Fizyka Życia

Fizyka Życia - Dziennik

rok 2021

Zobaczymy co ten rok przyniesie

◁◁◁ Tarnica 2021

Sukces w życiu

Ultima Thule o Sukcesie, Zebraniach i Kobietach. Kopiuję komentarz internauty Ultima Thule do mojego wystąpienia na kanale NamZalezy.pl "W firmie mąci jakiś wiemlep"

Efekt Monument Valley, nazwa zaproponowana przez Ultima Thule, do omawianego przeze mnie zjawiska polegającego na tym, że prawie wszyscy ludzie w okresie transformacji mieli wyobrażenie o tym, że zrobią wielki biznes, natomiast w rzeczywistości tylko nielicznym z nich się to udało.

 

1. MONUMENT VALLEY.

Kto osiąga sukces, a kto przegrywa. Po fakcie ci, którzy wygrali dorabiają sobie (nawet sami dla siebie, ale już z pewnością dla otoczenia) ideologię, że ich sukces to efekt ich nadzwyczaj genialnych decyzji, odważnych działań, ciężkiej pracy, wytrwałości (PERSEVERANCE!), poświęcenia, cierpliwości, energii, uporowi itp. Same wspaniałe cechy !

Tymczasem, ci którzy przegrali TEŻ dysponowali tymi cechami ! Problem jest znacznie głębszy i nie da się go sprowadzić do wypisania "cech sukcesu", nadania im punktów i wag i dokonania oceny, czy "będzie sukces", czy go "nie będzie".

Ja to porównuję do efektu "Monument Valley". Wyobraźmy sobie to miejsce na samym początku: wielka, płaska równina. Ludzie wybierają różne miejsca, w których chcą zbudować domy, które "przetrwają wieki". Ale po milionach lat tylko niektóre osiągnęły "sukces ewolucyjny" opierając się erozji. Na początku przedsiębiorcy mogli sobie wybierać dowolne miejsca na swój biznes, ale dopiero czas pokazuje, kto wybrał dobrze i stoi wysoko, a kto zapadł się z erodującym podłożem. Wynika to stąd, że nie jesteśmy w stanie przewidzieć wszystkiego. Możemy jedynie próbować. Jedni wybiorą dobrze, inni źle i potem siły rynkowe dokonują "egzekucji" wyniku. Jeżeli ktoś np. zainwestował w produkcję kwiatów tuż przed powstaniem potężnych fabryk kwiatów na Malajach, skąd rozsyła się świeże kwiaty po całym świecie, to zbankrutował, bez względu na to, jak dobrze i ciężko pracował, jak wspaniale "zarządzał kapitałem ludzkim", jaką cierpliwością i odwagą dysponował itp itd.

Sukces lub porażka to WYPADKOWA warunków niezależnych i zależnych od nas. Problem w tym, że nigdy nie wiadomo, które w jakiej sytuacji są istotne.

Co ciekawe: w tej samej branży można odnieść sukces w wyniku dużej odwagi biznesowej i w wyniku dużej zachowawczości i braku odwagi. Wynika to stąd, że do celu prowadzi WIELE DRÓG, a nie jedna.

Kolejna sprawa: wielu przedsiębiorców, którzy osiągnęli sukces na początku lat 90-tych próbowało kontynuować swoją drogę do sukcesu w kolejnych dekadach za pomocą tych samych metod. Gdy pojawiały się problemy, myśleli, że może "za mało" stosują tamte stare metody i stosowali je JESZCZE BARDZIEJ. Oczywiście kończyło się to katastrofą, bo nie rozumieli, że świat się ZMIENIŁ. Dawniej, gdy prezes opieprzył pracownika wulgarnie i przy wszystkich, to pracownik się bał i pracował lepiej, ale przyszło nowe pokolenie i gdy tylko prezes nie potrafił się zachować, to pracownicy (ci lepsi) odchodzili i zostawiali takiego durnia z samymi głupkami lub złodziejami. W efekcie firma natychmiast upadała, bez względu na to "jak ciężko i wytrwale" pracował "pan prezes". Pomijam już absurdalne sytuacje, że byli prezesi/przedsiębiorcy, którzy potrafili zwyzywać nawet swoich klientów lub dostawców. Rynek takich ludzi, którzy do sukcesu doszli przypadkowo bardzo szybko "wypluł" z obiegu.

Uwaga: traktowanie pracowników jak "kumpli" też się źle kończy. Trzeba wiedzieć, kogo i jak traktować, nie wolno przesadzić w żadną stronę. Ludzie to nie aniołki: nie dadzą się źle traktować, ale będą też nadużywali dobrej woli.

 

👉 2. SPOTKANIA GRUPOWE.

Spotkania grupowe pracowników trzeba podzielić na dwa rodzaje:

  1. spotkania większej grupy (powyżej 5 osób): na tych spotkaniach następuje zwykle przekaz jednostronny (od kierownika do pracowników) z niewielką interakcją polegającą zwykle na dopytaniu się o szczegóły. I tutaj uwaga: na tego typu spotkaniach ludzie mający coś mądrego do powiedzenia siedzą cicho, bo czują się niekomfortowo w większym gronie, a ludzie nie mający nic do powiedzenia zabierają głos, bo chcą się "wykazać". W efekcie powstaje fałszywy obraz. Takie spotkania powinny służyć jedynie przekazywaniu informacji w dół, a nie prowadzeniu kreatywnych projektów.
  2. spotkania grup roboczych (3-5 osób) - tutaj mamy do czynienia z PRACĄ GRUPOWĄ, aktywną burzą mózgów, kreatywnymi dyskusjami itp. Na tego rodzaju spotkaniach ROZWIĄZUJE SIĘ PROBLEMY.

 

👉  3. KOBIETY.

Kobiety w środowisku zawodowym są "ciałem obcym". Ich cechy psycho-fizyczne powodują DESTRUKCJĘ procesu zarządzania i działania. Wynika to z prostej przyczyny: mowa ciała pełni zupełnie inną rolę u kobiet i u mężczyzn. U kobiet mowa ciała sprowadza się do pokazania atrakcyjności seksualnej, a więc okazania potencjalnej uległości, braku władzy i braku działania. U mężczyzn mowa ciała ma pokazać DOMINACJĘ, WŁADZĘ i DZIAŁANIE. Ciekawie wyglądają różnego rodzaju spotkania biznesowo-towarzyskie, na których mężczyźni zachowują swoje role zawodowe (prezes jest samcem alfa itp.), a u kobiet następuje ZAMIANA RÓL ! Nagle młoda sekretareczka jest obiektem zainteresowania i rozmów "panów prezesów", a "panie prezeski" siedzą w kącie i nawet nie próbują udawać, że są w stanie konkurować z "tymi siksami". Nie okazują tego, ale są WŚCIEKŁE. Ale to jest NAJMNIEJSZY problem z kobietami w środowisku zawodowym. Kobiety mają inne podejście do kwestii konkurencji, do działania, do ustalania celów. Dla kobiet priorytetem jest DOBRE SAMOPOCZUCIE w pracy i STABILNOŚĆ, a to jest ZAPRZECZENIE sposobu osiągania sukcesu. Sukces to jest ciężka walka w nieprzyjemnych okolicznościach, gdzie wrogiem jest nie tylko konkurencja z innej firmy, ale także konkurencja wewnętrzna. Tylko takie podejście do pracy daje możliwość PEŁNEJ OPTYMALIZACJI procesów. Środowisko opanowane przez kobiece metody pracy staje się natychmiast pozbawione kreatywności, konkurencji, energii i rwąca górska rzeka zamienia się w pełne komarów martwe zakole zamieniające się w ciepłe bagienko, w którym "wszystkim jest dobrze".

Kolejny problem, to naturalna dla kobiet ROSZCZENIOWOŚĆ. Od momentu pojawienia się kobiet w firmach pojawiły się w nich problemy "NIEZNANE W ŻADNYM NORMALNYM USTROJU", takie jak mobbing, harassment, hate speech, pay gap etc. To dlatego prawo musi teraz tak bardzo ingerować w relacje międzyludzkie, bo kobiety nie są w stanie zaakceptować rzeczy, które dla mężczyzn są normalne. Mężczyźni są twardzi, bezwzględni, nastawieni na efekt. I tak się powinno pracować. Tymczasem kobiety nie tylko nie są w stanie tak pracować, ale nawet nie są w stanie tego OGARNĄĆ swoim zrozumieniem. Przyczyna jest oczywiście prosta: MILIONY LAT EWOLUCJI, w czasie których ŻADNA kobieta, która osiągnęła sukces ewolucyjny nie musiała działać, bo od początku swojego dorosłego życia była tylko albo w ciąży, albo karmiąc małe dziecko i tak aż do śmierci. Zdolność do działania nie tylko nie pomagała kobiecie w przekazywaniu genów, ale wręcz je UTRUDNIAŁA ! Tak wiec ewolucja szybko sobie poradziła z kobietami chcącymi "sobie coś podziałać" likwidując ich geny z puli ludzkiego genomu.

To jest jedynie kilka przykładów, ale powodów, dla których kobiety nie sprawdzą się w działaniu jest znacznie więcej. Najlepsze dla kobiet miejsca pracy to praca odtwórcza, gdyż ich naturalna cierpliwość (do małego dziecka !) pozwala im bardzo dobrze pracować np. w działach księgowości i ogólnie w biurokracji.

Eksperyment: jeżeli ktoś uważa, że kobiety są w stanie prowadzić biznes tak samo efektywnie, jak mężczyźni, to proponuję założyć firmę z samymi kobietami (niższe koszty podobno !) i już wygra się z konkurencją ! Idealny przepis na firmę informatyczną, gdzie klienci nie wiedzą przecież kto pisze lub serwisuje zdalnie program. Jak to jest, że przy tak dużej anonimizacji w informatyce jest znacznie mniej kobiet, niż w innych miejscach ? Skąd rynek "wie", że kupuje pracę mężczyzny ? Dlaczego gier nie piszą kobiety ? Dlaczego wśród graczy nie ma kobiet ? (pomijam celowo wrzucane "wabiki", żeby przyciągnąć więcej młodych chłopaków - jakoś dziwnym trafem wszystkie kobiety grające w grach masowych to lale z dużymi biustami - dla mnie sprawa jest oczywista - to forma LOKOWANIA PRODUKTU, a nie naturalna chęć młodej dziewczyny do grania. W praktyce w grach nie ma kobiet, tak samo jak w szachach, w brydżu (podobno w brydżu nie udało się znaleźć czwórki kobiet, żeby zrobić mini-turniej).

 

Konformizm Covid-19 Nonkonformizm

Szukam u Ciebie na temat "pandemii" ale na razie nie znalazłam - Anna.

No cóż, najkrócej to przeraża mnie ludzka niegodziwość, którą Covid-19 ujawnił. Ale żeby ją dostrzec to trzeba być nonkonformistą, który, zgodnie z definicją, powstrzymuje się od sądu, dopóki sprawy nie przeanalizuje.

Przeanalizujmy zatem.

Z czym kojarzy nam się pandemia? Z masowym występowaniem zachorowań kończących się śmiercią, z rozprzestrzenianiem się najbardziej groźnych, epidemicznych śmiertelnych chorób zakaźnych.

Tak nam się kojarzy. Ale ponoć niedawno zmieniono definicję pandemii. Zobaczmy do wikipedii: epidemia o szczególnie dużych rozmiarach, na dużym obszarze, obejmującej kraje, a nawet kontynenty. Dobrze, ale cóz to jest epidemia. I znów to samo źródło: epidemia to występowanie w określonym czasie i na określonym terenie przypadków zachorowań lub innych zjawisk związanych ze zdrowiem w liczbie większej niż oczekiwana. I jeszcze jeden dodatek W języku potocznym wyraz „epidemia” funkcjonuje często jako synonim masowych zachorowań wywołanych chorobami zakaźnymi.

Nic o śmiertelności! Nic o tym, że wyniku epidemii/pandemii ktoś umiera. Nic. Zatem jeśli pojawiłby się wysoce zaraźliwy wirus, bądź bakteria, które rozweselają to też byłaby to pandemia, choć wszyscy byliby weseli i nikt by nie umierał.

O śmiertelności w definicji ani słowa natomiast na stronie "epidemii" zamieszczono zdjęcie "Personel medyczny w czasie epidemii ospy we Wrocławiu (1963)", a mna stronie pandemii "Członkowie amerykańskiego Czerwonego Krzyża przenoszą ciało zmarłego na grypę (grypa „hiszpanka”), która charakteryzowała się bardzo dużą śmiertelnością". To tak chyba by podtrzymać powszechne wyobrażenie.

A jak to jest z tym umieraniem?

Prawie rzetelna informacja z Ministerstwa Zdrowia

Dlaczego "prawie rzetelna", przecież to czysta prawda? - ktoś może zapytać. Oczywiście, że prawda, ale przedziały wiekowe jakieś takie dziwne, nieprawdaż? Wrzucić wszystkich do zakresu 21-67? Dziwne i dlatego według mnie nierzetelne.

5102 zgony to dużo czy mało? Sprawdźmy. (Telewizja Polska w programie "Warto rozmawiać" podała inną liczbę: 28 tys)

"W latach 1989-2014 rocznie rejestrowano w Polsce ok. 380 tys. zgonów. Najczęstszą przyczyną śmierci są choroby układu krążenia (46 proc.). W samym 2013 roku na zaburzenia związane z krążeniem zmarło ponad 177 tys. osób. [...] Następnie na liście widnieją nowotwory – umiera na nie ponad 24 proc. osób. Przyczyną zgonów są również urazy i zatrucia, które stanowią ok. 6 proc. W pozostałych przypadkach przyczyny śmierci nie zostały sprecyzowane." takie informacje można znaleźć na stronie https://portal.abczdrowie.pl/najczestsze-przyczyny-zgonow-wsrod-polakow.

