Wygenerowano:
05.06.2018
16:56:52

Przejdź do listy słów kluczowych
Wygenerowano programem:
Q-Księgozbiór 3000





GWG - Gra w grupie (PNWS)

Spis cytatów ze względu na słowo kluczowe

Procesy zachodzące w grupie społecznej (nawet na pozór sprawiającej wrażenie świetnie zgranej), wynikające z natury człowieka uczciwego i naturalnych mechanizmów wewnętrznych.
Treść Tytuł Autor(zy) Ident / Data wpisu
Wolny rynek – istotą problemu jest to, będąc potrzebnym wszystkim jako społeczeństwu, jest zarazem niepotrzebny nikomu konkretnie, żadnej grupie społecznej, jeśli myśli ona o swoich własnych interesach. Wolny rynek jest najlepszym sposobem zapewnienia cywilizacyjnego sukcesu, wzrostu dobrobytu i poziomu życia. Ale patrząc z punktu widzenia każdego z osobna, to i robotnikowi, i rolnikowi, i politykowi, i nade wszystko urzędnikowi wygodniej jest, gdy można na żywioł ingerować, targować się, dotować i tak dalej. Wbrew stereotypowi tak jest wygodniej również przedsiębiorcy. Im lepiej mu się powodzi, tym mniej mu w smak, że ktoś robi konkurencję, że zmusza do ciągłego starania się o niższe ceny i wyższą jakość, że wręcz może go puścić z torbami. Bogacz woli poczucie bezpieczeństwa, jakie daje mu zblatowanie się z władzą i uzyskanie w zamian za sponsoring gwarancji, że zachowa swą wysoką pozycję. Na dobrą sprawę za wolnym rynkiem są tylko ci, którzy właśnie się dorabiają, wspinają na wymarzone społeczne wyżyny. Ale i to tylko do czasu, aż im się uda.

Myślę czasem, że ułożenie tej społecznej kostki Rubika - przyjęcie wolą większości czegoś, co jest dobre dla wszystkich razem wziętych, ale złe dla każdej z grup z osobna - to swego rodzaju egzamin dojrzałości, jaki zadała nam Opaczność albo, jak kto woli, jakaś obserwująca nas z dala Kosmiczna Jaźń. Na razie nie wypadamy najlepiej (? Wilhelm z Tyru).

W skrócie Ziemkiewicz, Rafał A. 9788375741094:192

23.12.2009
Po czwarte, pomiędzy spiskowcami istniały nieporozumienia, gdyż każdy chciał ubiec innych w przebiegłości i oszukać w ostatniej chwili. Wielka Rewolucja Francuska Gaxotte, Pierre 9788389920683:390

18.03.2011
Jest to lektura niezwykła, książka pełna prawdy, przepojona szacunkiem dla zwykłych żołnierzy radzieckich, którzy często padali ofiarą nie tylko Niemców, ale i własnych dowódców. Obrona Lenigradu. Historia bez retuszu. Bieszanow, Władimir 9788311114418:9

26.04.2011
Szwajcarzy nadciągali, kierując się, jak zazwyczaj, żądzą pieniędzy i łupu, a także głęboką nienawiścią do króla Francji, który wolał sięgnąć po najemników niemieckich zamiast po nich. Uśmiech Machiavellego Viroli, Maurizio 9788374142014:152

30.06.2011
W teorii była to armia zdolna zwyciężyć wojska cesarskie, zwłaszcza gdyby poszczególni dowódcy szybko i zdecydowanie wyruszyli na Mediolan. W praktyce armia była podzielona wskutek rywalizacji i uprzedzeń. Uśmiech Machiavellego Viroli, Maurizio 9788374142014:285

30.06.2011
Zażarta wojna domowa miedzy Titą i czetnikami okazała się ważniejsza niż walka z okupantem. Europa walczy Davies, Norman 9788324010103:60

15.01.2012
Jak to zawsze się zdarza w podobnych organizacjach (czyli podziemnych strukturach, z założenia odrzucających demokratyczne metody zarządzania i godzenia interesów), konflikt przerodził się w rozłam z oskarżaniem się nawzajem o "zdradę ideałów" i "prowokacje". Nic dobrego na wojnie Sołonin, Mark 9788375107142:176

06.02.2012
Kiedy jakaś grupa jest na tyle silna, by podporządkować sobie inną dla własnej korzyści, uczyni to. Nawet jeśli państwo powstrzyma się od agresji, kompanie i osoby prywatne nie będą czekać na pozwolenie. Podejmą działanie zgodne z ich interesem, pociągając za sobą innych, w tym i państwo. Bogactwo i nędza narodów Landes, David S. 9788372005069:87

11.02.2012
Ja przeciwko memu bratu – powiada stare arabskie przysłowie –
ja i brat przeciwko kuzynom;
ja, brat i kuzyni przeciwko ludziom obcej krwi;
ja, brat, kuzyni i przyjaciele przeciwko wrogom we wsi;
a my wszyscy i cała wieś przeciwko sąsiedniej wsi.

