Wygenerowano:
30.10.2018
16:51:14

Przejdź do listy słów kluczowych
Wygenerowano programem:
Q-Księgozbiór 3000





wojna

Spis cytatów ze względu na słowo kluczowe

Treść Tytuł Autor(zy) Ident / Data wpisu
Wojna nie jest ani etyczna, ani heroiczna. Działania wojenne służą realizacji celu politycznego przy zastosowaniu maksymalnej przemocy, za cenę śmierci, rozbicia i zniszczenia. Snajper na froncie wschodnim Wacker, Albrecht 9788373966710:28

02.02.2009
Częściej spotykał się z podziwem niż odrzuceniem, dzięki czemu odsunął od siebie wątpliwości dotyczące swego czynu. Otrzymał również drugą lekcję: wojna to bezlitosny system złożony z zabijania i z możności bycia zabitym. Podczas walki współczucie okazane wrogowi jest w konsekwencji samobójstwem, bowiem każdy przeciwnik, którego nie zabijesz, może w następnym momencie zabić ciebie. Twoje szanse przeżycia wzrastają wraz z ze wzrostem rezultatów działania i stopniem bezwzględności twych żołnierskich działań wobec przeciwnika. Jest to zasada podstawowa, której Sepp pozostał absolutnie wierny do końca wojny. Gdy tylko wróg pojawił się w jego celowniku, a palec spoczywał na spuście, los namierzonego był bez wyjątku przesądzony. Snajper na froncie wschodnim Wacker, Albrecht 9788373966710:33

02.02.2009
Marsze wyzwoleńcze zawsze się łączyły z gwałtownym skokiem dobrobytu władz wojskowych, partyjnych, a przede wszystkim – służb bezpieczeństwa. 22 czerwca 1941 Sołonin, Mark 9788375101300:225

21.04.2009
– Słuchaj Szopen, wyobraź sobie, że jesteśmy naprawdę na wojnie. Zastępca dowódcy zginął, a dowódca ma przestrzeloną nogę. Ciągnąć go ze sobą – to wyrok na całą grupę, porzucić go – to samo. Nieprzyjaciel zmusi go do gadania, choćby miał mu wycinać wątrobę po kawałku. Specnaz nie wie co to ewakuacja. Wyobraź sobie, Szopen, że przejąłeś dowodzenie grupą. Co poczniesz z rannym dowódcą? Szopen bez słowa sięga do niewielkiej kieszonki na rękawie i wyciąga jednorazową strzykawkę: Błoga Śmierć. – Bardzo dobrze, Szopen. Na wojnie mamy jedyny sposób przeżycia: zabijając swoich rannych własnoręcznie. W notesie wpisuje kolejny plus. Akwarium Suworow, Wiktor 83-85195-04-1:67