Goglamy "Gus zgony" i wpadamy na stronę https://stat.gov.pl/obszary-tematyczne/ludnosc/ludnosc/zgony-wedlug-tygodni,39,2.html. Można z niej pobrać plik "Zgony według tygodni. Tablice w formacie XLSX w pliku ZIP" od roku 2000 do prawie dnia dzisiejszego.

Sprawdzamy rok 2020 zmarło w nim 485441 Polaków. Jak pamiętamy na Covid-19 zmarło według ministerstwa 5102 i według telewizji 28 tys.

W 2020 roku Cowid-19 był przyczyną zgonu 1.05% Polaków (wg telewizji 5.8%)!

Zgony wywołane chorobą układu krążenia to około 45%
A nowotworów - 24%

A teraz ciekawa statystyka z ostatnich 20 lat. Poniżej 3 wykresy zgonów od 2000-do 2021 (prawie ten tydzień)

Wykres tygodniowej liczby zgonów w latach 2000-2007
Wykres tygodniowej liczby zgonów w latach 2008-2015
Wykres tygodniowej liczby zgonów w latach 2016-2021T10

Na przestrzeni 20 lat tygodniowa liczba zgonów oscyluje w przedziale od 7000 do 9000. Pandemia została ogłoszona w 10 tygodniu 2020 - początek marca 2020. Skok tygodniowej umieralności (12 361) nastąpił w 43 tygodniu. 43 tydzień to koniec października.

Wnioski:

Wnioski należy wyciągnąć samemu.

PS. Co do rzetelności statystyk: moja mama zmarła 2020.12.02, jako przyczynę zgonu wpisano Covid-19. Przyczyną zgonu było zapalenie płuc wywołane leżeniem i brakiem należytej opieki. Personel uciekł, została 1 opiekunka, która nie miała czasu na robienie ćwiczeń oddechowych. W stanie terminalnym mama została przewieziona na oddział Covidowy i tam wykryto u niej Covida! Przed szpitalem testy go nie wykazywały.

 

Państwowa Służba Zdrowia

Lekarz z radomskiego SOR-u Piotr Kołodziej/Fot. screen Facebook

 

W sieci pojawił się filmik, w którym Piotr Kołodziej, lekarz kontraktowy z SOR w Mazowieckim Szpitalu Specjalistycznym w Radomiu ujawnił, co się dzieje na oddziale. Jak mówił, pacjentów jest zbyt wielu, żeby lekarze byli w stanie zapewnić im odpowiednią opiekę. W jego ocenie, obecne działania są „na granicy kryminału”.

– Prawda o SOR-ze internistycznym (…) jest taka, że pacjentów mamy co najmniej dwukrotnie więcej niż z opowieści oraz z książki, do której czasami zerknąłem przed pandemią, czyli przed marcem – mówił medyk.

Lekarz odniósł się do skarg rodzin pacjentów, które nie mogą się dodzwonić do lekarzy na SOR-ze.

– Nie odbieramy telefonów od rodzin, nie odbieramy żadnych telefonów komórkowych na dykty i nie będziemy odbierać dopóki ten szał nie minie, dlatego że nie mamy na to czasu. Nie mamy czasu zająć się pacjentami, nie mamy czasu przejrzeć ich wyników, nie mamy czasu zlecić następnych leków. Przegapiamy godzinę, po 8 godzinach, kolejną dawkę antybiotyku dostaje pacjent w 10. godzinie, bo fizycznie nie jesteśmy w stanie, dlatego że jest nas za mało i że jest za dużo pacjentów na SOR-ze – zaznaczył.

Jak podkreślał, na część internistyczną SOR-u codziennie przyjeżdża między 50 a 80 pacjentów.

– W niedzielę miałem to „szczęście”, że byłem sam na dyżurze, bo nie przyszła druga osoba rozpisana. Nie wiem nawet, dlaczego, nie dzwoniłem, nie pytałem. To nie ma znaczenia. Zająłem się pacjentami. Do 12 wyczyściłem, czyli zorientowałem się we wszystkim, co mi zostawiono. Zostawiono mi 16 pacjentów. W międzyczasie przyjmowałem nowych pacjentów. W tym całym bałaganie przyjąłem pięćdziesiąt kilka osób. Zostawiłem na rano – bo w godz. od 22.00 do rana przyjąłem prawie 20 pacjentów (…). Nie miałem czasu, ani możliwości zerknąć, wypisać, sprawdzić wyniki, zobaczyć efekt lekowy, bo po prostu całą dobę byłem na obrotach – relacjonował.

Jak podkreślał, nikt go nie zmusi do pracy w takich warunkach, „żaden minister zdrowia”.

– To, co się dzieje na części internistycznej SOR-u to już nie zakrawa o żadną kpinę. My prawie rok wojujemy, czekamy na jakąś pomoc. Ale bez wsparcia i odciążenia nie damy rady – mówił.

Lekarz wskazał, że liczba pacjentów wielokrotnie przekracza możliwości oddziału.

Zagrożeniem nie kościół ani supermarket – tylko radomski SOR

– Chcę państwu powiedzieć, że to bujda – to, co opowiada telewizja. Bo nie sklep typu market – nie będę wskazywał, czy to Lidl, Biedronka, Lewiatan, cokolwiek – to nie galeria, ani kościół – tylko SOR w Radomiu od roku jest miejscem, gdzie najlepiej złapać Covida. Bo nie ma żadnej normy 2 metry od siebie, połowa starszych osób ściąga maski – nie tylko nos wystawia, ale całe usta – pod pretekstem – z dobrą saturacją – że im jest duszno. I to jest miejsce, gdzie można się zarazić Covidem. A pacjenci oczekują 5-6 godzin. Starsze osoby – mówił.

Drastyczny wzrost umieralności

Radomski SOR zrobił statystykę umieralności na oddziale do jesieni – przez pół roku pandemii.

– Okazało się, że w ciągu pół roku na SOR-ze umarło nam dwukrotnie więcej pacjentów niż przez ostatnich pięć lat. Czyli prawie 20-krotnie wzrosła śmiertelność na SOR-ze – mówił.

– Nie jesteśmy w stanie świadczyć usług, bo nie jesteśmy w stanie trzymać żadnych norm, nie tylko epidemicznych, ale żadnych norm. Te działania, które my mamy, są na granicy kryminału. Nie jesteśmy w stanie, fizycznie – padniemy na nosy, nie chcemy umrzeć na zawał na dyżurze, co też się lekarzom i czasem pielęgniarkom zdarza. Nie chcemy tego, ale nie jesteśmy w stanie dopilnować norm, które się pacjentom należą – podkreślał Piotr Kołodziej.

Źródło: https://nczas.com/2021/03/20/lekarz-ujawnia-sor-w-radomiu-od-roku-jest-miejscem-gdzie-najlepiej-zlapac-covida-dzialania-sa-na-granicy-kryminalu-video/

 

Szybka kariera Daniela Obajtka

Daniel Obajtek i Sławomir Mentzen

 

Posiadłości Obajtka. Mentzen: Prawda, że obrotny i oszczędny człowiek?

Media donoszą, że Daniel Obajtek kupił luksusowy apartament w Warszawie z dużym „rabatem”. Dr Sławomir Mentzen spodziewa się, że to tylko początek afery.

Media donoszą, że Daniel Obajtek za luksusowy 187-metrowy apartament w Warszawie zapłacił 6,9 tys. złotych za metr kwadratowy, zamiast 12,5 tys. złotych.

Skąd ta gigantyczna obniżka ceny? Dziennikarze wskazują, że w tym samym roku Orlen został sponsorem piłkarskiej akademii dewelopera, a wkrótce do grona sponsorów dołączyła również Energa.

Obajtek kupił apartament z partnerką, która od lat zasiada w radach nadzorczych firm kontrolowanych przez państwo (m.in. Orlen). Akt notarialny zawarty został w listopadzie, czyli dziewięć miesięcy po tym, jak został prezesem Orlenu.

Były wójt Pcimia wybrał jedno z największych mieszkań na ostatnim piętrze najwyższego budynku na osiedlu. Za mieszkanie wg wyliczeń mediów warte jest ok. 2,2 mln złotych, a nie 1,3 mln złotych.

Mentzen komentuje aferę

Do sprawy odniósł się polityk Konfederacji dr Sławomir Mentzen:


Dzisiejsza prasa donosi, że Daniel Obajtek kupił sobie prawie 200 metrowy apartament w Warszawie za połowę ceny. Zaoszczędził na tym milion złotych. Prawda, że obrotny i oszczędny człowiek?

Potrzebujemy takich na kluczowych w naszym państwie stanowiskach. Pomyślcie, jak on musi negocjować, gdy chodzi o miliardowe kontrakty Orlenu. Ciekawe, czy związek z tymi skutecznymi negocjacjami miało to, że zaraz potem Orlen został strategicznym sponsorem Akademii piłkarskiej należącej do dewelopera, od którego Obajtek kupił mieszkanie. Następnie kolejnym sponsorem Akademii została Energa, której prezesem był Obajtek, zanim przeszedł do Orlenu.

Gdy starowinka, która odkładała przez całą życie pieniądze w materacu, podaruje 100 tysięcy złotych ukochanemu wnukowi lub kupi mu mieszkanie, to od razu ma kontrolę z nieujawnionych źródeł przychodu, w trakcie której urzędnicy będą za wszelką cenę próbowali wykazać, że pieniądze pochodzą z niewiadomego źródła i należy je opodatkować według stawki 75%.

To samo, gdy nowożeńcy pieniądze zebrane podczas wesela przeznaczą na wkład własny na pierwsze mieszkanie. Od razu trzeba się tłumaczyć, kto ile i kiedy im dał. Urzędnicy domagają się listy gości, zdjęć z wesela, wzywają co hojniejszych gości na przesłuchania. A pamiętacie, jak skarbówka robiła prowokację, podczas której pracownice urzędu naciągnęły mechanika na wymianę żarówki w samochodzie za 10 zł po zamknięciu zakładu, tak by nie wydał im paragonu?

Ale taka procedura to jest przewidziana dla szarego obywatela. Gdy milionów nie może doliczyć się prezes Orlenu lub prezydent Gdańska, to sprawa zaczyna wyglądać zupełnie inaczej. Zarabiający 7 tysięcy złotych miesięcznie brat Obajtka podarował mu dom o wartości 5 milionów złotych. Czy interesuje to CBA i skarbówkę? Nie. Ci są zajęci uszczelnianiem podatków, nie należy im głupotami głowy zawracać. Niejedna kariera urzędnicza zakończyła się, gdy ktoś pytał nie o to, o co trzeba. Lepiej nie pytać, lepiej gonić prywaciarzy o fakturę za obiad.

Nie piszę tego z zazdrości o nieruchomości Obajtka. Wręcz przeciwnie, chciałbym, aby majątku w rękach prywatnych było jak najwięcej, żeby ludzie, którzy coś osiągnęli, kupowali drogie rezydencje. Nie mam nic przeciwko temu, że prezes tak wielkiej firmy jak Orlen kupuje i remontuje sobie dworek. Ale czemu do remontu dokłada mu 800 tysięcy złotych Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego? Czy zamiast zwyczajnego kapitalizmu musimy tu mieć kapitalizm państwowy, w którym najłatwiejszą drogą do zbudowaniu majątku jest praca dla aktualnie rządzącego układu?

Jeżeli ktoś jest tak bezczelny, że robi tak oczywisty wał, jak zakup mieszkania dla siebie za połowę jego wartości, to co tam się dzieje, gdy kwoty stają się znacznie większe? Jeżeli nasze CBA i skarbówka, zajęte żarówkami u mechaników i kopertami Grodzkiego nie widzą, jakie wały robi prezes Orlenu na własnym majątku, to jak mają wykryć prawdziwe przekręty? To jest zrobione tak bardzo na rympał, że aż trudno uwierzyć, że to prawda. Popularne powiedzenie mówi, że nigdy nie ma tylko jednego karalucha w kuchni.

W obajtkowej kuchni tych karaluchów zobaczyliśmy już kilka. Co jeszcze tam się chowa? Kto dorabia się na majątku Orlenu i innych wielkich spółek Skarbu Państwa? Ilu tam jeszcze jest instruktorów narciarstwa, krewnych i znajomych układu rządzącego?

Każda władza korumpuje. Czy rządzić będzie PiS, czy PO, czy Hołownia czy SLD, będzie zawsze to samo. Im rządy są dłuższe, tym bardziej są skorumpowane i bezczelne. Jedyną metodą ukrócenia korupcji jest ograniczanie władzy urzędników, prywatyzacja, zmniejszanie podatków i wydatków, odcinanie polityków od pieniędzy. Jeżeli ktoś mówi, że jak władzę przejmie jego ekipa, to kradzieży nie będzie, to jest naiwny lub kłamie. Z pijawkami walczy się poprzez osuszenie bagna, a nie łapanie ich za ogonki.

Cały ten Nowy Ład polegał będzie właśnie na tym, że państwa w gospodarce ma być jeszcze więcej, a co za tym idzie, więcej będzie korupcji i kradzieży. W komunie zawsze największe pałace mają rządzący oraz ich oligarchiczne otoczenie. Finansowane to będzie z naszych podatków, ktoś się na złodziei będzie musiał złożyć. I to będziemy my. Ta zuchwała kradzież naszych pieniędzy będzie trwała do samego końca. Naszego lub ich.

