Polecam
Wyprawy
Lata poprzednie
Rok 2016
Rok 2017

Fizyka Życia - Wyprawa do Peru

Rok 2013

Tydzień przed

 

Tydzień przed

Na tydzień przed wylotem zaczynam szukać informacji o Peru i... od razu trafiam na informacje o panującej w tym kraju wielkiej przestępczości. O kurcze gdzie my jedziemy?


 

Piątek

 

Przed wylotem

Lecimy przez Amsterdam, którym czekamy na następny samolot około dwóch godzin. Łazimy sobie po sklepach oglądając ciekawostki elektroniczne oraz sklepy z lokalnymi towarami: tulipanami, chodakami i serami.

13 godzinny lot na prawdę daje w kość. Obsługa w KLM'ie jest bardzo miła. Jeszcze do niedawna alkohol był w tych liniach bez ograniczeń, teraz w zasadzie też, pod jednym wszak warunkiem - trzeba go spożywać siedząc na swoim miejscu. Posiłki (w większości przypominające smakiem i konsystencją kit) są cztery: obiad, lody, zapiekanka na kolację i bułka z herbatą.


 

2013.10.19 Sobota

 

Przylot do Limy


Dolatujemy do Limy


Anibal Canchaya Moya wprowadza nas...


... w tajniki peruwiańskich owoców

Lądujemy w Limie, jest już ciemno. Nikt nas ani nie dopada ani nie obskakuje, lotnisko jest spokojne. Przejmuje nas syn Polki i Peruwiańczyka Paweł Canchaya Kralewski. Od razu informuje "Gdyby ktoś chciał wam ponieść bagaż nie pozwalajcie. Wózki są za darmo.".

W autobusie do hotelu przekazuje nam kilka informacji o Peru. Terytorialnie jest 4 razy większe od Polski. W Limie (nie należy tego utożsamiać z Peru - "Deszcz nie pada"). Jak chcemy sami zwiedzać miasto to w grupach co najmniej 3 osobowych i musi być co najmniej jeden macho. Ponieważ już niedługo znajdziemy się na niecodziennej dla Polaków wysokości Paweł podaje 5 zasad by nie mieć z nią problemu:

  1. Pić dużo wody
  2. Nie pić alkoholu
  3. Gryźć dobrze i mieszać ze śliną
  4. Oddychać przeponą
  5. Wszystko robić powoli

W hotelu dołączaja do Pawła jego mama - Maria Kralewska i tato Anibal Canchaya Moya (ten trzeci człon to nazwisko mamy). Wszyscy razem prowadzą firmę turystyczną Maria Kralewska Turismo y Aventura. Szybciutko lokujemy się w pokojach i ciupasem schodzimy do hallu, w którym Anibal opowiada nam o peruwioańskich owocach i demostruje jak się je je. Najciekawsza jest chyba opuncja - owoc przekolczastego kaktusa. I tak o 3.00 w nocy opychamy się egzotycznymi owocami: opuncją - zdejmując z niej grubą skórę, łyżeczkując maracuję i granado oraz wcinając złote i zielone jagody.

Lima leży na obszarze sejsmicznym, trzęsienia ziemi są to bardzo częste. Wszystkie domy budowane są w taki sposób, by wytrzymały trzęsienie 8 w skali Richtera (ogromne zniszczenia)

"Gdyby trzęsienie miało większą siłę nie należy się tym przejmować. I tak by nikt nie przeżył." - mówi Paweł. W restauracji od razu zwracamy uwagę gdzie należy się schronić gdyby ziemia zadrżała - wyznaczone są specjalne miejsca, tam gdzie konstrukcja jest najwytrzymalsza.

Na koniec nasza polska przewodniczka Marta próbuje wyciągnąć nas na spacer po Limie. Na co Pani Maria od razu rzuca: "Teraz!? Przecież od razu was skroją. Kroją jak tylko zobaczą Gringo na horyzoncie. Jeśli już musicie iść, to nic ze sobą nie bierzcie.". Z drugiej strony w przewodnikach piszą by niczego nie zostawiać w pokojach hotelowych...
Część naszych jednak poszła powałęsać się nocą po okolicy i wrócili bez probelmu. Nic się nie stało.


 

2013.10.20 Niedziela

 

Lima - Arequipa

Po śniadaniu w hotelu udajemy się na lotnisko, by krajowymi liniami lotniczymi przedostać się do Arequipy, pięknego kolonialnego miasta w 2000 roku wpisanego na listę UNESCO. Po zalogowaniu się w hotelu wyruszymy na popołudniowe zwiedzanie miasta. Zobaczymy między innymi kolonialna dzielnicę San LAzaro, katedrę, jezuicki kościół La Compania wybudowany i fantazyjnie ozdobiony przez Indian, klasztor Santa Catalina, gdzie będziemy mogli zobaczyć jego ciagle zamieszkane przez mniszki wnetrza oraz wiele innych miejsc w tym niewielkim mieście.

Lokalnymi liniami lotniczymi przemieszczamy się z Limy do Arequipy. Widać, że przestępczość w Peru musi być ogromna, świadczą o tym, nie spotykanie w Europie, zwasze ogrodzone domy oraz to, że te ogrodzenia są bardzo ostro zakończone lub zwieńczone drutem kolczastym czasem pod napięciem, wmurowaną szklaną stłuczką lub... kaktusami. Ponoć Arequipa jest miastem wyjątkowym. No cóż, jest to byłe miasto kolonialne i jako takie zostało wpisane w 2000 roku na listę UNESCO.

Zwiedzamy klasztor Santa Catalina, robi wrażenie szczególnie wtedy gdy wyobrazimy sobie jak mieszkały w nim mniszki.

