Polecam
Wyprawy
Lata poprzednie
Rok 2016
Rok 2017

Fizyka Życia - Dziennik

Rok 2016

2016.12.31 Sobota

 

Nowi prorocy starych kłamstw

Jutro na ósmą rano mamy odwieźć tatę na onkologię. Będą mu wycinali węzły chłonne, ma przerzuty.

Ani nie balujemy, ani nie robimy hardcorowej nocnej wyprawy. Jakoś nie mamy na nic ochoty. Jutro, już z samego rana trzeba będzie mieć jasny umysł.

Słucham sobie piosenek Budki Suflera. Wyłapuję słowa i frazy. Jedna szczególnie przypada mi do gustu: "Nowi prorocy starych kłamstw". Piękna kompozycja słowna do celnego opisu charakterystyki naszych polityków. Wszyscy oni działają według tego samego schematu: dorwać się do władzy coś tam obiecując, po czym w pełni korzystają z życia dzięki temu, że ją sprawują. Pieprzą głupoty, udają, że dbają o gospodarkę poprzez finansowanie czegoś (głównie swoich kolesi), a w gruncie rzeczy realizują bardziej lub mniej ukryty socjalizm i lewactwo.

Nikt w naszej rzeczywistości medialnej nie mówi o inkluzywności, subsydiarności i realnej ekonomicznie solidarności. W ogóle mało kto wie co to jest, a już chyba nikt nie wie, że są to trzy podstawowe filary dobrobytu Szwajcarii, która od wielu lat zajmuje czołowe miejsce w przeróżnych rankingach najbogatszych krajów Świata.

Budka Suflera: Wszystko to widział Świat

Nie ufaj zbytnio nowym modom,
Które dziejowy niesie wiatr.
Nim w lepsze jutro cię powiodą,
Skąd przypłynęły, lepiej sprawdź.
Nie ufaj zbytnio świeżym hasłom,
Na których jeszcze farba schnie.
Nim uznasz je za swoje własne,
Z historii parę lekcji weź.
Wszystko się już dawno gdzieś wydarzyło,
Nowe wciąż wraca raz po raz.
Nie łudź się że gdzieś tam czegoś nie było,
Wszystko już prawie widział świat.
Choćbyś za sobą spalił mosty,
Z przeszłością wszelki zerwał pakt,
Na twojej drodze znów wyrosną
Nowi prorocy starych kłamstw.
Co jakiś czas przez drzwi otwarte
Ktoś usiłuje z trudem przejść,
Co jakiś czas z tysiąca gardeł
Na nowo płynie stara pieśń.
Wszystko się już dawno gdzieś wydarzyło,
Nowe wciąż wraca raz po raz.
Nie łudź się że gdzieś tam czegoś nie było,
Wszystko już prawie widział świat.

Autor tekstu: nieznany

Link do piosenki

 


 

2016.12.24 Sobota

 

O mądrości, inteligencji, wiedzy i wykształceniu

Miesiąc temu zacząłem pisać o myśleniu absolutnym, ale do tej pory jeszcze tego nie skończyłem. A dziś na portalu Wolnosc24.pl ukazał się artykuł Wojciecha Tomaszewskiego na ten temat.

 

Krótki traktat o mądrości, inteligencji, wiedzy i wykształceniu

Wojciech Tomaszewski - 24 grudnia 2016

Nieraz słyszy się opinię o kimś: „taki mądry, a tak głupio postępuje” albo „taki inteligentny, a nie wie co zrobić” albo „moja córka ma wiedzę, skończyła dwa fakultety”. Powyższe określenia niestety nie są poprawne. Bardzo często mylimy mądrość z inteligencją, wiedzę z wykształceniem lub inteligencje z wiedzą. W sumie te przymioty umysły, mimo że sprawiają wrażenie zależności jednych od drugich, są bardziej niezależne i zależne od siebie.

Wiedza jest zasobem posiadanych informacji. Wykształcenie jest udokumentowanym poświadczeniem zdobycia wiedzy. Wykształcenie jest także jednym z trzech sposobów zdobycia wiedzy. W Polsce mamy oficjalnie 5 stopni wykształcenia (podstawowy, gimnazjalny, zasadniczy zawodowy, średni, wyższy).

Wiedzę można nabyć przez trzy sposoby. Pierwszym jest wykształcenie, drugie jest samokształcenie. Wiedzę także nabywamy przez doświadczenie życiowe. Wykształcenie nie jest tożsame z wiedzą. Ono oczywiście sprzyja jej nabywaniu i istnieje prosta zależność pomiędzy coraz wyższym stopniem wykształcenia a coraz większą wiedzą. To nie oznacza jednak, że każdy to np. ukończył studia wyższe, nabył odpowiednią wiedzę. Każdy, kto studiował, spotkał na studiach osoby, które mimo ukończonych studiów, mają wiedzę daleko niezadowalającą. Ponadto zmienia się też określenie „wykształcony/a”.

W Polsce przed wojną za osobę wykształconą uznawano, posiadającą maturę. Po wojnie mniej więcej od lat 70. ubiegłego wieku za taką osobę uważano kogoś „po studiach”, ale ówczesne badania wykazywały, że ci magistrowie mieli mniejszą wiedzę ogólną niż przedwojenni maturzyści. Współczesne pokolenie magistrów ma jeszcze mniejszą wiedzę ogólną niż magistrowie przed kilkudziesięciu lat. Obecnie termin osoba wykształcona coraz bardziej przesuwa się w kierunku osób z doktoratami.

Niedocenionym u nas sposobem zdobywania wiedzy jest samokształcenie. W niektórych przypadkach, jeśli ono zamienia się w pasję, może przynieść zaskakujące rezultaty. Pół wieku temu, znany był przypadek kamieniarza czy murarza z Poznania. On był takim pasjonatem Mickiewicza, że poprzez ustawiczne samokształcenie z życia i twórczości naszego wieszcza narodowego, osiągnął taką wiedzę z tego zakresu, iż profesorowie wyższych uczelni przyjeżdżali do niego na konsultacje.

Inteligencja jest zdolnością pojmowania i rozumowania oraz umiejętnością analizowania. Posiadana wiedza jest pomocna w tym procesie rozumowania i analizowania, ale posiadanie wiedzy nie zawsze jest warunkiem koniecznym do wyciągnięcia właściwych wniosków. Zdarza się, że nadmiar wiedzy przeszkadza we właściwym rozumowaniu. Niestety coraz częściej, ludzie o dużej wiedzy, np. profesorowie wyższych uczelni, mają problemy ze zrozumieniem nieraz prostych spraw i potrafią je zupełnie niepotrzebnie skomplikować. Mówimy wtedy, że prosty człowiek na „chłopski rozum” lepiej by to zrozumiał. Tzw. chłopski rozum to nie innego jak zdolność prawidłowego rozumowania wynikająca nie z wiedzy, z doświadczenia życiowego i intuicji. To pozwala nam powiedzieć, że inteligencja jest właściwością autonomiczną, od wiedzy i wykształcenia.

Mądrość to umiejętność podejmowania właściwych decyzji (mądrość teoretyczna) oraz umiejętność właściwego postępowania (mądrość praktyczna).

Z tych wszystkich czterech określeń (wykształcenie, wiedza, inteligencja, mądrość), mądrość jest najważniejsza. O co prosił Salomon, Pana Boga? O mądrość. Można mieć wykształcenie, wiedzę i wiedzieć co należy zrobić (inteligencja), a nawet jak to należy zrobić (roztropność), ale z braku mądrości nie jest się w stanie podjąć właściwych decyzji.

Jak to wygląda w praktyce ? Podam to na bardzo prostym przykładzie, żeby nie skomplikować sprawy.

Ktoś ma do napisania artykuł, na podstawie trudno dostępnych źródeł. Autor rozumie, co należy zrobić, że należy je poszukać tam, gdzie mogą być dostępne (inteligencja). Wie jak należy to zrobić i szuka je w Internecie, który jest najszerszą bazą informacji (roztropność). Dowiaduje się, że potrzebne informacje znajdują się w bibliotece i podejmuje decyzje udania się tam (mądrość teoretyczna). Niestety nie postąpił właściwie, ponieważ zapomniał sprawdzić godziny otwarcia biblioteki i zastał ją zamkniętą (brak mądrości praktycznej).

 


 

2016.11.26 Niedziela

 

Uogólniony scenariusz powieści

Uogólniony scenariusz powieści

 


 

2016.11.20 Niedziela

 

Myślenie absolutne

 

It is very unnerving to be proven wrong, particularly when you are really right and the person who is really wrong is proving you wrong and proving himself wrongly... right Denerwujące jest gdy ktoś mówi ci, że jesteś w błędzie, szczególnie wtedy gdy jednak masz rację a ten, kto zarzuca ci błąd sam jest w błędzie, mniemając błędnie, że ma... rację.

 

Chciałem szybko opisać ten temat, ale jak zwykle tworzyć szybko się nie da. Dlatego w dniu 2017.01.06 niedokończone opowiadanie przeniosłem na stronę poświęconą mojemy dojściu do Myślenia Absolutnego.

 


 

2016.11.17 Czwartek

 

Executive order 6102

5 kwietnia 1933, prezydent kraju szczycącego się tradycjami wolności i prawa wydał dekret konfiskujacy złoto będące w prywatnym posiadaniu swoich obywateli. Był nim słynny dekret wykonawczy (executive order) numer 6102. Ci, którzy zgodnie z konstytucyjnym wymogiem od początków republiki używali złota i w nim widzieli rękojmię stabilności i bezpieczeństwa zostali w bezceremonialny sposób obrabowani przez swój własny rząd. Rząd który demokratycznie wybrali cztery miesiące wcześniej.

“All persons are hereby required to deliver on or before May 1, 1933, to a Federal Reserve Bank or a branch or agency thereof or to any member bank of the Federal Reserve System all gold coin, gold bullion and gold certificates now owned by them.” –[wymaga się aby wszystkie osoby dostarczyły do dnia 1 maja 1933 lub wcześniej do rezerwy federalnej, jej biura lub agencji albo do dowolnego banku systemu rezerwy federalnej wszytkie złote monety, złoty bulion i certyfikaty złota obecnie w ich posiadaniu.]

grzmiał executive order 6102 Roosevelta.

[Źródło]

 


 

2016.11.10

Czwartek

[Ahamkara]

 

Co pokazał zwrot w promocji?

Lidl w trybie pilnym kończy kłopotliwą promocję

Pod koniec października Lidl wprowadził odważną akcję promocyjną. Każdy, kto kupił produkty marek własnych dyskontu, ale nie był z nich zadowolony, mógł zwrócić w sklepie opakowanie po tym produkcie i otrzymać pełny zwrot pieniędzy za zakupy.

Akcja okazała się tyleż popularna, co kłopotliwa. I to zarówno dla pracowników sklepów, jak i klientów. Polacy na dużą skalę zaczęli zwracać do sklepów puste opakowania po produktach, tworząc duże kolejki w sklepach. Jak to wyglądało w praktyce, idealnie pokazuje zdjęcie, które zamieścił na Twitterze Jakub Biel:
[Źródło]

~Paweł do ~a: Moim zdaniem jest dokładnie odwrotnie. Elity biorą się z narodu - tego narodu. I choć szczerze nie cierpimy posłów i senatorów to większość z nich wybieramy na swój obraz i podobieństwo. A ci z kolei czując się bezkarnie, bezczelnie pozwalają sobie na więcej niż przeciętny Kowalski, stąd wrażenie, że są w jakiś specjalny sposób skorumpowani...

Zwykły Kowalski, który oszukiwał szefa na delegacji na 10 zł (bo "złodziej" za mało mu płaci), brał 50 kartek A4 na potrzeby prywatne i wynosił z hotelu "darmowe" ręczniki, z bufetu "darmowe sałatki" kiedy zostaje posłem rozlicza wirtualne przejazdy samochodowe na trasę Warszawa-Madryt, za zupełnie niewirtualne pieniądze... Ani w jednym, ani w drugim przypadku nie ma świadomości, że robi coś złego...

Patrząc na takiego posła "zwykli" ludzie krzyczą wtedy; złodzieje, złodzieje !!!, a smutna prawa jest taka, że to często tacy sami złodzieje jak oni sami, tylko z poczuciem bezkarności i działający na o wiele większą skalę.

~obywatel: No i znowu wyszło, że Polacy to naród chciwy, egoistyczny i kombinatorski, naród gdzie 90% to katolicy, a jaki naród taka władza. Zresztą w moim mieście pan Burmistrz ma w posiadaniu 3 mieszkania, jakaś działka, 3 samochody chyba po 100 tyś, zarobki 150 tyś. i jeszcze potrafi brać kasę za zasiadanie w komisji alkoholowej 1,5 tyś,zł, i brać kasę za delegacje wszelkie na około 1 tyś.zł. ale oczywiście co niedziela na mszy z żoną jest.

~Pipa: To jest szok co ludzie wyprawiaja. Nie bez przyczyny reszta świata się z nas nabija. Brak mi jest odpowiednich słów żeby opisać moje oburzenie w tej sprawie. Doszły mnie słuchy, że na parkingu przed Lidlem ludzie przelewali co tylko się da do woreczków i wracali z opakowaniami do sklepu. Ludzie to buraki i bezszczelne gnoje.

~klient do ~flet: W Niemczech i Czechach też była taka akcja i jeszcze gorsze rzeczy się działy, buractwo i cwaniactwo to cechy ponadnarodowe...Można się za tych klientów wstydzić, ale narodowość mało ma do rzeczy, pojęcie "homo sovieticus" również, bo Niemcy zachodni jakoś akcji nie zbojkotowali....

Derduch: Jasne że się nie zmieni. Populizm, lenistwo i pseudo-cwaniactwo w tym, jakże katolickim kraju. Dno i wstyd.

Isia Czeszak: to jest okropne, to jest właśnie to lumpiarstwo które wybrało lumpy... Mentalność dziadów. I myśli, że to takie cwane jak to 500+

~Hehe: Eeee tam, marudzicie ja nie korzystałem co prawda z tej promocji ale ostatecznie to tylko trochę Niemcom odebrali... Co w tym złego?

~Kostek: Pojęcia godność,honor ,etyka ,są nieznane większości społeczeństwa ,nie tego uczą w szkołach ,teraz lansowane są cwaniactwo ,wciskanie się wszędzie na krzywy ryj ,życie na cudzy koszt ,zagarnianie wszystkiego dla siebie ,egoizm ,brak szacunku dla innych i pasożytnictwo.Dlaczego właśnie tacy ludzie się rozmnożyli? ,to potomkowie tych kradnących wszystko co się dało z zakładów pracy w PRL-u ,to ci dla których słowo honor zawsze będzie abstrakcją,kultura osobista to puste słowa ,prostacy i tyle ,tacy są wszędzie w sejmie i UE wyłudzenia są na porządku dziennym (żądanie 5 milionów za męża przez panią Gosiewską która tylko dzięki śmierci męża została eurodeputowaną ,zarabiając krocie ,przyzwoite nie jest) Ten model zachowania roznosi się wszędzie ,pazerność i wyłudzenia oraz całkowity brak honoru i przyzwoitości występują wszędzie i nie są krytykowane ,dziwne ale prawdziwe.

~x do ~baśka: Kilka lat temu byłam na zakupach w Londynie. Pierwsze wejście do sklepu i szok, ciuchy na podłodze i tłumy bab -nie mogę ich nazwac inaczej- depcące po tych ubraniach. Kosmetyki porozrzucane na podłodze, pamiętam cień do powiek rozbity, rozsypany i rozniesiony butami dookoła stoiska.
Koleżanka powiedziała że to należy do "dobrego tonu", nie wolno absolutnie układac ubrań, skałdac niczego itd. TO PRACA dla setek ludzi. Co ciekawe to zjawisko dotyczyło nie tylko Primrku ale również dobrych sklepów.

~Viki: Tak czytając wasze komentarze to zastanawiam się czy po myśleliście o tych kasjerkach, one to przeżywały horror. Z jednej strony klienci kupujący, narzekający bo długo w kolejce stoją a z drugiej pełno śmieci, które śmierdziały i one musiały to dotykać oraz odłożyć w odpowiednie miejsce. Inni ludzie chcą dać na taśmę zakupy, a na taśmie resztki, mokro czy nawet lepi sie, one muszą to po wycierać i za nim klient wyłoży zakupy to czeka na wytartą część. Po prostu masakra, współczuję tym dziewczyną, ja zapewne bym wstała i sobie bym poszła. Pracuje też w markecie i spotkałam wiele typów ludzi, były czasem różne akcje czy komentarze (dobre i złe), ale to co ludzie zrobili pod czas tej akcji Lidla przekracza wszelkie granice zdrowego rozsądku.

 


 

2016.11.09

Środa

[Dziennikarze]

 

Wygrał Trump

Donald Trump prezydentem. Decyzję podjęto w przyczepie.

Sfrustrowani, biali, niewykształceni Amerykanie, siedzący całymi dniami przed telewizorami w swoich przyczepach, w dużej mierze zdecydowali o losie USA i świata. Przez lata ignorowani, marginalizowani i pogardzani wreszcie dali o sobie usłyszeć.

Znajdziesz go w obdartej przyczepie za miastem. Pewnie ogląda teraz „The Jerry Springer Show”, kołtuński talk-show z dziko ryczącą publicznością, w którym rozmówcy bez żenady piorą na wizji swoje brudy i okładają się po twarzach ku nieskrywanej satysfakcji prowadzącego. Raczej nie czyta gazet. Nie chodził do szkoły średniej. Jest białym mężczyzną w wieku produkcyjnym, ale pracy nie ma, bo nikogo nie interesują jego kwalifikacje. Czy może raczej ich brak. Kiedyś pracował przy taśmie produkcyjnej. Ale ta jego taśma się zatrzymała lata temu. A może mu się po prostu nie chce nic robić? Gdy go zapytasz, skąd pochodzili jego przodkowie, nie odpowie, że z Niemiec czy z Anglii. O nie, oni byli z Ameryki.