25.07.2010
Niewola wojskowa. Nie widzę żadnej różnicy między niewolnikiem w czasach starożytnych aż po XIX wiek a człowiekiem, którego się zmusza, żeby był żołnierzem. Zastanówmy się nad tym spokojnie. Cnota, obowiązek, przysięga, tradycja każą żołnierzowi służyć swojemu krajowi, chronić go i bronić, każą mu być posłusznym, dzielnie walczyć z każdym wrogiem i tym celom poświęcać życie. Jak ma służyć krajowi, gdzie go chronić i bronić, kto jest wrogiem, w walce z którym ma rzucać swoje życie na szalę, tego żołnierz dowiaduje się z rozkazów. Jego posłuszeństwo i zaszczytny obowiązek polegają na tym, że ma w to wszystko wierzyć bez sprzeciwu i działać na komendę. Dla żołnierza najemnego, który służy dziś tu, jutro tam, jest to tylko praca zarobkowa, porównywalna, choć bardziej ryzykowna, z pracą taksówkarza, który raz tego, raz tamtego pasażera wiezie pod dowolny adres. Co innego żołnierz narodowych sił zbrojnych. Żołnierz poborowy, który otrzymuje kartę powołania - pierwszy rozkaz w swoim nowym życiu, życiu pod przymusem, rekrut, który musi przerwać cywilną karierę i opuścić rodzinę, bo inaczej grożą mu najsurowsze kary, właściwie wcale nie jest żołnierzem. Nie jest niczym innym, jak tylko niewolnikiem państwa, a jedyny wybór, jaki ma, to jarzmo albo paka, a podczas wojny - śmierć z ręki żołnierzy w mundurach obcych armii albo z ręki żołnierzy w mundurach własnej armii. Przeciętny człowiek, postawiony wobec takiej decyzji, godzi się na jarzmo czasowo ograniczonej (w razie wojny - nieograniczonej) niewoli, na jej upokorzenia i udręki, na zatracenie swojego ja w smętnym środowisku niewolniczego kolektywu, bo przynajmniej może się pocieszać, że bierze udział w czymś, co jest nieustannie wysławiane jako przyjemność i zaszczyt. W czasie wojny alternatywa przedstawia się tak: albo pewność rychłej śmierci z rąk plutonu egzekucyjnego, albo szansa, że śmierć z ręki wroga nie nadejdzie tak szybko, a może w końcu nie nadejdzie wcale. Dlatego większość obstawia to pole, nie zastanawiając się długo nad systemem państwa trzymającego bank, które w tej nierównej grze zawsze wygrywa: wymusza i utrzymuje armię wojskowych niewolników, posłusznych na każde skinienie niczym Murzyni na plantacjach, może arbitralnie wyzyskiwać ich siły na łańcuchach państwowej galery, a ich życie tysiącami i milionami poświęcać w imię jakiegoś aktualnego obłędu. Zewnętrznej identyczności z niewolnictwem w wypadku niedobrowolnego, zrekrutowanego żołnierza nie można zaprzeczyć. Traci on wolność osobistą, musi jeść, co mu dają, otrzymuje nie wynagrodzenie, lecz jałmużnę, musi bez sprzeciwu słuchać rozkazów, zostaje pozbawiony wolnej woli, swobody poruszania się, nawet wolności sumienia, można go wręcz sprzedać - na przykład w rezultacie politycznego handlu użyć czy odkomenderować do pomocy obcym siłom. Jego życie można w każdej chwili poświęcić. Przełożeni mają też prawo wymierzać mu kary fizyczne. Bo twierdzę, że jest to ciężka kara fizyczna, jeśli człowiek aż do skrajnego wyczerpania musi wykonywać rozkaz: „Padnij! Powstań, biegiem marsz! Padnij! Powstań, biegiem marsz!". I znosić wiele innych katuszy. Inaczej grozi mu oskarżenie o „odmowę wykonania rozkazu" i sąd wojenny. Każdy sprzeciw to bunt. Żołnierz stanowi więc pod każdym względem własność państwa. Cała rzecz jest ugarnirowana takimi ozdóbkami jak regulamin składania skarg i wniosków, urlop, śpiew i koleżeństwo, ale to tylko mamiące detale. Regulamin składania skarg i wniosków niewiele znaczy wobec potęgi szykany, urlop - temu, kto niechętnie jest w wojsku, łatwiej odmawiany niż udzielany - przypomina ograniczony wybieg na podłużonej smyczy, śpiew na rozkaz ma sprzyjać większej efektywności, a jeśli chodzi o koleżeństwo, to nie jest ono niczym innym jak zawartym z musu przymierzem wyklętych, właściwym każdej uciskanej grupie, pokrywanym rubasznym wisielczym humorem. Pozycja społeczna żołnierza też nie jest kwestią szacunku, lecz hierarchii władzy. Pozycję towarzyską ma dopiero oficer, a żeby przejść do historii, trzeba być generałem. Może ktoś pamięta słynne subtelne zróżnicowanie w zaproszeniu na „spotkanie koleżeńskie": „Żołnierze ze swoimi kobietami, podoficerowie ze swoimi paniami, oficerowie ze swoimi damami". Nawet podczas wojny, kiedy rządzą grabież i bezkarny mord, a rozkaz odciąża sumienie, niewolnik w najlepszym razie może awansować do rangi desperata. Moja wojna. Zapiski i zdjęcia z sześciu lat w hitlerowskim Wermahcie. Heydecker, Joe J. 9788324711291:70

24.09.2010
Rzesza przejęła czeskie rezerwy złota, którymi pokryto potężny deficyt budżetowy państwa. Wojna Hitlera Irving, David 9788371862007:156

01.12.2010
Głównym skutkiem tych wojen o terytorium była stabilizacja liczebności populacji. Jeżeli grupy stawały się zbyt liczne, zaczynały ekspansję, wypierając i ujarzmiając grupy konkurencyjne. Populacja Maorysów była stale zmieniającą się mozaiką grup plemiennych, której ogólna liczebność utrzymywała się na tym samym poziomie dzięki agresji terytorialnej, działającej jako czynnik kontroli ekologicznej, podobnie jak dzieje się to w populacji lwów w Kenii. O naturze ludzkiej Wilson, Edward O. 83-06-01451-0:154

