Fizyka Życia

Fizyka Życia - Dziennik

rok 2020

Jak to ludzie nie widzą

How people don't see

English version Wersja polska
One of my cousins emigrated to the USA in the 1980s. She left the socialist paradise in favor of capitalist exploitation. She worked in the United States as a scientist (related to biology), so I sent her a comment of 12 virologists on the current situation in the world caused by coronavirus: Jedna z moich kuzynek wyemigrowała w latach 80'tych XX wieku do USA. Opuściła socjalistyczny raj, na rzecz kapitalistycznego wyzysku. Pracowała w Stanach jako naukowiec (związany z biologią), wysłałem jest zatem opnię 12-tu wirusologów na temat obecnej sytuacji na Świecie spowodowanej koronawirusem:

A reaction for twelve medical experts whose opinions on the Coronavirus outbreak contradict the official narratives of the MSM

It seems that opinion of these 12 medical experts makes a lot of sense. They state: The best alternative will probably entail letting those at low risk for serious disease continue to work, keep business and manufacturing operating, and “run” society, while at the same time advising higher-risk individuals to protect themselves through physical distancing and ramping up our health-care capacity as aggressively as possible. With this battle plan, we could gradually build up immunity without destroying the financial structure on which our lives are based.

12 Experts Questioning the Coronavirus Panic

Reakcja dwunastu ekspertów medycznych, których opinie na temat wybuchu koronawirusa są sprzeczne z oficjalną narracją mainstreamowych mediów:

Wydaje się, że opinia tych 12 ekspertów medycznych jest całkiem sensowna: Wydaje się, że najlepszym rozwiązaniem byłoby pozwolenie osobom o niskim ryzyku poważnej choroby na kontynuowanie pracy, tak utrzymać działalność biznesową i produkcyjną oraz „zarządzać” społeczeństwem. Jednocześnie stanowcze nakazanie osobom o wyższym ryzyku, aby chroniły się poprzez fizyczne odizolowanie się i równoczesne jak najszybsze zwiększanie zdolność opieki zdrowotnej, do ratowania poważnych przypadków. Dzięki temu moglibyśmy stopniowo budować odporność bez niszczenia infrastruktury finansowej i wytwórczej, na których opiera się nasze życie.

12 Experts Questioning the Coronavirus Panic

And here is her answer:

Otrzymałem taką odpowiedź:

The key phrase here is “those of low risk”. A risk of dying? A risk of spreading the disease? I am not an epidemiologist, but I presume that an increase in penetrance might be accompanied by an increase in virus mutations that in turn might affect the susceptibility profile. Stay home!

As to depriving “holly” private sector of their earnestly earned billions, I am totally unsympathetic-as you well know. Inequality in the USA and many other places is insane and I would call it a cardinal sin, if I were inclined to use the religious terms - and I am not.

And thank you for sharing - makes the beginning of my day so much more exciting!

Best to you and yours!

Kluczowe sformułowanie w ich wypowiedziach to „osoby niskiego ryzyka”. Ryzyka śmierci? Ryzyka rozprzestrzeniania się choroby? Nie jestem epidemiologiem, ale zakładam, że wzrostowi zarażenia może towarzyszyć wzrost mutacji wirusa, co z kolei może wpłynąć na jego agresywność. Zostań w domu!

A jeśli chodzi o pozbawienie „świętego” sektora prywatnego ich ciężko zarobionych miliardów, to jestem całkowicie za - jak dobrze wiesz. Nierówności w USA i wielu innych miejscach są szalone i to nazwałabym "grzechem śmiertelnym", gdybym używała terminów religijnych.

I dziękuję za podesłanie tematu - sprawił, że początek mojego dnia stał się pełen emocji!

Wszystkiego najlepszego!

Well, I was stunned, but I also thought that probably the most of the public thinks this way. What's worse, this thinking translates into specific actions and specific decisions (e.g. electoral). And this forces social processes to a given direction. In my opinion destructive one…

I thought what should I write her back. That saving a few can result in the loss of those who rescue (see "I/group" dilemma). That neither government nor journalists do not propose what to do in pandemia conditions. For example, the installation of transparent separators separating cashiers from buyers, dispensers with disinfectant liquid and the availability of gloves was decided by managers. It wasn't the government order. And this her undisguised aversion to the private sector. Thirty years ago she fled from the country of social equality to the country of social inequality. And now there he wants to introduce what destroyed her homeland. Aversion to the rich, and yet there are two kinds of rich, those who come to wealth with hard work required by others delivered in an unforced way and those who take from others under coercion (see Duo-definiendum Rich).

But I wouldn't be myself if I didn't use the help of others. I sent an email to key people from Liberty International asking for help.

However, Cris's answer, in its spirit very similar to what I wrote a week ago 2020.03.20 exceeded my expectations:

No cóż zamurowało mnie, ale pomyślałem też, że prawdopodobnie tak właśnie myśli większa część społeczeństwa. Co gorsza, myślenie to przekłada się na konkretne działania i konkretne decyzje (np. wyborcze). A to prowadzi do konkretnych procesów społecznych. Według mnie destrukcyjnych…

Myślałem co by tu jej odpisać. Że ratując niektórych możemy stracić ratujących (patrz Dylemat Ja/Grupa), że w obecnych działaniach rządów (i dziennikarzy) nie widać konkretnych propozycji co mamy robić (np. o zamontowaniu przezroczystych separatorów odgradzających kasjerów od kupujących, dozowników z płynem odkażającym i udostępnieniu rękawiczek zadecydowali kierownicy, a niestety nie było to polecenie rządowe). No i ta jej nieukrywana niechęć do sektora prywatnego. A przecież sama uciekła z kraju równości społecznej do kraju nierówności. A teraz tam chce wprowadzić to co rozwaliło nasz PRL. Niechęć do bogatych, a przecież sa dwa rodzaje bogatych, ci którzy dochodzą do bogactwa pracą, którą inni w nieprzymuszony sposób nabywają i tacy, którzy zabierają innym pod przymusem (patrz Duo-definiendum Bogacz)…

Ale nie byłbym sobą gdybym nie skorzystał z pomocy innych. Wysłałem do kluczowych osób z Liberty International maila z prośbą o pomoc.

Odpowiedź Cris'a, w duchu bardzo podobna do tego co pisałem przed tygodniem 2020.03.20, przeszła jednak moje oczekiwania:


Thanks for sharing… as in the case of climate change/global warming as the thin end of the wedge for expanding State power, I am skeptical of the hysteria that has been whipped up, allowing massive expansions of senseless monetary & fiscal policy responses along with the decreases in human liberty, that are unlikely to be withdrawn…

This is rather long, but worth watching: Coronavirus Covid-19 Fact Not Fear.

As it is, democracy creates incentives for politicians to do the wrong thing & for citizens to demand what they are not entitled to… alas, even a robust Constitution like that in the US is easily flaunted, as was seen with FDR1, 9-11 & now…

What about "shared sacrifice"… ? as it is, almost ALL costs are borne by PRIVATE sector, whether business owners or workers (bankruptcies, vast job losses, reduced pensions, etc), while PUBLIC sector employees & elected officials give up basically NOTHING… they have no "skin in the game", so they are much less sensitive to impact of policies imposed on others…

What about removing obstructions from regulations, ending Jones Act2 in USA, reducing taxes, eliminating minimum wage… most of the policy actions are grandstanding by politicians… the press conference by Governor Cuomo of NY was a display of such posturing… it was all about expanding political powers & increased State control over resources… nothing about how they can make markets work better to help solve these problems… !!!

In the end, just as in the case of FDR3, few of the "emergency" or "exceptional" powers will be withdrawn… Cornonavirus, like War, is the health of the State…

Here in Thailand, there is a “state of emergency”… despite Thailand being 1st country outside of China to report presence of COVID-19 back in January, to date there are only 5 (FIVE) reported deaths (after a 3 day hiatus, another single death reported yesterday)… F.I.V.E.… I imagine that yesterday alone at least 5 people died from motorbike accidents here on Phuket, but that does not warrant banning motorbikes…

There was another way to approach all this… isolate the elderly to allow “herd immunity” to cope with the outbreak… In China, Italy & elsewhere, deaths from COVID-19 affect mostty seniors… more than 50% of COVID-19 deaths in China have been people over 70 years, even though most COVID-19 cases involved people below 70… 80% of coronavirus deaths in US were among people 65 & older…

I am a bit surprised at her comment about inequality… the most threatening inequality is that of power… the only repressive & permanent power is that wielded by State actors… Bill Gates for all his billions cannot force me to do anything… Trump & his horrible minions can & they do…

As long as anyone receives income, even obscene amounts, from voluntary exchange, it is both FAIR & JUST that they keep it or dispose of it as they wish… it turns out that most of the massive increases in private income is the “tyranny of numbers”… if we did not live in a globalized world, there would be many fewer billionaires, only millionaires (people that were once admired & imitated for their abilities)…

I object to those that acquire & maintain their fortunes through State monopoly or protectionism… or through corruption, as is the case of politicians & bureaucrats around the world… these are the people that invite the invocation of “cardinal sin”… !!!

