania w cztery oczy?

Niedźwiedź brunatny jest naszym największym drapieżnikiem. Nie osiąga jednak tak dużych rozmiarów jak osobniki innych podgatunków zamieszkujących inne kontynenty. Samice polskich niedźwiedzi ważą do 200, a masa samców dochodzi do 400 kilogramów. Pomimo krępej, niezgrabnej budowy ciała podczas pogoni za ofiarą niedźwiedź potrafi rozwinąć prędkość do 50 km/h. Oprócz tego potrafi błyskawicznie wspinać się na drzewa, oraz trudno dostępne ściany skalne, doskonale skacze i pływa, a wszystko to dzięki odpowiednie budowie kończyn.

Największą ich ostoją w Polsce są Bieszczady. Inne regiony stałego występowania to:
* Beskid Niski,
* Beskid Sądecki z Gorcami,
* Beskid Żywiecki,
* Tatry.

Wędrujące zwierzęta można spotkać także w innych częściach Karpat, a nawet daleko na niżu. Pojedyncze osobniki widywano też w Sudetach oraz w północno-wschodniej Polsce, w rejonie Puszczy Romnickiej. W przypadku bezpośredniego spotkania z niedźwiedziem nie należy ulegać panice. Jeżeli to możliwe należy spokojnie się oddalić, a w żadnym wypadku nie należy zbliżać się do zwierzęcia. Nawet zaniepokojone zwierzę szybko się uspokaja, gdy człowiek zamanifestuje chęć odejścia. Większego prawdopodobieństwa ataku ze strony niedźwiedzia możemy spodziewać się w następujących sytuacjach, gdy:

  • zbliżymy się do zwierzęcia na niewielką odległość, np. zaskoczymy go w czasie drzemki lub podczas żerowania,
  • pojawimy się w czasie żerowania, zwłaszcza przy zabite ofierze. Zostanie to przez niego odebrane jako próba odebrania mu zdobyczy.
  • znajdziemy się między matką a jej młodymi, co może się zdarzyć mimowolnie, ponieważ pod koniec lata potomstwo oddala się od matki nawet na 100 metrów.

Najbardziej niebezpieczne są osobniki zsynantropizowane, czyli takie, które dostosowały się do życia w środowisku zmienionym przez człowieka, przywykły do stałego przebywania w jego obecności. Taką sytuację obserwujemy w Tatrach. Masowy ruch turystyczny w Tatrzańskim Parku Narodowym, obecność schronisk, parkingów, punktów gastronomicznych. Towarzyszące turystom ogromne ilości śmieci, w tym resztki pożywienia pozostawione przy szlakach turystycznych i w pobliżu koncentracji ludzi (parkingi, schroniska), stały się łatwym pokarmem dla tych zwierzaków. Przyzwyczajony do bliskości człowieka, który nie czuję przed nim lęku, wykorzystuje tereny zagospodarowane jako miejsce żerowania. Obdarzony dobrą pamięcią, przyzwyczajony do zdobywania pokarmu w miejscach przebywania ludzi, będzie się tego pożywienia od nich domagał.

Tylko niewielka część spotkań z niedźwiedziem kończy się zadrapaniem lub zranieniem. Najczęściej są to ataki pozorowane i mają na celu odstraszenie intruza, jakim jest dla niego człowiek. Przypadki agresywnych i niebezpiecznych zachowań tych drapieżników w stosunku do ludzi są rzadkie i dochodzi do nich niemal zawsze z powodu niewłaściwych zachowań ludzi. W Polsce dotyczy to 12 z 210 analizowanych przypadków. W Tatrach miały miejsce dwa przypadki niegroźnych pogryzień turystek. Jeden nastąpił po rzuceniu kanapki i nie podaniu następnej, drugi był sprowokowany biernością osoby, która najpierw stała nieruchomo, a gdy niedźwiedź podszedł, pozwalała się obwąchiwać.
Podczas ostatnich 100 lat w Tatrach i na Podtatrzu zanotowano 10 przypadków poranienia ludzi przez niedźwiedzie. Jedyne dwa przypadki śmiertelne zdarzyły się w 1927 roku. W 2007 głośno było o zabiciu półtorarocznego niedźwiadka, co było pierwszym takim przypadkiem w historii tatrzańskiego Parku Narodowego.

Bezpieczne zasady naszego zachowania podczas spotkania z niedźwiedziem
Należy pamiętać, że niedźwiedź obdarzony doskonałym słuchem i węchem najczęściej wcześnie wyczuje naszą obecność i w większości przypałów sam ustąpi nam z drogi. Jeśli jednak stanie się inaczej, a drapieżnik będzie się znajdował w odległości bliższej niż 100 metrów, bezpiecznie będzie spróbować się wycofać powoli i po cichu obserwując przy tym zwierzę. Jeśli niedźwiedź nie wykazuje zainteresowania naszą osobą to prawdopodobnie nie wyczuł naszej obecności z powodu np. wiejącego silnego wiatru.