Ojczyzna was nie kocha

Niektórzy sami o sobie mówią „white trash”, czyli biała biedota. Tak jak w 2007 roku zrobił to niejaki Derek Arteta, uczestnik szóstego sezonu programu „The Apprentice”, w którym ocenia się umiejętności biznesowe. Prowadzącym i jurorem w jednej osobie był wówczas Donald Trump. Wyrzucił z programu Artetę za jego słowa. – To nie jest ładne określenie. Nie chce zatrudniać kogoś, kto określa się jako „white trash”, nawet jeśli żartuje, a mam wątpliwość, czy to był żart – powiedział. Czy wiedział, że za blisko dekadę właśnie tacy ludzie jak Arteta otworzą mu drogę do Białego Domu?
[Źródło]

I reakcja internautów

~Piotr M :
Dlaczego dziennikarz - autor tekstu relatywizuje ludzi? Strukturalne bezrobocie, brak wykształcenia, bieda to efekt takich a nie innych procesów gospodarczych. Często zamiatania pod dywan i kanalizowania problemów społecznych. Fałsz wyszedł, być może trzeba z powrotem wrócić do pracy u podstaw i zastanowić się, czy w erze internetu, automatyzacji, robotyzacji i złego podziału zysków czegoś w tym wszystkim nie zmienić? Bo jak na razie winę zrzuca się na "white trash" a nie widzi się, że ten nawis jest coraz większy. Bo zapewniono ludziom minimum socjalne, zamiast zapewnić pracę i poczucie, ze jest się potrzebnym społecznie.

~prawda :
Domyślam się, że "Pan Dziennikarz" jest zwolennikiem Hillary Clinton.
A Hillary Clinton "pochyla się z troską" nad losem wszystkich biednych ludzi?
Tymczasem "Pan Dziennikarz" żywi do tych biednych ludzi głęboką pogardę, ujawniając rzeczywiste poglądy pani Clinton, jak również jej zwolenników. A ci zwykli, niewykształceni ludzie doskonale to widzą, widzą prawdziwy obraz świata, a nie ten który pani Clinton i jej zwolennicy próbują prostemu ludowi podsunąć.
Powstaje więc pytanie kim naprawdę jest "Pan Dziennikarz".
Czy jest osobą tak nierozgarniętą, że nie widzi jaki jest świat? Przypominam - niewykształceni prostacy którymi "Pan Dziennikarz" gardzi, widzą!
Czy jest zwykłym oszustem próbującym wmówić "prostakom", że świat wygląda inaczej?

~Lika :
Jak mozna coś takiego napisać. Znam wykształconych, bogatych amerykanow głosowali na Trumpa. Duza ludzi klosowalo przeciwko skorumpowanej, fałszywej, żadnej władzy i pieniędzy Clinton. Trump ma swoje wady ale był sobą, mówił co myślał. Ludzie maja dosyć politycznej poprawności. Trump kocha swój kraj, 20 lat temu zapytany czy chciałby zostać prezydentem powiedział ze nie chyba ze bedzie trzeba ratować Amerykę. Boje sie ze jednak moze byc za późno ale nadzieja umpires ostatnia.

~obiektywny :
Żałosna pogarda redaktorzyny.
"Sfrustrowani, biali, niewykształceni Amerykanie, siedzący całymi dniami przed telewizorami w swoich przyczepach. Raczej nie czyta gazet. Nie chodził do szkoły średniej. Jest białym mężczyzną w wieku produkcyjnym, ale pracy nie ma. "

Na Trumpa zagłosowała ponad połowa wyborców w USA. Kilkadziesiąt milionów obywateli.
To kilkadziesiąt milionów osób siedzi w przyczepach bez pracy?
To jest obrażanie ludzi, obrażanie Amerykanów i jednocześnie obrażanie Ameryki.

Przestancie siać propagandę Pawle Strawiński.

~Magdalena :
Niech ten człowiek nie nazywa siebie nigdy dziennikarzem. To skandal. Te określenia rzekomych wyborców Trumpa (swoją drogą ciekawe, skąd autor-grafoman tych plwocin ma informacje na temat tego, kto i jak głosował) są poniżej pasa, jest tu pełno niczym nie dających się usprawiedliwić inwektyw. To nie artykuł, to plucie jadem. Przypominam tylko, że wyniki demokratycznych wyborów należy szanować, jeśli ma się szacunek do demokracji i do drugiego człowieka. Tutaj i jednego i drugiego niestety zabrakło. Szkoda słów!

~olka :
jestem oburzona tym artykułem !!!!!!!!!!!! Dziennikarzyna nie ma pojecia, kto zagłosował na Trampa. Możliwe, że biała biedota również, ale przede wszystkim klasa średnia, ktora jest jednak bardziej edukowana. Ci ludzie zagłosowali przede wszystkim przeciwko Clinton i Obamie. Jak ja dziś słyszę, że Michigan zagłosował na Trampa, bo ma to związek z kryzysem to śmiać mi się chce. Michigan już dawno zapomniał o kryzysie ale nie zapomniał o machlojach finansowych Clinton, o pajacowatym Obamie. I tak jak u nas tak teraz tam ludzie wybrali tzw. mniejsze zło, czy słusznie? czas pokaże

~zzz :
Takich bzdur dawno nie czytałem. Artykuł napisany zapewne na zlecenie demo-frustrata jeszcze przed wyborami. Polecam najpierw zapoznać się z wynikami exit-polls i popatrzyć na demografię. Wtedy się okaże, że najbiedniejsi głosowali na Clinton. Wygrała wśród latynosów, czarnych i azjatów ale przegrała zarówno u białych mężczyzn jak i kobiet. Dodam tylko, że to ankieta CNN czyli lewicowo-demokratycznej korporacji medialnej popierającej Clinton.

~Obywatel do ~Hg:
Tak się składa, że jestem studentem ostatniego roku na AGH. Ostatnie wakacje miałem okazję spędzić w Niemczech, gdzie nieraz poruszałem tematy polityki UE z rodowitymi Niemcami i to w różnym wieku. Śmiała większość mówi, że ma dość obecnie prowadzonej polityki przez Angele Merkel, a jak wiadomo to ona jest między innymi najbardziej wpływową osobą w UE. Obywatele Niemiec sprzeciwiają się polityce migracji osób z Bliskiego Wschodu. Większość z nich deklaruje, że nie odda swojego głosu na Merkel w wyborach w przyszłym roku.
Europe czeka zmiana, ponieważ obywatel mimo ciągłej manipulacji mediów widzą co tak naprawdę się dzieje.

Zaiste, krytyka internautów jest jednoznaczna. Dziennikarzyna wycharkał takie wymiociny, ale że jego zwierzchnik pozwolił coś takiego opublikować?

Już niedługo chyba dojdzie do zmierzchu dziennikarstwa, coraz więcej ludzi zdaje sobie sprawę, że to płatni wciskacze kitu.

 


 

2016.10.29 Sobota

 

Struktura państwa

Rysunek zatytułowany jest "Piramida systemu kapitalistycznego", ale według mnie to typowa struktura państwa. Co prawda rozrysowałbym jeszcze tych na czwartym poziomie jako grupy namaszczonych przez państwo ludzi służących do sterowania: prawników, naukowców, nauczycieli, przedsiębiorców, artystów, bankowców i dziennikarzy. Na dole jest oczywiście "Wolny lud pracujący".


 

2016.10.28 Piątek

 

Prezydent H.

Po sieci od dawna krążą informacje o przydencie Francji, ukazujące, że jest to "dziwny" człowiek. Jak donosi niemiecka prasa: Francois Hollande zdradził dziennikarzom "Le Monde" tajemnice swego prywatnego życia. Ukazała się właśnie ich książka, zatytułowana "Prezydent nie powinien mówić takich rzeczy". Francuzi po jej przeczytaniu zastanawiają się, czy ten facet powinien w ogóle sprawować jakikolwiek urząd polityczny.
[Źródło]

I jak zwykle niezawodni internauci:

~sin : Typowy narcyz, jak zresztą większość obecnych polityków. Czego by nie powiedzieć o brutalności czy makiawelizmie przeszłej polityki, trzeba przyznać, że politycy gdzieś do lat 60. zawsze bazowali na jakiejś wizji. Od czasu upowszechnienia się kultury masowej i rosnącego znaczenia masowych mediów (powiedzmy, że jest to końcówka lat 60), polityka stałą się elementem popkultury. W świecie zachodnim (EU i USA) to właśnie takie pacynki polityczne, które umiarkowanie dobrze wpisują się w popkulturę, dochodzą do władzy. Nie ma w tym nic dziwnego, w końcu demokracja - a że większość jest kreowana przez media, to i większość głosuje na to co się ze schematem medialnym się zgadza. Wystarczy spojrzeć na napięcie przed wyborami w USA - generalnie debata toczy się na temat tego, kto kogo pukał, dotykał za cycki albo tego, kto jest większym debilem w sprawach IT (patrz: maile pani Clinton). Pytanie co to ma wspólnego ze zdolnością do rządzenia Państwem? Jest to dramat, bo pokazuje, że im bardziej rozwinięta cywilizacja, społeczeństwo i demokracja, tym bardziej się degeneruje. A efektem takie degeneracji jest z zasady los podobny do losu Konstantynopola...

~Polak z Kanady do ~stif: Prawda jest nieco inna i przerazajaca: sa albo tchorzliwe becwaly bez moralnego kregoslupa albo nawiedzeni psychopaci przeswiadczeni wylacznie o swojej racji. To wskazuje tylko na kondycje samych europejczykow, bo Ci ludzie nie biora sie z nikad. Tacy widocznie sa europejczycy i taka nacja nie ma szansy na przetrwanie, a nawet nie powinna. Europejczykom przydalaby sie wojna i cierpienie by otrzezwieli z marazmu i nijakosci oraz uswiadomili sobie na nowo na jakich wartosciach budowano przez stulecia cywilizacje europejska? Na pewno nie na klamstwie, podlosci, koniunkturalizmie i oportunizmie.

~As PiK : To generalnie jest ogólny zarys nie tyle lewicowych elyt politycznych, co wszystkich socjalistów, wszelkich lewaków, komunistów, słowem czerwonych we wszystkich odcieniach...

 


 

2016.10.11 Wtorek

 

Życie

Czytam coś takiego:

Geolodzy zebrali na Grenlandii dowody świadczące o najstarszych przejawach aktywności biologicznej zapisanej w skałach mających po 3,7 mld lat. Jeśli uda się potwierdzić ich odkrycie, te skamienieliny byłyby najstarszymi na Ziemi i mogłyby zmienić naukowe rozumienie początków życia.

Eksperci będą teraz prawdopodobnie debatować nad kwestią, czy struktury opisane w najnowszym raporcie powstały z przyczyn biologicznych czy za sprawą naturalnych procesów. Jeśli ich pochodzenie jest biologiczne, zaawansowany wiek grenlandzkich skamienielin skomplikuje zadanie, jakim jest rekonstrukcja ewolucji życia na bazie związków występujących w sposób naturalny na Ziemi we wczesnym okresie jej istnienia. Ewolucja miałaby na swój przebieg względnie niewiele czasu i jej początki przypadałaby na okres, gdy nasza planeta była intensywnie bombardowana przez niszczycielskie asteroidy.
[Źródło]

Oczywiście pisał to dziennikarz, a nie naukowiec, ale myślę, że tak właśnie ludzie postrzegają życie - jako coś zupełnie innego niż po prostu chemia. Ciagle w życiu próbują szukać nieuchwytnego "ducha" lub niezwykłej "aktywności". Jakoś nie widzą, że istotą życia jest absorbcja i podział, absorbcja i podział,.... i dalsze tego reperkusje. Przecież wystarczy pomyśleć w ten sposób:

  1. "Jestem zbudowany wyłącznie z pierwiastków chemicznych, nie ma we mnie niczego poza nimi - to niezaprzeczalny fakt."
  2. "Jestem obiektem - a więc muszę mieć swoje konstruktory"
  3. "Projekty tych konstruktorów i to jak one mają działać jest zapisane w moim DNA"
  4. "Moje DNA jest wynikiem procesów ewolucyjnych"
  5. "Ewolucja biologiczna, której najprostszym modelem działania jest gerpedelucja, jest faktem"
  6. "To co w takim razie ją wywołało?"
I jak się zna 10 kluczy do zrozumienia życia to się wie, że życie jest po prostu pewną formą samoorganizacji materii w system autodynamiczny, zwany ekosystemem, który jest złożony z obiektów, nazywanych przez nas żywymi.


 

2016.09.24 Sobota

 

Złoty podział

Trafiłem na świetny film wprowadzający do zagadnienia złotego podziału:


 

2016.08.27 Sobota

 

16 nawyków milionerów, którzy sami doszli do sukcesu

Nie robię notatek w dzienniku, bo jestem w twórczym wirze. Już chyba ukończyłem opracowywanie Myślenia absolutnego i teraz pozostaje jedynie przelać to do postaci zrozumiałej dla innych, kończę też pracę nad programem-symulatorem gry w "Małą ewolucję" i już chyba udało mi się ustawić pracę zarówno w firmie i w fundacji.

Codzienne nawyki mają znaczący wpływ na sukces milionerów. W książce "Change your habits, Change your life" opisuje je Thomas C. Corley, który przez 5 lat badał zachowania biednych i bogatych. Dwa zielone punkty dodałem od siebie, aż dziwne, że badacz nic o nich nie napisał.

  1. Ciągle czytają.
    Sięgają głównie po trzy rodzaje książek: biografie ludzi sukcesu, publikacje o rozwoju osobistym oraz dzieła historyczne.

  2. Ćwiczą.
    Zazwyczaj w treningu mają ćwiczenia wytrzymałościowe, są one bowiem dobre nie tylko dla ciała, ale również dla mózgu.

  3. Wstają wcześnie rano.

  4. Mają różne źródła dochodu.
    Najbogatsi czerpią finansowe korzyści m.in. z wynajmu mieszkań, inwestycji na giełdzie czy udziałów w innych, pobocznych biznesach.

  5. Spędzają czas z innymi ludźmi sukcesu.
    Bogaci zawsze poszukują osób zorientowanych na realizację celów, optymistycznych, entuzjastycznych, które mają pozytywne nastawienie mentalne. Jednocześnie należy unikać ludzi nastawionych negatywnie – ich destrukcyjne podejście udziela się i powstrzymuje przed osiąganiem sukcesu.

  6. Pomagają innym osiągać sukces.
    Jednak nie należy pomagać zawsze i każdemu, a tylko osobom chcącym ten sukces osiągnąć. Inaczej będzie to pomoc bezproduktywna.

  7. Znajdują mentora i korzystają z jego rad.
    Mentor uczy co powinno się, a czego nie powinno się robić. Dzieli się też soimi najważniejszymi doświadczeniami.

  8. Stawiają sobie cele i je osiągają.
    Milionerzy sami wyznaczają sobie cele na podstawie własnych pasji, a pasja daje im energię i skupienie niezbędne do pokonywania przeszkód.

  9. Mają doskonale opanowane cechy przywódcze.

  10. Są doskonałymi organizatorami pracy zespołowej.

  11. Jak już coś robią, robią to dobrze.
    Nastawienie na ponadczasowość.

  12. Nie boją się krytyki, a wręcz jej poszukują.
    Strach przed krytyką sprawia, że zwykli ludzie nie szukają informacji na swój temat. Jednak sprzężenie zwrotne jest kluczowym elementem rozwoju. I o tym milionerzy wiedzą. To ono pomaga dowiedzieć się, co robi się dobrze, a co źle, i czy jesteśmy na właściwym torze. Zarówno krytyka, jak i pochwała są podstawą uczenia się i rozwoju.

  13. Entuzjastycznie podchodzą do życia.
    Długofalowy sukces możliwy jest tylko z pozytywnym nastawieniem. Badaniach Corley'a wykazały, że taka mentalność była znakiem rozpoznawczym wszystkich samodzielnych milionerów.

  14. Nie idą za grupą.
    Niezdolność myślenia inaczej niż grupa powoduje, że większość ludzi nigdy nie osiąga sukcesu. Zazwyczaj bowiem nie chcemy być uznani za "innych niż wszyscy". Bogaci tworzą swoją własną grupę i wciągają w nią innych. Osiąganie bogactwa na wolnym rynku nieodłącznie związane jest z oryginalnym, nieszablonowym myśleniem.

  15. Mają opanowaną etykietę.
    Milionerzy opanowują pewne zasady kultury i etykiety na poziomie mistrzowskim. Zawiera się w tym między innymi taktowne traktowanie wszystkich bez wyjątku. Na przykład: wysyłanie podziękowań po spotkaniu, pamiętanie o ważnych życiowych wydarzeniach innych osób, jedzenie w kulturalny sposób i zachowanie dobrych manier przy stole, ale też adekwatne ubieranie się na różne okazje.

  16. Poświęcają 15-30 minut dziennie wyłącznie na myślenie.
    Myślenie to klucz do sukcesu. Bogaci zazwyczaj robią to w odosobnieniu, rano, co najmniej 15 minut dziennie. Każdego dnia robią sami ze sobą "burzę mózgów". Najważniejszym pytaniem jakie sobie zadają jest: co Ja mam zrobić, żeby więcej/lepiej/szybciej... zarabiać/osiągnąć/zrobić?

