Informacje o treści
Informacje techniczne
Recenzje
Pytania i odpowiedzi
Zakup książki

Wybrane fragmenty Fizyki życia

str. 338 Zdaję sobie sprawę, że wprowadzanie coraz to nowych pojęć i definicji może być przez niektórych Czytelników odebrane jako przejaw swoistej obsesji. Zastanówmy się jednak czy rzeczywiście jest to obsesja. Biolodzy zgodzili się na rozróżnienie pojęć ewolucji, symbiogenezy i endosymbiozy, gdyż według nich – zresztą całkiem słusznie – są to procesy różne, bazujące na dwóch przeciwstawnych czynnikach – konflikcie i współpracy – wynikających z reguł gry, które narzuciła nam natura. Czy w związku z tym dalej możemy mówić, że stworzyła nas i ukształtowała wyłącznie ewolucja?

Tak więc to nie obsesja, lecz naukowa konieczność każe zaproponować nowe definiendum, i tu pojawia się kolejny problem – jak powinno ono brzmieć? „Teoria gier” odpada, bo skoro większość z nas nie chce się zgodzić, że pochodzimy od małpy, to tym bardziej uzna za śmieszne, że stworzyła nas jakaś tam teoria, a jeśli dorzucimy do niej jeszcze słowo kojarzące się z pokerem lub piłką nożną, to efekt będzie prześmieszny, co znaczy, że nie do zaakceptowania. Stworzyła nas gerpedelucja – iteracyjny proces optymalizujący zjawisko RPD, wygenerowany przez nie samo. Proces bazujący na matematycznej teorii gier (stąd literka „g”), doskonalący kolejne pokolenia struktur RPD metodą konfliktu i współpracy, do których dochodzi pomiędzy tymi strukturami w trakcie realizowania ich podstawowej strategii: „przyswajaj aż do podziału”. Wydaje się również, że nie będzie większych przeszkód, by gerpedelucją stopniowo zastąpić wysłużoną ewolucję...

str. 51 Wytwarzanie informacji przez podklejenie
Francuski matematyk, fizyk, astronom i filozof nauki Jule Henri Poincaré (1854-1912) stwierdził, że wątpienie we wszystko lub branie wszystkiego na wiarę to dwa równie wygodne podejścia. Oba zwalniają z konieczności myślenia. Myślenie to koszt, który trzeba ponieść, i w związku z tym tańszym rozwiązaniem jest po prostu powtarzanie zasłyszanych informacji bez ich kwestionowania. Tak jest wygodniej i bezpieczniej szczególnie wtedy, gdy są one zgodne z oficjalną wersją głoszoną na przykład przez autorytety lub media. Ponieważ z podklejenia pod oficjalny nurt korzysta zdecydowana większość z nas, dochodzi do absurdów: wszyscy dookoła twierdzą, że jest tak i tak, a jest zupełnie inaczej – w rzeczywistości „król jest nagi”.

str. 51 Wytwarzanie informacji przez granie mądrali
Istotnym czynnikiem zniekształcającym obserwację jest to, że ludzie, w tym my sami, w wielu kwestiach wypowiadamy osądy, nie mając bladego pojęcia o tym, o czym mówimy. Jak powszechne jest to zjawisko, dowodzi eksperyment Teda Koppela...

str. 142 Jest jeszcze jeden aspekt tego rachunku – psychologiczny. Ktoś, kto skrzywdził wspólnotę, nie jest od razu piętnowany, bo krzywda rozkłada się równomiernie na jej członków i jest dla nich stosunkowo mało przykra, natomiast ten, kto się dla wspólnoty poświęcił, przysłowiowo wypruwając z siebie flaki, nie jest doceniany, ponieważ indywidualny zysk tych, którzy mieliby ten szlachetny czyn zauważyć (czyli wszystkich pozostałych członków wspólnoty), nie jest zbyt wysoki. Francuski ekonomista Frédéric Bastiat (1801-1850) tę naturalną presję na wyzysk społeczny sformułował w następujący sposób: Jeśli jakieś posunięcie spowoduje stratę jednego franka przez każdą z tysiąca osób i zysk tysiąca franków przez jedną osobę, ta ostatnia zużyje wiele energii, podczas gdy ci pierwsi będą stawiali raczej niewielki opór; jest więc prawdopodobne, że ten, kto czyni starania prowadzące do zyskania tysiąca franków zakończy je sukcesem [41, str. 9].