Źródło: https://nczas.com/2021/03/14/posiadlosci-obajtka-mentzen-prawda-ze-obrotny-i-oszczedny-czlowiek/

 

Majątek Daniela Obajtka [ur. 1976 lat:45] Pałac w przysiółku Borkówko, dom w Lanckoronie i willa w Łężkowicach – to nie wszystkie nieruchomości należące do prezesa Orlenu Daniela Obajtka. Jak donosi "Newsweek", Obajtek jest także właścicielem posiadłości w swojej rodzinnej wsi Stróża, willi w Sasinie na Kaszubach, domków letniskowych w Kopalinie, czy mieszkań w Myślenicach. Mają potwierdzać to księgi wieczyste, do których dotarł dziennikarz tygodnika. Z kolei portal OKO.press napisał o ostatnich inwestycjach Obajtka w Łebie i Warszawie.

Źródło: https://tvn24.pl/polska/willa-w-sasinie-domki-w-kopalinie-newsweek-daniel-obajtek-ma-wiecej-nieruchomosci-5042141

👉 

Szybka kariera sędzi, która umorzyła oskarżenia wobec Obajtka

W poniedziałek opublikowaliśmy tekst o tzw. lex Obajtek – zmianach, które PiS wprowadził po przejęciu władzy w 2015 r. Pozwoliły one wycofać prokuraturze z sądu akt oskarżenia wobec dzisiejszego prezesa Orlenu, wyciąć z niego sprawę Obajtka, a potem ją umorzyć.

Zapytaliśmy wtedy krakowski Sąd Okręgowy, kto wydał orzeczenie przychylające się do wniosku prokuratury Zbigniewa Ziobry i w jaki sposób został wyłoniony skład orzekający. Sąd na to pytanie nie odpowiedział, argumentował to koniecznością „pozyskania niezbędnych informacji”. – To wszystko można łatwo sprawdzić w kilka minut. Wszystko jest w systemie, wystarczy wprowadzić sygnaturę sprawy – komentował krakowski sędzia.

To sędzia Katarzyna Wysokińska-Walenciak ostatecznie zdecydowała o umorzeniu sprawy karnej przeciw Danielowi Obajtkowi w grudniu 2017 r. Miesiąc później - dzięki decyzji ministra "sprawieliwości" Zbigniewa Ziobry - jej kariera przyspieszyła, dziś jest już wiceprezesem Sądu Apelacyjnego w Krakowie.

Źródło: https://krakow.wyborcza.pl/krakow/7,44425,26865797,szybka-kariera-sedzi-ktora-umorzyla-oskarzenia-wobec-obajtka.html

 

"Wyborcza": PiS zmienił prawo, by wycofać z sądu akt oskarżenia wobec Obajtka

Daniel Obajtek był oskarżony o współpracę ze zorganizowaną grupą przestępczą. Po przejęciu władzy Prawo i Sprawiedliwość wprowadziło "specprzepis", który pozwolił prokuraturze wycofać z sądu akt oskarżenia wobec Obajtka, a następnie umorzyć śledztwo - napisała w poniedziałek "Gazeta Wyborcza".

Daniel Obajtek, obecny prezes Orlenu, jako 19-latek, w 1995 roku został zatrudniony przez swoich wujów w firmie Elektroplast. Najpierw pracował przy obsłudze maszyn, później awansował na kierownika. Po tym jak odszedł z firmy, w 2006 roku wybuchła afera. Prokuratura zarzuciła Obajtkowi, że wraz z innymi osobami naraził spółkę na stratę 1,4 miliona złotych. Sam Obajtek miał na tym zarobić 700 tysięcy złotych.

"Wyborcza" opisała w poniedziałek działania prokuratury w tej sprawie.

Obajtek oskarżony o "współdziałanie ze zorganizowaną grupą przestępczą"

Akt oskarżenia wobec Obajtka trafił do sądu jeszcze w 2013 roku, kiedy Prokuratorem Generalnym był Andrzej Seremet. "Dotyczył działalności Macieja C., pseudonim 'Prezes', i jego gangu. (…) Śledczy oskarżyli ówczesnego wójta Pcimia o współdziałanie ze zorganizowaną grupą przestępczą, przyjęcie od jej szefa łapówki i oszustwo" - podaje "GW'. Bronili go wtedy politycy PiS z Jarosławem Kaczyńskim na czele - przypomina gazeta.

W sprawie Macieja C. i Daniela Obajtka - jak pisze "Wyborcza" - "zaczęły się dziać cuda", a proces nie mógł ruszyć, bo "zawsze brakowało jednego z oskarżonych". Sytuacja zmieniła się po tym, jak PiS wygrało wybory w 2015 roku.

Sprawa cofnięta po przejęciu władzy przez PiS

W kwietniu 2016 roku, czyli "nieco ponad miesiąc po przejęciu prokuratury przez Zbigniewa Ziobrę" - czytamy w dzienniku - postępowanie dotyczące Obajtka odebrano Prokuraturze Okręgowej w Ostrowie Wielkopolskim i przekazano prokuratorom z Piotrkowa Trybunalskiego.

Ci śledczy we wrześniu 2016 roku złożyli wniosek o wycofanie aktu oskarżenia z sądu i przekazanie z powrotem do prokuratury. Twierdzili - napisała "GW" - że "konieczne jest uzupełnienie materiału dowodowego między innymi w zakresie ustalenia obowiązków i uprawnień Obajtka w trakcie zatrudnienia w Elektroplaście i zasad obiegu dokumentów w tej firmie".

Sprawa gangu Macieja C. wróciła do sądu w czerwcu 2017 roku, ale "już bez wątków związanych z Obajtkiem" - czytamy w dzienniku.

Śledztwo w sprawie Obajtka trafiło na wyższy szczebel - do małopolskiego wydziału zamiejscowego Prokuratury Krajowej - i zostało umorzone w czerwcu 2017 roku. Obajtek był już wtedy prezesem państwowej spółki Energa.

"Specprzepis"

"Wyborcza" prześledziła losy przepisu, który pozwolił prokuraturze na wycofanie sprawy Obajtka z sądu.

Chodzi o "specprzepis", czyli artykuł 5. ustęp 1. ustawy z 10 czerwca 2016 roku o zmianie Kodeksu postępowania karnego i innych ustaw. Znalazł się on w projekcie, który był inicjatywą posłów PiS.

Jak podaje "GW", przepis ten głosił, że w sprawach, w których przed 5 sierpnia 2016 roku skierowano do sądu akt oskarżenia i "ujawniły się istotne okoliczności, konieczność poszukiwania dowodów lub zachodzi konieczność przeprowadzenia innych czynności mających na celu wyjaśnienie okoliczności sprawy", sąd na wniosek prokuratora przekazuje sprawę w celu uzupełnienia śledztwa lub dochodzenia. A sąd - czytamy - "musi to zrobić, choć na przekazanie sprawy przysługiwało wtedy zażalenie".

Przepis ten już w czasie prac sejmowych wzbudził wątpliwości. Krytykowała go między innymi ówczesna Krajowa Rada Sądownictwa, Sąd Najwyższy czy Krajowa Rada Radców Prawnych.

"Mimo zastrzeżeń specprzepis wszedł w życie 5 sierpnia 2016 roku, a miesiąc później, czyli 5 września na jego podstawie prokurator wycofał sprawę Obajtka z sądu" - podaje "Wyborcza".

Niedługo później - 30 listopada 2016 roku - uchwalono modyfikację "specprzepisu", która likwidowała możliwość złożenia zażalenia na wycofanie aktu oskarżenia z sądu. Zmiana ta dotyczyła też decyzji wydanych przed jej wejściem w życie.

Sędziowie, z którymi rozmawiała "Wyborcza", tłumaczą, że w sprawie Obajtka "zażalenie na cofnięcie sprawy mógł wnieść między innymi każdy z ośmiu pozostałych oskarżonych, a także oskarżyciele posiłkowi, których było dwóch". Informator dziennika twierdzi, że w związku z taką obawą "zlikwidowano z mocą wsteczną możliwość wniesienia zażalenia".

"Charakter systemowy"

"Wyborcza" o "specprzepis" i motywy jego wprowadzenia zapytała resort sprawiedliwości. Ministerstwo odpowiedziało, że nowelizacja "miała charakter systemowy i nie była związana z żadną konkretną sprawą".

"GW" chciała się też dowiedzieć, w ilu sprawach skorzystano z tego przepisu. Zarówno Ministerstwo Sprawiedliwości, jak i Prokuratura Krajowa odpowiedziały, że nie gromadzą takich danych.

"Taśmy Obajtka"

"Gazeta Wyborcza" opublikowała serię artykułów dotyczących "taśm Obajtka". Z ujawnionych nagrań wynika - napisała "GW" - że obecny prezes PKN Orlen Daniel Obajtek, gdy był jeszcze wójtem Pcimia, "z tylnego siedzenia kierował spółką TT Plast", a przepisy zabraniają łączenia posady wójta z działalnością w biznesie.

Obajtek w oświadczeniu wydanym w sobotę przekonywał, że nigdy, będąc wójtem, nie pracował "ani dla tej, ani dla żadnej innej firmy" i nie złamał prawa.

Źródło: https://tvn24.pl/polska/daniel-obajtek-pis-zmienil-prawo-by-wycofac-z-sadu-akt-oskarzenia-wobec-prezesa-orlenu-5037737

 

Na co choruje czlowiek roku 2020?

Daniel Obajtek, dyrektor generalny PKN Orlen, zmaga się z zespołem Tourette'a. Jak zdradził w rozmowie z tygodnikiem "Wprost", najtrudniej było w dzieciństwie. Z wiekiem zaczął sobie coraz lepiej radzić z tym schorzeniem, jak podkreślił, "choroba go wzmocniła". Na czym polega zespół Tourette'a i czym się objawia?

Daniel Obajtek o zespole Tourette'a: to mnie zahartowało

Daniek Obajtek został uznany przez tygodnik "Wprost" Człowiekiem Roku 2020. W rozmowie z redaktorem naczelnym pisma Robertem Felusiem opowiedział o swoim życiu z zespołem Tourette'a. Jak przyznał, najtrudniej było, gdy był dzieckiem.

- Gdy byłem w młodym wieku, nie do końca było to akceptowane. To było pokazane jak jakaś odmienność, coś, co człowieka może dyskryminować. Wiele razy cierpiałem z powodu mojej choroby. Te śmiechy, uśmieszki, docinki – powiedział Obajtek.

Szef PKN Orlen podkreślił, że choroba go zahartowała, być może sprawiła, że znalazł się w tym miejscu, którym jest teraz. - Choroba mnie wzmocniła do tego, bym mógł iść do przodu, bym nie oglądał się za siebie, bym nie słuchał tych wszystkich podszeptów i uśmieszków - powiedział.

Źródło: https://www.medonet.pl/zdrowie/zdrowie-dla-kazdego,zespol-tourette-a---jak-wygladaja-objawy-choroby-,artykul,84993028.html

👉 

Orlen, pod rządami prezesa Obajtka, sowicie płaci za reklamy w wybranych mediach. I nie tylko za reklamy

PKN Orlen hojnie wydaje góry pieniędzy na reklamy i imprezy. Kto o ile dostał w ostatnim czasie?

Afera Daniela Obajtka nabiera rozpędu. Jednak niektóre media bardzo unikają tematów związanych z Orlenem i jego szefem.

Okazuje się bowiem, że to właśnie Orlen jest jedną z najhojniejszych Spółek Skarbu Państwa. Na reklamy czy imprezy płynął miliony złotych.

Czy dlatego zarówno wydawnictwa, jak i sami szefowie gazet, nie są skłonni dotykać tematów niewygodnych dla jednego z najpotężniejszych ludzi obecnej władzy?

Np. redaktorzy naczelni „Rzeczpospolitej”, „Pulsu Biznesu”, „Super Expressu” i Wirtualnej Polski zostali przyłapani przez Fundację Reporterów na trzydniowej wycieczce do Barcelony, za którą zapłacił Orlen.

Podróż obejmowała m.in. hotel w zabytkowym centrum Barcelony, wycieczkę na tor Formuły 1 i wystawną kolację.

Pomysłodawcą imprezy miał być, według Fundacji Reporterów, Adam Burak, w 2019 roku dyrektor ds. komunikacji, dziś członek zarządu Orlenu.

Na wycieczkę zaproszeni zostali też: Marcin Biegluk – dyrektor pionu prasy w Grupie Ringier Axel Springer Polska oraz Andrzej Żak – obecny szef wydawców w Polsacie.

Zaproszenie dostał też Krzysztof Jedlak, redaktor naczelny “Dziennika Gazety Prawnej”, ale nie skorzystał z propozycji.

Co zabawne, sprawa i miejsce zakwaterowania dziennikarzy, wyszły na jaw, bo szef „Pulsu Biznesu” zaczął wrzucać zdjęcia z imprezy na swoim prywatnym Instagramie. Na pamiątkę z wycieczki szefowie mediów dostali gadżety – m.in. czapki i koszulki z logo Williamsa, ówczesnej stajni Roberta Kubicy.

Gdy o sprawę został zapytany szef „Rzeczpospolitej”, Chrabota wypalił w swojej obronie, że… na wyjazdach zagranicznych jadał w lepszych restauracjach. Z kolei szef „Pulsu Biznesu” po powrocie opublikował materiał, w którym nie wspomniał, że za wycieczkę zapłacił Orlen.