[Źródło]


 

2016.07.31 Niedziela

 

Sędziowie

~czas na zmiany : Czas wreszcie jak w kilku państwach tzw. zachodu, wprowadzić zatrudnianie sędziów na kontraktach 5 letnich. Jak kontrole wykażą ze orzekają ok. to można taki kontrakt przedłużyć o następne 5 lat. A nie tak jak teraz. Praktycznie po nominacji są jak święte krowy. Robota aż do stanu spoczynku. I nie chodzi wcale o łamanie ewidentne prawa, zagrożone karą. Bo to jest już teraz możliwe do ścigania. Chodzi często o mierność i bylejakość. Musi być nie tylko marchewka w postaci dobrych zarobków, prestiżu i godnej, uprzywilejowanej emerytury ale i kij w postaci oddalania od orzekania ludzi, którzy nie są odpowiednio nastawieni na wyzwania z tytułu wykonywania ciężkiej i odpowiedzialnej pracy.

~Robert : Panie Żurek ! główna działalność KRS to obrona sędziów i sądów przed jakąkolwiek odpowiedzialnością, czy nawet krytyką ze strony mediów, czy społeczeństwa - oczywiście pod sztandarem obrony niezawisłości i niezależności sędziowskiej. Dlatego sędziowie robią to co chcą legalizując korupcje i bezprawie w sądownictwie. KRS zamiast stać na straży etyki, moralności i przestrzegania prawa przez sędziów, chroni ich przed jakąkolwiek odpowiedzialnością zasłaniając się niezawisłością i niezależnością.

~jurek : Co jakiś czas zdarza się, że polscy sędziowie w bardzo efektowny sposób przypominają, jak zadziwiającymi drogami krąży ich rozumowanie i jak bardzo powinniśmy sobie życzyć, żeby ich korporacja została w końcu solidnie przewietrzona.
Ostatni taki przypadek to absolutnie kuriozalny wywiad szefowej Stowarzyszenia Sędziów „Themis” Ireny Kamińskiej w „Rzeczpospolitej” – pojawił się akurat w momencie, gdy organizacje sędziowskie wystosowały do Zbigniewa Ziobry dramatyczny apel w sprawie ochrony swojej niezawisłości. Czytaj: żeby było jak wcześniej, czyli oderwanie od zdrowego rozsądku, od poczucia sprawiedliwości, a przy tym zero odpowiedzialności. Na tę złotą sędziowską wolność chce się pan minister podobno zamachnąć. Pani sędzia Kamińska odnosiła się do głośnego wyroku w sprawie właściciela firmy poligraficznej, który – powołując się na swój światopogląd – odmówił wydrukowania baneru stowarzyszeniu LGBT. Stowarzyszenie rzecz jasna, zamiast pójść po prostu do innej firmy, postanowiło zrobić ze sprawy aferę i złożyło do sądu doniesienie. Sąd zaś skazał drukarza na podstawie art. 138 kodeksu wykroczeń na 200 zł grzywny.

~ON : Nie komentowanie wyroków !!! przypomniałem sobie propagandę jednego z politków, że z wyroków Sądu się nie komentuje. Zapóźno zaczeliśmy je komentować. Niektóre są tak bzdurne, że zastanawiam się, kto był tak bystry w znajomości prawa i logicznym myśleniu. I jeszcze jedno kijek ma zawsze dwa końce - a jak p. Sądziemu ludzie będą odmawiać w imię obywatelskiego nieposłuszeństwa stawienia się do Sądu, czy wykonania wyroku. Czuje, że na siłę elita sędziowska chce doprowadzić do przewrotu w Polsce . Poproście o pomoc Putina, tak jak kiedyć Carycę.

~Verayher : Pytania do sfrustrowanych sędziów: czy serwilizm TK wobec rządu PO, akceptacja naruszenia nabytych praw emerytalnych, akceptacja rabunku OFE były OK? Czy wasze przywileje: niepłacenie składek ZUS, stany spoczynku i zachowywanie 100% uposażenia są OK? Czy wasze immunitety obejmujące pijaństwo za kierownicą i nietykalność przy przestępstwach sądowych są OK? Czy bezkarność przy rażących wyrokach jest OK? Jesteście kastą świętych krów i najwyższy czas wprowadzić wobec was takie same zasady jak wobec wszystkich obywateli?

~Dawca głosów : Jeżeli sędziowie z Sadów, mówią, ze jest Złe w Polsce, po tych bezpardonowych rozprawach i skorumpowania, i kolesiostwie, to znaczy, ze sprawy idą w dobrym kierunku, nigdy w Powojennej historii, Państwo nie było za obywatelem. Nie popierałem PIS, ale jestem skłonny oddać na nich swój głos, bo wbrew mafii sędziowskiej urzedasow zmieniaja POlske, i o dziwo ja się w tej Polsce czuje bezpieczniej, nie sądziłem ze to się ta stanie, może wiele rzeczy mi się nie podoba, ale ludzie prawo jest jednakowe dla wszystkich, święte krowy były bezkarne, i robili szwindle gdzie tylko mogli, w tym kraju już nie ma co kraść,!!

gudanowski : Wyslalem do KRS w Polsce list elektroniczny, o naszej ogolnopolskiej Akcji na Facebooku - Jak wyeliminowac przestepczosc do 0 w Polsce. Wiele miesiecy uplynelo, i nawet nam nie odpisali. Nasza Akcja zainteresowalo sie juz 74 Poslow i 18 senatorow. Strach ma wielkie oczy. A prawnicy boja sie naszej Akcji, bo mysla, ze wielu z nich moze w przyszlosci w sposob naturalny stracic prace. No i jak im tu dogodzic. Ale zapraszamy innych. Na Facebooku - Jak wyeliminowac przestepczosc do 0.

~klop do ~jurek: Z tym drukarzem to trafił akurat kulą w płot, bo jest to akurat argument przeciw sądownictwu, naprawdę jestem tolerancyjnym człowiekiem ale uważam iż nie powinno się drukarzowi odbierać prawa do decyzji co i dla kogo będzie robił. Sad takim wyrokiem uczynił z drukarza niewolnika systemu, któremu odebrał prawo do mówienia nie, kosztem środowisk LGBT. Wychodzi na to iż jesteśmy niewolnikami tych środowisk. Jakaś dziwna ta tolerancja, z jednej strony zabrania mi narzucać coś ludziom z tych środowisk a drugiej pozwala im narzucać coś mi i odbiera mi prawo do wolności, własnego zdania, poglądów i mówienia nie na ewentualne próby wciągania mnie w ich działalność bo to jest dyskryminacja. Taka sobie dyktatura poprawności. Coś tu zostało pomylone bo tak naprawdę jest to dyskryminacja drukarza za jego poglądy, on im niczego nie narzucał, nie działał na ich szkodę, odmówił współpracy i tyle, miał do tego prawo, nie jest niczyim niewolnikiem, te ludziska wykorzystują ustawę podporządkowywania ludzi i to jest perfidne. Dyktatura LGBT.

~obywatelRP : Gdyby prawo było prawem a Sąd Sądem to wszystko byłoby w porządku , ale jeżeli jest tak jak jest , to tylko jedna ze zorganizowanych grup biznesowo-prawnych usiłuje coś ugrać w temacie . Sąd , Prokuratura to figuranci i sługusy elit i koterii .


[Źródło]


 

2016.07.23-30

 

Dolomity !!!

No cóż, powtórzę dokładnie to samo co mówiłem rok temu: "Można podwoić wielkość czcionki i dodać jeszcze kilka wykrzykników, ale to i tak nie odda tego co czuję gdy jestem (jesteśmy) w Dolomitach i z wywieszonym jęzorem ganiam(y) po tych przewspaniałych górach.". Dla mnie jest to najlepszy rodzaj wypoczynku.

W La Villa nie ma już marketu, w którym kupowaliśmy rok temu. Cały jego problem polegał na tym, że leżał 30 metrów od głównej szosy miasteczka. Nie miał klientów, bo nie było go widać - a, ... jak widać sama tablica ogłoszeniowa nie sprowadziła doń wystarczającej liczby klientów.

Jak zwykle garść informacji praktycznych:

Trasa Trzeba uważać na korki przy Monachium, najlepiej jechać nocą. Tym razem wracaliśmy w ciągu dnia i złapały nas dwa: pierwszy we Włoszech od Brunico do autostrady, a potem drugi - podwójny przed i po Monachium. Ale i tak prowadząc na zmianę i wykorzystując już to, że Warszawa połączona jest z Europą szosą dwupasmową udało nam się pokonać trasę La Villa (wyjazd 10.00) - Warszawa (przyjazd 02.00) w 16 godzin. W tym były 2 długie postoje: w Sauerlach i na stacji BP w Okumianach, oraz dwa krótkie: tankowanie w Austrii i herbata z kanapkami na 1.5 godziny przed polsko-niemiecką granicą.

Brnąc w autostradowym korku wymyśliłem hasło: "Niemcy nocą". Ale bardziej zasadnym dla Dolomitów byłoby: jechać tam, trzeba tak, by Monachium minąć o 4.00, z kolei wracać trzeba tak, by wyjechać z la Villa (lub Cortina d'Ampezzo) o 4.00.

Tania stacja benzynowa Jeśli zjedzie się z autostrady ok 1 km to olej napędowy można było kupić za 1.01€

FT RITZ GMBH, Tankhof Sauerlach, Ludwig-Bölkow Str. 1, 82054 Sauerlach
Obok są duże markety: spożywczy i ogrodniczy.

Ale uwaga! Stacja nie pracuje na okrągło:
Öffnungszeiten:
Montag - Freitag 06.00 - 21.00
Samstag und Sonntag 07.00 - 21.00

Diesel W Dolomitach to cena około 1.33-1.46€. A więc w euro był tańszy niż w zeszłym roku.
Opłaty za autostrady: Polska via Łódź i potem Wrocław: jeszcze nic, ale już są przymiarki
Niemcy: nic
Austria: winietka za 8.80€, + 9€ za kawałek autostrady
Włochy: 2.80€ za autostradę
Zakwaterowanie Rezydencja Sas Vanna w la Villa,
Cena za 7 nocy: 505€ (płatne gotówką, pani nie chciała karty)
W cenie 10 GB internetu (zużyliśmy mniej niż 2 GB)

Via Rottonara 20
La Villa (Stern), 39030, Włochy
Telefon: +390471847066
info@sasvanna.it | www.sasvanna.it

kurs Euro 4.4PLN za 1EUR
Ubezpieczenie górskie roczne wykupione w PZU za kwotę 295 zł/osoba Ubezpieczenie WOJAŻER – PZU Pomoc w Podróży
w ramach programu Polskiego Związku Alpinizmu
(Porozumienie nr 0451 /MSP/W/2013)

Akcja ratunkowa 100.000 PLN
Koszty leczenia, w tym: 250 000 PLN
– Limit na koszty leczenia ambulatoryjnego 2.000 EUR
– Udział własny w zakresie leczenia ambulatoryjnego i zakupu leków 300 PLN
OC za szkody na osobie, w tym: 500 000 PLN
– za szkody na mieniu 100 000 PLN
Pomoc prawna 20.000 PLN
Bagaż 2.000 PLN

Dzień po dniu
2016.07.23
Sobota
Podjeżdżamy o 12.00 pod Strobla, z zejściem przez las zajmuje nam wszystko 4.5 godziny. Nie spotykamy nikogo, chyba ze względu na bardzo niepewną pogodę.
2016.07.24
Niedziela
Na parkingu jesteśmy o 8.10 i robimy Brigatta Tridentina i potem przez passo Pisciadù idziemy do schroniska Boe, by w końcu zejść żlebem (bardzo kiepskie ubezpieczenia) Val de Mesdi. Całość (parking/parking) zajmuje nam 8.5 godziny. Na Tridentinie wyminęliśmy trzy zespoły i już nikogo więcej przed nami nie było. Zupełnie inaczej niż w zeszłym roku. Jak z przodu nie ma gamoni to ferrata zupełnie inaczej "smakuje".
2016.07.25
Poniedziałek
Via ferrata Ettore Bovero, całość od i do Campingu Olimpia zajmuje nam 5 godzin. Na ferracie poznajemy Mariusza i Beatę. Jak póżniej się okazuje parę mocnozmotywowana do ferratowania, zdyscyplinowaną, słowną i... sympatyczną. Dzięki tym przymiotom od tej pory już bedziemy się razem z nimi wspinać aż do końca naszego pobytu.

Odnoszę wrażenie, że sklep dla majsterkowiczów w Cortina d'Ampezzo ma mniej towaru niż w latach poprzednich, i że również ludzi jest mniej.

2016.07.26
Wtorek
Z naszymi nowopoznanymi znajomymi robimy Via ferrata Cesco Tomaselli. Z parkingu na Passo Falzarego i z powrotem na parking zajmuje nam to 6 godzin. Nieźle, zważywszy na fakt, że wracamy nie tą samą drogą, którą podchodziliśmy.

Ferratę uważam, za wybitnie sportową. Są długie ciągi czystego wspinania, i tylko jedno dość trudne miejsce na samym starcie. Zaletą tej ferraty jest jej przestrzeń - idzie się ściankami i prawie cały czas w pionie, i to właśnie daje to poczucie wolności i przestrzeni. Za najciekawszy uważam start z obustronnie oprzepaściowanego siodełka w końcową "powietrzną" ściankę. Lufa po lewej i lufa po prawej - robią wrażenie.

Na ferracie wspinamy się z kolejnymi Polakami - mocną, zarówno fizycznie, jak i wiekowo, grupą z Oświęcimia. Włochów nie zauważyliśmy, tylko sami leciwi Polacy. Później, już na zejściu spotykamy dwójkę... też nie Włochów, lecz Teksańczyków. Ci już po bardzo krótkiej wymianie zdań wyrażają ubolewanie co do przyszłego prezydenta Stanów Zjednoczonych... Gorący to u nich temat, a kandydaci jacyś nieszczególni.

 


Za najciekawszy uważam start z obustronnie oprzepaściowanego siodełka w końcową "powietrzną" ściankę.

 

2016.07.27
Środa
Cały dzień pada, jesteśmy zmuszeni do zwiedzania Brunico, gdzie kupujemy szarotki, a pod koniec dnia kryjemy się przed ulewą.
2016.07.28
Czwartek
Według prognoz zanosi się na ostre burze. Pomimo to wybieramy się na spacer. Ponieważ deszcz nie pada to spacer kończy się zrobieniem "na żywca" przepięknej Sentiero Atrezzato des Cascades. Najtrudniejszą ściankę ominęliśmy trudnym żlebkiem. Złaził po niej tłum, głównie dzieciaków, i co gorsza byliśmy świadkami jak ktoś na samej górze spuścił kilka kamieni wielkości piłek do tenisa. Jeden z nich walnął w głowę gościa na samym dole. Uderzenie nie było śmiertelne, rozcięło mu tylko skórę, a to spowodowało, że gostek zaczął lekko krwawić. Co ciekawe miał kask... ale przypięty do uprzęży. Był to tata z córką i żoną, ale żeby się nie zorientowały, że dał "d..." to nawet nie zaklął. Zostawił je jak gdyby nigdy nic i szybko zbiegł do strumienia, by umyć głowę i... założyć kask. Aczkolwiek na dalszym odcinku drogi nie był on już do niczego potrzebny.

No cóż, musiało go to czegoś nauczyć, mnie zresztą też :)

2016.07.29
Piątek
Ferrata Mescules. 7 godzin samochód na Passo Sella samochód na zakręcie szosy pod żlebem pomiędzy Piz Ciavazes i Piz Lasties (na zakręcie tym wchodzi w szosę szlak nr 656). Nie schodzimy stromym skrótem, lecz naokoło.

Ferrata prześliczna i bardzo ciekawa wspinaczkowo, idzie się bowiem ściankami, kominkami, trzeba się przeciskać, jest sporo pionu i duży ciąg trudności aczkolwiek nie jakichś tam specjalnie wielkich. Wszystko to sprawia, że ferrata jest bardzo popularna. Jesteśmy naciskani przez wspinających się z dołu, a po pewnym czasie ograniczani przez tych z przodu.

Za plecami roztacza się przepiękny widok na Sassolungo i dolinę Val Gardena.

W drugiej części ferraty, górnej, grupa podtytych, acz sprawnych fizycznie młodych Niemek, wspinających się nad nami z przewodnikiem, spuszcza kilka kamieni. Jednak, na całe szczęście, nikogo one nie trafiają. Najbardziej cieszę się, że i mnie ominęły.

Wieczorem jedziemy na 21.00 do domu kultury w Siusi na prezentację Stefano Bainconiego o jego wejściu na Ojos del Salado. Boże, jak całe to wejście inaczej wyglądało z jego perspektywy! Jest nam miło bowiem wspomina o nas i o tym, jak Polacy uczyli jego - Włocha węzła samozaciskowego, który znany jest pod nazwą "Stoper Włoski". Pomimo, że droga z La Villa do Siusi zajmuje ponad godzinę cholernie krętymi górskimi drogami, a na prelekcji, jak to zwykle w domach kultury, audytorium składa się ze starszych Pań i "znajomych Królika", to warto było się z nim spotkać i wysłuchać jego spostrzeżeń.

Chodził po górach Atacamy o wiele szybciej od nas (czasy miał krótsze o jakieś 30%), ale przed wyjazdem bardzo intensywnie się przygotowywał. Trenował - biegał, jeździł na nartach, na wysokościach nawet do 3700 m.n.p.m. A my tylko na warszawskich 170 m.n.p.m. Jednak z tego co mówił problemy z wysokością miał podobne do naszych. Z drugiej zaś strony miał gorzej, bowiem wszystko robił sam, nie miał przewodników, ale gamonia partnera. Nam gotowano i nas prowadzono. On musiał sam szukać właściwych ścieżek. A jak pokazał na slajdach to nie za bardzo dobrze mu to wychodziło.