Klasztor Santa Catalina był instytucją szczególną, założoną w 1580 roku przez bogatą wdowę Marię de Guzman wyłącznie dla córek z bogatych, mieszczańskich rodów. Co ciekawe, przyzwyczajone do wychowania w przepychu dziewczęta również i w klasztorze posiadały do dyspozycji służących, srebrne sztućce i porcelanowe talerze. Klasztor w czasach swej świetności był zamieszkany przez pół tysiąca ludzi – jak wspomniano, głównie pochodzących z najznakomitszych hiszpańskich rodów zakonnic, ich niewolnic i służących. Od niedawna udostępniony publiczności[...]. To takie jakby „miasto w mieście”. Mnóstwo tutaj pomniejszych budynków, uliczek, zakamarków, kaplic, cel, ogrodów. Atmosferę podczas zwiedzania współtworzy puszczona dyskretnie muzyka poważna i sakralna rozbrzmiewająca jakby z pobliskiej kapliczki, w której wydawałoby się, że właśnie zakonnice odprawiają modły. Co ciekawe, każda uliczka w klasztorze ma swoją nazwę, a każdy "region" ma inny kolor budynków o intensywnym kolorze: rdzawoczerwonym, zielonym lub kobaltowym.
[Źródło]


Płoty w Limie najeżone i pod prądem


Lima z lotu ptaka


Widok na Nevado Chachani (6057 m. n.p.m.)


Pierwsza Areqipiańska uliczka


Gdzie nie spojrzysz Nevado Chachani tam...


... i tu


Żółty lodziarz pod hotelem


Arequipiańska katedra


Prześliczny portal Iglesia de la Compañía


Plaza de Armas Arequipa


Claustros de La Compañia
 

W krużgankach można kupić coś z wełny
wikuni

Nasza przewodniczka po
Monasterio de Santa Catalina

Pomieszczenia skąpo umeblowane


Błękitny spacernik


I znów skąpe umeblowanie


Klasztorna kuchnia


Klasztorna piekarnia


Wąskie uliczki klasztornego miasteczka


Widok na świat zewnętrzny


Przytulny zakątek do posiedzenia


Widok z okna naszego hotelu


Schemat budowy monstrancji


Arequipa wieczorem


... idziemy na obiad ze świnki morskiej.


 

2013.10.21 Poniedziałek

 

Arequipa - Colca

Po bardzo wczesnym śniadaniu opuścimy nasz hotel i busem udamy się do legendarnego Kaniony Colca. Po drodze miniemy krajobrazy udekorowane licznymi wulkanami, by finalnie dotrzeć do punktu startu naszego trekkingu w San Miguel Pampas (3300 m.n.p.m.). Z tego miejsca ruszymy pieszo na dno kanionu, by po trzech godzinach marszu dotrzeć do osady San Juan de Chuccho, gdzie założymy nasz obóz na noc (2400 m.)

Dziś mamy zwiedzić pierwszy wielki punkt programu - Kanion Colca. Po przeczytaniu ksiażki Joe Kane'a "Z nurtem Amazonki. Pionierska wyprawa Piotra Chmielińskiego" spodziewałem się Bóg wie czego - moze takiego kanionu Verdon z pionowymi ścianami wysokimi na 1500 metrów. A tu nic zwykłe zejście, a sam kanion swym ogromem nie powala.


Widok w dół na kanion Colca


Coś uwiera w bucie. Otrzymuję plasterek
od naszej samarytanki

W końcu doszliśmy do San Juan de Chuccho


 

2013.10.22 Wtorek

 

Chuccho - Cabanoconde

Zejście do "Oazy Andów" Sangalle, położonej na wys. 1850 m.n.p.m. Oaza ma ciepły klimat, z tego powodu jest bujnie porośnięta i będziemy mieć możliwość kapieli w okolicznych basenach źródlanych. Dojaz do Cabanoconde (3287 m.n.p.m.), przedostatniego miasteczka po lewej stronie kanionu.

Dziś dość ciekawy trek po kanionie. Pierwsza atrakcja to przefotogieniczna babina w zagubionej wiosce, wyposażonej jednak w fotowoltaikę. Potem przejście przez kaktusowy zagajnik, który był na tyle gęsty, że nas pokłuł. To te właśnie kaktusy owocują opuncjami. Południowy skwar spędzamy pluskając się w basenie "Oazy Andów" Sangalle. Po czym musimy wyjść z kanionu. Cała nasza grupa się rozciąga do tego stopnia, że tracimy kontakt wzrokowy ze sobą. Pod koniec dnia wychodzimy na płaskowyż, ale jakież jest nasze zdziwienie, że żeby dojść do Cabanoconde musimy jeszcze iść po płaskim przez 40 minut. Po drodze kupuję sobie sztywny peruwiański kapelusz, w którym zacznę paradować już od jutra.


Przefotogieniczna peruwiańska babcia


Ułupkowiona ściana kanionu


Przedzieramy się przez kaktusowy zagajnik


To te właśnie kaktusy owocują opuncjami


Idziemy, gadamy


Dochodzimy do mostka


Spotykamy niezawodne muły


I już widzimy drogowskazy do oazy


Domki-przebieralnie


Basen "Oazy Andów" - Sangalle


Widok na oazę z góry.


Samo wyjście trochę nam zajmuje


 

2013.10.23 Środa

 

Cabanoconde - Puno

Przejazd busem do La Cruz del Condor (3800 m.n.p.m.), gdzie będziemy mieli okazję podziwiać szybujące nad kanionem najprawdziwsze kondory. Odwiedzimy też źródła termalne w La Calera gdzie będziemy mogli zażyć kąpieli. Po lunchu udamy się do Puno.