Natomiast Machała, do niedawna szef Wirtualnej Polski, bronił się, że był tylko na dwóch z trzech dni wycieczki. Po powrocie ukazał się wywiad Machały z Kubicą i Obajtkiem.

Naczelny „Super Expressu” nie odbierał telefonów i nie odpisywał na pytania od Fundacji Reporterów.

Gruba kasa

Jeszcze większe wrażenie robią wydatki Orlenu na reklamy w poszczególnych mediach. Zestawienie przygotował prof. Tadeusz Kowalski z Uniwersytetu Warszawskiego.

W „Analizie wydatków reklamowych Spółek Skarbu Państwa w latach 2015 – 2020” widać, że Orlen jest jednym z największych reklamodawców w Polsce. Raport powstał w oparciu o analizy Kantar Media.

Wśród dzienników najwięcej środków od Spółek Skarbu Państwa otrzymały: „Super Express”, „Dziennik Gazeta Prawna”, „Rzeczpospolita” i „Gazeta Polska Codziennie”.

W „Super Expressie” Orlen zostawił 3,6 mln złotych, w „Dzienniku Gazecie Prawnej” 3,9 mln złotych, w „Rzeczpospolitej” 2,2 mln złotych (+1,5 mln Lotos), w „Gazecie Polskiej Codziennie” 1,9 mln złotych (+1,3 mln Lotos).

W tygodniku „Sieci” braci Karnowskich Orlen zostawił 4,8 mln złotych (+5,4 mln Lotos), w „Do Rzeczy” 2,9 mln złotych (+2,1 mln Lotos), w „Gazecie Polskiej” 2,9 mln złotych, we „Wprost” – mimo zaprzestania wydawania drukowanych egzemplarzy – 1,7 mln złotych.

Co ciekawe, Orlen jest również jednym z największych reklamodawców… radia RMF. Niemcy dostali ok. 23,4 mln złotych oraz 1,6 mln w RMF Classic.

Źródło: Fundacja Reporterów / Analiza wydatków reklamowych spółek skarbu państwa (SSP) w latach 2015-2020

Źródło: https://nczas.com/2021/03/15/orlen-pod-rzadami-prezesa-obajtka-sowicie-placi-za-reklamy-w-wybranych-mediach-i-nie-tylko-za-reklamy/

👉 

Pensjonat Daniela Obajtka na Pomorzu został częściowo sfinansowany z unijnych środków przeznaczonych dla rybaków

Pensjonat Zatoka Aniołów w Łebie to kolejna posiadłość należąca do Daniela Obajtka, która trafiła pod lupę dziennikarzy "Gazety Wyborczej". Jak się okazuje część wyposażenia budynku i pensja pracowników zostały sfinansowane za pieniądze z unijnego projektu, który miał wspierać… rybaków.

Obajtek nabył nieruchomość od burmistrza Łeby Andrzeja Strzechmińskiego. Prezes Orlenu zapłacił za nią 1,7 mln zł

Lokal Zatoka Aniołów otrzymał finansowanie od Lokalnej Grupy Działania "Dorzecze Łeby" z programu, którego celem jest wsparcie "działalności rybackiej oraz tworzenie miejsc pracy"

Program nadzoruje Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa, której w latach 2015-2017 przewodził Daniel Obajtek

Źródło: https://wiadomosci.onet.pl/trojmiasto/nieruchomosci-daniela-obajtka-zatoka-aniolow-urzadzona-za-pieniadze-dla-rybakow/njnf9cl

👉 

Parlamentarny Zespół Śledczy ds. Daniela Obajtka

Kto pracuje w firmach Daniela Obajtka:
Syn byłej premier Beaty Szydło (figuruje tam pod zmienionym nazwiskiem)
Córka posła Tymańskiego w Enerdze
Syn posła Smolińskiego w Enerdze
Mąż minister Emilewiicz w Orlenie
Brat posłanki Golińskiej w Enerdze
Córka posła Krasulskiego w Enerdze
Poseł Płażyński jest pracownikiem Energi
Siostra marszałek Witek jest pracownikiem Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa
Synowa posłanki Sobeckiej pracuje w Agencji Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa

To nie PIS zatrudnia Obajtka, to Obajtek zatrudnia PIS. I trzeba sobie jasno zdać z tego sprawę, że ta sieć wzajemnych połączeń to nic innego jak zorganizowana grupa, która przypomina zwykłą sitwę.
Zadłużenie Orlenu wzrosła w czasach urzędowania Obajtka o blisko 14 mld złotych
Ten cały zysk, prezentowany w księgach Orlenu, jest zyskiem papierowym. jest zyskiem, który polega na tym, ze państwo sprzedało Orlenowi akcje [Energa'y] za 8 złotych, a Orlen te akcje wycenia dużo wyżej
armia prawników będzie próbowała obronić czegoś co obronić się nie da, czyli pozycji Pana Obajtka - Borys Budka
Im wyższa pozycja Daniela Obajtka w państwie PIS, tym wyższe dotacje otrzymywały firmy, z którymi był związany kapitałowo
Najpierw jego spółka otrzymała dotację na blisko 4 mln. złotych, ale takim projektem, który zwrócił moją i pana posła Jońskiego uwagę to był projekt złożony 21.12.2017 roku. To był projekt dotyczący oczywiście folii, tych folli, w których obecnie pracuje syn Beaty Szydło na kwotę 25 mln 843 tys 620 i 23 groszy. ten projekt jest o tyle specyficzny, że to było najwyższe kwotowo dofinansowanie w tym konkursie. Nie ma wyższego projektu. Spółka ERG Bieruń Folie otrzymała. Ale ten projekt był składany już wcześniej, był składany przez firmę, w której udziały mają partnerzy biznesowi Obajtka i ten projekt w 2017 roku nie uzyskał dofinansowania. Otrzymał bardzo niską punktację i w 4 kategoriach nie kwalifikował się do dofinansowania. I wtedy kiedy pojawia się ERG Bieruń Folie, wtedy kiedy pojawia sie spółka, w której udziały ma, co widać w KRS'ie, wszyscy pracownicy tej instytucji rządowej to widzą, otrzymuje dofinansowanie w wysokości 25 mln.
Wnioski ludzi w tym zespole głównie są takie, by to sprawdzać i kontrolować - nikt nie mówi, że cały ten system jest do d… I że to system trzeba zmienic, na system samokontrolujący.

To co się wyłania z tych wszystkich informacji pokazuje, że realizowane jest coś, co politolodzy nazywają kapitalizm państwowy, gdzie ludzie związani z władzą uwałaszczają się na majatku publicznym po to żeby za te pieniadze realizowac cele polityczne, a wszystko dzieje się pod kontrolą służb (urzędy skarbowe, prokuratura, CBA,…).

Źródło: https://youtu.be/9CD7pu4k8h4?t=76

On nie jest złodziejem, on po prostu wykorzystuje ten system.

👉 


System zagęszczającej pompy ssąco-tłoczącej. Oto jej charakterystyka:
  1. pompa wysysa z każdego obywatela niewielką kwotę, dajmy na to 100 zł
  2. pompa działa na obszarze dajmy na to 10 mln obywateli, wysysa zatem 1 md złotych
  3. zagęszcza (wrzuca do jednego worka) ten miliard i przekazuje go do tak zwanego skarbu "państwa"
  4. Wierchuszka ludzi należących do "państwa" decyduje komu te pieniądze rozdać. Rozdaje swoim wybrańcom
  5. a oni z tego skwapliwie korzystają
  6. obdarowani wspierają i wzmacniają system pompy, np. porzez intensywną propagandę w finansowanych przez nich mediach
  7. ludzie nabrani w ten sposób tworzą memy i piszą artykuły na blogach i w swoich pamiętnikach
Mechanizmem tłumaczącym zasadę działania tej pompy jest naturalna presja na wyzysk społeczny

Omawiany menago (bo nie manager) nadymany jest przez "państwowe" media managera roku. Czy rzeczywiście takowym jest? Wykorzystuje kolejne swoje stanowiska do powiększania swego majątku. Ci, którzy na prawdę zarządzali przedsiebiorstwem wiedzą, że po prostu nie może on mieć po prostu czasu na zarządzanie podległymi mu podmiotami. Czy coś wnosi do społeczeństwa, czy coś rozwija? Nie sądzę. Jest natomiast świetnym specem od wykorzystywania przepisów, które sam ustala. Jasne, nie on sam, lecz jego kumpele i kumple z "państwa". Przepisów zmiennych, chwilowych do wykorzystania przez swoich, a gdy za dużo ludzi próbuje z nich korzystać to si ę je uchyla lub zastępuje nowymi. I to wszystko w majestacie wartosci wyższej "dobra społecznego".

 

Bilans resergetyczny

NFZ Zawiesza Świadczenia

 

Z jednej strony podnoszą podatki, z drugiej pozbywają się świadczeniobiorców.

Większość ich lubi bo ładnie mówią i dużo obiecują oraz dlatego, że zabierają bogatym by dać im.

Ich portfele rosną, ich odpowiedzialność maleje.

Z okazji zbliżającej się 5 rocznicy realizacji programu „Rodzina 500 plus”, CBOS przeprowadził badania jego akceptacji. Niespodzianki nie ma. 500+ popiera 73 proc. Polaków.
Więcej na: https://nczas.com/2021/03/09/500-plus-popiera-ponad-70-proc-polakow-zdziwienia-nie-ma/


Włocławek. Kobieta w zaawansowanej ciąży odesłana ze szpitala. Dziecko nie żyje

Do szpitala we Włocławku zgłosiła się kobieta w ósmym miesiącu ciąży. Była w trakcie kwarantanny. Po badaniach odesłano ją do domu i polecono, by w przyszłości kierowała się do szpitala covidowego. Jeszcze tego samego dnia poczuła się znacznie gorzej. Dziecka nie udało się uratować.

Do dramatycznych wydarzeń doszło w piątek 12 marca około godziny 14. O sprawie donosi portal ddwloclawek.pl.

Będąca w ósmym miesiącu ciąży kobieta nagle bardzo źle się poczuła. Miała skurcze i zgłosiła się do szpitala we Włocławku.

„W szpitalu zrobili jej badania, stwierdzili, że nie ma zagrożenia, że wszystko jest ok i odesłali do domu. Polecono jej, żeby zwróciła się do szpitala covidowego” – opisuje informator portalu ddwloclawek.pl.

Kobieta wróciła do domu, ale dolegliwości nie ustępowały. Wezwano karetkę.

„Niestety, po przewiezieniu do szpitala we Włocławku, kiedy przeprowadzono cesarskie cięcie, okazało się, że dziecko jest martwe” – podaje portal.

Sprawę na komendę policji zgłosił ojciec dziecka. Śledztwo podejmie prokuratura. Ma sprawdzić, czy kobieta otrzymała odpowiednią opiekę medyczną w szpitalu.

Źródło: https://nczas.com/2021/03/16/wloclawek-kobieta-w-zaawansowanej-ciazy-odeslana-ze-szpitala-dziecko-nie-zyje/

 

Łatwość wprowadzania podatków

W jednym z wywiadów polityk Konfederacji Krzysztof Bosak użył takiego sformułowania: Zadziwia mnie odporność ludzi na temat wprowadzania nowych podatków…

Czy rzeczywiście powinna zadziwiać?

Temat ten chodzi mi po głowie od kilku lat. Po raz pierwszy zastanawiałem się nad systemem niszczenia grup społecznych w dniu 2018.03.11. Jakich mechanizmów użyli Niemcy by wykończyć getto?

Ano dwóch prostych i uniwersalnych:

  • Grupę niszczy się jak pęczek strzał - łamie się je pojedyńczo. Gdy stratę ponosi pewna grupa społeczna całej reszty to po prostu nie dotyczy i cała reszta nie protestuje. Sprawę upraszcza skłócenie członków grupy społecznej.
  • Wydziela się pewną wąską grupę ludzi, na przykład kapo, i daje im pewien zakres przywilejów za dojenie/trzymanie za mordę im podporządkowanych.

 

Nauka solidarności

Jeśli czyjakolwiek koszulka jest położona nieregulaminowo, karany jest cały oddział.

 

W Legii Cudzoziemskiej jednym z kluczowych czynników jest solidarność. Jest nauczana od samego początku. Metoda jest prosta:

Zwierzchnik nie wnika kto dokonał naruszenia, karani są wszyscy.

 

Przecelny cytat

Nic dodać, nic ująć

 

Wywiad z Ruth Richardson

Ruth Richardson - Radykalna Reformator

 

Wywiad z Ruth Richardson dostępny jest tu: https://youtu.be/p4eQuX_o6fA

Ruth Richardson: Kariera polityków nie trwa wiecznie – reformy muszą być utrwalone poprzez idee i instytucje

W dniu 2021.02.23 w odcinku serii “Rozmowy o ludziach i systemach” Jan Kubań rozmawia z nietypowym politykiem: panią Ruth Richardson z Nowej Zelandii.

To co wyróżnia Ruth z grona polityków będących u władzy, to gruntowna znajomość procesów gospodarczych oraz to, że przedkładała interes swego kraju nad swój własny. Będąc w opozycji sprzymierzyła się z Rogerem Douglasem – politykiem przeciwstawnego obozu politycznego, co wydaje się być ewenementem na skalę światową po to by wyciągnąć swoją ojczyznę z głębokiej zapaści gospodarczej. Co więcej tej dwójce udało się wprowadzić dalekoidące reformy systemu społeczno-politycznego Nowej Zelandii. Zrobiono to tak dobrze, że obowiązują po dziś dzień po 30 latach od ich wprowadzenia. Zapraszamy do zapoznania się z arcyciekawym wywiadem z Ruth Richardson, z którego można się, między innymi, dowiedzieć: jak odróżnić typowego polityka od takiego, któremu rzeczywiście na sercu leży dobro jego kraju i jakie są warunki konieczne, które musi spełniać system gospodarczo-polityczny by nie dochodziło do kryzysów.

