Wygenerowano:
06.09.2018
08:54:18

Przejdź do listy słów kluczowych
Wygenerowano programem:
Q-Księgozbiór 3000





demokracja

Spis cytatów ze względu na słowo kluczowe

Treść Tytuł Autor(zy) Ident / Data wpisu
Na stanowisku szefa wywiadu wojskowego Jeżow utrzymał się dwa dni. Stalin nagle uświadomił sobie bezdenną głębię niebezpieczeństwa. Wszystkie kluczowe decyzje, co do tajnej zagranicznej działalności państwa podejmował Stalin. Ale robił to na podstawie informacji, które dochodziły z dwóch głównych źródeł.
Z NKWD - od Jeżowa.
Z Zarządu Wywiadu Sztabu Generalnego od Berzina później nagle ...- od Jeżowa.
Od tego, jaka informację poda Jeżow, będzie zależała decyzja Stalina. Tak więc kto kogo kontroluje?
Ostatnia defilada Suworow, Wiktor 9788375102291:314

14.04.2009
Ale jego siostra Ivy była gorsza. Ona naprawdę nie troszczyła się o dobra materialne. Dostawała tyle pieniędzy co my i paradowała w znoszonych butach na płaskim obcasie i zgrzebnych sukienkach, żeby tylko pokazać, jaka jest bezinteresowna. Była dyrektorem do spraw dystrybucji. To do niej należało zaspokajanie naszych potrzeb. Ona nas trzymała za gardła. Teoretycznie o podziale dóbr decydowało walne zgromadzenie – głos ludu. Kiedy jednak „ludem” jest sześć tysięcy wyjących gardeł, bez ładu i składu próbujących coś ustalić w grze pozbawionej reguł, w której można żądać wszystkiego, ale nie ma się prawa do niczego i każdy ma władzę nad wszystkimi z wyjątkiem siebie samego, „głos ludu” staje się głosem Ivy Starnes. Pod koniec drugiego roku zrezygnowaliśmy ze „zgromadzeń rodzinnych” – w imię „wydajności produkcji i oszczędności czasu”, bo jedno zgromadzenie trwało dziesięć dni – i wszystkie petycje o zasiłek wysyłano bezpośrednio do gabinetu Ivy Starnes. Nie, nie wysyłano. Trzeba je było przedstawić osobiście. Sporządzała potem listę podziału, którą odczytywała nam na trwającym trzy kwadranse zebraniu, a my je zatwierdzaliśmy. W programie przewidziano dziesięć minut na dyskusję i protesty, ale nie protestowaliśmy. Zdążyliśmy już zmądrzeć. Nikt nie może rozdzielić dochodów firmy pomiędzy tysiące ludzi, nie kierując się jakimś kryterium wartości człowieka. Kryterium panny Starnes było lizusostwo. Bezinteresowna? Jej ojciec [właściciel wolnorynkowej fabryki – przyp. J.F.] nie mógłby bezkarnie potraktować najnędzniejszego robotnika tak, jak ona traktowała najbardziej wartościowych pracowników i ich żony. Miała blade oczy, zimne, wyłupiaste i martwe. Gdyby chciała pani wiedzieć, jak wygląda czyste zło, wystarczyło zobaczyć, jak błyszczały na widok człowieka, który kiedyś jej napyskował, a teraz usłyszał swoje nazwisko na liście osób nie mających otrzymywać nic ponad pensję głodową [liszeńcy – przyp. J.F.]. Wyraz tych oczu zdradzał prawdziwe motywy postępowania każdego, kto kiedykolwiek wygłaszał slogan: „Od każdego według umiejętności, każdemu według potrzeb”. [Tu Ayn Rand popełniła wielki błąd, przedstawiając Ivę jako zimnego bezlitosnego gada, a nie różowiutkiego aniołka – uwaga J.F.]

Oto cały sekret. Początkowo zastanawiałem się, jak to możliwe, żeby wykształceni kulturalni, sławni ludzie tego świata popełnili tak drastyczny błąd i wychwalali tę potworność jako cnotę, skoro wystarczyłoby wprowadzić to w czyn na pięć minut, by poznać skutki. Teraz już wiem, że nie był to błąd. Takich błędów nigdy nie popełnia się nieświadomie. Jeśli ludzie zaczynają nagle, bez wyraźnego powodu dążyć do jakiegoś straszliwego, niewykonalnego szaleństwa – to znaczy, że mają powód, tylko nie chcą go zdradzić. My też nie byliśmy bez winy, popierając plan na pierwszym zebraniu. Zrobiliśmy to nie dlatego, że wierzyliśmy w brednie, którymi nas karmiono. Był jeszcze inny powód, ale brednie pomogły nam to ukryć przed kolegami i przed sobą. Brednie dały nam możliwość zrobienia cnoty z czegoś, do czego w innym wypadku wstydzilibyśmy się przyznać. Nie było na zebraniu ani jednego człowieka, któremu nie przyszłoby do głowy, że pod przykrywką szlachetnego planu uda mu się położyć łapę na pieniądzach zarobionych przez lepszych od niego. Nikt nie był dość bogaty ani dość zdolny, żeby nie myśleć, że dzięki planowi zawładnie częścią umysłu i majątku kogoś bogatszego i zdolniejszego. Myśląc o niezasłużonych zyskach, które chciał czerpać z ludzi stojących wyżej od niego, zapomniał jednak o stojących niżej. Nie pomyślał, że oni także będą się chcieli obłowić jego kosztem. Robotnik, któremu przyszło do głowy, że jego potrzeba upoważnia go do posiadania limuzyny, skoro może ją mieć szef, zapomniał, że każdy darmozjad i żebrak będzie się domagał lodówki, skoro on ją ma. Takie były nasze prawdziwe intencje, gdy głosowaliśmy. Ale nie chcieliśmy o tym myśleć – a im mniej nam się to podobało, tym głośniej krzyczeliśmy o swojej miłości do dobra publicznego.