Przedstawiony model idealnej wspólnoty jest dokładnie tym, do czego od kilkuset lat dążą ideolodzy komunizmu. Przeogromna liczba osób daje się na to nabrać, ponieważ rzeczywiście na pierwszy rzut oka wszystko wydaje się uczciwe i sprawiedliwe. Jednak presja na wyzysk społeczny działa w sposób niezawodny – sam na własne oczy widziałem, jak powaliła największe państwo świata, jakim był Związek Radziecki. Zresztą już sto pięćdziesiąt lat wcześniej też pokazała, co potrafi.

str. 143 Chaos
Potocznie chaos oznacza absolutną nieprzewidywalność lub możliwość zdarzenia się wszystkiego. Tę paletę nieskończonych możliwości dość dobrze oddaje przedstawiony na rysunku symbol zaproponowany przez Michaela Moorcocka (ur. 1939) – brytyjskiego pisarza science fiction i fantasy. Dla starożytnych Greków chaos był prapoczątkiem tego wszystkiego, z czym obecnie mamy do czynienia. To z niego właśnie wyłoniła się Ziemia – Gaja i przeciwstawna jej otchłań zaświatów – Tartar. Co ciekawe, wcale nie spowodowało to, że chaos zniknął. Okazuje się – tak przynajmniej utrzymywali starożytni Grecy – że nadal pozostał on w granicznym obszarze przejścia pomiędzy Gają a Tartarem. Wybiegając nieco naprzód, chciałoby się rzec, że właśnie z tej jego resztki wyłoniło się lub w tej resztce chaosu powstało to, co nas najbardziej interesuje – życie.

str. 232 Śmierć
Dlaczego nie żyjemy wiecznie? Dlaczego prędzej czy później każdy z nas umiera? Odpowiedzi na te pytania również udzieli chłodna i pozbawiona emocji analiza matematyczna. No cóż, obiekt, który wydał potomstwo, nie jest już procesowi doskonalenia ewolucyjnego do niczego potrzebny. Jego dzieci są na tyle zróżnicowane, na ile pozwala funkcja modyfikująca projekt. Większego zróżnicowania już nie będzie, bez względu na to, jak liczne miałby jeszcze potomstwo – jest to po prostu fizycznie niemożliwe. Kolejne kopie tego samego projektu (lub projektów w przypadku rozrodu płciowego) zwiększą populację, lecz bardziej jej nie różnicują! W związku z tym, wobec szybko zmieniających się warunków zewnętrznych, proces doskonalenia ewolucyjnego może nie nadążyć z wyłuskiwaniem najlepszych poprawek i gatunek po prostu wymrze.

str. 214 Doskonalenie może odbywać się nie tylko poprzez projekty genetyczne, lecz również memetyczne: Wynajdowanie lub naśladowanie nowych sposobów do polowania, poszukiwania padliny, odkrywania innego typu pożywienia lub do walki jest bardzo przydatne. Osobniki stosujące te taktyki o wiele lepiej przeciskają się przez sito ewolucyjne. Tę zależność genów od memów można uważać za samonapędzający się proces, oparty na dodatnim sprzężeniu zwrotnym. Im bystrzejsze stają się zwierzęta, tym większe mają zdolności do wytwarzania i absorbowania wartościowych memów, a z im większej liczby memów skutecznie korzystają, tym większą mają szansę na pozostawienie potomstwa [44, str. 317 – zmiany J.F.] – tak więc doskonalenie odbywa się na tej samej zasadzie co nabywanie odporności na dżumę, przy czym wykorzystywany jest inny typ projektu. Czy jest gdzieś kres tego doskonalenia? Oczywiście, wyznaczają go prawa fizyki, tej klasycznej, znanej ze szkoły. Jeżeli dziób będzie za duży, głowa go nie udźwignie.