Jan Kubań: Z wielką przyjemnością i zaszczytem goszczę dzisiaj Ruth Richardson. Jest ona jednym z moich ulubionych polityków. I chociaż w zasadzie nie przepadam za politykami, to, według mnie, Ruth z pewnością należy do kategorii polityków wybitnych. Jestem naprawdę zaszczycony, że mogę z Panią porozmawiać. Ruth – witaj.

Ruth Richardson: Dzień dobry, Janie, bardzo dziękuję.

Tak się składa, że wiem co nieco o Polsce. Być może zaskoczy cię to, że kiedy Nowa Zelandia wchodziła w okres radykalnych reform, często porównywaliśmy nasz kraj do „polskiej stoczni”. Chodzi bowiem o to, że byliśmy tak stłamszeni etatyzmem i biurokracją, i tak nieefektywni, że owa analogia do tego, co działo się podówczas w polskich stoczniach, stała się jednym z argumentów ukazujących potrzebę zmian.

JK: Czy możesz wyjaśnić, jak do tego doszło? Wszak Polska znajdowała się wtedy pod kontrolą Rosji. W związku z tym nasz ówczesny ustrój nie był naszym tworem, lecz narzucono go nam siłą. Natomiast Nowa Zelandia, zdaje się, wpędziła się w kryzys własnoręcznie – i to w sposób demokratyczny. To bardzo ciekawe zagadnienie jak demokracja sama z siebie może doprowadzić do kompletnej zapaści gospodarczej. Czy możesz opisać przyczyny, które doprowadziły do tej sytuacji? Bo przecież opłakane realia gospodarcze Nowej Zelandii i Polski były identyczne, jednakże oba kraje doszły do nich różnymi ścieżkami.

RR: Niewątpliwie trzeba przyznać, że ów kryzys stał się praprzyczyną zmiany. Wcześniej nasza polityka opierała się na rozwiązaniach socjalistycznych, na protekcjonizmie i ochronie grup interesu, na programach dotacji państwowych oraz na dogłębnym interwencjonizmie, co w efekcie doprowadziło kraj do technicznego bankructwa. Zapanowało więc poczucie, że koniecznie należy dokonać zmian.

Te zaś stały się możliwe dzięki dwóm czynnikom:

  1. dzięki zwolennikom reform wśród polityków, takich jak Sir Roger Douglas i ja,
  2. a także, co najważniejsze, idei przyświecającej owym reformom – tj. przekonaniu, że, w przeciwieństwie do interwencjonizmu państwowego, wolność i rynek działają, i że jeśli chcemy lepszych rezultatów, to musimy zdecydowanie zliberalizować nasz kraj i gospodarkę.
Tak więc czynnikiem sprawczym pozytywnych zmian było połączenie kryzysu, w postaci kompletnej niewydolności gospodarczej z kampanią na rzecz reform prowadzoną przez środowisko polityczne, urzędnicze oraz kluczowe podmioty prywatne.

Nastąpiła więc pełna zgodność co do konieczności odejścia od naszej etatystycznej przeszłości.

JK: Czy ta inicjatywa wyszła od ciebie i Sir Rogera Douglasa, czy może była to idea wyrażona oddolnie przez społeczeństwo?

RR: Nie, to nie była inicjatywa oddolna. To politycy wzięli sprawy w swoje ręce. Niemniej obywatele zdawali sobie sprawę, że już dłużej nie da się tak wegetować. Przekonani więc co do rzetelności oraz jakości proponowanych zmian po prostu przystali na naszą wizję reform i ich długofalowych korzyści dla kraju.

W takich sytuacjach zawsze znajdą się grupy, z którymi trzeba się jakoś dogadać. Jednakże my, jako politycy, byliśmy w pełni świadomi, że nie możemy kierować się chęcią objęcia stołka. Dlatego też wraz z Rogerem Douglasem otwarcie głosiliśmy program zmian i radykalnych reform mających odmienić oblicze kraju. Co ciekawe kolejnym czynnikiem wspierającym nasze starania – poza ideą wolności i wolnego rynku – była siła intelektualna w postaci ministerstwa skarbu.

Otóż urzędnicy, którzy pracowali tam przez cały ten okres zastoju, postawili sobie za cel zrozumieć w sposób fundamentalny, jak można by skutecznie zmienić nasze instytucje i politykę tak, aby całkowicie odmienić warunki funkcjonowania w kraju.

Mieliśmy więc z Rogerem Douglasem szczęście, że przychodząc z naszymi ideami i zasadami, trafiliśmy na urzędników, którzy podjęli z nami pełną współpracę i nie opierali się zmianom. Jak to mówią: rząd wybiera się jedynie na jakiś czas, a trwałą władzę sprawuje korpus służby cywilnej.

Nasi najwyżsi rangą urzędnicy okazali się ludźmi świetnie poinformowanymi i oświeconymi. To była znakomita współpraca.

JK: A zatem to oni wspierali was w przeprowadzaniu reform, tak?

RR: Nie tylko wspierali, ogłosili nawet swój własny program naprawy.

Mamy u nas zwyczaj, że przed wyborami służba cywilna wstrzymuje pracę i przygotowuje raport dla nowego rządu. W 1994 raporty te były publicznie dostępne dzięki przepisom o jawności informacji. Zawarte w nich rekomendacje dały Rogerowi Douglasowi wiatr w żagle. Dzięki nim mógł bowiem stanowczo określić cele i sposób działania rządu. Realizacja naszej strategii politycznej powiodła się m.in. właśnie dzięki rzetelnej postawie służby cywilnej.

JK: Jak to się zatem stało, że nawiązałaś z Rogerem Douglasem, politykiem z przeciwnej frakcji, tak zgodną współpracę? Zazwyczaj w takich sytuacjach dochodzi tylko do konfliktów.

RR: Cóż, na poziomie makro, był to taki okres w historii gospodarczej Nowej Zelandii, że zapanowała ogólna zgoda co do konieczności wprowadzenia zmian. Był to wówczas powszechnie podzielany pogląd.

Roger Douglas od zawsze reprezentował środowisko lewicowe, socjalistyczne, natomiast ja zawsze byłam zwolenniczką wolnego rynku i nigdy nie zmieniłam poglądów – on, jednak swoje zmienił. Dla wielu ta współpraca była czymś w rodzaju aberracji. Obydwoje byliśmy przecież filozoficznymi przeciwnikami: on z Partii Pracy, o socjalistycznych korzeniach, a mimo to promuje i realizuje wolnorynkowe reformy.

Z kolei moja konserwatywna, zorientowana na zarządzanie partia dała mi swobodę działania i zaakceptowała projekt radykalnych wolnorynkowych reform. Dziś obie te partie wróciły do swoich sztandarowych poglądów.

Trafiliśmy po prostu na moment w naszej historii polityczno-gospodarczej, kiedy to okazała się możliwa bardzo radykalna reforma, diametralnie zmieniająca warunki funkcjonowania kraju, a także, co uważam za ważniejsze, umożliwiła zreformowanie instytucji państwa.

Kwestia instytucji, jak bank centralny, podmioty finansowe, czy sądy, jest niezwykle ważna. Mają one kluczowe znaczenie w kontekście długotrwałego utrzymywania zasad wprowadzonych przez nasze reformy, a w rezultacie – płynących z nich korzyści.

JK: Jeśli więc w Polsce bank centralny blisko współpracuje z politykami, popierającymi politykę dodruku pieniądza, to według mnie jest to bardzo zła sytuacja.

RR: Tak, bo ostatecznie prowadzi do wypaczenia roli banku centralnego.

Jednym z filarów naszej reorganizacji instytucjonalnej na poziomie makro było uczynienie banku centralnego niezależnym, ale i odpowiedzialnym. Pierwsze, co zrobiłam tuż po objęciu teki ministra finansów, było spisanie dokumentu określającego cele i warunki działania prezesa banku centralnego. Zostało to zapisane w jego umowie o pracę. „Twoją misją jest utrzymywanie inflacji na poziomie 0-2 proc., z wyjątkiem sytuacji nadzwyczajnych, takich jak na przykład poważny krach na rynku ropy. I jest pan osobiście odpowiedzialny za trzymanie się owych wytycznych”.

Ustanowienie tego typu ram instytucjonalnych okazało się z czasem kluczowe. W podobny sposób zajęłam się finansami innych instytucji publicznych. Moja ustawa o odpowiedzialności finansowej wprowadziła kompletnie nowe zasady dotyczące rzetelnej księgowości, zarządzania aktywami i budżetowania. Chodziło o to, by uwzględniać nie tylko gotówkę, lecz także aktywa i pasywa.

Współpraca tych podmiotów z bankiem centralnym pozwoliła utrzymać naszą gospodarkę w dobrej kondycji, o czym świadczy choćby wczorajszy raport Standard & Poor’s, w którym Nowej Zelandii, jako jedynemu państwu na świecie, zwiększono w dobie pandemii rating kredytowy do poziomu AAA.

Przeczytam fragment, który pokazuje zasadność wprowadzonych przez nas reform, na które, powtórzę to, złożyły się: idea wolności i instytucje zapewniające trwałość wprowadzonych zmian. Z racji bowiem tego, że kariera polityczna jednostek nie trwa wiecznie, reformy nie mogą opierać się wyłącznie na politykach i muszą być utrwalone poprzez idee i instytucje.

Tak więc raport Standard & Poor’s stwierdza: “Stabilność warunków instytucjonalnych i działalności rządu Nowej Zelandii są kluczowym czynnikiem wpływającym na rating suwerenny tego kraju”.

S&P dość obszernie chwali sposób, w jaki Nowa Zelandia utrzymuje niezależność monetarną oraz nasze “instytucje sprzyjające zdecydowanym działaniom w ramach polityki krajowej”. Widać zatem wyraźnie, że pomimo upływu 30 lat reformy nadal są skuteczne i przynoszą owoce.

JK: Stworzyliście zatem stabilny system. Jestem inżynierem i przez 10 lat pracowałem jako biocybernetyk. Zajmowaliśmy się opracowywaniem systemów, w których zachodziłyby pożądane przez nas procesy. Myślę więc, że waszym głównym osiągnięciem było wprowadzenie dalekosiężnych reform. Tak to ujął w tytule swej książki Bill Frezza: „Jak uchronić demokrację przed… demokratycznie wybranymi politykami, czyli Nowozelandzkie dalekosiężne reformy antyetatystyczne”. Książki dostępnej również po polsku, została bowiem kilka lat temu przetłumaczona i wydana przez PAFERE.

Powiedziałbym więc, że wprowadziliście w kraju stabilny system, oferujący ludziom dobre warunki do rozwiązywania problemów. Kiedy rządzi się krajem, napotyka się mnóstwo problemów, a wasz system wykazuje się stabilnością i długotrwałą efektywnością.

RR: Muszę jednak nadmienić, że w następstwie naszych radykalnych reform społeczeństwo Nowej Zelandii zaczęło zastanawiać się, czy nasz system wyborczy sprzyja skutecznemu osiąganiu konsensusu politycznego. Postrzegano nas z Rogerem Douglasem bowiem jako oddział szturmowy, który zaaplikował krajowi swoistą terapię szokową.

Niezależnie więc od tego, że przez 30 lat struktura i idea przyświecająca reformom pozostały nienaruszone i stabilne, pojawił się pogląd, że potrzeba nam bardziej reprezentacyjnego systemu wyborczego. Tak więc, na zasadzie demokracji bezpośredniej, zorganizowaliśmy dwa referenda. Kiedy odchodziłam ze stanowiska, Nowa Zelandia przeszła na system większościowo-proporcjonalny w stylu niemieckim.

Od 1996 działa u nas system proporcjonalny, w którym połowa miejsc w parlamencie przypada reprezentantom z okręgów lokalnych, a druga połowa – z list partyjnych. I to głosy oddawane na partie decydują ostatecznie o składzie parlamentu.

Wraz z nastaniem tego systemu zmieniły się warunki polityczne. Dla naszych reform to dobrze, ponieważ trudniej jest je cofnąć. To jest plus, minusem stała się natomiast trudność osiągania konsensusu politycznego.

Dopiero teraz od 1996 udało się utworzyć rząd, a wybory mamy co trzy lata. Jest to pierwszy rząd będący w stanie rządzić samodzielnie. Moim zdaniem rządzenie w ramach koalicji doprowadziło do obniżenia jakości procesów decyzyjnych i polityki krajowej.

Jestem pewna, że gdyby ten system wyborczy obowiązywał w latach 80., nie wprowadzilibyśmy naszych „złotych” reform [Ruth Richardson używa określenia “gold standard” do podstawowych zasad wolnościowych, którymi się kierowała: 1. wolności osobistej 2. prawa własności i 3. Zasady dobrowolnej wymiany handlowej – przyp.]. Musielibyśmy bowiem zabiegać o zgodę koalicji, a to oznaczałoby liczne ustępstwa i kompromisy. A jaki niby kompromis jest możliwy w kwestii niezależności banku centralnego? Albo jest on niezależny, albo nie.