There is no historical evidence nor any theoretical basis to suggest that income/wealth inequalities are either social destabilizing or weaken economic growth… these are simply empty claims or assertions, following dishonest scholars like Thomas Piketty…

Revolutions were NEVER fought over income inequality… we cut the heads off of kings due to POWER inequalities… it was not because they were rich, but of their unique privileges & that they held so much power & control over their subjects…

China & India have large income inequalities but (until recently) rapid growth…

Inequality is nothing more than a political talking point, another means to promote populism & wage class warfare to attract political support from those that believe the proper role of the State is to create privileges, grant subsidies, redistribute income…

The great experiments with democracy was for it to be a facilitating mechanism, devoid of privileges… taxes were seen as a device to provide a very-limited number of collective consumption goods… but now taxes are at the heart of a corrupt & corrupting redistribution game… instead of democracy uniting us, it is used by politicians & activists to divide us… this is a terrible outcome…

Sorry for the lengthy reply… I wish you all the best… STAY CALM & KEEP WELL & FIGHT THE STATE… !!!

1 FDR - Franklin Delano Roosevelt, elected dictator of USA

2 Jones Act - requires goods arriving to USA by sea to be on a US-owned & US-crewed vessel that increases costs of those imports

3 Franklin Delano Roosevelt shredded the US Constitution by invoking the Great Depression as an emergency situation


Dzięki, że dzielisz się swoim problemem. Dzisiejsza sytuacja należy do tej samej grupy zjawisk co globalne ocieplenie. Sytuacje te to ostrza klina rozszerzającego władzę państwową. Osobiście jestem sceptyczny wobec histerii, która została rozpętana, i umożliwiła rządom zastosowanie bezsensownych instrumentów pieniężnych i fiskalnych wraz z wprowadzeniem ograniczeń w sferze wolności człowieka. Obawiam się, że nie zostaną one cofnięte, jak już wszystko to minie.

To długie, acz warte obejrzenia nagranie: Coronavirus Covid-19 Fact Not Fear.

Demokracja przedstawicielska z samej swej natury pozwala politykom na robienie złych rzeczy, a obywatelom domagania się tego, czego domagać się nie powinni. Niestety, nawet tak dobra konstytucja jaką mamy w Stanach Zjednoczonych jest łatwa do obejścia. Zrobił to FDR1, potem zmieniono ją po zamachach na World Trade Center, no i teraz…

A teraz co do "wspólnego poświęcenia". Prawie WSZYSTKIE koszty poniosą PRYWATNI, niezależnie od tego, czy są to właściciele firm, czy pracownicy (bankructwa, znaczne straty pracy, obniżone emerytury itp.), podczas gdy pracownicy sektora PUBLICZNEGO i urzędnicy nie rezygnują w zasadzie z NICZEGO. Oni nie są podmiotem tej gry, dlatego patrzą zupełnie inaczej na obostrzenia nakładane przez rządzących

Tak więc rządzący ani słowem się nie zająkają o usunięciu barier administracyjnych i szkodliwych przepisów, jak na przykład uchylenie ustawy Jonesa2 w USA, obniżenie podatków, wyeliminowanie płacy minimalnej. Większość tych działań jest podejmowana przez polityków, a oni mają swój punkt widzenia. Konferencja prasowa gubernatora Nowego Jorku Andrew'a Cuomo z była przejawem takiej postawy… wszystko o czym mówił kręciło się wokół zwiększenia uprawnień rządu i zwiększonej kontroli państwa nad zasobami. Nie było nic o konkretnych rozwiązaniach, np. w jaki sposób można poprawić funkcjonowanie rynku, aby rozwiązać problemy z dostawami!!!

Kończąc, podobnie jak w przypadku FDR3, tylko nieliczne z tych „nadzwyczajnych” lub „wyjątkowych” ustaw zostanie wycofanych. Koronawirus, podobnie jak wojna, jest wodą na młyn rządzących.

Tu w Tajlandii też wprowadzono „stan wyjątkowy”. Tajlandia jako drugi, po Chinach, kraj odkryła u siebie występowanie COVID-19. Zrobiono to w styczniu i do tej pory zarejestrowano tylko 5 (PIĘĆ) zgonów (a po 3-dniowej przerwie, kolejna pojedyncza śmierć została ogłoszona wczoraj). PIĘĆ… Prawdopodobnie wczoraj zginęło tu w Phuket co najmniej 5 osób w wyniku wypadków motocyklowych, ale jakoś nie zakazano jeżdżenia motocyklami.

Jest inny sposób podejścia do tego wszystkiego - odizolować osoby starsze, aby przeciąć drogi rozprzestrzeniania się wirusa i tym samym zapobiec wybuchowi epidemii. W Chinach, Włoszech i gdzie indziej zgony z powodu COVID-19 dotykają w większości seniorów. Ponad 50% zgonów z powodu COVID-19 w Chinach to ludzie powyżej 70-ki, chociaż COVID-19 atakuje osoby poniżej 70-ki to w USA 80% zgonów z jego powodu było wśród osób w wieku 65 lat i starszych.

Jestem nieco zaskoczony jej wypowiedzią na temat nierówności. Najbardziej groźną społecznie jest nierówność władzy… Monopol na przemoc i rozkazywanie mają tzw. "przedstawiciele państwa". Bill Gates ze wszystkimi swoimi miliardami nie może mnie zmusić do zrobienia czegokolwiek… Trump i jego słudzy mogą… i zmuszają.

Tak długo, jak ktoś zarabia, nawet wysoce nieprzyzwoite kwoty, z dobrowolnej wymiany, mamy do czynienia zarówno z UCZCIWOŚCIĄ i SPRAWIEDLIWOŚCIĄ. Dotąd dopóki nabywanie i zbywanie odbywa się na zasadzie dobrowolnego porozumienia stron. Większość ogromnych dochodów osób prywatnych rzeczywiście kole w oczy, ale… gdybyśmy nie żyli w zglobalizowanym świecie, byłoby o wiele mniej miliarderów. Więcej natomiast byłoby milionerów (ludzi, którzy kiedyś byli podziwiani i naśladowani za swoje umiejętności)…

Sprzeciwiam się tym, którzy zdobywają i utrzymują swoje fortuny dzięki monopolowi państwowemu, protekcjonizmowi… lub korupcji, tak jak ma to miejsce w przypadku polityków i biurokratów na całym świecie. To są ludzie, którzy tak na prawdę grzeszą „śmiertelnie”!!!

Nie ma dowodów historycznych ani żadnych teoretycznych podstaw, które sugerowałyby, że nierówności w dochodach / majątkach albo prowadzą do społecznej destabilizacji albo że osłabiają wzrost gospodarczy. Jest to, po prostu, czcza gadanina i demagogiczne hasła głoszone przez nieuczciwych, bądź niedouczonych uczonych takich jak na przykład Thomas Pikettt.

Rewolucje NIGDY nie walczyły z nierównością dochodów… Królom odcinano głowy z powodu nierówności WŁADZY… Nie dlatego, że byli bogaci, ale dlatego, że nadawali sobie wyjątkowe przywileje pozwalające im na niekontrolowaną władzę nad poddanymi.

W Chinach i Indiach występują bardzo duże nierówności w dochodach, ale (do niedawna) oba te kraje bardzo szybko się rozwijały…

Nierówność jest li tylko hasłem politycznym, sposobem na promowanie populizmu i sposobem na przyciąganie poparcia politycznego od tych, którzy uważają, że właściwą rolą państwa jest tworzenie przywilejów, przyznawanie dotacji i redystrybucja dochodów…

Demokracją, z założenia, miała być mechanizmem gwarantującym nieistnienie przywilejów. Podatki w niej były postrzegane jako narzędzie finansujące ograniczoną liczbę, i tylko niezbędnych, dóbr konsumpcji zbiorowej. Teraz jednak podatki stanowią clou skorumpowanej i korumpującej gry redystrybucyjnej. Zamiast jednoczącej nas demokracji, politycy i działacze wykorzystują nas do podziału… to okropny, acz realny, wynik działania demokracji.

Przepraszam za tę przydługą odpowiedź… Życzę wszystkiego najlepszego… ZACHOWAJ SPOKÓJ, TRZYMAJ SIĘ I WALCZ Z NADUZYCIAMI PAŃSTWA!!!

1 FDR - Franklin Delano Roosevelt, wybrany w powszechnych wyborach dyktator USA.

2 Jones Act - ustawa nakazująca, by towary przybywające do USA drogą morską były przywożone statkami amerykańskim z amerykańską załogą, a to zwiększa koszty importu.

3 Franklin Delano Roosevelt zniszczył konstytucję USA, powołując się na Wielki Kryzys jako sytuację nadzwyczajną.

CRIS - Dr. Christopher LINGLE


Ratowanie przez inflację

Mamy już ponad tydzień przymusowo/dobrowolnej kwarantanny. Przymusowej bo nakazano zaprzestanie takim placówkom jak: restauracje, kina, kluby sportowe i galerie handlowe, dobrowolnej, bo zdecydowana większość Polaków stosuje się do apelu rządzących by pozostawać w domach.