Sami tego chcieliśmy. Kiedy się zorientowaliśmy, że zupełnie nie o to nam chodziło, było już za późno. Byliśmy w pułapce.

Atlas zbuntowany Rand, Ayn 9788371509698:772

07.11.2009
"Stalin w zamyśleniu przechadzał się po gabinecie.
- A czy wiecie - zapytał - że takie same myśliwce zamówiliśmy u innych konstruktorów i zwycięzcą zostanie ten, kto stworzy najlepszy według parametrów lotniczych i bojowych myśliwiec i zbuduje go szybciej, żeby można było jak najwcześniej rozpocząć seryjną produkcję?
- Rozumiem, towarzyszu Stalin.
- Rozumieć to mało. Trzeba szybciej budować maszynę.
- A w jakim terminie?
- Im szybciej, tym lepiej. Zdążycie do nowego roku?
- Nie zajmowałem się budową takich samolotów, nie mam doświadczenia... Ale Amerykanie budują nowy myśliwiec w ciągu dwóch lat, więc...
- A czy jesteście Amerykaninem? - przerwał mi Stalin. -Udowodnijcie, co potrafi młody rosyjski inżynier" [86].

Również ten epizod był wielokrotnie relacjonowany i znowuż - z zapartym tchem. Konkurs rzeczywiście był ciekawy. Za najbliższy mu odpowiednik można uznać współczesne wybory. Jakiekolwiek wybory gubernatora lub mera w dowolnym miejscu Rosji. Wiele szumu, wiele krzyku, całe miasto oklejone plakatami z wielkimi obietnicami. Do zawodów stanęło 12 kandydatów. 10 z nich nikt nie zna i nigdy nie wybierze, uczestniczą w rywalizacji tylko z powodu sprytnych koncepcji specjalistów od polityki.

Prawdziwych kandydatów do zwycięstwa jest dwóch. Są prawdziwi nie dlatego, że są najmądrzejsi (czy - co już jest zupełnie zabawne - najuczciwsi), a dlatego że właśnie za nimi stoją dwa duże kryminalno- oligarchiczne klany, które walczą o zwycięstwo.

Na uśpionych lotniskach... 22 czerwca 1941 roku Sołonin, Mark 9788375102581:272

20.12.2009
wskazał ruchem głowy na ruiny za oknem i powiedział: „Tu wszędzie mieszkali tacy, co wybrali Hitlera”. Moja wojna. Zapiski i zdjęcia z sześciu lat w hitlerowskim Wermahcie. Heydecker, Joe J. 9788324711291:21

24.09.2010
Będziemy pracować na podstawie rozporządzeń i regulacji tych, którzy sami pracować nie potrafią. Atlas zbuntowany Rand, Ayn 9788371509698:850

10.01.2011
Nie zapominajcie, że jest więcej pracowników niż pracodawców. Atlas zbuntowany Rand, Ayn 9788371509698:637

10.01.2011
KRÓTKI REJESTR OKRUCIEŃSTW I NIESPRAWIEDLIWOŚCI

Nie ma takiego okrucieństwa, ani takiej niesprawiedliwości, jakich nie dopuściłby się skądinąd łagodny i liberalny rząd, kiedy zabraknie mu pieniędzy – napisał ongiś Alexis the Tocqueville. Ponieważ nasz rząd raczej nie uskarża się na nadmiar pieniędzy, wypadazastanowić się, jakich to okrucieństw i niesprawiedliwości może dopuszczać się w związku z tym. Już pobieżna obserwacja pokazuje, że ich rejestr jest wcale pokaźny.

Kiedy rządowi brakuje pieniędzy, to naturalnym jego odruchem jest podniesienie podatków. Ale litościwa natura postawiła tu barierę zachłanności rządu. Bariera ta nosi nazwę efektu Laffera.Polega on na tym, że przy podniesieniu podatków powyżej pewnego poziomu, dochody państwa są mniejsze, niż przy podatkach niższych. Wytłumaczenie jest proste: wiele przedsiębiorstw, rentownych przy podatku np. 10% staje się nierentownych przy podatku np. 15%, bankrutują więc i nie tylko nie płacą podatku 15-procentowego, ale w ogóle żadnego. Ponadto cześć ludzi, którzy przy podatku 10% nie oszukiwali, bo podatek nie taki bardzo uciążliwy, kary surowe, no i wstyd, przy podatku 15% dochodzi do wniosku, że - pal sześć! oszukiwanie się opłaca. Tworzy się szara strefa, od której podatki, ma się rozumieć, nie wpływają.

Więc rząd podniósł już podatki, ale nadal brakuje mu pieniędzy. Co robi dalej? Zaczyna fałszować pieniądze. Oto parlament uchwala budżet z deficytem (np. na rok 1996 – ok. 100 bln st.zł). Część tego deficytu (około 30%) pokrywa tzw. kredytem banku centralnego. Oznacza to, że Narodowy Bank Polski po prostu każe wydrukować banknoty, których łączna wartość opiewa na sumę owego kredytu. Są to banknoty bez pokrycia, a więc niby prawdziwe, ale w gruncie rzeczy fałszywe. Konsekwencją tego postępowania jest inflacja, czyli spadek wartości pieniądza. Jeśli inflacja wyniosła (tak, jak w roku 1994) 30% rocznie, to znaczy, że każdy milionowy banknot na koniec roku wart był nie milion, a tylko 700 tys. Oznacza to, że każdemu posiadaczowi każdego milionowego banknotu rząd zabrał 300 tys. st. zł.

