Sobota
Czwartek
Zastosujmy model poznawczy Trójkąt korupcyjny do państwa. W tym układzie pozycje ulegają drobnemu, ale kluczowemu przesunięciu, a asymetria informacji osiąga gigantyczne rozmiary:
Płatnik (Obywatel / Podatnik): Jest pozbawiany środków pod przymusem prawnym (podatki). Jest ostatecznym fundatorem wszystkiego, ale jego wpływ na to, na co idą pieniądze i jakiej są jakości, jest czysto iluzoryczny. Ogranicza się bowiem do wrzucenia kartki do urny raz na kilka lat. Nie ma ani czasu, ani narzędzi, by kontrolować tysiące przetargów i umów.
Dysponent / Konsument Polityczny (Rządzący / Urzędnik): Dysponuje pieniędzmi, które nie należą do niego. Jego celem nie jest najwyższa jakość, ale zysk polityczny (np. przecięcie wstęgi przed wyborami, pokazanie "że coś robi") lub wygoda biurokratyczna (żeby w papierach wszystko się zgadzało i nikt z kontroli się nie przyczepił).
Dostawca (Podwykonawca / Firma z przetargu): Realizuje usługę (buduje drogę, tworzy system informatyczny dla urzędu). Chce wygrać przetarg, zrealizować go jak najniższym kosztem własnym i zgarnąć maksymalną marżę.
Jak to działa w praktyce?
Wspólny cel zamiast kontroli: Urzędnik (Rządzący) potrzebuje sukcesu PR-owego na konkretny termin (np. otwarcie autostrady przed wyborami). Podwykonawca o tym wie. Dochodzi do nieformalnego porozumienia. Podwykonawca używa gorszych materiałów lub kładzie cieńszy asfalt, by zdążyć na czas i zwiększyć swój zysk. Urzędnik przymyka oko na niedoróbki (nie zleca surowych kontroli jakości), byle tylko móc przeciąć wstęgę w świetle kamer.
Sukces papierowy: Podwykonawca dostarcza gruby segregator dokumentacji technicznej, która jest poprawna formalnie. Urzędnik podbija pieczątki, bo chroni to go przed odpowiedzialnością karną ("procedury zostały zachowane").
Iluzja wartości: Obywatel widzi, że droga powstała. Została opłacona z jego podatków. Polityk ogłasza sukces. Firma zarobiła miliardy. Trójkąt się domyka. Problem w tym, że droga po dwóch latach nadaje się do generalnego remontu.
Wtorek
Dzisiaj w nocy miałem sen, horror. Śnię bardzo rzadko, praktycznie wcale. Ten sen był w kolorze. Zaganiano ludzi z ulicy do obozu. Kto nie chciał się poddać to strzelano mu w głowę. W tym obozie przymuszano nas do spożywania czegoś. To było coś halucynogennego, jakaś substancja uzależniająca. Ludzie wiedzieli, że to jest złe. Niektórzy się poddawali i szli gdzieś, by to zgpodnie z nakazem, spożywać. Natomiast myśmy zaczęli się zastanawiać jak się wyzwolić. No i stwierdziliśmy, że musimy wszyscy napaść na strażników i ich zlikwidować, po prostu ich zabić. I ja z jakimś człowiekiem zaatakowaliśmy najbliższego strażnika, ale zobaczyliśmy, że nikt inny w to się nie zaangażował, tylko patrzyli jaki bedzie efekt naszej walki. Co ciekawe nikt nie był związany, wszyscy mieli ręce wolne. W końcu puściliśmy zmaltretowanego strażnika. Wtedy ja otworzyłem drzwi jakby balkonowe, zobaczyłem jakieś takie bylejakie, partackie wręcz ogrodzenie z drutu kolczastego, sprawiajace wrażenie, że jest pod napięciem. Wokół walały się deski. Mogłem podjąć próbę ucieczki, jednak się nie zdecydowałem. Wycofałem się, zamknąłem drzwi wracając, pełen obaw, do obozu. Ten strażnik gdzieś sobie poszedł. Za moment inni bandyci, którzy rozdzielali dzieci, bo zaganiane były też rodziny z małymi dziećmi i te dzieci były od razu rozdzielane od rodziców. Więc bandyci przyprowadzili jedno z tych dzieci na miejsce kaźni... W tym momencie się obudziłem.