Tydzień temu był run na sklepy spożywcze i sporo towaru wykupiono. Ale wczoraj rano byłem w sklepie (Biedronka) i sklep był otowarowany, ceny niezmienione. Ruch mniejszy ale ludzie, co zrozumiałe, więcej kupują, bo rzdziej chcą chodzić do sklepu. Kilka dni temu tak samo było w Auchan.

Cichymi bohaterami tych czasów, gdy większość "yntelektualystów" okopała się w domach, zdalnie "pracując", są ci, którzy muszą pracować i muszą mieć kontakt z innymi: kurierzy, kasjerki, magazynierzy. I jak do dziś są, w zasadzie, niczym nie zabezpieczeni:

  • kasjerzy wczoraj mieli już gumowe rekawiczki, ale o czymś takim, jak tafla z przezroczystego pleksi, która by ich oddzielała od wydychanego powietrza płacacych, nikt nie pomyślał. Nikt: ani ich szefostwo, ani naczelnicy dzielnic, ani prezydenci miast, ani rząd. Zamknąć zamknęli, ale o tak prostym, szybkowykonalnym i zarazem tanim rozwiązaniu nikt nie pomyślał.
  • pytam kuriera "Czy miał pan przeszkolenie w zakresie środków bezpieczeństwa?". "Nie" - pada odpowiedź.

Bohaterom tylko wierzyć w statystyki że ponad 80 proc. przypadków choroby było łagodne, przy czym najbardziej zagrożeni są chorzy i starsi, które przytaczałem w ubiegły czwartek.

Urzędnicy, jak to oni, nakazują dostarczyć dokumenty "w nieprzekraczalnym terminie 14 dni od daty otrzymania niniejszego pisma" (nieomal pod groźbą kary śmierci) ale… gdy pytam, w jaki sposób mam dostarczyć te dokumenty to zostaję poinformowany, że kancelaria podawcza w zasadzie nie działa i że najlepiej przez pocztę. Cwaniaki odpychają od siebie ile tylko mogą.

Przyznam, że ten spokój w tych wielkopowierzchniowych sklepach i, w zasadzie niczym niezmącona, praca cichych bohaterów, bardziej mnie uspokajają niż poczynania rządu.

Bo ten już na samym początku "uwolnił" do gospodarki 212 mld złotych. Przemówienie prezesa NBP było jednym ciągiem bankowo-rządowego samochwalstwa i autopromocji. to są przemowy ułożone przez pierwszorzędnych specjalistow, super precyzyjnie dobrane słowa i statystyki, niecała prawda, wybiórcze fakty, żeby świetnie brzmiało, tak samo jak codzienna propaganda. Telewizornicy są zachwyceni, sondaże to pokazują. Demokracja sterowana globalnie. "Uwolnili" albo jak mówią "Wpuścili" - podejrzewam, że po prostu dodrukowali. Dookoła zresztą robią to wszyscy, i Szwajcarzy i Amerykanie i Angole… Oczywiście, po krasomówczych oracjach rządzących ludziska wyobrażają sobie ich jako dobrych rodziców, którzy właśnie zwiększyli kieszonkowe dla swoich dzieci.

Dodrukowane pieniądze to inflacja, a ta… no właśnie już chciałem napisać "wiadomo czym skutkuje", ale tak na prawdę to mało dla kogo jest to wiadome, ludzie nie mają bowiem o niej żadnego pojęcia. Jak zauważył Keynes proceder inflacji rozumie zaledwie jedna osoba na milion: Nie ma subtelniejszego ani pewniejszego sposobu obalenia istniejącego porządku społecznego niż psucie monety. Proces ten wykorzystuje wszystkie ukryte siły ekonomii po stronie destrukcji i czyni to w sposób, którego nawet jeden człowiek na milion nie jest w stanie zrozumieć..

Dodruk pieniędzy skutkuje zawsze tym samym. I zapewne każdy od razu pomyśli, że wzrostem cen. I będzie miał absolutną rację, ale jest jeszcze coś o czym mało kto wie. To przewartościowanie posiadanych zasobów. Za inflację, czyli wytworzenie pieniądza z niczego zawsze odpowiadają rządzący. Jeśli kto inny chce to zrobić, to od razu jest uważany za rządzących za fałszerza i gangstera - nikt nie lubi konkurentów. Wróćmy jednak do przewartościowania. Drukowanie jest stosunkowo tanie, dlatego do dalszej analizy można nawet uznać, że wytworzenie pieniądza nic nie kosztuje. W dzisiejszych czasach zwiększa się tylko liczby w komputerze - dlatego rzeczywiście przypomina to tworzenie pieniędzy "z niczego". Ten, który dodatkowe pieniądze wytworzył i ci, którym część z nich im dał kupują za darmo towary i usługi u swoich dostawców. Wpuszczenie w ten sposób na rynek dodatkowych pieniędzy skutkuje tym, że ceny wszystkiego rosną. Wytłumaczyć to można tak: jeśli na rynku było 5000 kg towarów i 5000 dolarów to można powiedzieć, że jeden kilogram towru kosztował dolara. I teraz jak nagle ktoś wpuści kolejne 5000 dolarów, a towarów nie przybędzie to kilogram towaru bedzie wart 2 dolary. Wzrosną ceny.

Już wiemy kto zarobił, kto dostał za darmo - ci co dodrukowali pieniądz. A kto zatem stracił? Tracą ci którzy kupują na końcu i ci, którzy mają oszczędności w bankach. Mądrzy ludzie już kiedyś przeanalizowali ten problem i opisali to zjawisko. Zwie się ono efektem Canitillona. Cantillon uczonym nie był, był oszustem, a co ciekawe obecni uczeni w ogóle ani o nim ani o efekcie przezeń opisanym nie mówią. Tylko dlatego, że należą do grupy ludzi, która świeżo wydrukowane przez rząd pieniądze jako pierwsza dostaje.

By nie być gołosłownym, gdy zapytamy internet o to kto traci na inflacji natychmiast wyskakuje: emeryci, renciści, pracownicy o stałych dochodach, osoby oszczędne, które mają odłożone pieniadze na lokatach bankowych, przedsiębiorcy, którzy inwestują swój kapitał i w końcu "najboleśniej uderza w najbiedniejszych". Gdy, z kolei zadamy pytanie kto na inflacji zyskuje, odpowiedź jest jedna: budżet państwa. Ale przecież państwo nie jest jakimś abstraktem to przecież rządzący - grupa ludzi sprawujących władzę oraz wszyscy ci, których oni zatrudniają.

Gdy nowe pieniądze wpływają bezpośrednio do budżetu, efektem Cantillona jest redystrybucja na rzecz państwowego, mało produktywnego sektora. Mamy wówczas do czynienia z transferem kapitału z sektora prywatnego do sektora państwowego. Patrzmy zatem jaka to sztuczka, której nie dorównuje żaden zręczny kuglarz ani wielki mistrz iluzji: "uwolnili" 212 miliardów, ale to wcale nie ich pieniądze, rządzący nawet nie spocili się przy ich tworzeniu. Ratowanie państwa sfinansowali ludzie prywatni, którym rządzący zabrali inflacją. Koszty ponieśli ludzie, ale cały splendor spływa na rządzących. Czy widzieliście kiedyś zręczniejszych sztukmistrzów? Gorące ziemniaki wyciągają rękami innych ludzi, jedzą je sami, a tych co je wyciągali nazywają najczęściej spekulantami.

Pierwszymi ofiarami ciężkich czasów są prawda i rozsądek, wyznacznikami działania stają się emocje. A z tego doskonale zdają sobie sprawę rządzący. Jeśli chodzi o inflację to też świetnie wiedzą o co chodzi, wiedzą głównie jakie korzyści płyną z niej dla… nich. Bo de facto to tylko oni na niej najbardziej zarabiają, finansowo i wizerunkowo.

Ale ludzie na to nie tylko że pozwalają, ale wręcz się tego domagają. Chcą by to rząd za nich załatwiał. Albert J. Nock tak opisał to zjawisko w książce "Państwo nasz wróg":

Masy ludzkie, nie znające mechanizmów społecznych i historii państw, uważają naturę i cel państwa za bardziej prospołeczne niż antyspołeczne. I w tej wierze gotowe są oddać mu do dyspozycji nieskończony kredyt zaufania, nawet… dla łotrostwa, zakłamania i szykanowania, z którego to kredytu rządzący mogą i czerpią do woli. Zamiast z odrazą i oburzeniem patrzeć na coraz to większe pochłanianie przez państwo władzy, jakie naturalnie odczuwaliby wobec działań jakiejś zawodowej organizacji przestępczej, masy ludzkie wolą raczej państwo zachęcać do tego procesu i pochwalać go. W pewnym stopniu utożsamiają się bowiem z państwem i są przekonane, że przyzwalając na jego nieograniczone wywyższenie, przyzwalają na coś, w czym mają swój udział — że tym samym wywyższają same siebie. Ortega y Gasset (1883-1955) doskonale opisuje ten stan umysłu. Człowiek w tłumie — stwierdza — stając wobec zjawiska państwa, „postrzega je, podziwia, wie, że ono tu istnieje… Co więcej, człowiek tłumu dostrzega w państwie anonimową władzę i czując się — podobnie jak państwo — anonimowym, wierzy, że państwo jest czymś jego własnym. Przypuśćmy, że w życiu publicznym jakiegoś kraju wyłoni się jakaś trudność, konflikt czy problem — człowiek tłumu będzie wówczas skłonny domagać się, aby państwo natychmiast interweniowało i podjęło bezpośrednie działania dla załatwienia tego problemu przy użyciu swoich niezmiennych i niezwyciężonych zasobów… Kiedy człowiek tłumu cierpi z powodu jakiegoś nieszczęścia lub po prostu odczuwa jakieś silne pożądanie, wielką pokusę dla niego stanowi ta stała i pewna możliwość otrzymania wszystkiego bez wysiłku, bez walki, bez zwątpienia i bez ryzyka, jedynie przez naciśnięcie guzika i uruchomienie tej potężnej machiny”.