Ciemna strona człowieka Ghiglieri, Michael P. 9788388221361:267

11.03.2012
Lisowczycy byli znani ze swych rabunków, zarówno w krajach przeciwników, jak i w ich własnych – skierowane były przeciwko nim liczne uchwały sejmów i sejmików. Znani nieznani Praca Zbiorowa 9788374274210:89

06.04.2012
Czy troszczył się również o swoich podwładnych? Częściowo tak: umiał wykorzystywać swoje wpływy w celu wydobycia ze skarbu sum należnych podległym mu żołnierzom; inna rzecz, że i sam przy tym zyskiwał za „ ślepe porcje i konie” będące wynagrodzeniem dowódcy chorągwi czy regimentu dragońskiego. Wojsko starał się trzymać w surowej dyscyplinie, jednakże gdy nie miało ono możliwości wyżywienia się, dawał mu wolną rękę w grabieniu ludności, także własnego kraju. Cieszył się wśród wojska dużą popularnością będącą wynikiem sukcesów osiąganych na polu walki. Tracił ją wskutek własnej zachłanności. Znani nieznani Praca Zbiorowa 9788374274210:104

06.04.2012
Skandaliczne rzeczy działy się również w PPS – Frakcji Rewolucyjnej. Oto fragmenty odezwy z 1907 roku, która rozwiązywała łódzką organizację tej partii: „Popełniano nadużycia moralne i pieniężne dochodzące do tysięcy rubli. Połowa pieniędzy zbieranych na cele partyjne ginęła. Nadużywano broni do celów osobistych. Uprawiano w formach jawnych i ukrytych terror ekonomiczny. Doszło do tego, że organizacja łódzka utrzymywała stosunek z bandytami i popierała ich. Wielu wybitnych towarzyszy przeszło do organizacji bandyckich. Nastąpiło tak straszne obniżenie moralne całej organizacji łódzkiej, że odróżnić w organizacji bandytę od niebandyty było nie sposób. Wreszcie doszło do tego, że kilkunastu wybitnych byłych towarzyszy, członków okręgowego i dzielnicowego komitetu, korzystając z podstępem zdobytej broni partyjnej i mieszkania partyjnego, urządziło przed dwoma tygodniami bandycki napad na kasjera kolejowego i zrabowało 22 000 rubli. Wobec tego, że organizacja łódzka mająca pięć tysięcy członków i 1500 rubli miesięcznego dochodu nie odpowiadała najprostszym wymaganiom moralnym, hołdowała lub tolerowała poglądy i czyny jak najbardziej nam wrogie, a często niskie, postanawiamy całą organizację łódzką z dniem dzisiejszym rozwiązać”. Życie prywatne elit Drugiej Rzeczypospolitej Koper, Sławomir 9788311116092:135

15.06.2012
Polska żyła w lenistwie ducha, oplatana przez wszelakie gałgaństwo, paskarstwo, łapownictwo, dorobkiewiczostwo kosztem ogółu, przez jałowy biurokratyzm, dążenie do kariery i nieodpowiedzialnej władzy. Wszystka wzniosłość, poczęta w duchu za dni niewoli, zamarła w tym pierwszym dniu wolności. Walka o władzę, istniejąca niewątpliwie wszędzie na świecie, jako wyraz siły potęg społecznych, partii, obozów i stronnictw, w Polsce przybrała kształty monstrualne. Nie ludzie zdolni, zasłużeni, wykształceni, mądrzy, których mamy dużo w kraju, docierali do steru władzy, lecz mężowie partii i obozów, najzdolniejsi czy najsprytniejsi w partii lub obozie. Jak po spuszczeniu wód stawu, ujrzeliśmy obmierzłe rojowisko gadów i płazów. Gdy to dostrzec mógł każdy na widowni publicznej, w głębiach pozostało to samo co było za dni niewoli. Na probostwie w Wyszkowie. Żeromski, Stefan 9788373991033:20

17.06.2012
Kongres zadbał też o obronę przeciwrakietową. Pieniędzy na nią wydali co niemiara – na radary pozahoryzontalne, na systemy wczesnego ostrzegania, na budowę wydrążonych w skałach punktów dowodzenia i schronów. Przecież ile to miejsc pracy! Ile sprzętu i materiałów! A ich dostawcy – nowe miejsca pracy! Wszyscy uczestnicy tego wielkiego przedsięwzięcia zarobią pieniądze, kupią nowe domy – właśnie takie, jakie pokazano oszołomionym obywatelom radzieckim w Sokolnikach. Będą nabywali samochody, lodówki i telewizory. A to nowe miejsca pracy i nowi zamożni obywatele z pieniędzmi w portfelach i planami nabycia domów, mieszkań i modnych sanitariatów. Amerykanie nie ograniczają się do budowy rakiet, okrętów podwodnych, lotniskowców i krążowników. Stany wyprodukują jeszcze wiele broni tylko dlatego, że wierzą (albo chcą wierzyć!) w pogróżki Chruszczowa. Ale jeżeli wierzyć nie Chruszczowowi, a pułkownikowi Pieńkowskiemu, to wszystkie te polarisy, minutemany i titany w ogóle nie są potrzebne. Przynajmniej w takich ilościach i takim tempie. Jeżeli Rosjanie mają jedną atomową łódź podwodną z trzema rakietami, nadwodnym startem i małym zasięgiem, to po co Stanom 41 atomowych okrętów podwodnych z 656 rakietami, z podwodnym startem, z takim zasięgiem i celownością? Jeżeli pułkownik Pieńkowski mówi prawdę i jeżeli o tej prawdzie dowie się naród, trzeba będzie okroić programy rozwijania wszystkich tych okrętów podwodnych, krążowników, lotniskowców, rakiet, bombowców strategicznych, bomb jądrowych, torped, pocisków artyleryjskich, głowic bojowych do rakiet. Czy przyjemnie będzie rządowi usłyszeć taką prawdę? Rząd chciał miliardów na niespotykane na świecie wydatki wojskowe w imię zapobiegania zagrożeniu. A zagrożenie, jak widać, jest przesadzone! Jak rządzący mają się przyznać, że się pomylili? Matka Diabła. Kulisy rządów Chruszczowa. Suworow, Wiktor 9788375108675:127

14.11.2012
Od tej chwili Centralna Agencja Wywiadowcza USA zaczęła traktować pułkownika Pieńkowskiego jako wyjątkowo ważne źródło.

A Departament Obrony USA – jako wyjątkowo niewygodne źródło.