W porównaniu z lepiankami w San Juan de Chuccho hotel w Cabanoconde to istny luksus. Dziś dzień raczej nudny - jedziemy busem z przystankami.

Gdy w końcu wylądowaliśmy w Puno okazało się, że nie wymieniają jednodolarówek. Niektóre kantory proponują co prawda po 2 soles z 1 $US, zamiast standardowego 2.7 soles. Z jednej strony łapserdaki, z drugiej - wolny rynek.


Wejście do pokoju hotelowego


Ostatnie spojrzenie w kierunku kanionu Colca


Jedno z ciekawszych moich zdjęć


Pierwszy parking...


z lokalnymi gaździnami


Miliony gatunków kukurydzy


Można sobie cyknąć fotę z lamą
i ptaszyskiem

Kupić coś na bazarku


Źródła termalne w La Calera


Szpan kapeluszem


Infrastruktura kapieliska bez zarzutu


Kolejne miasteczko po drodze do Puno


 

2013.10.24 Czwartek

 

Puno - Titicaca - Puno

Wcześnie rano ruszymy na niezwykłą przygodę motorówką poprzez bezkresne wody jeziora Titicaca. Dotrzemy do sławnych "pływających wysp" zamieszkałych przez "wodny lud" o nazwie Uros. Odkryjemy tu tajemnice budowania przez nich pływających wysp z rośliny "totora". Obiad zjemy na Amantani - wyspie miłości w domu lokalnych mieszkańców. Po południu odwiedzimy Cerro Llacastiti - światynię ceremonialną Pachatata i Pachamama. Na noc wrócimy do hotelu w Puno.

Dziś zwiedzamy wyspy na jeziorze Titicaca znane jako trzcinowe, a w gruncie rzeczy sitowiowe. Titi to puma, caca to szara. Warunki życia na wysepkach są bardzo prymitywne. Domek z sitowia to jak ciasny namiot. Ponoc nie przemaka. Wszędzie na wysepce czuje się wilgoć. Jednak tubylcy (lud Uros) nie chorują na artretyzm, ponoc dlatego, że wyjadają białą gąbkę z łodyg sitowia. Wysepek jest kilkanaście, każda to oddzielne stanowisko dla niedużej grupki turystów. Podpłynęliśmy do jednej z nich i tam mieszkające kobiety wraz z naszym przewodnikiem opowiedziały o tym jak wysepki funkcjonują. Od góry układa się sitowie, które od dołu gnije, proces ten jest jednak na tyle wolny, że warstwa sitowia o grubości od 1 do 2 metrów stanowi wysepkę.

Sitowie - nazywane tutaj totora - się je, sitowie leczy, sitowiem się pali, z sitowia buduje się wysepki i domki, z sitowia wyplata się maty i robi łodzie. Po pokazie pozujemy do zdjęć i kupujemy pamiątki. Pomimo, ze to wszystko jest wyreżyserowane to jednak jest na tyle egzotyczne, że robi wrażenie.

Po opuszczeniu sitowiowych wysp płyniemy na wyspę z ruinami prastarej świątyni Inków. Ponieważ ruiny ledwo co wystają z ziemi, to większe zainteresowanie budzi w nas nowobudowany dom. Od razu porównujemy go do naszych - polskich technologii.

Wieczorem, gdy już byliśmy w hotelu rozpadał się rzęsisty deszcz. temperatura na zewnątrz wynosiła 7°C. Ponoć Urosi dalej mieszkają na tych wyspach. W co wątpię, ale gdyby jednak to im nie zazdroszczę. Choć w hotelu też nie ma grzejników.


Widok z hotelowego okna


Rejon przystani, z której...


odpłyniemy na zwiedzanie wysp z sitowia


Mapa jeziora wraz z cennikiem


Wypływamy zwiedzić unikalność


Przemowa naszego przewodnika Enrique


Informacja, że zaraz będzie kasa


Samo stanowisko kasowe...


też jest na wysepce


Z sitowia buduje się wyspy, domki...


i przemyślne łódki


Tak się po wyspie chodzi


Ponoć tu mieszkają, w co wątpię


Rozpoczyna się instruktaż obsługi wyspy


Sitowie służy również za wskaźnik


Dziewczynka przygotowuje pamiątki


Model sitowiowej wyspy


Sitowiem się również pali w kuchenkach


Zasuszona kaczka - metoda konserwowania


Zainteresowanie wzbudzają oczywiście...


dzieci, folklor i...


znów dzieci, szczególnie gdy...


zgubiły sandałek


Przygotowanie do sesji zdjęciowej


Pojawił się pierwszy mężczyzna z połowem


Odpływamy


Ostatnie spojrzenie na wyspy z sitowia


I ostatnia panorama całego kompleksu turystycznych wysp z sitowia.


Nowoczesny budynek na wyspie Amantani


Widok na jezioro Titicaca


Wnętrze nowowybudowanego...


... piętrowego domu


Widok ze świątyni Pachamamy


Kwiatek


Ona ciągnie, on orze


Typowy latynoski placyk


Szykuje się obiecany obiad u lokalnej rodziny


 

2013.10.25 Piątek

 

Puno - Cuzco

Rano jedziemy na stację autobusową skąd udamy się busem do królewskiego miasta Cuzco. Bedziemy podróżować przez malowniczy płaskowyż Colla, po drodze zatrzymując się w Ayaviri - znanym centrum rękodzieła tekstylnego i by odwiedzić ruiny prekolumbijskie kultury Pucara. Po lunchu w lokalnej restauracyjce zwiedzimy ruiny Inków Pachacutec w Raqchi oraz malownicze jezioro Wacarpay oraz miasto Andahuaylillas z "kaplicą Sykstyńską Ameryki". Na końcu przybedziemy do Cuzco gdzie zanocujemy w hotelu.