O tym, jak "człowiek tłumu domaga się, aby państwo natychmiast interweniowało i podjęło bezpośrednie działania dla załatwienia problemu przy użyciu swoich niezmiennych i niezwyciężonych zasobów…" można przeczytać w arcyciekawym artykule Łukasza Warzechy "Spekulantów w mordę lać!"

To opis zjawiska i jego konsekwencji, ale gdy znajomy zadał mi pytanie "To co ty byś w takim razie zrobił?". Po krótkim zastanowieniu doszedłem do wniosku, że to samo, z jednym wszak wyjątkiem. Inflowanie, bo tak należy nazywać proceder tworzenia nowych pieniędzy, dla mnie jako rządzącego ma same korzyści: nie dość, że zarabiam, to większość społeczeństwa ma świadomość, że rozdaję pieniądze, za które będzie można kupić tyle samo co poprzednio. Co więcej wszyscy, którzy ode mnie zależą, a więc państwowe media, państwowi naukowcy, państwowi aktorzy, wojskowi i policjanci, będą mnie chwalić. Wyjątek byłby jeden: nie przeszło by mi przez gardło, że to ja ratuję Ojczyznę, i że to mnie najbardziej należy dziękować.

Wbrew przekonaniu, że państwo to dobry wujek, albo nawet mamusia, której jedynym obowiązkiem jest dbanie za wszelką cenę o nasze dobro, państwo jest przedsiębiorstwem prawie jak każde inne… Pod pewnymi względami, o których za chwilę, rzeczywiście jak każde inne. Pod pewnymi jednak jest wyjątkowe:

  • Na rynku wewnętrznym jest monopolistą i to jak działa można porównywać tylko do działań innych państw
  • Nie jest doskonalone poprzez mechanizm konkurowania z innymi
  • Zasadniczo nie liczy się z kosztami, bo zaciągnięte przez nie długi z reguły pokrywamy my wszyscy
  • W umysłach bardzo wielu ludzi ma ono status przędsiebiorstwa realizującego ważne cele społeczne



Choć nie zajmuje się sprawami dznia codziennego, to z kronikarskiego obowiązku muszę już chyba odnotować sytuację związaną z koronawirusem.

Wczoraj decyzją premiera zamknięto wszystkie szkoły, muzea i kina. Dzisiaj nieczynne były baseny Warszawianki, tzn personel był i nawet, jak nigdy, w kasie siedziało czworo kasjerów, ale wszystkich odprawiano z kwitkiem. Rzadki widok: tafla nieruchomej wody.

Zdrofit działał normalnie, tylko ludzi było bardzo mało.

Chińscy naukowcy opublikowali w lutym statystyki dotyczące ponad 44 000 przypadków zarażenia koronawirusem Covid-19. Dane pokazują w jakich grupach istnieje największe ryzyko gorźnych dla zdrowia powikłań choroby wywołanej wirusem.

Dane z Chińskiego Centrum Kontroli i Zapobiegania Chorób (CCDC) wskazują, że ponad 80 proc. przypadków choroby było łagodne, przy czym najbardziej zagrożeni są chorzy i starsi.

Statystyki śmertelności z powodu koronawirusa
w poszczególnych grupach wiekowych

I tak dla porównania na co umierali ludzie w Anglii w roku 1632:

Causes of death in 1632 in some part of England.

Ludzie wykupują produkty spożywcze, głównie te o dłuższym okresie przechowywania. W szpitalach zaczyna brakować maseczek, fartuchów i rękawiczek. Ciekawe jak ta sytuacja wpłynie na zasoby, a zasoby zwrotnie na sytuację - społeczeństwo to typowy system autodynamiczny, a epidemia przyspiesza tylko wpływ procesów na system i systemu na procesy.


Romantyczny wizerunek Sparty

Romantyczny wizerunek Sparty otrzymaliśmy dzięki Termopilom, w której Spartiaci jako europejski 'home team' był naszą drużyną do kibicowania, przeciw niewolniczym azjatyckim hordom prowadzonym na podbój wolnych ludzi przez despotę i tyrana. Później spartiacki fejm był regularnie wzmacniany - najpierw przez samych Spartan, żeby nikt ich przypadkiem nie najechał (toż to najlepsza obrona jak wszyscy myślą, że nie mają z Tobą szans), później przez Herodota, a jeszcze później… przez setki innych ludzi, poczynając od Ksenofonta i Cycerona, kończąc na dzisiejszej gimbazie.

Tylko, że to w Sparcie populacja periojków i helotów (odpowiednio: prawie-niewolników i niewolników-podludzi-tak-chujowo-traktowanych-że-czarni-z-Texasu-sprzed-wojny-secesyjnej-stwierdzają-że-chattel-slavery-not-that-bad) wynosiła jakieś 80-90% podczas gdy w Persji niewolników nie można było posiadać. Oczywiście byli Persowie, którzy trzymali swoje sługi na tak krótkiej smyczy, że ich prawo do wyboru było bardzo iluzoryczne… ale czym to właściwie się różni od dzisiejszego korpo-niewolnictwa? Persja przynajmniej z tym walczyła, również pod względem duchowym. Sednem ich religii, Zoroastryzmu, była aktywna walka dobra ze złem, w której każdy brał udział - jako niewolnik nie jesteś w stanie o sobie decydować i możesz nie mieć realnej możliwości dokonać prawidłowego wyboru, ergo, z tego powodu niewolnictwo było tolerowane jedynie w nielicznych miejscach w perskim imperium, (zazwyczaj jako taki gest ze strony Persów "szanujemy pokój między nami na tyle, że pozwolimy Wam na to obrzydlistwo… ale nie handluj nikim z naszego imperium, bo inaczej czapa"); niewolnictwo wg. Persów pośrednio wspierało siły ciemności.

A jak to było być helotą, że gorzej niż czarnym niewolnikiem w Texasie? Heloci i periojkowie (ci drudzy mieli trochę lepiej - po godzinie policyjnej tylko przepędzano ich do domów, nie mordowano) byli w spartiackiej tradycji mieszkańcami lokalnymi - podczas gdy przodkowie spartiatów byli synami Heraklesa, którzy z tatą zdobyli sobie kawałek Peloponezu, podbijając ludność lokalną. Od tamtego czasu Spartiaci co roku rytualnie wypowiadali wojnę helotom. Tak, rytualnie wypowiadali wojnę swoim niewolnikom. Dla przypomnienia samym spartiatom, takie "pamiętajcie, oni mogą powstać i nas zabić". Sparta wręcz obsesyjnie była przejęta wielkim powstaniem helotów… do którego nigdy nie doszło. A nie doszło, bo po zaprowadzeniu godziny policyjnej (cała noc, każda noc) spartiaci wymyślili sobie patrole w celu łapania uciekinierów. Było to zajęcie dla młodych spartiatów jako zwieńczenie ich szkolenia wojskowego w wieku nastoletnim, tak do 20 lat. Złapani heloci byli bestialsko torturowani i mordowani, czasem tuż pod rodzimą wiochą, tak by wszyscy mogli słyszeć krzyki. Rano mieszkańcy wiochy widzieli już tylko resztki zbiegłego heloty - nawleczone na włócznię, przybite do drzewa lub kilku drzew. Helotów i Periojków nie podawano w spisach ludności, które się liczyły - występowali w spisach bydła na przykład. Stąd takie przypuszczenie, że pod Termopilami może i było kilkuset Spartiatów w tylnej straży… Ale nie jest nie do pomyślenia, że na każdego mogło przypadać cokolwiek pomiędzy 5 a 10 helotów, tak jak często bywało podczas spartańskich kampanii wojennych - nigdy nie wyliczano helotów i periojków jako siły bojowej, pomimo, że z całą pewnością walczyli.