Myślę, że to bardzo dobitnie pokazuje mechanizmy rządzenia stosowane w różnym nasileniu przez tzw. "państwo". To prostu podstawowy mechanizm przymusu. Jakiś przymus musi być, ale tu właśnie chyba to był przymus maksymalny. Nie wiem, to była chyba taka refleksja na temat tego czy w ogóle społeczeństwo jest w stanie się zorganizować przeciwko nadmiernym środkom przymusu.
Poniedziałek
System, który udaje coś czym nie jest,
Administracja, która nazywa się cywilizacyjną misją, a w istocie jest maszyną do wyciągania zysków,
Porządek, który przedstawia się jako naturalny, a w rzeczywistości i opiera się na przemocy
George Orwell
George Orwell uważał brytyjskie rządy imperialne za gigantyczne oszustwo (często używał angielskiego słowa racket, oznaczającego nielegalny proceder, wymuszenie lub właśnie szwindel). Jego ostra krytyka nie wynikała z lektur czy teorii politycznych, ale z bezpośredniego doświadczenia – w latach 1922–1927 służył jako oficer Indyjskiej Policji Imperialnej w Birmie. To tam zobaczył, jak system działa od wewnątrz, co na zawsze ukształtowało jego poglądy.
Orwell oceniał brytyjski imperializm jako "szwindel" na kilku głównych płaszczyznach:
Dla Orwella brytyjskie rządy imperialne były więc szwindlem, ponieważ opierały się na gigantycznym kłamstwie: udawały paternalistyczną opiekę nad słabszymi narodami, podczas gdy w rzeczywistości były brutalnym, opartym na rasizmie i nagiej sile systemem kradzieży. Zrozumienie tego faktu wywołało u niego głębokie poczucie winy, które pchnęło go do porzucenia dobrze płatnej posady w policji kolonialnej, a w konsekwencji do stania się jednym z najważniejszych pisarzy politycznych XX wieku.
Wtorek
Communism: Private ownership of property is prohibited by the State unless you are a high ranking party member.
Fascism: Private ownership of property is OK until the State decides to steal it and give it to a high ranking party member.
Fascism, is what socialists call socialism, when it fails.
Czwartek
Największym zagrożeniem dla demokracji jest ignorancja obywateli
Thomas Jefferson
Kiedy lud rządzi rządem wolność istnieje kiedy rząd rządzi ludem tyrania się zaczyna
Thomas Jefferson
Władza przyciąga najgorszych i korumpuje najlepszych
Edward Abbey
Im bardziej niekompetentni są politycy tym więcej tworzą praw
Przypisywane Tacyt'owi
No i cóż? Święta prawda, albo raczej niepodważalne prawa Fizyki Życia. No i cóż? No i to powinno być uwzględnione w nowej konstytucji, konstytucja powinna dostarczyć rozwiązań systemowych, które zawarantują, żeby
Piątek
Rysunek mówi sam za siebie
Wtorek
Dzisiaj chciałbym poruszyć temat samoistnych naturalnych procesów, w wyniku których powstają niewyobrażalnie skomplikowane i doskonałe produkty, procesów które zarzadzają same sobą, procesów, które nie są sterowane z zewnątrz.
Pierwszym, bo według mnie najłatwiejszym do zrozumienia, będzie proces samoistnego powstania języków, którymi się komunikujemy: polskiego, angielskiego itp. spójrzmy na obraz "Old World Language Families". Bardzo przypominia on darwinowskie "Drzewo Życia", przy czym jego produktami nie są obiekty żywe, lecz języki, którymi posługują się ludzie. Oba drzewa mają pień, gałęzie i liście. Liście w "Drzewie Języków", bo tak nazwałem "Old World Language Families" to konkretne języki, w "Drzewie Życia" konkretne gatunki.
Żeby nie utrudniać dalszych rozważań, na razie pomine fakt, że ani pierwsze ani drugie drzewo nie wystartowało z jednego pnia. To pominiemy bo jest nieistotne dla dalszych rozważań.
Powstanie ludzkiego języka, naukowo nazywane glottogonezą, to jedna z największych zagadek w historii nauki. Ponieważ wypowiadane słowa nie zostawiają po sobie skamieniałości, badacze z dziedzin lingwistyki, biologii, antropologii genetyki muszą opierać się na poszlakach.
Obecnie uważa się, że język nie powstał z dnia na dzień, ale był efektem długiego, wieloetapowego procesu ewolucyjnego. Oto jak nauka tłumaczy ten fenomen:
1. Zmiany biologiczne i anatomiczne
Zanim nasi przodkowie mogli zacząć mówić, ich ciała musiały się do tego przystosować.