str. 132 By omówić transformacje bifurkacyjne systemów społecznych, posłużmy się pewnym systemem modelowym – wyobraźmy sobie wielką trawiastą łąkę, na której żyją dziki. Wybór dzika do tej „scenki rodzajowej” to nie przypadek, jest on bowiem typowym wszystkożercą, który nie gardzi również padliną. Początkowo pożywienia jest nadmiar i dziki, niczym nieskrępowane, prowadzą sielski żywot: jedzą, bawią się i... rozmnażają. Sytuacja typowa dla raju: każdy ma tyle pożywienia, ile zapragnie, a jego zdobycie nie wymaga wysiłku – wystarczy się tylko schylić. Żaden dzik nie ginie tragicznie. Populacja gwałtownie się powiększa, ponieważ przeżywają i rozmnażają się prawie wszystkie osobniki – słabe i silne, wolne i szybkie, małe i duże, głupie i mądre, te z większymi zębami i te z mniejszymi. Liczba dzików rośnie w postępie geometrycznym. Z pokolenia na pokolenie zwiększa się też różnorodność ich właściwości anatomicznych, fizjologicznych i sposobów zachowań.

str. 138 Przyjrzyjmy się małpom nadrzewnym. W walce o samice wygrywają samce silniejsze. Wiadomo, że dla większości gatunków zachodzi korelacja pomiędzy siłą i ciężarem, czyli im samiec większy, tym silniejszy. W przypadku słoni ta relacja jest jak najbardziej spełniona: największe samce rozmnażają się, ponieważ mniejsze przegrywają z nimi w walkach godowych. Jednak w przypadku małp mechanizm doskonalenia ewolucyjnego nie doprowadził do tego, że są one ogromne. Wytłumaczenie jest proste, w ich przypadku o budowie decyduje więcej czynników: z jednej strony im większy samiec, tym silniejszy, lecz z drugiej strony im większy, tym mniej zwinny i co gorsza, występuje większe ryzyko upadku ze złamaną gałęzią. Upadku, w konsekwencji którego samiec ginie lub ulega kontuzji, a obie te sytuacje wykluczają go z dalszej rywalizacji. Wygrywają zatem samce, które dysponują większą siłą przy porównywalnej masie ciała. Wytrzymałość gałęzi, czyli de facto jeden z czynników środowiska, w którym przebywają małpy, stanowi drugie, przeciwstawne zwiększaniu się ciężaru, kryterium selekcyjne nałożone na populację. To właśnie oba te czynniki regulują masę tych zwierząt.

str. 139 Model natury człowieka uczciwego
Zastanówmy się teraz nad rzeczą, która, jak sądzę zaciekawi każdego – czy możemy teorię systemów zastosować do nas samych? Oczywiście, i to w wielu różnorodnych aspektach. Zatrzymajmy się nad jednym z nich, szczególnie interesującym. Z reguły każdy z nas (nawet złodzieje) jest przekonany o tym, że jest uczciwy. „Czy jestem uczciwy? Oczywiście, nie mam w tym względzie najmniejszych wątpliwości! Choć może kiedyś dawno temu jakaś mało istotna drobnostka, ale nie, generalnie mogę o sobie powiedzieć, że jestem uczciwy”. Prawdopodobnie właśnie w ten sposób odpowiedziałbyś, drogi Czytelniku, gdyby ktoś Cię zapytał jak zapatrujesz się na swoją uczciwość. Zatem skoro wszyscy jesteśmy uczciwi, to dlaczego na świecie jest tyle zła? Może dlatego, że JA jestem uczciwy, a nieuczciwi są inni! Jednak takie tłumaczenie wydaje się mało przekonujące. Nieprawdopodobne jest, bym tylko JA był tym jedynym sprawiedliwym pośród ogromnej rzeszy oszustów. Może więc problem leży w tym, że mnie tylko się wydaje, że jestem uczciwy, a w rzeczywistości...