W istocie, nasza historiografia opisując Persów jako tyranów a Kserksesa jako króla dziesiątków zniewolonych narodów… dokonały najzwyczajniejszej w świecie projekcji. Imperium Perskie było po swojemu bardzo łaskawe w podboju Grecji - jeśli tylko nie walczyłeś, a poddawałeś się. Mogłeś zachować swój ustrój, twoje 'way-of-life', nawet nikt u władzy się nie zmieniał, po prostu dostałeś za zwierzchnika obcego monarchę, który zostawiał wszystkie sprawy tym samym urzędnikom, odziedziczonym po poprzednim reżimie. Pod warunkiem, że przyjąłeś kilka drobnostek: podatki do Persopolis, jednostki wojskowe na czas wojny… i duże ograniczenia w handlu niewolnikami, przynajmniej w Azji. Niektóre greckie miasta nie robiły sobie złudzeń i przyjmowały perskie warunki - po czym obywatele z tych miast stanęli naprzeciw Leonidasa pod Termopilami. O tym Herodot, ani nasza historiografia również nie wspominają - że pod Termopilami więcej Greków walczyło po stronie Kserksesa niż Leonidasa. W wersji historii Herodota jest 'jeden grecki zdrajca'… Podczas gdy stała tam armia takich 'zdradzieckich Greków' a jeden był nawet wygnanym spartańskim królem (!), który osobiście doradzał Kserksesowi. Kiedy Kserkses zobaczył wroga armię po Termopilami, dostrzegł greków ćwiczących gimnastykę i… fryzujących swoje włosy (prawilny chad-hoplita czesał się przed walką, jak umierać to co jak co, ale pióra trzeba ogarnąć). Zapytał się swojego greckiego doradcy, co oni zamierzają? Ten odparł, że 'chcą z nami walczyć' na co Kserkses się serdecznie uśmiał - przecież jest ich tak mało! Zakpił z lekka ze swojego nadwornego spartiaty, ale ten spokojnie, poprzez chichot Króla Królów i reszty orszaku mówi: "Królu, jeśli nie będzie tak jak powiedziałem - potraktuj mnie jak kłamcę". Pamiętacie kawałek wyżej, o tym, że walka dobra ze złem wymaga byś nie był niewolnikiem? A więc, ta sama filozofia zoroastryjska była zdania, że nie można kłamać. A już kłamać królowi? W skrócie, banita ze Sparty powiedział: będą z nami walczyć, stawiam na to swoją głowę.

Herodot, pierwszy znany nam 'historyk', nazywany przez wielu Ojcem Historii… po prostu wcisnął nam (a docelowo wciskał Grekom w swoich czasach) podniosłą opowieść o obronie wolności, żeby rozbudzić coś co dzisiaj nazwalibyśmy greckim nacjonalizmem. A jako jego europejscy przodkowie, powtarzamy to wierutne kłamstwo w szkołach i uczyniliśmy z niego niemal podstawę naszej historiografii. Taki przykład tego jak bardzo narracja historyczna, niezależnie czy fałszywa czy zmanipulowana, jest nośna i ile może zrobić. Dobrego czy złego, to już zostawiam Wam do zdecydowania. Powiem Wam tylko tyle, że ja, zgodnie z wieloma innymi historykami, lubię nazywać Herodota Ojcem Kłamstw. Zaznaczę Wam jednak od razu, bo to troche wybiela Herodota, że to nie całkiem kłamstwo co… licencja filmowa - przed erą filmu. Herodot wygłaszał pierwsze wersje swoich prac w teatrze, przed publicznością, zapewne z pomocniczymi aktorami i/lub marionetkami obrazującymi wydarzenia. I to mnie naprawdę rozbawia, bo pomyślcie: jeśli taki teatrzyk był odpowiednikiem paradokumentalnego filmu akcji - to nasza historiografia i cała narracja tego okresu oparta jest o scenariusz starożytnego odpowiednika, powiedzmy, One Bridge To Far albo Saving Private Ryan. Nie wiem jak wy, ale ja teraz chichoczę…

I wiecie co? Spartiaci, ci zindoktrynowani ludzie, którzy 'kochali' Spartę, tak bardzo kochali ją, że… potrzebowali pozwolenia od władzy, by móc ją opuścić. Serio. Wiemy też, że poselstwa były bardzo pożądaną robotą dla każdego spartiaty; każdy chciał wyjechać na tydzień lub kilka, tym bardziej, że poselstwa były rzadkie (jeszcze rzadziej zezwalano na stały lub tymczasowy pobyt cudzoziemcom i stąd stosunkowo niewiele wartościowych informacji o samej Sparcie; np. w okresie spartańskiej świetności powstała jedna jedyna pozycja literacka opisującą szczegółowo ustrój spartański. Mamy ją dzięki Ksenofontowi, który był buddy-buddy z jednym królem i dzięki temu miał coś w rodzaju stałej wizy na pobyt i wysyłanie listów… btw, tak, zazwyczaj cudzoziemcy nie mogli wysyłać listów ze Sparty). A kiedy Spartiata już wyjechał poza granice ojczyzny… YOLO TIME! Chlali wino, rozcieńczając co prawda, ale wciąż w zbyt dużych ilościach, żarli za dwóch, pieprzyli każdą kobietę jak się dała, a czasem też te co nie chciały dać (czasem napastowali mężczyzn, pod tym względem byli bardzo emancypacyjni ) i wszczynali burdy jak ktoś im zwracał uwagę:
- Panie Molan Labe? Pan się kurna zachowuje, u nas się nie maca dziewuch roznoszących wino i oliwki…
- CHCESZ W RY(hyyyc!)J FAJFUSIE?!?!?!

True story, bro.

Spartiaci byli jednym z najbardziej zamordystycznych, totalitarnych i okrutnych społeczeństw swoich czasów. To prawda, że byli królami one-linerów ( MOLAN LABE! Przyjdź i weź [naszą broń]). Owszem, byli twardzi i umieli walczyć w formacji tak świetnie, że inne greckie poleis musiały to nadrabiać przez 100+ lat… ale nadrobili, podczas gdy Spartiaci gnuśnieli; coraz mniej walczyli prawdziwych wojen i przegapili coś takiego jak R&D. A musicie wiedzieć, że stosunkowo trudno przespać starożytne R&D, nowinki pojawiały się nie co roku tylko tak od święta, raz na pokolenie ktoś miał pomysł, który chwycił.

W bitwie pod Leuktrami w 371 roku p.n.e. spotkali się z falangą Tebańską i sojusznikami pod dowództwem stratega związku beockiego, Epidamnosa. Epidamnos mając kilka tysięcy mniej ludzi niż Spartiaci ze swoimi sojusznikami, postawił na manewr, który już częściowo przećwiczył w walce z innymi greckimi poleis: rozciągnął siły w centrum i na prawym skrzydle w płytkiej falandze (8 szeregów), za to umieścił swoich najlepszych hoplitów w nadzwyczaj głębokiej falandze na lewym skrzydle w formacji eszelonu (60 szeregów; szyk Spartański miał w tej bitwie, zwyczajowo, 12 szeregów). Może to zabrzmieć fantastycznie, ale to pierwszy przypadek kiedy zobaczyliśmy dokładnie taki manewr w historii wojskowości - taktyczne rozstawienie sił płytko, początkowy atak wiążący centrum i przeciwną falnkę oraz atak ze skrzydła kolumny szturmowej uszykowanej skośnie względem przeciwnika - zagarniającej formację spartan do centrum, miażdżąc ich blisko 5-krotną lokalną przewagą liczebną. Tak, historia wojskowości w starożytności wydaje się czasem zabawna - serio potrzebowali dziesiątek lat R&D, żeby dojść do tego? Związać przeciwnika, umieścić przeważające siły na flance i atak w eszelonie? To przecież brzmi jak podstawowy atak z flanki jakby go dzieciak z podstawówki narysował! Ale właśnie tak, tyle potrzebowali.

Podczas tej bitwy zginęło 700 Spartan (tych liczących się w statystyce) co w zasadzie przetraciło Sparcie kręgosłup. Brzmi dziwnie, prawda? 700 ofiar - przetrącony kręgosłup. Trochę wcześniej Sparta przetrwała niszczące trzęsienie ziemi, które odpowiadało za bardzo wiele ofiar, nawet 30%. Poza tym już od końca wojny peloponeskiej byli zmierzchającym demograficznie społeczeństwem, które przez skostniały system polityczny nie potrafiło wprowadzić żadnej znaczącej reformy w ostatnich 200 latach istnienia. BTW, wiecie jak głosowano? Otóż, zebranie ludzi krzyczało "taaaaaaa" albo "neeeeeee" podczas gdy grupa 60lvl+ starców, siedząca wewnątrz kamiennego, oddalonego budynku o grubych ścianach i licznych kolumnach podejmowała decyzję rzekomo na podstawie tego których było słychać wyraźniej. Tak serio, jeśli naprawdę nie było tam wielkiego tłumu, który zdzierał gardła to szczerze wątpię czy gerontowie mogli rozpoznać cokolwiek jako wskazówkę. Ergo, po prostu głosowali wg. własnego rozeznania politycznego, a te okrzyki i wolę hoi polloi mieli centralnie gdzieś. Wiecie co, brzmi prawie jak dzisiejszy Senat…

Także, pamiętaj kogo podziwiasz i zapamiętaj proszę też dlaczego podziwiasz, tak naprawdę. Bo Herodot CHCIAŁ byś podziwiał - morderców, tyranów i najgorszych sukinsynów. Dlaczego? Bo 'swoi'.

Źródło: Fejsowy blog Damazego Podsiadło - polecam.