2016.07.30
Sobota
Łamiemy tradycję i nie wyruszamy w drogę powrotną o 4.00 rano. Ponieważ po wczorajszej prelekcji położyliśmy się dopiero o 24.00, postanawiamy pospać nieco dłużej,... bo aż do 5.40. Udaje się wstać tak rano i wkosić wejście do schroniska Gardenacia. Ścieżka zaczyna się tuż obok naszego domu. Robimy 550 metrów deniwelacji tam i z powrotem w godzinę czterdzieści - nie jest źle - drogowskazy mówiły o dwóch godzinach dwudziestu minutach.

Góry, przyozdobione strzępami mgieł, oglądane pod blado-wschodzące słońce, przez powietrze nasycone unoszącą się z lasów i łąk parą wodną, przy akompaniamencie bzykającego skrzydłami owada, wśród rześkiej woni zawilgoconych zimną rosą ziół urzekają swoim niecodziennym, porannym pięknem. Oczywiście żadna fotografia tego nie odda, bowiem fotografia to tylko to, co zobaczyło oko aparatu, a aparat widzi inaczej. Choć na tej tu widać i owada, i wilgoć roślinności, i mgły, i bladość słońca.

A potem wyjazd o 10.00 i korki od Brunico oraz w okolicach Monachium. Jednak do domu, pomimo kilku postojów i dwóch objazdów docieramy w 16 godzin (GPS jako czas podróży podawał 14).


 

2016.07.21 2 Czwartek

 

O czym mówią politycy

Żona Donalda Trumpa, który został oficjalnym kandydatem Partii Republikańskiej na urząd prezydenta, wzbudziła falę kontrowersji podczas pierwszego dnia obrad konwencji w Cleveland. Poszło o kilka fragmentów przemówienia wygłoszonego przez Melanię, które wielu dziennikarzom aż nazbyt przypominały część przemowy Michelle Obamy z konwencji Demokratów w Denver w 2008 roku. Największe kontrowersje – ze względu na poziom podobieństwa - wzbudził akapit o "wyznawanych wartościach".
[Źródło]

I jak zwykle genialni internauci:

PO Bulu : A o cóż znowu tym "niezależnym" mediom chodzi? Jaki kurna plagiat?! Pewnie pisał to ten sam najęty pisarczyk, więc i słowa są te same. Pomijając to, w tych wypowiedziach zawarty jest standardowy zestaw bzdur dla lemingów, który ma tyle z autentyzmem wypowiedzi wspólnego, co ja z dialektem mandżurskim. To są najęte kukły i czytają z kartki, albo walą z pamięci. Taki Obama coś pieprzył o Trybunale Konstytucyjnym, wyobrażacie sobie, gość do gospodarza gada jakieś impertynenckie bzdury, o sprawach marginalnych?!? Skąd to, jak nie z pamięci, wyuczone bo tak napisał mu "specjalista". Napisali by mu o zdechłych koniach w Janowie, to ten władca świata by to z pełną powagą wygłosił, że jest zaniepokojony stanem zdrowia koni w Janowie!

~RealPolitic : Bezczelnoscia jest to ze zadnego z tych przemowien nie ukladal przemawiajacy, ale to jakos opini publicznej nie przeszkadza , politycy to lgarze i niecnoty od urodzenia, ktos kto wybiera ta profesje nie zna zadnych wartosci, ktos wpajal mu od urodzenia ze jest lepszym cwanikiem od swoich rowiesnikow, ma skakac innym po glowach dla osiagniecia wlasnych celow lub tych ktorzy mu za to zaplacili, praca ma sie brzydzic i roboli oklamywac, mowic im to co chca uslyszec az do wyborow, a potem chocby POtop. Burza ??? chyba w wannie z Hilary w srodku.

~Glosuje na Trumpa : Porownajmy przemowienia wszystkich kandydatek na pierwsze damy w ostatnich latach wtedy zobaczymy kto zrzynal od kogo.Te przemowienia wygladaja tak samo podobnie jak przemowienia nad trumna ,zmieniaja sie tylko zyciorysy i nazwiska,ktore sie wstawia w wykropkowane miejsca.Nie bardzo rozumiem o co tak naprawde tyle halasu.Pani Melania jest piekna kobieta i warto chocby dlatego glosowac na Trumpa,aby wlasnie ona byla pierwsza dama.Swoja droga pan Trump to gosc idealny na prezydenta USA.Zycze mu aby nim zostal.

~Wiem : Henzel, tutaj w USA nic nie wrze. Ludzie cos tam gadaja o podobienstwach obu przemowien i to glownie deemokraci - bo szukaja na sile dziury w calym. Jakos tak nic redsaktorze nie piszesz o niesamowitych oskarzeniach ktore padaja pod adresem klintonowej! A to nie jest spor, to juz wojna przeciwko niej. Jest klamczucha, ktora oszukala fbi, ludzi. Jest osoba odpowiedzialna za smierc Amerykanow w Libii. Tak, rodziny ofiar wprost o niej mowia: klamie bezczelnie i oszukuje. A to jest problem. Bo Melania Trump jest zona przyszlego prezydenta - zna 4 jezyki i uzycie podobnych sformuowan przez kogos as english second language jest pierdola. A kryminalne sprawy kobiety - Hilary- ktora ubiega sie o prezydenture , jest tragikomiczne. Chociaz troche obiektywizmu!!!!!!! Onecik, co z toba, za kim ty trzymasz? Za oszustami?

Swoja drogą jaka wspaniała motywacja do oddania głosu na tego własnie, a nie innego kandydata: "bo ma piękną żonę".


 

2016.07.21 Czwartek

 

Osłupiałem...

... jak zobaczyłem w jakim stanie jest ten warszawski słup:


 

2016.07.20 Środa

 

Team Work

How do you recognize people who are not suitable as team members? They are not very hard to identify:

  1. They cannot keep pace with other team members
  2. They don't grow in their area of responsibility
  3. They don't see big picture
  4. They won't work on their personal weaknesses
  5. They won't work with the rest of the team
  6. They can't fulfill the expectations for their area
If you have people display one or more of those characteristics then you need to acknowledge that they are "weak links". What can you do with them? You really have only two choices: you need to either train them or trade them. Of course your first priority should always be to try to train people. Help can come in many forms: giving people books to read, sending them to conferences, presenting them with new challenges, pairing them with mentors. Give them hope and training and they usually improve.

John Maxwell - 17 Indisputable Laws of Teamwork


 

2016.07.15 Piątek

 

Masakra w Nicei

Facet rozjeżdża ciężarówką 84 osoby w tłumie fetującym francuskie święto narodowe.

Jak podaje "Daily Mail": Ciężarówka terrorysty z Nicei stała zaparkowana na ulicy w pobliżu miejsca zamachu przez dziewięć godzin. Z doniesień, na jakie powołuje się korespondentka brytyjskiego dziennika, wynika, że kierowca został nawet zaczepiony przez policjantów. Kiedy jednak zapewnił ich, że "dostarcza lody", funkcjonariusze nie podjęli wobec niego żadnych kroków.

Internauta ~Stary Grzyb słusznie zauważa, że:

~Stary Grzyb : Są tylko dwie możliwości, nie wiadomo, która gorsza.

Pierwsza - to wszystko dzieje się za świadomym przyzwoleniem władz.

Druga - odmóżdżenie, będące skutkiem lewackiego postępactwa, osiągnęło już stan nieodwracalny, a jego skutkiem jest totalny paraliż instytucji, struktur i procedur.

Nie widzę trzeciej opcji, wyjaśniającej, dlaczego stale i wciąż czynione są te same, oczywiste błędy, których nie popełniłby nawet dowódca plutonu, ba, dowódca patrolu ZOMO, o dowódcy kompanii nie wspominając.

Najwyższy stopień zagrożenia terrorystycznego, stan wyjątkowy, święto narodowe (czyli dzień powiększonego ryzyka), wielka impreza masowa, zakaz wjazdu określonego rodzaju pojazdów na teren, klient [takim właśnie pojazdem - przyp JF] chce wjechać, jest z grupy podwyższonego ryzyka - i nie trafia na dołek (z którego, po znalezieniu broni w ciężarówce, już nigdy nie wychodzi), tylko mówi "Wiozę lody" i policja go wpuszcza.

No, ale skoro prezydent państwa miesięczne wydaje 2,5 tys. euro na fryzjera, to właściwie nie ma się czemu dziwić.

Nie wiem czy z tymi 2,5 tysiącami € to prawda, ale podejrzewam, że tak. Jak widać typowe zachowania dla schyłkowych etapów Cyklu Glubb'a


 

2016.07.08 Piątek

 

Drzewo życia

W notatkach Darwin'a odkryto słynny szkic Drzewo Życia, z kolei w jego fundamentalnym dziele "O pochodzeniu gatunków" jest tylko jeden rysunek, przedstawia on w nieco inny sposób "Drzewo życia", ale idea jest dokładnie taka sama.

 

Kartka z notatnika Ch. Darwin'a ze szkicem jego Drzewa Życia W "O pochodzeniu gatunków" jest tylko jeden rysunek, szkic Drzewa Życia.

 

Darwin twierdził, że na drodze specjacji z jednego gatunku powstają dwa nowe. Zatem logicznym będzie, że cofając się w czasie musimy w końcu dotrzeć do tego pierwszego jednolitego gatunku - do Ostatniego Uniwersalnego Wspólnego Przodka (LUCA - ang. last universal common ancestor). Wydawało się, że Darwin był praw, no i ruszyła maszyna: kolejni naukowcy zaczęli tworzyć swoje Drzewa Życia.

 

Drzewo Życia Haeckel'a z "Generelle Morphologie der Organismen (1866)" Nowoczesne Drzewo Filogenetyczne I kolejna postać nowoczesnego Drzewa Filogenetycznego

 

Dużo ich jest, w przeogromnej ilości podręczników. Ten model jest logiczny i zgrabny, co więcej łatwo go uczyć. Tak więc rozpowszechnił się. Jednak naukowcy zaczynają się zastanawiać czy rzeczywiście Darwin miał rację. W 1909 roku rosyjski naukowiec Konstatntin Miereieżkowski opublikował swoją teorię symbiogenezy, przeszła bez echa. Sto kilkadziesiąt lat później, w latach 70 XX wieku Lynn Margulis opublikowała, powszechnie już przyjętą teorię endosymbiozy. Według obu tych teori nowe gatunki nie powstają wyłącznie poprzez rozdzielenie się jednego gatunku, lecz również w wyniku tak daleko idącej współpracy organizmów dwóch różnych gatunków, że, w kolejnych pokoleniach, dochodzi scalenia tych gatunków w jeden! Walec nauki toczy się wolno...
Dopiero teraz do powszechnej świadomości zaczyna docierać, że Drzewo Życia wcale nie powinno wyglądać tak elegancko, jak u Karola... Zaczynają się pojawiać artykuły na ten temat: "Scientists say Darwin's 'Tree of Life' not the theory of everything" albo "Evolution: Charles Darwin was wrong about the tree of life".

Pisząc "Fizykę Życia" nie miałem pojęcia o tych artykułach, ale sam równolegle odkryłem i zaproponowałem swój Hekrogram

 

Zaprtezentowany w "Fizyce Życia" Hekrogram - schematyczna ilustracja powstawania nowych gatunków organizmów żywych.

 

Jak można zauważyć popełniłem jeden błąd, mianowicie wyszedłem od jedynki - tak jest to opublikowane w "Fizyce Życia" , jednak już wtedy męczyło mnie, że coś w tym jest nie tak, bo skoro życie powstało w wyniku interakcji cząstek typu RPD czyli co najmniej liposomów i RNA to nie zaczeło się od jednego elementu lecz od co najmniej dwóch. Nie ma zatem jednego wspólnego początku, jest natomiast zbiór elementów tworzących. Dowodem na te moje rozmyślania była fotografia zamieszczona na okładce "Fizyki Życia" - drzewo co prawda o jednym pniu, lecz popodpierane elementami zewnętrznymi.

 

Okładka książki "Fizyka Życia". Pień drzewa ma dodatkowe elemeny.

 

Poszukiwałem w naturze odpowiednika modelu Hekrogramu i udało się. Co więcej modelem tym okazały się również drzewa. Jednak nie ojednym pniu lecz o kilku równoległych. Takie drzewa znalazłem w lesie tropikalnym na Bora Bora i w ogrodzie botanicznym na Sri Lance.

 

Właściwy model Drzewa Życia z lasu tropikalnego na Bora Bora - Polinezja Francuska. Właściwy model Drzewa Życia z ogrodu botanicznego w Colombo na Sri Lance.

 

Właściwy model Drzewa Życia z lasu na Hawajach.

 

No cóż, a mój Hekrogram trzeba będzie nieco przerobić i wrzucić do Słownika Fizyki Życia.

 


 

2016.07.06 Środa

 

Edukacja

"Na chińskich uczelniach studenci pracują jak niewolnicy lub skazańcy. Korupcja kadry akademickiej, programy nieprzystające do życiowych realiów, pamięciowe metody dydaktyczne wytwarzające u studentów sztywne sposoby myślenia. Wszystko to sprawia, że stopniowo tracą zainteresowanie nauką i ostatecznie opuszczają mury uniwersytetów jako "bezduszne zombie".


 

2016.06.29 Środa

 

Fizyka Zjawiska

Siemomysł do ~bosman: Patrząc na problem czysto statystycznie, to obszar wpływów islamistów ciągle się powiększa, a obszar wpływów tzw. świata zachodniego zmniejsza.

Z czego płynie prosty wniosek, że religijny fundamentalizm jest póki co skuteczniejszą strategią polityczną niż górnolotne stwierdzenia tzw. zachodu.

Czyli to, co zrobiła Merkel nie ma większego znaczenia. Zachód tak czy inaczej przegrywa w tej polityczno-religijnej wojnie.

Dlatego zachód przegrywa?

Bo środki socjotechniczne islamistów są o wiele lepsze od tych jakie oferuje tzw. cywilizacja zachodnia. Islamiści są indoktrynowani od kołyski do śmierci, muszą uczestniczyć we wspólnych modłach, noszą specjalne stroje, jedzą specjalne jedzenie itp.
Tzw. zachodnia kultura nie dysponuje tak zaawansowanymi [Zamiast "zaawansowanymi" użyłbym "skutecznymi" - przyp. JF]środkami socjotechnicznymi i dlatego przegrywa.

 

~lolololol : ISIS ma kilka tysiecy wojskowych hamerow, 30-40 szt czolgu ambrams (polska moze o tym pomazyc) ponad 100tys sztuk amerykanskiej broni, dziala, rakiety, wszystko z usa, i to usa placze ze trzeba z nimi walczyc .... moze niech usa przestanie ich wspierac czy cos, bo potepienie w wystapieniu jakiegos czleka nic nie znaczy, puste slowa, to tak ja mowie ze potepiam ze moj sasiad gra na kompie, cos to zmieni NIC !! se w _ niech to potepianie wsadza


 

2016.06.18 Sobota

 

Doug R. Casey

Siedział, a w zasadzie leżał rozłożony na sofie. Podając rękę na powitanie nawet się nie poruszył. Sprawiał wrażenie znudzonego lub zmęczonego. Obok siedziała jego żona, duża kobieta z wielkim brzuchem. Zostałem przedstawiony i już po kilku zdaniach rozmowa toczyła się na temat ewolucji biologicznej. On był skoncentrowany na sobie i zatopiony w swoim ja, ona natomiast mówiła całkiem niegłupio, podkreślając między innymi to, że ewolucja wcale nie oznacza "zmian ku lepszemu".

Zbliżała się godzina jego wykładu, wstaliśmy. Rzadko kiedy widuje się mężczyznę z tak wąskimi ramionami. "Gruszka" - pomyślałem sobie.

Douglas R. Casey to amerykański pisarz, o przekonaniach libertariańskich i anrcho-kapitalistycznych, założyciel Casey Research - instytucji publikującej porady dla zwykłych drobnych ciułaczy, na temat tego w co, jak i kiedy inwestować.

Pierwsza częśc wykładu była całkiem ciekawa. Doug zaczął bowiem od konieczności definiowania pojęć, którymi się posługujemy. "Jeśli nie podajesz definicji to znaczy, że nie wiesz o czym mówisz." - sam tak uważam, dlatego absolutnie się z tym zgadzam. "Ekonomiści powinni się zajmować wyjaśnianiem w jaki sposób funkcjonuje nasz świat. Zajmują się jednak promowaniem swoich chorych wizji na temat tego jak świat powinien, według nich, funkcjonować." - To też mi się bardzo spodobało.

"Nasz świat rozwija się dzięki trzem czynnikom: nauce, technologii i zasobom."

  • Nauka to wiedza i zrozumienie mechanizmów
  • Technologia to praktyczne zastosowanie nauki
  • A zasoby to zasoby

"Jedynym sposobem na to by stać się bogatym jest produkowanie więcej niż się konsumuje i pilnowanie tych nadwyżek." - całkowicie się zgadzam, mój BFDS (Podstawowy mechanizm bogacenia społeczności) brzmi całkiem podobnie.

Politycy:

  • kłamią
  • nie potrafią zarządzać
  • potrafią przymuszać i wymuszać
  • zwalają winę za swoje niepowidzenia na innych
  • glównymi składnikami ich motywanty są: władza, pieniądze, kradzież i skok na kasę publiczną.

Rząd powinien:

  • obciąć swoje wydatki do minimum
  • podatki utrzymywać na poziomie 10%
  • rozdać majątek państwowy

Dla rządzących jesteś dojną krową, a jak przestajesz im sie podobać stajesz się krową przeznaczoną na rzeź.

Nie szukaj pracy, szukaj problemów innych ludzi, problemów, za których rozwiązanie ludzie chętnie tobie zapłacą.

Obejrzyjcie sobie na youtube Mark Dice.