Ale nadal brakuje mu pieniędzy. Cóż zatem robi? Kiedy minister finansów przedstawia w Sejmie projekt ustawy budżetowej, to w pewnym momencie mówi tak: „a emerytury i renty zwaloryzujemy na poziomie 92%”. W przekładzie na język ludzki oznacza to, że emerytom i rencistom rząd odbierze część ich emerytur i rent. Ten zabieg możliwy jest dzięki inflacji. Ponieważ pieniądz traci wartość, to emerytura, dajmy na to, w wysokości 1 mln st. zł, w rzeczywistości (przy inflacji 30 proc) warta jest naprawdę tylko 700 tys. Trzeba zatem podnieść emerytury, by dogonić spadek wartości pieniądza. Jeśli waloryzacja nie jest stuprocentowa, tylko – powiedzmy – 92-procentowa, to znaczy, że część różnicy rząd zabiera sobie. Dlaczego? Ano dlatego, że emerytów tak bardzo się nie boi.

Wiec zabrał i emerytom, ale nadal brakuje mu pieniędzy. Więc zaczyna odbierać pieniądze ludziom, których nie boi się wcale. Cóż to są za ludzie? To są ludzie, których nie ma. W tym momencie Czytelnik może się żachnąć; co ten Michalkiewicz za głupstwa wypisuje? Jakże to można zabrać pieniądze człowiekowi, którego nie ma? A jednak można. Można odebrać pieniądze człowiekowi, którego nie ma, a ściślej – którego jeszcze nie ma. Ten sposób odbierania pieniędzy objawia się w postaci długu publicznego, tzn. długu, który rząd zaciągnął albo za granicą, albo u własnych obywateli. Dług publiczny Polski na koniec roku 1994 osiągnął wartość 1500 bln zł. Wchodzi w to 42 mld dolarów długu zagranicznego, zaciągniętego w czasach Edwarda Gierka i później oraz tzw. dług wewnętrzny, czyli zobowiązania wewnątrzkrajowe. W jaki sposób rząd zaciąga te ostatnie? Ano, żeby zdobyć pieniądze na pokrycie pozostałej (po kredycie NBP) części deficytu budżetowego, rząd wypuszcza obligacje skarbowe. Obligacje te kupują przede wszystkim banki, bo rząd zobowiązuje się, że – dajmy na to – za rok wykupi te obligacje płacąc sumę nominalną i umowny procent. Ale skąd rząd, który nie ma pieniędzy, będzie je miał w przyszłym roku? Oczywiście i w przyszłym roku nie będzie miał. Co zatem robić? Ano, żeby wykupić poprzednie obligacje i zapłacić procenty, wypuści następne obligacje, ale już na kwotę znacznie (w 1995 roku - dwukrotnie) wyższą. W następnym roku – jeszcze wyższą. I tak dalej. W ten oto sposób rząd zmusza następne pokolenia (a więc ludzi, których jeszcze nie ma) do finansowania wydatków państwowych. Gdyby tak postępował ojciec wobec dzieci, nazwalibyśmy go utracjuszem i ojcem wyrodnym. Ale kiedy to samo robi rząd, uważamy, że wszystko jest w porządku i nawet się od niego tego domagamy, nie zdając sobie, być może, sprawy, że ograbiamy własne wnuki. A żeby było śmieszniej, to wszystko, co tu wyżej opisałem to odwrotna strona medalu zwanego sprawiedliwością społeczną.

Choroba czerwonych oczu Michalkiewicz, Stanisław 83-901661-6-X:45

14.01.2011
Ale parlamenty niebawem zmuszały ich do chwytania się rujnujących i wstrętnych środków: prolongowania podatków i zaciągania zamaskowanych pożyczek. Wielka Rewolucja Francuska Gaxotte, Pierre 9788389920683:73

15.03.2011
W dniach 1 – 2 czerwca Szwajcarzy zagłosowali przeciw inicjatywie przyjęcia programu reform typu Rooseveltowskiego, podobnego do tego, który wprowadzono w Stanach Zjednoczonych. Zakładał on zwalczanie kryzysu przez nadanie rządowi uprawnień do zaciągania pożyczek i ponoszenia wydatków oraz centralizację. Choć w latach trzydziestych Szwajcaria wraz z resztą Europy i Ameryką przeżywała wielkie trudności ekonomiczne, naród ogromną większością zagłosował przeciw takim środkom, zgodziwszy się z Radą Federalną, że może to prowadzić do państwa socjalistycznego. Propozycji przeciwstawiono się też jako czemuś, co zmieniłoby istniejącą w Szwajcarii demokrację od samych podstaw w dyktaturę parlamentarną. Cel: Szwajcaria Halbrook, Stephen P. 9788311096905:43

03.06.2011
Prawdziwa demokracja oznacza władzę od dołu do góry, nie z góry na dół. Cel: Szwajcaria Halbrook, Stephen P. 9788311096905:229

07.06.2011
No i, rzecz jasna, gdy masy przejęły władzę, zaczęła się liczyć szczęśliwość, nie zaś prawda i piękno. Nowy wspaniały świat Huxley, Aldous 9788374954235:217