28.12.2010
Otóż ten niepokój i poczucie słabości będzie podłożem wojny. Żyrondyści nie zawahają się rozpalić pożar w Europie, żeby podsycić rewolucję goniącą resztkami sił, oraz podniecić i porwać kraj, który się jeszcze waha i może się im wymknąć. Wojna stanowi dla nich groźne posunięcie w polityce wewnętrznej. Liczą na to, że dzięki niej wzbudzą entuzjazm rewolucyjny, wprzęgną w służbę obrony jakobińskiej środki obrony narodowej i wyzyskają na korzyść swojego stronnictwa siły, jakie pośpieszyłyby na pomoc zagrożonej ojczyźnie. Rewolucja ratując się od bezwładu roznieca morderczy szał. „Wojna” – napisał Jan Jaur?s – „powiększyła pole działania, wolności i chwały. Zmuszała zdrajców do podniesienia przyłbicy, a ciemne intrygi znikły jak mrowisko zmiecione huraganem. Wojna pozwalała zwolennikom ruchu rewolucyjnego porwać za sobą umiarkowanych, a w razie potrzeby użyć względem nich nawet przemocy, gdyż ich obojętny stosunek do rewolucji można było napiętnować jako zdradę ojczyzny. Wreszcie wzruszenie wywołane niebezpieczeństwem wojny i obawą nieznanej przyszłości, jak również podrażnienie ożywiłyby energię ludu”. Wielka Rewolucja Francuska Gaxotte, Pierre 9788389920683:192

17.03.2011
Rzecz prosta, że w tym zamęcie Dyrektoriat uważał wojnę za jedyną rękojmię swego istnienia, ponieważ dawała przede wszystkim doskonałą sposobność do zatrudnienia generałów i żołnierzy, z którymi nie wiedziano, co począć w kraju, w razie zaś zwycięstwa mogła dostarczyć olbrzymich łupów i pieniędzy z nałożonych kontrybucji. Wielka Rewolucja Francuska Gaxotte, Pierre 9788389920683:359

18.03.2011
Bonaparte ziścił, i to z nadwyżką, pokładane w nim nadzieje, ponieważ złupił równinę Po i rzeka złota zaczęła płynąć do Paryża. Ażeby okupić pokój, Sardynia płaci trzy miliony, Parma dwa, Piacenza dziesięć, papież trzydzieści milionów. Pewnego razu Murat zagrabia w Livornie dwanaście milionów w towarach, innym razem łupem Francuzów stają się obrazy, posągi, kosztowności, złote naczynia kościelne. Ta ulewa złota tłumi urazy Dyrektoriatu, który zgarnia pieniądze i i dziękuje Bonapartemu: „Jesteś bohaterem całej Francji… Mamy do ciebie zaufanie, twoje zasługi, jakich dowody składasz codziennie, dają ci do tego prawo. Republika zawdzięcza twoim zwycięstwom znaczne sumy, co świadczy, że dbasz jednocześnie o sławę i o korzyści ojczyzny…” W ten sposób pomiędzy buntowniczym generałem a dogorywającym rządem powstaje osobliwa spółka: generał żywi rząd, ten zaś bierze na siebie odpowiedzialność za politykę generała. Wielka Rewolucja Francuska Gaxotte, Pierre 9788389920683:361

18.03.2011
Rząd Węgier boi się powiedzieć uczciwie i otwarcie, że ogłosiło stan wojny na rozkaz Hitlera, a także dlatego, że węgierscy władcy chętnie skorzystają z okazji, aby grabić cudze dobro. 1941 - Pogrom pancerny Bieszanow, Władimir 9788311115309:266