Matka Diabła. Kulisy rządów Chruszczowa. Suworow, Wiktor 9788375108675:151

14.11.2012
Teoretycy zarządzania twierdzą, że firmy rodzinne to przeżytek, a rozwój biznesu gwarantują wynajęci managerowie...
– To doskonały przykład na to, jak teoria rozmija się czasem z praktyką. Co tu dużo mówić – rację ma stare porzekadło, że pańskie oko konia tuczy. Kierowana przeze mnie firma powstała 25 lat temu. Przez wiele lat zarządzał nią mój ojciec – Marek Czeredys – który obecnie pełni obowiązki przewodniczącego rady nadzorczej. Ojciec tworzył biznes od podstaw, by w 2007 roku powierzyć kierowanie spółką trzem kolejnym prezesom. Nie sposób im odmówić kompetencji, ale przecież każdy manager na kontrakcie dba głównie o realizację bieżącego wyniku...

Czy to błąd?
– Oczywiście. Znacznie ważniejsza od raportowanego wyniku jest rzeczywista kondycja firmy i perspektywy jej rozwoju. Słyszałem o wielu sytuacjach, także polskich firm, polegających na podkręcaniu wyniku i zamiataniu przy okazji pod dywan tego, co niewygodne. Niektórym managerom udaje się to latami, aż w końcu następuje krach, którego nikt się nie spodziewał. Proszę nie zapominać, że wynajęty manager zazwyczaj zmierza do celu jak najkrótszą drogą, stara się nie przekraczać celu, żeby w kolejnym roku nie startować ze zbyt wysokiego poziomu.

_35

20.11.2012
Lilpop pozostawił majątek o wartości miliona dolarów, jednak zarządzał nim Lenczewski, który z niego korzystał również osobiście. Kobiety władzy PRL Koper, Sławomir 9788377000373:155

26.01.2013
z punktu standardów demokratycznego państwa prawa nie bardzo wiadomo: czy [...] agendy rządowe wiecej problemów rozwiazują, czy same tworzą? Obawiam się, ze występuje ta druga sytuacja. Pociąg do Polski, Polska do pociagu. Zybertowicz, Andrzej 9788361344247:70

27.01.2013
I rzeczywiście, żeby wszyscy tak robili, nie byłoby silnych... Ba, ale jak skłonić do tego wszystkich? Dzienniki - Stefan Kisielewski Kisielewski, Stefan 9788320716733:755

05.02.2013
Amerykańscy badacze mafii twierdzą, że nie zrozumiemy dobrze jej fenomenu (ergo – nie uporamy się z nim), dopóki nie przyznamy, że mafia jest także w nas i że to my sami – „zacni obywatele” – w pewien sposób jesteśmy mafią. O co chodzi? Z mafią mamy do czynienia wtedy, gdy stwierdzamy występowanie rozgałęzionej, nielegalnej i zyskownej działalności grupy, która w celu zwiększania zysków i redukcji zagrożeń neutralizuje działania organów władzy publicznej lub wręcz uzyskuje ich aktywne wsparcie. Tu pojawiamy się my, zacni obywatele. Niskiej rangi pracownicy administracji, samorządowcy, policjanci, urzędnicy sądowi (ale też badacze i naukowcy) przymykający oczy na niesprawiedliwości – najpierw dla uniknięcia kłopotów, później dla korzyści. Mafia w tym sensie to wszelkie drogi na skróty w obliczu procedur, co do których w zasadzie zgadzamy się, że to właśnie od nich zależy „dobre” państwo o społeczeństwo. Na wielu obszarach struktury społecznej Włoch i USA to dobrzy obywatele są mafią. Pociąg do Polski, Polska do pociagu. Zybertowicz, Andrzej 9788361344247:119

24.02.2013
Sprawa Otwartych Funduszy Emerytalnych - po aferze FOZZ (Fundusz Obsłużenia Zadłużenia Zagranicznego), łapówkarskich skandalach w NFZ (Narodowy Fundusz Zdrowia), korupcji przy dotacjach unijnych, budowie autostrad i stadionów czy informatyzacji ZUS (Zakład Ubezpieczeń Społecznych) - potwierdza, że przy wszystkich działaniach państwa można śmiało przyjąć z góry tezę, iż mają one ukryty cel - inny niż oficjalnie głoszony. Tego też należy się spodziewać się po programie Inwestycje Polskie czy przygotowaniach do zimowej olimpiady. Zwykle chodzi o finansowy zysk jakiejś sitwy, grupy nacisku, dzięki której swój zysk polityczny (sondaże i wybory) oraz finansowy (korupcja i synekury) kosztem społeczeństwa uzyskają także politycy. Z takiej perspektywy trzeba by rozważać każdą inicjatywę polityczną. W zakresie ogólnoświatowym taki sam cel ma walka z tzw. globalnym ociepleniem czy kolejne amerykańskie wojny. Poszkodowanymi zawsze zostają podatnicy. _41

11.04.2013
Środowiska zżera nieroztropne krytykanctwo. Krytykuje się wszystko i wszystkich. Także a może przede wszystkim swoich. Na nikim i niczym nie zostawia się suchej nitki... W niewoli mediów Czarniecki, Mariusz 9788386462292:166

14.05.2013
„Następca zbankrutował w ciągu paru miesięcy, i to bynajmniej nie z własnej winy. Oddano mu bowiem do dyspozycji jedynie kuchnię - bez napoi. Mimo to musi utrzymać i opłacić całą armię kelnerów. Natomiast sprzedaż piwa idzie na rachunek pana prezydenta rady nadzorczej, Juliusza Pickartta, który jest przypadkowo generalnym dzierżawcą piwiarń.”