Rozwój mózgu: U przodków człowieka (jak Homo habilis czy Homo erectus) zaczęły rozwijać się specyficzne obszary mózgu odpowiedzialne za język, głównie ośrodek Broki (odpowiedzialny za tworzenie mowy) i ośrodek Wernickego (odpowiedzialny za jej rozumienie).
Obniżenie krtani: U Homo sapiens krtań znajduje się znacznie niżej niż u innych naczelnych. Zwiększyło to przestrzeń rezonacyjną w gardle, pozwalając na artykulację szerokiej gamy wyraźnych samogłosek i spółgłosek. Kosztem tej zmiany było zwiększone ryzyko zadławienia się jedzeniem.
Gen FOXP2: Odkrycie tego genu udowodniło, że nasza zdolność do mowy ma podłoże genetyczne. Mutacje w tym genie u współczesnych ludzi powodują poważne zaburzenia mowy. Szacuje się, że w obecnej formie gen ten ukształtował się około 200–100 tysięcy lat temu.
2. Główne teorie powstania języka
Dlaczego w ogóle zaczęliśmy mówić? Naukowcy proponują kilka wiodących hipotez:
Teoria plotkowania (społeczna): Zaproponowana przez psychologa ewolucyjnego Robina Dunbara. Uważa on, że język wyewoluował jako narzędzie do budowania więzi społecznych. Małpy iskają się nawzajem (czyszczą sobie futro), aby budować sojusze. Gdy grupy ludzkie stały się zbyt duże, by iskać każdego z osobna, "plotkowanie" (czyli rozmowa) stało się wydajniejszym sposobem na utrzymanie spójności plemienia.
Teoria gestów: Wiele wskazuje na to, że zanim wykształciła się mowa dźwiękowa, nasi przodkowie komunikowali się za pomocą rozbudowanego systemu gestów. Z czasem, gdy ręce były coraz bardziej zajęte trzymaniem narzędzi czy broni, komunikacja przeniosła się na kanał głosowy.
Teoria narzędzi i współpracy: Tworzenie skomplikowanych narzędzi krzemiennych oraz polowanie na duże zwierzęta wymagały precyzyjnej koordynacji i nauczania młodszych pokoleń. Język był idealnym narzędziem do przekazywania tak złożonych instrukcji.
3. Ewolucja czy rewolucja?
Wśród naukowców wciąż toczy się debata na temat tempa powstawania języka:
Zwolennicy ciągłości twierdzą, że ludzki język wyewoluował płynnie z systemów komunikacji naczelnych, powoli stając się coraz bardziej złożonym przez miliony lat.
Zwolennicy skoku (nieciągłości), tacy jak słynny lingwista Noam Chomsky, uważają, że gramatyka i zdolność do tworzenia nieskończonej liczby zdań pojawiły się stosunkowo nagle u Homo sapiens (np. około 70-100 tys. lat temu) w wyniku niewielkiej mutacji w mózgu, która pozwoliła nam na myślenie symboliczne.
Podsumowując, język powstał dzięki wyjątkowemu zbiegowi okoliczności: ewolucji naszej krtani i mózgu, połączonej z rosnącą potrzebą współpracy i życia w coraz większych, złożonych społecznościach.
Ewolucja biologiczna to proces, który w warunkach Ziemskich powołał do istniena i nadal kształtuje kolejne pokolenia obiektów żywych. Cel obiektu żywego to "przyswajaj zasoby aż do powielenia". Powstanie języka zawdzięczamy wyłącznie drugiej składowej drugiej cechy charakterystycznej ewolucji biologicznej, czyli doskonaleniu metod współpracy między obiektami żywymi danego gatunku, mającym na celu pozyskiwanie zasobów ze środowiska, od innych obiektów żywych lub innych grup społecznych, a więc grup obiektów żywych.
Koniec kropka. Cała reszta wymieniona w poprzednim punkcie to już tylko konkretne przypadki. Najlepiej sformułował to Dunbar.
Nie tylko ludzie żyjący w stadach wykształcili już formy współpracy - własnie reguły zachowania w stadzie: hierarchię, współpracę, wychowanie potomstwa. Omówmy kilka rodzajów pierwotnej, zwierzęcej komunikacji:
Znakowanie terytorium: Wilki, lwy czy psy używają moczu i wydzielin z gruczołów zapachowych, aby oznaczyć granice swojego terytorium i poinformować inne stada o swojej obecności.