 

2016.06.14 Wtorek

 

Top 25 Characteristics for Entrepreneurs

Top 25 Characteristics for Entrepreneurs

byBill Zinke, FORBES 10/24/12:

1. A commitment to purpose Zorientowanie na cel
2. Courage/willingness to take risks Umiejętność i chęć podejmowania ryzyka
3. Positive attitude, opportunistic Pozytywne nastawienie
4. Strength of character/fortitude Siła charakteru
5. Integrity/authenticity Spójność i autentyczność
6. Ability to engender confidence Budzenie zaufania do siebie
7. Ability to anticipate change Zdolność do działań nadążnych wyprzedzających
8. Self-confident, assured Doskonała znajomość samego siebie
9. Dedication/commitment Poświęcenie, oddanie
10. Self-starter/proactive Samodzielność i proaktywność
11. High energy level Wysoka energetyczność, tzw "motorek w tyłku"
12. Creative/innovative spirit Duch twórczy
13. Decisive/results-oriented Decyzyjność, zorientowanie na cel
14. Leadership skills Zdolności przywódcze
15. Teamwork abilities Zdolności związane z budowaniem zespołów
16. Clarity/consistency of thought Jasny przekaz. Niski współczynnik mglistości wypowiedzi.
17. Resourceful/resilient Niewrażliwość na zaburzenia
18. Tenacity/perseverance Upór, wytrwałość
19. Flexible/adaptable Elastyczność
20. Strong concept development Myślenie na wysokim poziom ogólności
21. Broad knowledge base Szeroka wiedza
22. Ability to accept rejection Właściwa reakcja na krytykę
23. Willing to listen to others Słuchanie innych
24. Strong negotiating skills Doskonałe umiejętności negocjacyjne
25. Ability to create alliances Zdolność do wykorzystywania okazji Bo każdy jak potrzebuje zadzwonic to szuka telefonu, Wojtek jak widzi telefon to się zastanawia czy nie musi do kogoś zadzwonić - przykład pochodzi z epoki gdy nie było jeszcze telefonów komórkowych


 

2016.06.02 Czwartek

 

Wspólne cechy dyrektorów generalnych

Wspólne cechy dyrektorów generalnych. Co trzeba mieć, by rządzić wielką firmą?

W zeszłym roku w 250 największych amerykańskich firmach według przychodu powołano 29 nowych dyrektorów generalnych. Między innymi w Boeingu, Proctor & Gamble. McDonaldsie oraz DuPoncie. Jakie są ich charakterystyczne cechy?

Z danych firmy konsultingowej Foreign Advisors wynika, że wspomniani dyrektorzy mają średnio 54 lata, prowadzą firmy o łącznej kapitalizacji 1,3 bln dol. oraz wszyscy są płci męskiej – pisze portal Quartz.com.

Jakie wykształcenie dominuje w tej grupie? Większość nowych CEO ma naukowy background w zakresie nauk ścisłych, technologii, inżynierii oraz matematyki. Potwierdza się więc to, czego można było się spodziewać – w zarządach największych firm właściwie nie ma miejsca dla humanistów.

Wszyscy poza dwoma nowo zatrudnieni dyrektorzy byli wcześniej pracownikami albo zasiadali w radzie nadzorczej firm, którymi będą teraz zarządzali. Większość ma w nich ponad dziesięcioletnie doświadczenie. Kilku jest związanych z firmami już od momentu ukończenia studiów.

Ujawnione dane pokazują, jak duże znaczenie ma dla firm konsekwentna polityka planowanej sukcesji. Większość objęła stanowiska dyrektorskie zwolnione przez osoby odchodzące na emeryturę. Średni czas od ogłoszenia angażu do objęcia stanowiska to dwa miesiące.

Kandydaci do objęcia najbardziej eksponowanej posady od dawna byli przygotowywani do nowej roli. Wielu z nich prowadziło już duże oddziały w firmach oraz odpowiadało za przeprowadzanie dużych operacji. Tylko trzech z nowych CEO było wcześniej dyrektorami finansowymi.

Raport Foreign Advisor’s pokazuje, że największe korporacje stawiają zdecydowania na stabilizację. Chociaż liderzy biznesu często powtarzają, że szukają nowych wyzwań, okazuje się jednak, że ponad wszystko cenią sobie ciągłość i stabilizację. Co ciekawe, tak dobrze na utrzymanie status quo w firmach nie zareagowało Wall Street. Analitycy obniżyli prognozy aż dla 10 spośród 29 firm z nowym CEO, podczas gdy podnieśli jedynie dla 9 takich firm.

Źródło nr. 1
Źródło nr. 2


 

2016.05.19 Czwartek

 

Demokracja

~Topsel:
$łowa Clintona to niezbity dowód NATO, że " Demokracja to byt, który nie istnieje, gdyż nie ma czegoś takiego, jak władza ludu. Władzę mają zorganizowane grupy, które mają odpowiednie środki. Mówiąc inaczej, władza jest w rękach oligarchii, lub jak kto woli mafii. Demokracja pełni rolę parawanu lub raczej sceny mającej na celu robić iluzję, że "lud ma władzę". Drugim celem jest legitymizacja tej realnej władzy w rękach oligarchii. W końcu, ludzi się rabuje z ich dochodów i większość tych pieniędzy wydawanych jest na cele, na które ludzie nigdy by się nie zgodzili, gdyby mieli na coś wpływ. W tym systemie niezbędni są tzw. politycy, którzy spełniają rolę aktorów na tej "demokratycznej scenie". Oni w istocie są tylko aktorami i doskonale wiedzą, że mogą grać takie role, jakie im nakaże ów "dyrektor teatru", który ich do tych ról angażuje. Najczęściej są to role kłótliwych i zawistnych osobników, ale wynika to z tego, że i sama "sztuka" przypomina raczej burleskę niż dramat."


 

2016.05.18 Środa

 

Dezinformacja

Ciekawy materiał z Narodowej Akademii Informacyjnej:

Wprowadzać w błąd, manipulować, kłamać, mataczyć, dezinformować – są to terminy powtarzane codziennie w mediach, bowiem grzęźniemy coraz głębiej w cywilizację kłamstwa – podstawowego oręża wojny informacyjnej. Znajdujemy się w sytuacji, kiedy nie można ignorować wszechobecności kłamstwa, bo inaczej nie mozna już trafnie przeanalizować lub przewidzieć wydarzeń politycznych. Dezinformacja, manipulacja oraz inne formy oszukiwania ludzi wykorzystywane są nagminnie przez elity władzy zarówno w kontaktach międzynarodowych, jak w polityce wewnętrznej. Działania te są skuteczne z uwagi na swoistą ignorację z wyboru, na którą decydują się często dezinformowane społeczności. Informacja prawdziwa ma bowiem swoją cenę, czasami bardzo wysoką – cenę życia. Dołożyć należy do niej cenę interpretacji uzyskanych informacji. W sumie koszt zdobycia informacji prawdziwej może być wyższy od spodziewanych profitów.

(...) Oszukując odbiorców autorzy manipulacji wykorzystują jeden lub więcej elementów powyższego modelu licząc na wywołanie efektu ignorancji z wyboru. Stosują przy tym cztery podstawowe rodzaje taktyki:

  1. dezinformację, czyli rozpowszechnianie informacji kłamliwych;
  2. cenzurę, czyli świadome ograniczanie dostępu do informacji;
  3. propagandę „białą”, czyli forsowne sponsorowanie informacji prawdziwych, ale dobranych pod kątem interesów manipulującego;
  4. przesyt informacji, to znaczy przekazywanie informacji w ilościach zwiększających znacznie koszt analizy, co sprawia, że odbiorcy rezygnują z samodzielnej oceny na rzecz interpretacji podsuniętej przez manipulującego.

Skuteczną dezinformację ułatwia też łatwowierność odbiorców płynąca z odruchowej niechęci do samokrytyki. Przekonanie, że „u nas coś takiego jest niemożliwe” ułatwia niepomiernie dezinformację i prowadzi do błędnych ocen w olbrzymiej skali. Łatwowierność nie zna przy tym granic geograficznych, ani organizacyjnych bądź politycznych i często prowadzi do samo-dezinformacji.

(...) Samo-dezinformacji sprzyja często własny interes lub biurokratyczny interes służby. Dziennikarze, dyplomaci i funkcjonariusze służb wywiadowczych bardzo niechętnie przyznają się do błędów i nieścisłości w swoich doniesieniach. Wprawdzie niektórzy przyznają, że doświadczyli prób manipulacji, ale większość uważa się za profesjonalistów, których niełatwo wprowadzić w błąd. Profesjonalne zadufanie łączy się często z korzyścią osobistą. Można przyjąć, że w czasie II wojny światowej przynajmniej część oficerów niemieckiej Abwehry miało wątpliwości, czy informacje nadsyłane przez ich agentów w Wielkiej Brytanii są prawdziwe, ale awans, prestiż w służbie oraz pobyt we Francji, a nie na froncie wschodnim, zależały od wiarygodności agentów i racja wygrania wojny schodziła na drugi plan. Podobnie i dzisiaj troska o prestiż służby, jej wpływy i budżet sprawia, że bardzo niechętnie i z dużymi oporami przyjmowane są informacje świadczące, iż służba popełniła błędy, została oszukana i jest manipulowana przez przeciwnika.

Czynnikiem ułatwiającym dezinformację jest też tendencja do oceniania innych wedle własnej miary. Przeciętnym odbiorcom nie mieści się w głowach, że ktoś o znaczącej pozycji politycznej lub tak zwany autoryret może bezczelnie kłamać. Tymczasem, praktyka potwierdza prawidłowość, że „im większe kłamstwo, tym większa skłonność do dania mu wiary”.

(...) Odwoływanie się do dezinformacji niesie wprawdzie za sobą zagrożenie przyłapania na kłamstwie, co teoretycznie wiąże się z utratą wiarygodności, ale w praktyce zagrożenie to można minimalizować. Z uwagi na ignorancję z wyboru, odbiorcy gotowi są zaakceptować umiarkowane kłamstwo, gdyż w ich ocenie przewidywana suma kosztów dotarcia do prawdy jest wyższa niż spodziewany profit. Ponadto, „kłamstwa są często bardziej godne zaufania i silniej trafiają do przekonania niż prawda, ponieważ kłamca ma wielką przewagę – wie czego odbiorcy oczekują i co chcą usłyszeć”.

Na rzecz dezinformującego działa też czas. Zanim odbiorca dotrze do prawdy, dezinformacja traci swą aktualność i znaczenie. Jeżeli jej autorem jest konkretna osoba, to kiedy kłamstwo wyjdzie na jaw może ona argumentować, że „zmieniła zdanie”, już się „nawróciła” i jest „zupełnie innym człowiekiem”. Wielkim sojusznikiem dezinformującego jest też lenistwo odbiorców, którzy wychodząc z założenia, że dotarcie do prawdy przyniesie profit szerszej grupie ludzi, czekają aż ktoś inny podejmie trud zdemaskowania kłamstwa. Jednak nawet, jeśli kłamstwo zostanie zdemaskowane, a kłamca zmuszony do odwołania swych nieprawdziwych informacji, to i tak pierwsze wrażenie odbiorców pozostaje w ich podświadomości, bowiem „dementi są szybko zapominane, a kłamstwa pozostają”.

Skuteczne utrzymywanie dezinformacji w zbiorowej świadomości odbiorców daje kontrola nad mediami (finansowa lub administracyjna), a przede wszystkim wykreowanie psychozy strachu przed konsekwencjami ujawnienia informacji prawdziwej. Strach przed odpowiedzialnością prawną, administracyjną, profesjonalną (ostracyzm) lub towarzyską (obciach) prowadzi do spontanicznej zmowy milczenia i ugruntowania dezinformacji, jako prawdy w świadomości zbiorowej całych środowisk i społeczeństw.

Rafał Brzeski

Cały skrypt online w pliku PDF


 

2016.05.02 Poniedziałek

 

List

Dostałem takiego maila i odpowiadam na niego w treści

Witam,

Przeczytałem streszczenie twojej książki "Fizyka Życia". Ciekawe dla mnie jest zwłaszcza to, że piszesz, że znalazłeś model opisujący powstanie życia z prostych związków chemicznych. Czy myślałeś, żeby zrobić TED Talk na ten temat?

Myślałem, a jakże. Od samego początku myślałem o promocji. Zatrudniłem nawet do tego celu chłopaka, który bardzo pomógł mi językowo podczas tworzenia książki, i... okazało się to katastrofą. W pierwszym kroku przyjąłem założenie, że trzeba dotrzeć do naukowców, których potencjalnie może to interesować. Chłopak czynił swoje, ja zajmowałem się firmą. Scenariusz był taki, że proponowaliśmy przeczytanie książki i napisanie recenzji, mówiąc, że zdajemy sobie sprawę, iż wymaga to nakładu pracy i trzeba za to zapłacić. Jakaś idiotka uznała to za próbę korupcji, a przecież jak sama coś recenzuje w ramach swojej instytucji to przecież bierze za to pieniądze.

W pewnym momencie w necie ukazała się anonimowa recenzja: (http://mlodyfizyk.blox.pl/2009/12/Recenzja-ksiazki-Fizyka-zycia.html) - szok! Babka napisała recenzję bez czytania książki! Potem zaczęły pojawiać się do niej komentarze, kolejny szok - ludzie klepali, powtarzali bez zrozumienia. Aż pojawiło się kilku recenzentów, którzy dodali mi otuchy, jak na przykład enzo, *.bialapodlaska.vectranet.pl.

Drugi krok polegał na nieśmiałym wpisaniu nadążności do Wikipedii. Redaktorzy wywalili to, popierając swoją decyzję niewybrednymi komentarzami. Nie dość, że trzeba poznać narzędzie to jeszcze trzeba walczyć z ludźmi którzy działają w zgodzie z prawem Wilfred'a Trotter'a: umysł ludzki tak niechętnie znosi cudze koncepcje jak organizm obce białko, reaguje na nie równie energicznie. Nie będzie chyba przesadnym powiedzenie, że nowe koncepcje są najszybciej działającymi antygenami, jakie zna nauka. Gdy uczciwie przypatrzymy się sobie samym, to dostrzeżemy, że często oponujemy jakiejś koncepcji, zanim zostanie dokładnie sprecyzowana. No cóż, z drugiej strony gdyby takiej cenzury nie było pisano by w Wikipedii niestworzone bzdury.

Trzeci krok, to też naukowcy. Tym razem ci, którzy mnie kształcili. Byłem dobrym studentem, pasjonowało mnie, i zresztą cały czas dalej pasjonuje, dociekanie "Dlaczego jest tak jak jest?". Na moim wydziale jeszcze mnie pamiętano, i nawet zainteresował ich temat, no bo któż nie chciałby znać prostej reguły na życie. Udostępnili mi całe swoje seminarium. Przyszło trzech profesorów, kilku doktorów i nawet jeden lub dwóch studentów. Fizyka Życia nie jest skomplikowana, jednak nie można powiedzieć, że jest oparta na jednej prostej formule. Zrobiłem prezentację, zaczęła się dyskusja. Rozczarowałem się, bo nie była merytoryczna. Student siedział jak na tureckim kazaniu, jeden profesor czepiał się szczegółów samej prezentacji, drugi odrzucił całą koncepcję ponieważ "Człowiek składa się z materii i ducha", a ponieważ cały duch w FŻ sprowadza się do (w największym uproszczeniu) struktury i prądów ganiających po synapsach to profesor stwierdził, że nie jest to żaden duch. Sam jednak nie potrafił powiedzieć co rozumie pod tym definiendum. Trzeci próbował dociekać, on zawsze taki był - otwarty na innych, przyjazny i dociekliwy. Czas upłynął, seminarium się skończyło. Miałem nadzieję, że ten trzeci pociągnie dalej temat, jednak nikogo to już nie interesowało.

Podjąłem krok czwarty: Racjonaliści. To tacy, którzy chwalą się, że myślą racjonalnie, i że w swoim życiu kierują się głównie myśleniem i nauką. Dotarłem do nich, bo jeden z nich napisał bardzo pochlebną recenzję FŻ. Zacząłem chodzić na ich spotkania, miały bardzo fajną formułę. Otóż na początku każdy mógł zgłosić temat, o którym chciałby dyskutować. Następnie głosowaliśmy na zaproponowane tematy po to by ustalić ich ranking. Zaczynaliśmy od tego, który uzyskał najwyższą liczbę głosów. Po zakończeniu dyskusji zabieraliśmy się za następny i tak aż do końca zebrania, które zwykle trwało dwie godziny. Większość tych ludzi nie była głupia, ale byli oni opętani antyklerykalizmem. Na spotkaniach tych poznałem niejakiego Bogdana i zauważyłem, że myśli bardzo podobnie jak ja. Był niewierzący, ale nie zapluwał się jadem antykościelnym. Zgadzał się z tezą FŻ, że ideologie, w tym i religijne, na pewnym etapie rozwoju danej społeczności bardzo silnie te społeczności cementują i znacznie podnoszą zdolność realizacji celu życia, każdego z członków tej społeczności. W pewnym momencie Bogdan zgasił tych wszystkich racjonalistów mówiąc: "Wy nie macie prawa nazywać siebie racjonalistami ponieważ nie macie bladego pojęcia o ekonomii.". Racjonaliści zachowali się bardzo ładnie, jak na racjonalistów przystało, i poprosili Bogdana by w ramach spotkań zrobił kilka prelekcji na tematy ekonomii, bo jak deklarowali, chcieli ją poznać. Jak się okazało były to li tylko deklaracje. Przestali przychodzić na spotkania. Pewno zamiast się uczyć czegoś nowego woleli dalej utwierdzać się, że są antyklerykalnymi geniuszami.

Okazało się, że Bogdan, tak jak ja, jest zwolennikiem Austriackiej Szkoły Ekonomii. W kroku piąty zatem uderzyłem do wolnościowców. Oni przecież mówią o tym, co jest instytucjonalnie zwalczane, a w najlepszym przypadku zamilczywane, przez Państwo. Wolnościowcy mnie zaakceptowali i "przytulili". FŻ jest bowiem bardzo mocno wolnościowa i kładzie duży nacisk na indywidualizm. Zostałem zaproszony do wygłoszenia wykładu na Uniwersytecie Pacyfiku na Hawajach... na podstawie którego powstały dwie youtubowe prezentacje: The Physics of Life - Introduction oraz The Physics of Life - Inspirers.