08.07.2011
Posiedzenie Zgromadzenia Narodowego rozpoczęło się 9 grudnia o czternastej. Zgłoszono pięć kandydatur: Maurycego Zamoyskiego, Stanisława Wojciechowskiego, Gabriela Narutowicza, Ignacego Daszyńskiego i Jana Baudouina de Courtenay. Obowiązywała zasada wyboru bezwzględną większością głosów, a po każdej turze głosowania odpadał kandydat, który otrzymał najmniejsze poparcie. Narutowicz w pierwszym głosowaniu otrzymał zaledwie 62 głosy, niewiele w porównaniu z Wojciechowskim (105), Baudouinem de Courtenay (103), a w szczególności z Zamoyskim (222). Absolutna większość wynosiła 271 głosów, warto jednak pamiętać, że była to liczba zmienna, zależna od liczby głosów uznanych z różnych powodów za nieważne. Jako pierwszy odpadł Daszyński, w kolejnym głosowaniu Narutowicz wyprzedził Baudouina de Courtenay. Pozostało trzech kandydatów, a taktyka obrana przez Thugutta okazała się niezwykle skuteczna. Zapewnił sobie wcześniej głosy mniejszości narodowych, które okazały się decydujące. Tym bardziej że prawica popełniła fatalny błąd, uważając za głównego przeciwnika Wojciechowskiego. W kolejnym głosowaniu Narutowicz otrzymał kilka głosów endeckich, co spowodowało, że Wojciechowski odpadł. Rachuby liderów prawicy okazały się jednak błędne. Posłowie PSL „Piast” nie poparli Zamoyskiego i w decydującej turze głosowali za Narutowiczem. Otrzymał on 289 głosów (Zamoyski – 227) i o wpół do ósmej marszałek sejmu Maciej Rataj ogłosił prezydentem Rzeczypospolitej Polskiej Gabriela Narutowicza. Afery i skanadale drugiej Rzeczypospolitej Koper, Sławomir 9788311120464:45

13.01.2012
Demokracja szwajcarska ma kilka zdumiewających zalet. Po pierwsze, jest taka cichutka, że wcale nie słychać, kiedy robi swoje. Po drugie, jest stabilna. […]. Po trzecie, jest piramidą obróconą do góry nogami. Rozumiem przez to większą władzę na szczeblu lokalnym […] niż kantonalnym i większą na kantonalnym niż rządowym. […] Ponadto za demokrację odpowiadają wszyscy obywatele. Jednostka woli raczej złagodzić swoje żądania niż uszkodzić całą strukturę. Szwajcarów cechuje tak wysokie poczucie odpowiedzialności za kraj, że poszczególne grupy nie próbują zagarnąć czegoś dla siebie kosztem innych […]. Naturalnie, taką demokrację można tylko podziwiać. Sołżenicyn. Dusza na wygnaniu. Pearce, Joseph 9788373371408:179

14.05.2012
Najważniejszą właściwością, jaką powinien posiadać kandydat, jest prestiż. […] Sam prestiż jednak nie zapewni kandydatowi powodzenia. Trzeba schlebiać próżności tłumu i pragnieniom wyborców, trzeba nadskakiwać każdemu wyborcy i nie żałować najbardziej fantastycznych obietnic; trzeba umieć grać na niskich instynktach, trzeba zawsze licytować się „w dawaniu” ze swymi przeciwnikami. Jeżeli wyborca jest robotnikiem, należy sączyć w jego duszę jad przeciw pracodawcy. Przeciwnika musi kandydat odzierać z czci i powtarzać, że jest on łotrem, a jego nieprawości są znane światu; ciągłe powtarzanie tych twierdzeń odniesie pożądany skutek. Fakty mające udowodnić te twierdzenia są zbyteczne. Le Bon. Psychologia tłumu. Bon, Gustave Le 9788375752205:143_2

28.05.2012
Panowanie warstw niższych, posiadających jedynie liczebną przewagę, nie może przyczyniać się do rozwoju cywilizacji; twierdzę, że w powszechnym prawie wyborczym tkwi wielkie niebezpieczeństwo dla cywilizacji. Sprowadziło ono już na nas parę najazdów nieprzyjacielskich, a przygotowując zwycięstwo socjalizmu, każe nam drogo zapłacić za chore urojenia wszechwładnych mas. Le Bon. Psychologia tłumu. Bon, Gustave Le 9788375752205:148

28.05.2012
Mimo wad i niedomagań zgromadzenia parlamentarne są dla narodów zachodniej Europy najlepszą formą rządu gdyż zabezpieczają je od jarzma tyranii jednostek. Są one ideałem rządów dla filozofów, myślicieli, literatów, artystów i uczonych, dla ludzi stojących na najwyższym stopniu cywilizacji. Tkwi w nich tylko dwojakie niebezpieczeństwo, a mianowicie: wzrastające marnotrawienie grosza publicznego i wzrastające ograniczanie swobód indywidualnych. Le Bon. Psychologia tłumu. Bon, Gustave Le 9788375752205:161_2

28.05.2012
Jeżeli na przykład jeden z posłów wystąpi z projektem pozornie odpowiadającym programowi demokratycznemu, przypuśćmy – zażąda emerytur dla wszystkich robotników lub podwyższenia poborów kolejarzy, nauczycieli ludowych itd., to inni posłowie, bojąc się wyborców, nie ośmielą się dać powodów do posądzeń, że lekceważą wyborców, gdyby odrzucili wniesiony projekt, chociaż dokładnie zdają sobie z tego sprawę, iż zaciąży on na budżecie, a jego pokrycie będzie wymagać nałożenia nowych podatków. Nowy podatek nie zostanie tak podchwycony przez wyobraźnię tłumu jak fakt, że demokratyczni posłowie nie idą po linii interesów szerokich mas. Le Bon. Psychologia tłumu. Bon, Gustave Le 9788375752205:161_3

28.05.2012
Do tej pierwszej przyczyny wzrostu wydatków przyłącza się druga – konieczność uchwalania wszelkich wydatków na cele lokalne. Nie sprzeciwi się im żaden poseł, są to bowiem żądania wyborców. A żądaniom wyborców swego okręgu może poseł zadośćuczynić jedynie wtedy, gdy dopomaga w tym samym reszcie posłów.