Dzisiaj znów dzień w busie. Nasz przewodnik Enrique robi krótki wykład z historii politycznej Peru. To co udało mi się z tego zanotować: Wpływ rewolucjonistów spowodował demokrację i reforme rolną. Ale ponieważ rewolucjoniści nie byli u władzy to szkolili terrorystów. Wynotowałm też jego dwie złote myśli:

  1. To czego ludzie pragną to nawet nie pieniądze, lecz władza.
  2. To co dziś dzieje się w Peru już na pewno działo się gdzieś indziej.

Na parkingu ciekway kibel bez wody, rzczej z wodą wystawiona na zewnątrz i możliwość zakupu przeróżnych pamiątek. Wspaniały obiad, zwiedzanie ruin przekolumbijskiej kultury Pucara, centrum rękodzielnictwa - trzeba przyznać, że z zakupem pamiątek w Peru nie ma żadnego problemu. A ruiny Inkaskie świątyni Wiracocha mocno pobudzają wyobraźnię, szczególnie te idealne pasowania granitowych głazów. Jak oni to robili? Nie przekonuje mnie współczesny podręcznik naszego przewodnika, w którym ktoś tłumaczy, że granit obrabiano narzędziami z brązu. Nigdy nie obrabiał granitu. Zagadka są też te zaiste idealne pasowania.


Ponownie nieciekawy widok z okna hotelu


My mamy hermetyczne okna, a oni takie coś


Ostatni rzut oka na jezioro Titicaca


Panorama na nieciekawe Puno i ciekawą Titicaca'ę


Bezkresy płaskowyżu


Krótka lekcja historii politycznej Peru


Z góry widać, że ktoś w dole uprawia pole


Zoom pozwala na zobaczenie kto i jak


Tak wygląda cmentarz


A tak przydrożny bar


Kiblek przy parkingu


Ze zmyślną wodą bieżącą


No i stado całkiem fajnych pamiątek


Peruwiańsko przepyszny szwedzki stół


Mapa stanowiska archeologicznego Raqchi


Hiszpański kościół przy świątyni Wiracocha


Nieodzowny rynek z pamiątkami


I riuny świątyni Wiracocha


Enrique pokazuje jak to było zbudowane


Nie wiem co to za kamień, ale mocno
zwietrzał

Idziemy oglądać okrągłe spichlerze


Jest też centrum rękodzielnictwa


A to widok na miasteczko tuż obok


Pomnik rewolucyjny


Wejście do kaplicy Sykstyńskiej Ameryki

Otrzymaliśmy przydziały do naszych pokoi. Trochę marudziliśmy bo okna z naszego wychodziły na skrzyżowanie i baliśmy się, że będzie głośno. Było jednak OK i spaliśmy całkiem dobrze. Jednak nazajutrz okazało się, że trzech naszych spało w pokoju bez okien!? Tzn było jakieś malitkie okienko, a raczej lufcik wychodzący do szybu. Ale w szybie mieszały się przeróżne zapachy, i te z kuchni i te z pokojów poniżej. Co gorsza chłopaków zalało. Sam budynek jakoś tak fatalnie musiał być zbudowany, że jakimiś tajemnymi kanalikami woda z dachu kapała im na łóżko. Smród i wilgoć.

Przyznam, że po raz pierwszy spotkałem się z pokojami bez okien. Ale jak pokazały późniejsze doświadczenia - w Ameryce Południowej się to zdarza.


 

2013.10.26 Sobota

 

Cuzco - Święta Dolina - Cuzco

Całodzienna wyprawa do świętej doliny Inków. Odwiedzimy miejsca, które były ekonomicznym, rolniczym i religijnym sercem Imperium Inków, w tym miasta Calca i Urubamba, cytadelę Ollantaytambo oraz sławne, malownicze targowisko w Pisac, gdzie będzie można zobaczyć autentyczne arcydzieła indiańskiej sztuki ludowej. Lunch zjemy w klimatycznej knajpce po drodze. Późnym popołudniem powrót do Cuzco.

Oprócz tych nieszczególnych pokoi, sam hotel i śniadanie były w porządku. Jako pierwsze zwiedziliśmy Santuario Animal de Cochahuasi. To prywatne zoo, a zwierzęta, jak twierdzą właściciele, to uratowane okazy, przynoszone przez okolicznych mieszkańców. Można oczywiście w to wierzyć lub nie. Zwierząt rzeczywiście sporo, pokazane jest również bogactwo gatunkowe ziemniaków i kukurydzy. Gatunków ponoć są setki. I rzeczywiście widać mnóstwo różnokształtnych kartofli oraz przeróżnych kolorystycznie i rozmiarowo kukurydz. Zoo, ponieważ prywatne, to jest dobrze i ciekawie zorganizowane: są nie tylko zwierzęta i stanowiska wystawowe, lecz również pokazy rękodzielnictwa i sklep z pamiątkami.

Zaskoczył mnie dziki kot zamknięty w klatce z bardzo małymi oczkami. Był tak przeraźliwie szybki, że wielu z jego ruchów nie udawało się nawet zobaczyć. Napis na klatce głosił, jeśli wsuniesz do klatki palec (nic innego przez te oczka by nie przeszło) kot go odgryzie. Ciekawym był również lot kondora prosto na nas. Ktoś nawet dostał nim w głowę.

