Fizyka Życia

Fizyka Życia - Dziennik

rok 2019

Wojtek

Odszedł Wojtek Kuhn - gość, którego bardzo lubiłem, choć w gruncie rzeczy daleki znajomy. Po mszy jego przyjaciel powiedział o nim kilka słów i przy okazji bardzo celnie podsumował stan, chyba nie tylko mojego, ducha:

To kim jesteśmy jest sumą naszych relacji z innymi. Gdy ktoś znajomy odchodzi to tak jakby odchodziła cząstka nas samych.

Poincaré – Lorentz – Einstein

Prof. Dr Adam Kwiatkowski
NR 17(779) 23 Kwietnia 2005 NCzas

18 kwietnia świat obchodził 50. rocznicę śmierci Alberta Einsteina. Kariera tego nazwiska jest niesłychanie pouczająca – pokazuje, jak nowoczesna nauka staje się (wtedy dopiero zaczęła się stawiać) terenem, na którym decyduje IV Władza – czyli gazety.

Autorem zasady (nie teorii!!) względności był genialny francuski matematyk, astrograf, fizyk i filozof (Juliusz) Henryk Poincaré (1854-1912). To ten wielki umysł wykazał, że sposób przedstawiania świata, w tym i teorii fizycznej, jest względny – i właściwie możemy w tych rozmaitych sposobach wybierać. Poglądy Poincarégo wyrosły z uogólnienia odkryć takich geniuszów myśli, jak Karol Fryderyk Gauss, Janusz Bolyai, Mikołaj Łobaczewski czy Bernard Riemann – którzy wykazali, że nawet geometria jest względna. Na podstawie tej teorii przepowiedział ugięcie się promieni światła, co zostało (przed Einsteinem potwierdzone podczas zaćmienia Słońca.

Natomiast teoria relatywizmu została odkryta przez wielkiego fizyka holenderskiego Henryka Antoniego Lorentza (1853-1928). To On w 1904 r., już jako noblista, opublikował słynny wzór (transformacja Lorentza) pokazujący (między innymi), że podczas ruchu długość przedmiotu ulega skróceniu.

  _______
L=L0  1-v2/c2 

Opóźnienie czasu w polu grawitacyjnym (oraz przy przyspieszeniu), a więc i słynny "paradoks bliźniąt" przypisywany Einsteinowi – wszystko to jest zasługą Lorentza, a nie Einsteina! Lorentz otrzymał Nagrodę Nobla w 1902r. Einstein dopiero w 1921r. - właśnie dlatego, że jego teoria była wtórna.

Albert Einstein był zdolnym niemieckim Żydem (przeniósł się do Szwajcarii, rezygnując z poddaństwa Kaiserowi), absolwentem Eidgenössische Technische Hochschule (Konfederacyjnej Wyższej Szkoły Politechnicznej) w Zurychu (to była dobra uczelnia; pamiętajmy przy tym ze ówczesna matura to zazwyczaj więcej niż dzisiejsze magisterium!) - i pracownikiem biura patentowego, który w wolnych chwilach rozmyślał nad tymi sprawami, wykładał fizykę uczniom, potem zrobił doktorat i habilitację w Bernie. I przyszło mu do głowy, że transformacja Lorentza jest właśnie wcieleniem zasady względności. W ten sposób powstała (w 1905r.!) tzw. szczególna teoria względności – jak najbardziej poprawna teoria fizyczna potwierdzona późniejszymi obserwacjami.

Uczeni pokiwaliby nad tym głowami, pocmokali, może dostałby jeszcze wcześniej Nagrodę Nobla – i tyle – gdyby nie to, że jeden z fizyków wyraził się o nim jako o twórcy teorii "inaczej porządkującej świat" - co zresztą jest prawdą (pamiętajmy, że Poincaré pisał po francusku, nie po angielsku, więc jego prace są właściwie do dziś na bocznym nurcie wiedzy!). I oto nowojorska "Herald Tribune" postanowiła zrobić z tej teorii sensację. Przedrukowała ją na pierwszej stronie z komentarzem: "Nic z tego nie zrozumiemy; jeśli jednak ta publikacja przyspieszy postęp nauki choć o jeden dzień, jesteśmy dumni, żeśmy się do tego przyczynili".