Nawet buńczuczne posunięcia reklamowe, jak na przykład start francuskiego sterowca z terenu „Flory” czy loteria na sumę ćwierć miliona talarów, nie były w stanie uczynić ze źle zarządzanego interesu dochodowego przedsiębiorstwa.

Geniusze i spekulanci. Jak rodził się kapitalizm. Ogger, Guenter 9788306022766:170_2

06.08.2013
Fakt, że przedsiębiorcy nie przebierali w środkach, łamiąc wszelki opór załogi, wypływał właściwie ze strachu przed „motłochem”. Przemysłowcy, zawdzięczający swoje sukcesy poczuciu rzeczywistości, świetni zdawali sobie też sprawę z dysproporcji sił między nimi i ich robotnikami. Toteż każdy środek był dobry, aby utrudnić robotnikom uświadomienie sobie własnej siły. Geniusze i spekulanci. Jak rodził się kapitalizm. Ogger, Guenter 9788306022766:267

06.08.2013
Słabość Siemensa – przedsiębiorcy zepsutego powodzeniem – w prowadzeniu przedsiębiorstwa polegała na tym, że nie potrafił on przestawić się z pozycji wszechwiedzącego pryncypała na zasady nowoczesnego menedżerstwa. Dziedzina elektrotechniki tak się bowiem tymczasem rozrosła, że jeden człowiek nie był już w stanie nad wszystkim zapanować. Z wiekiem Wernerowi Siemensowi coraz trudniej było ogarnąć całość. Zdarzało się więc nader często, że jego najbliżsi współpracownicy robili to, co uważali za słuszne, a nie to, co było najlepsze dla firmy. Geniusze i spekulanci. Jak rodził się kapitalizm. Ogger, Guenter 9788306022766:304

06.08.2013
Podobnie jak inne tego rodzaju represyjne systemy, niewolnictwo opierało się częściowo na współpracy ofiar. Bogactwo i nędza narodów Landes, David S. 9788372005069:144

07.08.2013
W 1830 roku Richard Roberts, doświadczony konstruktor maszyn, wynalazł – na prośbę pracodawców – „automatyczną” przędzarkę typu muł, by uniezależnić przędzalnictwo od nacisków i specjalnych kwalifikacji krnąbrnej arystokracji robotniczej. Bogactwo i nędza narodów Landes, David S. 9788372005069:223

10.08.2013
Wielu żywiło pogardę nawet dla rolnictwa (ziemię woleli czuć pod końskimi kopytami) i do administracji swoich majątków wynajmowali zarządców. Właściciele żyli z rent i płodów rolnych, czasem z kapitału. Zarządcy się bogacili. Bogactwo i nędza narodów Landes, David S. 9788372005069:296

10.08.2013
Temat ten nieustannie powraca. Pracodawcy nie lubią być zależni od swoich pracowników. Bogactwo i nędza narodów Landes, David S. 9788372005069:318

10.08.2013
Droga do bogactwa wiodła nie przez prace, ale nieuczciwe dochody i (złe) rządy. Bogactwo i nędza narodów Landes, David S. 9788372005069:352

10.08.2013
(Cesarskie Chiny nie są bynajmniej wyjątkiem. Dławienie inicjatywy i kult fałszu to typowe słabości wszelkich struktur biurokratycznych, zarówno państwowych, jak prywatnych (firm gospodarczych). Koledzy, którzy powinni wspólnie działać, grają w rzeczywistości przeciw sobie. Konkurują ze sobą w ramach organizacji, nie na wolnym rynku idei, ale w zamkniętym świecie intryg i manipulacji. Przewagę mają ci, którzy znajdują się wyżej w hierarchii). Bogactwo i nędza narodów Landes, David S. 9788372005069:385_2

10.08.2013
A rządy na ogół energicznie reagowały. Przyznać trzeba co prawda, że ich sztywni, przeważnie mało kompetentni przedstawiciele , wybierani bardziej ze względu na koneksje rodzinne i polityczne niż rzeczywiste zasługi, uwielbiali protokolarne formalności. Czytając biografie tych nadętych bałwanów człowiek zachodzi w głowę, jak Brytyjczykom udało się stworzyć i utrzymać imperium. Jednakże garstka wyjątkowych indywidualności potrafiła z nawiązką nadrobić to, czego nie udało się dokonać stadu karierowiczów, tym bardziej że wysoko urodzeni faworyci ochoczo zwalali całą robotę na swoich podwładnych. Bogactwo i nędza narodów Landes, David S. 9788372005069:477

10.08.2013
Tutaj, na pierwszej linii, nazywają nas Frontschweine, co napawa nas dumą, bo oznacza braterstwo mężczyzn, którzy przeszli razem przez trudy walki, śmierć i krew, tworząc nierozerwalne więzy. Dla tych brudnych, zawszonych żołnierzy głównym powodem, dla którego warto trwać na posterunku jest miłość – nasi bliscy pewnie nie wiedzą jak jest głęboka – bezgraniczna miłość i uwielbienie dla tego wszystkiego, co nazwać można „domem”. Wierzę święcie, że tylko ten, kto czuje codziennie na karku zimny oddech śmierci – czy to w walce wręcz, czy podczas ciężkiego ostrzału – zdolny jest do tak bezwarunkowej miłości. Każdy z nas z radością poświęciłby życie dla swoich bliskich. Takie jest zresztą nasze zadnie tutaj, na pierwszej linii frontu.

Oddziały zaopatrzenia na tyłach mają zupełnie inny stosunek do tych spraw. Tamci boją się, że zostaną wysłani na pierwszą linię frontu, czują też strach przed nami – poza tym nie czują nic. Oczywiście to ich otoczy nimb „bohatera” po powrocie do kraju, dzięki krwawym historyjkom z frontu, które z upodobaniem będą opowiadać. Wspominam o tym przy tej okazji, ponieważ dla prawdziwego żołnierza frontowego te wszystkie pozy i pretensje to rzecz niestosowna. Podobnie jak hałaśliwe przechwałki – nie pasują one do wspomnień o naszych drogich towarzyszach, których utraciliśmy.