Na czym miałby polegać kompromis w kwestii gospodarnego zarządzania długiem lub odpowiedzialnego zarządzania finansami publicznymi? Większość zgodziłaby się zapewne ze mną, że działaliśmy wtedy w warunkach składających się z systemu wyborczego, kryzysu, orędowników zmian, idei i instytucji. I ten właśnie zbieg tych wszystkich czynników w latach 80. i 90., zaowocowały całkowitą korektą kursu politycznego Nowej Zelandii. A teraz nawet pomimo nowego sytemu wyborczego tych zmian nie cofnięto.

JK: W którym roku wprowadzono ten nowy system wyborczy?

RR: Otóż mieliśmy dwa referenda na zasadzie demokracji bezpośredniej, którą ty Janie tak się fascynujesz.

W 1993 zadano pytanie: “Czy chcesz zmiany?”. Drugie natomiast brzmiało: “Jeśli tak, to na co?”. I tak, niewielką przewagą głosów, wybrano system większościowo-proporcjonalny.

JK: Czy twoim zdaniem jest on na tyle dobry, by można było doradzić wprowadzenie go np. w Polsce?

RR: Nie, z racji charakteru jego funkcjonowania. Jest to system przedstawicielskiego zarządu państwem. Dla mnie zarząd taki oznacza ocenę jakości warunków realizowania polityki i jeśli potrzebna jest poważna reforma, to należy przeznaczyć na ten cel swój cały polityczny kapitał.

Tak właśnie działał nasz brytyjski system większości względnej – aż do 1996. Natomiast w systemie proporcjonalnym wahadło przechyla się w stronę przedstawicielstwa, co oznacza, że decyzje zapadają w liczniejszym i bardziej różnorodnym gronie.

Wielu polityków nie ma odwagi, by podjąć odpowiednio radykalne reformy. Wielu działa wyłącznie w swoim własnym interesie. Większości zależy tylko na utrzymaniu koalicji, zachowaniu status quo, nie wychylaniu się i, w ostateczności, na reelekcji – czyli na typowych celach politycznych. Dlatego też nie polecam systemu proporcjonalnego, jeśli zależy wam na poważnych reformach.

Nam, po prostu poszczęściło się, że mogliśmy wykorzystać poprzedni system do przeprowadzenia tak istotnych zmian, oraz że w ramach nowego systemu nie powołano koalicji dążącej do ich cofnięcia. Tak więc nasze instytucje przetrwały próbę czasu nawet w nowym systemie wyborczym.

JK: Jaki zatem system wyborczy doradziłabyś, jeżeli miałabyś do czynienia z bardzo źle zarządzanym krajem? Od jakich reform powinno się zacząć? Od zmiany systemu wyborczego?

RR: Nie, powiedziałabym nawet, że aktualny system wyborczy i wybrani politycy – zabrzmi to zapewnie radykalnie – oba te czynniki mają w moim odczuciu znaczenie drugorzędne.

Kwestia podstawowa to instytucje i procedury działające w danym kraju.

JK: Jak zatem tego dokonać, bo przecież instytucje państwowe są zależne od polityków?

RR: W naszym wypadku zaczęliśmy od odpolitycznienia wielu decyzji.

Jako minister finansów w starym systemie mogłam decydować o całokształcie polityki monetarnej. Gdyby więc zależało mi na reelekcji, mogłabym po prostu zwiększyć podaż pieniądza. Ludzie poczuliby się lepiej, zagłosowali na mnie, a dopiero potem przyszedłby kac. Tak więc odebraliśmy partiom bezpośredni dostęp do kluczowych narzędzi.

Gdybym miała wskazać najważniejszą reformę, to byłoby uniezależnienie banku centralnego i wprowadzenie zasady odpowiedzialności w zarządzaniu finansami. Obie te kwestie muszą obowiązywać niezależnie od tego, kto rządzi.

Ustanowienie właściwego systemu księgowania uwzględniającego wszystkie zasoby państwa: aktywa, pasywa i gotówkę. Większość państw budżetuje wyłącznie w oparciu o gotówkę – a to jest niedorzeczne. Aktywa i narastające zaległe zobowiązania są naprawdę ważną rzeczą. Zwłaszcza w krajach, gdzie państwo jest właścicielem wielu takich aktywów. Dlatego, jeśli chcemy uzyskać jak najlepsze rezultaty, musimy wiedzieć, czym w rzeczywistości dysponujemy.

Podjęliśmy więc dwie reformy sektora publicznego:

  1. wprowadzenie zasady memoriałowej w księgowaniu, zapożyczonej z sektora prywatnego, tak aby na jej podstawie sporządzano zarówno raporty, jak i projekty budżetowe;
  2. zmieniliśmy system zatrudniania urzędników państwowych – teraz pracują na kontraktach i nie sprawują funkcji dożywotnio.
Wydaliśmy jasne polecenie, aby budżety projektowane były na podstawie kosztów, a nie przychodów. Wszelkie zadania realizowane są na zasadzie kontraktu, a ich wykonawcy ponoszą pełną odpowiedzialność. Tak więc przekształciliśmy cały proces budżetowania.

Dwie ważne zmiany dotknęły też sektor prywatny. Pierwszą było uwolnienie rynku. Nowa Zelandia, podobnie jak Polska, jest bardzo małym krajem. Musimy być całkowicie otwarci na handel międzynarodowy, aby utrzymać nasz poziom życia. Nasze społeczeństwo nie jest na tyle duże, by wytworzyć bogactwo we własnym zakresie. Dlatego szukamy okazji do uczestnictwa w wolnym handlu, gdzie tylko się da.

Jeśli przeanalizujesz dowolny projekt wolnego handlu na świecie, to Nowa Zelandia będzie prawdopodobnie jednym z pierwszych jego uczestników lub inicjatorem. Przykładem tego jest chociażby Partnerstwo Transpacyficzne. Powodem, dla którego podejmujemy takie działania, jest fakt, że dzięki większej swobodzie handlu możemy lepiej korzystać z przewagi komparatywnej. Dlatego tak istotne było uwolnienie rynków w sektorze prywatnym.

A temu towarzyszyła druga reforma – reforma dotycząca rynku pracy. Chodziło o to, by oddać ludziom swobodę podejmowania pracy; aby była to kwestia wyłącznie między pracodawcą i pracownikiem. Tylko te dwa podmioty – żadnych związków zawodowych! Wszak ostatecznie jest to tylko umowa między pracodawcą i pracownikiem. Umowa taka powinna sprowadzać się wyłącznie do określenia charakteru pracy, wartości wytwarzanej oraz wynagrodzenia przyznawanego pracownikowi.

Te uzupełniające się nawzajem reformy sektora publicznego i prywatnego były tym, co odmieniło warunki funkcjonowania naszego kraju. Nasi następcy wchodzili już zatem w całkiem nowe środowisko, w którym ograniczają ich ustanowione przez nas mechanizmy równowagi politycznej.

Podsumowując – aby dokonać przełomowych reform, politycy również są potrzebni. Sami tego doświadczyliście jako Polacy. Konieczny jest wybór przywódców, których jedynym programem będzie zmiana. Ważne jest też, by nie zmarnować kapitału politycznego na reformy, które szybko upadną lub są nierzetelnie zaprojektowane. Spójność naszych reform opierała się na jednoczesnej zmianie polityki finansowej i monetarnej oraz uwolnieniu rynków.

Połączenie tych rzeczy pozwoliło nam uzyskać realną jakość. Nie bez znaczenia był też ów krytyczny moment w historii, dający nam możliwość przeprowadzenia reform opartych na trzech podstawowych zasadach wolnościowych, które, owszem, wymagały również woli politycznej.

Te czynniki trwale odmieniły debatę publiczną w Nowej Zelandii. Żadna partia nie poszłaby dziś do wyborów z wydawania publicznych pieniędzy na lewo i prawo.

JK: Jak to się niestety dzieje w Polsce…

Bardzo ci dziękuję za tę krótką prezentację przeprowadzonych przez was reform. Chciałbym teraz dowiedzieć się czegoś o tobie i twojej przeszłości. Czy od zawsze marzyłaś, by zostać politykiem? Czy może zaczęło się to w szkole, skąd ten pomysł?

RR: Muszę przyznać, że mam to w genach. Mój pradziadek był politykiem. Moja babcia, jego córka, była działaczką polityczną – podobnie jak mój ojciec. Te dwa pokolenia nie pełniły jednak żadnych funkcji publicznych. Dorastałam więc w typowej nowozelandzkiej rodzinie farmerskiej. Nowozelandzcy farmerzy różnią się od innych tym, że są wolnorynkowcami. Wychowałam się więc w środowisku nacechowanym przedsiębiorczością, ideą wolnego rynku i pewnych tradycji politycznych.

O podjęciu kariery politycznej zdecydowałam w wieku 15 lat, czyli już w szkole średniej. Jestem też zagorzałą feministką. Moim zdaniem wolny rynek i feminizm idą ze sobą w parze. Chodzi bowiem o możliwości. O bycie wolnym od ograniczeń narzucanych przez ustrój, o możliwość działania wedle własnego uznania niezależnie od innych. Nikt nie powinien być ograniczany przez ustrój polityczny czy z racji płci.

W moich oczach Nowa Zelandia była mocno uprzedzona wobec kobiet. Byłam dopiero osiemnastą kobietą w parlamencie w ciągu 100 lat od wprowadzenia równego prawa głosu. W tym czasie do parlamentu dostało się tylko 18 kobiet. Byłam więc zdeterminowana, by przełamać również i tę tendencję.

Jako wolnorynkowiec widziałam, że kraj schodzi na psy i chciałam temu zapobiec. Z racji wychowania zamierzałam jednak zostać ministrem rolnictwa. Ukończyłam prawo, pracowałam też dla związku farmerów. Taką drogę kariery sobie zakładałam. Jednak z racji kluczowego znaczenia rolnictwa dla naszej gospodarki przyszło mi na myśl, że powinnam raczej zostać ministrem finansów, ponieważ wtedy miałabym wpływ na całą gospodarkę, włącznie z rolnictwem.

Tak więc wyznaczyłam sobie ten cel bardzo wcześnie. Miałam to szczęście, że wspierała mnie rodzina. Słuchałam rad, ukończyłam prawo, ponieważ to przydatne narzędzie. Przez 3 lata pracowałam w ministerstwie, aby zapoznać się z działaniem systemu i dać się poznać jako młoda agitatorka.

Starałam się też dość strategicznie podchodzić do wyborców, których reprezentowałam. Wiedziałam bowiem, że z polityką jest jak ze szklanką wody: codziennie konsumujesz swój kapitał polityczny, a robić możesz coś dobrego albo złego. Mi zależało na dobru kraju.

Tak więc w wieku 30 lat zaczęłam działalność w parlamencie.

JK: A czy pamiętasz wydarzenia, które moglibyśmy określić jako kamienie milowe twojej kariery politycznej?

RR: Tak, było ich kilka. Przede wszystkim było to zyskanie ogólnokrajowej rozpoznawalności jako osoba znająca się na rzeczy i zdecydowanie popierająca radykalne reformy.

Za taką osobę uchodziłam jeszcze przed karierą w parlamencie, głównie w kręgach farmerskich i feministycznych. Zanim dostałam się do parlamentu, kandydowałam trzykrotnie. Po raz pierwszy w wieku 23 lat. Tak więc to wymagało wytrwałości.

Kiedy już uzyskałam bardzo bezpieczny mandat o konserwatywnym profilu, pierwszym moim znaczącym posunięciem było wprowadzenie jawności działań rządu.

Jako zwolennik demokracji bezpośredniej, doskonale rozumiesz, że ludzie mogą podejmować dobre decyzje tylko, jeśli są dobrze poinformowani. Wybrano mnie w 1991, a rok później zasiadałam już w komisji, która opracowywała ustawę o jawności działań rządu.

Był to dla mnie ważny kamień milowy. Rok 1992. Innym kamieniem milowym było to, że jako druga w historii parlamentarzystka urodziłam dwoje dzieci, w 1993. Było to dla mnie ważne, by pokazać, że można godzić wysoką funkcję społeczną z udanym życiem rodzinnym, a także z byciem matką. Chociaż to mój mąż zbiera laury za bycie ulubionym rodzicem.

Przejdźmy do kolejnego kamienia milowego. Kiedy Roger Douglas został ministrem, moja partia przegrała wybory. A byliśmy partią, która rządziła częściej, co było niejako regułą. Stwierdziłam wtedy, że aby mieć realną siłę jako opozycja, należy mieć gotowy konkretny program i rozwiązania. Dlatego też kolejnym kamieniem milowym było wykorzystanie czasu w opozycji, aby:

  1. uzyskać stanowisko ministra finansów w gabinecie cieni i
  2. kontrolować program realizowany przez rząd.

Obserwowałam więc poczynania Rogera Douglasa i starałam się dostrzec to, czego nie realizował w pełni. Zazwyczaj, jak wspomniałeś, partie zwalczają się jak ogień i woda. Ja natomiast chwaliłam jego reformy i jednocześnie mówiłam, że nie idą dość daleko. Była to całkiem podstępna taktyka.

Zdołałam też przekonać moją partię, że gdybyśmy wrócili do naszych starych haseł, to zostalibyśmy pokonani jak w 1987. W 1990 wykorzystałam sytuację, by napisać program naszej partii i pod koniec roku wygraliśmy z niewielką przewagą.

Realizacja zasadniczych założeń tego programu zajęła tylko 6 tygodni. Powodem, dla którego tak szybko się to udało, było to, że przygotowaliśmy sobie grunt do pracy jeszcze jako opozycja. To był mój najważniejszy kamień milowy.