Lista błędów poznawczych

Błędy w zachowaniu i podejmowaniu decyzji

  1. Efekt autorytetu – Argumentum ad verecundiam (łac. argument do nieśmiałości) – pozamerytoryczny sposób argumentowania polegający na powoływaniu się na jakiś autorytet, którego druga strona nie uznaje lub z którym nie zgadza się w danej kwestii, ale nie śmie go zakwestionować wskutek skrępowania poczuciem szacunku lub obawą narażenia się na zarzut zarozumiałości.
  2. Efekt czystej ekspozycji – wytworzenie pozytywnej opinii czy oceny obiektu pod wpływem samego zwiększenia liczby kontaktów z tym obiektem.
  3. Efekt izolacji – tendencja do lepszego zapamiętywania obiektów, które w jakiś sposób wyróżniają się ze środowiska.
  4. Efekt kontrastu – subiektywne zwiększenie lub zmniejszenie obserwowanych cech obiektu w zależności od porównania z wcześniej obserwowanym obiektem.
  5. Efekt niepotrzebnych informacji – tendencja do zbierania dodatkowych informacji nawet wtedy, gdy nie mogą one mieć wpływu na podejmowaną decyzję.
  6. Efekt Pollyanny – tendencja do myślenia o rzeczach przyjemnych i poszukiwania pozytywnych aspektów w każdej sytuacji, przy jednoczesnym ignorowaniu aspektów przykrych lub nieprzyjemnych.
  7. Efekt pominięcia – tendencja do oceniania szkodliwych działań jako gorsze i bardziej niemoralne niż równie szkodliwy brak działania i bezczynność.
  8. Efekt posiadania – tendencja do oceniania posiadanych rzeczy jako bardziej wartościowe niż identyczne nieposiadane.
  9. Efekt potwierdzenia – tendencja do poszukiwania wyłącznie faktów potwierdzających posiadaną opinię, a nie weryfikujących ją.
  10. Efekt przywiązania – korzystanie ze zbyt mało różnorodnych źródeł informacji.
  11. Efekt pseudopewności – tendencja do unikania ryzyka przy dążeniu do pozytywnych rezultatów, a szukania ryzyka przy dążeniu do uniknięcia analogicznych negatywnych rezultatów.
  12. Efekt skupienia – błąd w ocenie wynikający ze zwracania nadmiernej uwagi na jeden aspekt i ignorowania innych aspektów.
  13. Efekt statusu quo – tendencja do akceptowania rzeczy takich, jakimi aktualnie są.
  14. Efekt ślepej plamki – tendencja do niezauważania błędów we własnej ocenie rzeczywistości.
  15. Efekt wspierania decyzji – tendencja do lepszego pamiętania argumentów przemawiających za podjętą już decyzją niż przeciwko niej.
  16. Efekt wyniku – tendencja do oceniania decyzji na podstawie znanych później ich rezultatów, zamiast na podstawie informacji znanych w momencie podejmowania tych decyzji.
  17. Efekt wyświadczonej przysługi - tendencja do zmiany postawy na bardziej przyjazną w stosunku do osób, dla których z własnej woli zrobiło się coś dobrego.
  18. Efekt wiarygodności – ocenianie wiarygodności argumentów na podstawie zgodności wniosków z wcześniejszymi założeniami.
  19. Efekt zaprzeczania – tendencja do krytycznego weryfikowania informacji, które zaprzeczają dotychczasowym opiniom, przy jednoczesnym bezkrytycznym akceptowaniu informacji, które je potwierdzają.
  20. Efekt zerowego ryzyka – ocenianie redukcji ryzyka do zera jako bardziej wartościowej, niż wynikałoby to z wyceny samego ryzyka.
  21. Hiperboliczne obniżenie wartości – tendencja do przedkładania wcześniejszych zysków nad późniejsze tym silniej, im oba zyski są bliżej obecnej chwili.
  22. Ignorowanie prawdopodobieństwa – tendencja do ignorowania zasad rachunku prawdopodobieństwa przy podejmowaniu decyzji w niepewnych sytuacjach.
  23. Iluzja wstrząsu – tendencja do przeceniania długości lub intensywności swoich przyszłych stanów emocjonalnych.
  24. Niechęć do straty – tendencja do przykładania większego wysiłku do unikania strat niż do uzyskiwania analogicznych zysków.
  25. Racjonalizacja zakupu – tendencja do przekonywania post-factum samych siebie o wartości dokonanego zakupu.
  26. Selektywna percepcja – tendencja do zaburzania percepcji przez oczekiwania.
  27. Skrzywienie zawodowe – tendencja do oceniania rzeczy z punktu widzenia swojej profesji, z ignorowaniem szerszego punktu widzenia.
  28. Zasada podczepienia – tendencja do robienia czegoś (i wierzenia w coś) dlatego tylko, że wiele osób tak robi. Powiązany z zachowaniem stadnym i modą.
  29. Złudzenie kontroli – przekonanie o możliwości wpływania na sytuacje, na które w rzeczywistości żadnego wpływu się nie ma.
  30. Złudzenie planowania – tendencja do niedoceniania kosztów i czasu wykonania przyszłego zadania.

Błędy w przekonaniach i ocenie prawdopodobieństwa

  1. Błąd koniunkcji – tendencja do przypisywania bardziej szczegółowym warunkom większego prawdopodobieństwa niż bardziej ogólnym.
  2. Efekt antropiczny – tendencja do niezauważania wpływu sposobu obserwacji na jej wyniki statystyczne.
  3. Efekt nadrzędności przekonań – tendencja do podporządkowywania swoich opinii na różne tematy jednej konkluzji, tak aby nie zachodziły między nimi dylematy.
  4. Efekt obserwatora – nieświadome zaburzanie wyników eksperymentu przez naukowca oczekującego jakiegoś wyniku.
  5. Efekt pewności wstecznej – nazywany efektem "wiedziałem-że-tak-będzie"; ocenianie przeszłych wydarzeń jako bardziej przewidywalnych niż rzeczywiście były.
  6. Efekt polaryzacji – możliwość użycia tych samych (neutralnych) faktów do umocnienia zarówno pozytywnej, jak i negatywnej opinii na jakiś temat.
  7. Efekt przekonania – ocenianie poprawności argumentacji na podstawie zgodności konkluzji z własnymi opiniami, zamiast na podstawie faktycznej logiczności argumentów.
  8. Efekt skupienia uwagi – ignorowanie potrzeby zebrania miarodajnych danych przy badaniu występowania korelacji i powiązań.
  9. Efekt subaddytywności – tendencja do szacowania prawdopodobieństwa całości jako niższego niż prawdopodobieństwo poszczególnych części.
  10. Heurystyka dostępności – tendencja do przypisywania większego prawdopodobieństwa zdarzeniom, które wiążą się z większymi emocjami.
  11. Heurystyka zakotwiczenia – tendencja do ulegania dużemu wpływowi wiedzy, założeń lub informacji, nawet jeśli wiadomo, że są fałszywe lub niepełne.
  12. Iluzja grupowania – tendencja do zauważania wzorców lub korelacji tam, gdzie w rzeczywistości ich nie ma.
  13. Paradoks hazardzisty – zakładanie, że prawdopodobieństwo losowych zdarzeń zależy od poprzednich losowych zdarzeń ("rzucana moneta ma pamięć").
  14. Pozytywna retrospekcja – tendencja do oceniania przeszłych zdarzeń lepiej, niż się je oceniało, gdy zachodziły (zobacz: autowaloryzacja).
  15. Zaniedbywanie miarodajności – tendencja do dokonywania oceny na podstawie danych, o których wiadomo, że nie mają znaczenia statystycznego.
  16. Zasada szczyt-koniec – tendencja do oceniania doświadczeń wyłącznie na podstawie ich najsilniejszego bodźca (pozytywnego lub negatywnego) oraz efektu końcowego, z ignorowaniem intensywności i liczby pozostałych bodźców.
  17. Efekt Dunning-Krugera – zjawisko psychologiczne polegające na tym, że osoby niewykwalifikowane w jakiejś dziedzinie życia mają tendencję do przeceniania swoich umiejętności w tej dziedzinie, podczas gdy osoby wysoko wykwalifikowane mają tendencję do zaniżania oceny swoich umiejętności.