Krok szósty to nieśmiała próba publikacji czegokolwiek w światowych mediach naukowych. Bodajże z Science dostałem odpowiedź, że tekst musi być poddany recenzji ich ekspertów, a to kosztuje 5000 US$. Na razie dałem sobie z tym spokój.

Krok siódmy pojawił się niejako sam z siebie. Fizyka Życia powstała dzięki temu, że prowadziłem biznes - intensywnie pracowałem z ludźmi. Wydawało mi się, że bardzo dużo wiem o działaniu przedsiębiorstwa i chciałem napisać książkę zatytułowaną Fizyka Firmy, ale żeby ją napisać trzeba było bardzo dużo napisać o człowieku. Czyli w zasadzie Fizykę Firmy powinienem poprzedzić Fizyką Człowieka. Myśląc nad spisem treści do tej książki doszedłem do wniosku, że pierwszym jej rozdziałem powinno być wprowadzenie do podstaw matematyczno-fizyczno-systemowo-cybernetyczno-teoriogrowych. Szacowałem, że zajmie to góra 20-30 stron, a wyszła z tego Fizyka Życia. Niejako po drodze rozwiązałem problem powstania życia. Stwierdziłem bowiem, że nie będę wiarygodny jeśli tego logicznie, krok po kroku, nie wytłumaczę. Początkowo chciałem wykorzystać opis powstania życia samego mistrza, czyli Richarda Dawkinsa zamieszczony w jego książce "Samolubny Gen". Ale po dokładniejszym przestudiowaniu opis ten, według mnie, okazał się lipą, i wtedy podświadomość zaproponowała mi koncepcję obiektu i to, że życie to też obiekt..., potem zestawiłem wiedzę ze znanych mi kilku dziedzin naukowych, opisałem zjawisko RPD i dalej już poszło.

Fizyka Życia to podstawa prowadzenia biznesu i dlatego po trochu przemycam ją na wszystkich wykładach biznesowych... jak sam to pewnie zauważyłeś:)

Przy okazji moich bojów promocyjnych zwróciłem uwagę na następujące prawidłowości:

  • Niektórzy ludzie polecali FŻ mówiąc "To świetna książka", ja natomiast wiedziałem, że jej wcale nie czytali.

  • Niektórzy ludzie, jeśli nie ponoszą konsekwencji, to negatywnie krytykują i sprawia im to radość. Ten, który napisał, że okładka jest tragiczna, i że zaprojektował ją dyletant nie miał pojęcia, że pracowało nad nią dwóch zawodowych grafików... i że niesie ogromny przekaz symboliczny, jak najlepsze płótna wybitnych malarzy.

  • Że naukowcy nie chcieli recenzować: Jeden profesor fizyk powiedział: "Nie recenzuję czegoś, co jeszcze nie było zrecenzowane", a inny: "Autor wsiadł na za wysokiego konia.".

  • Recenzje naukowców z branży (udało mi się takową zdobyć od profesora biologii) są zdawkowe, oparte na wyrwanych fragmentach i napisane tak, by recenzent, w zależności od okoliczności, zawsze mógł później powiedzieć, że albo a/. pracę skrytykował lub b/. zauważył w pracy wiele cennych i odkrywczych rzeczy. Jest chyba taka sztampa recenzencka: nie narobić się, zarobić i mieć dwustronny dupochron.

  • Nieznani mi naukowcy, aczkolwiek postrzegani przeze mnie za mądrych, zwykle nie byli zainteresowani poznawaniem/recenzowaniem nowej teorii i zwykle odsyłali mnie do jakiejś przeczytanej przez siebie książki. Polak odesłał mnie do "Gry" Winklera, a Amerykanin do "The evolution of everything" Ridley'a. Ok, były to ciekawe pozycje, świetnie współgrające z FŻ, jednakowoż traktowały o jej wycinkach, a nie o całości.

  • Gazety pisały recenzje na podstawie przekazanego im ogólnego opisu... jeśli płaciłeś za reklamę.

  • Ludzie, w tym naukowcy, głoszą pewne teorie o ile im się to opłaca. Ponoć teorię Einsteina w pełni rozumiały 2-3 osoby, a przecież i ty uczyłeś się jej i nawet rozwiązywałeś zadania. Zobacz zresztą świetny cytat na ten temat o Skwarczątkach:)

Załamałem się, ale jak to ja, zacząłem analizować sprawę i zastanawiać się jak dotrzeć do ludzi. Jak mam problem to formułuję go w postaci zadania matematycznego (tak to sobie nazywam). Zadanie zatem brzmi: Jak dotrzeć do ludzi z nowatorską teorią życia, łączącą w sobie sprawdzoną wiedzę z bardzo wielu dziedzin naukowych scementowaną moimi nowymi odkryciami? I zacząłem szukać rozwiązania.

Marian Mazur - dla mnie postać wybitna w polskiej nauce, ojciec Polskiej Cybernetyki popełnił książeczkę "Historia naturalna polskiego naukowca", z której dowiedziałem się, że w zdecydowanej większości naukowcy to chałturszczycy. Mało któremu tak naprawdę zależy na odkrywaniu/dociekaniu do prawdy. Dowiedziałem się, że przełomowe prace Mendla zostały odkryte dla świata przez zupełny przypadek - dwóch naukowców próbowało podpisać się pod jego, nikomu nie znanymi, badaniami, a trzeci odkrył te plagiaty i dotarł do prawdy. A zatem i w środowisku naukowym zdarzają się kradzieże.

Wreszcie trafiłem na świetną książkę na temat odkryć naukowych, która otworzyła mi oczy na moje problemy: "Nienaturalna natura nauki". Oto dwa najważniejsze z niej cytaty: W rzeczywistości mnóstwo ludzi akceptuje teorie naukowe, ponieważ ktoś powiedział, że są one prawdziwe, a nie dlatego, że je rozumie oraz "Nowa prawda naukowa nie triumfuje, kiedy oponenci zostaną przekonani lub nakłonieni do jej zrozumienia, ale dopiero gdy umrą i dorośnie następne pokolenie, już przywykłe do nowego".

A największego podsumowania dokonała "Sztuka badań naukowych" i najważniejszy z niej cytat: … każdy oryginalny przyczynek do wiedzy musi pokonać trzy fazy oporu, zanim zostanie uznany: w fazie pierwszej jest on ośmieszony jako nieprawdziwy, niemożliwy lub nieużyteczny; w fazie drugiej przyznaje się odkryciu pewien sens, lecz odmawia mu się jakiegokolwiek znaczenia praktycznego; natomiast w fazie trzeciej, w której odkrycie zyskało powszeche uznanie, zjawiają się ludzie, którzy stwierdzają, że odkrycie nie jest oryginalne, gdyż zostało dokonane wcześniej przez innych.

Dlatego też dałem sobie spokój z naukowcami i postanowiłem po prostu tworzyć jak najwięcej materiałów nt. FŻ i umieszczać je w internecie oraz w moich prezentacjach biznesowych (bo od tego przecież cała FŻ się zaczęła) i wolnościowych.

Recenzowanie czegoś nowego autorytet ma też swoją fizykę zjawiska. Polega ona na tym, że recenzent patrzy na to dzieło przez pryzmat swoich "sprawdzonych" schematów myślowych. Nowe ze swej natury rzeczy nie może pasować do tych schematów, no i od razy powstaje reakcja alergiczna. Dlatego większą szansę na dotarcie do ludzi autentycznie szukających na czym to wszystko polega daje zamieszczanie materialów w internecie, ale trzeba je dobrze przygotować i opracować.

Oczywiście bardzo bym chciał wystąpić w TED, nawet wysłuchałem audiobooka na temat tego jak się tworzy super prezentacje dla TED'a. Jeszcze bardziej bym chciał wystąpić na wykładzie w googlach - oni tam szukają nowych koncepcji. Ale na razie nie zabieram się zbyt mocno, by tego dokonać. Może trochę się obawiam, może nie wiem jak do nich dotrzeć i jak przekonać... po angielsku nie potrafię przekazać tylu szczegółów i subtelności jak po polsku. Może ktoś musiałby mi pomóc albo zdopingować...

Co do tego, że często profity z wynalazku czerpie nie każdy, kto nad nim pracował: sprawdziłem te przykłady, o których pisałeś. Sienkiewicz, z tego co się dowiedziałem, jako obywatel Imperium Rosyjskiego poniósł konsekwencje tego, że państwo to nie przystąpiło do konwencji o ochronie praw autorskich. Więc wydawca jego powieści po angielsku nie musiał nic zapłacić Sienkiewiczowi. Ciekawe. To pokazuje jak ważna jest ochrona własności intelektualnej.

Oczywiście, ale jako jednostka jesteś bardzo ograniczony w dochodzeniu swoich praw. Trzeba robić swoje mając na względzie nawet i to, że ktoś może to wszystko ukraść, po swojemu opisać i... potem się pod tym podpisać.

Przy okazji, Peter Thiel ma wykład na temat tego jak zapewnić, żeby firma miała profity ze swojego wynalazku. Krótko mówiąc, chodzi o stworzenie monopolu, opartego na własności intelektualnej, marce i/lub efekcie sieci. Polecam: https://www.youtube.com/watch?v=DLWyP83iU5M

Zobaczę, może mi się przyda, choć nie sądzę, by na FŻ zrobić wielki business. Nawet nagrodę Nobla przyznaje się za przełomowe, acz bardzo konkretne badania, a nie za nowe teorie naukowe.

Czym właściwie jest Qlink? Czy opublikowałeś kiedyś jakiś artykuł na ten temat?

Q-Line to narzędzie, które w okresie dynamicznego rozwoju oprogramowania do zarządzania, gdy nie były jeszcze precyzyjnie zdefiniowane procesy biznesowe, służyło do bardzo szybkiego wprowadzania zmian "pod klienta". W założeniu schemat programu opisany był (w 90%) w zewnętrznych plikach tekstowych, które odpowiadały z poszczególne elementy. I tak w pliku menu.pol była zapisana struktura menu dla polskiej wersji językowej, w record.pol struktury rekordów i browserów dla polskiej wersji językowej, z kolei printer.eng zawierał wszystkie wydruki, jak nie trudno zgadnąć, dla wersji angielskiej. Jak się uruchamia program wykonawczy to on zaciąga te pliki projektowe i na tej podstawie działa.

Narzędzie było i jest super efektywne do bardzo szybkiego tworzenia/modyfikowania oprogramowania. Sprawdziło się w praktyce. Zespół złożony z 8 osób stworzył kompletne oprogramowanie do obsługi szpitala zaledwie w ciągu 1.5 roku. Kompletne - tego nie ma żadna inna firma. Ale nobody's perfect, z kolei my nie jesteśmy tak mocni w sprzedaży, jak inni :(.

Jest jeszcze jedno, co mnie interesuje. Myślę, że jest pewna luka na rynku na stworzenie metodyki zarządzania projektami informatycznymi, która dobrze nadawałaby się do projektów innowacyjnych. Pracowałem kilkanaście lat w informatyce i poznałem wiele zespołów i wiele metod pracy w Polsce, Holandii i Wielkiej Brytanii. Prawdę mówiąc, jedną z najlepszych metod pracy była ta, jaką używano w dziale R&D firmy XXXX. Nie był to ani Scrum ani Kanban, tylko coś autorskiego. Podejrzewam, że była oparta na metodyce pracy w QBS. Mam pytanie: czy opisałeś gdzieś metodykę zarządzania projektami w swojej firmie? Chodzi mi o odpowiedzi na takie pytania jak: jakie są role w zespole, kto przyznaje priorytety zadaniom i na jakiej podstawie, kto odpowiada za co w projekcie i jak śledzi się postępy.

Byłem alpinistą, a alpinizm to z jednej strony twarda szkoła życia, a z drugiej skuteczne działanie w wymiarze multidyscyplinarnym - bądź co bądź nie możesz górom dać się zabić. We wspinaniu nie ma możliwości rekompilacji, nie ma kompilatorów, które wyłapują błędy. Góry pomyłki nie puszczają płazem - nie można popełnić nawet jednego błędu. Tego samego uczyli mnie w szwajcarskiej fabryce mechaniki precyzyjnej. Przy wyborze metodyki trzeba pamiętać, że miarą jakości danej metodyki jest to na ile skutecznie, i na ile tanio pozwala ona realizować projekty. Wielu ludzi z rozrzewnieniem wspomina czasy PRL, ponieważ wtedy fantastycznie im się pracowało, ale przecież oni wówczas niczego nie wytwarzali. Najważniejszy w realizacji projektów innowacyjnych jest magis, a tego żadne spisane procedury nie zapewniają. Magis wychodzi z wnętrza człowieka i może być osiągany tylko na zasadzie wpływu emocjonalnego (ideologia) lub silnej chęci konkurowania. Oba te czynniki budują silną motywację, a niestety żadne przepisy nie są w stanie tego zapewnić. Wychodzę zatem z przysłowia, że z niewolnika nie ma pracownika. Ludzie, z którymi chcesz osiągać / wypracowywać coś zupełnie nowego / odjazdowego muszą być świadomi celu i swego miejsca w zespole, ale również trzeba rozpiąć nad nimi system, który im zagwarantuje, że jeśli zespół osiągnie cel to i oni osiągną swoje - czyli, mówiąc najprościej, udziały w zyskach.

Moja metodyka oparta jest o następujące elementy:

  • Wysokiej klasy, zmotywowanym programiście/analityku, dobrze znającym oprogramowywane zagadnienie od strony merytorycznej. Ludziom mojego pokolenia chciało się dążyć do doskonałości w wymiarze multidyscyplinarnym, a i teraz tacy się jeszcze trafiają.

  • Motywacji finansowej polegającej na tym, że wynagradzanym się jest dopiero po skończeniu dzieła lub skończeniu znaczącego jego fragmentu oraz udziału w zyskach z ewentualnych kolejnych sprzedaży. Ten typ systemowego motywowania prowadzi do pełnego zaangażowania w pracę na zasadzie magis.

  • Każdy ze specjalistów może zatrudniać podwykonawców, a ja nie wnikam na jakich zasadach. Próbuję jedynie pilnować by nie było wyzysku, ale w informatyce do tego nie dochodzi bowiem ludzie, którzy się u nas nie sprawdzają bardzo szybko znajdują pracę gdzie indziej.

  • Jak widać stawiam na działania wysokiej klasy jednostki, a realizacja projektu przebiega w sposób nadążny - przypomina to Agile.

  • Gdy zachodzi konieczność pracy zespołowej, próbujemy rozbijać temat na fragmenty/etapy i do każdego takiego fragmentu przydzielamy specjalistę, który odpowiada za jego realizację na zasadzie jw. Nad wszystkimi specjalistami czuwa szef projektu, którego zadaniem jest wychwytywanie "obsunięć" i ich likwidowanie.

  • Nad zespołem staramy się rozpiąć zestaw zasad, które powinny być przestrzegane przez wszystkich członków - co jest niestety bardzo trudne. Naturalne jest bowiem łamanie zasad wynikające z przedkładania korzyści własnych nad korzyści grupy. Patrz Syndrom Zlewu. Dlatego też wolę, by, w miarę możliwości, ludzie pracowali samodzielnie lub w jak najmniejszych zespołach.

Podsumowując: rozwiązania systemowe, samofinansowanie, nadążność, odpowiedzialność, magis i im mniejszy zespół tym lepiej.

Pozdrawiam
Aleksander K


 

2016.04.26 Wtorek

 

Partnerstwo publiczno prywatne

~Janek :
Niedawno bo w październiku nawaliło mi serce. Coś nierówno pracuje, ma przerwy w biciu. Chcę jeszcze trochę pożyć, więc w tri miga do rodzinnego. Wysłuchała i wypisała skierowanie do kardiologa. Rejestracja osobna, nie z jakimiś tam dermatologami czy okulistami. Doceniają moje serce – tak sobie myślę. Podaję skierowanie a pani w okieneczku, przez mikrofonik: wrzesień 2016 r. Co, wrzasnąłem aż się za mną kolejka cofnęła a serduszko zaczęło wywijać kozaka. Niestety NFZ, powiedziała pani, ale widząc moją minę i obawiając się kłopotów ze mną, pogotowiem, a niech bym tak przypadkiem wykorkował to dziennikarze, prasa, radio, TVN,( o tych się nie bała}. Niech pan pójdzie prywatnie. No jasne, to jest myśl, dlaczego od razu tam nie poszedłem, już byłbym zdrowy. Wizytówka. Telefonik. Jest pan umówiony na 20-tą w piątek. Jest środa. To już postęp. Szybka przeliczam. 150 razy szybciej. Och ci prywaciarze, oni to umieją. Piątek, 20:05. Pan…….. Wchodzę. Uśmiech, rącia, jak żona – zna ją. Jest dobrze. Słuchanie, kardiogram, recepta: 2 x ½ tab. Skierowanie: jak Boga kocham, do siebie do przychodni. Za dwa dni. Rejestracja – ta sama pani. Gabinet nr, wcześniej EKG i z tym do doktora. Czekanie małe pół godzinki. Dr słuchaweczkami polatał po mnie. No jest poprawa po tym leku, który panu zapisałem ……….. Jeszcze nie wykupiłem, ale niech się chłopina cieszy, że taki dobry. Teraz dam panu skierowanie na badania. I dostałem. Idę z tym do rejestracji. Proszę pana, holter na grudzień, echo luty, próba wysiłkowa – marzec 2017. Nie można szybciej. Prywatnie - odpowiada Pani. To chciałbym się do tego pana doktora zarejestrować po badaniach z wynikami. Na wrzesień – odpowiada rejestratorka. Nie można wcześniej? Prywatnie – odpowiada. To niech pani nie zapisuje, pójdę prywatnie. I serce coś mnie mniej boli. Nie wierzycie, że tak jest? Przysięgam, że prócz lekkiej formy nic nie dodałem. Tak na marginesie, ten szpital to pod wezwaniem Jana Pawła nr 2.