Drugie wspomniane niebezpieczeństwo, chociaż mniej rzuca się w oczy, ma jednak znaczenie bardzo doniosłe. Wynika ono z niezliczonych ustaw – każda ustawa godzi przede wszystkim w jednostkę – które zgromadzenia parlamentarne uchwalają, gdyż prostota ducha nie pozwala im przewidzieć następstw i sięgnąć okiem w najbliższą przyszłość społeczeństwa. Niebezpieczeństwo to jest zdaje się nie do uniknięcia, ponieważ nie uniknęła go nawet Anglia, która ma względnie doskonały rząd, czerpiący swą siłę z parlamentu, a poseł najmniej zależy tam od wyborcy. Herbert Spencer już w jednej ze swych dawniejszych prac wykazał ciągłe zmniejszanie się rzeczywistej wolności. Mówiąc o tej sprawie w swej książce pt. „Jednostka przeciw państwu”, w ten sposób wyraża się on o parlamencie angielskim:
„Od tego czasu ustawodawstwo poszło wskazaną powyżej drogą. Rozmaite rozporządzenia wkraczające w każdą dziedzinę życia stale dążyły do ograniczenia swobód indywidualnych, i to w dwojaki sposób: z jednej strony wydawano przepisy liczniejsze z roku na rok i nakładające różnego rodzaju przymus na obywatela w takich sprawach, w których do niedawna mógł działać z pewną swobodą. Rozporządzenia te zmuszały obywatela do wykonywania takich czynności, które dawniej zależały od jego woli. Z drugiej znowu strony coraz to większe ciężary publiczne, zwłaszcza na potrzeby lokalne, krępowały coraz bardziej wolność obywatela; zabierana mu część dochodów ciągle się powiększała, nie mógł nią dobrowolnie rozporządzać, za to sposób wydania jej zależał w dużym stopniu od kaprysów urzędników, nie kontrolowanych przez tych, którzy złożyli dane sumy”.

Wymienione powyżej ograniczenia osobistej wolności mają we wszystkich krajach specyficzne przejawy, o których Spencer nie wspomina. Sprawa ta przedstawia się następująco: wydawanie niezliczonej ilości przepisów, mających powszechnie charakter ograniczający, powiększa zakres władzy i wpływ urzędników, których obowiązkiem jest przestrzeganie wykonywania tych przepisów. Urzędnicy ci często stają się wprost udzielnymi władcami w danej dziedzinie życia. Ich potęga rośnie zwłaszcza wtedy, kiedy przy ciągłych zmianach rządów rząd boi się wytrawnych urzędników, gdyż tylko oni są stałym elementem władzy wykonawczej; ponadto kasta urzędnicza nie odpowiada przed nikim, jest bezosobowa i nieprzemijająca. Te właściwości mogą ją zamienić w despotę. Ciągłe tworzenie, z iście bizantyńskim formalizmem, ustaw i ograniczających przepisów, ujmujących i kierujących najdrobniejszą czynnością człowieka, zacieśnią coraz bardziej i coraz fatalniej sferę, w której obywatel może się swobodnie poruszać. Społeczeństwa opanowało dziwne złudzenie, że tworzenie coraz to liczniejszych ograniczeń przyczynia się do rozwoju wolności i równości; w imię tego złudzenia narody nakładają na siebie z dnia na dzień coraz silniejsze okowy. Przyzwyczajają się dobrowolnie do chodzenia w jarzmie, w końcu same go szukają, wyzbywają się wszelkiej samodzielności i energii, aż zamienią się w niezdolne do oporu automaty, bez woli i siły. Jednostka wyzbyta własnej inicjatywy musi jej szukać gdzie indziej. Obywatel zamieniony w powolny automat, nie orientujący się w panujących przepisach i ich zastosowaniach, traci bez reszty energię do walki z przeszkodami na drodze do jego celów, co zmusza państwo do powiększenia zakresu swej działalności. Rząd musi posiadać te zalety i przymioty, z których wyzuto obywateli; rząd musi posiadać ducha inicjatywy, przedsiębiorczości i przewodnictwa. Mózgiem każdego przedsięwzięcia staje się tylko państwo, musi się ono wszystkim opiekować i wszystkim kierować. Państwo staje się wszechmogące i wszechmyślące, mimo nauk wysnutych z przeszłości, że władza takich bogów nie była nigdy ani długotrwała, ani nadzwyczaj silna.

Le Bon. Psychologia tłumu. Bon, Gustave Le 9788375752205:161_4

28.05.2012
Nie ulega tedy wątpliwości, że Obywatele Kultury, jako ludzie kulturalni, nie okażą się niewdzięcznikami, że nie będą kąsać ręki, z której jedzą, i jesienią w karnych szeregach zagłosują za partią-sygnatariuszką „Paktu dla Kultury”. _27

30.06.2012
Miasto, kraj i całe ich życie wydawało się rozpadać na kawałki, podczas gdy demokraci sprawdzali reguły demokracji, tak naprawdę nie załatwiając niczego. Putin, człowiek bez twarzy. Gessen, Masha 9788378390541:99

10.08.2012
Niemal wszyscy stracili też coś, czego w czasach stagnacji mieli w nadmiarze – niezłomne przekonanie, że dzień jutrzejszy nie będzie różnić się od dzisiejszego. A niepewność jedynie pogłębiła depresję. Putin, człowiek bez twarzy. Gessen, Masha 9788378390541:143

10.08.2012
O prowadzenie kampanii poprosił Aleksandra Juriewa, psychologa politycznego, pracującego na uniwersytecie, który wcześniej próbował uprzedzić mera, jak małym cieszy się poparciem. Kilka dni po wyrażeniu zgody Juriew otarł się o śmierć – ktoś zadzwonił do drzwi jego mieszkania, a następnie chlusnął do środka kwasem siarkowym (mężczyzna nie został śmiertelnie poparzony tylko dlatego, że drzwi otwierały się do środka i część kwasu trafiła na ich skrzydło, część zaś odbiła się w kierunku, z którego została wylana). Następnie strzelono do niego, ale ten atak również przeżył. Powrót do zdrowia trwał wiele miesięcy, poprzedziły go dwa przeszczepy skóry. Putin, człowiek bez twarzy. Gessen, Masha 9788378390541:146