Wskazywanie drogi: Mrówki zostawiają za sobą ślad chemiczny, który prowadzi resztę kolonii do źródła pożywienia.
Identyfikacja i rozród: Zapach pozwala zwierzętom rozpoznać członków własnego stada, a także zidentyfikować osobniki gotowe do rozrodu.
Sygnały alarmowe: Surykatki czy koczkodany wydają zupełnie inne dźwięki w zależności od tego, czy drapieżnik zbliża się z powietrza (np. orzeł), czy z ziemi (np. wąż). Stado reaguje na te sygnały odpowiednią strategią ucieczki.
Koordynacja stada: Delfiny i orki używają skomplikowanych systemów gwizdów i kliknięć do organizowania wspólnych polowań. Z kolei wilki wyją, aby zwołać stado, zacieśnić więzi społeczne lub ostrzec rywali.
Identyfikacja: Wiele zwierząt (np. pingwiny w ogromnych koloniach) potrafi rozpoznać głos swojego partnera lub młodego wśród tysięcy innych dźwięków.
Postawa i mowa ciała: W stadzie wilków pozycja ogona, uszu i całego ciała jasno określa status społeczny osobnika (dominujący osobnik pręży się i unosi ogon, podczas gdy uległy kuli się i chowa ogon).
Złożone "tańce": Pszczoły miodne wracające do ula wykonują tzw. "taniec wywijany" (ang. waggle dance). Poprzez kąt nachylenia tańca względem słońca i czas jego trwania, informują resztę roju o dokładnym kierunku i odległości do źródła nektaru.
Sygnały świetlne: Świetliki używają błysków światła o określonej częstotliwości, aby przyciągnąć partnera ze swojego gatunku.
Iskanie: U naczelnych (np. szympansów czy makaków) wzajemne iskanie i czyszczenie futra to nie tylko higiena. To podstawowe narzędzie do budowania przyjaźni, łagodzenia konfliktów i okazywania wsparcia.
Pocieszanie i witanie: Słonie często splatają się trąbami na powitanie, a także dotykają zestresowanych członków stada, aby ich uspokoić.
Dominacja: Agresywne uderzenia, ugryzienia czy pchnięcia służą do dyscyplinowania młodszych osobników lub ustalania hierarchii (np. u dzikich koni).
Wszystkie te formy komunikacji służą lepszemu radzeniu sobie w środowisku, zapewnieniu dominacji grupy nad przeciwnikami i przeciwnościami losu.
Jak to się zaczęło? Jak zwykle od przypadkowego zaburzenia, które okazało się korzystnym dla grupy - pozwoliło grupie na lepsze pozyskiwanie zasobów od innych obiektów żywych lub innych grup społecznych, wzmocniło grupę na rynku konkurencji o zasoby. Czyli po prostu okazało się Czynnikiem Wiktoria, czyli spowodowało, że grupa zaczeła sobie lepiej radzić w stosunku do innych grup. Lepiej radzić czyli lepiej pozyskiwać zasoby i lepiej się rozmnażać. Czynnik Wiktoria zaczął być przekazywane w tej lepiej radzącej sobie grupie z pokolenia na pokolenie.
To w jaki sposób w kolejnych pokoleniach rozprzestrzenia się Czynnik Wiktoria jest dokładnie opisane przy hasłach "Mała ewolucja" i "Mała ewolucja grupowa" w słowniku Fizyki Życia.
W ewolucji biologicznej mamy dwa nośniki projektów: projekty genetyczne i kulturowe czyli projekty memetyczne. Rozwój komunikacji ludzkiej zawdzięczamy zmianom w obu projektach. Zatem zwolennicy ciągłości i nieciągłości są w błędzie - bo proces doskonalenia ewolucyjnego ma fazy ciągłe i nieciągłe. Swoją drogą to fajnie być w jednej z tych grup i kłócić się z przedstawicielami drugiej - tym bardziej, że jedni i drudzy biorą za to społeczne pieniądze.
A teraz roztrzaskajmy tę "wysoce naukową" myśl: "język powstał dzięki wyjątkowemu zbiegowi okoliczności: ewolucji naszej krtani i mózgu, połączonej z rosnącą potrzebą współpracy i życia w coraz większych, złożonych społecznościach".