W fortecy Ollantaytambo doszło do śmiesznego zdarzenia. Naszego Rambo-Andrzeja dopadła szkolna wycieczka nastolatek, i każda chciała sobie z nim zrobić fotę. Sam Andrzej babiarzem nie jest i czuł się nieco zażenowany i skrępowany, ale dzielnie pozował do kilkunastu zdjęć z obejmującymi go dzierlatkami.


Wejście do Santuario Animal de Cochahuasi


Lam jest tu bez liku...


... przeróżnych


Wypchany kondor w locie


Naturalne barwniki


Pokaz tkactwa


Przeróżnorodność ziemniaków


To chyba sokół


To kondor


Papuga


Przebrzydki kondorzy łeb


Widok na dolinę rzeki Urubamba


A to już inkaskie ruiny w Pisac


Cała masa tarasów uprawnych


Kolejne górzyste ruiny


Panorama riun Pisac I


Ruiny Pisac I


Ruiny Pisac II


Ruiny Pisac III


Ruiny Pisac IV


Ruiny Pisac V


Ruiny Pisac VI


Panorama riun Pisac II


Miasteczko przed Cytadelą Ollantaytambo


Targ przed Cytadelą Ollantaytambo


Kościół przed Cytadelą Ollantaytambo


Widok z fortecy Ollantaytambo I


Naturalny wizerunek Viracocha'y


I jak nie dopatrzyć się w nim
pierwiastków boskich?

I znów to idealne pasowanie głazów


Forteca Ollantaytambo I


Ten to ma powowdzenie.
Obskoczyły go nastolaty.

Forteca Ollantaytambo II


Widok z fortecy Ollantaytambo II


Fota z tutejszym zakopiańskim misiem


"El Condor Pasa" na nasze szczególne zamówienie.


 

2013.10.27 Niedziela

 

Cuzco

Przed południem zwiedzanie Cuzco (katedra, główny plac, Świątynia Słońca etc.). Następnie pojedziemy poza miasto do Inkaskiej twierdzy Sacsayhuaman, która zbudowana jest m.in. z kamiennych bloków dochodzących do 9 metrów wysokości i wagi 350 ton.


Twierdza Sacsayhuaman


Twierdza Sacsayhuaman


Widok na Cuzco


Widok na Cuzco przez zoom


Figura Białego Chrystusa


Te świetnie dopasowane ogromne bloki
robią na prawdę niesamowite wrażenie

Panorama Cuzco z Pukamogo - Czerwonego wzgórza


I znów przeogromne bloki


Katedra w Cuzco


Typowa latynoska procesja


Panorama Plaza de Armas


Typowa latynoska procesja II


To co niosą jest na prawdę ciężkie


Knajpeczka z niskim stropem


W muzeum


Statua Pachacuteq'a


Raz jeszcze Plaza de Armas


Uliczka przy Plaza de Armas

Idziemy na rynek nieopodal hotelu


Niestety już opustoszały...


 

2013.10.28 Poniedziałek

 

Cuzco - Soraypampa

Po śniadaniu wyjedziemy z Cuzco do Mollepata - miejsca startu naszego trekkingu, gdzie będą już na nas czekać muły. Po uformowaniu karawany rozpoczniemy trekking w stronę gór Salkantay. Po ok. 5 godzinach dotrzemy do Soraypampa, gdzie założymy obóz. Nocleg w namiotach.

Pierwszy dzień treku. Rano długo jedziemy busem po krętej, wąskiej górskiej drodze. Śniadamy w barze przy ryneczku w niewielkiej mieścinie Mollepata - głównej bazie wypadowej na Salkantay. W barze towarzyszy nam sarenka. Pogoda taka sobie, deszcz wisi w powietrzu ale jak się okaże padał krócej niż godzine i nie był rzęsisty.

Po kilku godzinach łagodnego podejścia dochodzimy do nieiwlkiego wypłaszczenia z dwoma odaszonymi miejscami do biwaku. Tu rozłożymy się na obiad. Nie mamy wyboru jedna z wiat jest już zajęta przez dość głośną grupę. Zresztą nie ma co narzekać ciche grupy chyba się rzadko zdarzają. Po kilku minutach z góry schodzi wysokie chude stworzenie i po chwili wahania dołącza do nas. To młoda, 21-22 letnia, samotna Niemka, która trek robi w odwrotnym kierunku. Częstuje się tylko zupą bo mówi, że już jadła. Jest przechuda. Zapytałem ją czy miała jakieś niebezpieczne przygody. Tak, w Cuzco gdy szła na punkt widokowy z figurą Chrystusa, trzech gości ją sterroryzowało rozbitą butelką. Zabrali jej aparat i pieniądze. Gdy poprosiła oddali jej kary kredytowe i pamięć z aparatu.

Niemka się rozgadała, atmosfera zluzowała i... buch patrzymy a ta przytulona do Andrzeja. Ale to dlatego, że jej opowiedzieliśmy o tym jakie miał powodzenie w fortecy Ollantaytambo :)

Obozowisko Soraypampa niby ciekawe i nieciekawe zarazem. Szklane kule z daleka i na fotografiach wygladaja ciekawie, z bliska zaś tak sobie. Kibli jest mało i są daleko. Śpimy w namiotach rozłożonych pod dachem, czyli pełen luksus - wiadomo, że nas w nocy nie zmoczy. Dach zrobiony jest z zielonego plastiku, namioty sa zielone - no i wszyscy wyglądają jak ufoludki.