Jeszcze dalej od linii frontu znajdują się wojska okupacyjne. Ich głównym „problemem” są dziwki i inne żeńskie okazy. Oglądamy ich na fotografiach w malowniczo upozowanych grupkach, otulonych w podbite futrem płaszcze, na tle śniegu i lodu („Oh, biedaki, ta straszna rosyjska zima!”). Czy ktokolwiek w kraju domyśli się, że tych właśnie płaszczy tak bardzo nam brakowało na froncie? Czy ktoś wie, że ze swoimi przyjaciółkami piją tego właśnie Schnappsa, który nam dałby bezcenny dar chwili ciepła i zapomnienia?

Najdalej rozmieszczone są oddziały obrony przeciwlotniczej w kraju. Wiedzą, że nadal toczy się wojna, tylko dlatego, że wciąż procent kobiet przypadający na jednego z nich jest wyższy niż w czasach pokoju. Może dołączycie do nas, salonowi wojacy? Może zluzujecie kolegów, obsługujących FlaK kalibru 20 i 88 mm? Ci dzielni chłopcy zasługują na to? Jeśli chodzi o zaopatrzenie, te trzy grupy określić można jako „filtry zaopatrzeniowe” - przepuszczają co cienkie, zatrzymują to, co grube. Żołnierzu, zauważyłeś coś ciekawego? Nam, walczącym na froncie wschodnim, nie wolno nosić broni po powrocie do kraju! Dlaczego? No właśnie, dlaczego...

Piekło na froncie wschodnim. Dziennik niemieckiego żołnierza 1941-1943. Alexadner, Christine 9788377730041:137

20.08.2013
Wąskim gardłem dla luftwaffe było i pozostało zaopatrzenie w surowce. O tym się nie mówiło. To niewybaczalne, że Göring i jego współpracownicy nie wyciągnęli z tej rozmowy żadnych konsekwencji. Pierwsze zwycięskie kampanie wojenne w 1939 i w 1940 roku zaćmiły na długo spojrzenie na rzeczywistość. Dopiero w dwa lata później, po pierwszym kryzysie kampanii rosyjskiej, dostrzeżono te fatalne błędy. Byłem adiutantem Hitlera Below, Nicolaus Von 83-11-07767-3:167

05.09.2013
22 i 23 września Hitler przyjął Möldersa i Gallanda po ich 40 zwycięstwie powietrznym i kazał sobie przedstawić przez nich jasny i trzeźwy obraz wojny powietrznej. On widzie, że angielskie lotnictwo jest jednak silniejsze, niż mu to mówiło kierownictwo własnego lotnictwa. Byłem adiutantem Hitlera Below, Nicolaus Von 83-11-07767-3:236

05.09.2013
Był taki moment, w którym Francuzi byli pewni, że będą się kochać wzajemnie. Unosiła nas wezbrana fala szlachetności. Moje życie, moje filmy Renoir, Jean 6315/K:121

19.09.2013
Nie znosiliśmy tych uprzywilejowanych urzędasów, prowadzących życie względnie przyzwoite w porównaniu z resztą żołnierzy. Żywiliśmy pewną sympatię do żołnierzy niemieckich, którzy znosili mniej więcej to samo co my. Oni byli naszymi braćmi z tej samej kasty. Pisarczyki – byli dekownikami. Moje życie, moje filmy Renoir, Jean 6315/K:145

20.09.2013
Położenie kresu sporom pomiędzy chrześcijańskimi narodami było stale powtarzającym się apelem, połączonym z wezwaniem do zwrócenia oręża królów chrześcijańskich przeciw niewiernym. Jedynie po oderwaniu się od swych własnych wojen, świeccy władcy potrafią się zjednoczyć przeciwko wspólnemu wrogowi, jakim są Turcy, te „bestie Apokalipsy”, a jak powiedział Mikołaj z Cusy – „wrogowie wszelkiej natury i ludzkości”. Szaleństwo władzy. Od Troi do Wietnamu. Tuchman, Barbara W. 9788385348542:98

03.10.2013
Otóż walka w obrębie społeczeństwa ludzkiego jest wynikiem tego powszechnego prawa. Walczą ze sobą i tępią się nawzajem rasy. Walczą narody, walczą wyznawcy odmiennych religii, walczą „klasy”, a nawet walczyły i współzawodniczyły ze sobą rody. Wreszcie walczą i współzawodniczą ze sobą jednostki, należące do jednej i tej samej klasy, a nawet jednego i tego samego zawodu.
Walczą o bogactwo, o władzę, o miłość, o sławę, o honor.
Kartki z więzienia. Testament polityczny Eligiusza Niewiadomskiego. Niewiadomski, Eligiusz 9788364037023:81

18.01.2014
Wśród Niemców [specjalistów zmuszonych do pracy w ZSRR zaraz po II Wojnie Światowej – przyp. JF] były również różne wrogie sobie nawzajem grupy. Walka była prowadzona nawet za pomocą skarg [do sowieckiego kierownictwa – przyp. JF] i donosów. Zapadnia. Człowiek i socjalizm. Fiedosiejew, Anatolij Pawłowicz ZAPADNIA:110

19.01.2014
Ale sam miał się na baczności przed własnymi nadzorcami i własnymi więźniami - niektórzy z nich byli i n f o r m a t o r a m i - i mogli k a p o w a ć na samego Klimentiewa. Krąg pierwszy Sołżenicyn, Aleksander 9788307024950:262