Nie, nie zarzucam nikomu, że jest chciwym, pazernym złodziejem, tym niemniej zastanówmy się nad swą odpowiedzią na następujące dwa pytania: „Jak bym się czuł, gdyby mój szef poinformował mnie, że od dziś na tę samą pensję będę musiał pracować dwa razy więcej?” i „Jak bym się czuł, gdyby tenże szef powiedział, że zarabiać będę jak dotychczas, ale pracować dwa razy mniej?”.

str. 204 ...nie wynika z dobroczynności rzeźnika, piwowara czy piekarza, lecz z ich interesowności. Sto lat później angielski filozof i ekonomista John Stuart Mill (1806-1873) stwierdził, że ludzie działają zgodnie z prawami ekonomii i nawet zaproponował, by zamiast Homo sapiens używać pojęcia Homo economicus. Według niego człowiek w swym działaniu kieruje się maksymalizacją zysków i wszystkie jego działania są temu podporządkowane. Jednak określenie Homo economicus nie jest zasadne, gdyż każdy obiekt żywy optymalizuje bilans strat i korzyści, a człowiek nie jest w tym względzie żadnym wyjątkiem.

Wszyscy przyswajają zasoby wszelkimi dostępnymi metodami, trzymając się zasady: jak najwięcej zyskać przy jak najmniejszych stratach własnych. Jedni pracują, inni kradną, jedni sami wytwarzają wszystkie potrzebne im dobra, inni specjalizują się w produkcji i wymieniają nadwyżki. Jeśli ktoś utrzymuje, że zasobów nie przyswaja, to najzwyczajniej w świecie nie zastanawiał się nad tym – każdy przecież oddycha, je, pije, zdobywa pieniądze, wydaje je itd. Przyswajanie zasobów jest tym, od czego wywodzi się wszystko wokół nas, zarówno to dobre, jak i to złe!

Czy w związku z tym wszyscy jesteśmy niepohamowanymi egoistami? Czy przyswajanie występujące w naszej definicji życia prowadzi wyłącznie do zła? Może jednak mieszczą się w niej i takie sytuacje, jak zasłonienie przed kulą własnym ciałem dziecka, przyjaciela, a nawet przełożonego?

str. 234 Metody przyswajania zasobów
Pierwotne grupowanie, właściwe cząstkom replikującym się, musiało doprowadzić do wyczerpania się dostępnego surowca i powstania naturalnej konkurencji o zasoby, co zainicjowało proces doskonalenia ewolucyjnego. Ten z kolei na zasadzie sprzężenia zwrotnego wytworzył procesy, które zaczęły oddziaływać na pierwotne metody grupowania. Metody te zaczęły się różnicować. Niektóre z nich podlegały dalszemu doskonaleniu, inne natomiast ulegały uwstecznieniu, czasem chwilowemu, a czasem wręcz prowadzącemu do przeszeregowania obiektu je stosującego z kategorii obiektów żywych do kategorii zasobów. Dążnością całości systemu było wyłącznie to, by grupowanie w danych warunkach zewnętrznych odbywało się na zasadzie jak najwięcej za jak najmniej, a replikacja bez względu na cenę. Mówiąc krótko: w ten sposób pierwotne grupowanie zainicjowało bardzo skomplikowany proces, któremu my ludzie nadaliśmy nazwę ewolucji biologicznej.

str. 216 Społeczeństwa złożone wyłącznie z altruistów lub egoistów są nie do pomyślenia. Oba byłyby niestabilne i szybko by się same unicestwiły. Altruiści, skupieni na pomaganiu innym, nie potrafiliby zadbać o siebie i w końcu wymarliby, egoiści zaś pozabijali, nieustannie ze sobą walcząc. Prapoczątki życia nierozerwalnie związane były z egoizmem w czystej postaci, jako że pierwotne obiekty grupujące nie myślały, lecz zajmowały się wyłącznie chemicznym grupowaniem zasobów zewnętrznych. Z drugiej strony egoiści nigdy nie wychowaliby dzieci. Altruizm jest żelazną konsekwencją procesu doskonalenia ewolucyjnego, a za moment jego powstania należy uznać punkt, w którym ewolucja odkryła zalety wynikające z przebywania w grupie, czyli najprostszej formy współpracy.