Plan trekingu Salkantay - Machu Picchu autorstwa www.kondorpathtours.com


Horge nie mówi po hiszpańsku


A pani nie mówi po polsku


Domowa sarenka


Centralny placyk Mollepata


Widok na dół


Droga do góry


Zadaszenie z widokiem na zadaszenie
konkurencji

Buch, patrzymy a ta już przytulona
do Andrzeja

Przed obiadkiem, myjemy łapki


Już za chwilę będziemy w Soraypampa


Zielone namioty pod zielonym dachem


Ufoludzica wyjmuje gwóźdź z głowy
ufoludzia


 

2013.10.29 Wtorek

 

Soraypampa - Challway

Kolejny dzień trekkingu. Czeka nas całkiem spore wyzwanie bo pokonanie wysokiej przełęczy Salkantay (4650 m. n.p.m.). Wokół bedzie nam cały czas towarzyszyć dziki i bezludny krajobraz lodowców, pokrytych snieżna czapa szczytów i zielonych dolin pasma Salkantay. Z przełączy schodzimy do Challway gdzie założymy nasz kolejny obóz. Nocleg w namiotach.

Dzień przełęczy. Ani ciężko się szło no to sobie wsiadła na konika. Lunch jemy nad jeziorem na przełęczy Salkantay. Wieczorem dochodzimy do campingu Challway, który, o dziwo, ma prysznic z ciepłą wodą (ogrzewaną gazem). Przyjemność kosztuje 10 soles czyli ok 4 $US ale przecież można nie korzystać. Kabina prysznicowa to betonowa komórka, totalnie niezorganizowana. Nie wiadomo gdzie nogę postawić i gdzie powiesić ubrania. Korzystamy jednak wszyscy i po kąpieli każdemu pysio się śmieje.


Dziś musimy się wgiełgać na przełęcz


Już zaczyna ją być widać


Już jest tuż tuż


Panorama z przełączy Salkantay


Końcowy odcinek ścieżki na przełęcz


Rozpakowujemy się na śniadanie


Widok na szczyt Salkantay


Dowód na to, że tam byliśmy


Tu śniadamy


Salkantay - góra z bajki


 

2013.10.30 Środa

 

Challway - Santa Teresa

W tym dniu spotkamy się z takim bogactwem flory górskiej jakiej by trudno wypatrywać w naszych górach. Wedrując wzdłuż rzeki Św. Teresy będziemy mijać liczne wodospady i rozlewiska, spotkamy też rzadkie gatunki orchidei. Po dotarciu do obozowiska w Santa Teresa bedzie możliwość skorzystania z kąpieli w termalnych źródłach. Nocleg w namiotach.

Z obozu z ciepłym prysznicem szliśmy dalej przez dość nudną dżunglę. Monotonię złamał parking ze schodkami, wodpspad i na koniec "most Inków". Zachmurzenie pełne, chmury nisko, mgła dość gęsta i od czasu do czasu popaduje. Zauważyłem jak w praktyce działa konformizm. Wiele osób z naszej grupy odczuło gryzienie komarów nie wtedy gdzy się one pojawiły i zaczęły gryźć, lecz gdy wtedy dgy nasz przewodnik zaczął się od nich opędzać.

Ale gdy doszliśmy do "mostu Inków" poweseliliśmy. Most ten to stalowa lina rozpięta pomiędzy zboczami kanionu. A na niej platforma zawieszona na rolkach. Jak się ktoś chce przeprawić to dociąga sobie ze środka kanionu platformę, wsiada do niej, jedzie w dół (na środek kanionu) po czym wyciąga się na następny brzeg za pomocą liny doczepionej z drugiej strony. Przewodnik pyta czy bysmy chcieli sobie pojeździć. Co za pytanie? Jasne! jeździmy, filmujemy - pełen fun!

W deszczu po przekroczeniu osuwiska kamienno-błtnego dochodzimy do busika, którym zjeżdżamy do obskurnego campingu w Santa Teresa. Po rozłożeniu namiotów jedziemy kąpać się w kolejnych ciepłych źródłach.

Rozmawiam z naszym preuwiańskim przewodnikiem o ITR'ach. Według niego: są głośni, niegrzeczni, i nie respektują lokalnych zwyczajów tylko próbują narzucać własne.


Zgranie czasu z komórką


Budynek - wsparcie kempingu


Zdjęcie całej naszej grupy


Panorama kempingu Challway


Raz jednym zboczem kanionu


Raz drugim, generalnie nudno i płasko


Rozrywka I: wodospad


Rozrywka II: polana ze...


świnią


Rozrywka III: linowy "Most Inków"


 

2013.10.31 Czwartek

 

Santa Teresa - Aguas Calientes

Pojedziemy busem do tamy skąd rozpoczniemy trzygodzinny trek przez góry do Aguas Calientes. Po południu czas wolny.

Budzimy się na campingu po przespanej w szarpany sposób nocy. Dzis mamy 3-godzinny spacer do Aguas Calientes. Trek nudny jak flaki z olejem. Idzie się po płaskim, wzdłuż torów kolejowych, ale na osłodę wśród wspaniałej roślinności tropikalnej i wspaniałymi widokami na okoliczne góry.

Aguas Calientes jest sympatycznym, czyściutkim miasteczkiem pełnym turystów. Narzeszcie czujemy się bezpiecznie.