Wybuchł szał – ale nie wśród uczonych, lecz wśród laików. Potem w latach 20. minionego wieku, przyszła druga fala zainteresowania Einsteinem – gdyż jego teoria (a raczej pochodzenie) nie podobało się Hitlerowi, co robiło mu publicity w USA. Na jego publiczne wykłady przychodziło czasem i 1000 (!) osób, co Einstein komentował: "Nie wiedziałem, że w Ameryce tyle osób zajmuje się rachunkiem tensorowym". Z tego tysiąca coś zrozumiały może dwie – ale potęga mediów sprawiała, że wszyscy wychodzili przeświadczeni, że wzbogacili swój umysł. Co zapewne też było prawdą – zmuszenie umysłu do myślenie samo w sobie jest korzystne.

Być może, gdyby gazeta nie była w rękach żydowskich, a Einstein nie był Żydem, do tego by nie doszło. Jednak pamiętajmy, że Bóg wybiera Sobie rozmaite narzędzia. Z punktu widzenia nauki jest obojętne, czy (szczególna) teoria względności wiązana jest z Einstein'em, Lorentz'em czy Poincaré'm (tak samo, jak nauce jest obojętne, czy Ameryka nazywana jest od Krzysztofa Kolumba, czy od Emeryka Vespucciego) natomiast postęp był niewątpliwy. Należy się więc cieszyć. Choć Holendrzy z pewnością woleliby, aby "Herald Tribune" należała na przełomie wieków do Holendrów.

Lorentz aż do śmierci był bezsprzecznie największym autorytetem naukowym. Natomiast Einstein stał się ofiarą własnej sławy (w Ameryce). Uznany przez dziennikarzy za absolutnego geniusza, resztę życia spędził, starając się tej sławie dorównać. Prawdziwego postępu w fizyce - np. teorii kwantów – nie rozumiał zupełnie (w odróżnieniu od znacznie starszego Poincarégo!!). Natomiast pod naciskiem mediów, oczekujących, że wymyśli znów coś absolutnie genialnego – ogłosił tzw. ogólną teorię względności, która w ogóle nie jest teorią fizyczną!! A mimo to właśnie wtedy otrzymał Nobla.

Ogólna teoria względności po prostu mówi, że zamiast patrzeć na świat, w którym działają różne siły, można nań patrzeć, jakby miał on zmienną geometrię. Zamiast mówić: "Siła grawitacji ciągnie kulkę skosem w dół", mówimy: "Kulka znajduje się na pochyłej płaszczyźnie". Jest to ciekawe, choć kompletnie bezpłodne. Co nie znaczy, że mało wartościowe! Np. słynne twierdzenie Pappena (o dualizmie) jest też jałowe – ale jakże ciekawe, piękne i pouczające. Być może, patrząc na świat w ten sposób, ktoś odkrył lub odkryje coś, czego by nie odkrył, patrząc na stary poczciwy świat, w którym istnieje grawitacja…

Może inne porównanie. Można (i Poincaré biłby brawo zza grobu) ogłosić dziś że np. szybkość światła nie jest stała, lecz nieskończona. Wystarczy we wszystkich wzorach (które bardzo się z tego powodu skomplikują, niestety – na przykład słynne E=mc2) podstawić odwrotność transformacji Lorentza. Odbywa sposoby widzenia świata będą, zgodnie z zasadą konwencjonalizmu Poincarégo, równie dobre. Jednak jeśli gazeciarze nazwą to drugie spojrzenie "przełomowym odkryciem naukowym" - no nie: jeszcze za to Nobla się chyba nie dostanie. Chociaż… Jeśli rząd naukowca, koniecznie "postępowy", trochę przyciśnie szwedzkich akademików, to kto wie?

Piszę o tym, bo kariera Einsteina znaczyła kres nauki rozumianej klasycznie. Gdzieś między szczególną teorią względności a ogólną teorią względności przebiega granica upadku. Miejsce uczonych, pracujących własnym sumptem, zajmują dziś "pracownicy nauki" opłacani przez rząd (pół biedy tam, gdzie rządy delegują to prawo poprzez ulgi podatkowe na zamożnych obywateli; à propos: czy w Polsce można ten swój 1% przekazać jakiemuś badaczowi?). Oraz istnieją "sławy naukowe", niekoniecznie popierane przez rządy (np. Noam Chomsky), kreowane na "geniuszów" przez telewizję. Uniwersytet nie odważa się takiego zwolnić, choćby plótł duby smalone. Zresztą jego telesława przyciąga przecież studentów – a o to chodzi.