Jako były minister finansów jestem najbardziej dumna z dwóch rzeczy: jesteśmy pierwszym państwem, które oprało finanse publiczne na księgowości memoriałowej – czyli coś, czego nikt wcześniej nie próbował. I, w 1994, ustanowiliśmy zasady odpowiedzialności w finansach.

To, że tak wiele dzisiejszych zasad w sferze finansów publicznych nie działa, spowodowane jest tym, iż nie obejmują one całości aktywów należących do państwa. Są zbyt uproszczone, podczas gdy nasze cechuje pełne podejście.

Tak więc wdrożenie tych zasad na koniec mojego urzędowania było czymś naprawdę znaczącym. Mogłabym tak wymieniać te dokonania niczym odznaczenia honorowe. Wprowadzenie tych zasad kosztowało mnie resztki mojego kapitału politycznego.

JK: A czym zajmujesz się obecnie, z tego, co wiem, to prowadzisz firmę? Czy robisz to dla czystej przyjemności?

RR: W tej chwili mogę stwierdzić, że spędziłam już tyle samo lat w sektorze prywatnym, ile spędziłam w polityce. Według mojej osobistej filozofii w życiu są trzy ważne cele do osiągnięcia:

  1. działalność na rzecz kraju, czyli moja praca jako minister i radykalny reformator;
  2. działalność gospodarcza, na której skupiam się obecnie;
  3. i podstawa tego wszystkiego, czyli rodzina.

Tak więc przez ostatnie 25 lat pełniłam głównie funkcje kierownicze w spółkach prywatnych. Zajmowałam się rozbudową ich bazy majątkowej -zarówno z myślą o udziałowcach, ale i o kraju jako całości. Bo przecież minister finansów nie dysponuje własnymi pieniędzmi. Ma tylko to, co pożyczy od wierzycieli lub zabierze w podatkach.

Dlatego też rozbudowa bazy majątkowej jest dla mnie tak ważna. Od połowy lat 80. zajmowałam się też dość obszernie niezależnym doradztwem innym państwom, które, tak jak ty, widziały nasze doświadczenia i chciały je zrozumieć, tak aby we własnym kontekście kulturowym skopiować nasze idee i instytucje, i cieszyć się ich pozytywnymi rezultatami.

JK: Bardzo, bardzo ci dziękuję za ten niezwykle interesujący wywiad.

 

Kiedy dzieci się rodzą

Bieda. Dzieci rodzą się w ciemnocie i w biedzie. Jak ludzie nie maja na prezerwatywę i nie planują żadnych wydatków, bo nie maja czego planować. Wtedy rodzą się dzieci tuzinami, cześć umiera a cześć "się odchowa". Zamożne społeczeństwa stają się egoistyczne i wygodne, a na starość liczą na oszczędności własne, nie na pomoc dzieci. - Internauta Lubicz

 

Intuicje… w końcu

Dzisiaj rano na zasadzie przebłysku, którego inicjatorami i konstruktorami były:

  1. Intensywne przygotowania do nagrania zagadnienia przeprowadzenia zmian społecznych inspirowane wpisem z dnia 2021.02.01, nieznanego mi, acz niegłupiego, internauty Ultima Thule.

  2. Badania Jean'a Piaget'a ze szklanką i dziećmi: Jean Piaget, najwybitniejszy psycholog rozwojowy wszech czasów, rozpoczął karierę naukową jako zoolog badający mięczaki i owady w swojej ojczystej Szwajcarii. Fascynowały go fazy, przez które przechodzą zwierzęta, przeistaczając się (na przykład) z gąsienicy w motyla. Jego zainteresowanie etapami rozwoju utrzymało się także później, kiedy zajął się badaniem dzieci. Piaget chciał się dowiedzieć, w jaki sposób z ograniczonych możliwości małego dziecka (pospolitej gąsienicy) wyłania się nadzwyczajna złożoność poznawcza dorosłego człowieka (poznawczy motyl).

    Piaget koncentrował się na błędach popełnianych przez dzieci. Na przykład wlewał wodę do dwóch jednakowych szklanek i pytał dzieci, czy w obu jest tyle samo wody (odpowiedź brzmi: tak). Następnie przelewał zawartość jednej ze szklanek do wysokiego, wąskiego naczynia i prosił dzieci, aby porównały nową szklankę z drugą – tą, której nie dotykał. Dzieci przed ukończeniem sześciu lub siedmiu lat na ogół odpowiadają, że w wysokiej, wąskiej szklance jest więcej wody, ponieważ poziom wody jest wyższy. Nie rozumieją, że całkowita ilość wody pozostaje niezmieniona, kiedy przelewa się ją z jednej szklanki do drugiej. Piaget odkrył też, że próby wyjaśnienia dzieciom zasady zachowania ilości są bezcelowe. Dzieci nie są w stanie jej pojąć przed osiągnięciem wieku (i poziomu rozwoju poznawczego), w którym ich umysł będzie na to gotowy. Kiedy zaś będą gotowe, zrozumieją ją bez niczyjej pomocy, po prostu bawiąc się kubkami z wodą.

    Innymi słowy, rozumienie zasady zachowania ilości nie jest ani wrodzone, ani wyuczone (przekazane przez dorosłych). Dzieci dochodzą do niego samodzielnie, ale jest to możliwe dopiero wtedy, kiedy ich umysł jest na to gotowy i gdy zapewni im się odpowiednie doświadczenia. Piaget zastosował opisane przeze mnie podejście poznawczo-rozwojowe do badania myślenia moralnego u dzieci[18]. Na czworakach grał z dziećmi w kulki, od czasu do czasu celowo łamiąc reguły i popełniając błędy. Dzieci reagowały na jego pomyłki – w ten sposób przejawiały coraz większą zdolność przestrzegania i modyfikowania reguł, czekania na swoją kolej i rozstrzygania sporów. Ów przyrost wiedzy następował w sposób uporządkowany – etapami – w miarę dojrzewania zdolności poznawczych dziecka.

    Piaget twierdził, że pojmowanie moralności u dzieci przypomina rozumienie zachowania ilości wody w szklankach – nie można powiedzieć, że jest ono wrodzone, ani też że dzieci uczą się go bezpośrednio od dorosłych. Dzieci same konstruują tę wiedzę poprzez zabawę z innymi dziećmi.

  3. Wniosek płynący z powyższego cytatu, że Zachowaniami człowieka sterują 4 rodzaje właściwości:

    1. wrodzone,
    2. wyuczone,
    3. doświadczone
    4. i pochodne wyuczonych i doświadczonych: wyobrażane - urojone

  4. Przekomiczny, acz dający ogrmony materiał poznawczy, film jak rozmowę telefoniczną prowadzi 14 miesięczne dziecko, które nawet nie umie mówić. To co widzimy na filmie jest efektem nakładania się cech wrodzonych i małpowanych.

    To jest zrzyning, a ze zrzyningu się nie wyrasta, lecz go doskonali.

  5. Teoria wrodzonych intuicji moralnych Jonathan'a Haidt'a.

  6. No i oczywiście to co to wszystko rozpoczęło, czyli moja obserwacja, że w trakcie transformacji ustrojowej KAŻDEMU wydawało się, że zostanie bardzo bogatym businessmanem - KAŻDEMU. Ale czas pokazał, że bogatymi zostali zaledwie nieliczni.

 


 

👉
Podsumowując: nasze wyobrażenia lub intuicje są bardzo złym przewodnikiem naszych działań. Prowadzą nas na manowce. Oczywiście niektóre intuicje, ale można wyodrębnić kilka takich złych intuicji, w zasadzie powszechnych. Tylko nielicznym udaje te intuicje zmienić

Złe intuicje
  1. Szklanka Piaget'a
  2. Kule Galileusza
  3. Intuicyjna nieznajomość procesów ekonomicznych. Patrz uwagi do Modelu korzyści komparatywnych
  4. Intuicja o tym, że ktoś za nas coś załatwi
  5. Intuicja o dobrej paternalistycznej władzy (Bóg, car batiuszka, rządy demokratyczne)
  6. Intuicyjna nieznajomość procesów społecznych
  7. Mylne wyobrażenie o procesach mnogościowych
  8. Mylne wyobrażenia o zjawiskach nieliniowych
  9. Intuicyjna nieznajomość teorii gier
  10. Intuicyjny redukcjonizm versus myślenie absolutne
  11. Intuicyjne niezrozumienie skutecznego działania - słomiany zapał:
    "To jest banalnie proste do zrobienia".
    "Trzeba tylko chcieć!"
    "Gdybym …, to bym …"
  12. Intuicyjne mylne wyobrażenie o pracy zespołowej:
    "Gdybyśmy, to byśmy"
  13. Złudzenie ponadprzeciętności:
    jezioro Wobegon
  14. Efekt Dunninga-Krugera

Powyższa tabela to był stan mojej wiedzy na dany dzień. Aktualna definicja złych intuicji, uzupełniana na bieżąco jest dostępna na podstronie Myślenia absolutnego w podsekcji Zaprogramowania genetycznego.

 

Epidemia otyłości

WHO uznaje otyłość za chorobę cywilizacyjną i mówi o epidemii. Mimo licznych ostrzeżeń, z roku na rok na całym świecie przybywa ludzi z nadwagą i otyłością, osiągając w 2016 roku liczbę 1,9 miliarda. I to tylko wśród dorosłych! Doczekaliśmy czasów, kiedy ludzi otyłych jest więcej niż tych z niedowagą.

Najbardziej otyłe kraje świata

  1. Republika Nauru - 61 proc.
  2. Wyspy Cooka - 55,9 proc.
  3. Republika Palau - 55,3 proc.
  4. Wyspy Marshalla - 52,9 proc.
  5. Tuwalu - 51.6 proc.
  6. Niue - 50 proc.
  7. Królestwo Tonga - 48,2 proc.
  8. Niezależne Państwo Samoa - 47,3 proc.
  9. Republika Kiribati - 46 proc.
  10. Mikronezja - 45,8 proc.
  11. Kuwejt - 37,9 proc.
  12. USA - 36,2 proc.
  13. Jordania - 35,5 proc.
  14. Arabia Saudyjska - 35,4 proc.
  15. Katar - 35,1 proc.

Najchudsze kraje świata

  1. Wietnam - 2,1 proc.
  2. Bangladesz - 3,6 proc.
  3. Timor Wschodni - 3,8 proc.
  4. Indie - 3,9 proc.
  5. Kambodża - 3,9 proc.
  6. Nepal - 4,1 proc.
  7. Japonia - 4,3 proc.
  8. Etiopia - 4,5 proc.
  9. Korea Południowa - 4,7 proc.
  10. Erytrea - 5 proc.
  11. Uganda - 5,3 proc.
  12. Madagaskar - 5,3 proc.
  13. Laos - 5,3 proc.
  14. Sri Lanka - 5,2 proc.
  15. Burundii - 5,4 proc.

Podany jest odsetek liczby otyłych dorosłych w populacji danego kraju.

Polska jest na 77 miejscu z wynikiem: 23,1% (dane z 2017)

Więcej na https://kobieta.interia.pl/zdrowie/news-grozi-nam-kosztowna-epidemia-otylosci,nId,5021000#iwa_source=worthsee

 

Komentarz UltimaThule

Ciągle brakuje mi w tych wywiadach jednego: analizy strategicznej sytuacji oraz działań, jakie trzeba podjąć, aby obronić się przed "systemem" i "agendą". Międzynarodówka urzędniczo-korporacyjna, wykorzystując lewactwo i lewicującą młodzież (głównie kobiety) oraz różnego rodzaju mniejszości (seksualne, etniczne, religijne) dąży do następujących celów:
- utrwalenia swojej władzy
- zapewnienie INHERYTACJI [dziedziczenia - przyp. JK] stanowisk
- maksymalizacji kontroli przepływów finansowych
- zabezpieczenie systemu przed przejęciem lub zniszczeniem

Innymi słowy staczamy się w strony MONARCHII ABSOLUTNEJ BIUROKRACJI. Patrz

Obecną sytuację mamy dobrze rozpoznaną. Korwin opowiada już 30 lat, jak jest źle i dlaczego jest źle. Podobną robotę robi Michalkiewicz i wielu innych. Ale gdy się tak ich trochę dłużej i uważniej słucha, to w końcu można popaść w rozpacz i beznadzieję dochodząc do wniosku, że nie ma żadnych szans na wygranie tej WALKI OSTATECZNEJ.