str. 98 W projekcie genetycznym zawarte są informacje o budowie i funkcjonowaniu wszystkich właściwości organizmu oraz to, jakie czynniki zewnętrzne i w jakim stopniu mają je uaktywnić. Właściwości bywają bardzo różne. Niektórymi, jak na przykład siłą mięśniową, organizm może sterować, a innymi, jak kolorem skóry, nie. Przypomnijmy raz jeszcze istotną kwestię odróżniania właściwości od ich stanu. Rozważmy w tym celu ludzkie zdolności lingwistyczne. W wyniku procesów ewolucyjnych wykształcił się i z pokolenia na pokolenie jest przekazywany zespół cech umożliwiających mówienie. Ten właśnie zespół możemy uogólnić do właściwości i nazwać ją „umiejętność mówienia”. Natomiast to, iloma i jakimi językami mówimy, oraz to, z jakim akcentem – jest już jej stanem. Zdarza się, że stan pewnych właściwości jest niezmienny albo zmienny kilkustanowo bądź rzadko. Przykładem jest kolor oczu, który w pierwszym roku życia przechodzi ze stanu początkowego do stanu docelowego i już się nie zmienia aż do śmierci. W Polsce bardzo wiele noworodków rodzi się z niebieskimi oczami i kolor ten po kilku miesiącach życia ulega zmianie na jakiś inny.

str. 198 Pierwotnym zestawem, transformowanym do postaci goryla, nietoperza i delfina, była ryba trzonopłetwa, która „wyszła” z wody na ląd około 400 milionów lat temu. Oczywiście nie jedna ryba, która splunąwszy na wodę, wyszła z niej i zaczęła dreptać sobie po plaży, lecz tysiące, jeśli nie miliony jej potomków. Stopniowo osobniki należące do kolejnych pokoleń były w stanie coraz dłużej obywać się bez wody i coraz więcej czasu spędzać na lądzie. Początkowo musiały do niej wracać co kilka sekund, jednak obfitość roślinnego pożywienia na pobliskim bagnie lub terenie przybrzeżnym sprawiała, że przeżywały tylko te, które mogły robić dłuższe wycieczki. W końcu okazało się, że zmiany i selekcja w kolejnych pokoleniach doprowadziły do tego, że stały pobyt w wodzie nie był już dłużej niezbędny do życia, wystarczało bowiem co pewien czas się jej napić. W ten sposób z pierwotnego zestawu elementów ryby trzonopłetwej, dzięki następującym po sobie specjacjom i cyklicznemu doborowi osobników najmniej uzależnionych od środowiska wodnego, powstały płazy, a później gady, ptaki i ssaki. Pojawia się jednak pytanie, skąd się wzięła ryba trzonopłetwa?

str. 238 Stereotyp to wzorzec myślowy wpływający na zachowanie, który przyporządkowuje danej przyczynie określony zestaw działań własnych. Powstaje on w trakcie życia w wyniku obserwacji, przejmowania poglądów innych lub może być wręcz wprogramowany w jednostkę przez system oświaty, media lub autorytet.

Bardzo ciekawym zjawiskiem jest obrona stereotypu: Każdy psycholog potwierdzi zapewne, że ludzie zawsze bronią się przed zaburzeniem utrwalonego poglądu na świat. Tym bardziej się bronią, w im większym, okazuje się, tkwili błędzie. Robią się agresywni wobec tego, kto usiłuje im otworzyć oczy, brną w zaprzeczenia, nie zważając na zdrowy rozsądek, usiłują jakoś unieważnić przeczące przyzwyczajeniu fakty, zaprzeczyć im. W języku psychologii nazywa się to wyparciem [62, str. 239].