 

2016.04.23

 

Ratownik górski, twórcą Matrixu

~Zbigniew do ~Pawel: Najgorsze jest to, ze do głupich wypowiedzi prowokują dziennikarzy sami ratownicy. Naczelnicy już po chwili wiedzą, co było przyczyną wypadku. Krzysztof po wypadku pod Rysami na pytanie naiwnej dziennikarki "Kto zawinił" w pierwszym zdaniu powiedział, że nie jest od osądzania, ale już w trzecim podkreślił winę prowadzącego słowami "grupa podcieła zbocze prowokując lawinę". Czy rok wcześniej, tak samo nie było pod Szpiglasową? Wtedy to on prowadził grupę.
Jak widać, czym głupsze, w opini ratowników są ofiary, tym oni mądrzejsi.
Może kilka procesów o zniesławienie ostudzi tych, których wypowiedzi są cytowane jak wyrocznie. Profesjonalny ratownik waży słowa i dba o dobre imię ofiary. Niestety nie jurajski i nie tatrzański. Ci dbają tylko o własne.

[Źródło]


 

2016.04.21 Czwartek

 

Komentarze do wywiadu z milionerem

Polakom się chce, to nasza siła

Co roku bierze na staż całe roczniki studentów informatyki. Konkurenci pokpiwają, że jego firma jest dobra na pierwszą pracę. Ale to nie altruizm kazał mu zatrudnić ostatnio 850 nowych pracowników. Janusz Filipiak szykuje swój Comarch do wielkiego skoku.

FORBES:Podobno kiedyś w Comarchu można było zostać zatrudnionym jako student piątego roku informatyki i po trzech latach wejść do zarządu firmy...

Janusz Filipiak: ...o nie, niektórzy awansowali szybciej, nawet na drugi dzień.

Dzisiaj szybkie kariery są jeszcze możliwe?

Informatycy narzekać nie mogą. Po 3–4 latach pracy zarabiają 12 tysięcy miesięcznie i mogą przebierać w ofertach. Dostaną pracę w dowolnym miejscu na świecie.
[Cały artykuł]

I kilka do niego komentarzy

~dawno i nieprawda :
Kilkanaście lat temu w Comarchu praca wyglądała następująco: umowa o współpracę, bo bez działalności nawet nie miało się tam co iść. Student, oczywiście, najlepiej młody i z ideałami. Więc firma nie płaci za Ciebie nic, urlopu nie masz, ale jesteś prężny i wydaje Ci się, że zawojujesz świat w korpo. Pieniądze jak na tamten czas dobre ,warunki pracy fatalne, bo i nadgodziny i oczekiwania, awanse poziome na porządku dziennym. Ci, którzy siedzieli w CC byli rozliczani z każdej minuty, nawet herbaty spokojnie nie mogli wypić, młodzi programiści klepali kod w warunkach nieraz bardzo stresujących, z którego potem coś się składało, a nieraz szło to do kosza, bazodanowcy to zupełnie inna historia, tam ciągle się coś sypało, a w wakacje przychodziła zgraja studentów z AGH, pisali za frajer i potem to wciskało się klientom - albo nawet wciskało się coś, czego jeszcze nikt nie napisał, bo handlowców Comarch zawsze miał genialnych i nagle się okazywało, że faktura na ogromną kwotę wystawiona, a klient nie dostał towaru, bo towar jeszcze nie istnieje... Kolejną rzeczą było zarządzanie projektami - brało się do projektu ze dwie czy trzy młode, w miarę ogarnięte osoby, najlepiej na śmieciówce albo działalności i sadzało, żeby ogarnęły projekt dla ważnego klienta. Natłukło im się do głowy frazesów, jaką to mają szansę się wybić, one to ogarnęły same w parę miesięcy, klient się cieszył, projekt się rozkręcił, w międzyczasie do projektu doszło kilku prodżekt menegierów liniowych i jesze kilku szefów subcentów i centrów, okazało się, że projekt był warty kilkanaście mln złotych, ale te młode osoby tego nie wiedziały, bo i skąd. One zrobiły to same, na koniec dostały po 100 zł premii, bo cała kasa rozeszła się między menegierów, którzy zlecieli się niczym sępy, gdy tylko zobaczyli, że projekt się kręci. Pierwsze prawo Filipiaka głosi, że nawet najlepszego pracownika można zastąpić skończoną liczbą studentów. Takich historii można by przytoczyć dziesiątki, jeśli nie setki.

~wer :
12 tyś to się podaje dla mediów, żeby młodzi się pchali i tworzyli sobie konkurencje i nakręcali się, kto jest lepszy to dostanie większą premię. Każdy goni za tą mamoną jaką jest pieniądz, a życie leci dalej i ucieka. Te korpy z branży IT mocno wykorzystują pracowników. Inni liczą na szybki awans. Będę dobry to awansuję i będę gonił innych i miał satysfakcję z powodu mobbingu. Ten świat jest chory i pytanie tylko jaki jest cel? Co jak si osiągnie cel i do kąd to zmierza? Inna kwestia to na końcówkę jesieni lub na zimę planowany jest maga przekręt finansowy z udziałem niedawno powstałego banku azjatyckiego. Ludziom poznikają pieniądze z kont. Lepiej miejcie to na uwadze.

~WaWal do ~Były pracownik:
Ja jednak potwierdzę wcześniejszą wersję o śmieciówkach, może z takim wyjątkiem, że po pierwsze za moich czasów nie nazywano tego śmieciówkami, tylko po prostu umowami z podmiotami na własnej działalności. Oczywiście nie było to obligatoryjne, ale było opłacalne, bo w alternatywie była umowa o pracę za kwotę niewiele wyższą od najniższego wynagrodzenia. Z drugiej strony podobno wszystko zależy od tego w jakim ośrodku byłeś zatrudniony. Ja niestety byłem zatrudniony w Rzeszowskim, gdzie działo się jak się działo. Podobno w Stolycy było dużo lepiej. Mam też znajomego co robi dla nich we Wrocławiu i robotę sobie chwali.

~bn :
"Po 3–4 latach pracy zarabiają 12 tysięcy miesięcznie i mogą przebierać w ofertach". Jako szef dzialow informatycznych z wieloletnim doswiadczeniem mowie: kocopaly. By zarabiac 12 tys naprawde trzeba cos potrafic. To wierzcholek piramidy. Oczywiscie ze sa i tacy ktorzy zarabiaja 18tys ale to mniejszosc mniejszosci.

~dfg :
Większych bzdur nie czytałem. Może jeden na 100 koderów ma takie zarobki. Reszta rzeźbi lub prostuje spaghetti like code wyprodukowany w ciasnych umysłach pupilków szefostwa.

~KKK do ~Koles1988 :
I tutaj jest pewien problem, bo na studiach się tego nie nauczysz. Niestety takie mamy w Polsce "wspaniałe" uczelnie wyższe. Uczą wszystkiego, tylko nie tego co jest potrzebne w późniejszej pracy


 

2016.04.15 Piątek

 

O mediach

~Raz do ~apolityczny: Rozumiem że 8 lat propagandy było ok dla ciebie . W przeciwieństwie do Ciebie ja widziałem propagande za PO i obecną za PIS . Nie jestem ani za jednymi ani za drugimi. Różnica obecna jest taka że widać te różnice za PO wszystkie stacje podawały dokładnie tą samą propagandę i chociażby z tego powodu wole tą obecną .

Czy media są obiektywne - oczywiście że nie dlatego każdy myślący człowiek szuka informacji po za mediami tzn ogólno dostępnymi. Mnóstwo ciekawych rzeczy obecnie się dzieje w kraju i zagranicą które są omijane zarówno przez propagande PO-wska jak i Pis-owską . Czym się media zajmują TK który dla zwykłego człowieka nie ma znaczenia . TK zawsze orzekał pod dyktando polityczne zgodnie z obecną doktryną polityczną. Zwykli ludzi to widzą a w mediach jest to jako temat zastępczy. Media w Polsce to totalne dno etyczne itelktualne i nie mające nic wspólnego z prawdziwym dziennikarstwem i misją dziennikarską. Dopuki jak w innych krajach nie będą zasądzane kary finansowe za podawanie kłamstw - dopuki media będą robić ludzią wodę z mózgów.

Tylko powiedzcie mi kto ogląda te ich niusy i czyta - napewno nie młode pokolenia mówię tu o 20-40 latkach. Kraśko przykład aparatczyka i dostał pomoc od kogo od TVN. LIS dostał pomoc od Wybiórczej itp itd .rączką rączkę myje .


 

2016.04.11 Poniedziałek

 

Zarządzanie

~Edward (emerytowany menadżer) : I to jest właśnie koronny dowód na to, że w Polsce brakuje po prostu trenerów i sztabów szkoleniowych. W każdej dyscyplinie odstajemy metodologią, techniką i zapleczem od świata. Piłka nożna to drugi koronny przykład. Wszyscy trenerzy to domorosłe nieuki, większość bez umiejętności i wiedzy (co widać na przykładzie zatrudniania w klubach trenerów, których inne kluby wyrzuciły za brak efektów- paranoja, sic!). W związkach muszą znaleźć się pieniądze na zagraniczne szkoły trenerskie, na ściąganie drogich (ale i skutecznych!) trenerów zza granicy, którzy oprócz zawodników, muszą wyszkolić swoich następców. Takie kontrakty trzeba zawierać, ale to wie ktoś kto myśli jak menedżer, a nie jak działacz i związkowiec! Ot, cały polski sport. Beznadziejny (poza nielicznymi przypadkami) jak i polska polityka. Banda matołów, nieudaczników i skrajnych debili (przede wszystkim w PiSie, ale i w PO, PSL, .N, o patafianach Kukiza czy JKM nie wspominając). Polska, kraj który nigdy niczego się nie nauczy, bo zawsze musi srogo dostać lanie, żeby się podźwignął i to wówczas jest sukcesem. Normalnych sukcesów njet. Tego nie umiemy. Młodzi ludzie, uciekajcie stąd daleko, gdzie pieprz rośnie!


 

2016.04.06 Środa

 

Gra w grupie

Szpieg, który kochał pieniądze

[...]
Mężczyzna pracował w centrali BND w Pullach od początku 2008 roku do lipca 2014 roku. Zaofiarował usługi szpiegowskie ambasadzie USA w Berlinie i w ciągu sześciu lat dostarczył CIA ponad dwieście, częściowo ściśle tajnych dokumentów.

Niemiecki kontrwywiad namierzył Markusa R. w maju 2014 roku, gdy ten niezaszyfrowanym mailem zaoferował usługi szpiegowskie rosyjskiemu konsulowi generalnemu w Monachium. Na dowód uwiarygodnienia propozycji dołączył trzy dokumenty BND, zakwalifikowane jako ściśle tajne. Po aresztowaniu agent Markus złożył obszerne zeznania i przyznał się do długoletniej współpracy z CIA. Tłumaczył, że praca w biurze podawczym BND nie odpowiadała jego możliwościom i ambicjom. Natomiast ze strony CIA spotkał go szacunek i uznanie, także natury finansowej: podczas tajnego spotkania w Austrii i za pośrednictwem tajnych skrzynek kontaktowych zainkasował w sumie 90 tys. euro.
[...]

Sąd nie dał wiary, że motywem działalności szpiegowskiej Markusa R. była nuda i frustracja. Praca w BND była jego pierwszym zajęciem po długim okresie bezrobocia. Przewodniczący składu sędziowskiego Reinhold Baier przypomniał, że absolwent szkoły zarządzania i bankowości ubiegał się o pracę na stanowisku administracyjnym. Markusowi R. chodziło głównie o korzyści materialne. Zarobki w BND nie należały do zbyt wysokich. Wynagrodzenie za działalność szpiegowską traktował jako dodatkowe źródło dochodów. Tym samym dopuścił się nie tylko zdrady państwa i złamania tajemnicy służbowej, ale także korupcji.
[...]

Sąd uznał, że niedostateczne środki bezpieczeństwa w BND nie usprawiedliwiają oskarżonego. Markus R. mógł bez problemu kopiować tajne dokumenty i wynosić je do domu. - BND nie ma możliwości kontrolowania każdego pracownika - uznał sędzia Baier. Skazując Markusa R. na osiem lat więzienia sąd nie przychylił się do wniosku prokuratora federalnego, domagającego się dla oskarżonego dziesięciu lat więzienia.

To rezultat wychowania socjalistycznego. Facet jest ambitny ale zarazem głupi. Oczywiście uczony był przez socjalistów, więc wbili mu do głowy, że jest świetny, ale nie nauczyli w zasadzie niczego. Idzie taki do roboty i... wyprzedaje tu akurat tajne dokumenty, ale przecież może sprzedać opony, maszyny, wnieść komputer, wyjechać traktorem itp. Nie ma takich systemów, którymi można upilnować wynoszenie informacji, po przecież trzeba by przy każdym wyjściu skanować pracowników czy nie mają pen-drive w odbycie lub kiszkach.

Państwowcy (socjaliści) wprowadzili łagodne przepisy za okradanie przedsiębiorców no i mają rezultat...


 

2016.04.01 Piątek

 

Oloron - St. Marie

Wyjechaliśmy o 15.20 2016.03.31 wróciliśmy o 15.00 2016.04.05;
Jazda tam i jazda z powrotem zajęła 28 godzin. Prowadziły na zmianę cztery osoby. Postoje były nieco dłuższe niż zwykle ze względu na wiek trójki podróżnych;

Przejechaliśmy od wyjazdu do przyjazdu 5160 km
Ze średnią prędkością 89.8 km/godz.
Ze względu na docieranie staraliśmy się nie przekraczać prędkości 130 km/godz.
Spaliliśmy 433 l oleju napędowego
Co dało średnie zużycie 8.4 l / 100 km
W jedną stronę autostrady we Francji kosztowały 83 €

Kontakty:

[w dzienniku]


 

2016.03.26 Sobota

 

Ludzkie przepływy

~kwa : Nie tak dawno w pewnym zakładzie na Podkarpaciu pracownicy dostali nowe umowy do podpisania. Wg nowych zasad obliczania wynagrodzenia pracownicy traciliby w kieszeni, więc nie podpisali umów z nadzieją na otrzymanie lepszych warunków. Zostali więc przez ów zakład wymienieni na Ukraińców, którzy zgodzili się na niższe stawki. Tak jest w większości zakładów, które zatrudniają ludzi we Wschodu - powodem ich zatrudnienia nie jest brak chętnych Polaków, tylko chęć oszczędności przedsiębiorców. Być może z małymi wyjątkami, ale główny powód to niestety kasa.

~Xxx : Zatrudnialem ukrainca przez 4 lata. Pełen etat, czas nieokreślony, praca po 8 h. ubezpieczona żona z dzieckiem.
Otrzymał rownież pomoc w zdobywaniu pozwolenia o prace.
Dobry procent od obrotu, średnio zarabiał blisko 4000 zł. Czesto otrzymywal premie, tak jak pozostali. byl Dokładnie tak samo traktowany, jak inni pracownicy"Polacy" został zwolniony 1 M-C temu. Powód? Proponował klientom naszej firmy, usługi tańsze o 70% tylko, ze w domu!!! Nasi pracownicy z polski nigdy tego nie zrobili!
Oczernial nasza firmę, ze jest mu cieżko, dlatego jest zmęczony i musi dorabiać po godzinach.
Nigdy wiecej nie zatrudnimy żadnego banderowca!
Nie chwalcie ich tak bardzo bo to cicha woda i sa grzeczni do czasu kiedy poczują sie za pewnie!
Pozdrawiam Viktora:)

~kwa do ~skorpion50: Po kilku latach we Włoszech, bynajmniej nie spędzonych na wczasach, powiem Ci (i innym też) że my tam głównie sprzątamy, spawamy, zapierniczamy w budowlance, czego się statystycznemu Włochowi nie chce, bo tam sami "wykształceni ludzie." U nas, póki co, więcej jest zwykłych roboli jak ja, ale nadal nie mogę poprawić swojego bytu, bo na moje miejsce jest 10-ciu chętnych, Ukraińców nie licząc. Jak widzę hasło, że oni wykonują prace, których my nie chcemy wykonywać to mnie szlag trafia. Nie to, że nie chcę, mnie po prostu nie stać pracować za takie pieniądze, więc szukam czegoś innego, pracuję na fuchach... Dają 500+ na dziecko, a gdyby tak dali uczciwie zarobić...

~marzan : Faktem jest, że taki import taniej siły roboczej tragicznie osłabia pozycję tubylczych robotników. Na tej przecież a nie innej zasadzie Zachód zasiedlił się Arabami i Turkami - to oni tam byli odpowiednikiem naszych ukraińskich gastarbeiterów. Jedno co u nas lepsze - że się od wieków część Ukraińców i innych Rusinów polonizowała i jest nadzieja, że część tych ludzi, a konkretnie ich dzieci, to będą już po prostu Polacy pochodzenia wschodniego. Ale też historia uczy, że się większość żyjąc w Polsce jednak przez wieki nie spolonizowała - i mieliśmy Wołyń tudzież inne podobne przyjemności.
No i jeszcze jedno: ludzie, którzy olewają ojczyznę i wybierają sobie inną, bo tam łatwiej żyć, nie są najlepszym materiałem na patriotów. Przyjdzie, powiedzmy, wojna, trzeba będzie Polski bronić... Myślicie, że te miliony Ukraińców czy niedoszłych arabskich Polaków, co to ich Szydło nie chce, choć palcem kiwną w obronie naszej ojczyzny? Bo ja myślę, że nie - zrobią to, co właśnie zrobili, czyli nawieją z kraju, gdzie żyje się trudniej do kraju, gdzie żyje się łatwiej.
Dlatego ja bym jednak wolał, by polskie rządy to Polakami obsadzały te miejsca pracy, które dziś Ukraińcy obsadzają. Bo Polacy być może, jak ich przodkowie, za ten kraj jednak zechcą się bić.
Szkoda, że rządzą nami jacyś wyprani z patriotyzmu kosmopolici, którzy w ogóle tego aspektu nie biorą pod uwagę i dla których tani robol z Ukrainy czy Maroka jest lepszy od trochę droższego robola z Polski. Niestety, ale to tacy politycy doprowadzają państwa do upadku. Raz to przerabialiśmy, obyśmy nie musieli po raz kolejny.