10.10.2014
David Ogilvy: „[Reklama – przyp. JF] jest fatalna, bo ludziom, którzy ją robią, nie zależy na sprzedawaniu czegokolwiek. Nie uważają siebie za sprzedawców. Myślą o sobie jako o artystach i o geniuszach”. Forbes o największych sukcesach w świecie biznesu. Gross, Daniel 9788320423860:148

09.11.2014
… Biznes w potocznym rozumieniu ma polegać na tym, że wygrywa ten, kto lepiej drugiemu przyłoży. A ja go rozumiem inaczej: biznes to obowiązek myślenia o powodzeniu interesów mojego partnera. To ja i partner robimy interesy – i w nich musimy się nawzajem wspierać. Gudzowaty Prześluga, Jacek 9788374538602:90

16.11.2014
…Biznes w potocznym rozumieniu ma polegać na tym, że wygrywa ten, kto lepiej komuś przyłoży. A ja go rozumiem inaczej: biznes to obowiązek myślenia o powodzeniu interesów mojego partnera. To ja i partner robimy interesy – i w nich musimy się nawzajem wspierać. Gudzowaty Prześluga, Jacek 9788374538602:90_3

28.11.2014
Bez najmniejszych zahamowań, zupełnie nie przejmując się moją obecnością, zawarli na moich oczach porozumienie o imporcie dziesięciu tysięcy angielskich hełmów. Kupowane były jako demobil w cenie pięciu szylingów za sztukę a sprzedawane skarbowi Katangi po funcie szterlingu sztuka. Po podziale dawało to zysk dla każdego partnera ponad siedmiu tysięcy funtów! Dodać trzeba, że w tropiku hełmy te były praktycznie nie do użycia, chyba, że ktoś chciałby mózgi biednych czarnych ugotować na miękko. Ostatnia walka Zumbach, Jan 9788327417831:277

07.03.2015
W Paryżu i Zurychu dosłownie aż się roiło od młodych, eleganckich Biafrańczyków przysłanych tu w różnych oficjalnych misjach. Polegały one głównie na zakupywaniu, na rachunek kraju, najróżniejszych materiałów. Ludzie ci byli początkowo klientami małych hotelików w Quartier Latin, szybko jednak, bo najczęściej po tygodniu, znajdowali drogę do najdroższych hoteli – w Paryżu były to „Meurice”, „George V” i „Crillon”, zaś w Zurychu „Baur au Lac” – oraz do najbardziej ekskluzywnych nocnych lokali i barów, w których spędzali czas w otoczeniu przepięknych, uwodzicielskich damulek. Z niektórymi z tych reprezentantów Biafry spędziłem kilka bardzo miłych wieczorów; bez zmrużenia powieki płacili rachunki opiewające na tysiące nowych franków – a potem cały następny dzień spędzali w swych apartamentach w objęciach chwilowych zdobyczy.

Jestem daleki od tego, aby udawać chodzącą cnotę. W życiu trzeba mieć trochę przyjemności. Ale nie wolno zapominać o obowiązkach i powierzonej sobie robocie. Patrząc więc na tych czarnych playboy'ów myślałem o ich rodakach, którzy z podziwu godnym patriotycznym samozaparciem walczyli w buszu...

Owi poznani przeze mnie próżniacy w oficjalnej delegacji, mieli swoje biuro w Paryżu, w domu nr 33 przy Rue Galilée. Kiedyś tam zaszedłem. Tabliczka u wejścia nosiła napis Biafran Historical Research Institute! Czyżbym się mylił? A więc nie byli to ludzie oddani uciechom życia, lecz historycy prowadzący w pocie czoła w Paryżu studia nad dziejami swego kraju?

Na podjeździe stały rzędem piękne samochody: Jaguary, Porsche, Triumphy. Te błyszczące chromem sportowe wozy należały do zapracowanych historyków. Ciekawe, jakie materiały, prócz tych luksusowych pojazdów, kupowali jeszcze dla swego kraju? Kilka samochodów ciężarowych, pewną ilość wybrakowanych pistoletów maszynowych, butów wojskowych i plecaków – dla żołnierzy, którzy najchętniej chodzili boso, a najcięższe nawet ładunki woleli dźwigać na głowie! Później doszło do mnie, że historycy mieli też udziały w pralniach i przedsiębiorstwach taksówkowych. Ci młodzi ludzie, daleko od ojczyzny, wyraźnie myśleli o zabezpieczeniu sobie przyszłości... Widziałem w moim życiu wielu drani, ale ci budzili we mnie szczególny wstręt. Wygłaszali patriotyczne przemowy, tak wzruszając słuchaczy, że ci otwierali przed nimi swe portfele – a następnie urządzali sobie, za uzyskane pieniądze, fikołki z laleczkami w łóżku. Były to koszty uzysku, obciążające konto czarnego państwa. Imponujące cuda miały też miejsce na rachunkach za materiały zakupywane dla Biafry. Używany samochód GMC, nabyty za dwieście dolarów, sprzedawany był państwu za dwa tysiące – państwu tak przez tych drani bronionym żarliwą elokwencją!