Niebezpiecznie robi się, gdy zaskoczony podczas żerowania, bądź drzemki przez nas miś wydaje ostrzegawcze fuknięcie stając jednocześnie na tylnych łapach. Bezpiecznie w tym momencie będzie podjąć próbę powolnego wycofania się (pod żadnym pozorem nie wolno biec), zasygnalizujemy w ten sposób zwierzęciu, że ustępujemy. Jest to najbardziej krytyczny moment takiego spotkania, ponieważ może wystąpić symulacja ataku. Niedźwiedź opada na przednie łapy i błyskawicznie rusza na nas pomrukując groźnie, a następnie po paru metrach gwałtownie hamuje. Trudno w takiej sytuacji nie spanikować i nie uciekać. Jedynym wtedy bezpiecznym wyjściem jest zachować zimną krew i położyć się na ziemi zakrywając głowę rękoma. Nagła ucieczka może zachęcić niedźwiedzia do pogoni.

Niedźwiedź ma nie najlepszy wzrok, doskonały węch, dlatego czasem dla bezpieczeństwa, warto mu rzucić np. kurtkę bądź plecak, cokolwiek z naszym zapachem. Istnieje wtedy szansa, że bardziej zainteresuje się naszymi rzeczami niż rzuci się w pogoni za nami. Jednak taka nasza forma obrony odnosi się to raczej do tych osobników synantropizowanych, żyjących w Tatrzańskim Parku Narodowym. Z ciekawostek, podobno kobiety są w większym niebezpieczeństwie, ponieważ nie wiadomo dlaczego, ich zapach ciała bardziej przyciąga uwagę niedźwiedzia. Jeśli jednak zdarzyłoby się nam uciekać przed niedźwiedziem, to ucieczka będzie skuteczniejsza, jeśli zbiegniemy w dół stoku. Nigdy pod góre i w żadnym przypadku nie chować się na drzewo, gdyż niedźwiedź robi to zdecydowanie lepiej od nas. Gdy na trasie swojej wędrówki zobaczymy tropy lub ślady niedźwiedzia musimy wziąć pod uwagę, że może on przebywać w pobliżu. Najbezpieczniej jest wtedy nie schodzić w głębokie i wąskie jary, nie zapuszczać się w młodniki czy maliniska. Gdy jednak staniemy z nim oko w oko, trzeźwo i szybko oceńmy sytuację. Reakcja niedźwiedzia może być różna. Zawsze należy podejmować próbę powolnego wycofania się. Dopiero w przypadku ataku zaleca się, by położyć się na ziemi, rękoma zasłonić głowę i kark.

Najbezpieczniej jednak będzie, gdy nie dopuścimy do takich sytuacji poprzez swoje odpowiednie zachowanie podczas naszych wycieczek po górach.

I mały fragment kobiety, która 30 lat chodziła po lasach, spotykała nieraz niedźwiedzia, ale raz przeżyła atak:

[http://www.nowiny24.pl/apps/pbcs.dll/article?AID=/20080313/LUDZIEIOPINIE/854234439]
- Prawdziwa z pani weteranka, ale po ostatniej przygodzie będzie pani już chyba ostrożniejsza w lesie?
- Na pewno. Dzisiaj już wiem, że trzeba unikać gęstych, mrocznych lasów. Lepiej też nie zbliżać się do młodników, bo właśnie tam można spotkać te zwierzęta. A nie życzę nikomu tak bliskiego spotkania z niedźwiedziem, jak moje.

 

Rok 2010 informacje ogólne Zarobki:

Zakupy:

Wszystkie towary dostępne są bez żadnych problemów w sklepach. Poniżej tabelka produktów kupionych w bobrowieckim Groszku w dniu 2010.12.04:

Nazwa Waga / Jedn Cena Cena jedn
Ptasie mleczko 420 g 14,60 zł 34,76 zł
Kiełbasa jałowcowa Brak Brak 25,90 zł
Ciastka owsiane - delux 250 g 4,99 zł 19,96 zł
Chleb razowy 400 g 2,80 zł 7,00 zł
Kasza jęczmięnna perłowa - woreczki 400 g 1,30 zł 3,25 zł
Czekolada z orzechami Wedel Lux100 g 4,40 zł 44,00 zł
Sezamki 27 g
Jogurt owocowy 500 g 3,35 zł 6,70 zł
Mleko 2% 1 l 2,90 zł 2,90 zł
Cukier 1 kg 3,39 zł 3,39 zł
Piwo - Żywiec 0.5 l 3,80 zł 7,60 zł
Kasza gryczana prażona 400 g 3,99 zł 9,97 zł
Miód akacjowy 400 g 12,50 zł 31,25 zł
Zioła prowansalskie 10 g 1,96 zł 196 zł
Przyprawa kuchni greckiej 20 g 1,96 zł 98,00 zł
Pieczarki marynowane 280 g 3,90 zł 13,93 zł
Dżem jagodowy niskosłodzony 280 g 5,50 zł 19,64 zł
Nutella 230 g 6,99 zł 30,39 zł
Majonez napoleoński 0.32 l 3,70 zł 11,56 zł
Ser Gouda paczkowany 250 g 5,20 zł 20,80 zł
Masło 82% 300 g 7,60 zł 25,33 zł
Jajka klasa L (63-73gr)10 szt 5,20 zł 0,52 zł
Włoszczyzna1 szt 4,00 zł -
Au999920 g 3115 zł -