05.04.2011
15 sierpnia. Podchodzimy do pierwszej linii. Dywizja rozciągnęła się w transzejach. Jak zawsze zamęt. To biegniemy, to czekamy na coś tam. Stosunkowo cicho... schowaliśmy się w leju... Na dnie leja – hełm. Pchnąłem go nogą – ciężko; w nim pół czaszki, prawdopodobnie z zeszłego roku. Idziemy dalej. Transzeje schodzą się pod niewielkim mostkiem kolejowym, skąd zaczyna się jedna droga – do piekła. Z naprzeciwka czołgają się, pełzną ranni, skrwawieni i brudni, z żółtoszarymi twarzami, spierzchłymi ustami i gorączkowo błyszczącymi oczami. Stękanie, jęki, skargi i przekleństwa...
Jak długo jeszcze można tak żyć? Mówią, że do walki pójdziemy z marszu, poprzedniej dywizji wystarczyło na dwie godziny. „Biją!... Biją, ścierwa!” – odpowiadają ranni na nasze pytania... Ziemia wyboista, lej na leju. Ciężko... Słuch boleśnie łowi w napięciu każdy szmer. Uwaga! Leci! Koziołkując staczamy się do transzei, głębiej, niżej, w dziurę, rękami w coś lepkiego... Huk wybuchu, padają grudy ziemi. Przeniosło. Wstajemy. Ta dziura – to latryna.
16 sierpnia. Nocą wkopaliśmy się w ziemię niedaleko od Niemców. Siedzimy w jamach. Wyjść ani wstać nie można – zabiją. Wydaje się, że wiatr składa się z odłamków. Żeby się czymkolwiek zająć, zapomnieć, gramy w tamże wymyśloną grę: dwóch wystawia z jamy automaty kolbami do góry, czyj pierwszy rozbiją – ten wygrywa... Obok działo rozbiło. Lufa zgięta w hak.
W południe idziemy na tył z meldunkiem w pakiecie. We trójkę. Najpierw czołgając się, jak węże, a potem biegiem, byle dalej. Nogi ledwie się ruszają, oddech chrapliwy i świszczący. Nie można się zatrzymać. Ci, którzy próbowali odpocząć, leżą teraz po obu stronach transzei i krew cienkimi, czarnymi strużkami ścieka po glinianych ścianach, zlewając się na dnie w lepkie kałuże... Zaczyna się ostrzał. Niemcy, oczywiście, zauważyli nas i biją zadziwiająco celnie...
18 sierpnia. Od czternastego nie spałem. Siedzimy w tych samych jamach. Nowe działo zakopali głębiej niż poprzednie i na razie jest całe. Poprzedniego dnia przyleciał z tyłu nasz pocisk i rozerwał się o pięć kroków od nas. Dobrze, że byliśmy w jamie... Pocisk wyrwał z ziemi martwego, jeszcze świeżego. Dzisiaj grzeje się on w słońcu i zaczyna zalatywać. Tu w ziemi są całe warstwy. Na głębokości półtora-dwóch metrów można znaleźć naboje, broń, odzież, stare walonki. Wszystko wymieszane...
Na przodzie, w pasie neutralnym – czterdzieści czołgów. Jedne rude, spalone. Inne jeszcze całe, ale unieruchomione – Niemcy je rozbijają z ciężkich moździerzy. Przelot – niedolot, znowu przelot. Trach! Wielotonowy czołg rozlatuje się na kawałki. A co z czołgistami! Przecież nie mają prawa opuścić trafionej maszyny... Jeden czołg stoi blisko nas, przodem do naszych transzei. Wracał po ataku, kiedy go trafili. Jego wieża opleciona jest ludzkimi wnętrznościami – resztki desantu, który jechał na nim do ataku. Pociski przeznaczone dla tego czołgu lecą na nas. Głębiej wciskamy się w ziemię...
Z naszej dywizji już dawno pozostał tylko numer, kucharze, sierżanci, no i my, obok działa. Szybko przyjdzie i nasza kolej. Kasza znowu z odłamkami: kiedy przynoszący jedzenie czołga się, przebijają termos na jego plecach... podkoszulek i spodnie robią mu się jak z grubego kartonu: zeskorupiałe od krwi i błota. Na kolanach i łokciach – dziury do gołego ciała – czołgał się. Hełm wyrzucił, mało kto je tu nosi, ale za to dużo ich wszędzie leży. Ten przedmiot żołnierskiego wyposażenia jest używany zupełnie niezgodnie z przeznaczeniem. Do hełmu zwykle paskudzimy, potem go wyrzucamy za osłonę transzei, a fale wybuchów wrzucają to wszystko z powrotem nam na głowy...
Zabity cuchnie nie do wytrzymania. Jest ich tu dużo wokół, starych i nowych. Jedni wyschnięci do czerni, głowy jak u mumii, z błyskającymi zębami. Inni spuchnięci, dosłownie mogą wybuchnąć. Niektórzy niedoświadczeni żołnierze kopali sobie ukrycia w piaskowych ścianach transzei i po bliskim wybuchu pocisku, ziemia ich zasypywała. I tak leżą, zwinięci w kłębek, jakby spali pod grubą warstwą piasku. Obraz przypominający grób w przekroju. W transzei sterczą tu i tam części wdeptanych w glinę ciał: tu plecy, tam rozpłaszczona twarz, obok kawałek ręki, brązowe, pod kolor ziemi. Chodzimy po nich.
20 sierpnia. Prawie tydzień nie zamknąłem oczu, nawet się nie chce. Ostatnie dni – strzelanie z działa w wyznaczone płaszczyzny i stanowiska ogniowe, obserwacja wybuchów w ciągu dnia, czołganie się po pierwszej linii z końca na koniec, pod ostrzałem – i krew, krew, krew. Bardzo mało ludzi zostało. Wieczorem rozkaz: wyciągnąć działo na szpicę szturmujących dla wsparcia piechoty...
Nadszedł nasz czas! Rozkaz trzeba wykonać! Ba! Tam, gdzie nawet nocą niebezpiecznie iść zgiętym, stojąc skupiliśmy się w gromadę. Jest nas dwudziestu jeden – tak dużo, bo działo trzeba nieść na rękach, gdyż tak poryta jest ziemia. Do Niemców mniej niż sto metrów, ja myślę, że oni już rozróżniają gwiazdki na naszych pilotkach. Tylko dlaczego milczą?... Ani jednego wystr
Obrona Lenigradu. Historia bez retuszu. Bieszanow, Władimir 9788311114418:308