Flora


Fauna


i znów flora


i flora znów


i kolorowy element toru


Stacja kolejowa przerobiona na biwak


Motyl na sandale


Stacja przed prywatnym ogrodem
botanicznym

Do celu już tuż tuż


Przy tym potoku robimy sobie krótką sjestę


Aguas Calientes, przyjemne miasteczko


Czyste, z fajną arhitekturą


Ciekawie położone


Z ciekawymi pomnikami


W pełni przygotowane na najazd turystów


 

2013.11.01 Piątek

 

Aguas Calientes - Machu Picchu - Cuzco

Prawie cały dzień poświęcimy na zwiedzanie tego magicznego miejsca jakim jest Machu Picchu - ponad trzytysięczny szczyt (dopłata 10 US$) oraz zejdziemy na most Inków. O godzinie 18.45 pojedziemy do Cuzco najpierw pociągiem, następnie busem. Nocleg w hotelu.

Śniadanie o 4.30 wyjscie o 5.00. Ustawiamy się w kolejce do wahadłowo kursujących autobusów. Ruszają o 5.30. Złapujemy się na czwarty. Ustawiamy się w kolejce do wejścia, o 6.00 zaczynają wpuszczać. Po otwarciu bramy biegiem pędzimy do miejsca, z którego robionych jest 80% wszystkich zdjęć Machu Picchu. jesteśmy na nim jako pierwsi.

Robi wrażenie. To zaiste jest jeden z cudów świata (fotogieniczność), który działa na wyobraźnię. Wchodzimy na górę Machu Picchu, potem na brame słońca, po czym oglądamy most Inków. jest to niesamowita konstrukcja, zważywsza, że zbudowana bez żadnej zaprawy. Przez 6 godzin łazimy po tym mieście. Zaczynamy być nim nasyceni.

Jedziemy w dół o 14.30. W restauracji próbuja nas oszukać, ale stawiamy grupowy odpór i udaje się zapłacić tylko tyle ile wstępnie ustalaliśmy.

Rozgrywam partie w bilarda z włascicielem klubu. Stół krzywy, kije do dupy, a łuzy wąskie.

Wsiadamy do pociagu I klasy potem bus i ten sam hotel e Cuzco. Zagrożeni umieszczeniem w pokoju bez okien dopłacymu 20 $US za noc i lokuja nas w pokoju przepięknym i panoramicznym widokiem na Cuzco i otaczające je góry. Oddycha się trudno. Cuzco położone jest na wysokości 3399 m n.p.m. a my jeszcze na dodatek mieszkamy na 6 piętrze.


Pędzimy by być pierwszymi na...


miejscu, z którego wszyscy robią sobie...


foty na tle Machu Picchu


Jako szybcy-pierwsi mamy przywilej robienia zdjęć bez ludzi w tle


Machu Picchu standard


chwila zadumy... i znów


Machu Picchu standard


Widok z Machu Picchu


Przewodnicy z zewnątrz są tępieni


Wspaniałe tarasy uprawne


Panorama z uchwyceniem lewej strony


Jak oni te bambuły ciosali?


Spacer po Machu Picchu


Spacer po Machu Picchu


Spacer po Machu Picchu


Lustra wodne - ponić służyły
do obserwacji gwiazd.

Przerwa na fotę roślinności


Szczyt Machu Picchu.


Widok ze szczytu Machu Picchu I


Widok ze szczytu Machu Picchu...


... na Machu Picchu.


Most - pomijane Arcydzieło Inków.


Fajny ząb do zdjęć


To jest takie magiczne miejsce, że...


zdjęcia można robić i...


i robić, i robić, i robić...


Najważniejsi są ci zadumani na drugim planie


Nie byłbym sobą gdybym sobie nie popykał...


... w Aguas Calientes


 

2013.11.02 Sobota

 

Cuzco

Cały dzień do własnej dyspozycji. Można go poświęcić na relaks, zakupy lub spacer po tym niezwykłym mieście.

Mamy dzień do własne dyspozycji, wykupujemy sobie wycieczkę w lokalnym biurze podróży. Zwiedzamy Moray - okragłe tarasy Inków, rzekomo służące im jako instytut upraw rolnych i solanki. Uzyskuje się w nich sół poprzez odparowywanie wody w kolejnych pokładach tarasów. Nasz przewodnik jest lekko szajbnięty. Coś mówi, potem mówi "haha" i zalewa się śmiechem. Śmieje się z własnych dowcipów. Mówi jednocześnie po hiszpańsku i angielsku, przełączając się z języka na język w pół zdania. Ale ogólnie jest symaptycznie.

Przy okazji dowiedziałem się od niego skąd się wzięła nazwa "Świnka morska". Zwierzę to pochodzi z Peru. Jak zawitali tu Anglicy to zaczęli importować to zwierzę do Liverpoolu, nazywajac ja po prostu "pig" ze wzgledu na odgłosy jakie wydaje. Na wolnym rynku cena za sztukę ukształtowała się na poziomie gwinei, stąd juz Anglicy mieszkajacy w Anglii i kupujacy ją zacżeli ja nazywać "guinea pig". Z kolei Niemcy, którzy kupowali ją od Anglików nazwali ją "Meerschweinchen" - świnką morską bo przybywała do nich z morza. francuzi dla odmiany mówili o niej "cochon d'Inde".

Jeden z naszych o ksywce Horge zwiedzał katedrę. Wszedł do niej za darmo bo była msza, ale wszystkie jej wspaniałości były zamkniete. Ogladać je można tylko po wykupieniu biletu, gdy po mszy świątynia zamienia się w muzeum.