~q3 : "Robią to czego my robić nie chcemy". Niezła propaganda. Należało by napisać "Robią za tyle, za ile my nie będziemy pracować". Jak widać Polak już nie chciał dać się wyzyskiwać za 1200 zł, więc Ukraińcy spadli pracodawcom-cwaniakom jak manna z nieba. Można dalej się bujać na plecach NIEDOPŁACONYCH pracowników.


 

2016.03.18 Piątek

 

Oświata państwowa

~Lolo UO do ~nikt: Koleżanko po fachu (bo też mam doktorat), moja perspektywa jest niemal identyczna z jedną różnicą - decydenci to nie politycy. W naszym przypadku decydenci to władze uczelni, instytutów, wydziałów. Zrobiłem doktorat na Uniwersytecie Opolskim i przyznam, że takiej podłości, takiego gnojenia ludzi, takiego marnowania potencjału młodych, takiej hipertrofii EGO profesorów to ja w życiu w innych środowiskach zawodowych nie widziałem. To nie tylko politycy są chorzy, nasze otoczenia są złe, cały naród jest skażony. Gdyby politycy byli źli a reszta dobra, żylibyśmy niemal w idealnym kraju. To nie system, to ci ludzie zniszczyli nam życie. W wieku 30-35 lat bronimy doktoraty i lądujemy na ulicy. Nikt nas nie zatrudni poza uczelniami i każdy pracodawca traktuje nas jak wariatów. W wieku, kiedy powinniśmy zacząć zbierać owoce, my dopiero przygotowujemy pole do zasiewu i zaczynamy wszystko od początku. Ale to ich wina, wina relacji jednego człowieka z drugim a nie systemu. Gdy system jest kulawy, człowiek - jeśli jest empatyczny - mimo pewnych ograniczeń, jest w stanie pomóc drugiemu. A nie oszukujmy się - uczelnie to królestwo znieczulicy i egoizmu. Jesteśmy straceńcami. Cóż poradzić...


 

2016.03.16 Środa

 

PORADNIK WPROWADZANIA DYKTATURY

  • zdiagnozować problemy najbiedniejszych i najmniej wyedukowanych,
  • dać im wroga, najlepiej kilku, będących w zmowie,
  • dać im bohatera, lub prawie boga,
  • złożyć obietnice, najlepiej takie, których nie da się spełnić
  • obwiniać wroga o wszystkie problemy,
  • wszelką opozycję i inaczej myślących podpiąć pod wroga
  • uczynić z najbiedniejszych i najmniej wyedukowanych naród wybrany, rasę Panów, lepszy sort itp.
  • zrobić z siebie męczennika dla dobra narodu (najlepiej, gdy osoba w roli wodza nie ma rodziny, można ludziom wmawiać, że wódz poświęca się sprawie)
  • podpiąć się pod wszystkie narodowe wartości,
  • przypisać wrogie wartości opozycji,
  • przypisać opozycji kolaborację z wrogiem,
  • przypisać sobie patriotyzm, rewolucję, walkę dla sprawy,
  • mówić, że dąży się do wzoru bohatera,
  • za niespełnione obietnice obwiniać wroga i jego pomocników,
  • być konsekwentnym (czas działa cuda)
  • wszelkie działania uzasadniać dobrem sprawy,
  • pokazać, że się walczy się z wrogiem,
  • co jakiś czas poświęcić kogoś (wykorzystać ofiarę z wroga do eliminacji opozycji)
  • mówić, że jest się blisko realizacji celów i prosić naród o kolejne ustępstwa dla dobra sprawy, od najmniejszych do coraz większych
  • uzasadnić łamanie prawa wyższą koniecznością.

Gdy orientujesz się, że jest dyktaturą, z reguły już jest za późno. Zaczynasz się buntować i przychodzą po ciebie."


 

2016.02.27 Sobota

 

Walka z wiatrakami

W wielu krajach dopuszczalna odległość turbiny od zabudowań jest określona odpowiednimi przepisami i normami i nikt nie widzi w tym problemu. W Polsce oczywiście krzyk i płacz.

Brak uregulowań prawnych w Polsce powoduje, że wiatraki powstają gdzie popadnie, często na terenach przewidzianych do zabudowy mieszkaniowej i przemysłowej, przez co blokują rozwój wielu miast i gmin.
Często zdarza się, że umożliwia się wybudowanie turbiny w odległości 500 m od zabudowań, ale nowa zabudowa może być stawiana nie bliżej niż 1000 metrów od turbiny. Wartość nieruchomości graniczących z turbinami drastycznie spada, a lokalni bonzowie wykupują grunty za bezcen. Ponadto, wraz ze spadkiem wartości nieruchomości, gminy mają mniejsze wpływy z podatku, co skutkuje, wbrew pozorom, zubożeniem danej gminy.
Inną nieprawidłowością, a którą można się spotkać, to brak zapisów w umowach dzierżawy, klauzuli dotyczącej odpowiedzialności za rekultywację terenów po zlikwidowanej turbinie. Potem się okazuje, że właściciel musi usunąć fundamenty i przywrócić ziemię do stanu poprzedniego za własne pieniądze, które znacznie przewyższają zyski z wieloletniej dzierżawy.

Wg raportu NIK z lipca 2014 roku większość turbin zbudowano na działkach należących do sołtysów, samorządowców i lokalnych polityków lub ich rodzin. Dzierżawiący otrzymuje wynagrodzenie, a sąsiad traci, ponieważ nie może się na swojej ziemi pobudować. Oczywiście może sprzedać, ale kto kupi działkę w sąsiedztwie wiatraka? Chyba tylko sąsiad, po to, aby postawić kolejną turbinę i wykupić kolejnego sąsiada.

Ciekawe czy te wiatraki są w ogóle opłacalne?


 

2016.02.26 Piątek

 

Dzisiejszy sport

~aza : FIFA i UEFA to organizacje przez które przechodzą GIGANTYCZNE pieniądze z dochodów z imprez piłkarskich klubowych i międzypaństwowych. Spory procent z tych dochodów zabierają FIFA i UEFA a z tego jeszcze znaczna część znika w kieszeniach prominentnych działaczy tych organizacji. Ponieważ tym działaczom jest tego jeszcze za mało, to biorą łapówki za przyznawanie organizacji imprez piłkarskich określonym krajom a być może miastom też.
Mecze piłkarskie to są spektakle ; w pewnym sensie podobne do koncertów muzycznych, występów teatralnych, czy nawet występów cyrkowych itd.. Aby zorganizować jakikolwiek spektakl, to trzeba mieć aktorów i scenę. FIFA i UEFA niczego nie mają ( ani piłkarzy ani stadionów ) a mimo to za to tylko, że wyznaczą, kto ma rozgrywki organizować, sporządzą harmonogram jakichś rozgrywek i wyznaczą sędziów czyli de facto za przybicie przysłowio-wej pieczątki - dysponują prawami za transmisje telewizyjne i mają dostęp do wszelkich pieniędzy jakie są generowane z tytułu danych rozgrywek.. Równocześnie strzegą obsesyjnie niezależności od władz państw oraz nie dopuszczają do jakiejkolwiek kontroli z zewnątrz ( pod kątem ogólnie obowiązującego prawa cywilnego czy finansowego itd. ). W efekcie nikogo się nie boją a wręcz odwrotnie, to państwa boją się FIFA I UEFA. I cały świat to toleruje.
I jeszcze : sędziowanie odbywa się na tych samych zasadach jak 150 lat temu dlatego zdarza się często, że w czasie meczu który oglądają setki milionów ludzi sędzia popełnia z premedy-tacją błąd na korzyść jednej drużyny krzywdząc przy okazji inną i nikt nic z tym nie robi. Takie dno i takie przekręty są możliwe tylko w FIFA i UEFA.


 

2016.02.14 Niedziela

 

Allende's Syndrome

In the short term, Allende's government was both successful and popular, presiding as it did over a period of economic growth, rising wages and falling unemployment. But it wasn't long before strains began to be felt. For a start, government expenditure soon exceeded income by a huge margin, creating an enormous deficit. The looming economic crisis was dramatically accelerated when the world copper price fell by some 27%, cutting government revenue still further. Inflation began to rise uncontrollably, with wages unable to keep pace, and before long food shortages became commonplace.
"The rough guide to Chile" VI edition, September 2015, p. 482.

The above version does not explain the truth ramifications of Allende's actions. Confusing language results in confusing message. This is how it should have been written:

In the short term, people loved Allende's government. They saw themselves as living in a time of economic growth, because Allende gave them more money for less work. To do this he spent far more money than he had. And this led to a decrease in the level of unemployement but also to an enormous deficit and reduced productivity. This was exacerbated by the world copper price falling, because the Chilean economy based on selling natural resources. To cover this deficit, the government decided to print money resulting in inflation fully controlled by the government. Nice actions like this by governments consistently lead to food shortages.

As Margaret Thatcher said: Socialism is a great idea until you run out of other people's money.


 

2016.01.19 Wtorek

 

Na pewnym poziomie ogólności...

~ewa m. :
Obsadzili najważniejsze sektory życia publicznego – sądy, uczelnie, państwowe spółki, media. Dziś te dzieci i wnuki stalinowskich oprawców tworzą „elitę” i jak każda tego typu „elita” wściekle reagują na każdą próbę przypomnienia im, kim są i komu zawdzięczają swoją obecną pozycję. Nie ma w tym nic dziwnego – w końcu nie od dziś wiadomo, że atak to najlepsza forma obrony. Współczesne „elity” stosują tę właśnie metodę. Wiedzą, że w merytorycznej dyskusji są bez szans, więc „walczą” po swojemu – opluwając każdego, kto ośmieli się zwrócić im uwagę. Nawiasem mówiąc – to też metoda odziedziczona po dziadkach z UB. To oni wymyślili „zaplutego karła reakcji”, „ciemnogród”, „klechów”, „kułaków”, „prywaciarzy”, którym przeciwstawiali nowoczesnych, postępowych proletariuszy. Proletariusza zastąpił „europejczyk”, kułaka – homofob, itp. Pozostałe elementy debaty publicznej nie zmieniły się ani na jotę. Co więcej – czasami można odnieść wrażenie, że po usunięciu podpisów trudno byłoby odróżnić, który cytat pochodzi z plenum KC PZPR, a który z tzw. zaprzyjaźnionych z Tuskiem mediów.

... to nie zmieniło się ani na jotę.


 

2016.01.15 Piątek

 

Piotr - Obieżyświat

Spotkaliśmy go na szlaku Rota Vincentina w październiku ubiegłego roku. Codziennie pokonywał około 30 km i miał... bardzo mało bagażu:

  1. plecak Osprey Kestrel 38,
  2. bukłak 3 l osprey,
  3. spiwor Deuter Orbit +5 waga 910g,
  4. karimata dmuchana karimor,
  5. namiot jack Wolfskin Gossamer,
  6. buty crocs crocband,
  7. buty do biegania k swiss rannell 18,
  8. krotkie spodenki/kapielowki,
  9. koszula i spodnie trekkingowe craghoppers,
  10. tshirt,
  11. recznik z mikrofibry,
  12. czolowka,
  13. noz kuchenny,
  14. kosmetyczka
Gdy zapytałem go czy to wszystko, odpowiedział:

"to i tak za duzo, nastepnym razem nie biore 2 pary butow i spodni :)"


 

2016.01.08 Piątek

 

Historia o mocy reklamy

Z "Pan raczy żartować, Panie Feynman". Cytat trochę przydługi, ale trudno mi było go skrócić bez szkody dla historii.

"Wracając do spotkanego na plaży kumpla - powiedział mi, że wymyślił technologię posrebrzania plastiku. Ja na to, że to niemożliwe, ponieważ plastik nie przewodzi prądu i nie ma, do czego podłączyć kabla. On odparł, że potrafi posrebrzyć wszystko; pamiętam, że podniósł z piasku pestkę brzoskwini i powiedział, że ją też potrafi posrebrzyć - chciał zrobić na mnie wrażenie. Miłe było jednak, że zaproponował mi pracę w swej małej firmie, która miała siedzibę na ostatnim piętrze budynku w Nowym Jorku. Pracowało w niej chyba tylko czterech ludzi. Ojciec mojego kumpla zajmował się pieniędzmi i był chyba „prezesem”, a mój kumpel i jeszcze jeden facet, od handlu, „wiceprezesami”. Ja byłem „dyrektorem działu badań chemicznych”, a brat znajomego, niezbyt rozgarnięty, pomywaczem butelek. Mieliśmy sześć wanien elektrolitycznych.
(...)

Eksperymenty ciągle przerywał mi nasz handlowiec, który przychodził z plastikiem od klienta. Mam poustawiane te wszystkie butle, wszystko pozaznaczane i nagle słyszę: „Musisz przerwać te eksperymenty i wykonać »ekstra zlecenie« dla działu handlowego!”. Wiele eksperymentów musiałem, więc przygotowywać po kilka razy.

Pewnego dnia znaleźliśmy się w niezłych tarapatach. Jakiś artysta chciał zrobić zdjęcie na okładkę czasopisma motoryzacyjnego. Pieczołowicie zbudował sobie koło z plastiku, a ponieważ przypadkiem się zgadało z naszym handlowcem, że potrafimy wszystko posrebrzyć, zachciało mu się kołpaka z prawdziwego srebra, żeby pięknie błyszczał. Koło zrobione było z nowego tworzywa, którego nie umieliśmy zbyt dobrze powlekać - zresztą handlowiec nigdy nie wiedział, co umiemy powlekać, więc często obiecywał gruszki na wierzbie - i za pierwszym razem nie wyszło. Musieliśmy usunąć srebro, ale schodziło opornie, więc postanowiłem użyć stężonego kwasu azotowego. Srebro zeszło, ale zrobiły się też dziury i rysy w plastiku. Byliśmy ugotowani! Nie był to przypadek odosobniony.

Szefostwo firmy uznało, że powinniśmy się zareklamować w piśmie Modern Plastics. Kilka rzeczy, które posrebrzyliśmy, wyszło bardzo pięknie. Dobrze się prezentowały na zdjęciach reklamowych. Mieliśmy też kilka rzeczy w gablocie na dole, żeby przyciągnąć klientów, ale ani na zdjęciach, ani w gablocie nie dało się sprawdzić, czy srebro dobrze trzyma. Może zresztą większość z tych rzeczy nie była sfuszerowana, ale służyły tylko na pokaz, nie były to nasze regularne „wyroby”.

Kilka lat później byłem w Los Alamos, gdzie poznałem Frederica de Hoffmana, który był domorosłym naukowcem, ale miał też duży zmysł do zarządzania. Nie był specjalnie wykształcony, lecz lubił matematykę i nadrabiał luki w wiedzy ciężką pracą. Później został prezesem czy może wiceprezesem General Atomics i wielką szychą w świecie biznesu. Wtedy był jednak tylko energicznym, otwartym na świat i pełnym entuzjazmu chłopcem, który pomagał, jak umiał, przy Projekcie Manhattan.

Pewnego dnia, gdy jedliśmy razem obiad w Fuller Lodge, powiedział mi, że zanim przyjechał do Los Alamos, pracował w Anglii.
- Co tam robiłeś? - spytałem.
- Pracowałem nad technologią posrebrzania tworzyw sztucznych. Byłem laborantem.
- I jak wam szło?
- Szło nam dość dobrze, ale były problemy.
- Tak?
- Gdy technologia była już dość zaawansowana, pojawiła się firma nowojorska...
- Jaka firma nowojorska?
- Nazywała się Metaplast Corporation. Zaszli znacznie dalej od nas.
- Skąd wiedzieliście?
- Cały czas się ogłaszali w Modern Plastics, dawali reklamy na całą stronę z tym, co umieli posrebrzać, i zdaliśmy sobie sprawę, że jesteśmy daleko z tyłu.
- Mieliście coś od nich?
- Nie, ale z reklam było widać, że są bardziej zaawansowani. Nasza technologia była całkiem niezła, ale nie miała szans w konkurencji z amerykańską.
- Ilu chemików pracowało w waszym laboratorium?
- Sześciu.
- Ilu chemików miała, twoim zdaniem, Metaplast Corporation?
- O, oni musieli mieć cały wydział chemiczny z prawdziwego zdarzenia!
- Czy mógłbyś mi opisać, jak, twoim zdaniem, wyglądał naczelny chemik Metaplast Corporation i jego laboratorium?
- Spodziewam się, że mieli od dwudziestu pięciu do pięćdziesięciu chemików, a dyrektor wydziału chemicznego miał swoje własne biuro - całe przeszklone. Wiesz, jak na filmach, ludzie stale do niego przychodzą w sprawie badań, które prowadzą, pytają o radę i idą dalej eksperymentować. Jak mogliśmy z nimi konkurować, skoro mieli kilkudziesięciu chemików?
- Powiem ci w sekrecie, że właśnie patrzysz na dyrektora działu chemicznego Metaplast Corporation, który miał pod sobą jednego pomywacza butelek!"