Po pierwsze powstał samoistnie, jak to w ewolucji, na zasadzie czasem drobnej, czasem dużej zmiany w projekcie genetycznym bądź memetycznym.
No i "wyjątkowy zbieg okoliczności"! Gdyby ewolucja była kumulacją wyjątkowych zbiegów okoliczności to nigdy by nie doszło do powstania tak skomplikowanych systemów jak my ludzie i tak skomplikowanych form komunikacji jak nasze ludzkie języki. Proces ewolucji biologicznej musi mieć bardzo silny mechanizm ukierunkowany na doskonalenie. Musi mieć i ma. Wspomniany już Robin Dunbar stwierdził, że ludzie nie rozumieją ewolucji biologicznej ponieważ proces wykładniczy jest dla niech niezrozumiały i nieintuicyjny. I miał absolutną rację. Przy odpowiednio ustawionych parametrach Ewolucja działa jak doskonała obrabiarka - cały czas produkuje coraz lepiej przystosowane obiekty żywe.
Ale cóż ludzie ślepo wierzą w, nazwijmy rzeczy po imieniu bardzo prostą, ergo prostacką, teorię Freda Hoyle'a i Chandra Wickramasinghe. Dokładnie opisałem ich błąd w artykule opublikowanym na portalu Researchgate.net #003 Was Fred Hoyle right?. Osoby dociekliwe zapraszam do przestudioowania zaprezentowanego tam rozumowania. Na zachętę zacytuję podsumowanie tego rozumowania:
To jest 10 podniesione do potęgi 400 miliardów.
Liczba 10 podniesiona do potęgi miliarda (czyli cyfra 1, po której następuje miliard zer) nie ma swojej własnej, oficjalnej nazwy w matematyce. A my mamy potęgę 400 razy większą.
Nie ma nazwy bo... nikomu do szczęścia badanie zjawisk, które są opisane tak wielkimi liczbami nie było potrzebne. Ale żeby zrozumieć proces ewolucji biologicznej trzeba takimi właśnie liczbami operować!
Ujmę to tak: bardzo dziwnie i źle świadczy to o nauce. Bo wiecie, że gdybym za każdym razem podwajał długość mojego kroku, która wynosi 75 centymetrów to z Ziemi doszedłbym na Słońce w 38 krokach. Niewiarygodne?! Niewiarygodne! Ale zauważmy, że dużo się mówi o ewolucji ale mało kto porusza fakt, że ewolucja biologiczna ma charakter właśnie wykładniczy. Dziwne?
Rozwińmy te 38 kroków z Ziemi do Słońca. Jest to doskonały przykład tego, jak niewyobrażalnie szybko działa wzrost wykładniczy (w tym przypadku podwajanie kroku). Ludzki mózg jest przyzwyczajony do myślenia liniowego, dlatego wynik ten wydaje się wręcz niemożliwy, ale matematyka nie kłamie.
Oto jak to dokładnie wygląda w liczbach:
1. Odległość do pokonania
Średnia odległość z Ziemi do Słońca wynosi około 150 milionów kilometrów, czyli 150 000 000 000 metrów.
2. Długość Moich kroków
Mój pierwszy krok wynosi 0,75 metra. Każdy kolejny jest dwa razy dłuższy:
Krok 1: 0,75 m
Krok 2: 1,5 m
Krok 3: 3 m
Krok 4: 6 m...i tak dalej.
3. Matematyka w tle
Mamy tu do czynienia z sumą ciągu geometrycznego. Całkowity dystans, jaki pokonam po n krokach, możemy obliczyć ze wzoru:
Sn = 0,75 · (2n - 1)
Zobaczmy, co stanie się pod sam koniec mojego spaceru:
Po 37 krokach: Suma przebytego przeze mnie dystansu wyniesie około 103 milionów kilometrów. Będę już bardzo blisko, w ponad w dwóch trzecich drogi do Słońca, ale to wciąż będzie za mało.
Po 38 krokach: mój 38 krok sam w sobie będzie mierzył ponad 103 milionów kilometrów! Dodając go do poprzednich, mój łączny dystans wyniesie około 206 milionów kilometrów.
To oznacza, że robiąc 38 krok, nie tylko że dojdę do Słońca, ale minę je o kilkadziesiąt milionów kilometrów i polecę daleko w przestrzeń kosmiczną!