Stereotypy społeczne

  1. Błąd przypisania cech – tendencja do oceniania własnej osobowości, zachowania i humorów jako bardziej zmiennych i mniej przewidywalnych niż u innych.
  2. Efekt grupy – lepsze traktowanie ludzi, którzy przynależą do tej samej grupy co my.
  3. Efekt aureoli – tendencja do wpływania oceny jednej cechy osoby (np. urody) na ocenę innych jej cech (np. kompetencji).
  4. Efekt horoskopowy – tendencja do oceniania jako precyzyjne opisów osób/zdarzeń, które w rzeczywistości są wystarczająco ogólne, żeby odnosić się do wielu osób/zdarzeń.
  5. Złudzenie ponadprzeciętności – tendencja do zakładania przy dowolnej ocenie, że samemu jest się powyżej średniej.
  6. Efekt projekcji – tendencja do zakładania większego poparcia dla własnych poglądów i wyznawanych wartości niż faktycznie występuje.
  7. Egocentryzm – przypisywanie przy wspólnym osiągnięciu sobie większych zasług niż wynikałoby z obiektywnej oceny sytuacji.
  8. Fenomen sprawiedliwego świata – twierdzenie, że świat jest w jakiś sposób sprawiedliwy i ludzie dostają to na co zasłużyli.
  9. Iluzja asymetrycznego wglądu – tendencja do oceniania własnej wiedzy na temat innych jako głębszą i bardziej dokładną niż wiedza innych o nas.
  10. Iluzja przejrzystości – tendencja ludzi do uważania, że ich stan psychiczny jest widoczny dla innych w większym stopniu niż w rzeczywistości.
  11. Podstawowy błąd atrybucji – tendencja do tłumaczenia sukcesów i porażek innych ludzi wyłącznie ich cechami wewnętrznymi (np. charakterem), przy ignorowaniu czynników zewnętrznych (środowiska).
  12. Samospełniające się przewidywania – nieświadome wykonywanie działań doprowadzających do efektów wcześniej uznanych za najbardziej prawdopodobne.
  13. Tendencja samoobronna – tendencja do tłumaczenia własnych porażek wpływem środowiska i tłumaczenia sukcesów swoimi cechami wewnętrznymi.
  14. Efekt jednorodności grupy obcej – ocenianie członków własnej grupy jako bardziej zróżnicowanych niż członkowie innych grup.

[Źródło: Wikipedia stan: 2020.03.03]


M. redukcjonistyczne versus m. mnogościowe



Μαρτίνος Ιάνόφσκι
February 27 at 1:54 AM · Μαρτίνος's friends
Dzwonił do mnie znajomy lekarz sfrustrowany roszczeniową postawą swojej czcigodnej małżonki i udzielił następującej rady: Nie żeń się! Zamiast jednej żony można utrzymać kochankę, kucharkę oraz sprzątaczkę. I te trzy kobiety będą zadowolone… podczas gdy posiadanie żony wychodzi drożej i ta kobieta nigdy nie jest zadowolona.

Aleksandra Wiśniewska
Słuchajcie Panowie, są fajne kobiety, spójrzcie na swoje Mamy i swoje siostry , a także kuzynki. Różnorodność postaw jest widoczna w przypadku płci pięknej, ale też w przypadku panów nie ma samych ideałów. Akurat ja mam idealnego Tatę MAM, super Dziadków /choć oni są już tylko we wspomnieniach/, genialne wzory męskie w rodzinie i mam super męża, ale wiem, że wiele kobiet tak nie ma, a często ma odwrotnie. Na każdy przypadek trzeba patrzeć indywidualnie, a związek, samo słowo wskazuje to dwoje ludzi, którzy są różni, z różnych środowisk, mają różne wzorce, różne oczekiwania, nie da się każdemu stworzyć tej idealnej wspólnoty. Ludzie muszą się dotrzeć, walczyć o siebie, iść na kompromisy. Każdy z małżonków. A jak sypie się coś, to często wynik tego, że coś nie działa, coś na linii równowagi, oczekiwań wzajemnych czy wzorców. Proszę tak nie krytykować wszystkich pań, bo ja uważam, że wiele jest bardzo wartościowych kobiet. Poza tym, to matki wychowują synów, ojcowie córki,to pierwsze wzorce dla dzieci, zatem to, że są określone zachowania, oczekiwania, to nie jest dzieło przypadku, owszem media robią swoje, ale jak dwoje ludzi się kocha, to mogą wiele wypracować. Naprawdę da się.


Jak postrzegamy

Właśnie kilka dni temu opracowałem w słowniku dwa pojęcia: Postrzeganie i Schemat Postrzegania. I jakimś nieokreślonym zbiegiem okoliczności w internecie natrafiłem na świetną tego ilustrację. Niestety związaną z moją skromną osobą…

W rozmowie z Krzysztofem Karoniem na temat wychowywania młodych ludzi powiedziałem co następuje:

Od momentu gdy moje dzieci zaczęły już co nieco rozumieć mówiłem im tak: są trzy najważniejsze rzeczy w życiu: sport, języki obce i matematyka. Jak te trzy rzeczy będziecie robili na wysokim poziomie to z resztą sobie poradzicie albo się douczycie.

Jakież było moje zaskoczenie, gdy zauważyłem w komentarzach, że niejaka "Hildegarda Minderbinder" odebrała to tak:

Reasumując, to 3 recepty pana Kubania na kulturowe wychowanie to:
   1: matematyka - no bo mamona, mamona i jeszcze raz mamona - trzeba umieć liczyć
   2: sport - tężyzna fizyczna jest niezbędna w przepychaniu się do globalnego żłobu
   3: języki obce - no bo multi kulti
Szczęka opada.

Mnie też opadła, że tak to można było odebrać, a w zasadzie, że ta Hildegarda widzi to tylko tak.

  1. matematyka - bo to królowa nauk, to ona jest kluczem do zrozumienia wszystkiego i oczywiście do liczenia pieniędzy też. Nie podejrzewam jednak, że Hildegarda nie liczy pieniędzy tylko je rozdaje na lewo i prawo.
  2. sport - bo uczy życia, bo w sporcie poznaje się od czego zależy sukces oraz jego ulotność. Sport oprócz bardzo wielu zalet dydaktycznych uczy w praktyce wielce teoretycznej matematycznej teorii gier.
  3. języki obce - nie multi kulti, ale poznawanie spojrzenia innych, dostęp do różnych definiensów tego samego definiendum.
  4. historia - też jest ważna, by wyłapywać prawidłowości w występowaniu procesów społecznych i analizować je matematycznym umysłem. A wszystko to po to, by nie dawać się robić w przysłowiowe "bambuko".


Jak wychować alpinistę

Jak zwykle inspirujące spotkanie z Jackiem tryskającym optymizmem, realizmem i energią życiową. Można się tym nawet od niego zarazić :). Tak sobie rozmawialiśmy o wychowywaniu młodych ludzi i Jacek podał świetny przykład:

Pomagając komuś zostać alpinistą, zrobisz mu krzywdę wysadzajac go ze śmigłowca na szczycie Everestu. W ten sposób na pewno nie zostanie alpinistą, a na pewno zabije się w zejściu.

Pomoc musi być mądra. Czasami niektórym ludziom można pomóc… nie pomagając.

Więcej na ten temat w słowniku pod hasłem Życzliwe zaniedbanie


Szczepionki versus Twórcza destrukcja

Bardzo wyważone wypowiedzi naukowców na temat szczepionek. Nie są one w 100% bezpieczne. W ich opracowywaniu i stosowaniu mamy do czynienia z dwoma rodzajami dylematów:

  1. dylematem populacyjnym - Coś co pomaga dużej liczbie osobników, może być szkodliwe dla kilku. I powstaje pytanie czy to coś można stosować powszechnie, zakładając, że nie dysponujemy narzędziami, które pozwalaja określić komu to coś szkodzi, a komu nie.
  2. dylematem celów krótko- i długoterminowych - czy stosować coś co nam pomaga na krótką metę, a szkodzi na dłuższą?

Ponieważ, co jest zrozumiałe, robimy wszystko, stosując opiekę medyczną, by wyeliminować mechanizm Twórczej destrukcji to niestety koszty zwiazane z obsługą przeżywalności stale rosną. A gdy przekroczą poziom możliwy do ich ponoszenia, będziemy mieli do czynienia z ogromnym wzrostem śmiertelności i być może utratą, jak głosi Hipoteza S-Nastu naturalnej możliwości reprodukcji.


Straszenie jako metoda

Pierwsza lepsza grafika strasząca zmianami klimatu

Był początek lat 70-tych XX wieku. Uczyłem sie wtedy w zwykłej radzieckiej szkole podstawowej nr 213 w Moskwie - stolicy największego co od powierzchni kraju Świata Związku Radzieckiego. W 4 albo 5 klasie dowiedziałem się, że wybitni naukowcy uważają już niedługo, bo za około 20 lat wyczerpią się zapasy ropy naftowej…

Dramat. Jako dzieciaki byliśmy przygnębieni, ale… mieliśmy zaufanie do najwyższych władz Związku Radzieckiego, a moi rosyjscy rówieśnicy uważali te władze za władze prawie światowe, że sobie z tym problemem poradzą. Tacy przecież byli mądrzy i tak przecież troszczyli się o nasze dobro.

Upłynęło te 20 lat i zawalił się Związek Radziecki, runął nie z powodu zmian klimatycznych, lecz z powodu niekompetentnych rządów sprawowanych przez tych "mądrych i troszczących się o nasz dobro". Mieli pełnię władzy, deklarowali dobre chęci, ale Związek Radziecki rozsypał się jak domek z kart. Zresztą klika innych krajów też.

Szkoła uczy nas bezgranicznego zaufania do naukowców. Dowodem na to są ci, którym zawdzięczamy postęp, jak na przykład: Kopernik, Galileusz, Newton, Pasteur, Skłodowska, Mendelejew, Oppenheimer. Co by "naukowcy" nie powiedzieli musi być prawdziwe, bo przecież Kopernik, Galileusz, Newton… A przecież naukowcy to też ludzie i tylko niektórzy z nich pracują z zaangażowaniem i tylko nieliczni z tych zaangażowanych rzeczywiście przyczyniają się do postępu.