Cuzco - piękna panorama z okien naszego hotelu


Szykujemy się do jutrzejszego wylotu


Cegły z ziemi i słomy


Wycieczka fakultatywna, damski kibelek


Przesympatyczna opowieść o naturalnych
barwnikach

Moray - tajemnicze inkaskie kręgi


Prześmieszny przewodnik mówiący
naraz w 5 językach

Solanki Maras z bliska


Solanki z daleka


Widok z okna hotelu... w dół


 

2013.11.03 Niedziela

 

Cuzco - Lima

Po śniadaniu jedziemy na lotnisko skąd polecimy do Limy. Całą pozostałą część dnia poswięcimy na zwiedzanie tego pięknego miasta.Odwiedzimy m. in. Plaza Mayor, Pałac i Ratusz, dzielnicę kolonialną, bazylike św. Franciszka i wiele innych fascynujacych budowli. Wieczorempożegnalna kolacja w klimatycznej restauracji na palach nad falami oceanu.

Ostatni raz budzimy się w naszym wspaniałym pokoju na szóstym pietrze. Ostatni raz rzucamy okiem na piękną panoramę brzydkiego Cuzco.

Godzina lotu do Limy, przejmuje nas Paweł i od razu jedziemy zwiedzać stolicę Peru. Na Plaza de Armas - glównym placu Limy - jest kilka budynków zaprojektowanych przez Polaka. Główną ścianę biblioteki narodowej zdobi wielka płaskorzeźba twarzy Ernesta Malinowskiego (1818-1899) - polskiego inżyniera drogowego i kolejnictwa, bohatera obrony Callao w 1866, budowniczego kolei w Peru i Ekwadorze, projektanta i budowniczego Centralnej Kolei Transandyjskiej (Central Transandino).

Kilka lat temu Peru odwiedził polski premier i odebrał od rządu Peru najwyższe odznaczenie za wkład Polaków w rozwój tego kraju. Jego wizyta spopularyzowała Peru w Polsce do tego stopnia, że rok po jego wizycie przyjechało 10000 turystów z Polski, w następnym 7000 a potem 5000 by w końcu powrócić do stabilnego poziomu sprzed wizyty wynoszącego 2000 osób rocznie.

Zwiedzamy klasztor Franciszkanów i podziemia katedry. Jemy obiad za 10 soles i wysłuchujemy historię wojen miedzy zakonami. Zwiedzamy wspaniałą bibliotekę, w której niestety nie można robić zdjęć. Potem, juz z dala od centrum, oglądamy muzeum złota i broni.

Wieczorem wraz z Państwem Conchaya-Kralewskimi jemy kolację w restauracji na wodzie. Pani Kralewska opowiada nam o napadch i rozbojach na scieżkach prowadzących ze skarpy do oceanu. Wysokość skarpy oceniam na co najmniej 100 metrów.

Płaca minimalna w Peru wynosi 700 soles.


Jestem tak zadowolony z pokoju, że...


mu cykam zdjęcia...


i cykam.


Fasada natomiast jest tragiczna.


Adios! Nasz przesympatyczny przewodnik.


A to już plac centralny w Limie


I porównać te krużganki z fasadą hotelu.


Wejście do Bazyliki san Francisco de Lima.


I zdobienia tego wejścia


Ciekawe Limskie czy Limiańskie uliczki

Tablica pamiątkowa Ernesto Malinowskiego

Pięknie zabudowany balkon


Panorama centralnego placu Limy


Udana fota fontannowego tryskacza


Limska kelnerka robi zdjęcie głodomorom


I głodomory w całej krasie


Pozuje dwóch sztywniaków


Kompletnie łyse opony


Wszędzie obawy przed złodziejami


A sprzątać trzeba i na końcu świata


I znów zabezpieczenia z drutu kolczastego


Mapa naszego szwendania się po Limie


 

2013.11.04 Poniedziałek

 

Dzień wolny. Wieczorem o godzinie 17.00 wyjazd na lotnisko i powrót do Polski.


Śniadanie w hotelowej restauracji


Dzień szwendania się po Limie


I wszędzie zasieki


Nadbrzeżne centrum handlowe


Tam będziemy jedli kolację


Nadbrzeżne centrum sportowe


Markety jak wszędzie


Oryginalne pamiątki


... i znów zasieki


 

Wysokość

 

Wysokość

  1. Im wyżej tym mniej gwałtowne ruchy trzeba wykonywać. Trzeba się ruszać jak "mucha w smole".
  2. Do wysokości 6500 m n.p.m. nogę do przodu stawiałem na długość stopy - pięta dotykała czubków palców drugiej stopy. Powyżej skróciłem dystans o połowę.
  3. W aklimatyzacji pomaga diuramid. Stosowaliśmy pól tabletki rano i pół wieczorem. Trzeba bardzo dużo pić, bo diuramid odwadnia. Trzeba też suplementować potas bo diuramid go wypłukuje.
  4. Dobre są wszelakie patenty (np. "sik-butelka") pozwalające się wysikać w namiocie. Przy nadmiernym spożyciu płynów, w nocy wydalamy nawet 1.5 litra w 3-4 załatwieniach. Wychodzenie na mróz w tym celu stanowi wątpliwą przyjemność.
  5. Podczas snu problemem są zawalone zatoki. Pomaga ibuprom zatoki, nawilżanie wodą morską w spayu do nosa (do kupienia w każdej aptece) oraz smarowanie nosa wewnątrz - dermosanem. Ostre dmuchanie nosa nie jest wskazane, bowiem w wielu przypadkach kończy się kapaniem krwi z nosa.


 

Bezpieczeństwo

 

Bezpieczeństwo

Trudno cokolwiek powiedzieć. Na oko Peruwiańczycy chronią się na potęgę, ale bezpośrednio żadnej akcji nie widzieliśmy. Tymniemniej wszyscy zwracaja na to uwagę.


 

Pamiątki

 

Pamiątki

Z tym nie ma żadnego problemu. Sa prawie wszędzie w wielkim wybor