27.04.2011
Historycznie wojny były inicjowane przez władców, którzy kazali zabijać zwykłym ludziom, nie mającym nic do siebie nawzajem. Cel: Szwajcaria Halbrook, Stephen P. 9788311096905:230

07.06.2011
Właśnie w Sandbostel wpadły mi w ręce dwa numery gazety „Hamburger Tageblat” z początku lata 1941 roku, w których były dwa artykuły, jeden opisujący konfiskatę całego dobytku 9 milionów polskiej ludności, a drugi rzezi polskiego katolickiego duchowieństwa na Pomorzu. Ścigany Giertych, Jędrzej 9788393126477:77

12.07.2011
W walce, jaka się wywiązała obaj utracili broń. Zdesperowany marine wbił palec wskazujący w oko wroga i w ten sposób go zabił. To własnie była groza i okrutna rzeczywistość wojny. Ze starą wiarą na Peleliu i Okinawie Sledge, E. B. 9788388595714:140

31.12.2011
Od tamtej chwili nigdy nie czułem wobec nich [Japończyków] najmniejszej litości ani współczucia, bez względu na okoliczności. Ze starą wiarą na Peleliu i Okinawie Sledge, E. B. 9788388595714:185

31.12.2011
Pełne agresji, grozy, krwi i cierpienia krwawe jatki były jednym z tych szokujących zajść, które powinien zobaczyć każdy, mający jakieś złudzenia co do wspaniałości i chwały wojny. Opanowało nas takie okrucieństwo i brutalność, jakby obie strony były prymitywnymi barbarzyńcami, nie zaś cywilizowanymi ludźmi. Ze starą wiarą na Peleliu i Okinawie Sledge, E. B. 9788388595714:372

31.12.2011
W powszechnym mniemaniu wojna jawiła się jako zajęcie względnie bezpieczne, a na pewno bohaterskie. Co więcej, ludzie byli przekonani, że zacznie się na nasze życzenie, a gdy będziemy mieli jej dość to się skończy. Gławnaja kniga o Wtoroj Mirowoj Suworow, Wiktor 9785995502425:150

19.02.2012
Wszystkie te straszne rzeczy dzieją się na mocy nieprzejednanej logiki wojny i w efekcie silnych więzi między mężczyznami. Jednak nawet w narodzie, który prowadzi wojnę nie każdy mężczyzna jest wojownikiem. Niektórzy przyjmują strategię zwaną przez biologów ewolucyjnych „pokrętną”: udają, że walczą lub że wspierają walczących. Im większa i bardziej złożona jest grupa społeczna, tym łatwiej oszukiwać albo być pacyfistą. Co więcej, oszuści i pacyfiści, którym się powiodło, mogą próbować prosperować, uczestnicząc (reprodukcyjnie) w części nagrody po zwycięstwie. Niektórzy teoretycy, przypisujący wojnę naturze ludzkiej, twierdzą wręcz, ze oszuści mogliby niemal wyeliminować wszystkie geny „wojenne”, wojownicy bowiem, w ostatecznym rozrachunku, wybiją się wzajemnie, krok po kroku, i w efekcie w populacji pozostaną jedynie oszuści oraz pojedynczy wojownicy, którym udało się przetrwać. Żeby wyeliminować ostatnich wojowników, oszuści i pacyfiści musieliby spłodzić więcej potomstwa. [...] Nawet jednak gdyby niewojownikom udało się wyeliminować wszystkich wojowników, populacje niewojowników zaatakowałaby w końcu i zwyciężyła inna grupa z wojownikami. A gdyby nawet wszystkie grupy społeczne na Ziemi składały się już tylko z oszustów i pacyfistów, wystarczyłby jeden zrodzony dzięki mutacji wojownik, który reprodukowałby się jak szalony kosztem niewojowników, nawet za cenę ich śmierci, ci zaś pozbawieni ochrony wojowników, przegrywaliby wszystkie wojny. Wynika stąd, iż jeśli mamy wojnę w genach, to częstość występowania tych genów będzie oscylować w wojennych cyklach i w większości grup będą pojawiać się mężczyźni skłonni do wywołania wojny oraz tacy, którzy oszukują. Oto rzeczywistość wszystkich plemion i narodów. Sprawą najistotniejszą jest to, iż jeśli tylko możliwy jest zabór zasobów, terytorium czy kobiet innej grupy – należy spodziewać się wojny. Ciemna strona człowieka Ghiglieri, Michael P. 9788388221361:302