Na portalu ukazał się artykuł Aleksandry Rybińskiej z znamiennym tytule "Nie takimi katastrofami nas już straszono". Streszczę go, bo jest ponadczasowy, a za klika lat może zniknąć z tego portalu.

Ekologiczna histeria ma długą tradycję. […] Zanim nastała Greta Thunberg były demonstracje „Fridays for Future”, strajki klimatyczne i kolektyw „Extinction Rebellion”, była dziura ozonowa, przeludnienie, wyczerpanie surowców i umieranie lasów. W 2009 r. Al. Gore zapowiedział, że najpóźniej do 2016 r. zniknie biegun północny i został za to nagrodzony Nagrodą Nobla. Wcześniej miały zatonąć Malediwy. I co? I nic. My też wciąż jesteśmy, choć niemiecki brukowiec „Bild” w 2007 r. ostrzegał, że „mamy już tylko 13 lat by uratować ziemię” i zalecał Niemcom, by zamiast na Majorce spędzali urlop w kraju by zmniejszyć ślad węglowy. Eksperci straszyli nas przez ostatnie kilkadziesiąt lat zagładą, a to, że ich prognozy się nie spełniły jakoś nie zmniejszyło popytu na nie. Oto małe zestawienie, taka suma „wszystkich” strachów:


  1. Umieranie lasów:

    W latach 80 XX wieku los niemieckich lasów wydawał się przesądzony. Miał je zniszczyć kwaśny deszcz. „Pierwsze lasy umrą już w przeciągu najbliższych pięciu lat. Są nie do odratowania” – prognozował w 1981 r. prof. Bernhard Ulrich z Getyngi. „Die Zeit” przekonywało, że „chyba nikt nie może dziś wątpić w ogrom tej tragedii”. W „Spieglu” można było przeczytać, że Niemcy czeka „ekologiczna Hiroszima”. Dziesiątki tysięcy ludzi wychodziło dzień w dzień na ulice protestować pod hasłem: najpierw umierają lasy, potem ludzie.

    Upłynęło 20 lat i w 2003 r. minister rolnictwa z ramienia Zielonych Renate Künast ogłosiła, że „trend został odwrócony”, bo w Europie lasów jest coraz więcej a nie mniej. Ekolodzy uważają oczywiście, że histeria była uzasadniona, ale eksperci są innego zdania. Według nich lasy świetnie radzą sobie z kwaśną ziemią i w latach 80-tych „wymarło gdzieniegdzie najwyżej kilka procent nowego drzewostanu”.

  2. Wyczerpanie się surowców:

    W 1972 r. Klub Rzymski opublikował raport pod tytułem „Granice Wzrostu” (The Limits to Growth). W nim eksperci, naukowcy i intelektualiści (z Dennisem Meadowsem na czele) prognozowali koniec surowców na ziemi, a w konsekwencji masowe klęski głodu. Do 2072 r. wszystkie surowce miały się skończyć, a ludność wzrosnąć do 15 miliardów. Autorzy raportu prognozowali nawet ceny ropy za sto lat, lecz nie uwzględnili tego, że pojawią się nowe technologie zmniejszające zużycie enerii. Tak, jakby się zafiksowali na jednej stronie madalu [przyp. JF].

  3. Przeludnienie

    Paul Ehrlich opublikował w 1968 r. neo-maltuzjański bestseller pod tytułem „The Population Bomb” (Eksplozja Ludności) w której przekonywał, że połowa ludności umrze z głodu w najbliższych dekadach bo skończą się zasoby. W latach 70 był to obok wojny atomowej najpopularniejszy scenariusz rodem z horrorów, którym straszono dzieci. Prognozowano, że w Azji klęska głodu rozpocznie się już w latach 80 i potrwa do 2010 r. A „umrze tam co najmniej miliard ludzi”. Dennis Meadows z Klubu Rzymskiego wręcz twierdził, że „w Indiach i innych dotkniętych regionach będą odgrywały się dantejskie sceny”. Trup będzie się ścielił gęsto. Dziś ludność ziemi wynosi 7.7 mld a jej wzrost znacznie zwolnił, szczególnie na Zachodzie. Zamiast o przeludnieniu mówi się dziś o zatrzymaniu wzrostu ludności w 2050 r. – gdzieś w granicach 10 mld. W 2013 r. OZN wydał nawet raport z którego wynika, że problemem w przyszłości będzie nie przeludnienie ale zbyt duży spadek ludności.

  4. Wymieranie gatunków

    Lata 80-te były – obok histerii wokół lasów – także okresem straszenia wyginięciem gatunków. Flory i fauny. Połowa istniejących wówczas gatunków (ok. 2 mln) miała wymrzeć „najpóźniej do 2000 roku”. Inni mówili o 60 tys. gatunków rocznie. Zatrważający scenariusz, który nie nastąpił. Inaczej nie byłoby na ziemi już nic, ani jednego ssaka, owada ani rośliny. W mediach temat jest mimo tego wciąż obecny. A ekolodzy dalej zbijają na nim kapitał.

  5. Dziura ozonowa

    W 1974 r. amerykańscy fizycy Mario J. Molina i Frank Sherwood Rowland przedstawili w piśmie „Nature” wyniki swoich badań, z których wynikało że gromadzenie się trudno rozkładalnych freonów w atmosferze doprowadzi do znacznego spadku stężenia ozonu na całym świecie. Ozonu, który chroni nas przed promieniami UV. Rozpoczęło się coroczne badanie dziury ozonowej nad Antarktydą, a ta stawała się coraz większa. W gazetach można było więc przeczytać, że czeka nas epidemia suszy, raka skóry i chorób oczu. We „Frankfurter Allgemeine Zeitung” była nawet mowa o „milionach dodatkowych zgonów” (1992 r.). Dziś mało kto pamięta już o dziurze ozonowej, może dlatego, że jest ona dziś mniejsza niż kiedykolwiek.

  6. A teraz mamy klimat

    W latach 70-tych była mowa o ochłodzeniu, wręcz o nowej epoce lodowcowej. Badacz klimatu Stephen Schneider przewidywał wówczas, że zanieczyszczenie powietrza schłodzi temperatury na ziemi o 3 stopnie Celsjusza. W 1989 roku prognozowano, że do 2000 roku całe narody znikną z powierzchni ziemi. Tym razem z powodu ocieplenia. Tak się nie stało, w zimie wciąż jest zimno, a latem ciepło, ale mamy przecież nowe prognozy. Jedni mówią, że mamy jeszcze 10 lat, inni, że 15. Potem wszyscy zginiemy. A kto nie lubi się bać?

Naukowcy…, no właśnie, czy nasza w nich wiara nie jest przypadkiem na wyrost? Zasiadają w najróżniejszych komisjach, jeżdżą za darmo na różne bezwartościowe konferencje organizowane na rajskich wyspach i dostają mnóstwo nagród i premii. Ci ludzie mają zbyt wiele do stracenia, żeby pozwolić sobie na dociekanie do prawdy. A może nie chodzi o żadną prawdę, tylko o ubraną w „naukowy” kostium propagandę?

Popatrzmy na Al'a Gore'a, niczego nie przewidział, ale sporo zarobił. Naukowcy to też ludzie i zgodnie z Pierwszym Prawem Fizyki Życia robią to za co dostają pieniądze. A w obszarach, w których można zarobić więcej, starają się bardziej. Oprócz Skłodowskiej i Galileusza byli też Łysenko i Fleischmann, ale o nich dużo się nie mówi, może właśnie by nie podważać tezy o nieomylności naukowców.

W 1989 roku Martin Fleischmann i Stanley Pons ogłosili, że wynaleźli prostą metodę wykonania zimnej fuzji atomów deuteru. Opanowanie tej fuzji dałoby ludzkości nieograniczony i praktycznie bezkosztowy dostęp do energii - tak pisała prasa popularnonaukowa. Natychmiast pojawiły się entuzjastyczne recenzje, a kilka laboratoriów ogłosiło, że im też udało się takową fuzję przeprowadzić. Jednak po pewnym czasie okazało się że w kilkudziesięciu ośrodkach naukowych na świecie nie udało się zimnej fuzji powtórzyć. W końcu doniesienie uznano za mistyfikację [Źródło Wikipedia stan 2020.01.05].

Jednak my całe to zajście możemy potraktować w charakterze eksperymentu przeprowadzonego na naukowcach. "Pojawiło się kilka osrodków, które potwierdziły, że im też udało się przeprowadzić opisany przez Fleischmann'a i Pons'a eksperyment" - pracujący w nich naukowcy chcieli zapewne i sobie przypisać część splendoru. Całe szczęście, że można to było zweryfikować. No ale w przypadku prognoz zmian klimatu i demografii taka weryfikacja jest niemożliwa - można zatem pleść niestworzone androny. Jeśli jeszcze te androny podleje się sosem troski o przyszłe pokolenia, to na prawdę nie trudząc się zbytnio można wypichcić niezły medialny pasztet, pojeździć po świecie i jeszcze nieźle na tym zarobić.