Czwartek
W sieci często krąży mapa Europy z naniesionymi liczbami referendów. Dla jednych to dowód na „prawdziwą demokrację”, dla innych powód do zdziwienia (np. polskie „15” czy niemieckie „6”). Aby jednak zrozumieć tę grafikę, trzeba przestać patrzeć tylko na liczby, a zacząć na metodologię i kulturę prawną.
Mapa wrzuca wszystkie referenda do „jednego worka”, co jest nieco mylące. W rzeczywistości różnica między referendum zarządzonym przez polityków a tym wymuszonym przez obywateli to fundament demokracji bezpośredniej.
Gdybyśmy rozdzielili te dane na dwie osobne grafiki, ich wygląd drastycznie by się od siebie różnił. Oto jak zmieniłaby się ta statystyka:
Mapa referendów inicjowanych przez obywateli (Oddolnych)
Na tej mapie Europa stałaby się niemal całkowicie „pusta” (czerwona), z kilkoma wyraźnymi wyjątkami:
Mapa referendów inicjowanych przez władze (Odgórnych)
Ta mapa wyglądałaby znacznie bardziej „równomiernie”, a dominacja Szwajcarii nie byłaby tak przytłaczająca:
Referendum jako „bezpiecznik” vs „narzędzie władzy”: W Irlandii (42) referendum jest konieczne do każdej zmiany konstytucji – to silny bezpiecznik. W innych krajach bywa zwoływane przez polityków instrumentalnie, by „przykryć” trudne decyzje lub zmobilizować elektorat.
Próg frekwencyjny: Co z tego, że kraj ma wysoką liczbę referendów (jak Włochy – 77), skoro wiele z nich jest nieważnych z powodu niskiej frekwencji? Liczba na mapie nie mówi nam nic o skuteczności tych głosowań.
Kultura polityczna: Szwajcaria pokazuje, że referenda działają najlepiej tam, gdzie obywatele są przyzwyczajeni do współdecydowania o drobnych sprawach (podatki, budowa dróg), a nie tylko o wielkich ideologicznych sporach.
Podsumowując: Mapa jest rzetelnym odbiorem danych statystycznych, ale bez kontekstu prawnego może prowadzić do mylnego wniosku, że niektóre kraje są „mniej demokratyczne”. W rzeczywistości różnią się po prostu sposobem, w jaki ich konstytucje rozdzielają głos między parlament a obywateli.
Wtorek
Gdy prawo przestaje być hamulcem dla władzy, a staje się jej instrumentem; to nie jest już środkiem sprawiedliwości, który jednoczy wszystkich wokół wspólnego ideału, lecz bronią w rękach tych, którzy panują nad ludem.
Niedziela
Szach Mohammad Reza Pahlavi został obalony w 1979 roku w wyniku wydarzeń znanych jako rewolucja islamska. Był to proces gwałtowny, który przekształcił Iran z monarchii konstytucyjnej (w praktyce autorytarnej) w teokratyczną republikę islamską.
Przyczyny upadku szacha były złożone i narastały przez dekady. Oto najważniejsze z nich:
Kluczowe wydarzenia 1979 roku:
W Iranie panuje obecnie bardzo napięta sytuacja, którą eksperci określają jako jeden z najpoważniejszych kryzysów od dekad. Od końca grudnia 2025 roku przez kraj przetacza się fala masowych protestów, które w styczniu 2026 roku przybrały na sile i brutalności.
Oto najważniejsze wydarzenia z ostatnich dni:
Masowe protesty i brutalne tłumienie:
Demonstracje, które rozpoczęły się 28 grudnia 2025 roku z powodów ekonomicznych (szalejąca inflacja przekraczająca 50% i spadek wartości riala), szybko przerodziły się w ogólnokrajowy bunt polityczny przeciwko teokracji.
Sytuacja polityczna i wojskowa
Kontekst międzynarodowy i groźba wojny
Sytuacja wewnątrz Iranu zbiega się z ogromnym napięciem na linii Teheran–Waszyngton:
Rosja: Retoryka obrony suwerenności i "Plan B"
Moskwa zajmuje najbardziej stanowcze stanowisko przeciwko działaniom USA, łącząc sytuację w Iranie z ostatnimi wydarzeniami w Wenezueli (gdzie siły USA pojmały Nicolasa Maduro).
Chiny: Dyplomatyczny balans i pragmatyzm
Pekin tradycyjnie stawia na stabilność handlową, ale w obecnej sytuacji wyraźnie opowiada się po stronie rządu w Teheranie.