Ostatnia walka Zumbach, Jan 9788327417831:359

07.03.2015
Komendant Ghetto-Polizei – Kronenberg jest zadowolony, bo osobiście rozmawiał z Kreishauptmannem; nadto uratował getto przed wysiedleniem, przy okazji napełnił sobie kieszenie, no i kilku porządnych ludzi, których nie lubił, wysłał do obozu. Czy ja jestem mordercą? Perechodnik, Calel 9788390067612:21

21.06.2015
Biedny jesteś narodzie żydowski! Zostałeś skazany na zagładę przez twoich wrogów Niemców, przez twoich przyjaciół Polaków, przez twoich wyrodnych synów i braci Żydów. Czy ja jestem mordercą? Perechodnik, Calel 9788390067612:83

21.06.2015
Opowiadają, że mord w Otwocku był rezultatem interwencji Judenratu, który nie mógł sobie poradzić z Żydami wyznaczonymi do obozów pracy; nie chcieli się tam udać. Sprowadzono esesmanów, żeby stłumili bunt przeciwko Judenratowi. Czy ja jestem mordercą? Perechodnik, Calel 9788390067612:251

21.06.2015
Dowodzący wojskiem generał lejtnant Gołubiew zamiast troszczyć się o żołnierzy, dbał głównie o siebie. Trzymał dla siebie jedną, a czasem i dwie krowy (żeby mieć świeże mleko i masło), trzy-pięć owiec (dla szaszłyków), parę świń (dla kiełbas i szynek) i kilka kur. Robił to na oczach wszystkich i front o tym wiedział (…) czy taki generał może być dobrym żołnierzem? W żadnym razie! Przecież on myśli nie o Ojczyźnie, nie o podległych mu żołnierzach, lecz o własnym brzuchu. Pomyśleć tylko – on waży 160 kg. 1943 - Rok przełomu Bieszanow, Władimir 9788393046133:204

21.06.2015
Ci na skraju przednim – długo nie pożyją. Oni są już skazani. Jedyny dla nich ratunek – zostać rannym. Natomiast wielu z tych, którzy są na tyłach, zachowa życie, jeśli nikt nie rzuci ich do przodu, gdy wyczerpią się szeregi natarcia. Będą żyć, wrócą do domów i z czasem stanowić będą podstawę organizacji weteranów. Wyhodują brzuchy, sprawią sobie łysiny, ozdobią pierś medalami, orderami i będą opowiadać, jak to po bohatersku walczyli, jak rozgromili Hitlera. I sami w to uwierzą! Oni też i pogrzebią świetlaną pamięć o tych, którzy zginęli i którzy naprawdę walczyli! Przedstawią wojnę, którą mało co znali, w romantycznej aureoli. Jak to wszystko było dobrze, jak doskonale! Jacyż to z nas bohaterowie! A że wojna to strach, śmierć, głód, podłość, podłość i jeszcze raz podłość – to zejdzie na drugi plan. Prawdziwi zaś frontowcy, których zostało półtora chłopa, a zresztą też stuknięci, schorowani, będą milczeć. A władze, które też w znacznym stopniu przeżyją, ugrzęzną w swarach: kto walczył dobrze, kto źle, a gdyby mnie posłuchano!” 1943 - Rok przełomu Bieszanow, Władimir 9788393046133:205

21.06.2015
Radcliffe utrzymuje, że pod względem tragizmu zwycięstwo armii polskiej nie ma sobie równego w dziejach wojen. Uznanie całe należy się Polsce za spełnienie tego bohaterstwa. Zasługi Polski podkreśla jeszcze ten fakt, że w czasie, gdy staczała ona swą wielką bitwę, niejedno zaprzyjaźnione z nią mocarstwo starało się zniewolić rząd polski do przyjęcia warunków, dyktowanych przez Sowiety. Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach Świata Abernon, Edgar Vincent d' 9788375651232:109

04.09.2015
Nic tak dokładnie nie ilustruje charakteru tych walk, jak zachowanie się jeńców i sposób ich traktowania. Widziałem sam wielu jeńców rosyjskich, takich, którzy od pięciu zaledwie minut znajdowali się w niewoli, i takich, którzy byli już od miesiąca – wszyscy na ogół zdradzali żywe zadowolenie ze swego losu i traktowali niewolę jako wyswobodzenie z jarzma trudów i niebezpieczeństw wojny. Poza bezpieczeństwem, jakie niewola im zapewniała, mieli ponadto dostateczną, nawet nadmierną ilość pokarmu, bez obawy rozstrzelania przez komisarzy żydowskich w razie dezercji i tortury, jakich nie szczędzili Chińczycy za najmniejsze przewinienie lub za wyrzekanie na porządki sowieckie. Poza tym jeńcy rosyjscy nie tęsknili jakoś wcale za uciechami wojny i nie wspominali radości zwycięstwa. Doszli oni na podstawie przeżytych doświadczeń do wniosku, że łupy, czerpane z plądrowania zdobytych miast, o wiele mizerniej wyglądają w praktyce niż w teorii oraz, że przecenia się stanowczo w ogóle wszystkie rozkosze wojenne. Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach Świata Abernon, Edgar Vincent d' 9788375651232:112

04.09.2015
Zmora mędrkowania bezsilności i rozumowania tchórzów. Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach Świata Abernon, Edgar Vincent d' 9788375651232:117