11.03.2012
Powodem wojen bywała chciwość, ambicje polityczne, uprzedzenia etniczne i rasowe, nienawiść lub zemsta albo przesiąknięta patriotyzmem wiara w przeznaczenie jakiejś nacji. Lepszego jeszcze pretekstu walczącym dostarczała często niewzruszona wiara w prawdziwość jednej, własnej religii wsparta do tego świętą księgą wprost potępiającą wszystkich heretyków i skazującą wyznawców innych religii na śmierć, a do tego gwarantującą żołnierzom Boga pewne miejsce w niebie męczenników. Bóg urojony Dawkins, Richard 9788385458289:375

26.01.2013
W tej chwili zdaję sobie sprawę, że narody zwycięskie lub pokonane nie mogą uniknąć dekadencji spowodowanej przez wojnę. Wojny niszczą w ciągu kilku miesięcy to, co powoli przyswajana kultura budowała na przestrzeni wieków. „Nie zabijaj” jest przykazaniem z pozoru uznawanym przez wszystkich. Wojna wybucha – i oto z dnia na dzień zabicie naszego bliźniego, pod pretekstem, że należy do inne zbiorowości ludzkiej, staje się czymś godnym pochwały. Moje życie, moje filmy Renoir, Jean 6315/K:91

19.09.2013
Gdyby trzeba ich było jakoś określić, powiedziałbym, że żołnierze Wielkiej Wojny byli doskonałymi anarchistami. Na dobrą sprawę mieli wszystko w nosie. Nie wierzyli w żadne szczytne hasła. Patrzyli obojętnie na walące się katedry. Nie wierzyli w sens wojny o wolność. Kpili sobie nawet ze śmierci, uważając, że życie nie jest warte tego by je przeżywać. Zeszli w ten sposób na samo dno egzystencji. Zadziwiające jest, że pomimo kompletnego sceptycyzmu, bili się znakomicie. Dostali się w tryby okrutnej maszyny – i nie wiedzieli jak się z nich wydobyć. Moje życie, moje filmy Renoir, Jean 6315/K:142

20.09.2013
„Walka kosztowałaby nas więcej, niż moglibyśmy uzyskać odnosząc w niej zwycięstwo.” Szaleństwo władzy. Od Troi do Wietnamu. Tuchman, Barbara W. 9788385348542:314

04.10.2013
Wojna już od dawna okazała się grą o sumie negatywnej, ponieważ nawet „zwycięzca” musiał ucierpieć. (Z wojny nie rezygnowano, ponieważ ludzie niewłaściwie postrzegali ją w kategoriach sumy zerowej, lub dlatego, że najmniej cierpiały elity, które ją rozpętały). NONZERO, Logika ludzkiego przeznaczenia Wright, Robert 9788374690287:222

24.01.2014
Szczególne warunki życia, jakie wymuszała wojna i czasy powojenne, doprowadzały raczej do sytuacji, w których górę brały najniższe instynkty. Utracony honor, zdradzona wiara. Relacja żołnierza Liebstandarte Adolf Hitler. Maeger, Herbert 9788360682302:43

31.01.2014
W pierwszej połowie lat sześćdziesiątych byłem już absolutnie przekonany że gospodarka zamiast rozwijać się upada. A przyczyną tego nie wcale nie są brak zdolnych ludzi i kwalifikacji ani też jakiś nadmiar ludzkiego chamstwa. To wszystko oczywiście występuje u nas ale wcale nie w jakimś większym stopniu niż w innych krajach. Przyczyną całego tego zła było centralne planowanie i związana z nim dyktatura. To zrozumienie istoty systemu i brak perspektyw znacząco ostudziły mój zapał. W końcu dotarło do mnie, że cała moja praca i praca milionów innych ludzi służyła wcale nie do obrony (już wiedziałem, że nikt na nas nie zamierza napadać) lecz do wojny. Cały nasz ogromny naród, jak zobaczyłem to podczas moich wielokrotnych delegacji do prawie wszystkich zakątków ZSRR, ponosi ofiary w imię wojny. Zapadnia. Człowiek i socjalizm. Fiedosiejew, Anatolij Pawłowicz ZAPADNIA:186

02.02.2014
„Znaleziono ciała majora Czarneckiego i sierżanta Rzechowskiego. Zostali po wzięciu do niewoli zamordowani: mają poderżnięte gardła, wydłubane oczy, ucięte uszy. Rozkazuję nacierającym moim oddziałom - nie dawać pardonu jeńcom. Podpisał - dowódca „Grupy Rak”, Rakowski generał brygady”. Byłem żołnierzem generała Andersa Czerkawski, Tadeusz Mieczysław 9788374520249:267