10.08.2012
Ostatecznie jednak „człowiek bez twarzy”, który nie posiadał żadnego politycznego zaplecza i nie prowadził kampanii wyborczej, uzyskał 52 procent głosów. Putin, człowiek bez twarzy. Gessen, Masha 9788378390541:158

10.08.2012
„Nie głosowałem na tych dupków”. „Głosowałem na tych innych dupków. Żądam ponownego przeliczenia głosów”. Putin, człowiek bez twarzy. Gessen, Masha 9788378390541:293

11.08.2012
A więc dokonało się to, co w normalnym ustroju odbywa przez wrzucenie kartki do wyborczej urny, w tym zaś systemie odbyć się może jedynie przez strzelaninę i krew (jest podobno 20 zabitych i 600 rannych, wiele budynków w Szczecinie i Elblągu spalonych). Dzienniki - Stefan Kisielewski Kisielewski, Stefan 9788320716733:518

05.02.2013
Polityka to między innymi również sztuka oszukiwania opinii i wmawiania ludziom, że głosują na to, na co nie głosują. Dzienniki - Stefan Kisielewski Kisielewski, Stefan 9788320716733:651

05.02.2013
Podczas nowej elekcji Giuliano della Rovere rozdawał „nieumiarkowane i wprost bezgraniczne obietnice”, a gdzie było to konieczne posługiwał się przekupstwem i ku ogólnemu zdumieniu przeciągnął na swą stronę wszystkie frakcje oraz dotychczasowych oponentów i tym sposobem zapewnił sobie papieską tiarę. Szaleństwo władzy. Od Troi do Wietnamu. Tuchman, Barbara W. 9788385348542:121

03.10.2013
A ponad wszystko powab wysokiego stanowiska, znany w naszym kraju pod nazwą „gorączki Potomaku”, udaremnia lepsze funkcjonowanie rządu. Biurokraci marzą o awansie, wyżsi urzędnicy pragną poszerzyć swoje kompetencje, legislatorzy i szef państwa dążą do ponownego wyboru. Toteż wiodącą zasadą w tej pogoni jest: przypodobać się jak największej liczbie osób, a narazić jak najmniejszej. Mądry rząd wymagałby od osób, którym powierzono wysokie stanowiska, by formułowały i wprowadzały w życie politykę zgodną z ich najbardziej wnikliwym osądem, najlepszą wiedzą i rozsądną oceną mniejszego zła. Drzemie w nich jednak ciągle myśl o ponownym wyborze i to ona właśnie staje się kryterium decyzji. Szaleństwo władzy. Od Troi do Wietnamu. Tuchman, Barbara W. 9788385348542:476_2

04.10.2013
Najpierw komitet, a dokładniej jego pierwszy sekretarz, w tajemnicy decyduje, kto będzie przewodniczącym kołchozu „Czerwony świniopas”, a kto spółdzielni „Daremny trud”, następnie zaś w kołchozie i spółdzielni odbywają się wybory. Są zorganizowane tak, żeby wybór ludu pokrywał się z wcześniejszym tajnym wyborem partii komunistycznej. Kołchoźnicy mają prawo wybrać sobie przewodniczącego, ale tylko takiego, którego akceptuje komitet, takiego, którego komitet już potajemnie wskazał, wybrał i zatwierdził. Tatiana - tajna broń. Suworow, Wiktor 9788378184720:289

16.01.2014
Przywódcy partyjni rzadko są ludźmi o czystych sumieniach, a niekiedy i ręce mają ordynarnie brudne. Władza im pachnie. Rwą się do niej przez ambicję, dla wpływów, dla możności protegowania swoich ludzi, gospodarowania dobrem państwowym i tak dalej. Chcą się do niej dostać za wszelką cenę, dostać się – to znaczy zdobyć głosy wyborców, bo one rozstrzygają o wszystkim. Wyborców trzeba koniecznie pozyskać.
Jak?
W uczciwy sposób zrobić to trudno. Trzeba by na przykład powiedzieć wyborcom, że w państwie dzieje się źle, że musi ono nałożyć większe ciężary podatkowe na nich, na wyborców, – bo inaczej zbankrutuje. Że naprawa jest rzeczą trudną, wymagającą czasu, porządku w kraju i wytężonej pracy obywateli. Że obywatel kraju – a jest nim każdy wyborca – zobowiązany jest do wszelkich ofiar dla państwa: ofiary mienia, krwi, czasu i tak dalej. Otóż partie słabe, a bardzo chciwe władzy, – duchowo zwyrodniałe, zatem niewierzące w szlachetność natury ludzkiej, odczuwają niebezpieczeństwo takiego postawienia sprawy, obawiają się, że się wyborca od nich odwróci... Chcą go więc pozyskać inną drogą: chcą go kupić. Istotnie kupują – albo po prostu za gotówkę, co się zdarza przy każdych wyborach, albo – co jest o wiele tańsze – za obietnice. Obiecuje się dużo – koniecznie więcej niż inne partie, aby się nie dać przelicytować. Obiecuje się niebywałe korzyści materialne, maluje pięknymi kolorami ów raj, jaki zapanuje, jeżeli tylko wyborcy oddadzą swe głosy za tą właśnie, a nie za inną partią... Im partia mniej może dotrzymać, tym więcej obiecuje.
Tę metodę uwodzenia ludu drogą pochlebstwa, obietnic i podjudzania na przeciwników Grecy nazywali demagogią.