04.09.2015
Olaf Swolkień, aktywista ekologiczny, opublikował we „Frondzie” ciekawy, prowokacyjny artykuł o Samoobronie: „Miałem kontakty głównie wśród rolników, ale wśród posłów i sympatyków Samoobrony jest też wielu drobnych i średnich przedsiębiorców spoza Warszawy i Krakowa. Wśród moich inteligenckich znajomych nie ma ich wcale. W Warszawie większość pracuje w niezliczonych ministerstwach, kancelariach, urzędach, agencjach itp., w Krakowie na uczelniach lub urzędach czy w koncernach medialnych, najszczęśliwsi dostają fuchy w radach nadzorczych. Próba życia z pracy w obywatelskich stowarzyszeniach to nie tylko balansowanie na granicy ubóstwa, lecz również uzależnienie od – mówiąc metaforycznie – fundacji ze wschodniego wybrzeża, czasem od Brukseli. (…) Dobitnie potwierdza to tezy zawarte w pisanym w międzywojennym eseju Floriana Znanieckiego o ludziach dobrze wychowanych” jako tych, którzy bez gotowej posady nie bardzo są sobie w stanie poradzić w realnym kapitalizmie. Manifestacyjna w polskich mediach i szerzej, wśród tzw. Inteligentów pogarda do Samoobrony czy w ogóle do polskiej wsi jest w gruncie rzeczy wynikiem frustracji chłopców i panienek na posyłki z wielkomiejskich redakcji i zachodnich koncernów, kierowanej pod adresem ludzi, którzy mają odwagę walczyć o swoją niezależność, mówić, co myślą, wychodzić na ulicę, wchodzić do Sejmu i polityki bez sponsoringu wielkiego biznesu i poparcia jego mediów, pracować na swoim (…) To wyzywanie przewodniczącego Leppera i Samoobrony, od przestępców przez kolegów partyjnych ministrów Wąsacza czy Lewandowskiego, udzielanie Samoobronie przez dziennikarzy „Faktu”, „Rzeczypospolitej” i im podobnych lekcje dobrych manier to nic innego, tylko współczesna wersja gestów wyższości spotykanych kiedyś u dworskiej służby i pańskich lokajów wobec zaściankowego szlachcica, rzemieślnika czy nie daj Boże chłopa.” _105

15.08.2016
Decyzje francuskich pisarzy w czasie okupacji stanowią konkretny przykład zastosowania tego, co nazywam prawem Żdanowa: im bardziej producent kulturowy jest autonomiczny, bogaty we właściwy kapitał i zwrócony wyłącznie w stronę zamkniętego rynku, na którym za klientów ma jedynie swoich własnych konkurentów, tym bardziej będzie skłonny do oporu. I odwrotnie, im bardziej przeznacza swoje produkty na rynek wielkiej produkcji (jak czynią to eseiści, pisarze-dziennikarze, konformistyczni powieściopisarze), tym bardziej jest skłonny do kolaboracji z władzą zewnętrzną – z państwem, Kościołem, Partią, a dzisiaj z dziennikarstwem i telewizją – oraz do ulegania jej prośbom i żądaniom.

To ogólne prawo jest dziś wciąż aktualne. Zarzucacie mi, że kolaboracja z mediami nie jest tym samym, co kolaboracja z nazistowskim wrogiem. Z pewnością nie jest i oczywiście nie potępiam a priori każdej formy współpracy z prasą, radiem czy telewizją. Ale analogia ta jest uderzająco trafna z punktu widzenia czynników, które skłaniają do kolaboracji rozumianej jako bezwarunkowe podporządkowanie się przymusom destrukcyjnym dla norm autonomicznych pól. Jeśli pola naukowe, polityczne czy literackie są zagrożone panowaniem mediów, to dlatego, że wewnątrz tych pól są heteronomiczne jednostki, nisko cenione z punktu widzenia wartości danego pola – używając codziennego języka: „spalone” (lub na dobrej drodze do tego stanu) – które czerpią korzyść z heteronomii, mają interes w poszukiwaniu (szybkiej, przedwczesnej i krótkotrwałej) konsekracji na zewnątrz, ponieważ nie otrzymały jej wewnątrz pola. Dziennikarze są przychylni tym jednostkom, ponieważ nie budzą one ich strachu (w przeciwieństwie do jednostek bardziej autonomicznych) i są gotowe podporządkować się ich wymaganiom. Jeśli wydaje im się konieczne zwalczanie intelektualistów heteronomicznych, to dlatego, że są oni koniem trojańskim, za pomocą którego prawa rynku, komercji, ekonomii przemycane są wewnątrz pola.

O telewizji. Panowanie dziennikarstwa. Bourdieu, Pierre 9788301160463:96

05.11.2016
Dziwne robię przytem spostrzeżenie. Większość z nich ma przestrzelone brzuchy. Westrzał na plecach, ciężkie rozdarcie pęcherza lub jelit tworzy ranę wystrzałową – rodzaj zranienia, jakiego nie widzę u szeregowych. Kilku z nich tłumaczy się wobec mnie nieśmiało tym, że zostali ranni w chwili, gdy z ziemi się unosząc, plecami zwróceni do wroga dawali swoim znak do ataku. Lecz widzę, że kłamią, sami nie wierzą w to, co mówią. Ja im też nie wierzę. To bajka! Są to rany od kul własnych żołnierzy; może były to strzały lekkomyślnie oddane i swawolnie, by przełożonego postraszyć strzałem między nogi, lecz były one śmiertelne.

Przy późniejszej rozmowie na ten temat z majorem Eggersem [mjr Eggersh – przypis BK] widzę, że podziela on w zupełności moje zdanie. Trudno nam jedynie dociec, czy rozchodzi się w tych wypadkach o akt zemsty ze strony żołnierzy, czy tylko o lekkomyślność.

Dziwnie mnie uderza ta okoliczność, że dowódcy 1-go i 2-go batalionu, którego obaj wydawali kilkakrotnie rozkazy rozstrzelania cywilów mają właśnie takie rany. Czy to tylko przypadek?

Gdzie indziej zrobiono widocznie takie same spostrzeżenia, bo wkrótce wyszedł rozkaz, że przy atakach oficerowie nie idą przed linją, lecz w linji szturmujących. Uniemożliwiono przez to owe zdradzieckie strzały do przełożonych.

Z armią Klucka na Paryż. Pamiętnik lekarza Polaka. Jacobson, Wojciech 9788378894636:58

02.11.2017
Pośpieszcie więc z pomocą i wywiążcie się z danych nam obietnic, że będziecie nas bronić w potrzebie. Ludobójstwo Francusko-Francuskie, Wandea Departament Zemsty Secher, Reynald 9788320717266:97

06.01.2018