15.04.2014
Jest strasznie. W powietrzu czuć zapach spalenizny, spalin i tego nieokreślonego swądu pól bitewnych. Ściągam z wozu śpiwór, rzucam go w rów i rozwijam. Wymacuję jakiś obły kształt w rowie na podgłówek. Rzucam się na posłanie i z miejsca zasypiam. O brzasku słyszę wesołe głosy naszych kanonierów z pocztu:
- Panie poruczniku, jak się panu spało w tym towarzystwie?
Podnoszę się, a oni rozbawieni wskazują na mój podgłówek. Jasna cholera, to nie był kamień, to była głowa w hełmie zabitego niemieckiego oficera!
Byłem żołnierzem generała Andersa Czerkawski, Tadeusz Mieczysław 9788374520249:267_2

15.04.2014
Prawo do posyłania rodzinie: szeregowcom – pięciu kilogramów łupów miesięcznie, oficerom – dziesięciu, a generałom – puda. Krąg pierwszy Sołżenicyn, Aleksander 9788307024950:125

07.09.2014
W Paryżu i Zurychu dosłownie aż się roiło od młodych, eleganckich Biafrańczyków przysłanych tu w różnych oficjalnych misjach. Polegały one głównie na zakupywaniu, na rachunek kraju, najróżniejszych materiałów. Ludzie ci byli początkowo klientami małych hotelików w Quartier Latin, szybko jednak, bo najczęściej po tygodniu, znajdowali drogę do najdroższych hoteli – w Paryżu były to „Meurice”, „George V” i „Crillon”, zaś w Zurychu „Baur au Lac” – oraz do najbardziej ekskluzywnych nocnych lokali i barów, w których spędzali czas w otoczeniu przepięknych, uwodzicielskich damulek. Z niektórymi z tych reprezentantów Biafry spędziłem kilka bardzo miłych wieczorów; bez zmrużenia powieki płacili rachunki opiewające na tysiące nowych franków – a potem cały następny dzień spędzali w swych apartamentach w objęciach chwilowych zdobyczy.

Jestem daleki od tego, aby udawać chodzącą cnotę. W życiu trzeba mieć trochę przyjemności. Ale nie wolno zapominać o obowiązkach i powierzonej sobie robocie. Patrząc więc na tych czarnych playboy'ów myślałem o ich rodakach, którzy z podziwu godnym patriotycznym samozaparciem walczyli w buszu...

Owi poznani przeze mnie próżniacy w oficjalnej delegacji, mieli swoje biuro w Paryżu, w domu nr 33 przy Rue Galilée. Kiedyś tam zaszedłem. Tabliczka u wejścia nosiła napis Biafran Historical Research Institute! Czyżbym się mylił? A więc nie byli to ludzie oddani uciechom życia, lecz historycy prowadzący w pocie czoła w Paryżu studia nad dziejami swego kraju?

Na podjeździe stały rzędem piękne samochody: Jaguary, Porsche, Triumphy. Te błyszczące chromem sportowe wozy należały do zapracowanych historyków. Ciekawe, jakie materiały, prócz tych luksusowych pojazdów, kupowali jeszcze dla swego kraju? Kilka samochodów ciężarowych, pewną ilość wybrakowanych pistoletów maszynowych, butów wojskowych i plecaków – dla żołnierzy, którzy najchętniej chodzili boso, a najcięższe nawet ładunki woleli dźwigać na głowie! Później doszło do mnie, że historycy mieli też udziały w pralniach i przedsiębiorstwach taksówkowych. Ci młodzi ludzie, daleko od ojczyzny, wyraźnie myśleli o zabezpieczeniu sobie przyszłości... Widziałem w moim życiu wielu drani, ale ci budzili we mnie szczególny wstręt. Wygłaszali patriotyczne przemowy, tak wzruszając słuchaczy, że ci otwierali przed nimi swe portfele – a następnie urządzali sobie, za uzyskane pieniądze, fikołki z laleczkami w łóżku. Były to koszty uzysku, obciążające konto czarnego państwa. Imponujące cuda miały też miejsce na rachunkach za materiały zakupywane dla Biafry. Używany samochód GMC, nabyty za dwieście dolarów, sprzedawany był państwu za dwa tysiące – państwu tak przez tych drani bronionym żarliwą elokwencją!