Opiera się ona na kłamstwie i oszustwie. Na obietnicach, które nie mogą być spełnione! Na programach fantastycznych, papierowych – olśniewających, a nierealnych, które niby piasek ciska się wyborcom w oczy. To właśnie nazwałem świństwem – licytowanie się w oszustwie!

Drugie – co każda niemal partia uważa za konieczne dla pozyskania głosu wyborców, to podrywanie w nich zaufania do innych partii. W tym celu nie cofa się przed żadnym kłamstwem, żadnym oszczerstwem, aby przeciwnika zohydzić w oczach wyborców, aby rozbudzić ku niemu nienawiść. To jest drugie świństwo – oba zbrodnicze.
Zastanawia w tym wszystkim podobieństwo metod politycznych do sposobów, stosowanych po prostu przez kupca szachraja w stosunku do klientów i konkurentów.

Kartki z więzienia. Testament polityczny Eligiusza Niewiadomskiego. Niewiadomski, Eligiusz 9788364037023:95

18.01.2014
Demokracja wydaje nam się słońcem, co nigdy nie zachodzi. A czym jest demokracja? – jest to dogadzanie chamskiej większości. Dogadzanie zaś większości oznacza: to stawka na przeciętność, wzorowanie się na tym, co najbardziej płaskie, wycinanie wszystkiego, co wznosi się nad poziom. Stu albo tysiąc bęcwałów swoimi wyborczymi głosami przecina drogę najlepszej głowie. Krąg pierwszy Sołżenicyn, Aleksander 9788307024950:626

11.10.2014
Dlaczego tropikalni Żydzi od zarania państwa zwykli owczym pędem bieżeć do wyborów i wręcz jednomyślnie wypychać ku górze partyjnej i rządowej syjonistycznego Sztejtla falangi prowincjonalnych manipulantów, przestępców seksualnych i pospolitych złodziei, zapewniajac tymże bezgraniczne możliwości dalszego wzbogacenia się drogą kumoterstwa i korupcji? _64

18.01.2015
Jeszcze ważniejsze od tego kto, liczy głosy, jest to, kto tworzy alternatywę wyborczą. Bo wówczas, niezależnie od tego, kto wygra wybory, zawsze są one wygrane. - Józef Stalin _69

30.06.2012
Paradoksu głosowania, opisanego w XVIII wieku przez Condorceta. W najprostszej wersji mamy trzy osoby (A, B i C), które wybierają spośród trzech celów: X, Y i Z. A przedkłada X nad Y i Y nad Z. B – Y nad Z i Z nad X, C zaś woli Z niż X i X niż Y. A zatem dwuosobowa większość wybiera raczej X niż Y; dwuosobowa większość woli też raczej Y niż Z; skoro zatem X przeważa nad Y, a Y nad Z, należałoby się spodziewać, że X będzie przeważać nad Z. Niestety, istnieje również dwuosobowa większość, która wybiera raczej Z niż X. Wyniki głosowania są niekoherentne, a zbiorowość może stać się niezdolna do podjęcia decyzji. Platon Państwo Biografia Blackburn, Simon 9788374953481:131

04.04.2015
Speaking to hundreds of shoppers in a Southern California megamall, I made the case that our lawmakers were part of a political system that was “out of shape, that is out of date, that is out of touch, and that is definitely out of control. They cannot have the guts to come out there in front of you and say, ‘I don’t want to represent you. I want to represent those special interests: the unions, the trial lawyers.’ ” Total Recall. My unbelievably true life story. Schwarzenegger, Arnold 9781849839730:525

21.06.2015
But if you’re perceived to be attacking teachers, firefighters, and cops, your popularity is going to take a beating. My approval ratings dropped like they’d been tasered, from 60 percent in December to 40 percent in the spring. Total Recall. My unbelievably true life story. Schwarzenegger, Arnold 9781849839730:529

21.06.2015
We were making Americans aware how far labor will go protecting its interests even when the deal is unfair. Total Recall. My unbelievably true life story. Schwarzenegger, Arnold 9781849839730:532

21.06.2015
Arnold is failing the children. Arnold is failing the elderly. Arnold is failing the poor. Total Recall. My unbelievably true life story. Schwarzenegger, Arnold 9781849839730:532_2

21.06.2015
Also on the list were groups that usually lean Republican, such as police chiefs, sheriffs, manufacturers’ associations, and small business associations. Total Recall. My unbelievably true life story. Schwarzenegger, Arnold 9781849839730:545

21.06.2015
Even when I took actions to save money, the budget got worse. With the collapse of the financial markets, we had to kick in billions of dollars to cover shortfalls in the public-employee pension system. I pushed hard for changes that removed the worst pension abuses, but it wasn’t enough. Meanwhile, prison spending soared, thanks to sweetheart contracts signed years before by previous governors as well as increases ordered by federal judges who actually took over parts of the system. I’d worked to save more than $1 billion by making controversial changes, including cutting out automatic pay raises for guards and reforming our parole policies (zasady zwolnień warunkowych). I had to fight the fiercest labor union in the state – the prison guards – at the same time I had to push hard against my strongest supporters in law enforcement, like the sheriffs and police chiefs. We proposed treating more nonviolent felonies as misdemeanors, shipping more prisoners out of state, and creating alternatives to prison for lower-risk offenders, like GPS monitoring and house arrest. We won major battles on those fronts, but prison costs still rose. In fact, we were now spending more on prisons than on universities. Total Recall. My unbelievably true life story. Schwarzenegger, Arnold 9781849839730:575

21.06.2015
I always wanted to cut fast. Part of this was my philosophy: when you’re spending more money than you’re taking in, you cut spending. Simple. Part of this was math. In budgeting, the sooner you make cuts, the less deep they have to be. But for the legislature, the scary numbers had the opposite effect: they were paralyzed. The talks dragged into January and then February. I pressed them to act. Outside my office, I put up a display that said “Legislature’s Failure to Act” and counted the number of days and the additional debt being racked up for every day they didn’t move on the budget.