Einstein stał jedną nogą jeszcze w epoce tytanów nauki – a drugą już w epoce najemnych, hodowanych na pęczki naukowców. Pomysł Komisji Europejskiej, by włożyć ileś tam miliardów w naukowców i Europa dogoni Amerykę, wzbudziłby do lat 20. ubiegłego wieku śmiech wszystkich prawdziwych uczonych, z Einsteinem włącznie.

To on przecież, gdy narodowo-socjalistyczni fizycy za pieniądze Rzeszy wypichcili zbiorowe dzieło, w którym ich stu (!!) udowadniało, że teoria względności jest błędna, zauważył krótko: "Gdyby była błędna, wystarczyłby jeden!".

Dziś urzędnik przyznający granty na dalsze badania, by nie zrobić pomyłki, na pewno urządziłby w tej sprawie głosowanie.

[Zródło str. 1]  [Zródło str. 2]

Przecelne ujęcie sprawy

My im obiecujemy, oni wybierają nas za to, co im obiecujemy i sami sobie płacą za to, co im obiecaliśmy...

Tworzenie Matrix'u

Wykorzystywanie mediów do kreowania rzeczywistości. „Poprzez multiplikację oraz zdolność docierania i otaczania człowieka fałszywą rzeczywistością tworzą zupełnie inny obraz”

Rosjanie 1,5 roku temu obok wojsk cybernetycznych stworzyli wojska informacyjne jako równoległą i wspierającą siłę działań w cyberprzestrzeni. Chodzi o powielanie, upowszechnianie, koncentrowanie na danym miejscu i osobie bądź grupie osób fałszywych informacji, które najpierw są kreowane przez specjalistów od walki informacyjnej, a następnie upowszechniane przez narzędzia cybernetyczne. W ten sposób można doprowadzić do sytuacji, w której odbiorca ma wrażenie, że miliony osób potępiają np. katolicką naukę społeczną. Tak naprawdę siedzi tam jeden człowiek, który jak napisze jakiś tekst, to później go powiela i modyfikuje, żeby sprawiać wrażenie, że to nie jest jeden tekst, ale różne teksty. Bardzo niewielka grupa osób może upowszechniać w ten sposób przez media fałszywe informacje – powiedział Antoni Macierewicz w Radiu Maryja.

 

Jak na razie nie znalazłem niczego co by lepiej symbolizowało Matrix,
niż obraz Malczewskiego "Błędne koło"

Jeśli zobaczymy, że jakiś materiał „oglądało 14 mln osób” – to robi to na nas wrażenie. Jeżeli tyle osób go oglądało, to znaczy, że „jest to coś bardzo ciekawego, wartościowego i interesującego”, a tymczasem jest to fakenews, nieprawda, albo wręcz szkalujący materiał – dodał Macierewicz.

Wspomniał także kwestię ataków cybernetycznych w czasach, gdy był ministrem obrony narodowej. – Takich ataków w stosunku do najwyższych generałów w państwie było kilka, kiedy kierowałem MON, żeby sztucznie stworzyć wewnętrzny konflikt. Później jest on powielany przez inne środowiska, np. opozycyjne: „O, proszę bardzo, jest konflikt wewnętrzny w MON, bo ten generał powiedział to i to”. On wcale tego nie powiedział. Jemu to przypisano poprzez fałszywą informację, która była rozpowszechniona w setkach tysięcy informacji. To pokazuje, jak rozbudowany jest system ataku i jak rozbudowany musi być w związku z tym system obrony – podkreślił.

Dodał przy tym, że „czołowym państwem w kwestii cyberbezpieczeństwa, poza państwami anglosaskimi, jest Estonia”. Natomiast atak cybernetyczny „może przyjść z każdego kierunku i może nastąpić w każdym czasie”.

Zatem każde państwo, korzystając ze współpracy w ramach Sojuszu NATO, musi mieć autonomiczny system bezpieczeństwa. Jeśli nie ma autonomicznego systemu bezpieczeństwa cybernetycznego, to konsekwencje mogą być dramatyczne – podsumował Macierewicz.

[Źródło]

Faust, a sprawa Polska

Te tak różne, różne osoby

Film złożony z nowel Antona Czechowa. Nowel jest kilka, postaci kilkanaście, wszystkie one grane są przez jednego aktora - Igora Iljińskiego:

Link do filmu

Tu akurat Iljiński przypomina Luis'a de Funes'a