To, czego nam potrzeba, to PLANÓW DZIAŁANIA POZYTYWNEGO. Musimy wypracować działania pozwalające na odzyskanie dużej części społeczeństwa na rzecz idei Wolnego Rynku, Wolności, Patriotyzmu, Tradycji i Wiary. Przez moment myślałem, że człowiekiem, który potrafi udźwignąć ciężar tego zadania będzie Grzegorz Braun Patrz, ale niestety przez ostatni rok stoczył się w obszary całkowicie dla nie nieakceptowalne. Na dodatek rozmienia się na drobne, zajmuje się jakimiś idiotycznymi interwencjami w sprawie poszczególnych ludzi Patrz. Ale przecież strateg i lider nie jest od tego, aby marnować swój czas. Ktoś taki musi doprowadzić do GIGANTYCZNYCH ZMIAN na obszarze całej naszej cywilizacji (at tajgi do britanskich moriej !). Miałem nadzieję, że programy z Janem Kubaniem doprowadzą nas w końcu do tego etapu, ale jak na razie to kręcimy się w kółko od DNA i RNA po szwajajcarskie kantory. Może jednak doczekamy się w końcu propozycji metod działań, które odwrócą bieg historii? Patrz

Żeby nie było, że jedynie wymagam: sam też nad tym pracuję, ale moim zdaniem to dzieło powinno być efektem pracy pewnej elity intelektualnej naszych środowisk, a nie tylko jednego człowieka. Każdy z nas może wprowadzić do bazy wiedzy pewne elementy, które następnie zostaną poddane obróbce termicznej w trakcie gorących debat w "Wielkim Piecu Idei". Tylko nie mamy takiego miejsca, gdzie można by te idee i ich opracowania gromadzić w sposób USYSTEMATYZOWANY. Dyskusje w postaci komentarzy są BEZ SENSU, bo szybko są przygniatane szumem informacyjnym i zapominane. Potrzebny jest nam mechanizm RETENCJI WIEDZY. Strona Fizyki Życia bardzo dobrze by się do tego nadawała (np. jako część Think Tanku PAFERE), ale w obecnym stanie technicznym nie spełnia ona tej roli. Moim zdaniem bardzo niska jest świadomość znaczenia RETENCJI WIEDZY w formie USYSTEMATYZOWANEJ (czyli w formie BAZY DANYCH). Trochę programowałem w językach baz danych i wiem, że to jest banalnie proste do zrobienia. Trzeba tylko chcieć !

1. Z WIRem jestem w kontakcie roboczym (na fb), przy czym jak na razie pozostaję krytycznym recenzentem, gdyż dostrzegam wady obecnej formuły, która zmierza do utworzenia quasi-partii mającej konkurować z KONFEDERACJĄ. Jest to dla mnie strzał w kolano lub wręcz sabotaż, dlatego prowadzę tam rekolekcje na temat tego, jak prawidłowo należy sformułować strategię i metody działania.

2. Jak najbardziej zapisuję się na drugi sezon i na współpracę. Moim celem szczegółowym jest reforma EDUKACJI w kierunku EDUKACJI SPERSONALIZOWANEJ, gdyż uważam, że to jedyna metoda na uratowanie naszej cywilizacji. Inne działania mogą mieć charakter pomocniczy i taktyczny. Dlatego moja partycypacja mogłaby polegać na stworzeniu PLANU REFORMY EDUKACJI. Wstępnie udział w tym projekcie zaakceptowało kilka osób (m.in. Dziambor, bloger GPS, Pitoń, KLŁ oraz różne instytucje, w tym akademickie itp.). Gdyby udało się ten projekt wprowadzić na agendę środowisk wolnościowych, to doprowadzilibyśmy do rewolucji społecznej na niewyobrażalną dzisiaj skalę. Mam na to bardzo konkretny, szczegółowy plan, a dodatkowo pomaga nam lockdown, który uświadomił ludzi w absurdzie obecnego systemu edukacji opartego o "edukacyjne obozy koncentracyjne", w których realizowana jest ZAGŁADA UMYSŁÓW DZIECI. Słowa te piszę z PEŁNĄ ŚWIADOMOŚCIĄ.

Jeżeli nie odwrócimy degeneracji edukacji, to zjawiska w rodzaju "strajku wiedźm" i postępu lewackich ideologii będą tylko przybierały na sile. Mówienie do sformatowanych przez obecną edukację umysłów na temat Fizyki Życia jest jak rzucanie grochem o ścianę. Najpierw uratujmy umysły dzieci, aby było w ogóle do kogo przemawiać.

Komentarz do wywiadu: https://youtu.be/raAzLVhyHS8

Tu jest kilka kwestii do poruszenia:

  1. 👉 Staczanie się - cykl społeczny

  2. 👉 Przez moment myślałem, że człowiekiem, który potrafi udźwignąć ciężar tego zadania będzie… Grzegorz Braun

    Na tej ludzkiej cesze żerują politycy: Ja wszystko za Ciebie będę robił, będę płacił wszytkie Twoje rachunki tylko daj mi władzę…
    No i oddajemy władzę, a wówczas rządzący stosują typowe instrumenty rządzenia, co prowadzi do degeneracji ludzi władzy.

    O ile wiem, radni nie otrzymali przed głosowaniem nawet treści skargi, którą poparli… Cóż, najważniejsza jest wiara. Wójt proponuje, radni popierają. Proste.

  3. 👉 zajmuje się jakimiś idiotycznymi interwencjami w sprawie poszczególnych ludzi - przynajmniej nie kradnie…

  4. 👉

    Społeczne/Indywidualne zrozumienie procesu ruchów oddolnych - edukacja

  5. Społeczna/Indywidualna reakcja: Szwajcaria, Singapur, Nowa Zelandia

  6. Zapewnienie stabilności:

    1. "Jam jest Pan, Bóg twój. Nie będziesz miał innych bogów poza Mną."
    2. Dalekowzroczne reformy
    3. Świadomość społeczna: podstawowych mechanizmów sprawnego funkcjonowania społeczeństw: konkurencji i przetargów na adekwatnych szczeblach, przykłady z historii, uczenie nie faktów, lecz mechanizmów - dlaczego tak się stało?

  7. Zagadnienie organizowania grup społecznych - rojów

    1. Młodzież versus Starszyzna
    2. Biedni versus Bogaci
    3. Chorzy versus Zdrowi
    4. Głupi versus Mądrzy
    5. Samodzielni versus Zależni
    6. Definicja grupy społecznej
    7. Funkcja motywująca - motywanta
    8. Co motywuje? Wspólne korzyści, strach. Czy idea?

  8. Banalnie proste do zrobienia. Trzeba tylko chcieć! 🙂

    …przy czym jak na razie pozostaję krytycznym recenzentem, gdyż dostrzegam wady obecnej formuły…

    Niezdolni do zorganizowania zwykłego spotkania by pogadać

    Niezdolni do napisania listu promocyjnego

    RODO

    Finansowanie oddolnych działań grup społecznych, czego by nie robili to i tak rządzący na tym zarabiają

  9. Ogniskowanie wokół jednej wspólnej idei strategicznej: federalizm i subsydiarność. A pierwsza idea taktyczna to wprowadzenie cywilizowanych narzędzi kontrolujących działania rządzących.

 

Papcio Chmiel

Papcio Chmiel, jakiego poznałem.

Odszedł wczoraj w wieku 98 lat… Wesoły, jakby człowiek bez problemów, uśmiechnięty, życzliwy i wysoce pragmatyczny. W kupionym od niego mieszkaniu przez kilka ładnych lat działała moja firma.

Czy Pan coś wie o dusznicy bolesnej? - pytał w roku 1996. Już wtedy ją miał, i to zaawansowaną.

Świetnie się z nim współpracowało. Stworzyliśmy kilka komiksów reklamowych. Ja pisałem scenariusze, a on rysował, ale nigdy wiernie ze scenariuszem:) Zawsze coś zmieniał po swojemu. Ale jak to u zawodowców zmiany te były zawsze na lepsze.

Kontakty miałem z nim żywe, tak do końca XX wieku. To coś narysował, to mu coś pomogłem rozwiązać, to przyjął nasze dzieci i pokazał im jak wygląda warsztat artysty rysownika. Zawsze miły, uśmiechnięty, ale z dystansem do świata.

Kiedyś w mailu napisał Wie pan, nie mam już siły… Kiedyś nie odpowiedział na maila… I tak nasze kontakty rozpływały się, jak we mgle, by w końcu zawisnąć na "gałęzi, na której bujał się Tytus". Była na trwale wmontowana w mikroskopijnym przedpokoju tego 45 metrowego, ale cztero izbowego, mieszkania. Gałąź, w istocie była do zawieszania płaszczy, świetnie się komponowała, a ja podziwiałem architekta, którem udało się rozplanować 4 izby, każdą z oknem, na 45 metrach kwadratowych.

Ulotka reklamowa Papcia Chmiela "Q-Inwentaryzacja 3000"

Ulotka reklamowa Papcia Chmiela "Q-Obieg Dokumentów 3000"

Ulotka reklamowa Papcia Chmiela "Q-Klinika 3000"

 

Tak to po prostu działa

Janda, PiS i spółki. Mentzen: „Tego towarzystwa nie da się pozbyć. Trzeba to bagno osuszyć”

Cała Polska ekscytuje się kilkunastoma aktorami, którzy poza kolejką zaszczepili się w szpitalu w Warszawie. W tym samym czasie Puls Biznesu opisał, co dzieje się w kontrolowanej przez Skarb Państwa JSW SA, ale to cieszy się już znacznie mniejszym zainteresowaniem – pisze dr Sławomir Mentzen z Konfederacji.

Jastrzębska Spółka Węglowa powołała w 2017 roku spółkę JSW Innowacje, która miała zająć się pracami badawczo-rozwojowymi. Spółka dostała 80 mln zł i zajęła się działalnością badawczą.

Ponieważ jak już wiemy, PiS nie zatrudnia ekspertów, bo ci nie chcą realizować programu partii, dlatego spółka została obsadzona sprawdzonymi przez partię matkę ludźmi.

Sprawdzeni ludzie wzięli sobie do serca wezwania premiera Morawieckiego, który chciał, żeby urzędnicy i państwowe spółki zajęli się innowacjami, dlatego zaczęli działać niezwykle sprawnie.

Spółka zaczęła prowadzić dziesiątki projektów, z których żaden nie odniósł sukcesu. Od razu sukcesu, żaden do niczego w ogóle się nie przydał, nie mówiąc o jakimś sukcesie. 80 mln zł poszło…

Gdzie? Na wynagrodzenia zarządów, na zlecanie badań i ekspertyz firmom znajomych zarządu, na wycieczki do Las Vegas, Birmy, na Majorkę.

Wyjazdów zagranicznych było 91, z czego aż 63 nie były nawet przypisane do żadnego projektu. Pieniądze szły też na usługi doradcze, PR, komunikacje, zlecane oczywiście znajomym i kolegom z byłych miejsc pracy zarządu.

Ile jest w Polsce takich spółek służących do wyciągania pieniędzy? Ile pieniędzy dla sprawdzonych ludzi idzie ze wszystkich spółek Skarbu Państwa, z ministerstw, samorządów, agencji, fundacji i innych bytów kontrolowanych przez polityków? Nikt nie wie i nikt tego nigdy nie policzy.

Szczepiąca się poza kolejnością Krystyna Janda to tylko czubek wielkiej góry lodowej, całego zastępu ludzi żyjących bardzo dobrze z tego, że mają układy z władzą.

Tego towarzystwa nie da się pozbyć, wyłapując pijawki za ogonki. Trzeba to bagno osuszyć. Sprawić, by jak największa część pieniędzy była wydawana bezpośrednio przez ludzi, bez pośrednictwa urzędników.

Bez tego zawsze pojawi się jakaś spółka, jakiś aktor, czy jakiś znajomy.

Sławomir Mentzen

Źródła: https://www.pb.pl/miliony-jsw-utopione-w-innowacjach-1104756?fbclid=IwAR0gB99a5Isy8JwrG5jnj2bYKB0fO3PGHR6x-ApCZGgZh9ehK6uoqNSvH68
facebook.com/slawomirmentzen/

 

Analiza świata bilansem resergetycznym

Prezydent Białorusi Aleksandr Łukaszenka

W zasadzie nie piszę o koronawirusie, bo moje stanowisko oparte jest na bilansie resergetycznym, opartym na, w zasadzie analogicznych, pytaniach jakie zadał znający się na rzeczy prezydent Białorusi. Na epidemiach zapewne zna się jak każdy inny, natomiast w wykorzystywaniu kłamstwa i psychoz do swoich własnych celów musi być mistrzem.

Prezydent Białorusi, Aleksandr Łukaszenka, który niedawno oświadczył, że nie zamierza szczepić się na koronawirusa, teraz zadaje niewygodne i dające do myślenia pytania ws. mniemanej pandemii.

Białoruś, w przeciwieństwie do państw Zachodnich nie wprowadzała lockdownu i nie panikowała z powodu mniemanej psychozy koronawirusa.

Życie toczy się tam niemal tak samo, jak wcześniej.

W ostatnich dniach odbyły się nawet Sylwestrowe bale, które opisywał na Twitterze… europoseł Prawa i Sprawiedliwości Jacek Saryusz-Wolski.

Mimo tego ludzie nie „umierają na ulicach” z powodu koronawirusa.

Według danych worldometers.info, która gromadzi oficjalne statystyki dotyczące koronawirusa z całego świata, na Białorusi zakaziło się niespełna 200 tysięcy osób, z których 1,442 zmarło na koronawirusa lub koronawirusa z chorobami współistniejącymi.

Teraz Łukaszenka, podczas spotkania z obywatelami, zadał pytania, które mają skłonić do myślenia ws. mniemanej pandemii koronawirusa.

Nie wirus, a psychoza. Dużo ciekawego Wam powiem. Pomyślcie na początku nad dwoma pytaniami – zaczął. – Pierwsze pytanie: Koronawirus to jest infekcja stworzona przez człowieka? Czy przypadkowo z powietrza się pojawiła?

Komu ona była potrzebna? – pytał dalej. – Drugie pytanie. Nie odpowiemy na razie na to pytanie, ale powiedzcie… na świecie, zaczynając od moich kolegów polityków i kończąc niżej. Spróbowali to wykorzystać w swoich celach i interesach?

Pomyślcie nad dwoma pytaniami. Komu to jest potrzebne? I jak to wykorzystał? – dodał. – Niektórzy ogłosili, że to jest wojna – przypomniał.

[Źródło: https://nczas.com/2021/01/04/lukaszenka-o-koronawirusie-pomyslcie-komu-to-jest-potrzebne-i-jak-to-wykorzystal-wideo/]