Ostatnia walka Zumbach, Jan 9788327417831:359

07.03.2015
Ci na skraju przednim – długo nie pożyją. Oni są już skazani. Jedyny dla nich ratunek – zostać rannym. Natomiast wielu z tych, którzy są na tyłach, zachowa życie, jeśli nikt nie rzuci ich do przodu, gdy wyczerpią się szeregi natarcia. Będą żyć, wrócą do domów i z czasem stanowić będą podstawę organizacji weteranów. Wyhodują brzuchy, sprawią sobie łysiny, ozdobią pierś medalami, orderami i będą opowiadać, jak to po bohatersku walczyli, jak rozgromili Hitlera. I sami w to uwierzą! Oni też i pogrzebią świetlaną pamięć o tych, którzy zginęli i którzy naprawdę walczyli! Przedstawią wojnę, którą mało co znali, w romantycznej aureoli. Jak to wszystko było dobrze, jak doskonale! Jacyż to z nas bohaterowie! A że wojna to strach, śmierć, głód, podłość, podłość i jeszcze raz podłość – to zejdzie na drugi plan. Prawdziwi zaś frontowcy, których zostało półtora chłopa, a zresztą też stuknięci, schorowani, będą milczeć. A władze, które też w znacznym stopniu przeżyją, ugrzęzną w swarach: kto walczył dobrze, kto źle, a gdyby mnie posłuchano!” 1943 - Rok przełomu Bieszanow, Władimir 9788393046133:205

21.06.2015
Nic tak dokładnie nie ilustruje charakteru tych walk, jak zachowanie się jeńców i sposób ich traktowania. Widziałem sam wielu jeńców rosyjskich, takich, którzy od pięciu zaledwie minut znajdowali się w niewoli, i takich, którzy byli już od miesiąca – wszyscy na ogół zdradzali żywe zadowolenie ze swego losu i traktowali niewolę jako wyswobodzenie z jarzma trudów i niebezpieczeństw wojny. Poza bezpieczeństwem, jakie niewola im zapewniała, mieli ponadto dostateczną, nawet nadmierną ilość pokarmu, bez obawy rozstrzelania przez komisarzy żydowskich w razie dezercji i tortury, jakich nie szczędzili Chińczycy za najmniejsze przewinienie lub za wyrzekanie na porządki sowieckie. Poza tym jeńcy rosyjscy nie tęsknili jakoś wcale za uciechami wojny i nie wspominali radości zwycięstwa. Doszli oni na podstawie przeżytych doświadczeń do wniosku, że łupy, czerpane z plądrowania zdobytych miast, o wiele mizerniej wyglądają w praktyce niż w teorii oraz, że przecenia się stanowczo w ogóle wszystkie rozkosze wojenne. Osiemnasta decydująca bitwa w dziejach Świata Abernon, Edgar Vincent d' 9788375651232:112

04.09.2015
Zresztą, jak w każdym wojsku, a tym bardziej w wojsku oddającemu wrogowi własne ziemie, w Wermachcie również tracono tchórzy i dezerterów: „Dla zastraszania żołnierzy dowództwo Grupy Armii „Wisła” prawie na wszystkich drogach do Gdańska i Gdyni, na placach miast rozkładano szubienice. Nasze wojska znalazły ponad 140 powieszonych, do ich ciał przymocowano tabliczki z napisem „Powieszony za samowolne zostawienie pozycji” albo „Powieszony za tchórzostwo”. Towarzysz Stalin również rozstawiał szubienice w wyzwolonych miastach – dla zdrajców i przestępców wojennych. Dokładnie tak samo jak w Armii Czerwonej, dla żołnierzy, „którzy zostali skazani, ale obiecali poprawę”, powołano w Wermachcie „pięćsetne” bataliony karne, które nader wysoko ocenił sobie generał Raus: „Oddziały te zajmowały najbardziej niebezpieczne punkty. Batalionami karnymi dowodzili doświadczeni oficerowie i podoficerowie i oddziały te sprawdziły się bardzo dobrze. Chwilowa improwizacja stopniowo przekształciła się w całą strukturę, która zdobyła sobie powszechne uznanie. Chwalili ją nie tylko skazani, ale również dowódcy oddziałów, którym przekazywano bataliony karne”. Wszystko jak u nas. 1945 - rok zwycięstwa Bieszanow, Władimir 9788364066009:2017

14.10.2018
Na wojnie człowiek staje się straszną i niepojętą istotą. 1945 - rok zwycięstwa Bieszanow, Władimir 9788364066009:312

27.10.2018
Współzawodnictwo z innymi wodzostwami wymuszało na wodzach także przestrzeganie norm uczciwości. Wojna pomiędzy wodzostwami była częstym zjawiskiem w Polinezji, a podczas wojny skuteczność społeczna jest wysoko ceniona. Klasy rządzące, które są wyjątkowo pasożytnicze, monopolizują owoce wspólnej pracy i przez to zniechęcają do niej, zwykle zatem przegrywają, a ich modele kulturowe lądują na śmietniku historii. Natomiast religia, która wzmacnia spójność i produktywność społeczeństwa, może nie tylko przetrwać, lecz także rozpowszechnić się, przenikając do słabszych społeczności w drodze podboju. Może powielać się również w sposób pokojowy. Podobnie jak ludzie naśladują tych, co odnieśli sukces, społeczeństwa mogą naśladować silne społeczeństwa. Ewolucja boga Wright, Robert 9788376484716:69

28.10.2018