In mid-February, when we were in late-night negotiations, sometimes I would remind myself that this was nothing compared to being up to my neck in freezing jungle mud in Predator or driving a Cadillac down stairs in The 6th Day. And I’d think how budget negotiations are no different than grueling five-hour weight-lifting sessions in the gym. The joy in working out is that with each painful rep you get a step closer to achieving your goal.

Total Recall. My unbelievably true life story. Schwarzenegger, Arnold 9781849839730:575_2

21.06.2015
In running for office I’d promised never to raise taxes except under the most dire circumstances. But I’d also taken an oath to do what was best for the state, and not for me or any ideology. So I gritted my teeth and actually signed a budget that raised income taxes, sales taxes, and even the car tax for the next two years. This was the very same car tax that had cost Gray Davis his governorship and that I cut as my first official act. Total Recall. My unbelievably true life story. Schwarzenegger, Arnold 9781849839730:577

21.06.2015
Compared to a flock of truly faithful mythical thinkers, getting sequential thinkers to the polls is more like herding cats, so mythical thinkers are disproportionately favored in elections. Roadmap to Reality Elpel Thomas J. 9781892784292:125

05.09.2015
~Topsel : Demokracja to byt, który nie istnieje, gdyż nie ma czegoś takiego, jak władza ludu. Władzę mają zorganizowane grupy, które mają odpowiednie środki. Mówiąc inaczej, władza jest w rękach oligarchii, lub jak kto woli mafii. Demokracja pełni rolę parawanu lub raczej sceny mającej na celu robić iluzję, że "lud ma władzę". Drugim celem jest legitymizacja tej realnej władzy w rękach oligarchii. W końcu, ludzi się rabuje z ich dochodów i większość tych pieniędzy wydawanych jest na cele, na które ludzie nigdy by się nie zgodzili, gdyby mieli na coś wpływ. W tym systemie niezbędni są tzw. politycy, którzy spełniają rolę aktorów na tej "demokratycznej scenie". Oni w istocie są tylko aktorami i doskonale wiedzą, że mogą grać takie role, jakie im nakaże ów "dyrektor teatru", który ich do tych ról angażuje. Najczęściej są to role kłótliwych i zawistnych osobników, ale wynika to z tego, że i sama "sztuka" przypomina raczej burleskę niż dramat. _103

09.07.2016
Demokratyczne tradycje Szwajcarów i ich wielowiekowe tradycje walki w obronie niepodległości były sprzeczne z ideą i praktyką scentralizowanego państwa. Szwajcaria i naziści. Jak alpejska republika przetrwała w cieniu III Rzesz. Halbrook, Stephen P. 9788324591282:206

14.04.2017
Demokracją bezpośrednią nazywamy taki typ ustroju, w którym zasadnicze decyzje podejmowane są bez pośrednictwa instytucji pochodzących z wyboru. W praktyce oznacza to absolutną realizację podstawowego elementu pojęcia demokracji - władzy ludu. Każdy obywatel bezpośrednio podejmuje decyzje dotyczące całego państwa, zgodnie z własnymi przekonaniami i wiedzą. Dysfunkcjonalność szwajcarskiej demokracji bezpośredniej. Matyja, Mirosław 9788380194946:13

19.08.2017
Mi się wydaje, że parlamentarzyści sprzed wieków lepiej rozumieli konflikt interesów i zasadę wzajemnej kontroli władz niż dzisiejsi członkowie Izby Gmin. Tak czy inaczej Cleese, John 9788378855521:142

23.08.2017
Wszystkie kraje demokratyczne, oparte na rządach większości, zmagają się z tymi samymi problemami strukturalnymi. Politycy wygrywają przychylność wyborców hojnie obiecując nowe przywileje, jednak to podatnicy muszą płacić za nie rachunek. Jeśli tego nie zrobią, dochodzi do buntu świadczeniobiorców. Ten fundamentalny błąd w zarządzaniu maskowany jest tzw. kreatywną księgowością, utracjuszowskimi pożyczkami i nierozsądnym drukowaniem pieniędzy Jak uchronić demokrację przed... demokratycznie wybranymi politykami. Freeza, Bill 9788395056420:28

07.07.2018
Zmiana ordynacji wyborczej pozwoliła na zmniejszenie roli partii rządzącej. Jak uchronić demokrację przed... demokratycznie wybranymi politykami. Freeza, Bill 9788395056420:35

07.07.2018
Zapisy operacji fiansowych prowadzone przez rząd Nowej Zelandii były niejawne. Jak uchronić demokrację przed... demokratycznie wybranymi politykami. Freeza, Bill 9788395056420:38

07.07.2018
Kluczowe było wprowadzenie systemu zarządzania zorientowanego na rezultat Jak uchronić demokrację przed... demokratycznie wybranymi politykami. Freeza, Bill 9788395056420:49

07.07.2018
Każda kampania wyborcza od połowy lat dziewięćdziesiątych XX wieku była przeprowadzana pod znakiem przerzucania się obietnicami, która partia będzie bardziej odpowiedzialna przy wydawaniu pieniędzy podatników. Jak uchronić demokrację przed... demokratycznie wybranymi politykami. Freeza, Bill 9788395056420:76

07.07.2018
Kraje demokratyczne zmagające się z kryzysem mogą same siebie uzdrowić. Nie muszą ześlizgiwać się w macki despotyzmu, tak jak robiło to wiele upadających demokracji. Jak uchronić demokrację przed... demokratycznie wybranymi politykami. Freeza, Bill 9788395056420:77_2

07.07.2018